North and South - serial BBC - Polskie DVD "N&S"
Harry_the_Cat - Wto 15 Lip, 2008 10:59
| Admete napisał/a: | | Mam przykład pewnego serialu. |
Pewnego serialu powiadasz....
Ja już parę razy doszłam do wniosku, że wolę coś ściągnąć z UK niewiele większym kosztem, bo polskie wydani bardzo często są w jakiś sposób ograbione :/
spin_girl - Wto 15 Lip, 2008 11:16
Jako koleżanka po fachu tłumaczy zawsze z ciekawością oglądam te filmy czy seriale, które udało mi się już zobaczyć w oryginale, tylko po to, żeby sobie porównać. Na ogół znajduję przynajmniej kilka poważniejszych błędów. Rozumiem, że np. dowcipy językowe mogą sprawiać problemy, ale czasami wystarczy pomyśleć trochę nad czymś i naprawdę można znaleźć polski odpowiednik, który nadal będzie zabawny, zamiast po prostu ominąć żart. Codziennie o 19 lecą na TVN7 "Przyjaciele", których dwa przedostatnie sezony mam na DVD w oryginale i przy których turlałam się ze śmiechu. Polskim tłumaczom udało się obciąć zabawę o połowę i często zamiast śmiechu z ust wyrywa mi się jęk zawodu.
Admete- miałam kiedyś identyczną sytuację z jednym z moich ukochanych filmów "Upiór w Operze". Dość wcześnie po premierze zdobyłam niezłą kopię z amtaroskim tłumaczeniem pewnej dziewczyny. Tłumaczenie było idealne, zrobiłabym dokładnie takie samo, autorce udało się uchwycić całą magię słów piosenek. Jakiś czas później nabyłam oryginalne polskie DVD. Włączyłam napisy i szlag mnie trafił. Dobra, ja rozumiem, że w piosence są rymy, ale przecież ludzie nie są głusi i chyba słyszą, że to się rymuje w oryginale, dlaczego przetłumaczone napisy też muszą się rymować?! W dodatku za wszelką cenę, kosztem składni ojczystego języka, kosztem sensu i zgodności z oryginałem? Przecież nikt tego nie będzie po polsku śpiewał chyba? U dziewczyny-amatorki napisy bynajmniej się nie rymowały, za to były zgodne z oryginałem i doskonale oddawały nastrój utworu. Na DVD wydawało mi się, że czytam tekst ludowej przyśpiewki. Zgroza.
Admete - Wto 15 Lip, 2008 14:25
I o to chodzi. najpierw z hukiem zamykaja ludzi, bo tłumaczą napisy, a potem sami odwalają chałę w napisach w oryginalnych wydaniach dvd. Druga rzecz - seriale nadal sa za drogie. Chciałam sobie kupić Kompanię braci - święci jedyni! 200 zł! Za jeden sezon! 10 odcinków. Chyba ich pogięło. Gdybym nawet za funty brytyjskie kupiła to o wiele mniej wyjdzie.
Tamara - Wto 15 Lip, 2008 14:36
Ponoć z tłumaczeniem jest jak z kobietą - albo jest piękne , albo jest wierne ale tu chyba mamy puszczalskiego koszmara
Sofijufka - Wto 15 Lip, 2008 15:40
| Mag13 napisał/a: | | Sofijufka napisał/a: | | Dziewczyny, polska wersja jeszcze na mnie czeka, ale w kwestii tłumaczniea dialogów: dosłownie się nie da, bo może byc albo za krótko, albo za długo. W ksiązkach to nie ma takiego znaczenia, w dialogach - tak! |
Ja to rozumiem, i też identyczności nie żądam. Niektóre języki potrzebują więcej słów, inne mniej. Na przykład tekst tłumaczony z polskiego na niemiecki zawsze będzie w wersji niemieckiej nieco dłuższy. Czytuję poezję niemiecką w oryginale i czasem to zupełnie inne wiersze - ten niemiecki i polski. Ale niech mi ktoś wyjaśni, jaka zawiłość tkwi w dwóch zdaniach wypowiedzi Thorntona: "So, you're leaving.... And never come back", że trzeba było obciąć drugą część? |
nosz właśnie pisałam, że to chyba zona siotrzeńca bratanka prezesa tłumaczyłą....
BeeMeR - Śro 16 Lip, 2008 09:09
| Sofijufka napisał/a: | | nosz właśnie pisałam, że to chyba zona siotrzeńca bratanka prezesa tłumaczyłą.... | Niestety czasem się spotykam z chyba jeszcze gorszą wersją, bo wzięciem byle jakich napisów dostępnych w sieci i poddaniu ich z grubsza kosmetyce, a może nawet i nie, co by tłumaczyło dramatyczne ortografy i składnię urągającą wszelkim normom. Podpisuje się takie "dzieło" nazwiskiem korektora, albo się w ogóle nie podpisuje.
Ja sama już dwa razy w wydaniu oryginalnym (!) nabyłam film z tłumaczeniem łudząco podobnym do mojego opracowania ścieżki dialogowej.
Admete - Śro 16 Lip, 2008 09:23
A to juz jest skandal!
BeeMeR - Śro 16 Lip, 2008 09:28
Ale co można? Zapewne jest "tylko podobne", albo "przypadkowa zbieżność" - przecież dowodów nie mam żadnych
Ale i tak mi bubu - i już nie tłumaczę (no, chyba że akurat mam wenę )
agnesa - Wto 22 Lip, 2008 08:30
| Mag13 napisał/a: | | Kiedyś muszę siąść i uważnie spisać wszystkie błędy w tłumaczeniu, opuszczenia i zaniedbania. |
To ja jeszcze dorzucę jeden kamyczek do tego ogródka.
Przypomina mi się scena z przyjęcia u Thorntonów, gdy Margaret rozmawia z Fanny. Ta ostatnia opowiada o swoich ekstrawagancjach i mówi, że mama tego nie pochwala (a dokładnie "mamie się to nie podoba"). Natomiast w wersji z lektorem słyszymy "mnie się to nie podoba". Komu??? Margaret?
Może nie bądźmy jednak aż tak surowe rzucając nie sprawdzone sugestie w stylu, że tłumaczył to "bratanek siostrzeńca prezesa" (czy cokolwiek podobnego). Ja nie oglądałam tego serialu, gdy leciał w Polskiej Telewizji, więc nie wiem czy tłumaczenie było dokładnie to samo. Może wydawca dostał serial z całym dobrodziejstwem inwentarza?
Ale "byki" w tekście to chyba sobie sami zafundowali.
A tak abstrahując już od kwestii błędów w tłumaczeniu to muszę jednak przyznać, że (mówcie sobie co chcecie) ale pracują tam mili ludzie - przynajmnie jedna osoba. Na mój e-mail odpowiedziała błyskawicznie, miło i konkretnie. Co nie zawsze się ostatnio zdarza.
Pewnie już wiecie, że 14 sierpnia ma być premiera na DVD "Żony i córki".
Napaliłam sie na to DVD. Ciekawe czy tłumaczenie będzie lepsze?
Admete - Wto 22 Lip, 2008 09:59
Nie było tego w polskiej tv - o ile mi wiadomo.
achata - Wto 22 Lip, 2008 11:50
A pisałaś im, agneso, w mailu o wszystkich błędach tłumaczenia? Może by się trochę zawstydzili i bardziej przyłożyli do wydania.
snowdrop - Wto 22 Lip, 2008 12:04
Nie ma być co takim wybrednym, dobrze że w ogóle to wydają. Wiecie, ze teraz jest mało takich instytucji, którzy coś robią sensownego i nie licza na duży zysk. Także chwała im za to!
agnesa - Wto 22 Lip, 2008 13:33
| achata napisał/a: | | A pisałaś im, agneso, w mailu o wszystkich błędach tłumaczenia? Może by się trochę zawstydzili i bardziej przyłożyli do wydania. |
Przyznaję się bez bicia, że nie pisałam.
Było to jakiś czas temu i jeszcze nie przestudiowałam tak dokładnie wszystkich forumowych wypowiedzi. Nie wiedziałam, że jest aż tyle baboli. Może to dlatego ta odpowiedź była taka miła.
Anonymous - Wto 22 Lip, 2008 13:55
może warto wreszcie coś z tym zrobić. może i ja bym napisała tyle, ze w sprawie skróconego wydania Rozważnej i romantycznej... może wreszcie przestaną sobie z nas kpić? z nas i naszych pasji na któe wydajemy kasę nie zawsze małą....
achata - Wto 22 Lip, 2008 14:40
A Rozważna i Romantyczna, to był też Epelpol? Mnie się zdało, że coś innego.
Uważam, że zdecydowanie powinno się napisać- docenić inicjatywę i pochwalić, ale niech wiedzą, że mają rozumne klientki, które odróżnią tandetę od porządnej roboty. Poza tym, może dzięki nam firmie otworzą się dopiero oczy na niekompetencję zatrudnianych przez nią osób np. tłumaczy?
Płacą ludziom, jak przypuszczam ciężką kasę a ci im zrażają klientów. Taki list byłby wręcz ochroną interesów wydawnictwa a przy okazji również praw konsumenta!
Anonymous - Wto 22 Lip, 2008 14:56
Rozważna była wydana przez Best film.
Ale masz rację achato taka koncepcja byłaby doskonała.
achata - Śro 23 Lip, 2008 09:12
To by trzeba dwa listy. Jeden do Epelpolu ze zbiorczą informacją o wszystkich niedociągnięciach tłumaczenia i sugestią, żeby zmienili sobie tłumacza. Może można by się nawet powołać na tłumaczenie Alison- chociażby jako przysługę wyświadczaną osobom, które nabyły wersję anglojęzyczną- w końcu mamy takie na forum. Gdyby udało się wkręcić Alison do tłumaczenia "Żon i córek" to by było przesuperowo, chociaż obawiam się, że jest już na to za późno.
Drugi mail szedłby do Best film i tutaj niestety nie należę do poszkodowanych więc myślę, że musiałyby się zgadać osoby, które nabyły polskie DVD z "Rozważną i romantyczną".
Na upartego mogłabym spróbować do Epelpolu w sprawie tłumaczenia N&S, ale nie wcześniej niż przed końcem przyszłego tygodnia.
spin_girl - Śro 23 Lip, 2008 10:03
Uważam, że jeśli wynajmuje się tłumacza do przetłumaczenia dialogów i ten tłumacz bierze za to pieniądze, to bierze również na siebie odpowiedzialność za tłumaczenie. I jeśli są błędy to znaczy, że źle wykonał swoją pracę. I to jest wstyd i brak profesjonalizmu. Tak uważam. Ja bym się spaliła ze wstydu, gdybym oddała takie tłumazcenie. Co do błędów ortograficznych to od tego jest korektor, żeby coś takiego wychwycił. Ale może Epelpolu nie stać na korektora?
agnesa - Śro 23 Lip, 2008 10:27
Wydaje mi się, że nie jest to kwestia finansowa - stać, nie stać.
Chyba zawinił tu czynnik ludzki, począwszy od tłumacza, lektora, na korektorze skończywszy. Chyba w takim razie powinien być jeszcze w ten proces twórczy zaangażowany kontroler jakości, żeby nie wypuszczać takich baboli na światło dzienne.
BeeMeR - Śro 23 Lip, 2008 12:44
Odnośnie tłumaczeń, przytoczę tłumaczenie się jednego z tłumaczy (nagromadzenie "tłumaczeń" w pełni zamierzone) odnośnie pretensji głównie co do byle jak przetłumaczonych dialogów (i też częściowo przez Epelpol, ale nie tylko) oraz do tłumaczy, którzy czytają miejscami też wyrywkowo, a w dodatku nazwy własne zupełnie niezgodnie z brzmieniem oryginalnym (wprawdzie chodziło o filmy bolly, ale uważam, że problem wcale się nie skupia tylko na nich).
| Cytat: | jako zorientowana w biznesie tłumaczeń informuję, że pół dnia [na tłumaczenie] to jednak nie, ale 1,5 - 2 dni to i owszem. I wtedy zdecydowanie nie masz czasu na sprawdzanie, zastanawianie się, a film ma kiepskie szanse przejść przez ręce adjustatora, o ile studio przewiduje taką "atrakcję" (znam bardzo duże studia, które wprawdzie na to stać, ale nie adjustują tekstów). Jeśli do tego film czyta lektor (bez tłumacza na planie) o godz. 21, po 14 godzinach pracy, to nawet i ta ostatnia "deska ratunku" zawodzi. Nie należy zresztą liczyć na lektora ani technika, bo często, aczkolwiek w dobrej wierze, "poprawiają" tekst i tworzą to, o co nikt ich nie prosi.
Za tekst odpowiedzialny jest przede wszystkim tłumacz, i teoretycznie powinien być obecny na nagraniu, ale w większości studiów już nawet zapominają go tam zaprosić. Wielu kolegów zresztą uważa swą obecność na nagraniach za stratę czasu. Stąd później błędy w wymowie, czy koszmarne łamacze języków. Zdarzało mi się zatrzymywać lektora i stwierdzić to nie tak, nie ta składnia, nie to słowo, źle to przeczytałeś... Jak się nie chce świecić oczami to się właśnie po to chodzi, by dopilnować, by czytał to, co ma napisane, ewentualnie by poprawić swe własne błędy. Oni czytają od rana do nocy - już nie myślą.
Tłumacz znowu często również siedzi kołkiem 40 godzin i też już nie myśli. Ja tak kiedyś robiłam 2,5 godzinny film - skończyłam, wzięłam prysznic i pojechałam na nagranie. Oceniłam, że te kilka godzin dłużej już mnie nie zbawi. Ile osób tak myśli nie wiem. Ile niedoróbek było w tym filmie - też nie wiem... Byłam niebotycznie wdzięczna, że Studio dało mi pracować, a nie wydzwaniało z pretensjami. Niestety, w takim tempie odpada sprawdzanie czegokolwiek... Robisz wszystko, by w ogóle skończyć pracę. Kiedyś tłumaczyłam tak dokument - palnęłam, że ekrany słoneczne są z silikonu (ang. sillicon). Silikon, krzem - kto by się tym przejmował. N-ka nie takie głupoty przyjęła... Akurat zajrzał mi przez ramię fizyk i się nieco zdziwił...
A sądząc po ocenach tłumaczeń w N-ce nie każdy ma takowego fizyka pod ręką. Pomijam już fakt, że zdarzało mi się, mimo wcześniejszych ustaleń dostawać teksty nie związane z mym wykształceniem. Studiom często chodzi o przetłumaczenie, a jak.... to już inna sprawa. |
źródło:
http://bollywood.pl/temat...503&str=63#1574
Dla mnie jednak wyjaśnienia wyjaśnieniami, ale ani trochę nie poprawiają mojego zdania na temat wydawcy filmów, przy których moim zdaniem została odstawiona kiszka. Mnie nie interesuje, czy to wina wydawcy, tłumacza, lektora czy jeszcze kogoś innego. Fakt jest faktem - tłumaczenie nieraz do bani, tak jak z tego co czytam - przy N&S.
spin_girl - Śro 23 Lip, 2008 13:05
Ale dlaczego ma być jeden czy dwa dni na tłumaczenie, skoro nosili się z wydaniem DVD przez kilka ładnych miesięcy? Było mnóstwo czasu na czytanie, sczytywanie, korekty itp.
BeeMeR - Śro 23 Lip, 2008 14:00
Bo pewnie za więcej nie chcą płacić tłumaczowi
spin_girl - Śro 23 Lip, 2008 16:27
ale tłumaczowi się płaci od strony a nie od godziny.
Loana - Śro 23 Lip, 2008 18:55
| snowdrop napisał/a: | | Nie ma być co takim wybrednym, dobrze że w ogóle to wydają. Wiecie, ze teraz jest mało takich instytucji, którzy coś robią sensownego i nie licza na duży zysk. Także chwała im za to! |
I to IMHO jest zle podejscie. Jak juz wydaja to powinni wydawac dobrze, bez bledow. Co z tego, ze my jestesmy tak zdesperowane, ze i tak kupimy. Przez bledne tlumaczenia zraza do siebie osoby, ktore np po film siegnely przypadkiem i nie czekaly na niego z utesknieniem. Spotkalam sie z takim podejsciem przy wydawaniu anime (japonskich filmow animowanych) - zeby tylko wydawali, niewazne jak - i blad, bo firma, ktora w pierwszych DVDkach porobila byki stracila sporo klientow, ktorzy wola sprowadzic sobie wersje z zagranicy (nota bede podobnie cenowo to wychodzi) niz kupic polski "chlam". Natomiast druga firma wydala anime w super jakosci, z dobrym tlumaczeniem i jeszcze z dodatkami (w podobnej cenie jak ta pierwsza zreszta) i od nich kupuje od tej pory "w ciemno" .
snowdrop - Śro 23 Lip, 2008 22:10
Aby tłumacz dobrze przetłumaczył te teksty musi nie tylko bardzo dobrze znać angielski ale przede wszystkim być po pierwsze pasjonatem literatury, po drugie mieć wyczucie literackie (aby ładnie ubrał słowa) a po trzecie znać chociaż trochę epokę w której się akurat dzieje akcja filmu.
Nie jest łatwo znaleźć takich tłumaczy!
Nie chce tu nikogo usprawiedliwiać, bo sama uważam, że kiepskie tłumaczenia bardzo zrażają do filmu/serialu. Ale przecież w Polsce większość rzeczy jest robionych po łebkach i tylko po to aby kasę zarobić. Po co płacić dobremu tłumaczowi większą kasę jak znajdzie się dużo tańszy. To typowe polskie myślenie.
Najgorsze tłumaczenie jakie do tej pory słyszałam było na DiU z 1995 w TVN style. Po prostu koszmar.
|
|
|