Ekranizacje - Rozważna i Romantyczna Sense and Sensibility (1995)
Anonymous - Wto 13 Kwi, 2010 22:36
| Alicja napisał/a: | | Rickman jest dla mnie za stary |
Zapamiętajcie to Jej!! (mi piramidy i Troję wypominacie!!)
No i to pokazuje dlaczego Marianna go nie chciała, i się wzbraniała. I nie stary Alicjo(Brutusie!!) dojrzały. Dojrzały mężczyzna, który świetnie uzupełni się z Marianną.
BeeMeR - Śro 14 Kwi, 2010 08:26
Dla mnie Rickman też jest za stary
Co nie zmienia faktu, że go ogromnie lubię jako aktora
Z dwojga złego to jednak bym wolała Brandona (Rickmana) niż Edwarda (Hugh)
Niemal każdego bym wolała niż Edwarda (może to imię ma znaczenie, Zmierzchowy też tu podpada )
Kasieńku, piramid się nie da zapomnieć - zawsze to wspominam z ogromną sympatią
Alicja - Sob 17 Kwi, 2010 21:00
| lady_kasiek napisał/a: | | Dojrzały mężczyzna, który świetnie uzupełni się z Marianną. |
dojrzały może tak, byle nie przejrzały
Anonymous - Sob 17 Kwi, 2010 21:03
| Alicja napisał/a: | | dojrzały może tak, byle nie przejrzały |
jak On był przejrzały, to MArianna była niedojrzała na poziomie nasionka od jabłuszka....
Ja do Brandona mam sentyment ogromny.... muszę sobie jakichś fanfików poszukać.... chociaż jak na tygodniu siąde sama na mieszkaniu... już wen chodzi za mną a ja Go Nazgulem straszę, coby się odczepił...
Alicja - Sob 17 Kwi, 2010 21:51
| lady_kasiek napisał/a: | | jak On był przejrzały, to MArianna była niedojrzała na poziomie nasionka od jabłuszka.... |
no właśnie! i dlatego w tej wersji do siebie nie pasowali
trifle - Nie 18 Kwi, 2010 14:27
Obejrzałam wczoraj część, dzisiaj skończyłam. Choć z dwóch wersji mimo wszystko wolę nowy serial, bo mi i siostry, matka i Edward bardziej odpowiadają, to film jest świetny. Nie ma co. Są starsi, ale chyba silniej sobie wypięlęgnowałam to wrażenie w pamięci niż rzeczywiście odbierałam. Teraz oglądało mi się bardzo dobrze, dialogi są fajne, Brandon też młodszy i fajniejszy niż mi się zapamiętało. Hugh nie aż taki sierotowaty również (czekałam na to siadanie a la mam-chyba-hemoroidy ale nawet nie było tak źle, tylko chodził jakoś głupkowato). Cudny był dialog Edwarda i Eleonory próbujących na początku wywabić Margaret spod stołu
Tylko to szlochanie Emmy pod koniec przeszkadza mi bardzo, przesadzone to jest. Teraz mam ochotę moje ulubione austenowe ekranizacje obejrzeć: nową RiR jeszcze raz, Opactwo.
Trzykrotka - Śro 05 Maj, 2010 22:47
Mamy następny odcinek!
Maj, kilkanaście lat temu i kręcenia ciąg dalszy
Niedziela 14 maja
6.00 po południu, wyczekiwanie na herbatę. W hotelu odbywa się „Weekend Tworzenia Miniaturowych Misiów”. Wygląda na to, że grupa pań spotyka się regularnie, by w miłym gronie popływać, pogadać, nieźle zjeść i oczywiście dzielić się swoją pasją tworzenia miniaturowych misiów. Do tej pory usiłuję pojąć, w czym rzecz.
Sobotnie party można nazwać dzikim. Wszyscy poczuli okazję do pofolgowania sobie i w związku z tym byli pijani jeszcze zanim czegokolwiek się napili. Alan omal mnie nie zabił, kiedy zaczął mnie okręcać po parkiecie. Do północy wszyscy leżeli pod stołem z wyjątkiem Grega, który był na suficie. Rozmawiałam o branży filmowej z paroma kierowcami – którzy przyglądali się naszym wyczynom a potem popadli w depresję, gdy dowiedzieli się, że filmy w Wielkiej Brytanii nie są wystarczająco finansowane. Ten film jest finansowany przez USA i większość dochodów z niego tam wyląduje. Dziwaczny układ. Tańczyłam z Angiem. Bardzo dobry z niego tancerz. „Nie robiłem tego od lat” – tłumaczył się zaskoczony, podskakując dookoła jak kawałek kauczuku.
Taksówką do domu o 3.30, pijana jak bela. Wtoczyłam się do pokoju gdzie Harriet Walter (która specjalnie zeszła by dzielić ze mną pokój) już spała. Zerwała się na nogi jak rażona gromem.
„Pomóż mi” – wystękałam.
„O Boże” – ona na to. „Najlepiej spróbuj zwymiotować”
Nieźle to brzmi z tym dystyngowanym akcentem, pomyślałam, rzucając się jednocześnie w kierunku muszli klozetowej.
Późniejsza notatka Anga do Grega: „Wspaniałe aktorstwo. Tak mi się wydaje”.
Poniedziałek 15 maja
Wszyscy wyglądają na nieźle skonanych. Na nogach o 6 rano, rzut oka na niebo, nie umiałam przewidzieć jak będzie, więc umyłam się i z powrotem do łóżka. Bernie zadzwonił, żebym nie wstawała, po 20 min. zadzwonił ponownie, żebym jednak przyszła. Jednak się rozpogodziło.
Alan R. Jest w stanie lekkiego szoku wobec metod pracy, ale zapewniłam go, że one działają. Wygląda na to, że czujemy jak podejść do scen. Styl kierowania nami przez Anga polega na czymś w rodzaju cichego przyciągania nas do siebie i czekania na to, co się wydarzy. Zawsze ma w głowie wizję danego ujęcia i po jego zakończeniu stoi w ciszy, wchodząc myślami w prądy płynące z danej sceny, aby wyczuć, czy to, co robimy zgadza się z jego wizją. Dla mnie jest to bardzo inspirujące, choć zupełnie różne od metody otrzymywania polecenia co się ma zrobić. Bardziej wspólnotowe. Myślę, że teraz bardziej cieszą go nasze uwagi, gdy wie, że nie wypływają z braku respektu czy chęci dominacji.
17.30. Wychodzimy na zewnątrz by złapać ostatnie promienie słońca w scenie spotkania Willoughbiego i Brandona, potem wracamy na zbliżenia Alana. Dziwnie jest mieć teraz na planie Alana i Roberta Hardy’ego, wygląda to na zupełnie nowy film. Ujęcia z Hugh sprawiają wrażenie na robione miesiące temu i w innym wcieleniu. Jest tyle odrębnych historii w tym scenariuszu, a my byliśmy całkowicie skupieni na Elinor i Edwardzie. W tym momencie zaczyna się historia Brandona. Robert Hardy wniósł ze sobą powiew XIX wieku, urodził się zdecydowanie nie w swoich czasach. Uprzejmy, inteligentny i dowcipny. Bardzo cieszy mnie fakt, że w filmie tym zebrały się cztery pokolenia – mamy tu perspektywy 12-letniej Margaret, potem po 20-ce są Elinor i Marianne, Mrs Dashwood po 40-ce, wreszcie 60-letnia pani Jennings. Nie ma nikogo po 30-ce w zasięgu wzroku.
Ang wymasował mi mój głupi kark (wciąż jest jak z drewna po zbyt długim tańcowaniu). Dzisiaj rano potrzebowałam dużo czasu by wstać do codziennej bieganiny.
Wtorek 16 maja
10 rano. Wreszcie załamanie pogody! Wczoraj w nocy nie mogłam spać, więc jestem wdzięczna losowi, że nie muszę dziś stać przed kamerą. Na nogach od 9.00, ćwiczenia, na śniadanie owsianka pomimo obawy przed wzdęciami, dołączam do grupy w deszczu.
Później: Znowu całe mnóstwo zmarzniętych, przemoczonych ludzi w prawdziwym deszczu, sztucznym deszczu i mgle. Powolny start. Laurie rwie włosy z głowy.
Delikatne sugestie Anga nie brzmią tak delikatnie, gdy się jest przemarzniętym, ale wszystko idzie dobrze. Dobry humor zwycięża. Mam na sobie bardzo ponętne białe gumowane spodnie i gumiaki. Wyglądam jakbym pracowała w przetwórni drobiu. Tego dnia bardzo przemoczony Greg doskoczył do Alana i - z typową dla siebie egzaltacją – zapytał, jak się ma. Nastąpiła długa pauza, gdy Alan, schowany pod ogromną parasolką dla golfistów, mierzył go wzrokiem spod przymkniętych powiek. „Sucho” – padła odpowiedź. Czasami Alan przypomina mi sowę z opowiastki Beatrix Potter „Squirrel Nutkin”. Gdybyś pozwolił sobie na zbyt dużo swobody w stosunku do niego, jestem pewna że w okamgnieniu cię usadzi.
22.20. W łóżku z ziołową poduszeczką od Kate. Zemdlała o 6 wieczorem – tak długo w deszczu i zimnie! Alan podszedł do Anga siedzącego na pudle, z opuszczoną głową i zaciśniętymi dłońmi.
„Zamęczyłem ją” – jęczał.
„Nie martw się” – Alan na to. „Wkrótce będziesz miał okazję zrobić to samo ze mną”.
Kate dostała kwiaty od producentów i 4 butelki piwa Newcastle Brown od dyrektorów artystycznych. Powoli rozgrzaliśmy ją w jej przyczepie, stopy poprzez wciśnięcie pod pachy Grega. Według Paula (nasz sanitariusz) jest to najlepszy sposób na rozgrzanie stóp i faktycznie bardzo jej to pomogło. Rozpalono ogromny ogień w hotelowym kominku, zasiedliśmy wokół z czymś do picia.
Robert Hardy miał wcześniej dzień wolny i w Yealptom znalazł zachwycający urząd pocztowy, który opuścił z wielkim trudem. „Prawdziwa angielska poczta, z zapachem kurzu i brudu i z drobną, starą damulką wypytującą się o moje zdrowie”.
Przyjechała Elizabeth Spriggs. Pełna energii, jej wrażliwość jest dla nas ukojeniem jak dzbanek wyjątkowo dobrej herbaty.
Zła pogoda oznacza, że jutro Kate będzie miała kolejny dzień pracy w deszczu, musimy więc na przyszłość być bardzo ostrożni. Dzisiaj siedzieliśmy w okropnym, ciasnym baraku na plaży, susząc i odparowując jej rajstopy nad ogniskiem. Mimo wszystko – dobra robota. Pojawienie się Willoughby’ego na białym koniu we mgle – wszyscy omdlewaliśmy z zachwytu. Ang śmiał się z nas.
„Ta scena jest absurdalna” – powiedział.
„To coś dla kobiet” – odpowiedziałyśmy Lindsay i ja.
Tak czy siak, ten deszcz jest naprawdę mokry.
Środa 17 maja
Pobudka o 5.45 – rzut oka na niebo. Trudno się wyznać. Prysznic. Do pracy. Nie jestem potrzebna. Wracam do domu. Z powrotem w łóżku o 7.00 i spałam do 10.00 – jak kłoda. Teraz na planie by popatrzeć na Roberta Hardy’ego, który w swoim kostiumie wygląda jak gąsienica.
Nieco później natknęłam się na Anga, gdy z bolesnym wyrazem twarzy wpatrywał się w ujście rzeki. Podeszłam i stanęłam obok. Po chwili, wskazując w kierunku rzeki powiedział: „Przypływ, odpływ, przypływ, odpływ – a ja wciąż bez seksu”.
„Brakuje ci tego?” – zapytałam, gdy wreszcie przestałam się śmiać.
Skinął smutno głową. Jego rodziny nie będzie jeszcze przez wiele tygodni.
Kate znów przemokła. Jest niesamowicie bohaterska i bardzo wzruszająca w scenie z sonetem na wzgórzu. Alan podjechał i musiał w ciężkim ubraniu z tweedu i wełny wspinać się na bardzo strome wzgórze. Potem stał w deszczu, wyjątkowo ulewnym dzisiaj. Dzięki Ci Boże, że były jeszcze chmury i wiatr.
Czwartek 18 maja
Dziś rano udało mi się obsiusiać większość bielizny (toalety w przyczepach są bardzo ciasne), zatem humor mam wisielczy. Nie mogłam spać w nocy. Zjadłam zatem 3 śniadania aby sobie zrekompensować. Słońce świeci. Zadziwiające, że chmury utrzymywały się właśnie przez tamte 2 dni.
Robert i Liz przyszli na próbę sceny przyjazdu. Fantastyczne jak oni potrafią z zagrać marszu, bez zbędnych przerw. Szybkie przerobienie sceny przyjazdu i zaraz mamy kwestię o kamforze jako leku na „kołowaciznę”, tak że jestem bardzo zadowolona.
13.30. Udany poranek. 6 koni, 3 powozy, 6 psów, 6 aktorów – szaleństwo. Wszyscy czekamy na chmury. Dzięki Ci Boże za Liz i Roberta, którzy są nie tylko wspaniali ale wręcz wielcy. Moje wnętrzności knują coś niedobrego. Tymczasem wygląda na to, że będzie kilka więcej scen w dzisiejszym harmonogramie. Pomocy. Biedna Emily ma dziś ból głowy i test z matematyki. Beznadziejnie mieć 12 lat. Tydzień jakoś zleciał. W charakteryzatorni właśnie wybucha kilka bójek o Delicje (Jaffa Cakes).
19.00. Wciąż kręcimy. Alan i Greg rozpływają się wspominając cudowny dzień, gdy objeżdżali angielskie winiarnie i puby. Wszyscy na nich parskamy. Wyszło słońce, więc będziemy pracowali we wnętrzach i wyjdziemy na zewnątrz później. Także próby sceny czytania poezji.
20.00. Wpadam w histerię. Na brodzie pojawił mi się wielki wyprysk.
22.30. Wreszcie w łóżku – o wiele za późno.
Piątek 19 maj
Przebudziłam się o 3.30 kompletnie skonana.
10.20. Kręciliśmy w plenerze, słonecznie. Przyszedł deszcz i przenieśliśmy się do wnętrza.
Ang zrobił sobie rundkę na koniu. „To całkiem łatwe” komentował, w czasie gdy koń, prowadzony przez Deb, szedł statecznym spacerkiem.
Pracujemy nad drugą sceną z Willoughbym i Marianne, sceną wspólnego czytania sonetu. Ciężko w dzisiejszych czasach oddać seksualną barwę wspólnego czytania poezji, ale cóż więcej Ang może tu zrobić? Może wymasować Kate? Musi uniknąć sentymentalizmu. Proszę, nie pozwól, by pojawił się choć cień sentymentalizmu, bo padnę trupem! Albo zostanę zamordowana przez Jane Austen Society (które dzwoniło do biura Jamesa w Nowym Jorku z pretensjami, że do roli Edwarda zatrudniono Hugh Granta – zdecydowanie zbyt przystojnego).
Mój pryszcz przypomina wulkan i bardzo mnie to irytuje.
18.00 Złapałam się na tym, że powtarzałam w kółko scenę czytania poezji, mruczałam swoją kwestię kręcąc się jednocześnie pomiędzy kablami mikrofonów, wspinałam się po Chrisie (Gurney – operator dźwięku, bardzo stoicki typ), zbierałam rekwizyty i wkładam do plastikowych skrzynek po piwie – pomyślałam sobie: co do diabła ja robię? Muszę przyznać, że odrobina samotności bardzo by mi się przydała.
Wieczorem wszyscy zaczęliśmy śpiewać „Kumbaya”, co pokazuje jak jesteśmy zmęczeni – nikt nie miał siły, by powiedzieć że już wystarczy.
Od miejscowego małżeństwa dostałam cudowną ulotkę, z przezabawnym zdaniem, które brzmi: „W szczególności pozostaje poza wszelkim podejrzeniem dla kogokolwiek z bawiących u nas, że ta część naszego kraju słynie z owoców morza”.
Gemma (do mnie, gdy piszę w tym pamiętniku): „Mam szczerą nadzieję, że ten pamiętnik nie będzie paszkwilem”.
Gemma jest nieziemska. Wygląda tak czysto i niewinnie a potem otwiera usta i mówi coś grubiańskiego. Ma najbrzydszy śmiech jaki słyszałam. Któregoś dnia Lindsay przyszła do zielonego pokoju i zapytała ją, czy miałaby ochotę na drożdżówkę. „Miałabym ochotę na drożdżówkę tak samo, jak na faceta” – odparła z całą powagą.
Nie dałam radę założyć soczewek i miotam się po omacku na planie.
C.D.N
Tłumaczenie: Milka
Tess - Czw 06 Maj, 2010 12:59
| Cytat: | | Tego dnia bardzo przemoczony Greg doskoczył do Alana i - z typową dla siebie egzaltacją – zapytał, jak się ma. Nastąpiła długa pauza, gdy Alan, schowany pod ogromną parasolką dla golfistów, mierzył go wzrokiem spod przymkniętych powiek. „Sucho” – padła odpowiedź. Czasami Alan przypomina mi sowę z opowiastki Beatrix Potter „Squirrel Nutkin”. Gdybyś pozwolił sobie na zbyt dużo swobody w stosunku do niego, jestem pewna że w okamgnieniu cię usadzi. | fajny opis Alana
Admete - Czw 06 Maj, 2010 14:35
Umarłam ze śmiechu. Nie jestem w stanie wymienić fragmentów, które mnie rozbawiły, bo wszystkie są zabawne
Trzykrotka - Czw 06 Maj, 2010 14:58
Cudne! Pijaństwo po robocie, kłótnia o delicje, rozgrzewanie stóp Kate metodą wsadzania ich pod pachy Grega ... I nade wszystko Ang
Nieco później natknęłam się na Anga, gdy z bolesnym wyrazem twarzy wpatrywał się w ujście rzeki. Podeszłam i stanęłam obok. Po chwili, wskazując w kierunku rzeki powiedział: „Przypływ, odpływ, przypływ, odpływ – a ja wciąż bez seksu”.
Ang zrobił sobie rundkę na koniu. „To całkiem łatwe” komentował, w czasie gdy koń, prowadzony przez Deb, szedł statecznym spacerkiem.
Admete - Czw 06 Maj, 2010 15:05
Ta scena - przypływ - odpływ - nie mogłam przestać się śmiać
BeeMeR - Czw 06 Maj, 2010 20:34
Uroczy fragment
Alicja - Czw 06 Maj, 2010 20:38
ja czytając ten fragment również
Anonymous - Czw 06 Maj, 2010 21:08
świetny fragment. świetnie się czytalo
Calipso - Czw 06 Maj, 2010 21:37
| Cytat: | | Do północy wszyscy leżeli pod stołem z wyjątkiem Grega, który był na suficie. |
Ubawiłam się po pachy czytając te tłumaczenie
Milko Trzykrotko
Katarynka - Pon 17 Maj, 2010 22:33
Dziękuję za kolejny odcinek Fragmenty z Alanem Rickmanem (dla mnie) są najlepsze
ori - Czw 20 Maj, 2010 11:49
Mnie też Rickman bardzo się tu podobał!
O wieeele bardziej niż słodziutki na pyszczku Hugh Grant.
Trzykrotka - Wto 22 Cze, 2010 01:08
Kolejny odcinek Pamiętników
Sobota 30 maja
Cannes. W samolocie o 9.00 (ponoć jest on własnością Chrisa de Burgh). Mój pryszcz pojawił się po raz trzeci i praktycznie spełnił swoją rolę. Próbuję poprawić jakoś swój wygląd co kończy się upaćkaniem włosów tuszem do rzęs. Wciąż ten stres.
19.00 Cannes dość spokojne. Otrzymali w tym roku mniejsze dofinansowanie państwowe, jak się dowiedziałam. Wielkie poruszenie wywołuje Pamela Anderson w dziwacznej kreacji z czarnej skóry. Wyszłam na spacer pomimo usilnych próśb facetów z obsługi. „Będziesz nagabywana przez fotografów i publikę” – powtarzali w kółko. Przespacerowałam się wzdłuż całej Croisette i pies z kulawą noga nie zwrócił na mnie uwagi, z wyjątkiem pewnej młodej osoby, która zaczęła szarpać swojego towarzysza szepcząc: „Czy to nie Sharon Stone?” Poczułam dreszcz emocji dopóki nie odkryłam, że chodzi jej o kobietę idąca za mną (która także nie przypominała Sharon Stone). Czarujący dziennikarze przez cały dzień. Zagraniczni.
Niedziela 21 maja
W sumie nie najlepsza konferencja prasowa – bezsensowne pytania, a my nie wypadliśmy tak interesująco jak mogliśmy – na szczęście wszystko inne idzie zgodnie z planem.
2 nad ranem, wreszcie w łóżku. Na plaży naprzeciw mojego pokoju odbywa się party MTV więc jestem wk…na. Jedyne wyjście to proszki i zatyczki do uszu. Co za dzień. Projekcja wypadła bardzo dobrze, Chris Hampton był bardzo zadowolony zatem wszyscy są szczęśliwi. Nie wypiłam dużo. Dostało mi się od fashion police za pojawienie się na Czerwonych Schodach w jeansach. Nie miałam pojęcia, że istnieje jakiś kod ubierania się… Wracam do domu i czytam przerażającą recenzję w Variety.
Poniedziałek 22 maja
Wczesna pobudka, wyjazd. Przed każdym pokojem hotelowym leżał egzemplarz canneńskiego Newslettera z podobizną mojej tłustej gęby. Surrealistyczny i zasadniczo nieprzyjemny moment.
Wtorek, 23 maja
Dziwne uczucie być znowu w Alston Hall. Pozytywne recenzje francuskiej prasy o "Carringtonie." W angielskiej – różne, ale generalnie dobry odbiór i Polygram jest bardzo usatysfakcjonowane. Konferencja prasowa przyniosła zwyczajową dawkę obłędu. Zapytano mnie, czy widzę relacje między mną osobiście a bolesnymi związkami seksualnymi Carringtona i odparłam, że nie, w zasadzie nie; w tych sprawach odkąd skończyłam 15 lat mam bardzo pozytywne doświadczenia. Ta wypowiedź wzbudziła bardzo potępiającą reakcję w społeczeństwie brytyjskim. Zachowuje się ono czasami jak grupa starych ciotek – klapią sandałkami i machają drutami do robótek ręcznych. Nie ma się co dziwić, że ludzie myślą, że w Anglii nie uprawia się seksu.
Bardzo udana próba. Piękny dzień. Zesztywniały kark. Świetnie poszła scena otrzymania przesyłki z atlasem. Emily ma wrodzoną, żywą inteligencję uwydatniająca się w każdym momencie – sama jej obecność sprawia, że każdy z nas staje się bardziej naturalny, spontaniczny. Ze strony Anga wspaniały przykład pracy reżyserskiej – on kocha te wszystkie pozasłowne przepływy energii.
Musieliśmy długo czekać na wiatr. Dął w nasze spódnice i fartuchy, w płaszcze zawieszone przy drzwiach wejściowych. Było w tym coś z nostalgii, samotności.
Środa 24 maja
Śpię z pomocą pigułek do 11.00, przebudziłam się o 6.00, chmury, nie wiadomo co robić. Owoce, tost, kawa. Ang ma rozstrój żołądka i zarzucił jedzenie bułeczek z różową polewą na śniadanie. W jelitach mu burczy. Gadaliśmy o tym, co chce robić później. Marzy mu się coś bardzo męskiego – wojny narkotykowe, podsunęliśmy. Cała masa facetów i broni.
Lunch. Kate i Gemma siedzą w gorsetach i gadają o Hollywoodzkich Nagrodach Porno – znalazły zdjęcia z takiej ceremonii w jakiejś starej gazecie. Wciąż nie nakręciliśmy master shot (jedno pełne ujęcie całej sceny lub jej większej części. Potem dodaje się zbliżenia, podwójne ujęcia i tak dalej).
Gemma, po 2 godzinach czekania: „Boże, całkiem jak z porodem. Wysilasz się, wysilasz i wysilasz i wysilasz, a tu wciąż nic.”
Około 14.00 Wykończona, zawroty głowy, ciśnienie gwałtownie mi spada. Nieco to demoralizujące zrobić tylko jedno ujęcie w ciągu godziny. Wszyscy ziewają. 9-godzinny wypoczynek jest naprawdę niewystarczający, choć najczęściej mamy 10 albo 12 godz. Choć nie dotyczy to do wielu osób z ekipy, niemniej praca przy montażu sprzętu czy przygotowaniach do następnego dnia związana jest z najwyżej 8 lub 9 godzinami odpoczynku. Z drugiej strony zmęczony wygląd pasuje do tej sceny. Słońce świeci więc wszyscy biegają z filtrami, ekranami i nastroszonymi brwiami. Dziś odchodzi ciężka praca.
21.30. Ostatnie ujęcie z Gemmą nie wyszło najlepiej, co ją bardzo dołuje. Tym bardziej frustrujące, że wcześniej tak dużo czasu zeszło nam na czekaniu. Dyrektor Artystyczny podesłał w ramach przeprosin butelkę szampana do hotelu, ona i tak nie pije, więc jej podwędziliśmy.
Czwartek 25 maja
Spałam wybornie, po raz pierwszy od wielu dni i w dodatku bez pigułek. Dzisiaj trochę tego i owego i cała ufność w pogodzie. Bardzo to dezorientujące, takie robienie wszystkiego po trochu. Jedna owca upadła od nadmiernego przegrzania. Zwyczajnie zemdlała pod koniec ujęcia. Pasterz bardzo się martwi o swoje stado i ciągle się dopytuje, kiedy będzie mógł je ostrzyc. Po tym wydarzeniu kazaliśmy mu się zabrać do roboty. Pojawiają się potem, już przystrzyżone, w scenie spaceru Marianne i Margaret.
Piątek 26 maja
Wczoraj uroczy, relaksujący wieczór, chmury pędziły po niebie. Dziś dziwaczny dzień, z pogmatwaną liczbą scen, do tego doktor i akupunkturzysta do mojej szyi i pleców Micka. Wszyscy chodzą tam i z powrotem do zielonego pokoju, gdzie odbywają się różne konsultacje. Do tego chwila drzemki. Deszcz. Usypiająca, wyluzowana atmosfera. W przyszłym tygodniu zacznie się kręcenie jakby nowego filmu. Przeżuwam kanapkę z szynką. Robert Hardy zostawił skrzynkę szampana. Raz się żyje! Przez cały dzień nic tylko jem. Morag powiedziała, że zeszczuplałam na twarzy. Przysnęłam z głową na podołku u Kate. Czuję się zrelaksowana. Dziwne. Ang wciąż nie może jeść bułek ani palić. Potrzebna nam odrobina słońca.
Później: Ang siedzi i kruszy plastikowy kubek, niewielka zmarszczka niezadowolenia na czole. Ekipa pomocnicza montuje szyny dla powozów (ujęcia jadących powozów, bez aktorów, choć Roy Bond, jeden z kierujących, dubluje Mrs Jennings. Jest tego samego wzrostu i figury ale ma ogromny nos. To nie zadziała.). Wszystkie dziewczyny od makijażu i fryzur tkają gobeliny. Zaczęło się od jednej czy dwóch a teraz ta mania rozprzestrzeniła się jak pożar – wszystkie tkają. Zadziwiające.
Przyszła Lindsay z dokończoną sceną rysowania sylwetek. Podoba mi się. Potrzebujemy więcej dialogów pomiędzy sir Johnem i Mrs Jennings gdy podchodzą ścieżką. Jak na ironię był to jeden z fragmentów, który obcięłam bo miał niemal 3 strony. Pamiętam, sięgając myślą do mglistych czasów sprzed produkcji, że mówiłam: „Zrobią to zbyt szybko”, ale wtedy nikt mnie nie słuchał.
Kate robi bransoletę. Jesteśmy w koszulach nocnych, warkocze spuszczone na plecy. Ang zaszył się na chwilę drzemki. Pogoda go martwi. Został nam tylko jeden dzień w tym miejscu. Ręce Kate splatają nitki, hipnotyczne.
Z dołu dobiegł nas wybuch śmiechu. Ang wypytuje o teatr – jak daje się radę grać 8 spektakli w ciągu tygodnia przez miesiące. W głowie pojawia się koszmarna wizja Me and my Girl. Dzięki Bogu, w tym filmie nie ma stepowania. W zielonym pokoju pełno herbatników, bułeczek i na wpół zjedzonych kanapek plus poniedziałkowe gazety. Ang pod tak wielką presją, jestem zdziwiona że jego kiszki nie wyszły mu jeszcze ustami, w każdym razie burczą. Dyskusje o ujęciach i o nas (ja i Kate), czasem nie wyglądających wystarczająco perfekcyjnie. Ang mówi, że bez względu na to, o czy mówimy, jest dobrze. Gorąco mu przytaknęłyśmy. Ma miejsce typowa reakcja półmetka – Paul, lekarz biega aplikować witaminy, środki przeczyszczające, ziołowe pigułki nasenne, aspirynę i Bóg wie co jeszcze.
Tego ranka mówimy „Do widzenia” wszystkim w Alston Hall, co wpędza nas w smutny nastrój. Czułam się tutaj tak swobodnie, zmywałam sobie makijaż w barze, siedząc po turecku w skarpetach i rozrzucając waciki dookoła. Obrzydliwe, gdy tak na to spojrzeć. Obsługa troszczyła się o nas jak rodzina.
Próbujemy znaleźć jakąś ekstra kwestię dla Margaret, gdy w czasie deszczu podnosi uprząż Willoughby’ego. „Wezmę bambetle” – proponuje Lindsay, co wywołuje u mnie napad niepohamowanego śmiechu.
Nastał ciężki czas dla Lindsay. Jest wciąż tak wiele do nakręcenia. Zrobiła listę scen „z naddatkiem” i „koniecznych”. Prawie że wyrzuciliśmy scenę, gdy Marianne się pakuje a Elinor decyduje, że nie powie jej o zaręczynach Lucy. Ostatecznie nakręciliśmy ją, mając nadzieję, że jedna powtórka wystarczy. Nastroje wisielcze. Ciężko się pracuje ze świecami.
Tłumaczyła milka
Admete - Wto 22 Cze, 2010 15:22
Cudny fragment - owce, szampan i gobeliny
Trzykrotka - Wto 22 Cze, 2010 22:07
Oraz rozterki odzieżowe na czerwonym dywanie . Owca, która zemdlała z upału bardzo mi przemówiła do wyobraźni, oraz fartuchy i suknie, w które dmie wiatr, podkreślając samotność pań Dashwood
Calipso - Pią 02 Lip, 2010 22:37
| Trzykrotka napisał/a: | | Owca, która zemdlała z upału bardzo mi przemówiła do wyobraźni |
Biedna Padającej owcy składają się nózki, prawie jak ostrza w scyzoryku
Ania Aga - Czw 11 Lis, 2010 14:30
http://merlin.pl/Rozwazna...t/2,827073.html
Gdzieś na forum chyba jest temat o nowościach na DVD, ale skutecznie mi się ukrył, dlatego tutaj wklejam informację z Merlina o filmach w dośc korzystnych cenach.
Alicja - Czw 11 Lis, 2010 14:36
nawet korzystana cena - za 2 pozycje
Admete - Czw 11 Lis, 2010 16:28
Widzę, że wznowili - fajnie
Yvain - Sob 08 Sty, 2011 20:43
Oglądam sobie po raz kolejny RiR tym razem na zone europa i znów zachwyciłam się Alanem Rickmanem, który wchodzi i patrzy jak Marianne gra i śpiewa, i choć widzi ją po raz pierwszy w życiu, jest nią obłędnie zachwycony. Widać, że cały świat przestał dla niego istnieć. Pięknie zagrana scena
|
|
|