Elizabeth Gaskell - życie, twórczość i epoka - North and South - wspólna lektura
trifle - Śro 31 Mar, 2010 22:16
Hmm... Nie kojarzę nic takiego.. Z oponką? Wąsami? Ja pamiętam tylko tę okropeczną okładkę początkową
Beata55 - Czw 01 Kwi, 2010 07:49
| trifle napisał/a: | | Pasowałby mi mój aktor, bo nie jest taki chudy jak RA, a twarz ma równie wymowną. |
A mi podobał się z tą chudością. Przez nią był taki autentyczny w swoim cierpieniu. Błąkał się taki nieszczęśliwie zakochany, chudy i posępny. Piękny widok.
BeeMeR - Czw 01 Kwi, 2010 08:31
| Beata55 napisał/a: | | Błąkał się taki nieszczęśliwie zakochany, chudy i posępny. Piękny widok. |
Absolutnie nie był krępy - był wysoki i postawny, ale nie krępy
Skończyłam czytać N&S - chyba powoli dojrzewam do przeczytania DiU
Admete - Czw 01 Kwi, 2010 09:23
Teraz wy mnie poratujcie - rozdziały XVIII i XIX? Straciłąm ostatnio orientację we wszystkim oprócz pracy
Trzykrotka - Czw 01 Kwi, 2010 09:53
Chyba XIX i XX ...
Admete - Czw 01 Kwi, 2010 09:55
To przeczytam XIX i XX
kazika - Czw 01 Kwi, 2010 10:11
XVIII był teraz XIX i XX:) oj będzie się działo:)
BeeMeR - Czw 01 Kwi, 2010 10:45
Ja jeszcze nawrócę do poprzedniego - podoba mi się, jak pani T. mówi do synku, że dla niego zaprzyjaźniłaby się nawet z Jezebel
NO i wiecznie zamartwia się ewentualnym ożenkiem z Margaret
kazika - Czw 01 Kwi, 2010 11:13
zamartwiałaby się każdym ożenkiem, bo jest bardzo związana z synem, i kocha go mocno, boi się, że go straci.... dobrze, że Margaret to silna osoba bo teściowa dałaby jej popalić, oj dałaby:)
BeeMeR - Czw 01 Kwi, 2010 11:17
| kazika napisał/a: | | dobrze, że Margaret to silna osoba bo teściowa dałaby jej popalić, oj dałaby:) | Ech, no pewnie
Gdzieś dalej jest fragment, gdy Pani T. rozważa, że w przypadku gdyby Margaret byłaby jej synową musiałaby trzymać ją krótko - heh, już widzę że ona by na to pozwoliła
Tess - Czw 01 Kwi, 2010 11:50
te słowa chyba padły, gdy Margaret wyszła z pokoju po udzielonej reprymendzie przez p.T. [/b]
kazika - Czw 01 Kwi, 2010 19:31
przyznam się, że oglądając film nie do końca rozumiałam słowa, że jest tyran gorszy od wszystkich panów, ten który powie ci „Umieraj z głodu i patrz jak twoi umierają, ale nie waż się działać wbrew związkowi!” - nie mogłam zrozumieć dlaczego po prostu Boucher nie wypisze się i nie strajkuje... dopiero po przeczytaniu zrozumiałam, że ludzie, którzy pracowali musieli należeć do związków bo inaczej byli wykluczeni z życia, masakra jak dla mnie...
a w XIX części pan T pokazuje swoją wrażliwość pannie M... mam na myśli jego zaangażowanie w sprawę choroby matki, że jest w tym nielicznym gronie, który wie o co chodzi, i służy swoją pomocą, a ta głupia Gośka ledwo to dostrzega... dla niej ważne jest, że się stawia i jest buńczuczny w sprawach strajku... a on ma takie dobre serce:) dobrze, że powoli dostrzega sama, że jego oczy się zmieniają i głos drży, gdy się pyta o jej chorą matkę na osobności oczywiście.... i nic się nie domyśla...
kazika - Czw 01 Kwi, 2010 19:41
rozdział XX w końcu impreza, ukradkowe zerkanie i podziwianie panny M przez pana T... można powiedzieć, wzdychanie za jej plecami i ślinienie się na jej widok:)
Trzykrotka - Czw 01 Kwi, 2010 20:21
Teraz widać, że Margaret, przez to że jest trochę dziwadłem w Milton, ma właściwie uprzywilejowaną pozycję. Nie należy ani do świata fabrykantów, choć ani umysłem ani wykształceniem im nie ustępuje (może nawet przewyższa), ani robotników, ale bywa w nich obu i w obu jest i obca i mile widziana. Może wysłuchać obu stron, wyrobić sobie jakieś zdanie, a potem pomóc w zjednoczeniu i pogodzeniu obu światów (sielanka, hmm? )
| kazika napisał/a: | | dopiero po przeczytaniu zrozumiałam, że ludzie, którzy pracowali musieli należeć do związków bo inaczej byli wykluczeni z życia, masakra jak dla mnie... |
No właśnie, to jest odwieczny problem tych, którzy sie na cos nie zgadzają, przeciw czemuś protestują, wtedy i dziś też. W takich przypadkach tylko we wspólnym działaniu i w solidarności jest siła. Tutaj związek miał rację pilnując, żeby nikt sie nie wyłamał. Tylko - jak tu być twardym, kiedy głodują własne dzieci? Może i Butcher był niezaradny i jęczący, ale też miał dużą rodzinę i kilkoro drobiazgu w domu, maluchów, które jeszcze nie mogły pójść do fabryki (brr, scena z dzieckiem i panią Thornton w fabryce, okropność). Nie ma mądrych w takiej sytuacji, Margaret i John musieli się też ściąć na tym tle: on widział sprawę i konieczność wzięcia robotników głodem, dla jak najszybszego zakończenia strajku, ona widziała chore z głodu dzieci.
BeeMeR - Czw 01 Kwi, 2010 21:20
| Trzykrotka napisał/a: | | on widział sprawę i konieczność wzięcia robotników głodem, dla jak najszybszego zakończenia strajku, | myślę, że widział też wielkimi krokami nadchodzące bankructwo, jeśli nie wykona zamówień i zeżrą go kary umowne
kazika - Pią 02 Kwi, 2010 09:19
wiadomo tylko w kupie siła:) więc związki miały szanse bytu jeśli wszyscy do nich należeli, ale i tak mi się to nie podobało, bo co jeśli ktoś nie chciał robić tego co wszyscy??? nie miał wyjścia bo go wykluczali, nie odzywali się i niszczyli... nie chcę powiedzieć, że to związek Buchera doprowadził do samobójstwa ale pomógł, bo on nigdy nie chciał być w związku a musiał... i nawet gdyby tym kamieniem nie rzucił a po prostu do strajku się nie przyłączył jego los byłby przesądzony...
| Kod: | Teraz widać, że Margaret, przez to że jest trochę dziwadłem w Milton, ma właściwie uprzywilejowaną pozycję. Nie należy ani do świata fabrykantów, choć ani umysłem ani wykształceniem im nie ustępuje (może nawet przewyższa), ani robotników, ale bywa w nich obu i w obu jest i obca i mile widziana. Może wysłuchać obu stron, wyrobić sobie jakieś zdanie, a potem pomóc w zjednoczeniu i pogodzeniu obu światów (sielanka, hmm? :wink: )
|
myślę, że jej uprzywilejowana sytuacja na salonach ma coś wspólnego też z kompleksami Miltończyków, mimo iż zdają sobie sprawę, że mają forsę to brak im wykształcenia i tradycji... mam na myśli sytuację jak w Lalce... mimo iż polska szlachta siedziała u Wokulskiego w kieszeni i tak uważali się za kogoś lepszego a sam Wokulski miał kompleksy... widzę duże podobieństwo Wokulskiego do Thortona:) ale książkowe bo filmowe to nie ma co porównywać:)
aś - Nie 04 Kwi, 2010 14:07
W końcu dogoniłam Was z czytaniem:-P
| kazika napisał/a: | | a w XIX części pan T pokazuje swoją wrażliwość pannie M... mam na myśli jego zaangażowanie w sprawę choroby matki, że jest w tym nielicznym gronie, który wie o co chodzi, i służy swoją pomocą, a ta głupia Gośka ledwo to dostrzega... |
Dostrzegać, dostrzega, ale źle interpretuje. On chce pomóc, a ona się denerwuje, że w ogóle został dopuszczony do tej tajemnicy i wtyka nos w nie swoje sprawy. Zresztą panna Małgorzata (w tym okresie) jakoś tak mnie irytuje. Uparła się jak osiołek w postrzeganiu pewnych spraw i wołami jej od tych opinii nie odciągniesz
| kazika napisał/a: | | w końcu impreza, ukradkowe zerkanie i podziwianie panny M przez pana T... można powiedzieć, wzdychanie za jej plecami i ślinienie się na jej widok:) |
No nie takie ukradkowe skoro jego matka (określenie pani Thornton jako "mama" nie potrafi mi przejść przez gardło ) to zauważyła
Alicja - Nie 04 Kwi, 2010 20:35
ona zauważyła, bo była na nie "uwrażliwiona"
BeeMeR - Nie 04 Kwi, 2010 21:13
Pan Bell tez zauważył - w swoim czasie
Tess - Pon 05 Kwi, 2010 10:40
Pani T. zaczęła się niepokoić o swojego Jasia już wtedy, gdy jej ukochany synuś zbyt często opowiadał o profesorze i jego córce po spotkaniu z Margaret dołączyła niechęć i wzrósł niepokój
spin_girl - Pon 05 Kwi, 2010 13:22
Odświeżam sobie właśnie N&S, aktualnie jestem przy scenie wnoszenia do salonu (kto czytał ten wie, o co chodzi ). Odkryłam dość zaskakującą rzecz u siebie - przy tym czytaniu (jest to mój tzreci raz z powieścią) od początku mam bardzo negatywne nastawienie do Margaret, które pojawiło się już w scenie, w której po raz pierwszy spotyka JT. Jest obca w nowym mieście, bez forsy, koneksji, pozycji, w swoim pokoju hotelowym zastaje faceta, który musiał się oderwać od pracy i swoich spraw, żeby bezinteresownie i za darmo pomóc ludziom, których nigdy wcześniej nie widział na oczy i cóż robi nasza panna Hale? Traktuje go z chłodną wyniosłością, patrzy na niego z góry, zadaje sobie minimalny wysiłek żeby prowadzić uprzejmą konwersację. Dlaczego? Bo jest nieco zmęczona i ma ochotę na lunch!
W ogóle całe jej zachowanie względem Thorntona jest obrzydliwe - kilkakrotnie jest dla niego po prostu nieuprzejma. Dwa razy odmawia podania mu ręki. Właściwie nie wiadomo dlaczego, tym bardziej, że JT jest przecież klientem (!) i przyjacielem jej ojca. Margaret ogólnie sobie pozwala w jego towarzystwie, a nie ma do tego najmniejszego powodu. W ogóle na każdym kroku wyłazi z niej jakaś nieuzasadniona duma, wręcz wywyższa się, chociaż nie ma za bardzo czym. Już te pierwsze komentarze "I don't like shoppy people" - myślałby kto, najlepiej niech wszyscy usiądą na tyłku i czytają Platona a robota się sama zrobi. W dodatku Margaret wpycha się w każdą konwersację, na ogół nie mając zielonego pojęcia o temacie i oferuje swoje opinie tonem nie znoszącym sprzeciwu. Znalazła się specjalistka od handlu! Scena, w której wysyła Thorntona by stawił czoła rozwścieczonym robotnikom - nie rozumiem o co jej chodzi, uważam, że jej słowa o tchórzostwie są bezczelne, faktycznie, lepiej się dać zabić rozwścieczonemu tłumowi.
Tekst Margaret do ojca, że Thornton jest pierwszym fabrykantem jakiego poznała, więc traktuje go jako swoją pierwszą oliwkę i trzeba jej wybaczyć, że krzywi się przy połykaniu - nie rozumiem tego. Śmiechem zbywa fakt, że bez powodu jest niegrzeczna dla człowieka, który niczym sobie na to nie zasłużył. W ogóle pogardza Thorntonami, ale jak coś potrzebuje - namiary na służącą, adres lekarza, wodny materac - to wali jak w dym. Ciekawa filozofia.
Mam też wrażenie, że dla Higginsów jest taka miła dlatego, że odczuwa swoją olbrzymią przewagę nad nimi i może się przed nimi wymądrzać i popisywać do woli, natomiast przy JT wychodzi na jaw jej ignorancja.
Przepraszam, jeśli coś zaspojlerowałam, ale nie mogę się do końc zorientować w jakim punkcie powieści jesteście, a poza tym mam nadzieję, że wszyscy widzieli serial.
Admete - Pon 05 Kwi, 2010 15:22
Rozdział XX
spin_girl - Pon 05 Kwi, 2010 16:08
Dzięki.
To ja już jestem trochę dalej, dzisiaj przeczytałam ok 70 stron - akurat mój ulubiony fragment powieści, chociaż z każdą kolejną sceną Margaret wkurza mnie coraz bardziej.
Admete - Pon 05 Kwi, 2010 16:14
Mnie nie wkurza. Jest młoda, nie zna świata, uczy się wiele z każdym dniem. Jest bardzo niezależna, stara się zaradzić kłopotom w domu i poza nim. Nie rozumie Thorntona, on zresztą też nie do końca rozumie świat, w którym dotychczas żyła. Oboje muszą się wiele nauczyć od siebie nawzajem.
Podoba mi się fragment, w którym Gaskell opisuje reakcję Margaret na propozycję pomocy ze strony Thorntona. Biedactwo nie wie, co myśleć. Z jednej strony zimna klakulacja człowieka handlu, z drugiej zrozumienie, jakie okazuje w związku z chorobą jej matki.
Ogólnie to jest inny świat:
| Cytat: | | Trzeba nauczyć się innego jezyka i inną miarą oceniać wszystko tutaj, w Milton. |
A na przyjęciu bardzo podoba mi się opis uczuć i zachowania Thorntona - nie patrzy na margaret 9 pzoa tym pierwszym zachwyconym spojrzeniem ), nie zajmuje się nią, ale cały czas wie, gdzie ona jest i co robi Z kolei Margaret po raz pierwszy widzi go w zupełnie innym świetle - jako człowieka szanowanego, kogoś ważnego, pewnego siebie.
Alicja - Pon 05 Kwi, 2010 20:54
i dobrze jej zrobiło takie" widzenie " Johna w innym świetle. Coś jest w tym o czym pisze Spinka. Margaret pomimo, że jest młoda i dopiero uczy się życia nie ma moralnego prawa wywyższać się ponad nie tylko Thorntona, ale i innych fabrykantów. Wełna, przędza, nitki czy inne artykuły są niezbędne także i dla niej. Ciekawe czy kiedykolwiek zastanawiała się skąd się biorą.
| spin_girl napisał/a: | | Mam też wrażenie, że dla Higginsów jest taka miła dlatego, że odczuwa swoją olbrzymią przewagę nad nimi i może się przed nimi wymądrzać i popisywać do woli, natomiast przy JT wychodzi na jaw jej ignorancja. |
Higginsowie na początku dają jej tę satysfakcję, jak na wsi kiedyś " chodzenie z koszykiem dla biednych". Potem relacje uległy zmianie na szczęście. Natomiast John nie pozwala jej na wywyższanie się. Gdyby otwarcie wielbił ją i dawał do zrozumienia" jaka panna jest mądra i piękna" pewnie dla niego też byłaby milsza choć nie zachęcałaby go wcale do atencji. Nie wiem tylko czy powitanie Thorntona nie było zwyczajnie w nienajlepszym momencie. Dla Margaret to było nie tylko zmęczenie podróżą. Zmieniał się jej cały świat,jego podstawy- dom i miejsce na ziemi. Nie wiedziała też co ją czeka i niestety, John był jedną z pierwszych osób , którą spotkała w nowym mieście i uosobieniem niekorzystnych zmian
|
|
|