Filmy - Fajny film wczoraj widziałam IV
Deanariell - Śro 25 Sie, 2010 23:17
| Agn napisał/a: | | wyrwanie motywu dzieci by mi wystarczyło |
Ale właśnie jedynie z powodu dzieci uzasadnione było takie narażanie innych - jeszcze rok temu mówiłabym może inaczej, ale teraz rozumiem, że dla dobra dziecka można zdobyć się na wiele ryzykownych i niezrozumiałych posunięć (sama bym się dała pokroić dla Annarielki i w każdy świat bym weszła w ciemno ) - to już bardziej motyw żony zalatywałby nieco totalnym egoizmem i dałabym bohaterowi w zęby, gdybym się dowiedziała, że jedynie z takiego powodu ryzykuje moje życie. Poświęcenie dla takich bezbronnych i niewinnych istot łatwiej jest przełknąć nawet obcemu, bo cóż winne dzieci, kiedy dorośli błądzą?
| Agn napisał/a: | | takie potwornie hamerykanizowane z hamerykańską psychologią i hamerykańskim gadaniem |
Aguś, ja nie rozumiem (kolejny raz) - jak się idzie na hamerykański film, to z założenia trzeba się liczyć z takim ryzykiem przy oglądaniu, bo hamerykanie, to hamerykanie - specyficzny odbiorca i natura (itepe, itede). Jak jest dobry scenariusz, to mi to nie przeszkadza, taki urok i specyfika - natomiast gorzej, kiedy film ogólnie jest do bani , co w Hollywoodzie nie jest aż taką rzadkością. Na tym tle "Incepcja" jest dla mnie kolejną perełką w kolekcji dobrych filmów hamerykańskich. To jakby na odwrót ktoś "stamtąd" narzekał, że kino europejskie jest takie za bardzo "europejskie".
| Agn napisał/a: | | nie zgaduję na siłę, co będzie dalej |
A widzisz, tu jest "pies pogrzebany" - bo ja np. lubię zgadywać, co będzie - wystarczy zapytać Admete jak się ze mną filmy ogląda... I jak mi się uda "zgadnąć" to się cieszę, że taka "mondra" jestem, że sama mogłabym scenariusze pisać.
| Agn napisał/a: | | A tu się samo pcha, co będzie - i się nie pomyliłam. Więc... może gdyby to inaczej wyglądało, gdyby było mniej gadania, to byłoby super. |
Zawsze przy okazji podobnej dyskusji nieodmiennie przypomina mi się "Rejs" i niezapomniane "złote myśli" inżyniera Mamonia :
"Proszę pana ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu. No... To... Poprzez... No reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę."
(----> z tym, że Ty nie jesteś "pan", a ja nie jestem "umysł ścisły" )
I jeszcze:
"A polski aktor proszę pana... To jest pustka... Pustka proszę pana... Nic! Absolutnie nic. Załóżmy proszę pana. Że jak polski aktor proszę pana... Gra nie?
Widziałem taką scenę kiedyś... Na przykład, no ja wiem? Na przykład zapala papierosa nie? Proszę pana zapala papierosa... I proszę pana patrzy tak: w prawo... Potem patrzy w lewo... Prosto... I nic... Dłużyzna proszę pana... To jest dłu... po prostu dłu... dłużyzna proszę pana. Dłużyzna..
Proszę pana siedzę sobie proszę pana w kinie... Pan rozumie... I tak patrzę sobie... siedzę se w kinie proszę pana... Normalnie... Patrzę, patrzę na to... No i aż mi się chce wyjść z... kina proszę pana... I wychodzę...
No i panie i kto za to płaci? Pan płaci... Pani płaci... My płacimy... To są nasze pieniądze proszę pana..." (-----> pomyśl Aguś, może to lepiej, że "Incepcję" nakręcili Hamerykanie? )
Agn - Śro 25 Sie, 2010 23:35
Powiem ci szczerze, że hamerykanie też potrafią kręcić filmy, które nie są z góry przewidywalne czy naszpikowane hamerykańską psychologią. No ale mam prawo odczuwać lekkie rozczarowanie, że niektóre wątki są zbudowane tak, że mogłam je opowiedzieć od początku do końca, jak się rozwiną i zakończą? Przecież w USA nie kręci się samych Avatarów, są też inne, ciekawsze filmy. I ja się właśnie po Incepcji spodziewałam czegoś innego.
I taka moja wredna natura - do niektórych filmów żałościwe wątki mi nie pasują, a do niektórych i owszem. I tu mnie męczył i dłużył się wątek dzieciakowy. Może w innym wydaniu, ale tu bym podmieniła niektórym priorytety. Bo jak by tak paru kolegów Cobbowi zginęło po drodze, to tych dzieci na oczy by pewnie ad mortem usrartem nie zobaczył. No chyba że odwiedziłyby go za kratkami. Tudzież czmychnęłyby z USA, by spotkać się z wygnanym na amen tatusiem.
Deanariell - Czw 26 Sie, 2010 00:09
| Agn napisał/a: | | No ale mam prawo odczuwać lekkie rozczarowanie, że niektóre wątki są zbudowane tak, że mogłam je opowiedzieć od początku do końca, jak się rozwiną i zakończą? |
Masz. Święte i niezaprzeczalne. (Ale fajnie tak podyskutować sobie. )
| Agn napisał/a: | | tu mnie męczył i dłużył się wątek dzieciakowy. Może w innym wydaniu, ale tu bym podmieniła niektórym priorytety. Bo jak by tak paru kolegów Cobbowi zginęło po drodze, to tych dzieci na oczy by pewnie ad mortem usrartem nie zobaczył. No chyba że odwiedziłyby go za kratkami. Tudzież czmychnęłyby z USA, by spotkać się z wygnanym na amen tatusiem. |
No może. Twoje argumenty też w sumie rozumiem i przyjmuję do wiadomości - ja niestety od czasu urodzenia własnego dziecka jestem nieco "skrzywiona" w temacie dzieci - dla dobra swojej córki też pewnie zaryzykowałabym w tym wypadku więzienie. A koledzy mogli się wypiąć i wycofać, kiedy poznali prawdziwe motywy Cobba - był jeszcze czas. Skoro w to weszli, to na własną odpowiedzialność (ale gdyby zrezygnowali, to by się akcja filmu nie rozwinęła... ). Poza tym śmierć im tak naprawdę przecież nie groziła - a "jedynie" stanie się "warzywkiem" na poziomie realnego (? ) świata.
Admete - Czw 26 Sie, 2010 07:37
| Agn napisał/a: | Admete, lubię komplikacje uczuciowe, ale nie takie potwornie hamerykanizowane z hamerykańską psychologią i hamerykańskim gadaniem. Nie mówię o maszynie, bez przesady, ale by nieco odsłodzić ten wątek. Myślę, że wyrwanie motywu dzieci by mi wystarczyło, sama żona byłaby w sam raz. Widzisz... przez ten wątek film się na pewnym poziomie zrobił przewidywalny, a ja tego nie lubię. Idę do kina i się wyłączam, nie zgaduję na siłę, co będzie dalej. A tu się samo pcha, co będzie - i się nie pomyliłam. Więc... może gdyby to inaczej wyglądało, gdyby było mniej gadania, to byłoby super. A tak wolałam Arthura czy tego drugiego wesołka, którzy przynajmniej nie mieli komplikacji życiowych i nie pchali współpracowników w piekielnie niebezpieczną sprawę, bo chcą zobaczyć dzieci. |
To masz fajnie, ze cie cos jeszcze zaskakuje Ale muszę powiedzieć, że mnie w tym filmie zaskoczyło i to właśnie w wątku Mal Cobba Chodzi mi o to zaszczepienie idei. Nie spodziewałąm się tego. I dla mnie ta historia była bardzo prawdopodobna psychologicznie. Wcale nei hamerykańska, bo nie jest tylko hamerykańskie poczucie winy i miłośc do dzieci Jak mówie - jesli bys zmieniła ten wątek, to mówilibysmy o całkowicie innym filmie.
Idea i miłośc to zazwyczaj siłą napędową wielu filmów i seriali Zeby daleko nie szukac
| Cytat: | | Ale właśnie jedynie z powodu dzieci uzasadnione było takie narażanie innych - jeszcze rok temu mówiłabym może inaczej, ale teraz rozumiem, że dla dobra dziecka można zdobyć się na wiele ryzykownych i niezrozumiałych posunięć (sama bym się dała pokroić dla Annarielki |
Popieram. Pamiętam, że gdy mojemu bratu urodziła się córka, to powiedział, ze gdyby ktokolwiek ją skrzywdził, to potrafiłby zrobic tej osobie coś najgorszego.
| Cytat: |
A widzisz, tu jest "pies pogrzebany" - bo ja np. lubię zgadywać, co będzie - wystarczy zapytać Admete jak się ze mną filmy ogląda... |
Specyficznie Riella po drodze snuje teorie albo się dopytuje co będzie
| Cytat: | | I ja się właśnie po Incepcji spodziewałam czegoś innego. |
A ja sie własnie spodziewałam dobrej rozrywki i ją dostałam
| Cytat: | | Bo jak by tak paru kolegów Cobbowi zginęło po drodze, to tych dzieci na oczy by pewnie ad mortem usrartem nie zobaczył. No chyba że odwiedziłyby go za kratkami. Tudzież czmychnęłyby z USA, by spotkać się z wygnanym na amen tatusiem. |
Przeciez jemu i tak groziło więzienie, a może nawet kara śmierci, więc wszystko mu jedno było.
Agn - Czw 26 Sie, 2010 19:35
I czemu też nie wciągnąć w to kolegów, hmm? I wydaje mi się, że śmierć im jednak groziła. Tudzież zwarzywienie na poziomie realnym - śpisz i śpisz. Że nie wspomnę, że sytuacja z Mal to była ryzykowna historia. Rzecz jasna wyłapała ją świeżo poznana studentka, a nie ludzie, z którymi Cobb pracował od lat i którzy non stop się pewnie na tę Mal nadziewali.
Możliwe, że to kwestia moich odczuć jako osoby nie cierpiącej dzieci, może posiadanie potomka zmieniłoby moje postrzeganie świata. Ale nie zamierzam potomka rodzić, by się o tym przekonać.
Swoją szosą rozumiem argument, że własne (a zapewne także i cudze) dziecię chce się chronić przed niebezpieczeństwem, a komuś, kto odważyłby się rzeczone dziecię tknąć palcem, najchętniej zrobiłoby się z tyłka jesień średniowiecza. Ale dzieci Cobba nie były w niebezpieczeństwie, więc on w zasadzie nie musiał robić "wszystkiego co możliwe".
O, ale w tym filmie spodobała mi się jedna rzecz (incepcję na Mal i ostatnie ujęcie w filmie przewidziałam, ale tego jednego nie) - akcja się udała. Komplikacje były, trzeba się było nalatać... eerrr... naspać na kilku poziomach, by osiągnąć efekt, ale ostatecznie był. Bo już myślałam, że Fisher się zorientuje, akcja się przeprowadzi, a on powie "dobra, kolesie, wiem, co tu wyprawiacie, a teraz spadajcie", po czym następuje jakaś rzewna scenka, jak to Cobb się smutkuje, że mu nie wyszło, ale i tak w końcu osiąga cel, bo zleceniodawca (eeee jak on się tam zwał?) ma mientkie serduszko i mimo wszystko spełnia swoje zobowiązania. Tudzież Fisher by się zorientował, ale pokrętnymi drogami imperium jego ojca by i tak padło, więc Cobb dostałby nagrodę.
A tu nie. Po prostu się udało i skończyło. I to mi się podobało.
Admete - Czw 26 Sie, 2010 21:20
| Cytat: | | I czemu też nie wciągnąć w to kolegów, hmm? I wydaje mi się, że śmierć im jednak groziła. Tudzież zwarzywienie na poziomie realnym - śpisz i śpisz. Że nie wspomnę, że sytuacja z Mal to była ryzykowna historia. Rzecz jasna wyłapała ją świeżo poznana studentka, a nie ludzie, z którymi Cobb pracował od lat i którzy non stop się pewnie na tę Mal nadziewali. |
Thin ale o to właśnie chodziło, żeby tak właśnie było. Bo inaczej wszystko by było za gładkie. Cobb ma oszukiwać swoich wpółpracowników, ma być egoistą. To też część scenariusza. Możesz go za to nie lubić, to normalne. Ale tak została skonstruowana ta postać. Jako poruszana miłością i ideą prowadzącą do dzialań egoistycznych i zagrażających innym Taki Jack z Filarów Ziemi robi to samo - jest w stanie spalić katedrę, bo dzięki temu jego nowa rodzina znajdzie miejsce dla siebie. Jego idee fix to miłość do Alieny i idea budowania katedr. Jakoś go łatwo rozgrzeszasz w innym wątku i się nim zachwycasz. I ogólnie wątkiem miłosnym - jakoś ci tam nie przeszkadza, bo akurat trafia w Twoje upodobania
| Cytat: | | Swoją szosą rozumiem argument, że własne (a zapewne także i cudze) dziecię chce się chronić przed niebezpieczeństwem, a komuś, kto odważyłby się rzeczone dziecię tknąć palcem, najchętniej zrobiłoby się z tyłka jesień średniowiecza. Ale dzieci Cobba nie były w niebezpieczeństwie, więc on w zasadzie nie musiał robić "wszystkiego co możliwe". |
Rodzice chcą być przy swoich dzieciach - normalni rodzice - uwierz mi Ostatecznie myślę, że Ty też odwiedzasz swoich i oni troszczą się o Ciebie
Jak rozumiem, nie podoba Ci sie po prostu, że to o dzieci chodzi, bo nie lubisz dzieci To ja też nie powinnam lubić, bo obce dzieci grają mi nieustannie na nerwach Codziennie.
Agn - Czw 26 Sie, 2010 22:02
Oj wiem, masz je na co dzień. Współczuwam.
No tak została skonstruowana postać i mnie to nie pasuje. Rozumiem, że facet chce być z dziećmi, sialalala, ale nie tędy droga. No widzisz, do niektórych historii po prostu pewne rzeczy mi pasują, a do niektórych nie. I jeszcze zależy jak są podane. W Incepcji jest boleśnie po amerykańsku i mnie to drażni, niestety.
A Jacka nie rozgrzeszam. Gdzie ja go za podpalenie katedry rozgrzeszyłam??? Mogli zginąć ludzie. Tylko że ja pamiętam, że w książce Jack w chwili podpałki miał bodaj 11 lat, to był gówniarz. Cobb jest zaś dorosły. I mógł znaleźć inny sposób, by z tymi dziećmi być. Mogło też dzieci nie być, mniej słodko, mniej dłużyzn gadających. Ja po prostu cięta jestem na gadanie w stylu amerykańskim, wiesz, takie głębokie.
Jak napisałam - film mi się cholernie podobał. Ale ten wątek nie. Zresztą nie jestem w tym odosobniona - na Incepcji byłam z koleżanką z pracy - uważa podobnie jak ja. Była też druga koleżanka - to samo. Więc może to jest po prostu kwestia gustu? Wzrusza mnie jedno, denerwuje drugie. Wzrusza mnie tu, drażni gdzie indziej?
Admete - Czw 26 Sie, 2010 22:09
Ja natomiast cięta jestem na gadanie, że to takie amerykańskie. I nie z Twojego powodu, tylko z powodu mojego znajomego, ale to dłuższa historia. Ja tam nie myślę, że coś jest amerykańskie, afrykańskie, europejskie, chińskie, bolly czy różowe w ciapki. Jak jest spójne w opowiedziabnej historii, jak pasuje, to ok. Ja z kolei nie widze, jak opowiedzieć tamtą historię bez wątku dzieci i Mal. Dla mnie to wymazanie kontekstu psychologicznego i spłycenie. Nieważne czy postępwoanie bohatera się podoba czy nie, nie można tak oceniać wątku.
Myślę, że to faktycznie kwestia gustu. Na przykład nie chciałabyś wiedzieć, co myślę o ostatnim odcinku Filarów Ziemi
Agn - Czw 26 Sie, 2010 22:12
Podejrzewam, że zrypałabyś któregoś z bohaterów.
Wiesz, jest różnica między dialogami pisanymi przez Amerykanów a innych. To się wyczuwa. Za dużo filmów z USA się obejrzało, by nawet usilnie wyłączając swój radar nie wyłapać amerykanizacji dialogów.
Zresztą pamiętasz, co pisałam po każdym odcinku piątego sezonu SPN. I wszyscy przeżyli.
Admete - Czw 26 Sie, 2010 22:14
| Agn napisał/a: | Podejrzewam, że zrypałabyś któregoś z bohaterów.
Wiesz, jest różnica między dialogami pisanymi przez Amerykanów a innych. To się wyczuwa. Za dużo filmów z USA się obejrzało, by nawet usilnie wyłączając swój radar nie wyłapać amerykanizacji dialogów.
Zresztą pamiętasz, co pisałam po każdym odcinku piątego sezonu SPN. I wszyscy przeżyli. |
Nie zrypałabym nikogo, bo nie o bohaterow mi chodzi Serio. Raczej o całokształt i sposób przedstawienia pewnych elementów, ale to już trudno - w książce też mi się nie podobały.
Admete - Czw 26 Sie, 2010 22:15
Mnie tam wszystko jedno hamerykańskie czy koreańskie - jak mi się podoba, to mi się podoba,a jak nie, to nie. I zwalam tylko na swój marny gust Albo wpływ Księżyca
Agn - Czw 26 Sie, 2010 22:20
Powtarzam ci od lat, że z twoim gustem jest wszystko w porządku!
Wiem, że serial jest niedoskonały, ale... ogląda się przyjemnie. Choć i w książce i w serialu naprawdę podziwiam Philipa, po prostu lubię tę postać. I chcę upiec pewną trójeczkę na rożnie, niezmiennie (choć jedną z nich nawet podziwiam za mózg na właściwym miejscu).
Admete - Czw 26 Sie, 2010 22:21
Wątek Filipa jest najlepszy.
Trzykrotka - Pią 27 Sie, 2010 11:38
Sori za offtop, Incepcję obejrzę na pewno. Dziś tylko mam durną uwagę: nie widziałam do tej pory, ze Jacob ma taki fajny kształt nosa
Agn, Twój avek mi to uświadomił
BeeMeR - Pią 27 Sie, 2010 15:28
Becoming Jane
Film bardzo ładny wizualnie, ale nieco miałki - przynajmniej mnie nie wzruszył, nie zrobił spodziewanego dobrego wrażenia. Niby wszystko jest poprawnie, ale czegoś mi tu brakowało, albo było zbyt oczywiste...
Jak przerwałam w połowie, to omal nie zapomniałam że oglądam - dla mnie to znak, że coś jest nie tak, tylko co?
Postaci drugoplanowe mi się podobały najbardziej: rodzice Jane i straszna ciotka. Główni zaś bohaterowie dramatu nie bardzo
Yvain - Pią 27 Sie, 2010 15:42
| BeeMeR napisał/a: | Becoming Jane
Film bardzo ładny wizualnie, ale nieco miałki - przynajmniej mnie nie wzruszył, nie zrobił spodziewanego dobrego wrażenia. Niby wszystko jest poprawnie, ale czegoś mi tu brakowało, albo było zbyt oczywiste...
Jak przerwałam w połowie, to omal nie zapomniałam że oglądam - dla mnie to znak, że coś jest nie tak, tylko co?
Postaci drugoplanowe mi się podobały najbardziej: rodzice Jane i straszna ciotka. Główni zaś bohaterowie dramatu nie bardzo
|
Zgadzam się, oglądałam, główni bohaterowie są nijacy ni się doczepić ni pochwalić, jak "makaron bez jaj", bez smaku
Anonymous - Pią 27 Sie, 2010 15:47
BeeMer w wąttku austenowskim jest temat o tym filmie... jest sens rozwlekać ewentualną rozmowę na dwa tematy?
BeeMeR - Pią 27 Sie, 2010 15:59
Dyskusję? Ja nie mam nic do dodania
Wrzuciłam tylko swoje wrażenia, ale mogę przenieść i tam (i poczytać, czy film ma związek z prawdą historyczną )
Anonymous - Pią 27 Sie, 2010 16:14
Ale wklejając swoje wrażenia chyba zakładasz, że ktoś może coś na ten temat napisać, odpowiedzieć?
Zaliż nie?
asiek - Pią 27 Sie, 2010 16:17
| BeeMeR napisał/a: | | Film bardzo ładny wizualnie, ale nieco miałki |
Film miałki, to prawda, ale ma jeden wielki atut - fantastyczną ścieżkę muzyczną.
Calipso - Pią 27 Sie, 2010 18:57
| asiek napisał/a: | | Film miałki, to prawda, ale ma jeden wielki atut - fantastyczną ścieżkę muzyczną. |
I łoczęta Dżemika
Admete - Pią 27 Sie, 2010 19:07
Dżemik to dobry ator, ale nic poza tym
Calipso - Pią 27 Sie, 2010 19:11
Dobry aktor z dobrym wyglądem
Admete - Pią 27 Sie, 2010 19:15
Jak dla kogo. On jest taki niezauważalny i nieco kurczakowaty, ale to tylko swiadczy, że faktycznie się może podobać, bo teraz w kinie taki trynd, jeśli chodzi o aktorów
http://film.onet.pl/0,0,1623794,1,600,artykul.html
Calipso - Pią 27 Sie, 2010 19:19
| Admete napisał/a: | | Jak dla kogo. |
Wiesz.... z moim gustem wszystko możliwe
|
|
|