Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - The Moth (Ćma)
Monika - Śro 16 Maj, 2007 16:34
...
Obserwowała go, jak niemal potykając się wychodził z pokoju, ona sama opadła na fotel. Dobry, dobry Boże. Co ma uczynić? Wszyscy uważali, że Millie nie była normalna. Ale w porównaniu z Dave’em Millie była zupełnie zdrowa. Coś opętało jego myśli. Musi teraz uważać. Nie, nie, to Robert powinien na siebie uważać, bo Dave jest niebezpieczny. Musi porozmawiać z Peggy.
Uniosła rękę i nacisnęła dzwonek wiszący na ścianie. Ten dzwonek nie był używany od czasu, kiedy po raz ostatni jej ojciec był w gabinecie – nie było wystarczającej ilości służby, która mogłaby przybiegać na dźwięk dzwonka – lecz po chwili Ruthie pojawiła się w drzwiach, poprosiła, ‘Powiedz matce, że chcę z nią porozmawiać’.
‘Tak, panienko’.
Kilka minut później Peggy weszła do gabinetu i Agnes tonem, nieco przepraszającym zaczęła, ‘Ja… posłałam po ciebie, Peggy; nie mogłam o tym mówić w kuchni. Ja… ja muszę ci to powiedzieć, myślę, że… obawiam się, że Dave stał się niezrównoważony’.
Peggy patrząc na nią, odpowiedziała sztywno, ‘Nie, dziewczyno… panienko, nie brak mu równowagi, jest po prostu pełen obaw o twoje dobro, zawsze był i jeśli mam być szczera, to uważam, że ma ku temu powody. Już dobrze, dobrze, nic nie powiem przeciwko Bradley’owi, to dobry chłopak, na swój sposób, lecz to wszystko… tylko na swój sposób. Ja to widzę i Dave również, to nie jest życie dla ciebie’.
‘Peggy’ – Agnes zachowała spokojny głos – czy zdajesz sobie sprawę, że wtrącacie się w moje życie? I jeśli zapragnę przyjaźnić się z Bradley’em, czy kimkolwiek innym o jego pozycji, jestem na tyle wolna, by to uczynić?’
‘I tu się panienka myli, pani nie jest wolna. Ma pani pozycję, o którą należy dbać. Nie ważne, jaki był pani ojciec, jest pani jego córką, lecz co więcej, jest pani córką swej matki, prawdziwej damy, damy, którą panienka również jest. Jeśli panienka zada się z kimś takim jak Bradley, to będzie dla pani koniec, ostateczny wstyd. Pani się urodziła w innej sferze, dostała wychowanie. Poza tym, będzie pani na językach całego hrabstwa…’.
Agnes spoglądała na kobietę, którą znała odkąd tylko mogła sięgnąć pamięcią. Wszystko, co mówiła było prawdą, jeśli tylko chce się spełniać się swój obowiązek, lecz serce nie ma z nim nic wspólnego, uczucia i emocje mają się nijak do niego. Czy aby na pewno doświadczy tylko hańby i cierpienia, jeśli swe życie zwiąże z Robertem?
Czekała w skupieniu na odpowiedź, lecz jej umysł był głuchy na to pytanie. Jej uczucia zdławiły rozsądek. Lecz jedno wiedziała, nie ważne jak się czuła, nie ważne, co zadecyduje, nie chce mieć przy sobie dwójki tych ludzi, którzy byli dla niej dobrzy, lecz zaczęli jej dyktować sposób zachowania, oni sami posunęli się za daleko, przekraczając swoją pozycję bardziej niż robiła to ona sama. Powiedziała to do Peggy, ‘Uważacie, że Bradley ma za dużo swobody. A nie pomyśleliście, że robicie dokładnie to samo, ty i Dave? Troszczyliście się o mnie, przez cały ten czas i doceniałam to, przecież wiesz, lecz jeśli chodzi o moje zachowanie, które do tej pory nie dawało podstawy do ataku, którego doświadczyłam dziś od ciebie i Dave’a, uważam, że posunęliście się za daleko, wykorzystaliście swoją pozycję w tym domu. I to wszystko, co mam do powiedzenia… To wszystko, Peggy’.
Nigdy wcześniej nie odprawiła w ten sposób Peggy. Stara kobieta patrzyła na nią z góry, mięśnie na jej twarzy były spięte, jak gdyby zaatakował je jakiś tik; w końcu odwróciła się i niemal wybiegła z pokoju.
Agnes zamknęła oczy i odchyliła się do tyłu. Ręka spoczywała na biurku, dotykając listu, który czytała, kiedy Ruthie zawiadomiła ją, że wrócił Robert i chce z nią rozmawiać.
List był od Rolanda. Zaciągnął się. Nadal był w Australii, szkoląc się, pisał niezwykle podniecony, pewny, że niedługo wsiądą na statek do Anglii, miał nadzieję, że uda mu się ją zobaczyć. Często rozmyślał o starym domu, dodał, nie brakuje ci czegoś, nim tego nie stracisz. Arnold, pisał dalej, miał się dobrze i był dobrej myśli, nie sądził, że opuści Australię, chyba, że go zmuszą do tego. Jaka szkoda, biedny Stanley utknął w jakiejś jednostce szkoleniowej, lecz pociechą dla niej powinno być to, że przynajmniej jeden z nich jest blisko.
Stanley pociechą. Stanley myślał tylko o sobie. A teraz pysznił się nosząc mundur porucznika, zachowując się niczym generał, przynajmniej wobec tych, którym jak sądził, mógł zaimponować. Niedługo Roland może trafić do Francji, gdzie umierają tysiące. Z początku opiewają to jako glorię. Lecz krew sączyła się teraz strumieniami. To żadna pociecha dla cierpiących matek i żon, usłyszeć z gazet, że stoczył chwalebną walkę aż do końca, tam, na Ypres. Tak wiele telegramów. Słyszała wczoraj, że John Fraser zginął, a jego brat Dick został poważnie ranny. Fraser’owie mieli tylko dwóch synów. A jeszcze Tom Stanmore; wrócił do domu jako ślepiec, bez oczu. Ludzie zaczynali uświadamiać sobie, że wojna to nie są wymuskani, schludni żołnierze, maszerujący za orkiestrą, dopingowani przez krzyczące kobiety.
I jeszcze to co wydaje się takie drugorzędne wobec wojny, to co dzieje się w domach. Wręcz absurdalne jest to, że osobiste kłopoty ludzi mogą, jeśli nie wymazać, to na pewno zepchnąć na dalszy plan sprawy państwa i całego świata. Powinna opłakiwać zagładę młodych istnień, lecz co ona czyni? Siedzi tutaj, staczając swoją prywatną wojnę, maleńką osobistą walkę. Lecz, czy były jakieś prywatne małe wojny? W porównaniu z tą, może i małe, lecz wielkie były w jej sercu. Jedno wiedziała, Robert Bradley był niezrównanym mężczyzną, kimś kto pozostawiłby po sobie ślad w każdej klasie społecznej. To tylko niefortunność, że urodził się w klasie pracującej, bardziej niefortunne może też było to, że pojawił się w tym domu, to, że musiała go poznać i pozostać pod jego urokiem, bo to był na pewno urok, zaczarował ją, bo myślała o nim w dzień i w nocy.
Co to było, co tak ją w nim pociągało? Trudno powiedzieć… tyle szczegółów. Wiedziała tylko, że uczucie, jakie dla niego miała nie miało związku z tym, co czuła do James’a. Tamto było teraz jak głupie, szkolne zauroczenie, takie płytkie i krótkotrwałe, nie warte by się na nie oglądać. Lecz uczucie, jakie miała dla tego mężczyzny obudziło się jak ze snu, przebudziło coś w niej, emocje, o których istnieniu nie miała pojęcia, a które skłoniłyby ją do przekroczenia wszelkich granic, byleby tylko był w pobliżu.
Tak długo jak będzie mogła go widywać, wiedziała, że dopóty będzie w stanie to wszystko spokojnie dźwigać… przynajmniej na zewnątrz. A teraz zdobył pieniądze i interes, dom na własność, mówił też coś o uczuciach, dla których może się zrzec z części swego majątku, byle by tylko być bliżej niej.
Ale co ma zrobić z Dave’em i Peggy? Dave jest niezrównoważony. Nie był sobą od czasu tego zajścia z jej ojcem. Lecz jeszcze przedtem, jego opiekuńczość wobec Millie nie była, teraz to wiedziała, normalna. To prowadziło do obłędu, jak z Millie.
Gdzie to się wszystko skończy? Musiała coś zrobić, ale co? Och, jakże chciała mieć z kimś porozmawiać.
Gitka - Śro 16 Maj, 2007 17:29
Ależ się ucieszyłam Moniko jak zobaczył nowy post w tym temacie
Nie zapomniałaś
migotka - Śro 16 Maj, 2007 17:36
dziekuje barrrrdzo za kolejny fragmencik;)))
Anonymous - Śro 16 Maj, 2007 17:41
Moniśku - ukłony i buziaki.
Gosia - Śro 16 Maj, 2007 19:57
Moniko, milo wrocic do Bradleya i Agnes
Przyznam, ze i w filmie fragment dotyczacy Dave byl dosc okropny, ale o tym bedzie mowa pozniej...
Monika - Sob 19 Maj, 2007 13:36
Gosiu, nowy avatarek :grin: Mniemam, że pan z Our Mutual Friend. A ja jestem obecnie zakochana w Henrysiu z Opactwa. Och, jak to miło zmienną być
Rozdział 10
Minęły ponad trzy tygodnie, odkąd ostatni raz zaglądał do The Bull. Każdego wieczora wracał prosto do ciotki, gdzie zawsze czekał dobry posiłek, na czystym obrusie. I kiedy tak kończyli jeść i rozmawiaći o wydarzeniach dnia, było dobrze po siódmej, a wtedy już nie chciało mu się wstawać od stołu i jechać rowerem do knajpy.
Ale dziś postanowił tam wstąpić wracając do domu. Pomijając wszystko inne, marzył o kieliszku czegoś mocniejszego. Przez ostatnie tygodnie niemal przywykł do ciągłych podróży wozem, ale większą część dzisiejszego dnia spędził w stajni, w narzędziarni, w kotłowni, gdzie bojler wydzielał suchy, cuchnący fetor od dymu i koksu. Miał wysuszone gardło; nie chciał już dziś żadnej herbaty, miał ochotę na duży łyk chłodnego piwa.
Knajpa nie była pełna. Stali klienci siedzieli w tych, co zawsze miejscach, było też dwóch obcych przy barze, obydwaj w mundurach, jeden szeregowiec, drugi kapral. Spojrzeli na niego, kiedy wszedł, zrewanżował się spojrzeniem. Stał przez jakiś czas przy ladzie, nim nie przyszedł Billy Taggart, by przyjąć zamówienie, ‘Witaj, myślałem, że się zaciągnąłeś i nie dałeś nam znać’.
‘Nie, jeszcze nie. Byłem zajęty’.
‘A. Słyszałem. To samo, co zwykle?’
‘Tak, poproszę’.
Kiedy Billy postawił kufel piwa na ladzie, powiedział z nieznacznym uśmiechem na ustach, ‘Myślałem, że zamówisz coś oryginalniejszego, no wiesz, wino, brandy, czy coś takiego’.
‘Dlaczego tak pomyślałeś, Billy?’
‘Och, słyszałem, że zdobyłeś fortunę, dom i interes. Dobrze mówią, prawda?’
‘Nic nie wiem o fortunie, ale to prawda, że mam dom i interes’.
‘Powiodło ci się. A niech mnie! Niektórzy rodzą się szczęściarzami’.
Dziwne – czyż nie jest to dziwne – pomyślał ironicznie, najczęściej ludzie cieszą się z nieszczęść innych, ale bardzo rzadko radują się ze szczęścia. Mówi się, że nie ma nic bardziej pociesznego i dziwacznego niż sami ludzie, to szczera prawda. Mógłby przysiąc że Billy i Mary Taggart’owie będą cieszyć się z jego pomyślności. Czyż nie zapłacił im sowicie za pobyt tutaj? Całkiem niedawno podarował im kolejny mebel, niski stół, z obracającymi się nogami. Nad tym szczegółem spędził kilka tygodni.
‘Naszego Georgie wysłano do Francji’.
‘Naprawdę? Przykro mi’.
‘Cóż, ktoś musi to robić, prawda?’
Billy odszedł, by obsłużyć następnego klienta; nadeszła tymczasem Mary, uśmiechnęła się do niego mówiąc, ‘No, no, jesteś teraz kimś. Widzę, że zmieniłeś upodobania odkąd poruszasz się w świecie’.
‘Och, nie przesadzaj, Mary. O co w ogóle chodzi? Dostałem dom, biznes i parę funtów. Czy to mnie czyni innym?’
‘Nie’ – zaczęła wycierać kontuar – ‘nie to cię czyni innym, ale powiem ci co takiego, właśnie to ubranie, które masz na sobie’. Skinęła głową na niego. ‘Musisz być jedynym nie ubranym w mundur w tych stronach’.
‘Co za cholerne brednie. Aż tylu się nie zaciągnęło’.
‘Nie, ponieważ albo pracują w kopalni albo na farmach. Ale co ty robisz? Nie masz stałego zajęcia, jesteś wolny, nie masz żony, dzieci, przynajmniej’ – zrobiła przerwę – ‘jeszcze nie. Wszystkich zastanawia, co cię tam trzyma? No, no’ – jej głos był cichy, ale groziła mu palcem – ‘nie unoś się, każdemu należą się słowa prawdy. Ja ci tylko dobrze radzę. Ludzie gadają, o tym i owym, nie powstrzymasz ludzkich języków. Bloom nadstawia oczu i uszu i powtarza wszystko żonie, naturalnie, a jego żonie więcej nie trzeba. Tylko ci mówię’.
‘No cóż, Mary’ – jego głos był miękki jak jej – ‘Nie podziękuję ci za to, ponieważ nie ma cienia prawdy w tym co się sugeruje. Staremu Waters’owi odbiło, nie tylko panienka Millie i Agnes są zaniepokojone. Czasem rozmawiam z nimi i dobrze układają się nasze stosunki, co martwi starego. A co do plotkarzy, powiem ci, że bardzo się mylą. Na Boga! Ale nic do nich nie dociera. Powiesz prawdę. A co oni na to? Och, sama wiesz, za każdym razem to samo. Jak to jest, że nie mogę spojrzeć na kobietę, by zaraz robiło się o tym głośno’.
Mary kiwała głową, jednocześnie nie przestając wycierać lady, uśmiechając się złośliwie powiedziała, ‘To pewnie chodzi o sposób w jaki się do nich odnosisz, wiesz o tym dobrze i sam sobie na tą opinię pracujesz’.
Odsunął się od baru, przyglądając się jej badawczo przez chwilę spod zwężonych powiek; w końcu odrzekł, ‘Pójdę już, Mary. Aha’ – odwrócił się bokiem, patrząc na nią dodał, ‘Poślę po resztę moich rzeczy któregoś dnia, jeśli to nie problem?’
Dopiero po chwili odpowiedziała, ‘Jak sobie życzysz, to twoje rzeczy, choć przechowywaliśmy je w naszym magazynie już jakiś czas’. Teraz on zrobił na moment przerwę, nim rzekł, ‘Wystaw mi rachunek’. Powiedziawszy to wyszedł odprowadzany ukradkowymi spojrzeniami.
Był zły. I on mówił o przyjaciołach. Mógłby przysiąc za Billa i Mary. Ale wiedział, że to zachowanie podyktowane było faktem, że ich syn był w wojsku, a on nie. Gdyby tylko ubrał się w mundur nie usłyszałby z ich ust o miejscowych plotkach, poza tym że pewnie trochę by się z niego nabijali. No cóż, ostatni raz tu zaszedł. Co się stało z tymi ludźmi. Wojna przewróciła do góry nogami nie tylko cały świat, ale również jego życie…
Schował rower w szopie, obok warsztatu; zanim wszedł do domu, skierował się do pracowni, stanął w progu rozglądając się. W całym tym miejscu czaił się spokój, i ta woń, którą tylko drewno może wydobyć. Jedyne co mógł zrobić to pójść do niej i powiedzieć, że to koniec. Powinien… Ale czy jest w stanie? Czy mógłby spojrzeć jej prosto w oczy i powiedzieć, ‘Już się nie spotkamy’? W tej chwili wiedział, że nie potrafiłby się na to zdobyć; ale czuł, że prędzej czy później przyjdzie taki czas, kiedy będzie chciał czegoś więcej. Już teraz było mu wystarczająco ciężko. Sam nie wiedział jak udało mu się powstrzymać przed chwyceniem jej w ramiona. A właściwie wiedział… bariera. Była jak ze szkła, przez które mogli na siebie patrzeć, lecz ona zawsze stała po drugiej stronie.
‘Tu jesteś’ – powiedziała Alice – ‘Pracowałeś do późna?’
‘Nie, ciociu’ – uśmiechnął się w odpowiedzi – ‘Byłem na piwie’.
‘Aha’. Odwróciła się od niego, starając się ukryć uśmiech, mówiąc, ‘Niezłe z ciebie ziółko. Ale mniejsza o to, przygotowałam dla ciebie pieczoną jagnięcinę, na pewno poprawi ci smak. Chodź, obiad czeka’.
‘Tylko się najpierw umyję. Jak ci minął dzień?’
‘Och, tak jak zwykle, ale napłynęły dwa kolejne zamówienia. To już pięć w tym tygodniu. Tim już nie nadąża. Myślisz, żeby zatrudnić jakiegoś chłopaka? Dzieciak Wentworth’a z wioski nieopodal skończył w zeszłym miesiącu szkołę. Pomaga teraz przy cementowaniu, ale podobno nie jest zadowolony z pracy, tak mówi jego matka. Tak mi ostatnio napomknęła o tym. I co myślisz?’
‘Wszystko zależy od ciebie. To ty prowadzisz ten interes’. Nie dodał, że myślał identycznie.
‘No tak, ale mało wiem o chłopcach w tym wieku. Tim jest zabawny. Powiada, że jeśli odpowiadają zbyt pewni siebie, są według niego bezczelni, a kiedy nie mówią nic, są głupkami’.
Roześmieli się oboje, odpowiedział jej, ‘No to powiedz chłopakowi, żeby zajrzał do mnie jutro wieczorem. Zobaczę do czego się nadaje’.
Wycierał twarz ręcznikiem, kiedy powiedziała, ‘Zapomniałam. Jest dla ciebie list. Zostawiłam go na kominku w salonie. Przyniosę go’.
‘Nie, lepiej zabierz się za tą jagnięcinę, kobieto. Umieram z głodu’.
‘Dobrze’. Zaczęła się łagodnie śmiać. Bardzo się zmieniła; ostatnio gościło na jej twarzy pogodne szczęście. To miłe wiedzieć, że przynajmniej jedną osobę może uszczęśliwić. Wszedł do salonu i zabrał kopertę. Spojrzał na pismo, lecz nic mu ono nie powiedziało, zacisnął usta nim otworzył list. I wtedy znieruchomiał, wyczuwając w głębi koperty białe pióro, znajdującej się między ząbkowanymi krańcami papieru. Powoli rozerwał kopertę a także kawałek papieru w którym się znajdował biały przedmiot. Rozłożył go i zobaczył, że był to formularz zgłoszeniowy.
Zaczęła narastać w nim furia. Gdyby był na podwórzu, mógłby z całych sił cisnąć czymś w ścianę; mógłby kopnąć nogą pierwszą napotkaną rzecz; mógłby zacisnąć pięści i uderzać nimi. Stał zupełnie bez ruchu, mimo że czuł jak gotuje się w środku. Czuł się chory.
‘Robercie. Nie słyszałeś mnie?’
Otrząsnął się i odwrócił w jej kierunku. Widząc jak zmienił się na twarzy podeszła bliżej. Nic nie powiedział, tylko podał pióro i kopertę. Wzięła je stwierdzając, ‘Och nie! Kto mógł zrobić coś takiego?’
‘No właśnie, kto?’
‘Nancy?’
‘Możliwe. Ale po dzisiejszym dniu wiem, że mógłby to być ktoś inny’.
‘Ludzie z knajpy?’ Spojrzała na niego.
‘Tak’.
‘Mówiłeś, że to dobrzy ludzie’.
Zamyślił się na moment, nim odpowiedział, ‘Tak myślałem; może i wciąż tacy są, ale widzisz, kiedy twój jedyny syn jest na froncie, to zmienia punkt twojego myślenia’.
‘Ech! To straszne’ – potrząsnęła głową – ‘to zwykłe tchórzostwo’.
Zabrał piórko i kopertę z jej rąk, mówiąc, ‘To właśnie mieli na myśli, uważają, że jestem tchórzem’.
‘Nie jesteś tchórzem’.
Ton jakim to wypowiedziała sprawił, że uśmiechnął się, ‘No cóż, to się jeszcze okaże jeśli jutro z samego rana pójdę i się zaciągnę’.
‘Nie zrobisz tego… prawda?’
‘Kto to wie’.
‘Chodź lepiej na obiad’. Kiedy wyszli z pokoju dodała, ‘Może pociechą ci będzie, że nie tylko ty masz takie problemy. Philip Tyler w zeszłą sobotę też dostał taką kopertę’.
‘Ten z wioski? Ale on jest farmerem’.
‘Tak, dostał pierwszą wiadomość tuż po tym jak wypowiedziano wojnę’.
‘Cóż, cieszę się że przynajmniej mam kompanów’.
Byli już w połowie obiadu, kiedy Alice odkładając nóż i widelec patrząc przez okno, na ogród, odgradzający ich ziemię od ziemi Parkins’ów powiedziała, ‘Była tu nie więcej niż półgodziny temu, przyszła prosto z roboty, mówię o Nancy. Wspomniała, że ma przyjść ktoś by rozejrzeć się po ich domu, wspominała o tobie, dlaczego ciągle jesteś u rodziny Foreshaw. Ale mniejsza o to, lepiej powiedz co myślisz, co powinniśmy zrobić z domem. Zapłacić im ile chcą?’
‘Nie, nie. Myślę, że to nie rozsądne płacić ile żąda. Nie martw się; tylko głupiec dałby trzy tysiące za tamto miejsce, zwłaszcza, kiedy zobaczy się co jest w środku’.
‘Tak uważasz?’
‘Jestem pewien. I ciociu, następnym razem kiedy tu przyjdzie, przyślij ją prosto do mnie, dobrze? Powiedz jej, że to ja załatwiam interesy; albo przynajmniej niech powtórzy to ojcu. Ale chciałbym stanąć z nią oko w oko, wiedziałbym natychmiast czy miała coś wspólnego z piórem, to pióro kurczaka, prawda?’
‘Nie wiem. Ale oczywiście tak zrobię. Powiem spokojnie, Robert prowadzi nasze interesy. To ją powinno rozwścieczyć. Sądzisz, że robię się złośliwa?’
‘O tak, jak najbardziej i to nie tylko ostatnio’. Uśmiechnęli się do siebie, ale za chwilę spoważnieli, przypominając sobie zawartość koperty, nie mieli, z czego żartować.
Gosia - Sob 19 Maj, 2007 14:17
A nowy i faktycznie to Eugene z "Our Mutual Friend", no coz ostatnio sie w nim kocham
Dzieki Moniczko za ten fragmencik.
Nie pamietam czy w filmie Bradley takze dostal taki liścik, ale dochodze do wniosku, ze to dosyc wierna ekranizacja ksiazki, co mi sie podoba.
Alison - Sob 19 Maj, 2007 14:23
Gosiu, avatarek boski, twarzy niby nie widać, ale cały kształt głowy tak szlachetny, że nie pozostawia wątpliwości kto zacz...
Moniko, jakie ogromniaste ciachowisko! Ja sobie wklejam, narazie nie mam czasu przeczytać. Ale w domku nadrobię...
Gitka - Sob 19 Maj, 2007 18:37
Moniko dziękuję ślicznie
To prawda, wszystkie adaptacje książek Catherine Cookson które widziałam są bardzo wierne orginałom. A że książki C. C. są grube wiele filmów to mini seriale, chyba żeby nic nie przeoczyć :smile:
Gosia - Sob 19 Maj, 2007 18:39
| Alison napisał/a: | | Gosiu, avatarek boski, twarzy niby nie widać, ale cały kształt głowy tak szlachetny, że nie pozostawia wątpliwości kto zacz...: |
Dziekuje, mnie tez sie podoba, i avatarek i Pan (o szlachetnym ksztalcie glowy) na zdjeciu
Monika - Nie 20 Maj, 2007 11:51
O tak, pan jest bardzo klimatyczny, Gosiu, a jaka śliczna lampa. Przepadam za takimi
Gitko, a jak podobała Ci się Czarna świeca? Scenariusz wierny książce, ale nie mogłam przeboleć, że urwali wątek w połowie, co im szkodziło zrobić serial? Jestem też ciekawa czy jest ekranizacja Wieczerzy z ziół, chciałabym obejrzeć, bo książka bardzo mi się podobała.
Rozdział 11
‘Wyprawimy świąteczne przyjęcie, Bradley?’
‘Raczej nie, panienko Millie, nie w tym roku, kiedy jest wojna’.
‘Wojna jest zabawna, nie sądzisz? Dlaczego ludzie ze sobą walczą? Czy Niemcy przyjdą tutaj? Stanley powiedział, że mają wielkie ptaki, które latają po niebie. Powiedział to, żeby mnie wystraszyć, ale ja się nie boję niczego co lata, bo sama pragnę pofrunąć. Kiedyś to zrobię. Wyszłam wczoraj wieczorem przez okno i przytrzymałam się gałęzi wisterii, rozkołysałam ją, czułam się jak ptak…’.
Wysunął się spod stołu w jadalni, gdzie prostował rolki jednej z nóg; usiadł i spojrzał w górę, na szczupłą niemal przezroczystą postać, mówiąc, ‘Panienka Millie obiecała mi, panienka pamięta, miała nie wychodzić za okno i dotykać wisterii? Obiecała to, ponieważ ostrzegałem, że o wszystkim powiem panience Aggie, a wtedy ona zablokuje zamek w oknie’.
‘Ale ja to zrobiłam tylko troszeczkę. Bo wiesz, zapomniałam. Czasem o czymś nie pamiętam’. Odeszła od niego podążając w stronę kominka, gdzie tliło się parę wilgotnych polan i dodając, ‘Nawet cieszę się, że zapominam o niektórych sprawach, Bradley; jest znacznie milej, kiedy o tym nie pamiętam. Chcę zapomnieć o Stanley’u, ponieważ krzyczy na Aggie, kiedy tu przyjeżdża. Wygląda bardzo ładnie w mundurze, ale nie jest miły i smuci Aggie. Dlaczego wszyscy są smutni, Bradley, i krzyczą? Nie lubię kiedy ludzie krzyczą. Dave często teraz to robi. Krzyczał dzisiaj na Lady, przestraszyła się i uciekła. Musiałam pobiec za nią i złapać ją i uspokoić, że Dave nie miał nic złego na myśli i że nie chciał jej zamknąć w stajni. Dave był zdenerwowany na mnie i powiedział, że już mi więcej nie przyniesie torebek niespodzianek. Ale myślę, że jestem już za duża na nie, prawda Bradley?’
‘Tak, tak, jest panienka za dorosła na takie torebki niespodzianki. Młode panienki powinny dostawać czekoladki’.
‘O tak, powinny’. Roześmiała się, otworzyła szeroko buzię, jej oczy zaiskrzyły; obróciła głowę, pytając, ‘Uważasz, że ładnie mi w tak upiętych włosach, Bradley?’
‘Tak, w rzeczy samej, bardzo ładnie, panienko. Myślę, że wygląda panienka niezwykle elegancko, zupełnie jak młoda dama, bardzo piękna młoda dama’.
‘Myślisz, że jestem piękna, Bradley?’
‘Tak właśnie uważam, panienko. Ale teraz muszę się zająć drugą rolką, bo w przeciwnym wypadku, kiedy będzie panienka jadła świąteczny obiad, stół przechyli się i – bum! – indyk sfrunie'. Zademonstrował rękoma upadek indyka, na co ona odpowiedziała głośnym śmiechem, nagle otworzyły się drzwi i pojawił się w nich, niczym anioł zemsty, Dave Waters. Stał przygarbiony, jakby miał zamiar wyskoczyć do przodu; obszedł pokój i krzyknął, ‘Panienko Millie! Proszę wyjść. Proszę iść na górę. Peggy cię szuka. To nie miejsce dla ciebie. Przecież mówiłem, co się stanie z tym psem, jeśli nie będzie panienka trzymała go zdala od foteli’. Pochylił się nad zwiniętym przy kominku w skórzanym fotelu pudlem, Millie skoczyła ku niemu, przycisnęła do siebie, płacząc, ‘Nie możesz odesłać jej do stajni. Przestraszy się, tak nie lubi, kiedy jest ciemno. Ona… sama mi to powiedziała. Nie może tego zrobić, prawda, że nie może?’ Zwróciła się o pomoc do Roberta, ale nic nie odpowiedział, patrząc jedynie na Waters’a. Dave syknął do niego, ‘To twoja sprawka, namówiłeś ją do tego. Ale poczekaj… zaczekaj, kiedy wróci panicz Stanley. Już ja mu powiem. Na Boga! Zrobię to’.
Robert podszedł do niego z twarzą odwróconą od Millie, wycedził przez zęby, ‘Zastanów się lepiej, czy prędzej ktoś ci ust nie zamknie, niż będziesz miał sposobność je otworzyć’.
Dave zbliżył się do niego, podnosząc głos, ‘Doigrałeś się. Przekroczyłeś wszelkie granice. Dłużej nie zamierzam cię znosić. Idę do pana Stanley’a. On to załatwi w jednej chwili. To on jest tu panem, a nie ona’.
Kiedy drzwi się za nimi zamknęły, Robert stał patrząc na dół, na swoją otwartą torbę z narzędziami, łapiąc głęboki oddech, powiedział, ‘Ma rację, to już zaszło za daleko. Tak dalej nie mogę. Jak tylko wróci, powiem jej to’. Pojechała do Birtley po jakieś sprawunki: wiedział, że powinna wrócić w każdej chwili. Cóż, jak tylko ją zobaczy, skończy z tym, tym razem definitywnie. Nie może tu zostać’.
____________
Ogromnie lubię rozmowy Bradley'a z Millie, kiedy to czytam mam zawsze w pamięci filmową Millie i zawsze mnie wzrusza ta jej naiwność, dziecięca niewinność.
Monika - Nie 20 Maj, 2007 15:36
Zabrał narzędzia, wyszedł i wspiął się po schodach do pokoiku nad stajnią. Jedyne co tam teraz do niego należało, to był płaszcz i para butów, które zmieniał, kiedy jechał do domu. Już koniec, wepchnął buty na górę skrzynki z narzędziami, włożył płaszcz; podszedł do okna, stał tak patrząc na dół, na podwórze, czekając na wóz.
Pół godziny później zobaczył jak wjeżdża na podwórko, a kiedy zeszła z wozu ujrzała go ubranego do drogi. Była dopiero druga po południu i jej oczy otworzyły się w zdumieniu, kiedy podeszła bliżej, on chwycił uzdę konia, prowadząc go do stajni. Wyprzągł go i wprowadził do boksu, podczas gdy ona stała w drzwiach, zapytała, ‘Co się stało? Proszę, odpowiedz’. Nadal milczał, chwycił wędzidło i przeszedł obok niej w kierunku kotłowni. Poszła za nim, a kiedy odwrócił się od konia, stali w bezruchu patrząc na siebie, w końcu wyszeptała, ‘Odchodzisz. Co się stało?’
‘Nie mogę dłużej zostać. Możemy mieć duże problemy z Waters’em, chyba, że odejdę. Ten człowiek jest chory’.
Potrząsnęła głową, ‘Ja… porozmawiam z nim’.
‘Nie bądź niemądra’.
Nie obraziła się za te słowa, chwyciła palcami przód swojego płaszcza, mówiąc, ‘Co mam zrobić? Co mogę zrobić?’
‘Zupełnie nic’. Jego głos przycichł. ‘Tak będzie lepiej. Wiemy oboje. Właściwie to każdy się tego spodziewa. Powinniśmy mieć więcej rozsądku na początku, przynajmniej ja powinienem, wiedzieć, że nie można pokonać szczytu górskiego boso. Przynajmniej’ – uśmiechnął się smutno – ‘spróbowałem, nie żałuję tego… spróbować… być bliżej ciebie. Mogę to wreszcie powiedzieć. Wiedziałaś na pewno od dawna dlaczego tu zostałem, żeby być blisko ciebie. Nie mylę się, czując, że tego chciałaś, prawda?’
Niemal niedostrzegalnie kiwnęła głową, szeptając, ‘Tak, och, tak. I… nie wiem co teraz pocznę. Nie potrafię… sobie wyobrazić dalszego życia. Pokazałeś mi… jak można żyć.. jak może wyglądać życie…’.
Odwrócił głowę mówiąc, ‘To brzmi romantycznie; jesteś samotna; a ja się tu znalazłem. Gdyby na moim miejscu był ktoś z twojej klasy, przyzwoity człowiek, nawet byś mnie nie dostrzegła…’.
‘Dostrzegłabym. Nim zaręczyłam się z James’em Crockford’em poznałam wielu mężczyzn, ale teraz wiem że czegoś im brakowało. Nie wiedziałam, co znaczy naprawdę czuć, aż do teraz. Jesteś tak blisko, tak blisko, a jednocześnie tak daleko…’.
‘Co do tego, to już nie potrwa długo. Prędzej czy później i tak bym musiał to powiedzieć: idę do wojska. Trzy białe pióra w dwa miesiące to zdecydowanie za dużo’.
‘Dostałeś białe pióra?’
‘Tak. Pierwszy tak mnie nie przejął, nic mnie to nie obeszło, no, może byłem trochę zły. Ale takie rzeczy mogą cię stłamsić. Nie wiadomo kto je wysyła. W moim przypadku myślę, że to moi tak zwani przyjaciele. Poza tym, i tak musiałbym odejść; robię to tylko trochę wcześniej’.
...
Mag - Nie 20 Maj, 2007 20:21
Dzięki Moniko!
Bardzo irytują mnie ludzie, którzy uważają, że wiedza lepiej jak powinno wyglądać czyjeś życie ??:
Gitka - Wto 22 Maj, 2007 09:09
Moniczko aż dwa duże fragmenty
Co do książek Cookson, to zgadzam się z Tobą "The Black Candle" strasznie skrócili, jest to chyba najgorsza z ekranizacji jej powieści. Chociaż i tak uwielbiam klimat tych filmów.
"A Dinner of Herbs" też bym bardzo, bardzo chciała obejrzeć, już sama okłada DVD zachęca.
Ta dziewczna na niej jest śliczna
Monika - Nie 03 Cze, 2007 11:03
...
Obserwował z bliska jak mocno zaciska oczy, a kiedy ujrzał łzy cisnące się pod powiekami położył ręce na jej dłoniach, mówiąc, ‘Proszę, nie rób tego, błagam. To mnie już całkiem dobije’.
Otworzyła oczy, mrugając powiekami. Oodsunął się od niej. Była między nimi odległość ramienia, kiedy poprosiła, ‘Robercie, czy mógłbyś… czy mogłabym cię prosić’ – patrzył jak z trudem dobiera słowa – ‘byś mnie pocałował, ten jeden raz… tylko ten raz’.
Boże! Czuł się jak na beczce dynamitu; nie wiedziała, o co prosiła, ponieważ kiedy raz ją pocałuje… to…
Aż nagle była już w jego ramionach, czuła jego usta na swoich, całym ciałem wtulona w niego. Wszystkie wyobrażenia, jakie dotąd czyniła o tym pocałunku, były niczym w porównaniu z teraźniejszością. Sposób, w jaki do niego przylgnęła, uczucie, z jakim oddawała pocałunek był niemal tak dziki jak jego.
Tak się w tym zatracili, że nie usłyszeli odgłosu otwieranych drzwi, odskoczyli od siebie patrząc z zakłopotaniem, stojąc naprzeciw mężczyzny w mundurze najeżonego z oburzenia.
‘Jak śmiesz dotykać mojej siostry! Ty prostaku!’
Kiedy zobaczył uniesiony w górę bicz, Robert zrobił unik, uskakując w bok, jednocześnie uderzając Stanley’a pięścią w policzek. A kiedy wystrojony porucznik zatoczył się oszołomiony w stronę siodła, Robert chwycił go za gardło i podnosząc do góry, rzucił nim o ścianę kotłowni. Opanował się dopiero, kiedy Agnes stanęła między nimi, krzycząc na niego, ‘Przestań, na miłość boską, nie rób tego. Proszę’.
Kiedy odsunął się na bok, Stanley, trzymając się za szyję, z furią na twarzy, z trudem łapiąc oddech wymamrotał, ‘Odpowiesz za to. A teraz wynocha stąd, wynoś się’.
‘Wyjadę jak będę gotów’.
‘Ty! Ty…’.
‘Niech pan tylko powie jeszcze jedną obelgę, a przysięgam na Boga, że skończę z tym. Kim pan właściwie jest. Co pan takiego uczynił, poza byciem bezużytecznym i wiecznie napuszonym’. Robert wygładził swój płaszcz, podniósł czapkę z podłogi, rzucił jedno długie spojrzenie na Agnes i wyszedł.
Stała tam, z rękami na twarzy, z kapeluszem przekrzywionym na głowie. Oddychała ciężko, poczuła dreszcze na całym ciele, a kiedy nagle odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi, Stanley chwycił ją za ramię, mówiąc, ‘Ani mi się waż. Co ci się stało, zachowujesz się jak dziwka. Jesteś winna w takim samym stopniu jak on, ale na Boga, odpowie mi za to. Wzywam policję, nie wywinie się’.
‘O nie, nie zrobisz tego’. Wyrwała się.
‘A kto mnie powstrzyma?’
‘Ja. Dotknij go, choć palcem… Poza tym, wszystkiemu zaprzeczę. Ale spróbuj skrzywdzić go w inny sposób, to przysięgam, że zniszczę twój mały światek, jaki dzielisz z tą Dianą Cunningham, czy raczej z panią Lecombe, bo takie jest teraz jej nazwisko, prawda? Jej walczący na froncie mąż chciałby się dowiedzieć, nie sądzisz?’
Wiedziała, że to nie tylko plotki, które posłyszała od lady Emily, ale złożyła w całość ostatnie wydarzenia, słyszała, że spędzał noce w tamtym domu, wiedziała dobrze, gdzie spędzał urlopy i weekendy.
‘Jesteś dziwką, wiesz o tym? Skończoną idiotką’.
‘W takim razie obie z panią Lecombe jedziemy na tym samym wózku, nieprawdaż? Ale ostrzegam cię, Stanley, mówię poważnie. Jeśli spróbujesz zaszkodzić Bradley’owi, to napiszę na ciebie donos, taki jaki napisał do lady Emily na mój temat Waters’.
‘A więc Waters miał rację. Wszystko, co mówił było prawdą. Opowiedział mi, co się tu działo. Jesteś bezczelna. No dobrze, cokolwiek robię, nie przekracza to dobrego smaku, nie wychodzę poza naszą klasę. Sięgnęłaś dna. I powiem ci jeszcze coś. Opowiadałaś ciągle o wolności, a więc teraz drzwi stoją przed tobą otworem, przed Millie również, mam wieści od Arnolda. Jest w kontakcie z naszymi adwokatami, sprzedajemy to miejsce. Armia nie przyjęła naszej oferty, więc wystawiliśmy dom na sprzedaż, razem ze stróżówką. Więc masz się teraz, nad czym zastanawiać, droga siostro, nie sądzisz? Może ten robotnik przyjmie cię do siebie, wraz z Millie’.
‘Może i tak’.
‘Nawet nie próbuj’. Natarł na nią. ‘Jeśli usłyszę, że odchodzisz do niego, zastrzelę was oboje’.
‘Och, cóż za odwaga. Ale to tylko ten mundur przemawia za ciebie, Stanley. Tak jak powiedział Robert, jesteś nikim. Jesteś jak ojciec, potrafisz tylko mówić. Maggie mawiała kiedyś, pusty jak wiatr, i to właśnie jesteś ty. A teraz zejdź mi z drogi, nim dokończę to, co zaczął Bradley’. Coś w wyrazie jej twarzy zmusiło go do odwrotu. Wyszła na podwórze; lecz po Robercie nie było ani śladu.
...
Mag - Nie 03 Cze, 2007 12:38
Dzięki Moniko, niezła scenka. Szkoda, że Stanley nie zastanowił sie nad ich słowami. Bezużyteczny bubek
Gitka - Pon 04 Cze, 2007 19:25
Jejku kolejny fragment i to jaki, a mnie nie przyszło powiadomienie.
Zajrzałam bo się stęskniłam, a tu niespodzianka
Monika - Czw 07 Cze, 2007 11:56
Nie weszła do domu przez kuchnię, nie ręczyła za siebie w razie spotkania z Dave’em czy Peggy, ponieważ było już pewne, że Dave szpiegował ją i doniósł Stanley’owi o tym, że rozmawiała z Robertem w kotłowni. Po ostatnich rewelacjach, jedno było pewne, niedługo pozbędzie się ich wszystkich. Ale co pocznie? Gdyby martwiła się tylko o siebie, wiedziałaby co zrobić. Ale była jeszcze Millie. Och, dobry Boże, gdyby tylko miała się do kogo zwrócić, porozmawiać, przyjaciółkę, której mogłaby się wyżalić. Kiedyś kimś takim była Peggy, ale Peggy już nie była po jej stronie.
Kiedy mijała pokój Millie, usłyszała Ruthie mówiącą do Millie, skierowała się więc prosto do swojej sypialni, gdzie zrzuciła z siebie wyjściowe ubranie, opłukała twarz chłodną wodą i usiadła przy oknie.
Musi pomyśleć, zastanowić się co dalej. Ale jej myśli nie długo podążały tym torem, powróciła znowu do tamtej chwili, kiedy pierwszy raz w swoim życiu była naprawdę całowana, schowana w męskich ramionach, prawdziwie kochana. Dopiero teraz wiedziała co znaczy pragnąć czyjegoś serca i duszy i wiedzieć, że to uczucie jest odwzajemnione. To było najpiękniejsze z doświadczeń, najsłodsze, ale tylko przez chwilę, bo niedługo potem to wspomnienie zostało zbrukane. I ta walka. Robert mógł go zabić. Oboje byli wściekli, ale gniew Roberta był przerażający. Czy mężczyzna z jej sfery byłby zdolny do takiej walki o kobietę? Stanley, owszem, bił się. Ale tak naprawdę nie bił się o nią, lecz w obronie konwenansów.
Kiedy tak siedziała, zdała sobie sprawę że tak naprawdę nie zna Roberta. Był dumny, nigdy nie sądziła, że robotnicy mogą mieć swoją dumę. Ale tak naprawdę niewiele wiedziała, nigdy nie spojrzała dalej, nie zastanawiała się nad ludźmi, jej świat był ciasny, szczelnie zamknięty, dyskretny… ale była już nim zmęczona. O tak, miała już tego dość od bardzo dawna.
Zamierzał się zaciągnąć. Może już nigdy więcej go nie zobaczy; może niedługo będzie leżeć jak tysiące innych, zmasakrowany, zabity. Och, o czym ona myśli?
Podniosła się i zaczęła przemierzać pokój…
Było około czwartej po południu, kiedy usłyszała pukanie do drzwi, a gdy powiedziała, ‘Proszę wejść’, zdziwiła się widząc Stanley’a. Był zimny i oficjalny, blady na twarzy, lecz nie czuło się już w nim agresji. Stał po środku pokoju, patrząc na nią, siedzącą znów przy oknie, rzekł, ‘Muszę… muszę już jechać. Mam dzisiaj służbę’.
Jej myśli zaczęły biec nieco szelmowskim torem, powstrzymała się, by odpowiedzieć mu na to ‘Więc, nie każ jej czekać’, ale tylko odwróciła wzrok, spoglądając za okno.
‘Posłuchaj’. Postąpił krok w jej kierunku. ‘Chcę powiedzieć…, że jest mi przykro. Rozumiem, że musiałaś być samotna i że zapomniałaś się’.
Przekręciła się w fotelu, podnosząc na niego głos, ‘Nie zapomniałam się’.
Niemal słyszała jak zazgrzytał zębami, nim odpowiedział, ‘W takim razie, tym bardziej powinno być ci wstyd’. Było widać, że z trudem panuje nad sobą, zacisnął jedną pięść w drugą, mówiąc, ‘Wiesz, że nie możesz tego zrobić, Agnes. To najgorsze, co można uczynić, odwrócić się od swojej sfery, wiesz o tym. Jeśli szukasz towarzystwa, to znam wielu mężczyzn, którzy byliby szczęśliwi…’.
Zrobił krok do tyłu, widząc jak rzuca się w jego kierunku, krzycząc, ‘Szczęśliwi mogąc mi służyć, czy tak? To chcesz powiedzieć? Więc dlaczego wcześniej ich tu nie sprowadziłeś, bym mogła wybierać i przebierać? Czy kiedykolwiek przyprowadziłeś tu swoich przyjaciół? Nie, nie miałeś na to czasu, byłeś zajęty gdzie indziej. Ale to jest myśl. Możesz poprosić panią Lecombe, by podesłała mi kilku swoich byłych pracowników. Dziś tak trudno o dobrą służbę, najlepsi są na froncie, albo są martwi'.
Patrzyli na siebie z wrogością, nim powiedział, westchnął przeciągle, ‘Nie ma sensu z tobą rozmawiać, zwłaszcza, kiedy jesteś w takim nastroju. Zajmę się interesami. Powiadomiłem Waters’a jaka jest sytuacja. Nie są jeszcze za starzy, by nie znaleźć inne zatrudnienie, teraz potrzeba rąk wszędzie. Umówiłem się z Arnoldem, że przechowam, co lepsze meble i sprzedam resztę, co oczywiście podwoi twoją część. Co do mnie, odetchnę z ulgą, kiedy pozbędę się tego obowiązku… No cóż, pożegnam się i Agnes, proszę cię… obiecaj, że nie zrobisz niczego głupiego. To znaczy…’.
‘No właśnie, o co ci chodzi?’
‘Och, nie ma sensu o tym dłużej mówić. Wiesz dobrze, o co mi chodzi… nie pogarszaj swojej sytuacji, pamiętaj kim jesteś. Do widzenia’.
Pamiętaj, kim jesteś. Czy kiedykolwiek o tym zapomniała? Ale czasem pragnęła zapomnieć. Jakże chciała nie pamiętać, że urodziła się w tym domu, otoczona niańkami i opiekunkami, że jako dziecko musiała słuchać hałaśliwych zabaw, a z dziecinnego pokoju obserwować powozy, przyjeżdżające, odjeżdżające, słuchając relacji pokojówki z odjazdu tej czy tamtej Lady, landary tego i czy innego Lorda. Gdyby tylko mogła zapomnieć, że urodziła się Millie i wszystko stopniowo się zmieniało, powoli coraz bardziej na gorsze, aż do tej chwili, kiedy siedząc tu jedyne, czego pragnie teraz to wstać, biec przez park, wzdłuż drogi, aż do wioski, do tamtego domu, z wygodnym salonem, wprost w jego ramiona. Prosto w jego bezpieczne ramiona. Ale wiedziała, że nie może tego zrobić.
Nie pogarszaj swojej sytuacji, pamiętaj, kim jesteś. Nie tak dawno całkiem zapomniała kim jest, lecz poznała, czym jest szczęście, po raz pierwszy w życiu. Ale była na tyle rozsądna, by wiedzieć, że takie szczęście nie trwa wiecznie, nie przy takim natężeniu uczuć, nie przy takich przeciwieństwach, jakimi byli dla siebie, żyjący w dwóch światach. Wszystko było przeciw nim.
Ale musi wreszcie pomyśleć o nowej sytuacji, w jakiej się znalazła. Najważniejsze, to ile czasu zostało jej do opuszczenia tego domu? I jeśli ma teraz sama sobie radzić… z Millie, musi mieć do dyspozycji jakieś wygodne meble. Nie obchodziły ją żadne antyki, parę sztuk z nieużywanych pokoi wystaczy w zupełności. Ale pierwsze, co musi zrobić to zejść na dół i spojrzeć im w twarz, wszystkim w kuchni; musi przynajmniej zachować honor.
...
Gitka - Czw 07 Cze, 2007 17:22
No i ma o czym myśleć ta nasza Agnes.
Moniczko dziękuję
Mag - Pią 08 Cze, 2007 20:57
| Monika napisał/a: | | powróciła znowu do tamtej chwili, kiedy pierwszy raz w swoim życiu była naprawdę całowana, schowana w męskich ramionach, prawdziwie kochana. Dopiero teraz wiedziała co znaczy pragnąć czyjegoś serca i duszy i wiedzieć, że to uczucie jest odwzajemnione. To było najpiękniejsze z doświadczeń, najsłodsze, |
No ja myślę :grin:
I tego powinna się trzymać.
Dzięki Moniko
Monika - Pią 08 Cze, 2007 21:10
Nie ma za co dziewczyny
Wyszła z pokoju, spotkając po drodze Ruthie, z tacą w ręce zdążającą do pokoju Millie, Ruthie powiedziała, ‘Obudziła się, spała po tym jak panienka dała jej krople’. Agnes zaproponowała, ‘Przypilnuję jej, możesz iść napić się herbaty’, na co Ruthie odpowiedziała, ‘Och… już piłam, panienko. Mama była tutaj przez ten czas’.
Agnes schodząc po schodach pomyślała, Peggy była tutaj i nie zajrzała do niej nawet na chwilę. Wszystko się zmieniło. Przez lata, niemal jak matka, Peggy miała w zwyczaju pukać do jej drzwi i pytać się ‘Wszystko dobrze?’ To był taki kojący nawyk.
Zobaczyła ich oboje, siedzących przy filiżance herbaty, znamienne było to, że żadne z nich nie podniosło się na jej widok. Wcześniej, czyniąc taki gest zawsze ich powstrzymywała.
Patrząc na nich powiedziała oficjalnym tonem, ‘Przepraszam, że przerywam wasz posiłek, ale sądzę, że panicz Stanley powiadomił was o poczynionych ustaleniach’. Ciężko jej było kontynuować, to było okropne, po prostu straszne. Tych dwoje ludzi, którzy przez te wszystkie lata byli jej tak bliscy, teraz stali się tacy obcy. A nawet gorzej, byli jak wrogowie. Musiała się zmusić by mówić dalej, ‘Nie wiem kiedy chcielibyście odejść, ale… jeśli mogę…’.
Nie powiedziała nic więcej, ponieważ Dave, gwałtownym ruchem przewrócił krzesło na podłogę i zaczął mówić głośno, ‘Stoisz tu, mówisz to wszystko, zimna jak lód. Byłem tu zanim się urodziłaś, byliśmy oboje z Peggy. Pomogliśmy ci przyjść na świat, i pozostałym też, i możesz tak po prostu tu stać i mówić nam byśmy się wynosili’.
‘Nie każę wam się wynosić… to nie moja wina’.
‘Nieprawda, to twoja wina. Bo niby czyja? Robiąc z siebie pośmiewisko, zniżając się, degradując siebie. Panicz Stanley musiał o wszystkim się dowiedzieć i dlatego postanowił to sprzedać’.
‘To nonsens… Peggy’ – zwróciła się do kobiety, siedzącej z opuszczoną głową, ze wzrokiem skupionym w talerzu – ‘powiedz mu, przemów do rozumu. Wiesz, że to wszystko nie prawda’.
‘Ona myśli tak samo jak ja, oboje wiemy, że to przez ciebie i te twoje flirty z najgorszą hołotą tego świata, bo tym właśnie jest, zwykłą szumowiną. A teraz, kiedy dorobił się majątku, nic go nie powstrzyma. Miał czelność położyć na tobie ręce, a ty mu na to pozwoliłaś. Oczywiście teraz myśli o kupnie tego miejsca. On! On! Słyszałem jak o tym mówił’.
Gapiła się na niego z szeroko otwartymi oczami, powiedziała cicho, ‘Musisz być szalony’.
‘Nie jestem szalony. Słyszałem was oboje w bibliotece, poprzedniego dnia, mam dobry słuch. Słyszałem jak mówił jakie zmiany wprowadzi, kiedy to kupi’.
Dobry Boże! Robert mówił o mieszkaniu, obok jego domu i że jego ciotka uznała jego kupno za dobry pomysł. Sam był innego zdania, ponieważ ich dom był wystarczająco duży, a tamto mieszkanie wymagałoby nakładu sporej ilości pieniędzy. Dave musiał to usłyszeć i w swoim spaczonym umyśle wyobraził sobie, że Robert mówił o tym domu. Och, Boże. Co dalej?
To co za chwilę powiedział, wystraszyło ją, ‘Ale niedługo dostanie to na co zasłużył. Panicz Stanley już tego dopilnuje. Naśle na niego policję, już oni się nim zajmą’.
‘Nie może tego zrobić’.
‘Nie może? Ma posiniaczoną twarz na dowód. A poza tym to oficer, a wiesz co spotyka tych co atakują oficerów. Chciałbym zobaczyć jak wisi…’.
Na te słowa, cała chęć by zachować godność odeszła, krzyknęła na niego, ‘Jesteś niewdzięczną kreaturą. Co do stryczka, on cię uratował od niego, szybko o tym zapomniałeś. A co jeśli zacznie mówić? Nie pomyślałeś o tym?’
Z wyrazu jego twarzy domyśliła się, że nie przyszło mu to do głowy, było to dowodem, w jakim obłędzie się teraz znajdował. Peggy również zdała sobie z tego sprawę, wstała, podeszła do męża i powiedziała, ‘Usiądź i uspokój się, uspokój się’.
‘Mam się uspokoić! Każesz mi być spokojnym’ – odepchnął ją – ‘a ten gnojek tu się wprowadzi i będzie panem tego domu’.
Peggy odwróciła się i spojrzała na nią, w jej oczach Agnes dojrzała zrozumienie, pojęła kim stał się jej mąż, przez chwilę poczuła dla niej współczucie. Lecz to uczucie szybko zastąpił strach: on był niebezpieczny. A co jeśli użyje przemocy? W domu nie było żywej duszy. Bloom’a nie było ani dziś, ani wczoraj, siedział w domu przeziębiony. Jeszcze tak niedawno nie martwiło jej jak mało ich tu było, tak długo jak był Robert, swoją osobą zapełniał całą pustkę. Był niczym falochron, który ochraniał ją. A teraz nie było nikogo, do kogo mogłaby się zwrócić. Dlaczego Stanley odjechał? Nie wierzyła w te wymówki o służbie. Pewnie był teraz u Cunninghams’ów… a może i nie. Może sądził, że ona nie spełni swoich gróźb? Musiał coś powiedzieć Dave’owi zanim odjechał przypatrując się uważnie Robertowi, dlaczego Dave powiedział to wszystko o Robercie i gniciu w więzieniu?
Odwróciła się szybko od nich, kierując się w stronę korytarza, nim doszła do zielonych, rypsowych drzwi, Dave zawołał za nią, ‘Zrujnujesz ten dom’.
W korytarzu zatrzymała się, przycisnęła dłoń do twarzy i zaczęła pytać siebie, co ma zrobić. Ale znała odpowiedź, jeszcze nim potrafiła uzmysłowić sobie pytanie, wbiegła po schodach, kiedy znalazła się przy pokoju Millie, otworzyła drzwi, kiwnęła ręką na Ruthie, ‘Wychodzę’ szepnęła. ‘Może mnie nie być kilka godzin. Zajmiesz się nią, prawda?’
‘Oczywiście, że tak. Czy coś złego się stało, panienko?’
‘Wszystko Ruthie, wszystko. Twój ojciec, on…’.
Ruthie kiwnęła głową, powiedziała cicho, ‘On stracił panowanie nad sobą. Ma obsesję na punkcie Roberta, starałam się mu powiedzieć, że to tylko jego wyobraźnia. Cały problem jest w tym’ – pokazała ręką za siebie – ‘że ona tak za nim przepada, za Robertem. Tak jest od początku. Na pewno panienka się dobrze czuje?’
‘Tak, Ruthie. Przypilnuj jej, dobrze? A jeśli twój ojciec przyjdzie na górę, nie wpuszczaj go tutaj. A jeśli będziesz musiała gdzieś wyjść, zamknij drzwi na zamek’.
‘Tak zrobię, panienko, obiecuję’ – zatrzymała ręką Agnes, która zamierzała wyjść – ‘Chciałam powiedzieć, że cokolwiek panienka zrobi, nie winię pani. Oni nie rozumieją. Im starsi, tym głupsi, zapominają, że kiedyś też byli młodzi’. Agnes dotknęła z wdzięcznością ramienia Ruthie, nim wyszła z pokoju. Jak dobrze było wiedzieć, że ktoś był po jej stronie, że ktoś ją rozumiał.
Zebrała swoje wyjściowe rzeczy, nie włożyła kapelusza, tylko okryła głowę wełnianym szalem i szybko wyszła.
Nie widziała Waters’a w korytarzu. Nic ją to już nie obchodziło. Ale na widok jej tak ubranej, mógłby domyśleć się jaki jest cel jej wyjścia, to by pewnie jeszcze pogorszyło sytuację.
Biegła przez ogród, wybrała ścieżkę, którą Robert przemierzał odkąd pierwszy raz się tu pojawił. Nocne powietrze szczypało ją w twarz, oddychała z trudem kiedy dobiegła do drogi, ale na równej ścieżce przyspieszyła kroku, biegła dopóki nie zobaczyła kołysającego się światła, zdążającego w jej kierunku. Kiedy zbliżyło się, zobaczyła że było przywiązane do powozu, a kiedy podeszła bliżej, kierowca przyglądając się jej bacznie z góry, powiedział, ‘Dobry wieczór’.
‘Dobry wieczór’. Jej głos zabrzmiał jak skrzeczenie, kierowca usadowił się na siedzeniu i odjechał. Kolejne spotkanie sprawiło, że poczuła się skrępowana, ale nie przestraszona. Sześciu górników wracających ze swojej zmiany zatrzymało się widząc ją idącą w ich kierunku, kierując światło lampy na jej twarz jeden z nich powiedział ‘Aha, kogóż tu mamy? Dziewczyna zgubiła się? A może jesteś niemieckim szpiegiem, hmm?’ Rozległo się głośne parsknięcie śmiechu, mężczyzna odważniej zauważył ‘Nie widziałem cię w tym stronach. Gdzie taka ładna dziewczyna jak ty się ukrywała?’
...
Gitka - Wto 12 Cze, 2007 09:29
Brr ten Dave ile w nim nienawiści.
Agnes musiała strasznie przeżyć tę rozmowę.
Moniczko wielkie dzięki
Teraz jak będziesz oglądać "Ćmę" to Twoje oczy będę śledzić tego blondyna?
Monika - Pią 15 Cze, 2007 13:29
| Gitka napisał/a: | Teraz jak będziesz oglądać "Ćmę" to Twoje oczy będę śledzić tego blondyna? |
Jakbyś zgadła Gitko Tuż po Perswazjach załączyłam Ćmę, by spojrzeć na Stanley'a 'innym okiem', ale może to młodość, a może charakter bohatera, bo jednak to nie było to, tak więc w The Moth Robert nie ma sobie równych :grin:
Gitka - Pią 15 Cze, 2007 18:50
| Monika napisał/a: | | tak więc w The Moth Robert nie ma sobie równych :grin: |
No to kamień z serca Dla mnie też to numer jeden!
Alison - Sob 16 Cze, 2007 00:10
No to ja się przyznam, że już dawno w tej samej sprawie powróciłam do Moth i... NIC. Stanley jest okropnisty. My po prostu kochamy Fryderyka i nie ma zmiłuj!
|
|
|