Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - czyli D&U oczyma Darcy'ego
Maryann - Czw 11 Sty, 2007 14:16
| Alison napisał/a: | | Nie pamiętam w oryginale było jakieś "small coś tam" - domyśliłam się tylko, że pewnie chodzi o "bokserki w armatki" |
W rzeczy samej - o to i wszystkie im podobne: smalls = bielizna, choć w przypadku tamtej epoki jakoś mi to "małe" słówko średnio pasuje do tych fałdzistych koszul, pantalonów po kostki i obszernych halek. Ciekawe, czy w tamtych czasach też go w tym kontekście używano...
Gitka - Czw 11 Sty, 2007 14:22
Dziewczyny czy tu piszą coś o Naszym Fanfiku?
http://www.austenblog.com...idan/#more-1598
http://www.austenblog.com...idan/#more-1491
Ulka - Czw 11 Sty, 2007 14:28
A teraz proszę pań okaże się, że głónym bohaterem jest pan Fletcher a nie pan Darcy
i wcale się nie dziwię że Darcy chciał go prosić o radę
Kaziuta - Czw 11 Sty, 2007 18:54
A wracając jeszcze do ówczesnej mody, do tych gaci i majtasów etc, etc. To nie wiem czy pamiętacie ale w filmie z Colinem jak spotykaja się w jego posiadałości po tej słynnej kąpieli w stawie i spaceruja po parku to przez sukieneczke Lizzy doskonale przebijały jej kształty. Czy faktycznie ówczesne sukienki mogły być tak przezroczyste czy to tylko przypadek albo raczej wypadek przy pracy kostiumologa?
Jak naprawdę wyglądało wówczas desu?
Maryann - Czw 11 Sty, 2007 20:01
Ja bym chyba w tym przypadku obstawiała wypadek przy pracy. Empirowe suknie były, co prawda, szyte zwykle z bardzo lekkich materiałów (muślin, gaza), ich fasony bywały skąpe (zwłaszcza u elegantek z wyższych sfer), a noszona pod spodem bielizna ograniczona do minimum, tak aby nic nie psuło smukłej linii sylwetki.
Ale chyba nie dotyczyło to angielskiej wsi. TAM nikt raczej na takie ekscesy by się nie poważył. Ani to było praktyczne, ani zgodne z (jak by to pewnie pan Darcy powiedział) zgodne z prowincjonalną moralnością.
Caroline - Pią 12 Sty, 2007 09:27
Party time!
Rozdz. 11, cz. IV
Odgłos strojonych instrumentów i krzątanina służby spadła na Darcy’ego, gdy tylko Fletcher otworzył drzwi. Zrobił krok w stronę wejścia, ale zatrzymał się i spojrzał za siebie na biurko niezdecydowany.
- Panie Darcy? – zapytał Fletcher.
- Chwileczkę, Fletcher – Darcy podszedł do biurka i otworzył szufladę z osobistą korespondencją wyciągając złożoną kartkę, którą otworzył i zaczął czytać. Słaby uśmiech rozjaśnił jego oblicze, gdy ponownie składał list i wkładał do wewnętrznej kieszonki w surducie. Gładząc miejsce na piersi, gdzie spoczywał list zdecydowanie ruszył w stronę drzwi.
- Miłego wieczoru, Fletcher. Zadzwonię po ciebie około drugiej.
- Dobrze, proszę pana. Życzę udanego wieczoru, panie Darcy.
Darcy skinął przyjmując życzenia od Fletchera i zwrócił się w stronę schodów. Muzycy, którzy z zapałem stroili instrumenty, teraz uciszyli się i Darcy, który nerwowo zatrzymał się na szczycie schodów niemal poczuł jak całe Netherfield wstrzymało oddech czekając w napięciu na sygnał do rozpoczęcia. Odgłos zbliżających się powozów przełamał ciszę i gdy służba rzuciła się, by powitać pierwszych gości, muzycy uderzyli w struny. Biorąc głęboki, uspokajający wdech, Darcy naciągnął rękawiczki, zszedł powoli po schodach i wtopił się w błyszczący wir towarzystwa Hertfordshire. Bal został rozpoczęty.
Muzyka grała już od trzech kwadransów a oni nadal nie przybyli. Darcy ponownie naciągnął rękawiczki, wygładził je na dłoniach oddając jednocześnie ukłony w odpowiedzi na pozdrowienia mijanych osób. Spóźnienie rodziny Bennet zaskoczyło go, gdyby miał się zakładać, stawiałby, że pani Bennet będzie jedną z pierwszych przybyłych na bal wydany właściwie na życzenie jej córek. W zaistniałej sytuacji wypełniał czas przy Bingleyu jak wymagał tego obowiązek, starał się jednak przebywać na obrzeżach powiększającego się towarzystwa w napięciu oczekując przybycia Elizabeth Bennet.
Nie wszyscy goście byli oczywiście niemile widziani. Pozdrowienie pułkownika Forstera spotkało się z grzecznym, jeśli nie ciepłym, przyjęciem. Jeśli czegokolwiek mu brakowało, nadrobił to wielmożny Husten, którego odpowiedź na przywitanie Darcy’ego została okraszona poufałą litanią ukradkowych, choć miłych, uwag o sąsiadach, przerywanych zaraźliwymi wybuchami śmiechu. Nie zdołał uniknąć pani Long i jej obiecującej siostrzenicy, ocaliła go w porę przed oprowadzaniem ich interwencja wikarego i jego żony.
Przepraszając ich, z wdzięcznością za ratunek, Darcy wycofał się do okna wyglądając na podjazd i wpatrując się w noc. Czy coś się mogło stać? Uniósł podbródek i rozluźnił dyskretnie węzeł krawata. Jeśli nie przyjedzie wkrótce... Jakiś powóz pojawił się w polu widzenia, jego latarnie podskoczyły szaleńczo, gdy ściągnięto konie, by się zatrzymały przy pochodniach rozświetlających pierwsze stopnie schodów. Chłopcy stajenni wyskoczyli naprzód i pochwycili uprząż prowadzącego konia, a lokaj uchylił drzwiczki powozu i rozwinął stopnie. Darcy przechylił się mocniej w stronę okna mrużąc oczy przed migoczącymi pochodniami. Przyjechała!
Wycofał się od okna i zanurkował w zatłoczony pokój torując sobie drogę w stronę hallu i powitalnego sznura Bingleyów i Hurstów. Nie miał szczęścia, gdy dotarł do drzwi, Elizabeth i członkowie jej rodziny zostali już powitani przez wszystkich i rozproszyli się w falującym tłumie. Darcy odwrócił się mając nadzieję znaleźć ją na galerii prowadzącej do sali balowej. Znów poruszał się powoli, w duchu przeklinając powodzenie małego, wiejskiego balu Bingleya, gdy wreszcie ją dostrzegł.
Rozmawiała z jednym z oficerów – Dennym? – kierowali się w stronę sali balowej. Nie widział jej twarzy, ale sylwetka nie pozostawiała wątpliwości. Włosy miała związane delikatnymi wstążkami przeplatanymi drobnymi kwiatkami, trzy urocze loczki kołysały się kusząco na karku. Przyspieszył kroku, ale został zatrzymany przez jakichś żółtodziobów czujących się najwyraźniej nieswojo w swoich mundurach, którzy stali i gapili się wokoło jakby nigdy wcześniej nie byli w dobrze wychowanym towarzystwie. Darcy wyminął ich, zdecydowany dogonić Elizabeth zanim ponownie połknie ją tłum. Nie odeszła daleko. Była zaledwie kilka jardów dalej z Dennym, najwyraźniej słuchając go uważnie.
Młodzi oficerowie, których minął, przepchnęli się teraz obok niego, każdy trzymał pod rękę młodą damę, w których Darcy rozpoznał młodsze siostry Elizabeth. Otoczyły ją i Denny’ego i odpychając jednego z oficerów porwały Denny’ego do sali balowej. Elizabeth odwróciła się machając im ręką na pożegnanie, dopiero wtedy Darcy zobaczył jej twarz. Jej widok go oczarował. Nagle okazało się, że ciężko mu oddychać, a wrzenie krwi w żyłach sprawiło, że świat wokół zamarł.
:smile:
Ania1956 - Pią 12 Sty, 2007 09:50
" Jej widok go oczarował. Nagle okazało się, że ciężko mu oddychać a wrzenie krwi w żyłach sprawiło, że świat wokół zamarł. "
Szkoda że to nie ja......
Mag - Pią 12 Sty, 2007 09:55
Dzięki Caroline
Nie ma to jak bal
KIKA - Pią 12 Sty, 2007 10:32
| Caroline napisał/a: | | Elizabeth odwróciła się machając im ręką na pożegnanie, dopiero wtedy Darcy zobaczył jej twarz. Jej widok go oczarował. Nagle okazało się, że ciężko mu oddychać a wrzenie krwi w żyłach sprawiło, że świat wokół zamarł |
piękne.....
| AineNiRigani napisał/a: | | Zauważyłyście, co szczególnie wyróżnia autorkę od Jane? Wydaje mi się, że ta dbałość i szczególiki (gł. garderobiane) - |
w tej scenie wspaniały opis Darcego czekającego na Lizzy.... jakie emocje nim targały.... uffff cudowności...
już nie mogę doczekac się dalszego ciągu......
Anne Mary - Pią 12 Sty, 2007 12:45
Dziewczęta, wszystkie zauroczone zostałyśmy tym samym fragmentem, jak mi się wydaje... Ledwo skończyłam czytać, już go zaznaczyłam i zrobiłam Ctrl+C, a tu patrzę - już jest zacytowany! Ale nie szkodzi
"Nagle okazało się, że ciężko mu oddychać a wrzenie krwi w żyłach sprawiło, że świat wokół zamarł."
Och, żeby ktoś tak na mnie reagował... Mdleję
Umarłaś mnie, a najlepsze dopiero przed nami... :razz:
Przy okazji, czy przed "a wrzenie krwi..." nie powinno być przecinka? Drobne czepialstwo
Dione - Pią 12 Sty, 2007 14:07
| Caroline napisał/a: | | Włosy miała związane delikatnymi wstążkami przeplatanymi drobnymi kwiatkami, trzy urocze loczki kołysały się kusząco na karku. |
I Darcy widząc te loczki o świecie zapomniał
Trzykrotka - Pią 12 Sty, 2007 15:19
A biedny Fletcher, napracowawszy się, może teraz popatrzec na swoje dzieło zza drzwi.... niesprawiedliwe. Powiniem też móc ruszyć do tańca. Echch, niesprawiedliwe. I jeszcze musi czekać na swojego pana, żeby go rozdziać z tych jedwabi i aksamitów.
To jest coraz pyszniejsze. Caroline, nie każ długo czekać
Maryann - Pią 12 Sty, 2007 18:55
| Trzykrotka napisał/a: | | A biedny Fletcher, napracowawszy się, może teraz popatrzec na swoje dzieło zza drzwi.... niesprawiedliwe. Powiniem też móc ruszyć do tańca. Echch, niesprawiedliwe. |
Fletcher to trochę tak, jak reżyser - kieruje, ale zostaje w cieniu. Na scenie prezentują się aktorzy, ale to on nimi dyryguje...
Gunia - Pią 12 Sty, 2007 18:58
No no no... Tyle mam ogonów, że ómieram. Siedzę, czytam, a serducho mi tylko pika z częstotliwością 1000 MHz. Cudeńka! Kocham Was, Alison, Caroline i Maryann! Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła odpracować ten rachunek.
Anonymous - Pią 12 Sty, 2007 19:21
czyli Fletcher jest lalkarzem, a nie lokajem
Maryann - Pią 12 Sty, 2007 19:26
Fletcher jest ARTYSTĄ...
Anonymous - Pią 12 Sty, 2007 20:26
to jest lalkarzem-artystą
Maryann - Pią 12 Sty, 2007 20:31
A Darcy lalką w jego łapkach...
Anne Mary - Pią 12 Sty, 2007 20:51
Mr. Darcy lalką? Lepiej, żeby tego nie usłyszał, o tym nie wiedział i tego się nie domyślał. Wyobraźcie sobie, jaka to byłaby obraza! Mógłby (drżenie-przerażenie) nawet Fletchera zwolnić! Przez tej wielkości obrazę (a dokładniej za nazwanie Krymhildy przez Brunhildę "żoną lennika") zginął Zygfryd, a później prawie wszyscy główni bohaterowie (oprócz dwóch bodajże), o tysiącach rycerzy-statystów i czeladzi nie wspominając.
Strzeżcie się więc, drogie panie, i wychwalając Fletchera, nie zapominajcie o jego panu, bo inaczej parę głów może spaść... W tym te najcenniejsze...
Btw. Krymhilda, Brunhilda, Zygfryd i masa innych osób to główni bohaterowie "Sagi o Nibelungach". Niezbyt to może dobra lektura dla dam, ale bardzo pouczająca
Caroline - Sob 13 Sty, 2007 00:17
Dziewczynki, jutro przez cały dzień będę odcięta od internetu, więc dwa wyjścia: ciacho nocne teraz albo jutro późno wieczorem. Przypuszczam, że wolicie teraz No to jadziem! Poetycko będzie
Rozdział 11, cz.V
„...mieć cię odtąd przy mym boku, jedyne źródło drogiej pociechy. Jak cząstki mej duszy szukam cię, ciebie pragnę, mej drugiej połowy...”*
„Gdzie ja to czytałem?” zamyślił się zahipnotyzowany zjawiskiem przed nim. „Jak cząstki mej duszy...” zmusił swoje nogi do poruszenia się. Zrobił krok w stronę tych cudownych oczu rozjaśnionych ożywieniem, „...szukam cię...”. Jeszcze jeden krok, zdawało mu się, że ich spojrzenia spotkały się, ale to niemożliwe, bo ona właśnie się odwracała, „...mej duszy...”.
- Panno Elizabeth – powiedział Darcy na głos, tonem który nagle stał się niski i pełen uniesienia. Usłyszała go, zatrzymała się i po chwili wahania odwróciła się do niego.
- Panie Darcy – Elizabeth dygnęła, gdy on składał ukłon, ale oblicze, jakie mu ukazała nie przypominało tego, które jeszcze przed chwilą obezwładniło jego zmysły. Chłód, który odkrył w pochyleniu jej podbródka kontrastował uderzająco z ostrością spojrzenia. Panna Bennet nie była zadowolona, to pewne, ale przyczyna skryła się przed nim, tak jak wszystkie krótkie wypowiedzi, które ułożył sobie w nadziei zdobycia jej przychylności. Zdezorientowany Darcy wycofał się w bezpieczne pytanie o jej zdrowie.
- Czuję się dobrze, sir.
- A pani siostra, panna Bennet, jej choroba nie wróciła?
- Na szczęście mogę powiedzieć, że Jane cieszy się równie dobrym zdrowiem jak ja, panie Darcy.
- Acha... cieszę się – Darcy zamilkł, kontemplacja jej zachwycających rysów niemal odebrała mu władze umysłowe.
- W takim razie radość mojej siostry tego wieczoru będzie pełna – dygnęła ponownie. – Panie Darcy – i odeszła zostawiając go na galerii. Jej chłodna obcesowość zaskoczyła go, ale przyjemność czerpana z obserwowania jej figury, gdy odchodziła, wynagrodziła mu to na chwilę. Delikatnie dotknął przodu surduta wsłuchując się w szelest papieru.
Milton! Nagle uświadomił sobie skąd pochodziła fraza. Książka, którą czytała w bibliotece! Uśmiechnął się do siebie, gdy podążał w stronę sali balowej. Pean Adama na cześć Ewy, gdy zobaczył ją po raz pierwszy. Pasuje idealnie! Wszedł do sali balowej i zajął miejsce, z którego miał najlepszy widok na tańczących. Elizabeth była po drugiej stronie pogrążona w rozmowie ze swoją przyjaciółką, panną Lucas. ”...mieć cię przy mym boku...”. Westchnienie wymknęło mu się, gdy przestępował z nogi na nogę i zaciskał za plecami ręce w rękawiczkach. Pasuje idealnie i jest równie prawdziwe. Jakże prawdziwe. Muzyk uderzył w strunę oznajmiając, że czas rozpocząć tańce. Bingley, jak zauważył Darcy, już ujął rękę panny Bennet i prowadził ją na początek szeregu – niezwykłe wyróżnienie, które nie mogło umknąć uwadze nikogo. Caroline Bingley podążyła za nimi wsparta na ramieniu sir Williama, towarzyszyli jej siostra i szwagier. Ukosem zerknął na Elizabeth nadal zajętą rozmową z panną Lucas, po chwili widok zepsuł mu dżentelmen o dziwacznym wyglądzie, który wydał mu się znajomy. Darcy zmarszczył brew, gdy mężczyzna skłonił się do ręki Elizabeth a ona posyłała przyjaciółce bezsilne spojrzenie. Gdy zajmowali swoje miejsce w rzędzie, Darcy okrążył pokój, by rozpoznać tożsamość mężczyzny.
Ach, tak. Kuzyn z Kentu... pastor. Zaśmiał się w duchu z zasznurowanych ust i zaciśniętej szczęki swojego dręczyciela, podczas gdy ona starała się z wdziękiem stawić czoło kuzynowi. Zabrzmiała muzyka i Darcy musiał odwrócić wzrok, by powstrzymać się przed gorszącym wybuchem wesołości. Ten człowiek z pewnością nie był urodzonym tancerzem! Mniej godna podziwu część Darcy’ego zerknęła na mękę Elizabeth. Przy następnym nawrocie mężczyzna poszedł w złym kierunku, potem pokrył zamieszanie, jakie wywołał, wylewnymi przeprosinami, gdy jedyne czego było trzeba to jego skupienie. Po chwili niemal zbił z nóg zażywną, stateczną damę, gdy z pochyloną głową przedwcześnie rozpoczął przeplataną figurę, Elizabeth zmuszona była szeptać mu instrukcje, oblewała się pąsem z upokorzenia. Po chwili ujmując jej ręce okręcił ją z takim zapałem, że Darcy zaczął bać się o bezpieczeństwo jej i osób wokół nich.
“To tylko dzięki ubraniu duchownego” pomyślał przyglądając się z pełną rozbawienia ciekawością „pobłażliwe uśmiechy nie pojawiają się na twarzach wszystkich tancerzy”. Na wszystkich, poza Elizabeth. Jej twarz nie wyrażała współczucia wobec kuzyna. Upokorzenie przenikało ją do głębi i gdy Darcy niechcący pochwycił jej spojrzenie przy nawrocie, uderzyła go jego siła. Instynktowna chęć przybycia jej z pomocą była tak wielka, że tylko wątpliwość, czy byłaby ona mile widziana powstrzymała go przed zrobieniem więcej niż jednego kroku w jej stronę. Dyskretnie zmienił kierunek i przespacerował wzdłuż rzędu tancerzy udając nonszalancję, którą życzyłby sobie w tej chwili czuć. Emocje jakie wzbudziła w nim tej nocy Elizabeth Bennet były mu obce i ogromnie deprymujące. Potrzebny był dystans.
Dotarł do drugiego końca pokoju i odwrócił się dokładnie na czas, by być świadkiem kolejnego faux pas popełnionego przez niedorzecznego krewniaka Elizabeth. Gdy taniec dobiegał końca porzucił swą partnerkę i pospieszył z przeprosinami do innych tancerzy, zostawiając ją bez towarzystwa na parkiecie. Miażdżące spojrzenie, jakie posłała jego plecom, jak pomyślał Darcy, spaliłoby jego koloratkę na popiół, gdyby tylko było to możliwe. „W pełni zasłużenie, głupi człowieku!”. Darcy rozważał plan zaskoczenia jej i przez to zdobycia zgody na taniec, nadal uważał, mimo zdenerwowania, że najlepiej odpowiada to jego celom. Ale jeszcze nie teraz. To by tylko ją rozogniło. Niech odetchnie chwilę po pastorze. A potem... Jeden z poruczników Forstera otarł się o niego, gdy w pośpiechu, zdecydowanym krokiem zmierzał do Elizabeth. Darcy przyglądał się dość długo, by stwierdzić, że zgodziła się na następny taniec zanim zaczął szukać Bingleya w kłębowisku sukien, polerowanych mosiądzów i jaskrawych kamizelek.
* „Raj utracony”, John Milton
Anne Mary - Sob 13 Sty, 2007 01:13
A ja od początku chciałam wołać: Milton! Ale nie było potrzeby Caroline, kochana jesteś - nie kazałaś nam czekać tak długo... Ale co ja teraz będę w dzień czytać?
Śliczne to było, ta atmosfera balu... Jakbym tam była. Z drugiej strony, w tej scenie zawsze najbardziej było mi żal Lizzy - nic gorszego na balu niż kiepski partner do tańca, zwłaszcza, jeśli trzeba z nim tańczyć aż pół godziny.
Nie mogę się doczekać chwili, kiedy Collins przyjdzie powitać "ach! Być może... siostrzeńca lady Katarzyny!" Nie każ mi umierać z niecierpliwości, dobrze? I szybciutko do nas wracaj!
Dzięki za ciasteczko , choć nocne objadanie się jest szkodliwe dla zdrowia...
Kaziuta - Sob 13 Sty, 2007 02:44
Warto czasami być nocnym markiem.
Czytam te fragmenty z balu, a oczyma wyobraźni przywołuję obrazy z filmu: trzy skaczące loczki Lizzy, potknięcia pana Collinsa i ironiczny uśmiech Darcyego. Nigdy nie pozbędę się tych skojarzeń.
Anonymous - Sob 13 Sty, 2007 02:54
Bo mimo, że powieść poszła już swoim torem, w scenach wspólnych mamy wyłacznie P&P '95
Ania1956 - Sob 13 Sty, 2007 05:03
[„...mieć cię odtąd przy mym boku, jedyne źródło drogiej pociechy. Jak cząstki mej duszy szukam cię, ciebie pragnę, mej drugiej połowy...”*
„Gdzie ja to czytałem?” zamyślił się zahipnotyzowany zjawiskiem przed nim. „Jak cząstki mej duszy...” zmusił swoje nogi do poruszenia się. Zrobił krok w stronę tych cudownych oczu rozjaśnionych ożywieniem, „...szukam cię...”. Jeszcze jeden krok, zdawało mu się, że ich spojrzenia spotkały się, ale to niemożliwe, bo ona właśnie się odwracała, „...mej duszy...”.
Powiem tylko: O KURCZE !!!!!! Chyba urodziłam się nie w tej epoce co trzeba. Czy są dzisiaj tacy romantyczni faceci ? Jeżeli tak, to gdzie?????
CZEKAM NA TAKIEGO.....och
Alison - Sob 13 Sty, 2007 11:02
Są Aniu są, tyle, że się przeważnie do życia w dzisiejszych czasach nie nadają, więc fajnie jest na ten okres zakochania, a potem to już nie daj Boże....
Fragment śliczności, jak przypominam sobie film, to jakoś nic a nic po Colinie nie było widać co mu tam w duszy grało, tylko ten ironiczny uśmieszek, a jak widać orkiestra symfoniczna z kotłami dawały fortissimo
Carolcia - superbe!!!
|
|
|