North and South - powieść - Tłumaczenia fragmentów powieści "N&S"
Gitka - Nie 11 Cze, 2006 23:03
"Sprawiało jej przyjemność to, że tak bezwarunkowo go szanowała"
To już chyba miłość...
Pięknie przetłumaczyłaś Caroline, bardzo dziękuję.
Alison - Pon 12 Cze, 2006 07:37
Dziewczynki... :cry: :cry: :cry:
Dziś moja kolej na ciasteczko, ale właśnie zorientowałam się, że wycinając i poprawiając fragmenty przygotowując je dla Caroline, skasowałam sobie bezpowrotnie dzisiejsze i jutrzejsze łakocie :cry: :cry: :cry:
To chyba z przepracowania.... Postaram się je wieczorem odtworzyć, proszę o cierpliwość i wyrozumiałość.
Ja się chyba zabiję :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry:
Gosia - Pon 12 Cze, 2006 08:15
Alisonku, biedactwo, nie płacz. Dotulam Cie do serduszka.
My sobie spokojnie poczekamy. Nawet jesli dzis nie zdazysz, trudno.
Nawet jesli tydzien trzeba bedzie czekac ...
Nie boj nic.
Bohaterowie i my poczekamy spokojnie na Ciebie, a w międzyczasie poczytamy ostatnie fragmenty, bo byly calkiem przyjemne.
KIKA - Pon 12 Cze, 2006 09:52
Ali.... obżarstwo przed wakacjami jest nie wskazane i mały pościk dobrze nam zrobi.... :grin: będzie więcej czasu na trawienie poprzednich słodkości......
Bardzo jest mi szkoda Twojej ciężkiej pracy, która się tak bez sensu zmarnowała.... :sad:
Aga85 - Pon 12 Cze, 2006 12:00
Oj, Ali... nie płacz, bo i mi się zaraz robi smutno :sad:. Poczekamy cierpliwie, naprawdę. Nami się nie przejmuj. A teraz o uśmiech proszę, bo tyle tych płaczących emotek działa na mnie naprawde dołująco :sad:.
Alison - Pon 12 Cze, 2006 15:56
Dziś miałam taki kociokwik, który wyzwolił takie ilości adrenaliny, że w pracy już po wszystkim, jak umiałam tak odtworzyłam to tłumaczenie, mając jeszcze jakieś notatki na kartkach. Ale porypało mnie już na maxa, muszę wyjechać, gdyby to jeszcze tylko był wyjazd wypoczynkowy... No to Dziewczynki, jak dziś wieczorem po spakowaniu będę jeszcze miała siłe to odtworzę ten drugi stracony kawałek, a jak nie to będzie mała dziurka, nie taka straszna bo to scena, którą znacie z filmu, wizyta Higginsa. Następne ciastka będzie w moim imieniu wysyłać moja nieoceniona wspólniczka Carolcia. W takim razie nie zdążę zrobić tego co planowałam na dziś tzn. zrobić poniedziałkowego i wtorkowego ciasteczka, ale wezmę książkę na wyjazd, może wieczorami coś podgonię, dzień długi bo noc świętojańska za pasem No to pa pa i smacznego - Wasza Mama Porypana
“Rozterki Margaret cz. 1”, Rozdz. XXXVII, Looking South, W poszukiwaniu Południa, str.359.
[...]
- Och, papa! Jak ciężko żyć w tym świecie!
- Tak, moje dziecko. W każdym razie tak teraz to odczuwamy, ale byliśmy bardzo szczęśliwi nawet w samym środku naszego cierpienia. Jakąż przyjemnością była wizyta Fredericka!
- Tak, naprawdę – powiedziała pogodnie Margaret – to było takie urocze, nagłe i zakazane.
Ale nagle zamilkła. Własne tchórzostwo zdusiło w niej wspomnienie wizyty Fredericka. Ze wszystkich win jedną gardziła najbardziej, potrzebą odwagi, przez którą nikczemność serca doprowadziła ją do kłamstwa. I oto dopuściła się go. I wtedy pomyślała o tym, że pan Thornton wie o jej kłamstwie. Była ciekawa czy choć w połowie miałaby z tym taki sam problem gdyby chodziło o kogokolwiek innego. Próbowała wyobrazić sobie jakby to było gdyby chodziło o ciocię Shaw, Edith, ojca, kapitana i Henry’ego Lennox’ów czy Fredericka. Myśl o tym ostatnim, nie wiedzącym co zrobiła z jego powodu, była bardzo bolesna, odkąd brat i siostra dopiero co zaznali wzajemnego szacunku i miłości, ale nawet strata w oczach Fredericka była niczym wobec wstydu, palącego wstydu jaki odczuwała na samą myśl o ponownym spotkaniu z panem Thorntonem. W dodatku pragnęła się z nim zobaczyć żeby coś z tym zrobić, żeby dowiedzieć się co o niej teraz myśli. Policzki płonęły jej kiedy przypominała sobie jak dumnie wyrażała swój negatywny stosunek wobec handlu (na początku ich znajomości) ponieważ zbyt często prowadzi on do podawania gorszych towarów za lepsze z jednej strony, z drugiej zaś do przyjmowania kredytów pod nieistniejący majątek. Pamiętała pełne spokojnego lekceważenia spojrzenie pana Thorntona i to, jak w kilku słowach dawał jej do zrozumienia, że w wielkim systemie handlu wszystkie niehonorowe sposoby działania na dłuższą metę są szkodliwe, a wypróbowywanie takich działań w nadziei sukcesu zarówno w handlu, jak i w innych dziedzinach byłoby szaleństwem i głupotą. Pamiętała – ona, wtedy tak silna w wierze w swą niechcianą dziś prawdę, jak pytała go czy nie myśli, że kupowanie na najtańszym i sprzedawanie na najdroższym rynku nie dowodzi wyraźnej potrzeby sprawiedliwości, która jest tak dokładnie powiązana z ideą prawdy. Użyła wówczas słowa „rycerskość”, a ojciec poprawił ją na słowo wyższej rangi „chrześciaństwo” czym dał mu argument, podczas gdy ona milczała odczuwając coś w rodzaju lekceważenia.
Koniec z lekceważeniem! Koniec z rozmowami o rycerskości! Odtąd musi się czuć upokorzona i zhańbiona w jego oczach. Ale kiedy go zobaczy? Jej serce podskakiwało z lęku przy każdym dzwonku do drzwi, a kiedy wszystko cichło czuła dojmujący smutek i słabość w sercu, po każdym takim rozczarowaniu.
Było oczywiste, że to jej ojciec go oczekuje i jest zaskoczony, że nie przyszedł. To prawda, ostatniego wieczoru rozmawiali o czymś, ale nie mieli czasu by dłużej się nad tym rozwodzić, ale było oczywiste, że o ile to możliwe spotkają się następnego wieczoru, a już przynajmniej pierwszego kiedy pan Thornton będzie mógł, by kontynuować dyskusję. Pan Hale oczekiwał tego spotkania od kiedy się rozstali. Nie podjął jeszcze lekcji z uczniami, których zaniechał odkąd stan jego żony pogorszył się na tyle, że był bardziej zajęty niż zwykle, ale wszystkie ostatnie wydarzenia i to samobójstwo Bouchera skierowały go z jeszcze większą gorliwością ku tej rozmowie. Był niespokojny cały wieczór. Co chwilę powtarzał „właśnie oczekiwałem pana Thorntona. Myślę, że posłaniec, który przyniósł wczoraj wieczorem książkę musiał mieć jakiś liścik i zapomniał go doręczyć. Myślisz, że dziś zostawiono jakąś wiadomość?”
- Pójdę i zapytam papa – powiedziała Margaret, kiedy te zdania zostały powtórzone raz lub dwa razy.
- Zostań, dzwonek!
Usiadła gwałtownie i pilnie pochyliła głowę nad robótką, słyszała kroki na schodach, ale były pojedyncze i rozpoznała, że to kroki Dixon. Podniosła głowę, spojrzała i uwierzyła, że odczuwa radość.
Gosia - Pon 12 Cze, 2006 17:38
"ale nawet strata w oczach Fredericka była niczym wobec wstydu, palącego wstydu jaki odczuwała na samą myśl o ponownym spotkaniu z panem Thorntonem. W dodatku pragnęła się z nim zobaczyć żeby coś z tym zrobić, żeby dowiedzieć się co o niej teraz myśli.[..] Odtąd musi się czuć upokorzona i zhańbiona w jego oczach. Ale kiedy go zobaczy? Jej serce podskakiwało z lęku przy każdym dzwonku do drzwi, a kiedy wszystko cichło czuła dojmujący smutek i słabość w sercu, po każdym takim rozczarowaniu. "
Dalsze przemyslenia Margaret. Widac juz coraz wyrazniej jak bardzo sie martwi tym, ze byc moze utracila jego szacunek. Chcialaby go zobaczyc, ale boi sie tego co on o niej mysli i jak sie wobec niej zachowa. Czuje wstyd przed nim, przezywa rozczarowanie, ze to nie on dzwoni do drzwi.
It must be love ...
To kara za sposob w jaki go traktowala. Przypomina sobie swoje dumne slowa i rumieni sie na mysl, jak teraz to wszystko wyglada w jego oczach.
Nie wie, ze mimo wszystko on nadal ją kocha, ze cierpi wyobrazajac ją sobie z innym.
Przy okazji widac takze, jak wziela sobie jego nauki do serca, gdyz to wszystko co on mowil o handlu utkwilo w jej glowie i chcac nie chcac przejela jego przekonania.
Wielkie dzieki Ali za bardzo smaczne ciasteczko !
Aga85 - Pon 12 Cze, 2006 18:43
Alison, dziękuję! To było śliczne
Anonymous - Pon 12 Cze, 2006 19:46
Ali jesteś wielka
asiek - Pon 12 Cze, 2006 19:53
Alison ... wielkie dzięki :grin:
Ale się w Margaretce dzieje...istna gonitwa myśli. Co to miłość robi z inteligentnej i dzielnej kobiety
Przecież skłamała w słuszej sprawie. Thornton nawet kiedy obił Stephens'a nie miał takich wyrzutów sumienia.
izek - Pon 12 Cze, 2006 19:54
och te jej rozterki są równie pięknie opisane jak i jego
jak to czytam, to razem z Margaretką drżę co JT o niej myśli i czy wreszcie przyjdzie...
dzięki o Tłumaczki
Alison - Pon 12 Cze, 2006 21:04
Dla mnie to jakieś takie nieprawdziwe, to że ona tak przeżywa to kłamstwo, skoro ratowało w jakiś sposób jej brata. Sama za Boga też nie umiem kłamać i jak coś usiłuję pobrechać, to wszyscy w promieniu km widzą jak mi się z uszu dymi, ale jednak, jakbym już w takiej sytuacji bez wyjścia się przemogła, to nie miałabym takich dziwacznych wyrzutów sumienia. A Wy?
Anonymous - Pon 12 Cze, 2006 21:08
| Alison napisał/a: | | jakbym już w takiej sytuacji bez wyjścia się przemogła, to nie miałabym takich dziwacznych wyrzutów sumienia. A Wy? |
ja nie. Najmniejszych. Ale złapana na kłamstwie pewnie odczuwałabym kaca moralnego.
Gosia - Pon 12 Cze, 2006 21:31
No ale to bylo klamstwo przed policjantem, a wiec przed czlowiekiem reprezentujacym prawo, nie mozna o tym zapomniec. Zreszta osoba z towarzystwa i w dodatku corka duchownego, jednak klamac nie powinna.
No i ja tez klamac nie umiem, wiec bym miala skrupuly, choc gdybym tym samym ratowala brata ? No coz, to wiele by tlumaczyło.
Alison - Pon 12 Cze, 2006 21:32
| AineNiRigani napisał/a: | | Alison napisał/a: | | jakbym już w takiej sytuacji bez wyjścia się przemogła, to nie miałabym takich dziwacznych wyrzutów sumienia. A Wy? |
ja nie. Najmniejszych. Ale złapana na kłamstwie pewnie odczuwałabym kaca moralnego. |
No jak każdy, ale jednak kłamstwo dla sprawy chyba podchodzi pod "cel uświęca środki", hitlerowcowi to byś nie skłamała jak z nut, żeby tyłek swój albo czyjś uchronić? I żaden kac by mnie nie nękał. Nie wiem czy jako Matka P. powinnam pisać takie rzeczy
Alraune - Pon 12 Cze, 2006 21:45
Caroline, Alison - jeśli nie macie nic przeciwko temu, z przyjemnością dołączę do tlumaczenia N&S. Od środy będę miała na to czas. To jak... pozwolicie, bym zdjęła trochę ciężaru z Waszych zapracowanych barków? :grin:
Anonymous - Pon 12 Cze, 2006 21:51
| Alison napisał/a: | No jak każdy, ale jednak kłamstwo dla sprawy chyba podchodzi pod "cel uświęca środki", hitlerowcowi to byś nie skłamała jak z nut, żeby tyłek swój albo czyjś uchronić? I żaden kac by mnie nie nękał. Nie wiem czy jako Matka P. powinnam pisać takie rzeczy |
Przyznam, że "dla sprawy" to ja naprawde wiele moge zrobic...
Tutaj się zgodzę w pełni Ali - w momentach kryzysowych nie wahałabym się ani na jote. I w takiej sytuacji jak Margola, nie odczuwałabym raczej wyrzutów, nawet gdyby Jasiek mnie na tym złapał.
GosiaJ - Pon 12 Cze, 2006 23:10
Margotka ma, jak sądzę, wyrzuty, bo to przecież ona zawsze Jaśka pouczała, jaki powinien być, jak powinien innych traktować. Jak już wiele razy zaznaczałyśmy - patrzyła na niego z góry, z poczuciem wyższości, w końcu to "tylko" fabrykant. A teraz... ten "tylko" fabrykant zna jej tajemnicę (przynajmniej tak mu się wydaje), pogardza nią, uratował jej honor. I nie sądzę, by zapomniała jego wcześniejsze wyznanie i to, że będzie ją kochał mimo wszystko.
Gosia - Pon 12 Cze, 2006 23:14
Mysle jednak, ze ona teraz uwaza, ze on jej nie moze w takiej sytuacji kochac.
Moze i to jest dla niej bolesne..
Tak czy inaczej widac, ze bardzo jej zalezy na jego szacunku.
GosiaJ - Pon 12 Cze, 2006 23:21
| Gosia napisał/a: | Mysle jednak, ze ona teraz uwaza, ze on jej nie moze w takiej sytuacji kochac.
Moze i to jest dla niej bolesne..
Tak czy inaczej widac, ze bardzo jej zalezy na jego szacunku. |
Tzn. nie wyraziłam się jasno. Tak, myślę, że ona pamięta, że tak powiedział, ale zdaje sobie sprawę, że w jego oczach okryła się hańbą. Sądzę, że właśnie dlatego to pamięta - chyba zdaje sobie teraz sprawę, co utraciła... Nawet jeśli jeszcze nie wie do końca, że kocha Jasia.
Z drugiej strony - oto ten człowiek, którego traktowała z pogardą, odrzuciła jego miłość, ratuje ją od hańby publicznej - dlaczego to robi? Bo jest takim dobrym człowiekiem? Myślę, że ona mogła mieć przebłyski świadomości, że on ją ciągle kocha. Chociaż pewnie nie przyznawała się do tego nawet przed sobą, aby samej siebie nie rozczarować.
Alison - Wto 13 Cze, 2006 06:23
Dziewczynki żegnam się z Wami na tydzień. Dziś ciasteczko "pachnące" skarpetami Higginsa, ale wierzcie mi, ze warto je przeżyć by doczekać do czwartkowych słodkości i Jaśkowych okrzyków No to pa pa - Wasza Mama na 102
„Rozterki Margaret cz. 2”, rozdz. XXXVII, Looking South, W poszukiwaniu Południa, str. 361.
- To ten Higgins sir. Chce się z panem zobaczyć i z panną Hale. Albo to ma być najpierw panna Hale, a potem pan, sir. On się jakoś dziwnie zachowuje.
- Lepiej żeby wszedł na górę Dixon, wtedy będzie mógł zobaczyć nas oboje i wybrać sobie kto ma go wysłuchać.
- Och, dobrze proszę pana. Ja na pewno nie mam ochoty słuchać co on ma do powiedzenia, tylko gdyby pan zobaczył jego buty jestem pewna, że kuchnia byłaby najodpowiedniejszym miejscem.
- Myślę, że może je wytrzeć – powiedział pan Hale. Dixon zeszła by kazać mu wejść na górę. Jednakże trochę złagodniała kiedy spojrzał niepewnie na swoje stopy, wtedy siadł na dolnym stopniu i zdjął zawstydzające buty i bez słowa ruszył na górę.
- Do usług, sir – powiedział przygładzając włosy kiedy wszedł do pokoju. Proszę wybaczyć (spojrzał na Margaret), że jestem w skarpetach , ale łaziłem cały dzień po mieście a ulice nie są za czyste.
Margaret pomyślała, że zmęczenie mogłoby odpowiadać za zmianę jego zachowania, gdyż był niezwykle spokojny i wyciszony, i wyraźnie miał problem z powiedzeniem tego po co przyszedł. Pan Hale jak zawsze gotów okazać sympatię każdej nieśmiałej i zawstydzonej osobie, zachęcił go do przyjścia sobie z pomocą.
- Właśnie mieliśmy się napić herbaty, w takim razie napije się pan z nami, panie Higgins. Jestem pewien, że jest pan zmęczony, był pan tak długo, w taki wilgotny dzień poza domem. Margaret, kochanie, mogłabyś przyspieszyć podanie herbaty?
Margaret mogła to zrobić jedynie przejmując osobiście jej przygotowanie i zawstydzając tym samym Dixon, która zanurzyła się ze swojego cierpienia po stracie swojej dawnej pani, w stan wiecznego przewrażliwienia i irytacji. Ale Martha, jak wszyscy, którzy mieli do czynienia z Margaret – nawet sama Dixon, po tylu latach – odczuwali przyjemność i zaszczyt czyniąc zadość jej życzeniom, więc jej gotowość i słodka wyrozumiałość Margaret szybko zawstydziły Dixon.
- Dlaczego pan i pani musicie zawsze, odkąd przyjechaliśmy do Milton, zapraszać tych z niższej klasy na górę, ja tego nie rozumiem. Ludzie w Helstone nigdy nie weszliby wyżej niż do kuchni, dawniej jednemu czy drugiemu zawsze mówiłam jaki to dla nich zaszczyt znaleźć się przynajmniej tam.
Higgins pomyślał, że łatwiej mu będzie zwierzyć się jednej osobie niż dwóm. Po tym jak Margaret wyszła z pokoju, upewnił się, że drzwi są zamknięte. Wtedy podszedł i stanął blisko pana Hale’a.
- Nie zgadnie pan – powiedział – za czym tak łaziłem dzisiaj cały dzień. Szczególnie jeśli pamięta pan moje wczorajsze zachowanie. Szukałem pracy. Powiedziałem sobie, że będę grzeczny w mowie, pozwolę każdemu powiedzieć co ma do powiedzenia, że prędzej ugryzę się w język zanim powiem coś bez zastanowienia. Ze względu na tego człowieka, rozumie pan – wskazał kciukiem za siebie w bliżej nieokreślonym kierunku.
- Nie rozumiem – powiedział pan Hale, widząc, że czeka na jakieś potwierdzenie zupełnie nie orientując się kim mógłby być „ten człowiek”.
- Ten facet co tam leży – powiedział z kolejnym gestem wskazującym za siebie – tym, który poszedł i się utopił, biedak. Nie wyobrażam sobie, żeby był w stanie leżeć dopóki woda nie zadusi go na śmierć. Wie pan, ten Boucher.
- Tak, wiem – powiedział pan Hale – wróćmy do tego co chciał pan powiedzieć, proszę się nie spieszyć.
- Ze względu na niego. Nie tyle dla niego, gdziekolwiek jest czy czymkolwiek teraz jest, już i tak nie dowie się o tym głodzie i chłodzie, ale ze względu na jego żonę i dzieciaki.
- Niech Bóg cię błogosławi – powiedział pan Hale zrywając się, po czym uspokoił się mówiąc zadyszany – co masz na myśli, powiedz mi?
- Mówiłem panu – powiedział Higgins, trochę zaskoczony poruszeniem pana Hale’a – nie prosiłbym o pracę dla siebie. Ale oni zostali pod moją opieką. Wiem, że mógłbym doprowadzić Bouchera do lepszego końca, ale zostawiłem go na ulicy i to jest moja odpowiedź dla niego.
Pan Hale złapał dłoń Higginsa i potrząsał nią serdecznie nic nie mówiąc. Higgins patrzył zakłopotany i zawstydzony.
- Już dobrze, dobrze, panie! To nie jest do rozgłaszania, to jest między nami. [...] Mógłby mi pan pomóc?
- Pomóc ci! Jak? Zrobiłbym wszystko – ale co ja mogę?
- Panienka tutaj – zwrócił się do Margaret, która wróciła do pokoju i stała w milczeniu, słuchając – często mówiła wiele o Południu i tym jak się tam żyje. Nie wiem jak to jest daleko, ale myślałem, że mógłbym zabrać ich wszystkich tam gdzie jedzenie jest tanie a zarobki dobre, a wszyscy ludzie bogaci i biedni żyją w przyjaźni. Może pomógłby mi pan znaleźć pracę. Nie mam jeszcze 45 lat, ale za to mam wielką siłę w sobie, panie.
- Ale co ty mógłbyś robić, człowieku?
- No, mógłbym pracować łopatą.
- A za to – powiedziała Margaret postępując do przodu – cokolwiek byś zrobił, Higgins, przy najlepszych chęciach, dostałbyś może 9 szylingów na tydzień, może 10 za pracę na powietrzu. Jedzenie jest w większości takie samo jak tutaj, chyba, że ma się jakiś mały ogród.
- Dzieci mogłyby pracować w czymś takim, – powiedział – ja mam już dosyć Milton, a Milton ma dosyć mnie.
Kati - Wto 13 Cze, 2006 08:33
Odpoczywaj Kochaniutka! Pomyśl o nas troszeczkę.
dziekujemy za ciasteczko :!:
Pychotka. W końcu własnej roboty
Gitka - Wto 13 Cze, 2006 08:48
Alison dziękuję.
Wypoczywaj i opal się na czekoladkę.
Lubię tego Higgins'a, nawet bez skarpetek jest taki męski :grin:
Gosia - Wto 13 Cze, 2006 09:21
Dzieki Ali.
No ale gdyby Higgins nie mial postawy i twarzy Brendana Coyle`a, z tymi skarpetami nie podobal by sie Wam tak bardzo No ale w sumie dobry z niego czlowiek.
Myslal, ze na poludniu moglby zarobic wiecej. Niestety tam i tu jest tak samo, a w dodatku na poludniu gorzej sie chyba traktowalo ludzi nizszych od siebie.
Tu przynajmniej mogl byc szanowany jako dobry robotnik.
Ali, do zobaczonka za tydzien! Mam nadzieje ze troche odpoczniesz!
KIKA - Wto 13 Cze, 2006 10:30
tak chyba jednak na północy człowiek niżej urodzony miał tę szanse stać się człowiekiem szanowanym.... Margaret i jej ojciec też to z czasem dostrzegli..... społeczeństwo na północy było bardziej otwarte... chociaż istniały klasy i podziały społeczne......
|
|
|