Ekranizacje - Perswazje Persuasion (2007)
asiek - Pon 09 Kwi, 2007 18:56
| Harry_the_Cat napisał/a: | Jak mozna tak potraktować tak dobrą historię???
-- no i te wszystkie ZMIANY w scenariuszu w stosunku do powieści....: - po co? czemu? dlaczego?
Elżbieta mogłaby spokojnie uchodzic za matke Anny... Naprawdę nie było nikogo innego do tej roli?
-> kapitan mówiący Harville'owi o swoich uczuciach ... - pewnie, rozładujmy całe napięcie pół godziny przed zakończeniem filmu...
-> koncert.... no naprawdę.... Jak on jej powiedział, że nie ma nic wartego zostania - po tym jak ona po prostu na oczach wszystkich WYBIEGŁA za nim... to było straszne...
-> list! to po prostu bluźnierstwo - zmarnowali przepiekną scenę, kiedy kapitan słucha rozmowy Anny z Harville'm... i cały ten dramatyzn wręczania listu!
-> Anna biegająca po Bath - z goła głową! - patrzenie na to sprawiało mi fizyczny ból,
-> pocałunek.. - czy ktos jeszcze miał ochotę krzyknąć "No pochyl głowę wreszcie, Rupe! Już nie daj się dziewczynie prosić!" naprawdę zaczynałam wątpić, czy on w ogóle CHCE ja pocałować... |
Obejrzałam Perswazje na... i podzielam opinię Harry_the Cat... :sad:
Scena listu i pocałunku żenująca, żenująca...no, jak można było zepsuć tak cudowny fragment powieści ???
Szkoda, że tak się stało zwłaszcza, że pierwsza część filmu bardzo mi się podobała. Kapitan świetnie się prezentuje, ... Anna nieco zagubiona, ale w sumie podobna do pierwowzoru, piękne krajobrazy i dobra muzyka.
Niefortunne zakończenie psuje cały efekt. ??:
Kto wymyśla tak głupawe sceny, zupełnie niezgodne z duchem JA ?. Ostatnio przerabiałyśmy całowanie facetów po rękach /vide P&U05 i nie tylko /, a teraz pogoń za nimi przez miasto, aż do utraty tchu. Anna o mały włos nie zeszła z powodu niedotlenienia
Finałowa scena trochę mi poprawiła humor,... dodano ją chyba na otarcie łez.
Qrcze, aż się prosi, by wycieli cześć filmu i nakręcili jeszcze raz, tym razem zgodnie z treścią powieści.
Harry_the_Cat - Pon 09 Kwi, 2007 19:06
Szczerze mówiąc opinie o tym są tak podzielone, że aż to jest niesamowite....
I tak patrze na tego Ruperta i tak szukam tego przeszywającego spojrzenia i nic! :neutral: Spróbuję sie do niego nieco przekonać w tych szpiegach...
asiek - Pon 09 Kwi, 2007 20:37
Rupert był dla mnie niespodzianką , i to całkiem miłą. Nie widziałam go w żadnym filmie,... chyba, w każdym razie nie zapadł mi w pamięć.
A w Perswazjach i owszem, bardzo mi sie spodobał. Co prawda nie pograł w filmie zbyt wiele, bo skrócono haniebnie scenę" koncertu" w Bath, a moment pisania listu widać uznano za zbyt nudny, to jednak na mnie zrobił dobre wrażenie.
Teraz kiedy pomyślałam o koncercie nasunęło mi się, że w filmie w ogóle pominęto wątek fizycznej przemiany Anny. W Bath przecież wypiękniała i nabrała większej pewności siebie.
W nowej ekranizacji Anna nie ulega metamorfozie.
Wrócę jeszcze do sceny pocałunku.
Nie mogę pozbyć się wrażenia, że Anna żebrze o cmoka, upokarzające ....a przy tym robi takiego zeza, że cały urok pryska i Wentworth nie może opanować śmiechu. Krótko mówiąc, u mnie podczas tej sceny, stan motyli jest zerowy. :sad:
Aż mi siebie żal.
Pemberley - Pon 09 Kwi, 2007 20:44
| Gunia napisał/a: | | Pem, to już lepiej kup całą kolekcję "Jane Austen", bo można ją znaleźć na Allegro w okolicach 100 zł, a tam są nie tylko "Perswazje", ale i "Opactwo", którego zdaje się nie widziałaś. |
Dzieki za pomysl! W sumie zastanowilam sie tak zrobic, tylko, ze zanim kupie, oni wysla, a ja pojade do kraju odebrac, to ciekawosc mnie zezre ze szczetem... Wlasnie siedze na amazonie i sie zastanawiam, czy sie obrazic na te cene, czy zapomniec o o moich probach wychowywania duzych koncernow...
Gunia - Pon 09 Kwi, 2007 21:08
Przecież mogą Ci wysłać do Niemiec. :grin:
achata - Wto 10 Kwi, 2007 15:55
Obejrzałam i jestem bardziej na nie niż na tak, ale parę scen doceniam. Pierwsze wejscie Wentwortha- nie sadziłam, że serce mi aż tak podejdzie do gardla na widok tej jego blond grzywy, a czy muszę pisać, że podeszło?
Wrażenia ogólne raczej negatywne, zwłaszcza w porównaniu z wersją 1995. Molo w Lyme wygląda ciekawie, ale jaki człowiek o zdrowych zmysłach spacerowałby po takim miejscu w taką pogodę, jak ta kiedy Wentworth rozmawia z Harvillem?! Mam jeden ogromny zarzut do Ruperta w roli Kapitana W. On w ogóle nie wygląda jak marynarz, bardziej jak jakiś londyński dandys. Nie chodzi już nawet o brak munduru (swoją droga czy podano jakieś sensowne wyjaśnienie tego braku?), ale o sam sposób bycia. Człowiek, który zrobił karierę na morzu powinien mieć w sobie więcej zdecydowania i charakteru.
Postacie drugoplanowe wzięte strasznie po łebkach. Czasu mieli mniej więcej tyle co w wersji z 1995 roku a nawet nie zdążyli pokazać Karola Haytera. Więcej postaci było ujętych tylko z nazwiska. Niekiedy było to i dobrze np. jeśli chodzi o lady Dalrymple pokazaną tylko migawkowo na koncercie.
Końcówka była żenująca. Nie mam co pisac o kompletnie słabej scenie pocałunku (najbardziej podobała mi się tam jedynie ta łza ściekająca Annie po policzku). List kapitana został zupełnie odarty z kontekstu- bo jaki sens maja słowa" miotam się między rozpaczą a nadzieją", po tym jak Anna patrzac w niego maślano-cielęcym wzrokiem wyznała, że pan Elliot nic dla niej nie znaczy? Jakie "cenne uczucia" miały nie odejśc na zawsze skoro wyznanie o kobiecej stałości padło znacznie wczesniej, w Lyme podczas rozmowy Anny z Benwickiem?
Chciałam, żeby film mi się podobał i próbowałam się do niego przekonać, ale niestety nadaremnie. Najslabszy był scenariusz.
Aha, na plus- podobała mi sie tutaj szkolna koleżanka Anny- pani Smith, tylko znowu potraktowana po łebkach a jej ostatnia scena w Bath stanowi kompletne zaprzeczenie jej ksiażkowego kalectwa.
Sorki jeśli pospoilerowałam, ale chyba wszystkie juz obejrzałyście przede mną...
Anonymous - Wto 10 Kwi, 2007 16:08
| achata napisał/a: | | Nie chodzi już nawet o brak munduru (swoją droga czy podano jakieś sensowne wyjaśnienie tego braku?) |
W książce "Mansfield Park" brat Fanny, gdy już został kapitanem bodajże i przyjechał do niej w odwiedziny, nie miał prawa nosić munduru, było po prostu zabronione, może więc Wentworth też nie mógł. Tzn. mi się tak wydaje, nie wiem jak naprawdę było.
Ulka - Wto 10 Kwi, 2007 21:50
W ogóle to Perswazjom należy się dobry serial, jak żadnej innej powieści JA! Taki jest mój postulat
BeeMeR - Wto 10 Kwi, 2007 23:57
| achata napisał/a: | | Molo w Lyme wygląda ciekawie, ale jaki człowiek o zdrowych zmysłach spacerowałby po takim miejscu w taką pogodę, jak ta kiedy Wentworth rozmawia z Harvillem?! |
Też się nad tym zastanawiałam - leje, grzmi, a ci udają, że nic się nie dzieje i trajkoczą w najlepsze. A w dodatku przez dłuższy czas nic z tego nie wynika...
A w dodatku - jak już zobaczyłam "jak robili" to aż się zdziwiłam, że tak chwalą tą scenę pocałunku, która dla mnie byłą jakąś jedną wielką pomyłką. Nawet nie zauważyłam łzy, bo przysłoniły mi ją błagalne spojrzenie i "dziubek" Anny.
Harry_the_Cat - Śro 11 Kwi, 2007 00:08
W wątku o Opactwie wrzuciłam linka do stronki, gdzie sa wywiady radiowe - chyba rezyser mówi tam, ze na pewno ludzie będą pytali co sie stało z książką, ale to nie jest książka więc, jesli im nie pasuje to niech sobie przeczytają powieść... Nie zrobił dobrego wrażenia. I tez oczywiście zachwyca się sceną finałową... ??:
Ulka - Śro 11 Kwi, 2007 14:30
| Harry_the_Cat napisał/a: | | chyba rezyser mówi tam, ze na pewno ludzie będą pytali co sie stało z książką, ale to nie jest książka więc, jesli im nie pasuje to niech sobie przeczytają powieść... |
a przeczytają przeczytają! Już czytali, czytają i będą czytać! I zachwycać się! A o filmie mogą szybko zapomnieć więc reżyser niech się tak nie mądrzy [unosi się gniewem i honorem ]
| Harry_the_Cat napisał/a: | | I tez oczywiście zachwyca się sceną finałową... |
Sam ją nakręcił, nie ma wyboru, nie będzie przecież publicznej samokrytyki składał... :razz:
Harry_the_Cat - Śro 11 Kwi, 2007 14:46
| Ulka napisał/a: | | Sam ją nakręcił, nie ma wyboru, nie będzie przecież publicznej samokrytyki składał |
Mógłby sie w ogóle nie odzywać...
Ulka - Śro 11 Kwi, 2007 14:49
| Harry_the_Cat napisał/a: | | Ulka napisał/a: | | Sam ją nakręcił, nie ma wyboru, nie będzie przecież publicznej samokrytyki składał |
Mógłby sie w ogóle nie odzywać... |
a juści!
ale niektórzy za grosz przyzwoitości nie posiadają
Anetam - Pią 13 Kwi, 2007 17:39
| Trzykrotka napisał/a: | Uuuu, zmartwiłam się trochę czytając Wasze posty. Ja zaczęła wczoraj poróż przez Perswazje i po pierwszym szoku wywołanym wyglądem Anny, wciągnęłam się gładko w klimat.
Anna wyglądała szpetnie, ale potem widac było, ze to nie jej brzydota, tylko zmęczenie i "przyszarzenie", okropna fryzura i nieciekawa mimika, ale dziewczyna ma potencjał: ładne oczy na przykład. Ojciec i Elżbieta są jak należy - przystojni i odstręczający, lady Russell - elegancka. Narracja prowadzona jest niespiesznie, muzyka ładna, sceneria bez zarzutu.
Potem Musgrovowie: panny młodziutkie - i o to chodzi. Mary - uuuu, twardy orzech o zgryzienia. |
Zgadzam się z Tobą Trzykrotko :grin: .Mnie również bardzo podobają się Perswazje i w końcu zobaczyłam też te stare z 1995r. i muszę powiedzieć,że moim zdanie obie ekranizacje były udane.Starsze wierniejsze książce,a nowsze bardziej romantyczniejsze
trifle - Pon 16 Kwi, 2007 11:11
I zakończyłam Jane Austen Season ITV "Perswazjami". Dość mieszane mam uczucia. Do akcji w Bath właściwie mi się całkiem podobało. Ogólny klimat pasował mi do mojego książkowego wyobrażenia. Anna - różnie, nie zawsze mnie przekonywała, ale podobało mi się, jak pokazali to, jak ona była lekceważona, zostawiana na końcu, kiedy wszyscy szli jakoś parami, ona sama. Kapitan W. też mi się dość podobał, chociaż nie zachwycił. Reszta postaci całkiem w porządku - polubiłam bardzo państwo Croft, Mary irytująca i przerysowana - czyli chyba tak jak trzeba .
A od Bath mnie zaczęło denerwować. Denerwowało mnie, że poszczególne kwestie wypowiadały często osoby inne niż w książce i cała ta końcówka romansu. Scena z listem była emocjonująca w książce, a w tym filmie nie. No i matko kochana - KTÓRA bohaterka Jane Austen - dosłownie - biegałaby po całym mieście za facetem Scena pocałunku też mi się nie podobała, ja rozumiem, że to w zamiarze miało być takie 'spowolnione' - ale bez przesady.. To wyglądało jakby on się zastanawiał "no pocałować czy nie pocałować". I sam koniuszek filmu - nie rozumiem, po co ten taniec na tym trawniku? i ten buziak na końcu też mi się wydawało, że był tylko dlatego, że .. był w scenariuszu i tak trzeba było ??:
No i ja nie wiem, no nie wiem, co za problem oni mają z tymi fryzurami głównych bohaterek :neutral: Kasi taka śliczna w Opactwie, a Fanny i Anny takie nieudane.
Co do muzyki - sama w sobie mi się podobała, choć momentami była taka, hmm, nazbyt sugestywna, wprowadzająca za dużo dramatu niż trzeba.
Ogólnie - moja ocena podzielona na pół - część pierwsza zdecydowanie lepsza, a druga - zepsuta. Szkoda, szkoda. To chyba głównie kwestia scenariusza, nie aktorów.
Może zrobimy akcję - napiszemy scenariusze J.A., przeprowadzimy casting i wyślemy im - Angolom - propozycje
Admete - Pon 16 Kwi, 2007 15:01
Trifle mam poodbne wrażenia odnośnie Perswazji. Troche to zmarnowali. Tak sobie myślę, że może Davies czuwał w Oactwie nie tylko nad scenariuszem, ale miał cos do powiedzenia w innych kwestiach i dlatego dobrze im wyszło?
Anonymous - Pon 16 Kwi, 2007 15:06
| Admete napisał/a: | | Tak sobie myślę, że może Davies czuwał w Oactwie nie tylko nad scenariuszem, ale miał cos do powiedzenia w innych kwestiach i dlatego dobrze im wyszło? |
Też mi to przyszło na myśl, bo po prostu wszystkie ekranizacje Jane Austen do których on pisał scenariusze (póki co trzy, ale będzie i czwarta) są świetne.
trifle - Pon 16 Kwi, 2007 15:11
Całkiem to możliwe. Davies dobrym duchem ekranizacji austenowskich jest.
Alison - Pon 16 Kwi, 2007 17:27
No to teraz kolej na moje wrażonka.
Mnie się w większości podobało (Harry, ty jednak mnie znasz ), nie da się ukryć, że kapitan, tak jak przypuszczałam zawojował mnie z kretesem, i każde jego spojrzenie, wywołuje u mnie jakieś galopady kolibrów w jamie brzusznej . Jest inny niż moje książkowe wyobrażenie o nim, ale co tu kryć, kochliwa jestem do nieprzytomności i on mnie kupił z ostatnią koszulą. Edmund fajowy, Henry Super, ale Fryderyk... nie mogę złapać tchu na samą myśl i podpisuję się pod tym sex-on-the-legs syćkimi paluszkami. W pierwszej części właściwie nic mnie nie razi, no może poza tą dziwną sceną przechodzenia przez płot na łące, kiedy kapitan przechodzi pierwszy i odwraca się tyłem (-1 pkt.; jak widzicie nie kocham się ślepo ), Luiza na szczęście umie o siebie zadbać, choć takie zachowanie w tamtych czasach, było chyba co najmniej niestosowne. Na przewróconym drzewie Charles też pomaga żonie i fru. Rozumiem, że to miało pokazać jaka Anna jest biedna i samotna, ale to dziwne, boć przecie wszyscy ją tak bardzo w tym towarzystwie lubili. Ten dziwny upadek z drzewa też pewnie miał usprawiedliwić to wleczenie jej za ramię i usadzenie na dwukółce. W ogóle panowie zachowują się jakoś nie teges. Admirał pokazujący Annie drogę laską, w jej własnym domu... ??:
Niestety w drugiej części im dalej tym gorzej, aż do tragicznego finału. Już w poprzedniej wersji drażniło mnie to latanie za kapitanem na koncercie, ale ta tutaj samotność długodysnansowca, to już jakieś totalne misunderstanding . Gania taki tłumoczek w ohydnej sukieńczynie (śliwkowa spódnica, szary stanik plus ohydny, wytarty, aksamitny, brązowy kołnierzyk - daltonista to projektował czy co?) po tym Bath tam i nazad, bez czepka, hamulce ma zatarte, obija się o ludzi. No dramat po prostu! Jeśli chodzi o niego, to kocham go też za to, że pokochał ją, taką brzydką jak noc listopadowa, ale zdecydowanie wolę jak o niej mówi niż jak ją całuje. Scena pocałunku....proszę nie poruszać przy mnie tego tematu... dno serdeńku, dno, horhór jakiś, dramat grecko-szekspirowski, ohyzda - muszę przestać, bo zwymiotuję. Jakoś by poprawiła wrażenie ta wydumana, ostatnia scena, ale na miłość boską, nauczyłby ją kto tańczyć, a w rezultacie on ją wlecze po tym trawniku, a ona porusza nogami tak, jakby przed sekundą odzyskała władzę w nogach, po 15 latach spędzonych w wózku inwalidzkim. Przykre to ponad wszelką miarę, ale Anna jednak budzi moją sympatię, mimo nienachalnej urody, poza tym muzyka jest niezła. No jest sporo rzeczy do wymiany, chociażby niesforne uzębienie kuzyna Elliota, albo scena w sztormie na falochronie (czy oni BHP nie znają?), ale ja tam sobie będę przewijać na spojrzenia, uśmiechy i westchnienia kapitana, i będę najszczęśliwsza na świecie.
Trzykrotka - Pon 16 Kwi, 2007 17:43
Widziałam kawalątko tego pocałunku na youtube i rzeczywiście - była mało estetyczny, a w filmowych pocałunkach estetyka jest najważniejsza. Nie mogłam patrzeć na rozdziawioną paszczękę Anny nitkami śliny
Harry_the_Cat - Pon 16 Kwi, 2007 19:09
| Alison napisał/a: | Niestety w drugiej części im dalej tym gorzej, aż do tragicznego finału. Już w poprzedniej wersji drażniło mnie to latanie za kapitanem na koncercie, ale ta tutaj samotność długodysnansowca, to już jakieś totalne misunderstanding .
Gania taki tłumoczek w ohydnej sukieńczynie (śliwkowa spódnica, szary stanik plus ohydny, wytarty, aksamitny, brązowy kołnierzyk - daltonista to projektował czy co?) po tym Bath tam i nazad, bez czepka, hamulce ma zatarte, obija się o ludzi. No dramat po prostu! Jeśli chodzi o niego, to kocham go też za to, że pokochał ją, taką brzydką jak noc listopadowa, ale zdecydowanie wolę jak o niej mówi niż jak ją całuje. Scena pocałunku....proszę nie poruszać przy mnie tego tematu... dno serdeńku, dno, horhór jakiś, dramat grecko-szekspirowski, ohyzda - muszę przestać, bo zwymiotuję. Jakoś by poprawiła wrażenie ta wydumana, ostatnia scena, ale na miłość boską, nauczyłby ją kto tańczyć, a w rezultacie on ją wlecze po tym trawniku, a ona porusza nogami tak, jakby przed sekundą odzyskała władzę w nogach, po 15 latach spędzonych w wózku inwalidzkim. Przykre to ponad wszelką miarę, ale Anna jednak budzi moją sympatię, mimo nienachalnej urody, poza tym muzyka jest niezła. |
Ale to wcale nie jest understatement, co mówisz.
malmik - Pon 16 Kwi, 2007 19:33
Ale żeś mateczko zjechała Pewswazje - zgadzam się z tobą - Anna beznadziejna, ubrana obrzydliwie, co najczęściej widać w scenach z innymi damami - rzuca się w oczy zwłasza w scenie spacerowej z Lady Russel - dojrzała kobieta ubrana w błękitne delikatne tkaniny, a ta w połączeniu dywanu z workiem. Nie mogę patrzeć również na scenę pocałunku - zwykle na finał czeka się z niecierpliwością, atu lepiej tę scenę ominąć bo jest po prostu niesmaczna. Biegi - ja nie wiem co to za moda na wyścigi zagościła ostatnio w tych filmach - Mansfield Park doprowadza mnie do nieżytu żołądka.
A jednak mimo wszystko film podoba mi się (zwłaszcza Wenworth oczywiście ) i to chyba dość obrazoburczo stwierdzę, że podoba mi się bardziej niż Opactwo (Harry nie bij ). Chyba właśnie ze względu na Kapitana, z którego bije ciężko zranione serce, ale i uzależnienie.
Harry_the_Cat - Pon 16 Kwi, 2007 19:42
Sorry dzieweczki, ale kapitan to ma przez cały film jedna minę....
malmik - Pon 16 Kwi, 2007 19:54
Chciałabym zauważyć, że w momencie kiedy Anna mówi mu w domu, że Admirał jest "utterly misinformed" to mu się zmienia
Alison - Pon 16 Kwi, 2007 20:24
Nieprawda, że ma jedną minę! Parę razy prześlicznie się uśmiecha, jest cudnie ożywiony kiedy dowiaduje się, że po nim Anna odrzuciła także Charlesa, prześliczna jest scena kiedy rozmawiają razem w sklepie, pod koniec tej sceny jest moment takiego pięknego rozluźnienia atmosfery między nimi, jakby w ogóle nie było tych 7 lat. A te momenty, kiedy on się nagle pojawia np. na koncercie, albo u niej w domu w tym bielusieńkim halsztuku, to ja za każdym razem spadam pod biurko i nie nadążam się wygramolić z powrotem na fotel.
I jak pięknie mówi wśród tych atlantyckich rozbryzgów o niej, że jest pod każdym względem idealna (no tu bym z nim trochę polemizowała, ale kochany jest ponad wszelką miarę!).
Martwi mnie tylko, kiedy sam odjeżdża konno w ciemną noc, boć przecie autostrady byli wtedy nieoświetleni. Jeneralnie jakby tak pod koniec oglądania permanentnie wychodzić w sprawie zaparzenia sobie herbaty, to ja ten film kupuję bez wiekszych zastrzeżeń.
Boże, ta jego głowa, w chwili kiedy przychodzi do teatru będzie mi się dziś śniła, zobaczycie!!!!
|
|
|