Literatura - Proza i poezja - Ostatnio przeczytane
RaczejRozwazna - Wto 02 Sie, 2011 14:26
Przeczytałam absolutnie fascynującą książkę, która moim zdaniem powinna być lekturą obowiązkową w szkołach a zwłaszcza wśród ludzi zainteresowanych działalnością humanitarną. "Buntownicy bez granic" Marca Vachon. Jest to rodzaj autobiografii niezwykłego chłopaka, który zaczynał jako podrzutek na ulicach Montrealu, pił, ćpal i kradł, aby w pewnym momencie zmienić swe życie poprzez działalność w organizacjach humanitarnych zwłaszcza "lekarze bez granic". Niesamowitą energia i spryt tego człowieka sprawiły ze dokonywal cudów na misjach w różnych zakątkach świata. Nie uwierzyłabym w te historie, gdyby ich prawdziwości nie poświadczył ze wstępie przewodniczący organizacji "lekarze bez granic". W każdym razie nie pamiętam kiedy czytałam tak wciągająca książkę. Polecam gorąco.
Admete - Wto 02 Sie, 2011 15:57
Lubię takie książki, które opierają się na życiu. Zapiszę sobie tytuł.
RaczejRozwazna - Wto 02 Sie, 2011 18:19
Kupiona w Matrasie za 4.99 na wyprzedaży Jeden z lepszych zakupów "w ciemno" jakich kiedykolwiek dokonałam.
Zresztą uwielbiam księgarnie "Matras". Tylko nie mogę w nich za często bywać, bo nawet nie tyle fortunę bym straciła, co nabawiła się problemów z kręgosłupem od nadmiernego dźwigania ksiązek.
Caitriona - Śro 03 Sie, 2011 14:08
A ja przeczytałam kryminał Jo Nesbo, norweskiego współczesnego pisarza. Czerwone gardło. Świetna rzecz. Szybkie tempo, dobrze poprowadzona intryga, bardzo dobrze zbudowane napięcie, gł. bohater, którego można polubić. Na dodatek zagadka ma korznie w wydarzeniach II Wojny Światowej. Bardzo dobra rzecz. Na pewno sięgne po następne częsci z Harry'm Holem.
Admete - Czw 04 Sie, 2011 20:48
Może też sobie przeczytam A na razie dokonczyłam Pasję według Einara i nie mam zastrzeżeń. No może jedno - za szybko mi się skończyło Nie miałam żadnych problemów z wiarą Einara. Szkoda mi go było, bo dał się tak łatwo zmanipulowac. Cherezińska nie jest naiwna, potrafi odmalować różne aspekty wiary - złe i dobre.
Admete - Pią 05 Sie, 2011 09:29
Zaczęłam czytać książkę Seketu Mehty - "Maximum city - Bombaj". Zapowiada się bardzo ciekawa lektura z gatunku non - fiction.
http://www.empik.com/maxi...84886,ksiazka-p
Admete - Pią 05 Sie, 2011 18:26
Tymczasem skończyłam lekturę Buszującego w zbożu. Czytałam z powodów pracowych, bo samam sentymentem do tej książki nie pałam jakoś szczególnie. Nie do końca rozumiem jej fenomen. Obiektywnie jest to dobrze napisana książka, ale subiektywnie nie mam do niej serca. Mam wrażenie, że za późno ją przeczytałąm, bo jakoś nie trafiłam na nią w czasach nastoletnich. Czytałam jako osoba dorosła i chyba dlatego Holden mnie głównie irytował. W powieści najbardziej lubię spotkanie z zakonnicami w restauracji dworca i wszystkie fragmenty z Phoebe. Metafora strażnika w zbożu tez do mnie przemawia, ale reszta nie.
trifle - Pią 05 Sie, 2011 22:32
Czytam właśnie książkę Swietłany Aleksijewicz "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety". Czytanie tego regularnie boli, jest smutno i pięknie jednocześnie. Autorka jest białoruską reporterką, która pisze o radzieckich kobietach biorących udział w II wojnie światowej. Pisze "historie dusz", nie bitew, przywódców, tylko najprostszych jednostek. Na początku jest fragment dziennika książki, tzn zapisków autorki z czasów pisania, np.
Często widzę, jak siedzą i wsłuchują się w siebie. W dźwięki swojej duszy. Porównują je ze słowami. Po wielu latach człowiek rozumie, że życie minęło, a teraz trzeba się z tym pogodzić i przygotować do odejścia. To jest przykre, nikt nie ma ochoty zniknąć tak zwyczajnie. Byle jak. W biegu. I kiedy człowiek ogląda się do tyłu, nabiera chęci, żeby nie tylko opowiedzieć o swoim życiu, ale także rozwikłać jego tajemnicę. Samemu sobie wyjaśnić, jaki był sens tego, co mu się zdarzyło. Obrzuca wszystko trochę pożegnalnym i smutnym spojrzeniem... Prawie z tamtego świata.... Nie majuż co oszukiwać siebie ani innych. Już rozumie, że niczego w sobie nie może zrozumieć bez myśli o śmierci. Jej tajemnica góruje nad wszystkim.
*
Piszę nie o wojnie, ale o człowieku na wojnie. Piszę historię nie wojny, ale uczuć. Jestem historykiem duszy. Z jednej strony badam konkretnego człowieka, żyjącego w konkretnym czasie i uczestniczącego w konkretnych wydarzeniach, a z drugiej strony muszę dostrzec w nim człoweka wiecznego. Drżenie wieczności. To, co tkwi w człowieku zawsze.
Mówią mi: wspomnienia nie są ani historią, ani literaturą. Że to po prostu życie, brudne i nieoczyszczone ręką artysty. Surowy materiał mówiony. W każdym dniu jest go pełno. Wszędzie poniewierają się te cegły. Same cegły to przecież jeszcze nie świątynia! Ale dla mnie wszystko wygląda inaczej... Właśnie tam, w ciepłym ludzkim głosie, w żywym odbiciu przeszłości kryje się pierwotna radość życia i odsłania się jego nieunikniony tragizm. Jego chaos i jego pasja. Jedyność i nieosiągalność. Tam nie są one jeszcze poddane żadnej obróbce. To oryginały.
Buduję świątynie z naszych uczuć... Z naszych pragnień i rozczarowań. Z naszych marzeń.
Ten dziennik ma jakieś 30 stron, potem jest kilkanaście rozdziałów z opowieściami kobiet, bez komentarzy odautorskich, dużo nie przeczytałam, ale porusza mnie to wszystko bardzo mocno. Niesamowita książka.
I nie wiem, czy któraś z Was zna "Szkice piórkiem" Andrzeja Bobkowskiego?
http://andrzej-bobkowski....Szkice-Piorkiem
Wracam o zmroku, jadąc wśród winnic. Winogrona już dojrzewają. Zsiadłem z roweru i zerwałem ciężką kiść czarnych owoców, pokrytych prześlicznym, sinawym puszkiem. Wgryzłem się w nie spragniony - było mi gorąco i usta miałem wyschnięte. Niebo już pociemniało i tylko nad górami, w stronie słońca, było jeszcze popielatobłękitne. Wiał wiatr. Siedziałem na rozgrzanym kamieniu, patrzyłem w niebo głaskany gorącym wiatrem, a po brodzie ciekł mi purpurowy sok zerwanych z krzaka winogron. Znowu nic nie myślałem - jadłem winogrona. Czułem tylko, jak intensywność życia wzmogła się we mnie do ostateczności. Czułem swoją młodość, przeżyłem ją w tych kilku chwilach tak, że krew powinna była mi trysnąć ze wszystkich por i pomieszać się z sokiem winogron. Złapałem życie, na moment, ale wyraźnie. To było wspaniałe.
*
Jest mi tak dobrze. Nieraz, gdy w zawrotnym tempie uwijam się po ulicach na rowerze, gdy świeci słońce, jestem tak szczęśliwy jak jeszcze nigdy w życiu. Odkryłem uśmiech myśli. Nie umiem tego inaczej nazwać. Mam ochotę błaznować sam do siebie, robić głupstwa sam dla siebie; rozsadza mnie jakaś głupia radość i lekkość. Wszystko mi się podoba, wszystko wokoło jest jak muzyka. Chwytane w przelocie nastroje poszczególnych ulic i widoki wiją się wewnątrz mnie jak jakiś roztańczony korowód par, każda w innym stroju. Piję coś wielkimi łykami, czego nie umiem określić. Młodość? Dobrze mi, bo jestem młody i silny; dobrze mi, bo jestem sobą i myślę tak swobodnie, jak nigdy dotąd. I mam Basię. Czego więcej potrzeba?
Nie mam jeszcze tej książki, jeszcze nie przeczytałam, ale już po tych fragmentach jestem w nim zakochana.
arlekin - Pią 05 Sie, 2011 23:18
| Admete napisał/a: | | Tymczasem skończyłam lekturę Buszującego w zbożu. Czytałam z powodów pracowych, bo samam sentymentem do tej książki nie pałam jakoś szczególnie. Nie do końca rozumiem jej fenomen. Obiektywnie jest to dobrze napisana książka, ale subiektywnie nie mam do niej serca. Mam wrażenie, że za późno ją przeczytałąm, bo jakoś nie trafiłam na nią w czasach nastoletnich. Czytałam jako osoba dorosła i chyba dlatego Holden mnie głównie irytował. W powieści najbardziej lubię spotkanie z zakonnicami w restauracji dworca i wszystkie fragmenty z Phoebe. Metafora strażnika w zbożu tez do mnie przemawia, ale reszta nie. |
Admete piszesz dosłownie to co usłyszalam od mojej mamy i siostry, bo ja sie za ta książke jeszcze nie wzięłam. One ja przeczytały, zeby zrozumieć jej fenomen i ten zachwyt Amerykanów - w końcu to ich klasyka. Ale nie zrozumiały czym tu się tak zachwycać. Ksiązka napisana dobrze, ale bez przesady. To nie to co np. Mickiewicz i jego Dziady.
Widać klasyka nie równa sie klasyce.
W końcu chyba sama się za nią wezmę.
Ja czytam ostatnio mniej ambitnie. Skonczyłam właśnie Zaginiony symbol Browna. Dobrze się czyta. Zgrabnie stworzona historia i intryga, akcja wciaga. Wprawdzie nie do konca zgadzam sie tym razem z jego teoriami, ale ogólnie jets ok. Jak podobały wam sie jego poprzednie książki to i ta was nie zawiedzie, a nawet może mile zaskoczy.
Deanariell - Sob 06 Sie, 2011 00:37
A ja jednak postanowiłam odpocząć jeszcze chwilę od sagi Martina i najpierw przeczytać "Hobbita" ponownie po latach.
asiek - Sob 06 Sie, 2011 09:00
| arlekin napisał/a: | Admete piszesz dosłownie to co usłyszalam od mojej mamy i siostry, bo ja sie za ta książke jeszcze nie wzięłam. One ja przeczytały, zeby zrozumieć jej fenomen i ten zachwyt Amerykanów - w końcu to ich klasyka. Ale nie zrozumiały czym tu się tak zachwycać. Ksiązka napisana dobrze, ale bez przesady. To nie to co np. Mickiewicz i jego Dziady.
Widać klasyka nie równa sie klasyce.
W końcu chyba sama się za nią wezmę. |
Hm... Amerykanie mają inaczej /chyba / ... Ostatnio przeczytałam antologię poetek amerykańskich i prawdę mówiąć niewiele mnie w tej lekturze poruszyło. Nie opuszczało mnie uczucie, że mam do czynienia z inną, obcą mi wrażliwością.
Admete - Sob 06 Sie, 2011 09:36
Niestety o bohaterze Buszującego w zbożu mam bardzo złe zdanie. Holden przez większą częśc książki jest po prostu złośliwy i zachowuje się jak rozwydrzony 5-latek, który udaje dorosłego.
Trifle - znam Szkice piórkiem - pamiętam, że gdy przeczytałam je na studiach, to się tak zachwyciłam, że aż zaczęłam mówić o tym na zajęciach z literatury współczesnej. Pamiętam, że prowadzący zajęcia bardzo się ucieszył, widząc moją żywiołową reakcję Dzięki za przypomnienie - pożyczę sobie przy najbliższej wizycie w bibliotece
Fibula - Sob 06 Sie, 2011 10:38
| Deanariell napisał/a: | A ja jednak postanowiłam odpocząć jeszcze chwilę od sagi Martina i najpierw przeczytać "Hobbita" ponownie po latach. |
Martin za mną, a powtórka Hobbita dopiero bliżej premiery filmu (będę czytać z dzieciakami). Teraz zabiorę się za najnowszego McCalla Smitha, czyli Miłość buja nad Szkocją.
Admete - Sob 06 Sie, 2011 10:50
Ze względów pracowych musze znowu przeczytac Faraona, a tak mi się nie chce. Wolałabym kontynuować lekturę Maximum city.
Agn - Sob 06 Sie, 2011 11:42
Współczuję nauczycielom, muszą co jakiś czas wracać do książek, na które nie mają ochoty. Ja wprawdzie b. lubiłam książki Prusa, Reymonta, Sienkiewicza (a może by tak wspólnie trylogię przeczytać???), ale wiem, że z musu się nijak nie da.
Odnośnie Buszującego w zbożu - też ją chyba za późno przeczytałam, bo dzikiego zachwytu nie było, aczkolwiek pamiętam, że mi się podobała. Dobra książka i tyle.
Niestety muszę przyznać jej palmę pierwszeństwa nad Dziadami Mickiewicza, bo wieszcza nie cierpię.
Anonymous - Sob 06 Sie, 2011 11:58
| Cytat: | Niestety muszę przyznać jej palmę pierwszeństwa nad Dziadami Mickiewicza, bo wieszcza nie cierpię.
|
Elfiku kocham Cię :*
Ja nie ogarniam tego całego zachwytu nadz Dziadami. Ale ja naprawdę nie lubię Mickiewicza. Lubię jedynie "Redutę Ordona" i poza tym Wieszcz mógłby dla mnie nie istnieć.
Ja sobie przeczytałam ostatnio "Cudowne życie Staśka i innych aniołow" smutne, ale ładne, realistyczne, ale bajkowe.
Teraz czytam "Pisarz który nienawidził kobiet", Mami była zachwycona, ja się zaraz wynosze na ogród z podatkami i tym
Deanariell - Sob 06 Sie, 2011 12:08
| lady_kasiek napisał/a: | | Ja nie ogarniam tego całego zachwytu nadz Dziadami. |
A mnie się spodobały w LO - głównie cz. II i IV. Z cz. III to jedynie Wielka Improwizacja jest niesamowita. Zwłaszcza ten fragment:
"Czym jest me czucie?
Ach, iskrą tylko!
Czym jest me życie?
Ach, jedną chwilką!
Lecz te, co jutro rykną, czym są dzisiaj gromy?
Iskrą tylko.
Czym jest wieków ciąg cały, mnie z dziejów wiadomy?
Jedną chwilką.
Z czego wychodzi cały człowiek, mały światek?
Z iskry tylko.
Czym jest śmierć, co rozprószy myśli mych dostatek?
Jedną chwilką.
Czym był On, póki światy trzymał w swoim łonie?
Iskrą tylko.
Czym będzie wieczność świata, gdy On go pochłonie?
Jedną chwilką."
Anonymous - Sob 06 Sie, 2011 12:11
Jestem zakutym łbem, nie ogarniam co do zasady poezji. Tak jeszcze ta romantyczna obleci, bo tam wiadomo, że chodzi o bół istnienia i o miłość a w Polsce o dodatkowo o ojczyznę i tęsknotę. Ale już od Młodej Polski, gdzie trzeba się domyślać wszystkiego i mieć jakiś dekoder, bo pisali to na Enigmie chyba, to naprawdę nie ogarniam.
Wprawdzie mam zamiar zainwestować w wiersze Miłosza, żeby spróbowaći ostatecznie przekonac się lub nie.... ale pożyjemy zobaczymy.
Jestem troglodytą.
Deanariell - Sob 06 Sie, 2011 12:16
| lady_kasiek napisał/a: | | nie ogarniam co do zasady poezji |
Tym bym się akurat za bardzo nie przejmowała - osobiście zawsze lubiłam poezję, ale i tak nie ogarniam twórczości niektórych poetów, a już współczesnych w stopniu minimalnym. Poza tym do śmierci będę twierdzić, że poezja jest trudniejsza od prozy - chociaż niektórym się wydaje, że dobry wiersz łatwiej napisać niż powieść. Złudzenie.
Agn - Sob 06 Sie, 2011 13:01
No, nie, są jakieś granice. Ja np. nigdy tak nie twierdziłam, dobry wiersz napisać wg mnie to wyższa szkoła jazdy... a jeszcze większa pojąć, co poecie łaziło po łbie, kiedy to z siebie wypruwał. Jestem odporna na poezję, ZWŁASZCZA romantyczną. No, ok, Giaur mi się całkiem podobał. I Król Olszyn Goethego (Goethego?). Ale to dlatego, że tam nie trzeba było, jak to Kasiek ładnie ujęła, dekodera, wiersz jest jasny, o co w nim biega. Znaczy się mniej więcej, bo już detalistycznie się w to zagłębiać, to nie moja bajka. Natomiast ogól jakoś tam pojęłam. Dzieciak ma gorączkę i zwidy AAAALBO faktycznie widzi coś, czego dorosły już nie zobaczy, bo inaczej patrzy na świat i taka ładna tajemnica - dzieciak umarł od gorączki czy go Król Olszyn zadusił? Diabli wiedzą. To akurat było fajne. Ale cała reszta... Łomatkoboskoczęstochosko! Nie poniemaju... i nie zamierzaju w zasadzie.
Anonymous - Sob 06 Sie, 2011 13:07
Dlatego romantyzm to ostatni okres który ogarniam poetycko. Reszta to jakaś magia.
O Króla Olch lubiłam.
Admete - Sob 06 Sie, 2011 15:57
Ja tam lubię Mickiewicza, jego dramaty romantyczne i poezję. Ogólnie nie mam problemu z poezją. Nawet sama kiedys pisywałam jakąś pseudopoezję . Faktem jest, że zrozumiałam wiersze dopiero w czasie studiów. Jak wiadomo "niektórzy lubią poezję". Miłosza uwielbiam.
praedzio - Sob 06 Sie, 2011 16:57
Młodopolską poezję może niekoniecznie, ale tę z międzywojnia b. lubiłam. Dziady się nie podobały? Króla-Ducha byśta popróbowały....
Agn - Sob 06 Sie, 2011 17:05
Że czego popróbowały?
Ech, właśnie mi się coś przypomniało. Niejaki Marek Grechuta (pewnie w życiu nie słyszałyście, ale i tak o nim wspomnę ) śpiewał kiedyś Niepewność. A przecież to wiersz Mickiewicza. I, kurczę, w takim wykonaniu ja bardzo chętnie. Być może gdyby Grechuta Dziady mi odśpiewał, to bym piała z zachwytu.
http://www.youtube.com/wa...feature=related
praedzio - Sob 06 Sie, 2011 17:11
| Agn napisał/a: | | Że czego popróbowały? | Króla-Ducha Juliusza Słowackiego. To taki baaaardzo obszerny poemat historiozoficzny. Nie wiem, czy nawet teraz - po latach - bym rozgryzła, o co tam do pierona chodziło...
|
|
|