Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik Tom III
asiek - Pon 07 Maj, 2007 22:44
| Caroline napisał/a: | | Jego ręka, z powagą przypomniał sobie, nie należała do niej, |
Bez dwóch zdań. Niech panna Lizzy sobie nie myśli, że on z tych łatwych.
Caroline,
Marija - Pon 07 Maj, 2007 22:54
| asiek napisał/a: | Bez dwóch zdań. Niech panna Lizzy sobie nie myśli, że on z tych łatwych. | Przypomniał mi się dowcip o kurze kokietującej koguta (Darcy wolno jedzie na spotkanie, żeby sobie nie pomyślała...): "Zrobię jeszcze dwa okrążenia, żeby nie pomyślał, że jestem łatwa..."
trifle - Pon 07 Maj, 2007 23:17
| Marija napisał/a: | | asiek napisał/a: | Bez dwóch zdań. Niech panna Lizzy sobie nie myśli, że on z tych łatwych. | Przypomniał mi się dowcip o kurze kokietującej koguta (Darcy wolno jedzie na spotkanie, żeby sobie nie pomyślała...): "Zrobię jeszcze dwa okrążenia, żeby nie pomyślał, że jestem łatwa..." |
Dooobre
Darcy jako cnotliwa panienka, no padam
Caroline - Wto 08 Maj, 2007 10:03
Rozdział I, cz. 19
Byli już na dróżce do domu, a po chwili przy drzwiach. Zaczerwieniony od śmiechu Fitzwilliam cofnął się, by dołączyć do Darcy’ego, gdy ich gospodarz pociągnął za dzwonek u drzwi.
- Ach, wreszcie poznam l’Bennet z niezrównanego towarzystwa Hertfordshire, nad którą ciotka tak lamentowała, że została ci wcześniej przedstawiona! – Fitzwilliam wyszeptał mu do uch, ale jego prześmiewcze słowa spowodowały, że Darcy’emu żołądek ścisnął się i skręcił. Spojrzał na niego ostro. Czy Richard coś podejrzewał? Nie było czasu na rozważanie tego zagadnienia, bo Fitzwilliam depcząc po piętach bawiącemu go w ostatnich chwilach pastorowi, był już w połowie drogi na schodach do głównego wejścia na plebanię. Zanim jeszcze wszedł Darcy usłyszał otwierające się drzwi bawialni, szuranie krzeseł i lekkie kroki osób wewnątrz, które wstały by powitać nowo przybyłych. Szerokie plecy Fitzwilliama pierwsze zniknęły za drzwiami i zanim zdążył się zreflektować stał twarzą w twarz z Collinsem przedstawiającym mu swoją żonę.
- Pani Collins – wikary zwrócił się formalnie do swojej małżonki – pan Darcy, którego pamiętasz z wizyty w Netherfield zeszłej jesieni. Moja żona, pani Collins.
- Pani Collins – odpowiedział Darcy.
Gdy kłaniał się w odpowiedzi na jej skinienie, owionął go świeży, drażniący nozdrza zapach lawendy. Elizabeth! Zmusił się, by nie odwracać wzroku od gospodyni, choć natłok emocji brał górę nad rezerwą zmuszając go do odszukania jej wbrew wszelkim doniosłym postanowieniom.
- Panie Darcy, witamy – odpowiedziała ciepło pani Collins. – Jak dobrze się składa, że odwiedza pan Rosings akurat wtedy, gdy Hunsford cieszy się gośćmi, których już pan zna, moja siostra, panna Lucas i moja droga przyjaciółka, panna Elizabeth Bennet także są z nami. Młoda kobieta, której rysy Darcy z trudem przypominał sobie z balu w Netherfied ukłoniła mu się, na co on skwapliwie odpowiedział, a potem był już przed Nią.
W tym momencie Darcy zdał sobie sprawę, że wszystko na nic, jego doniosłe postanowienia były jak dym na wietrze w obliczu ciepłej, świetlistej postaci skąpanej w jaskrawych promieniach porannego słońca. Elizabeth! Wbrew wszelkich środkom zapobiegawczym jego serce podskoczyło z radości. Zanim zdołał je uspokoić jej piękne oczy, głębokie i inteligentne, rzuciły mu spojrzenie spod oprawy rzęs, spotykając się z jego – przytrzymując jego – spojrzenie z taką śmiałością, że zaparło mu dech w piersiach, zawarte w nich pytania wbiły go w ziemię. Zdradliwe serce uderzało boleśnie o żebra, gdy te intrygujące, obezwładniające oczy zmieniały wyraz, rozjaśnione tajemniczą kobiecą intuicją zwęziły się przyglądając mu się ciekawie. Czego się doszukiwała? Coraz bardziej odbierała mu pewność siebie, co już odkryła? Czy z taką łatwością dostrzegła wszystkie te sekretne miejsca w nim, które z takim bólem i z poczucia obowiązku zamknął i zaryglował? Niezdolny odwrócić wzroku mógł tylko czekać aż ona skończy. Wieczność minęła, powietrze między nimi zgęstniało jak przed burzą. Wtedy jej brwi wygięły się w ten prowokujący sposób, który przykuwał jego uwagę od początku. Uniosła podbródek, iskierka rozbawienia rozświetliła jej bystre spojrzenie. Prowokacyjność tego kuszącego spojrzenia przyprawiła go o ucisk w klatce piersiowej, bał się, że krzyknie z bólu. Boże, jak tęsknił za tym wyzwaniem, fascynacją, zagadkowością! Jak wiele razy wyobrażał ją sobie taką? Wszelkie próby obrony przed nią przemieniły się w proch, jak najlepsze wino – wrażenie, jakie na nim wywarła rozeszło się po całym ciele pobudzając każdy nerw, przyprawiając go o upojenie jakiego doznawał kilka miesięcy temu w jej obecności i które nosił w sobie, choć stłamszone, od tego czasu.
Marija - Wto 08 Maj, 2007 10:07
U-ha . Jeszcze parę takich spotkań, a nam Darcik zejdzie na serducho jak nic. Miętki jest...
Ania1956 - Wto 08 Maj, 2007 10:11
| Caroline napisał/a: | | Prowokacyjność tego kuszącego spojrzenia przyprawiła go o ucisk w klatce piersiowej, bał się, że krzyknie z bólu. |
Biedny Darcy, o mało nie dostał zawału!!! Jednak spojrzenie ma swoją wymowę i oczyma można bardzo dużo powiedzieć.
Maryann - Wto 08 Maj, 2007 10:20
| Marija napisał/a: | | Jeszcze parę takich spotkań, a nam Darcik zejdzie na serducho jak nic. |
Nic mu nie będzie. Lizzy na niego jak wino działa, a wino jest dobre na serce...
| Marija napisał/a: | | Miętki jest... |
Jak wosk... Jeszcze się rozpuści... Zwłaszcza, że wiosna i ciepło się robi...
Alison - Wto 08 Maj, 2007 12:49
Yes, yes, yes! No, nareszcie, jak my lubimy takie "duszne" katusze, pewnych siebie kochasiów!!! Dalej go w dyby miłosne, niechaj ledwie dycha!!!!
Maryann - Wto 08 Maj, 2007 12:54
| Caroline napisał/a: | | Czego się doszukiwała? Coraz bardziej odbierała mu pewność siebie, co już odkryła? Czy z taką łatwością dostrzegła wszystkie te sekretne miejsca w nim, które z takim bólem i z poczucia obowiązku zamknął i zaryglował? |
Diabelnie skuteczny z niego odźwierny...
Alison - Wto 08 Maj, 2007 12:57
| Maryann napisał/a: | | Caroline napisał/a: | | Czego się doszukiwała? Coraz bardziej odbierała mu pewność siebie, co już odkryła? Czy z taką łatwością dostrzegła wszystkie te sekretne miejsca w nim, które z takim bólem i z poczucia obowiązku zamknął i zaryglował? |
Diabelnie skuteczny z niego odźwierny... |
Chiba mu się zawiaski zatarły
Maryann - Wto 08 Maj, 2007 13:02
Gorąco się zrobiło, to i smar się rozpuścił...
Alison - Wto 08 Maj, 2007 13:06
| Maryann napisał/a: | Gorąco się zrobiło, to i smar się rozpuścił... |
Ale zdusiło chłopaka na maxa! Jak dobrze, że ja tego nie czytałam naprzód, bo bym sobie takie fajowe emocje odebrała :grin:
Matylda - Wto 08 Maj, 2007 13:23
ciepłej, świetlistej postaci skąpanej w jaskrawych promieniach porannego słońca.
Czy mnie też ktoś tak kiedys zobaczył , chociaż raz w życiu
No bo jesli nie to co to życie jest warte ??:
Dzięki Carolino
Maryann - Wto 08 Maj, 2007 13:50
| Alison napisał/a: | | Jak dobrze, że ja tego nie czytałam naprzód, bo bym sobie takie fajowe emocje odebrała :grin: |
Toż on się dopiero rozkręca...
Gitka - Wto 08 Maj, 2007 15:52
| Cytat: | | Zdradliwe serce uderzało boleśnie o żebra, gdy te intrygujące, obezwładniające oczy zmieniały wyraz, rozjaśnione tajemniczą kobiecą intuicją zwęziły się przyglądając mu się ciekawie. |
Mnie strasznie te żebra wzięły...
Nawet sobie zaczęłam wyobrażacz anatomicznie
Dione - Wto 08 Maj, 2007 16:09
| Caroline napisał/a: | | Gdy kłaniał się w odpowiedzi na jej skinienie, owionął go świeży, drażniący nozdrza zapach lawendy. Elizabeth! |
Co on ma do tej lawendy? Czy inne damy wtedy pachniały inaczej, że tylko od Lizzy ta lawendę czuje? Żeby choć bzem albo konwaliami pachniała, to bym sądziła że ma takie nietypowe perfumy, ale lawendę każda dama miedzy ciuszki pakowała, żeby mole się na jej toaletach nie stolowały. To więc czemu Darcy tylko od Lizzy lawendę czuje?
Maryann - Wto 08 Maj, 2007 16:21
Moim zdaniem damy ze sfery, w której Darcy się obracał, używały zdecydowanie bardziej wymyślnych pachnideł i nawet jeśli używały lawendy (do ochrony przed molami), to jej aromat nie miał szans się "ujawnić".
Dione - Wto 08 Maj, 2007 16:27
Tak o tym nie pomyślałam...
Maryann - Wto 08 Maj, 2007 16:30
Przyszło mi do głowy jeszcze jedno: może jak przyjechał do Hertfordshire, to Lizzy była pierwsza(choć pewnie nie jedyna), u której tę lawendę poczuł... I dlatego tak mu się z nią kojarzy...
Dione - Wto 08 Maj, 2007 16:34
W drugiej częsci Bridget to się chyba nazywało "wspominatoza"
Maryann - Wto 08 Maj, 2007 16:38
o właśnie :grin:
Trzykrotka - Wto 08 Maj, 2007 16:41
Kochane Tłumaczki, ja wiem, ze przyjemności trzeba sobie dozować, ale to się robi wreczcie rumiane i cieplutkie. Nie trzymajcie nas długo w niepewności, pięknie proszę
Maryann - Wto 08 Maj, 2007 16:46
W jakiej niepewności ? Toż przecież wreszcie dojechał do cioci, przyszedł z wizytą i zamiera z zachwytu... :grin: I powoli dojrzewa do najważniejszej decyzji w swoim życiu... A jak już dojrzeje...
Anonymous - Wto 08 Maj, 2007 17:06
do dostanie obuszkiem po łbie
I dobrze mu tak !!
Matylda - Wto 08 Maj, 2007 17:22
Mnie też ta lawenda kojarzy sie tylko z molami.... ??:
|
|
|