Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik Tom III
Kaziuta - Wto 08 Maj, 2007 17:56
A mnie z Prowansją i cudnymi polami lawendowymi. Może Lizzy używała wody lawendowej.
asiek - Wto 08 Maj, 2007 22:24
| Caroline napisał/a: | Rozdział I, cz. 19
Elizabeth! Wbrew wszelkich środkom zapobiegawczym jego serce podskoczyło z radości. [...]Boże, jak tęsknił [...] wrażenie, jakie na nim wywarła rozeszło się po całym ciele pobudzając każdy nerw, przyprawiając go o upojenie ... |
Nareszcie objawił się nam mężczyzna z krwi i kości.
Caroliciu, wielkie dzięki za gorące ciacho
Ulka - Wto 08 Maj, 2007 22:41
ja mam lawendę (ponoć) w doniczce na parpecie ale nie pachnie...ani nie kwitnie:( nie będę pachniała jak Lizyyy...yyy
Matylda - Wto 08 Maj, 2007 22:48
| Kaziuta napisał/a: | A mnie z Prowansją i cudnymi polami lawendowymi. Może Lizzy używała wody lawendowej. |
Oczywiście - jesli jestem akurat we Francji . ale często nie bywam
Matylda - Wto 08 Maj, 2007 22:49
Boże dopiero teraz sobie uswiadomiłam jak ten Darcy cierpiał z wyboru ??:
Caroline - Śro 09 Maj, 2007 09:44
Rozdział I, cz. 20
“Jak cząstki mej duszy…” słowa Adama, jego własne słowa, wypowiedziane tak dawno temu zadźwięczały mu w uszach. Dusza pojęła to, czego rozum nie zdołał, pospieszyła zawołać, objąć tę drugą cząstkę z radością płynącą z rozpoznania swej drugiej połowy, radość ta ulżyła jego myślom i kusiła do niewybaczalnie swobodnego zachowania. Chciał się śmiać, chciał wziąć jej rękę w swoją i unieść do ust. Chciał, by łagodne słodkie sny o niej, które dręczyły go na jawie i we śnie w końcu znalazły spełnienie. Z niepowstrzymaną prędkością marzenia zbierały siły i przez jedną przerażającą chwilę Darcy bał się, że stracił nad sobą kontrolę. Widział wyraźnie, że podchodzi do niej i bez wahania porywa w objęcia duszą i ciałem. Ale, Boże, chyba się nie ruszył, prawda? Walczył z sobą by odzyskać panowanie nad ciałem, ale nawet wtedy zapach lawendy wypełniał jego zmysły, a usta szukały jej miękkiego, ciepłego dotyku, rozkoszował się biciem jej serca koło swego.
Elizabeth ukłoniła się. Dostrzegł to przez mgłę, jej gest domagał się odpowiedzi, ukłonił się także, dzięki czemu odetchnął z ulgą. Ciało go nie zdradziło, nie zrobił nic niestosownego!
- Panno Bennet – wyszeptał sztywno. Zacisnął mocno usta i wstrzymał oddech podnosząc się w oczekiwaniu na pierwsze słowa skierowane do niego, ale nic nie usłyszał. Jej ukłon był bardzo poprawny. Jej spojrzenie spoczęło krótko na nim, poczuł ciepło, jakie wywołało, ale nie usłyszał słów powitania, po chwili odwróciła się, by poznać jego kuzyna. Za tę poprawność, Darcy wiedział, że powinien być wdzięczny, pozwoliła mu odzyskać panowanie nad sobą. Zamiast tego, poczuł chwilowe ostre ukłucie żalu. Jak by to było, widzieć radość z jego przybycia w tych wspaniałych oczach? Szybko odwrócił wzrok.
Domysły były bezowocne. Był tutaj, by spełnić wymogi grzeczności, przypomniał sobie, nic więcej.
- Pani Collins – Fitzwilliam z łatwością przejął panowanie – widzę, że wiele pani zrobiła w krótkim czasie pani rezydowania tutaj od ślubu. Hunsford nigdy tak nie lśniło za rządów wielebnego Satherthwaite’a, zapewniam panią! Zgodzisz się ze mną, Darcy? – odwrócił głowę do kuzyna milcząco zmuszając go do podjęcia konwersacji.
Darcy przyjrzał mu się zaskoczony.
- Nie sądzę bym kiedykolwiek… - krótkie zmarszczenie brwi Richarda powstrzymało go – To znaczy, całkowicie zgadzam się z Fitzwilliamem, szanowna pani – zwrócił się do gospodyni. – Dom bardzo się zmienił odkąd ostatni wikary Lady Catherine tu rezydował. Szczególnie ogród – dodał nagle zainspirowany.
Usta Elizabeth zadrżały, gdy usłyszała ten komplement. Co takiego powiedział, co przyprawia ją o śmiech, a może o pogardę? Pamiętał zbyt dobrze ich salonowe potyczki, by nie rozpoznać jednego albo drugiego. Najwyraźniej grunt był jeszcze bardziej niepewny niż przypuszczał.
Marija - Śro 09 Maj, 2007 09:47
O, a tak lyrycznie się zaczęło .
"Na każdym miejscu i o każdej dobie,
gdziem z Tobą płakał, gdziem się z Tobą bawił,
zawsze i wszędzie będę ja przy Tobie,
bom wszędzie cząstkę mej duszy zostawił"
(czy jakoś tak :oops: ...)
Alison - Śro 09 Maj, 2007 09:48
| Kaziuta napisał/a: | A mnie z Prowansją i cudnymi polami lawendowymi. Może Lizzy używała wody lawendowej. |
A mnie z finałowym buziakiem z nowego Mansfield Park :razz: ale fakt, że jak słyszę lawenda, to zaraz widzę takie fioletowe zagony po horyzont, pod błękitnym niebem :grin:
| Caroline napisał/a: | | Chciał, by łagodne słodkie sny o niej, które dręczyły go na jawie i we śnie w końcu znalazły spełnienie. |
A to chitrus, a się nie przyznał, co to mu sie po nocach roiło...
| Caroline napisał/a: | | objąć tę drugą cząstkę z radością płynącą z rozpoznania swej drugiej połowy, |
To jeszcze ładne, wiesz Carolciu?
Maryann - Śro 09 Maj, 2007 10:17
| Alison napisał/a: | | Caroline napisał/a: | | Chciał, by łagodne słodkie sny o niej, które dręczyły go na jawie i we śnie w końcu znalazły spełnienie. |
A to chitrus, a się nie przyznał, co to mu sie po nocach roiło... |
To pewnie po tym doradzaniu cioci w sprawach majątkowych tak mu się majaczyło...
Alison - Śro 09 Maj, 2007 10:32
| Maryann napisał/a: | | Alison napisał/a: | | Caroline napisał/a: | | Chciał, by łagodne słodkie sny o niej, które dręczyły go na jawie i we śnie w końcu znalazły spełnienie. |
A to chitrus, a się nie przyznał, co to mu sie po nocach roiło... |
To pewnie po tym doradzaniu cioci w sprawach majątkowych tak mu się majaczyło... |
Sze niby tak na odtrutkę?
Maryannku, ale Twój Darsik z podpisu pasuje do jego aktualnej sytuacji! Cierpienie, cierpienie, szarpiące cierpienie. Chyba sobie pójdę ta scenkę obejrzeć, bo to piękne, jak on te paluchy gryzie, i nawet nie udaje, że słucha Collinsa, który siedzi przed nim na foteliku za przeproszeniem "ćwierćdupkiem", a w ogóle to prawie klęczy
Marija - Śro 09 Maj, 2007 10:41
Ja już normalnie nie wiem, co mam oglądać . Mówicie, zarzucić scenki z Rosings??
A podwąteczek z Anną córką lady Kaszalot, będzie?
Maryann - Śro 09 Maj, 2007 10:43
| Alison napisał/a: | | Maryann napisał/a: | | Alison napisał/a: | | Caroline napisał/a: | | Chciał, by łagodne słodkie sny o niej, które dręczyły go na jawie i we śnie w końcu znalazły spełnienie. |
A to chitrus, a się nie przyznał, co to mu sie po nocach roiło... |
To pewnie po tym doradzaniu cioci w sprawach majątkowych tak mu się majaczyło... |
Sze niby tak na odtrutkę? |
Albo jako reakcja po zbyt długich konwersacjach z ukochaną cioteczką...
| Alison napisał/a: | | Maryannku, ale Twój Darsik z podpisu pasuje do jego aktualnej sytuacji! Cierpienie, cierpienie, szarpiące cierpienie. |
A to nie jest zbieg okoliczności...
| Alison napisał/a: | Chyba sobie pójdę ta scenkę obejrzeć, bo to piękne, jak on te paluchy gryzie, i nawet nie udaje, że słucha Collinsa, który siedzi przed nim na foteliku za przeproszeniem "ćwierćdupkiem", a w ogóle to prawie klęczy |
Scenka będzie jutro... To znaczy jej początek... :grin:
Maryann - Śro 09 Maj, 2007 10:50
| Marija napisał/a: | | A podwąteczek z Anną córką lady Kaszalot, będzie? |
A co, stęskniłaś się za Jej Wysokością ?
Trzykrotka - Śro 09 Maj, 2007 12:44
Ha, ładnie napisane, choć wydaje mi się na osłuch, ze Pamelę trochę poniosło. Jeżeli już teraz Darcy'emu serce się tłucze o żebra i wychodzi z siebie żeby stanąć obok oraz roi sobie miękki dotyk, to co będzie dalej?
Ale ładnie w tym pobrzmiewa ten wywiad z Colinem, w którym mówił o tym kłębowisku sprzecznych uczuć, które kotłowały sie w Darcym w obecności Elizabeth. Darcy na jej widok chciał tyle, ze w rezultacie nie wykonywał nic, a o jego dusznych udrękach świadczyły tylko te płonące, fantastyczne oczy.
Maryann - Śro 09 Maj, 2007 12:52
| Trzykrotka napisał/a: | | Darcy na jej widok chciał tyle, ze w rezultacie nie wykonywał nic, a o jego dusznych udrękach świadczyły tylko te płonące, fantastyczne oczy. |
A że Elżbietka mu w oczy nie patrzyła, to i nie dziwota, że nie podejrzewała, co się święci...
Maryann - Czw 10 Maj, 2007 06:12
Rozdział I część 21
Zostawiwszy kuzyna, Fitzwilliam spróbował raz jeszcze:
- Hertfordshire to cudowna kraina, panno Bennet. Bardzo chciałbym się dowiedzieć, jak porówna ją pani do Kent ?
Elizabeth wreszcie się uśmiechnęła.
- Porównania to trudna sprawa, pułkowniku. Jak należałoby je porównać ? Co do topografii, wielkich majątków, wspaniałych widoków, malowniczych wiosek ? Czy może to polowanie chciałby pan porównywać ?
Ach, to była Elizabeth, której szukał. Jej oczy błyszczały figlarnie. Ale nie mógł znieść, że adresatem tego był jego kuzyn !
- W każdy sposób, jaki pani odpowiada, panno Bennet – przekomarzał się Fitzwilliam – Jestem bowiem pewien, że pani opinia o każdym z tych przedmiotów jest warta usłyszenia – przerwał i uśmiechnął się – Oprócz, jeśli pani wybaczy, polowania. Wie pani, z tym mogę się zwrócić do Darcy’ego.
- Więc do niego też się pan zwraca ? – uniosła lekko brwi. Znowu ! To niemal niedostrzegalne uniesienie ramion, przelotne zasznurowanie warg – Ale oczywiście ma pan rację. Mogę porównywać polowania tylko na podstawie pogłosek. Podczas gdy pan Darcy może to wypowiadać się nieco autorytatywnie. Bardziej niż większość dżentelmenów.
„Bardziej…?” Frustracja Darcy’ego wzrastała.
- Ale to mogą być tylko pozory, panno Elizabeth – czoło Fitzwilliama zmarszczyło się nieco na jej słowa, ale uśmiechał się dzielnie – Im wyższy dżentelmen, tym większe budzi poważanie, niezależnie od tego, czy słusznie, czy nie. Nie sądzi pani, że to prawda ? A rodzina Darcych – uśmiechnął się do jej śmiejących się oczu prowadząc ją nieco na bok, do okna – to wysoka rasa.
- Zechce pan usiąść, panie Darcy ?
Zaproszenie pani Collins przypomniało Darcy’emu o dobrych manierach. Oderwał wzrok od Elizabeth i spojrzał na spokojną i opanowaną gospodynię. Ale nawet w chwili, gdy skłaniał głowę na znak zgody, jego oczy wędrowały z powrotem do Elizabeth. Światło padające z okna pieściło jej włosy w cudowny sposób, wydobywając ciepłe, lśniące odcienie i uwydatniając na jej szyi te delikatne kosmyki, które wymknęły się grzebieniom. Przełknął ciężko, próbując na próżno uspokoić wzburzoną krew, obserwując ją i swojego kuzyna tak swobodnie rozmawiających.
- Dziękuję za uznanie dla ogrodów, sir.
Niski, wyraźny głos pani Collins zwrócił go znowu ku zadaniu wyboru miejsca. Kilka krzeseł stało wokół niskiego stolika z porcelanowym wazonem wypełnionym po brzegi narcyzami i wiosennymi paprociami. Nie odmawiając pewnych umiejętności gospodyni, Darcy podejrzewał, że to dzieło Elizabeth. Z pewnością zebrała je tego ranka, prawdopodobnie wracając z samotnej wędrówki po obrzeżach Rosings. Co mogłaby stworzyć, gdyby dostała do dyspozycji ogrody Pemberley ? Coś wewnątrz niego uśmiechnęło się tę myśl i usiadł na miejscu, które dawało mu najlepszą sposobność do kontynuowania obserwacji.
Aragonte - Czw 10 Maj, 2007 07:01
Haaaa, w Darcy'm odzywa się zazdrość o pułkownika :razz:
I wreszcie pierwsza czytam jakiś fragment warto było zajrzeć na forum po powrocie z pracy
asiek - Czw 10 Maj, 2007 07:36
| Aragonte napisał/a: | | Haaaa, w Darcy'm odzywa się zazdrość o pułkownika |
Oj tak, dopadł go zielony smok zazdrości :razz:
| Maryann napisał/a: | | Światło padające z okna pieściło jej włosy w cudowny sposób, :twisted:wydobywając ciepłe, lśniące odcienie i uwydatniając na jej szyi te delikatne kosmyki, które wymknęły się grzebieniom. |
Ładnie napisane... :grin: Mariannku, dzięki
Alison - Czw 10 Maj, 2007 07:44
| Aragonte napisał/a: |
I wreszcie pierwsza czytam jakiś fragment warto było zajrzeć na forum po powrocie z pracy |
Matko, Ty bidulko jak górnik zmianowy... :sad:
Wprawdzie nie pamiętam z filmu żadnych paproci w wazonie, ale to że mu oczy uciekały w kierunku Elizabeth, to pamiętam bardzo dobrze...
On jej juz ogrody w Pemberley daje do dyspozycji, a tu jeszcze taaaka długa droga przed nim, bidulek
Maryann - Czw 10 Maj, 2007 12:09
| Alison napisał/a: | On jej juz ogrody w Pemberley daje do dyspozycji, a tu jeszcze taaaka długa droga przed nim, bidulek |
Bidulek ? Bo ja wiem...
Alison - Czw 10 Maj, 2007 12:20
| Maryann napisał/a: | | Alison napisał/a: | On jej juz ogrody w Pemberley daje do dyspozycji, a tu jeszcze taaaka długa droga przed nim, bidulek |
Bidulek ? Bo ja wiem... |
No ja sobie tylko mogę wyobrażać co Pamelcia mu w duszy usmaży po otrzymaniu czarnej polewki...
Maryann - Czw 10 Maj, 2007 12:25
Oj, usmaży, usmaży... I jeszcze przed polewką co nieco wypichci...
Choć po tym daniu to wszystkie mu będziem łezki batystowemi chusteczkami obcierać...
Ulka - Czw 10 Maj, 2007 12:29
| Maryann napisał/a: | Choć po tym daniu to wszystkie mu będziem łezki batystowemi chusteczkami obcierać... |
my możemy, byle Pamela Darcyemu nie kazała...
trifle - Czw 10 Maj, 2007 12:49
Włacha, a jak Darcy będzie płakał :cry:
Maryann - Czw 10 Maj, 2007 12:57
| Ulka napisał/a: | | Maryann napisał/a: | Choć po tym daniu to wszystkie mu będziem łezki batystowemi chusteczkami obcierać... |
my możemy, byle Pamela Darcyemu nie kazała... |
Niby że "chłopaki nie płaczą" ?
|
|
|