Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - odsłona III
Caroline - Śro 28 Mar, 2007 12:01
Maleńki poślizg czasowy, wybaczcie Szanowne Damy!
Rozdział 8 “Wszystkiego najlepszego, panowie” cz.2
Te przyjemne lub niepokojące wspomnienia nie wystarczały i prawdą było, zgodnie z przypuszczeniami jego siostry, że wyobrażał sobie Elizabeth przy swoim boku w Pemberley. Czy podobaliby jej się wuj i ciotka? Ogrody i parki Pemberley były powszechnie podziwiane, ale czy spodobałyby się Elizabeth? Przyłapał się nawet na przyglądaniu się srebrom stołowym i zastanawianiu się, czy ciężkie zdobienia odpowiadałyby jej gustowi. I co myślałaby o niezrozumiałej przemianie jego siostry. Boleśnie pragnął wsparcia Georgiany, przyznał w końcu, gdy wyobraźnia na nowo przywiodła Elizabeth do jego boku i poczuł jak jej ręka wsuwa się pod jego ramię. Spojrzał na nią, na jej podniesione porozumiewawczo brwi, uśmieszek na jej ustach. Tak, potrafiła rozwiać jego ciężkie myśli. Gdzie znowu znajdzie kogoś podobnego do niej?
Odgłos kobiecych i męskich śmiechów przedarł się do jego świadomości, odsuwając wyobrażenia na chwilę, Darcy minął drzwi i dołączył do krewnych. D’Arcy szeptał Georginie do ucha coś, co sprawiło, że znów się roześmiała, Lady Matlock przyglądała się aprobująco.
- Nie, to nie może być prawda, Alex!
- Spytaj mojego ojca, jeżeli mi niedowierzasz, kuzynko – odpowiedział D’Arcy ze znaczącym uśmiechem – twój brat nigdy się nie przyzna.
- Przyzna do czego, Alex? – Darcy nalał sobie kieliszek wina.
- Do tego, że jednej wigilii uciekłeś, by dołączyć do Mimów z Derbyshire tuż przed ich występem w Lambton – Darcy skrzywił się. – Miałeś dziesięć lat, jak mi się zdaje, wszyscy byliśmy w St. Lawrence na nabożeństwie, kiedy okazało się, że zniknąłeś.
- Ależ bracie, to nie może być prawda. – Georgiana spojrzała na niego zdziwiona.
Darcy skinął lekko, gdy wino dotknęło jego podniebienia.
- To prawda, kochanie, ale miałem wtedy ledwie dziesięć lat i możesz mi wierzyć, że ojciec uświadomił mi niestosowność takiej przygody.
- Ale nasz wuj…?
- Twój ojciec był zmuszony wezwać naszego, by pomógł wyciągnąć twojego brata ze scysji z paroma młodszymi mimami, którzy przeważali liczebnie. – D’Arcy dodał uszczęśliwiony.
- Alex! – Darcy spojrzał srogo na kuzyna – ta rozmowa przybiera niewłaściwy obrót...
- Ale jest bardzo interesująca! – dobiegł głos Fitzwilliama spod drzwi. – pamiętam dość dobrze to wydarzenie, pamiętam jak kibicowałem ci z okna powozu. Tak, to była wspaniała awanturka, szanowny panie, wspaniała! – uniósł kieliszek zwracając się do Darcy’ego, D’Arcy i lord podążyli za nim. – Nikomu nie pozwól mówić, że zabrakło ci odwagi, Fitz! Jeden przeciw trzem!
- Przeciw czterem – Darcy skłonił głowę skromnie – przyznaję to tylko dla porządku. – odwrócił się do Georgiana – To było niewiarygodnie głupie z mojej strony, byłem z siebie dumny tylko przez chwilę, zanim ojciec przywiódł mnie do rozumu.
- Przywiódł twoje siedzenie do rozumu – wtrącił Fitzwilliam – doskonale pamiętam, że tego roku stałeś przy kolacji świątecznej i że byłem niezmiernie wdzięczny nie będąc na twoim miejscu.
- Może posłuchamy muzyki? – Darcy wykorzystał chwilową przerwę w konwersacji, w trakcie której wszyscy młodzi panowie wspominali podobne wypadki z własnym ojcem i zmienił temat. Przez następne pół godziny Darcy i jego siostra zabawiali swoich krewnych duetem, który przygotowali. Lady Matlock zasiadła za harfą i zagrała na jej strunach trącając zarazem struny serc swoich najbliższych, wybrała bowiem kompozycje, które przypomniały im dawne święta i ukochanych ludzi, których już między nimi nie było. Kiedy skończyła, Fitzwilliam odprowadził ją od instrumentu na miejsce, a potem zwrócił się do reszty rodziny.
- Nie będę twierdził, że obdarzono mnie talentem muzycznym, ani że wiele ćwiczyłem, oto co potrafię... dołączcie do mnie, jeśli pamiętacie słowa.
Usiadł przy pianoforte i uderzył w klawisze.
All hail to the days that merit more praise
Than all the rest of the year,
And welcome the nights that double delights
As well for the poor as the peer!
Good fortune attend each merry man's friend
That doth but the best that he may,
Forgetting old wrongs with carols and songs
To drive the cold winter away.
Uśmiechy dookoła towarzyszyły występowi Fitzwilliama, jego brat, ojciec i kuzyn dali się wciągnąć i dołączyli do niego przy instrumencie.
Tis ill for a mind to anger inclined
To think of small injuries now,
If wrath be to seek, do not lend her your cheek
Nor let her inhabit thy brow.
Cross out of thy books malevolent looks,
Both beauty and youth's decay,
And wholly consort with mirth and sport
To drive the cold winter away.
This time of the year is spent in good cheer
And neighbours together do meet,
To sit by the fire, with friendly desire,
Each other in love to greet.
Old grudges forgot are put in the pot,
All sorrows aside they lay,
The old and the young doth carol this song,
To drive the cold winter away.
When Christmas's tide comes in a like a bride,
With holly and ivy clad,
Twelve days in the year much mirth and good cheer
In every household is had.
The country guise is then to devise
Some gambols of Christmas play,
Whereat the young men do the best that they can
To drive the cold winter away.*
Zaimprowizowany kwartet ukłonił się nisko swojej publiczności, która odpowiedziała śmiechem i wieloma gratulacjami. Ale, gdy Darcy spojrzał w górę kłaniając się po raz kolejny zdawało mu się, że zobaczył tę postać, o której właśnie śpiewał, unoszącą się w powietrzu przy drzwiach pokoju muzycznego, olśniewającą w stroju panny młodej. Urocza twarz pod wijącym się ostrokrzewem i bluszczem należała do Elizabeth.
* Z góry przepraszam za jakość tego tłumaczenia, wierszokleta ze mnie, jak z koziej wątroby trąbka, wszelkie żałosne rymy są niezamierzone. Nieżałosnych nie ma
Pogrubiony fragment to ten, do którego odnosi się Darcy.
Oklaski na cześć dnia godnego większego uznania
niż cała reszta roku.
Powitajmy noc przynoszącą radość,
tak biedakowi, jak lordowi.
Dobra fortuno towarzysz dobremu przyjacielowi radosnego człowieka,
który stara się czynić tylko dobro,
zapomina, co złe, by z kolędą i pieśnią
przegonić zimę daleko stąd.
Odrzuć nieszczęścia, myśli pełne złości,
nie czas hołdować urazom.
Gdy dogania cię gniew, nie poddawaj mu się,
nie pozwól by zmarszczył ci brew.
Porzuć niechętne spojrzenia,
co rujnują młodość i urodę,
oddaj się radości i rozrywce,
by przegonić zimę daleko stąd.
Te porę roku spędza się w dobrym nastroju,
gdy spotykają się sąsiedzi
i siedząc przy ogniu pragną z przyjaźnią
składać sobie życzenia.
Stare niesnaski zapomniane, schowane w ciemny kąt,
wszystkie smutki odłożone na bok,
tak stary, jak młody śpiewają kolędy,
by przegonić zimę daleko stąd.
Gdy nadejdzie świąteczna fala, jak panna młoda,
przyodziana w ostrokrzew i bluszcz,
dwanaście dni w roku w radości i dobrym nastroju
spędza każdy dom.
Gdy pora znaleźć strój wieśniaczy,
dokazywać na świątecznych zabawach,
młodzi robią co mogą,
by przegonić zimę daleko stąd.
Marija - Śro 28 Mar, 2007 12:14
Ho ho, ale fragment: Darcy śpiewający . W każdym razie wizja panny młodej przybranej (tylko) w bluszcz mógł go psychicznie rozłożyć, w kontekście ciotek i wujów jako towarzystwa .
Mag - Śro 28 Mar, 2007 12:15
Dzięki drogie BTA
| Caroline napisał/a: | | Kiedy skończyła, Fitzwilliam odprowadził ją od instrumentu na miejsce, a potem zwrócił się do reszty rodziny. |
Na prawdę ,tak się prowadzali po salonach, od pianoforte do kanapy?
| Caroline napisał/a: | | gdy Darcy spojrzał w górę kłaniając się po raz kolejny zdawało mu się, że zobaczył tę postać, o której właśnie śpiewał, unoszącą się w powietrzu przy drzwiach pokoju muzycznego, olśniewającą w stroju panny młodej. Urocza twarz pod wijącym się ostrokrzewem i bluszczem należała do Elizabeth. |
To nie jest MÓJ Darcy, to jakiś p...lant :razz:
Nie wzrusza mnie tylko wkurza
Dione - Śro 28 Mar, 2007 12:20
Pamelka przegina Darcy'ego nam wysłała na urlop i dała kiepskiego sobowtóra
Daarcyyy.....!!!!! Wróć !
Albo idziemy się
Maryann - Śro 28 Mar, 2007 12:21
| Marija napisał/a: | Ho ho, ale fragment: Darcy śpiewający |
Toż przecież śpiewał już w kościele, w duecie z Elżbietką...
Marija - Śro 28 Mar, 2007 13:14
| Maryann napisał/a: | | Marija napisał/a: | Ho ho, ale fragment: Darcy śpiewający |
Toż przecież śpiewał już w kościele, w duecie z Elżbietką... | E, w kościele się nie liczy .
Maryann - Śro 28 Mar, 2007 13:22
Nie liczy się... On przecież zapomnieć o tym śpiewaniu nie może...
izek - Śro 28 Mar, 2007 14:03
Czy dobrze zrozumiałam, że chciał w dzieciństwie być mimem (wyobraźcie tylko sobie - Ireneusz Krosny z buźką Colinka w sumie czarne trykoty mogłyby być lepsiejsze od mokrej białej koszuli...)
izek - Śro 28 Mar, 2007 14:05
A jeszcze jedno, nie uważacie, że to trochę męczące jak na 3 mężczyzn w jednym pomieszczeniu jeden ma na imię Fitzwilliam, drugi ma tak na nazwisko, jeden się nazywa d'Arcy a drugi Darcy... Dobrze, że choć Richard jest taki w miarę normalny. A kto to jest Max?
Maryann - Śro 28 Mar, 2007 14:10
| izek napisał/a: | | A jeszcze jedno, nie uważacie, że to trochę męczące jak na 3 mężczyzn w jednym pomieszczeniu jeden ma na imię Fitzwilliam, drugi ma tak na nazwisko, jeden się nazywa d'Arcy a drugi Darcy... Dobrze, że choć Richard jest taki w miarę normalny. |
Nie wiemy jeszcze, jak miał na imię Jego Lordowska Mość tata Richarda...
| izek napisał/a: | | A kto to jest Max? |
Max ?
Alison - Śro 28 Mar, 2007 14:34
Obawiam się Maryannku, że nastroje są takie, że żeby nam Darsik sam przeciwko całej armii napoleońskiej wystąpił, to już serca naszych damul nie odzyska. Och, Pamela sabotażystka! Zawsze mówiłam, że amerykanie to podstępny narodek!
Maryann - Śro 28 Mar, 2007 14:48
Przeciw armii napoleońskiej ? To mi zalatuje panią Tennant...
izek - Śro 28 Mar, 2007 14:50
| Maryann napisał/a: |
| izek napisał/a: | | A kto to jest Max? |
Max ? |
Biję się w piersi, chodziło o Alexa, a to zdaje się jest ów d'Arcy. Ha! Wystarczyło mi drugi raz przeczytać i już wiem.
A lord tato jest potem wymieniony z imienia??
Maryann - Śro 28 Mar, 2007 14:52
O ile pamiętam, to nie...
Anonymous - Śro 28 Mar, 2007 15:20
Boże jakiż on idealny, jaki wspaniały...
Nie lubię tego Darceya
izek - Śro 28 Mar, 2007 17:27
Chyba powinnyśmy napisać nasz forumowy fanfic (chyba że już jest taki, mogę nie być na bieżąco) - wtedy Darcy byłby krwisty i soczysty, ale hmm hmm bardziej rzeczywisty
Anonymous - Śro 28 Mar, 2007 18:26
on powinien być chociaż troszeczkę ordynatowaty. Może Amerykanki i Angielski kręcą takie zimne ryby, ale nie nasze słowiańskie ogniste dusze...
Mag - Śro 28 Mar, 2007 18:35
| Cytat: | | Darcy byłby krwisty i soczysty, ale hmm hmm bardziej rzeczywisty |
| AineNiRigani napisał/a: | | nasze słowiańskie ogniste dusze... |
Tak ,to jest dobry przepis na naszego Darcego
Gunia - Śro 28 Mar, 2007 19:55
Właśnie się wzięłam za czytanie i stwierdzam z radością, że to rodzeństwo Fitzwilliamów wprowadza powiew normalnych stosunków w między rodzeństwami w tej książce.
Ale te ich reakcje na kłótnię - zwłaszcza Georgiany - to dla mnie przegięcie.
No i ci mimowie - straszne...
MiMi - Śro 28 Mar, 2007 20:15
| Gunia napisał/a: | Właśnie się wzięłam za czytanie i stwierdzam z radością, że to rodzeństwo Fitzwilliamów wprowadza powiew normalnych stosunków w między rodzeństwami w tej książce. |
Gdyby Pamela ich relacje również "upiękaszała", to byłoby to dziwne jak na początek XIX wieku, dwóch mężczyzn...
Maryann - Śro 28 Mar, 2007 20:57
| MiMi napisał/a: | | Gunia napisał/a: | Właśnie się wzięłam za czytanie i stwierdzam z radością, że to rodzeństwo Fitzwilliamów wprowadza powiew normalnych stosunków w między rodzeństwami w tej książce. |
Gdyby Pamela ich relacje również "upiękaszała", to byłoby to dziwne jak na początek XIX wieku, dwóch mężczyzn... |
A dlaczego dziwne ?
MiMi - Śro 28 Mar, 2007 21:03
A dlatego :razz:
Teraz z innej bajki: ile rodziałów do streszczenia?
Maryann - Śro 28 Mar, 2007 21:09
Pięć. A bo co ? :razz:
Caroline - Czw 29 Mar, 2007 10:18
Rozdział 9 „Honorowy człowiek” cz.1
Z kołami wbijającymi się w londyński trakt pędzący powóz unikał nieprzewidzianych szarpnięć, łagodne przechylając się i kołysząc jedynie, dzięki czemu dwoje pasażerów mogło uniknąć monotonii podróży zagłębiając się w książki, które zapakowali do swoich toreb podróżnych. Po półgodzinie, która upłynęła obojgu w zamyśleniu, Darcy zaryzykował rzucenie spojrzenia na swoją siostrę. Zagryziona warga i zmarszczona brew świadczyły o wielkim skupieniu Georgiany na czytanych słowach. Darcy powstrzymał się przed odruchowym westchnieniem i wrócił do swojej lektury, ale nie wciągnęła go już tak, jak poprzednio. Nieświadomie pociągnął pajęczynę nitek zakładki, która spoczywała na jego kolanie i okręcił ją wokół palca wspominając minione święta.
Zgodnie z jego życzeniem i ku satysfakcji sąsiadów podtrzymano splendor świątecznych tradycji Pemberley. W wigilię pokoje publiczne otwarto przed wszystkimi, którzy chcieli obejrzeć okazałość Pemberley w świątecznej chwale. Odwiedzających oprowadzali krzepcy służący, którzy z odpowiednią dumą pokazywali szczegóły umeblowania, a na koniec towarzystwo odświeżało się przy gorącym jabłeczniku i pieczonych przysmakach z kuchni. Na zewnątrz odbywały się gry i pieczono kasztany, jeżdżono saniami i na łyżwach po jeziorze, wszystkiemu towarzyszyła muzyka wędrownych grajków i śpiewaków. Później, każdy możliwy wóz i furgon ciągnął na nabożeństwo do St. Lawrence, a potem z powrotem na zabawę dla służby i dzierżawców w wielkiej stodole we dworze. Tutaj hojność Pemberley objawiła się zapewniając wielką ucztę, na której przez pół nocy nie brakło napitku i muzyki. Każde dziecko wróciło do domu z aromatycznym, słodkim jabłkiem, kieszenią pełną orzechów i parą grubych, wełnianych skarpet, a ich ojcowie przygryzali lśniące półkoronówki dziękując Stwórcy za to, że przeznaczył ich do Pemberley.
Świętowanie w wielkim domu odbywało się spokojniej niż na zewnątrz, Darcy z pomocą ciotki wydał mały bal i późną kolację dla okolicznego ziemiaństwa. Stanął do pierwszego tańca z lady Matlock, do drugiego z Georgianą, ale podporządkowując się obowiązkom gospodarza porzucił środek sali balowej na rzecz jego obrzeży i ponownemu zapoznaniu się z sąsiadami i ich troskami. Skoro Wellesley przebywał w Zimowej Kwaterze, głównym zmartwieniem obecnych dżentelmenów były wpływy luddystów w przemyśle tkackim w regionie i brak postępów w powstrzymywaniu ich, niezależnie od tego, kogo przeciw nim wysyłano. Ostro krytykowano również, podobnie jak w londyńskim klubie, pewnego młodego para ze Szkocji za poparcie udzielane radykałom i szokujące wrażenie jakie wywarł na damach.
Pokój między kuzynami przetrwał całą wizytę przerywany jedynie łagodnymi docinkami, jakimi raczyli się czasami nawzajem. Darcy pomyślał ponuro, że zawieszenie broni zdawało się zachęcać ich do zdwojonych wysiłków przeciwko niemu. Lord i lady Matlock byli przemiłymi, uroczymi gośćmi. Co więcej, pragnienie ciotki, by towarzyszyć Georgianie w mieście zostało z radością przyjęte i Darcy na nowo zaczął szanować wujostwo nie tylko ze względu na pokrewieństwo, ale dla nich samych.
Wszystko przebiegło dobrze, bardzo dobrze, zważywszy na niepokój, z jakim przybywał do własnego domu kilka tygodni wcześniej. Zerknął ponownie na Georgianę odplątując nitki, przymknął oczy niezadowolony. Może uroki miasta odciągną ją od tej przeklętej książeczki! Nigdy by nie przypuszczał, że będzie sobie życzył aby Georgiana ograniczyła lekturę, a nie jak zwykle chełpliwie pragnął, by jako przedstawicielka płci pięknej doskonaliła umysł czytaniem.
Wszystkie jego prezenty przyjęła ze słodkimi okrzykami wdzięczności, on cieszył się tak samo dając je. Książki i muzyka, które szczególnie lubiła – mimo wszystko była z Darcy’ch, nieważne jak bardzo się zmieniła. Maria Edgeworth została przyjęta z uznaniem przez siostrę i znaczącym śmiechem przez ciotkę. D’Arcy śmiał się ze „Szkockiego wodza”, nie wierząc, że jego młoda kuzynka przeczyta taką długą książkę, zaproponował, że da jej streszczenie. To odradzał jej Fitzwilliam, ponieważ wątpił, by uwagę jego brata zdołało przykuć cokolwiek na zbyt długo. Ledwie nowa powieść nieznanej autorki została uwolniona z opakowania rzuciła się na nią ciotka oświadczając, że ją zna i prosząc by Georgiana jej ją pożyczyła.
- To opowieść o wdowie i jej trzech córkach, moja droga, zostawionych własnemu losowi przez bezdusznego pasierba i jego okropną żonę. Jestem niemal pewna, że to oparte na prawdziwej historii. Nie pamiętasz tego skandalu, mój drogi?
- Nie, moja droga – odpowiedział lord przyglądając się tytułowi na grzbiecie – ale mam nadzieję, że „rozwaga” jest pochwalona, a „romantyzm” skarcony, Darcy?
- Tak poinformował mnie Hatchard – odpowiedział – ale będę polegał na opinii cioci.
Żywa dyskusja wybuchła między Fitzwilliamami o przewadze rozumu nad romantyzmem w znajdowaniu swojego miejsca w świecie. Gdy wszyscy byli nią zaabsorbowani, Georgiana odpakowała ostatni prezent. Darcy był zaskoczony jego pojawieniem się, nie mógł przypomnieć sobie żadnego takiego zakupu. Gdy papier opadł dotarło do niego, że to była książka, której użył, by uniknąć fascynacji „Pudla” Binga krawatem wiązanym przez Fletchera.
- Georgiana, wybacz mi, to nie miało być…
- Och, Fitzwilliamie, jak mam ci dziękować – wykrzyknęła czule i podeszła, by go ucałować trzymając kurczowo książkę – dokładnie tego pragnęłam.
- Doprawdy? – odpowiedział – To wspaniale, bo kupiłem ją przez pomyłkę, nie wiedząc, co to jest.
Spojrzała na niego zdziwiona i odwróciła książkę, tak by mógł zobaczyć tytuł.
- „Praktyczne spojrzenie na przewagę systemu religijnego…” – zaczął czytać a potem spojrzał na nią sceptycznie. – Tytuł nie brzmi zachęcająco, Georgiano, nie jestem pewien, czy to odpowiednia rzecz dla kogoś w twoim wieku.
- Proszę, Fitzwilliamie – odpowiedziała mu – podporządkuję się twojemu życzeniu, ale proszę, pozwól mi zachować tę książkę. Jej autor to jeden z najbardziej poważanych członków parlamentu, więc nie może być nieodpowiednia, prawda?
Darcy wiedział, że wygrała, nawet jeśli nie logiką, to łagodnym podporządkowaniem się jego woli. Zgodził się i od tej chwili książka towarzyszyła jej nieustannie.
Układając ponownie zaplecione nitki na kolanie, wygładził je i podniósł książkę. Tak, zabawy i rozrywki Londynu potrafią odwrócić uwagę, będą się jej domagały od pierwszej chwili. Tego mógł być pewien.
Alison - Czw 29 Mar, 2007 10:34
A może Georgiana zostanie sufrażystką?
Wcale bym się nie zdziwiła, tylko musiałaby pożyć trochę dłużej
|
|
|