To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

North and South - serial BBC - Wszystko o filmie North and South :)

RaczejRozwazna - Śro 27 Sie, 2008 16:08

wiedziałąm... :roll: :wink:
aneby - Śro 27 Sie, 2008 16:11

:mrgreen:
Gosia - Śro 27 Sie, 2008 17:08

W scenie oświadczyn w pierwszej jej części, on i mnie się nie podoba, ma cienie na twarzy, ktore powodują, że nie wygląda dobrze. Wyglada na mocno spietego, ale moze o to chodzilo.
Dopiero pozniej, kiedy ona nie chce zeby konczyl mysl tj. oswiadczal sie, twarz mu sie zmienia i wyglada troche lepiej. ale w ogole cala ta scena jest krecona w ciemnych i ponurych nieco barwach.
Jego oswiadczyny nie mialy jej zachecic do ich przyjecia. W zamysle Gaskell i scenarzystow. W tej scenie nie mialo byc czaru, czar powinien byc w scenie peronowej.. ;)
Niemniej uwielbiam sluchac tą scenę na sluchawkach, bo glos to on ma boski :lol:

Natomiast maminsynkiem bym go nie nazwala. Byl zwiazany z matka silna więzią, a spowodowala to ich wspolna historia, ich walka o przetrwanie.

P.S. Nikomu sie nie narażasz, tu sie dyskutuje ;)

Alicja - Śro 27 Sie, 2008 19:56

RaczejRozwazna napisał/a:
No to się zaraz doigram
:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
ja tylko odniosę się do uwielbianej przez większość sceny- look back at me
nie odbieram tego jako egozim, sama kiedyś żegnałam ukochaną osobę z myślą, że to pewnie na zawsze, coś tam prędzej zaszło, było niejasnego i szczerze - marzyłam, żeby odchodząc obejrzał się na mnie i spojrzał ostatni raz, miałabym jakąś nadzieję, że gdzieś tam...
czy to coś przypomina?

patrząc na niego widzę tylko bezdenną rozpacz w oczach, właśnie w tej scenie

aneby - Śro 27 Sie, 2008 20:15

RaczejRozwazna napisał/a:
przystojniejszych aktorów

Ja generalnie mam słabość do brunetów dlatego jestem taka bezkrytyczna :wink:
Nie musi być jakiś super amant, byle miał ciemne włosy :mrgreen:

Alicja - Śro 27 Sie, 2008 20:39

aneby napisał/a:
byle miał ciemne włosy

to gratuluję :wink: dobrze, że już masz męża :thud: :mrgreen:

aneby - Śro 27 Sie, 2008 20:52

Paradoksalnie maż jest ciemny blond :mrgreen:
Alicja - Czw 28 Sie, 2008 07:54

Mag13 napisał/a:
Już kiedyś zastanawiałam się tutaj nad zmiennością wyglądu RA w poszczególnych partiach N&S

wystarczy obejrzeć scenę spotkania Meg z bratem w nocy na peronie i twarz Thorntona, który ich zaskakuje. Ten diaboliczny wręcz wyraz twarzy, cienie i ogromne czarne oczy. Brakuje tylko małych różków wyrastających z głowy

Mag13 napisał/a:
Sam Thornton też daje temu wyraz wspominając o mówieniu o owocach i zaraz potem o uczuciach jako czymś trudno zrozumiałym....

odebrałam to jako sposób nawiązania rozmowy. Najpierw zaczął o owocach ( nawiązanie rozmowy - mógł o pogodzie byłoby to samo) potem się oświadczył i został odrzucony, a później powiedział jakoś tak, że trzeba było zostać jednak przy rozmowie o owocach - czyli mogliśmy nadal rozmawiać na tematy niezobowiązujące i przy tym pozostać, nie czułbym teraz bólu odrzucenia. Sęk w tym, że w polskim wydaniu N&S wycięto początek rozmowy o owocach przed oświadczynami, a zostały tylko oświadczyny i ni z gruszki ni z pietruszki owoce :shock:

Gosia - Czw 28 Sie, 2008 08:08

To nie tylko w polskim wydaniu, w brytyjskim wydaniu jest tak samo.
Alicja - Czw 28 Sie, 2008 08:17

jakaś wredna paskuda nie kochająca Thorntona zrobiła mu krzywdę :wink:
agnesa - Czw 28 Sie, 2008 11:02

Mag13 napisał/a:
Sam Thornton też daje temu wyraz wspominając o mówieniu o owocach i zaraz potem o uczuciach jako czymś trudno zrozumiałym....


Mnie właśnie ta kwestia chyba najbardziej podobała się w całej scenie oświadczyn. Dla mnie jest to chyba symbol, że porozumienie między nimi jest, przynajmniej na razie, totalnie niemożliwe. Rozmawiają ze sobą ale się nie rozumieją. John tu jakby żalił się, że jakoś tak łatwo przeszli z istotnego tematu miłości (dla niego istotnego) do czegoś tak prozaicznego jak kolor owoców.

Alicjo, ja oglądałam wydłużoną scenę oświadczyn i stwierdzam, że właśnie zrobiono mu nie krzywdę a przysługę. Jest tyle o owocach ile trzeba. Na początku rozmowy John (jako zagajenie) mówi o kolorze owoców, a potem przechodzi do głównego tematu. I to wystarczy, żeby zamknąć to w symbolicznej klamrze, gdy pod koniec mówi właśnie te znamienite słowa o kolorach i miłości.

I jeszcze jedno. Zastanawia mnie mina Margaret, gdy wchodzi i gdy John zamyka za nią drzwi. Czy ona spodziewała się jego oświadczyn i martwiła się, jak mu odmówić? Chyba tak. Czy może ona już wtedy coś do niego czuła? A odmówiła mu, bo była jednak wyższego stanu niż on, jeszcze go nie kochała, choć ją pociągał i robiła zawsze to co trzeba (podkreślono to w liście, który czytała przed sceną oświadczyn - to chyba było celowe). To mnie bardzo nurtuje. :mysle:

Gosia - Czw 28 Sie, 2008 11:24

Mysle ze czuła się niezrecznie, moze nie wiedziala o co mu chodzi, zanim nie wyjawil swoich uczuc. z pewnoscia bylo jej przykro mu odmowic, ale odmowic chciala w tej sytuacji.
Jednak kiedy juz odmowila, zrobilo jej sie nieprzyjemnie, choc chyba nie zalowala ze odmowila, Zal przyszedl poz niej

Alicja - Czw 28 Sie, 2008 11:31

dla mnie na jej twarzy odbijała się niepewność po co on przyszedł i jakby zakłopotanie spowodowane tym, że rzuciała mu się na szyję prędzej, czego w żadnym wypadku panna nie mogła robić, nawet w szczytnych celach. Musiała juz coś do niego czuć, obcego faceta nie próbowałaby tak gorąco ratować przed tłumem, a napewno nie takimi sposobami :roll: no i też
agnesa napisał/a:
odmówiła mu, bo była jednak wyższego stanu niż on, jeszcze go nie kochała, choć ją pociągał i robiła zawsze to co trzeba

aneby - Czw 28 Sie, 2008 11:48

Z tym wyższym stanem to chyba było zarozumialstwo z jej strony. Jak powiedziała Mrs Thornton " Kim ona jest.....córka byłego pastora". Myślę, że Thornton był bardziej poważany w swoim środowisku niż Margaret w środowisku londyńskich dam. Miała po prostu wysokie mniemanie o sobie.
A co do sceny oświadczyn - pełna wersja wydaje mi się trochę przydługawa, pomimo że jest bardziej zrozumiała, można uznać, że jest nudna.

damamama - Czw 28 Sie, 2008 14:55

Skończyłam oglądać o godz. pierwszej w nocy. Super, jak zobaczę jeszcze raz to wsiąknę na pewno chociaż Rysio nie przebije Colinka. Strasznie żal mi go było jak wybierał się z oświadczynami a doskonale wiedział, że zostanie odrzucony. Dla sceny peronowej warto było zobaczyć cały film :serce:
Alicja - Czw 28 Sie, 2008 16:05

brawo, kolejna dama wielbicielka :oklaski:
peronowa dobra, a scena - Look back at me?

aneby napisał/a:
A co do sceny oświadczyn - pełna wersja wydaje mi się trochę przydługawa, pomimo że jest bardziej zrozumiała, można uznać, że jest nudna.

podobała mi się jego gwałtowność w wyznawaniu uczucia :wink:

agnesa - Czw 28 Sie, 2008 16:17

damamama napisał/a:
Strasznie żal mi go było jak wybierał się z oświadczynami a doskonale wiedział, że zostanie odrzucony.


Chyba jednak tak do końca na 100% nie wiedział. I tu duża rola jego mamci. Jej się w głowie nie mieściło, że Margaret mogła tak postąpić nie kochając go. Więc mamusia utwierdziła go w przekonaniu, że jednak warto spróbować. A poza tym jest coś takiego, że osoby zakochane się łudzą.

nuna - Czw 28 Sie, 2008 17:02

Wczoraj kupiłam film i już dwa razy obejrzałam (niemal pod rząd), a teraz kończy oglądać moja mama :wink: Pierwszy raz kupiłam film w ciemno (znając tylko wysoka ocenę na imdb i filmwebie i nie żałuję. I podobnie zrobię z "Żonami i córkami" - czemu filmu nie mogli wydać w sierpniu :( .
Film bardzo mi się spodobał mimo przemysłowej, szarej scenerii. Aktorsko świetnie - doskonały wybór aktorów do roli Margaret, Thortona i jego matki. Trochę brakowało mi tutaj humoru Jane Austen (choć siostra Thortona nieraz mnie rozbawiła :) ) i wiejskiej scenerii, ale mimo tego serial przyjemnie się ogląda. Dobrze, że poruszane sprawy społeczne nie są pokazane wnikliwiej, bo film zrobiłby się trochę ciężki, a tak stanowi dobre tło filmu.
Mam dwa pytania do filmu, bo mimo, że 2 razy oglądałam to dalej pewnych rzeczy nie załapałam
1. Czy Thornton miał zamiar się oświadczyć Margaret przed rozmową z matką, czy tylko chciał ją odwiedzić?
2. Kiedy Margaret zaczęła coś do niego czuć?, bo dla mnie wydawało się, że już od kolacji u Thorntonów - te jej spoglądanie w stronę Thorntona.

Gosia - Czw 28 Sie, 2008 17:11

drugie pytanie jest łatwiejsze, ale tylko pozornie.
Zdania sa podzielone ;) Sama Margaret do ostatniej chwili nie chce sie nawet przed soba przyznać, że jest w nim zakochana. Na pewno od poczatku jest nim zaintrygowana, obserwuje go, słucha co się o nim mówi.
W powiesci na przyjeciu u Thorntonow ona go podziwia, ale jednoczesnie pewne rzeczy ją do niego zrażają.
Myślę, że przełomowe są jego oświadczyny, po ich odrzuceniu ona czuje sie nieszczegolnie, jest jej przykro. Najwazniejsza jest jednak okazana przez niego pomoc, od tej pory ona zaczyna go cenic naprawde wysoko, choc od poczatku wlasciwie ma do niego jakis szacunek, widac jak o nim mowi, ceni jego zdanie, nawet jesli sie z nim nie zgadza.
Ale na pewno to, ze on mimo odrzucenia jego oswiadczyn, pomaga jej w tak waznej chwili, jest bardzo wazne. W jej oczach czlowiek, ktorego na poczatku nieco lekcewazyla, staje się prawdziwym dżentelmanem.

Jesli chodzi o pierwsze pytanie, moim zdaniem, od chwili gdy przestraszyl sie o jej zycie, chcial sie jej oswiadczyc (w powiesci wnosząc ją do salonu zemdloną wyznaje wlasciwie jej milosc). Nie mogl ukryc swoich uczuc, a matka (niechcacy) jeszcze go zachecila do oswiadczyn.

Gosia - Czw 28 Sie, 2008 18:18

Ona w tym momencie nie oczekiwala od niego uczuc, przeciez powiedziala, ze jego wyznania ją obrażają. Przy pierwszych oświadczynach on tak naprawdę nie miał żadnych szans.
Alicja - Czw 28 Sie, 2008 19:25

Mag13 napisał/a:
On w czasie składania propozycji nie wykonał żadnego ciepłego gestu wobec niej, gestu

może dlatego żeby się zbytnio nie obnażyć? nie wystawić na cios? uważam,że nie poszedłby do Margaret z propozycją małżeństwa, gdyby matka go nie ośmieliła. Chciał ja pojąć za żonę, ale przeczuwał co może usłyszeć ( nieszczęsne wycięte owoce miały też rozpocząć temat). Gest obronny Margaret na balkonie, a potem zachęta matki, a nawet upewnienie, że takie zachowanie młodej dziewczyny świadczy o jej oczekiwaniu na propozycję małżeństwa - to wszystko spowodowało, że jednak poszedł. Jak zresztą miał okazać uczucia kobiecie, której nie rozumiał?

co do drugiego pytania - zgadzam się z Gosią :-D

agnesa - Czw 28 Sie, 2008 20:02

A co powiecie na temat ich uścisku dłoni na balu u Thorntonów. Nie uważacie, że był trochę przydługi, jak na zwykły konwencjonalny uścisk dłoni? :mysle: I to spotkanie się palców przy rozłączeniu dłoni. Toż to prąd mógł porazić. 230 V jak nic. :mrgreen:
Gosia - Czw 28 Sie, 2008 20:08

O ten dotyk dloni ja sie absolutnie nie martwie, cisnienie z pewnoscia bylo, mozna to nazwac prądem ;)
A ten dotyk palcow na herbatce u Hale`ow ?
Chemia, chemia...

RaczejRozwazna - Czw 28 Sie, 2008 22:04

Abstrahując - podoba mi się Higgins, bardzo. Porządny chłop z inteligencją wyzierającą z oczu. Chyba wolałabym go niż pięknego Rysia vel mrs Thortona.
sibia - Pią 29 Sie, 2008 00:06

Oj, brakowało mi Higginsa. Bardzo pozytywna postać w filmie, niestety nie wiem, jak to w książce wygląda.
Ciekawi mnie też, czy moje wrażenie skomplikowania życia uczuciowego Margaret w ostatnim odcinku w powieści jest jakoś pociągnięte (brzydkie słowo) bardziej w powieści. Gdy oglądałam film pierwszy raz, to odniosłam wrażenie nagromadzenia w tym 4 odcinku potencjalnych kandydatów do ręki Margaret, Henry wiadomo, ale przecież i pan Bell miał ochotę chyba? Czy w książce to było jakoś wyeksponowane, żeby utrudnić bohaterom ostateczne zejście się, czy to tylko mi się wydaje po obejrzeniu odcinka?
I pliiiz, gdzie jest to słynne tłumacznie? Bo nawet fragmentów nie umiem znaleźć, o fanfiku nie wspominając, a pożądam lektury okrutnie.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group