To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Nasz własny fanfik

Dione - Sob 12 Sty, 2008 18:02

To skoro nikt jeszcze nie napisał nic o spacerku, to ja się na ochotnika zgłaszam i ... dajcie mi jakąś godzinkę czy dwie i kilka liniaszek wysmaruję :-P
Marija - Sob 12 Sty, 2008 18:13

Noo, to rozumiem :oklaski: !
Alison - Sob 12 Sty, 2008 18:17

Marija napisał/a:
Noo, to rozumiem :oklaski: !


BRAWOOOO!!! :oklaski: :oklaski: :oklaski:

Tylko na biologów można liczyć :confused3:

Maryann - Sob 12 Sty, 2008 19:18

Alison napisał/a:
O Jezu, przecie umówił sie z nią przy stajniach na spacer! Nie czytała jak pisałam!?

Czytała. A czy ja pisała, że PRZY, czy WE stajniach ? No i dlaczego akurat przy stajniach ? Może miał jakieś ukryte zamiary ? :mrgreen:

Alison - Sob 12 Sty, 2008 19:44

Maryann napisał/a:
No i dlaczego akurat przy stajniach ? Może miał jakieś ukryte zamiary ? :mrgreen:


Bo mu tam blisko od rządcy widać było, albo stajnie były na skrzyżowaniu dróg od domu rządcy i od strony pałacu, skąd Lizzy miała dojść. A w ogóle to skąd mam wiedzieć dlaczego mi akurat stajnie do głowy przyszły? :(
A o zamiarach to też nic nie wiem, jak nikt nic nie napisał? :foch2: :wink:

Dione - Sob 12 Sty, 2008 20:09

To nabazgrałam troszeczkę :-P
Spacerek czas zacząć:

- I co łotrze! Pewnie mam cię wypuścić? – Darcy przykucnął przy ogrodzeniu, za którym niecierpliwie skomląc kręcił się niespokojnie Trafalgar. Po krótkiej chwili pies przysiadł na tylnych łapach i z oczekiwaniem wpatrywał się w jego twarz. Gdy Darcy podniósł się i sięgnął ręką do zamka, zwierzę uniosło się i wcisnęło nos w szczelinę drzwiczek.
Darcy zmrużył oczy i przygotowując się na „psie czułości” otworzył. Trafalgar wyskoczył z kojca z szybkością strzały, lecz ku zdziwieniu swojego pana, wyminął go i pobiegł w kierunku domu. Zupełnie zaskoczony Darcy obrócił się w ślad za psem, zastanawiając się, co mogło go tak przyciągnąć, że zapomniał o nim. To co zobaczył, wprawiło go w stan podobny do euforii. Kilkanaście metrów dalej ścieżką szła w jego kierunku Elizabeth, ubrana w ciemnoniebieski płaszczyk i maleńki czepeczek. Pies w kilku skokach znalazł się przy niej i radośnie zaczął ją obskakiwać i łasić się.
Lizzy z uśmiechem podrapała psa za uszami. Poznała go od razu, choć nie przypominał już tego szczeniaka, który często towarzyszył jej w spacerach po Netherfield w czasie choroby Jane. Zupełnie nie spodziewała się go tutaj. Przez tyle miesięcy była przekonana, że należał do Bingley’a. A tymczasem okazał się być tym słynnym Trafalgarem jej męża.
- Nie wiedziałem, że on jest aż tak mądry, żeby od razu rozpoznać swoją Panią. – Darcy podchodził do nich powoli. – Ale za lekceważenie pana należy mu się bura. – Puścił do Lizzy porozumiewawczo oczko. Uniosła głowę i spojrzała mu w oczy.
- My się już przecież znamy. I to od szczeniaka. – Na pytające spojrzenie męża, wyjaśniła. – W zeszłym roku był moim ulubionym mieszkańcem Netherfield.
- To dlatego znikał mi na kilka godzin każdego dnia. A ja głupi sądziłem, że biega za królikami. Tymczasem on był już wtedy mądrzejszy niż jego pan. – Pogłaskał psa. – I co potworze? Pokażemy naszej Pani stare dęby?
Trafalgar natychmiast ruszył w drogę, lecz zauważywszy, że za nim nie idą, zatrzymał się, i odwracając do nich zaszczekał. Darcy roześmiał się i delikatnie ujął dłoń Lizzy, pocałował i wsunął sobie pod ramię. Szli przez kilka minut w milczeniu, przerwanym tylko odpowiedzią na pozdrowienie chłopca stajennego, który oprowadzał na padoku karą klacz, najnowszy nabytek do Pemberley. Z przeznaczeniem dla młodej pani. Jednak Darcy zdusił w sobie pragnienie powiedzenia jej tego teraz. To miała być niespodzianka na zaplanowaną na jutro pierwszą lekcją jazdy konnej. Dziś chciał pokazać jej dęby. Chłopiec stajenny przyglądał się Lizzy z takim zachwytem, że w sercu Darcy’ego wezbrała duma. Tak, to jest najdoskonalsza Pani na Pemberley, jaką mógłby sobie wymarzyć.
Przekroczyli drewniany mostek ponad strumieniem i skierowali się w wąską ścieżkę, odchodzącą od głównej alejki. Zagłębili się w las. Pies zniknął wśród krzaków. Gdzieś przed nimi odezwał się rudzik, a ze starej brzozy wtórował mu szczygieł. Lizzy lekko oparła głowę na jego ramieniu.
- Tu jest cudnie. – Szepnęła.
- Zaczekaj aż zobaczysz dęby.
Droga prowadziła w coraz dziksze rejony parku. Kręta ścieżka wdrapywała się stromo do góry, to nagle łagodnie opadała w dół. Las mienił się wszystkimi kolorami jesieni. Drzewa zaczynały tracić liście, które lekko szeleściły pod ich stopami. Co parę minut na ścieżkę wypadał Trafalgar, jakby sprawdzając czy wciąż idą tym szlakiem. Po blisko godzinie droga nagle gwałtownie podnosiła się do góry w formie schodów ułożonych z kamieni. Darcy z wielką uwagą asekurował wspinaczkę Lizzy. Chwilę potem oboje stanęli na płaskim szczycie wzgórza. Szczyt ze wszystkich stron otoczony był leszczyną, a pośrodku rosło kilkanaście ogromnych dębów. Elizabeth aż westchnęła z zachwytu. Jeszcze nigdy nie była w takim miejscu. Korony drzew tworzyły jakby sklepienie, przez które nie było widać nieba. Światło docierało tu tylko przez drobne szczeliny między gałęziami. Ziemia zasłana była czerwonymi i brązowymi liśćmi, jak dywanem. I te dęby. Ogromne, kilkusetletnie drzewa, stały jak kolumny podpierające sklepienie. Z dziecięcą radością Lizzy pobiegła pomiędzy drzewa. Darcy obserwował ją spod przymrużonych powiek.
- Tu jest jak w bajce! – Obróciła się do niego.
- Czy to znaczy, że podobają Ci się nasze dęby? – Spytał przekornie.
- Czy podobają? – Elizabeth szybko znalazła się przy nim i zarzuciła mu ręce na szyję. – Chyba nie widziałam nic piękniejszego.
Darcy otoczył ramionami jej talię i delikatnie pocałował jej usta. Już miał silniej przyciągnąć ją do siebie, gdy usłyszeli gwałtowny szelest. Oboje równocześnie obrócili się w stronę hałasu, żeby ujrzeć przeciskającego się przez leszczynę Trafalgara. Do jego sierści przylgnęło kilka owoców łopianu, a na lewym uchu zawadiacko przyczepiła się leszczynowa gałązka z dwoma listkami. Na ich widok pies radośnie zamerdał ogonem i w trzech susach znalazł się przy nich, domagając się pieszczot.

Alison - Sob 12 Sty, 2008 20:22

:banan_Bablu: :banan_Bablu: :banan_Bablu:

Cudnie, cudnie, cudnie!!!! Biolodzy górą! :banan_czerwony:
Och Dione, ślicznie się to czytało, wszystko jak żywe stało mi przed oczami, za opisy psa masz 7 pkt na 5 możliwych! I to miejsce z dębami, jakbym tam była, kocham takie stare drzewa.
:love_shower:

A Wy nie próbujcie się czepiać, że szczygieł, czy, że drzewa dopiero zaczynają tracić liście, bo osobiście :uzi:

Alison - Sob 12 Sty, 2008 20:23

No to teraz poproszę, żeby po powrocie ze spaceru czekała ich w domu jakaś niespodzianka. Np. ktoś niespodziewanie przyjechał w gości.... :roll:
Dione - Sob 12 Sty, 2008 20:28

Alison napisał/a:
A Wy nie próbujcie się czepiać, że szczygieł, czy, że drzewa dopiero zaczynają tracić liście, bo osobiście


To to nie jest tak mniej więcej październik? Bo ja tak była przekonana :shock:

Alison - Sob 12 Sty, 2008 20:35

Dione napisał/a:
Alison napisał/a:
A Wy nie próbujcie się czepiać, że szczygieł, czy, że drzewa dopiero zaczynają tracić liście, bo osobiście


To to nie jest tak mniej więcej październik? Bo ja tak była przekonana :shock:


Nie wiem co to jest i w ogóle mnie to nie obchodzi, ale ktoś tu płakał, że ptaszki w fanfiku śpiewają, a to zima, i zaraz Boże Narodzenie. Nic się nie przejmuj, jest super, a tło czasowe najmniej ważne. Ważna atmosfera i akcja, więc wszystko co trzeba jest :cmok:

Anonymous - Sob 12 Sty, 2008 20:38

Alison napisał/a:
No to teraz poproszę, żeby po powrocie ze spaceru czekała ich w domu jakaś niespodzianka. Np. ktoś niespodziewanie przyjechał w gości.... :roll:

o to to np. jakiś daleki krewny z wybawcą rodem ze słonecznej aczkolwiek targanej wichrami wojny Hiszpanii :wink:

Dione o tym, że jestem Twoją fanką to gdzieś chyba pisałam :love_shower:

Maryann - Sob 12 Sty, 2008 20:38

Alison napisał/a:
ktoś tu płakał, że ptaszki w fanfiku śpiewają, a to zima, i zaraz Boże Narodzenie

A płakał ? :roll: :wink:
Alison napisał/a:
Ważna atmosfera i akcja, więc wszystko co trzeba jest :cmok:

W rzeczy samej. :-D

Alison - Sob 12 Sty, 2008 20:40

Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
ktoś tu płakał, że ptaszki w fanfiku śpiewają, a to zima, i zaraz Boże Narodzenie

A płakał ? :roll: :wink:


Nie wiem czy płakał, bo przeciez nie widzę przez internet, ale coś tam smędził. A czy to przypadkiem nie byłaś Ty? :lol:

Maryann - Sob 12 Sty, 2008 20:51

Smędził... No nie... :roll: Matko Szanowna, ja tylko wspomniałam, że niedługo na Boże Narodzenie zjedzie zaproszona familia Gardinerów. :wink:
Alison - Sob 12 Sty, 2008 20:53

Maryann napisał/a:
Smędził... No nie... :roll: Matko Szanowna, ja tylko wspomniałam, że niedługo na Boże Narodzenie zjedzie zaproszona familia Gardinerów. :wink:


Acha... :rumieniec: To ja gremialnie i generalnie przepraszam za wszystko

Gunia - Sob 12 Sty, 2008 21:20

Ale ładnie, Dione. :serduszkate: Opisy prześliczne.
Maryann - Sob 12 Sty, 2008 21:21

Alison napisał/a:
Maryann napisał/a:
Smędził... No nie... :roll: Matko Szanowna, ja tylko wspomniałam, że niedługo na Boże Narodzenie zjedzie zaproszona familia Gardinerów. :wink:

Acha... :rumieniec: To ja gremialnie i generalnie przepraszam za wszystko

Gremialnie i generalnie nie ma za co. :cmok:
Alison napisał/a:
No to teraz poproszę, żeby po powrocie ze spaceru czekała ich w domu jakaś niespodzianka. Np. ktoś niespodziewanie przyjechał w gości.... :roll:

Hmmm... Któżby to mógł przyjechać ? :mysle: Jakiś sąsiad, co to miał trzy córki na wydaniu i chciał zobaczyć, kto je obrał ze szczęśliwej przyszłości ?
Bo przecież nie ciocia, którą raptem ruszyło sumienie... :roll:

Anonymous - Sob 12 Sty, 2008 21:25

Maryann napisał/a:
Któżby to mógł przyjechać ?

kto ma przyjechac to już nieśmiało rzuciłam propozycją teraz trzeba szukać Zdolnej Damy :D

nicol81 - Sob 12 Sty, 2008 21:35

Maryann napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Czy to znaczy, że ten fanfik ma być podporządkowany wizji Pamelki?

Ma być podporządkowany NASZEJ wizji. Tylko i wyłącznie. A z tą metodystką to mi się tak powiedziało, bo ta opisana przez Pamelę religijna przemiana u Georgiany wydaje mi się całkiem wiarygodna.

Wiarygodna, ale ograniczająca dla przyszłych fanfikopisarzy.

Dione - Sob 12 Sty, 2008 21:38

Dlaczego ograniczająca? Mamy przecież Pamelkowego Dy'a :-P A ja tak go lubię :mrgreen:
nicol81 - Sob 12 Sty, 2008 21:41

Ale Dy ogranicza nam Ibera :-P
Dione - Sob 12 Sty, 2008 21:42

No ja zbyt wielką fanką hiszpanów to nie jestem, więc wcale z tego powodu nie będę się zmucić.
nicol81 - Sob 12 Sty, 2008 21:48

Ale Iber mógłby dla kogoś stać się natchnieniem :wink:
Dione - Sob 12 Sty, 2008 21:51

Hmh, zawsze można z Ibera zrobić porywacza, którego niecny plan pokrzyżuje Dy :mrgreen:
nicol81 - Sob 12 Sty, 2008 21:52

Ale to byłoby nie PC, bo teraz cierpią przez Napoleona... :mrgreen:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group