To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fantastyka - Zmierzch, Nów i inne fazy ;)

Agn - Czw 16 Wrz, 2010 21:40

Och, nie! Czy jeśli choroba się rozwinie, to zamienię się w gigantycznego sierściucha???
Anonymous - Czw 16 Wrz, 2010 21:43

A to źle??
Brykalibyście sobie po laskach i łączkach jak dwa aniołki na niebieskim niebie :serduszkate:

Yvain - Czw 16 Wrz, 2010 21:45

Futro to nie problem, nawet niezły pomysł na zimę, tylko te rozmiary, no i muskulatura tu bym widziała problem :mrgreen:
Agn - Czw 16 Wrz, 2010 21:49

Leah dawała radę, ja także bym dała.

Kaśku... gigantyczne wilki... brykające jako te dwa aniołki...
Hehhehehehee, Jacob to mój alfa. :mrgreen:

Anonymous - Czw 16 Wrz, 2010 21:50

Agn napisał/a:
Jacob to mój alfa.

Alfa i Omega, widzisz jak się wszystko układa :mrgreen:

Agn - Pią 17 Wrz, 2010 21:58

A Omega to że niby kto? *skołowana*
Anonymous - Sob 18 Wrz, 2010 12:32

Jak to kim jest Omega? No Ty. Dobrze, ze nie Omega3 :P


To co od dziś można się pastwić nad kolejną dwójką rozdziałów?

Agn - Sob 18 Wrz, 2010 17:51

Co masz do omegi 3? Mam to w jadłospisie...

Doszłam do wniosku, że to dobrze, że nie jestem zmiennokształtnym a'la Meyer - dziś w pracy na pewno bym się przemieniła w gigantycznego wilka i odgryzłabym komuś łeb. W samym środku księgarni. Ale rozlew krwi byłby niezły...

Mogę? Mogę? Mogę? Więc Bella, jak wiadomo, zaczyna się bardzo interesować Edwardem. Trudno się w sumie dziewczynie dziwić - facet jest przystojny, najpierw jej nienawidzi, potem kurtuazyjnie się wita, wreszcie ratuje jej życie. Zgłupieć tylko można. Swoją szosą to dość źle wychowana panna - ja rozumiem, że ma mózg nabity superherosami i E. zadziwił ją swoimi możliwościami (aczkolwiek adrenaline rush potrafi naprawdę wiele zdziałać i mnie NAPRAWDĘ szalenie dziwi, że mózg Belli nie zrobił naturalnego odruchu - usilnego RACJONALNEGO wyjaśnienia tego, co się stało; każdy normalny człowiek stara się zmieścić wszystko w granicach świata, który zna, inaczej by pewnie sfiksował), jednakowoż wypadałoby przede wszystkim podziękować za uratowanie życia, a nie namolnie wciskać się komuś w sprawy, o których ewidentnie nie chce gadać. Tym bardziej że wiemy (kocham to szaleństwo spoilerowe!) chyba z tysiąc razy podkreślała, za co lubi Angelę - dziewczyna nie zadaje pytań, które mogą być dla Belli niewygodne. Miło by było, gdyby, wymagając tego od innych, zachowywała się podobnie. Czyjaś prywatność powinna zostać uszanowana. No ale mniejsza - mnie to wymuszone przez Edwarda "Dziękuję" najbardziej zdżaźniło...
I jeszcze rozmowa z Charlie'm - You told mom! Noż kurde, a czego się, ciapciaku, spodziewałaś?! Miałaś cholerny wypadek, prawie cię zmiażdżyło! Rodzice wolą wiedzieć o takich sprawach. Nawet jeśli są tacy jak Renee.
Ale co tam Edward - Bella, jak to rasowa Maria Zuzanna, jest obskakiwana przez trzech facetów (a wiemy, że i czwarty dojdzie, a z jakiegoś wczesnego wywiadu z Meyer wiem też, że i nauczyciel biologii się w niej podkochiwał - no proszę ja was...). Ani Mike, ani Tyler (no, ten to jest faktycznie namolny), ani Eric nie mają szans, by zwrócić na siebie uwagę głównej bohaterki (przecież jeden to chess-club boy, drugi to golden retriever, a trzeci to taki na doczepkę, żeby mieć świętą trójcę do odrzucenia). Kolejka, by wcisnąć się z nią na bal. Desperacja... albo powiew nowości i świeżości. Współczuję chłopakom, ze ów powiew świeżości to Bella Swan. Choć dziwi mnie, że do panów tak wolno wszystko dociera - co ta nadzieja potrafi z chłopem wyczyniać...

Eeva - Sob 18 Wrz, 2010 18:05

Bez kitu, nigdy nie mogłam zrozumieć czemu tylu kolesi obskakuje Belkę!!!
Agn - Sob 18 Wrz, 2010 18:08

Z drugiej strony mając do wyboru Jessikę Stanley albo Bellę... Jess już znają, Belli jeszcze nie. Pewnie robi za egzotykę. Ale za rok już ciężko ją będzie uznawać za nowość, a jednak... a przecież Mike niby wie, że Bella powie "nie", ale się nie poddaje. Choć z drugiej strony to ciut urocze - facet się nie poddaje. Ma fatalny gust do dziewuch (jak nie Bella, to Jessica :roll: ), ale się stara. Jest miły. Z Cullenem jednak konkurować się nie da. Nawet jeśli znika z horyzontu. No ale wtedy... pewien Indianin...
Się rozmarzam... *kretyński uśmiech numer jeden mode on*

Eeva - Sob 18 Wrz, 2010 18:16

No niby masz rację jest nowością... no i w pewnym sensie może budzić uczucia opiekuńcze, no ale litości, jest jakas dziwna, nie potrafi nawiązać żadnej konkretnej relacji z rowiesnikami, jest mega oderwana od rzeczywistosci. No i generalnie dziwnie reaguje na newsa "jestem wampirem / jestem wilkołakiem" - każda normalna dziewczyna odpowedziała by "taaaa, a ja jestem wrózka" (chociaż pewnie jakby była 5 tom, to by sie okazało ze jest wrózka.
No i już to ze Edzio nie potrawi słyszec jej mysli sugeruje ze cos z nia jest nie tak!!!

Anonymous - Sob 18 Wrz, 2010 18:22

Rozdział czwarty - wrażenia bieżące bo czytam i komentuję! a co!


przede wszystkim brawo dla Belli za samokrytycyzm i samoświadomość, zdaje sobię sprawę, że mądra nad podziw nie jest, a jej zainteresowanie Edwardem też raczej bliższe jest jakimś zaburzeniom. Jednocześnie, ona ma skłonność do dramatyzowania i wyolbrzymiania wszystkiego. Co to znaczy, że Edward jest od niej lepszy w każdym względzie. Na Boga ledwo parę razy go widziała a już zakłada, że jedt Alfą i nomen omen Omegą. Ja wiem, ze zakochana dziewczyna najczęściej zachowuje się jak idiotka, ale ocząśnijmy się, nawet ja nie byłam nigdy aż tak oderwana od rzeczywistości, żeby nie dostrzec, chociaż jednej jasnej swojej strony. Punkt drugi, Edward jest cudowny, ale kłamie. bo powiedział, że nie nosi kontaktów, a przecież nosi. Tak na mój chłopski rozum, jak można aż tak podziwiać faceta wierząc tak niezbicie wierząc, ze jest kłamcą. Na miejscu Belli wymyśliłabym coś, nie wiem jakąś chorobę, nadbiar melaniny, czy jakieś coś innego, żeby czymś wytłumaczyć jego kłamstwo. Albo uważam go za boga, albo widzę rysy...

Później następuje lekka irytacja na Bellę bo jej wiecznie coś nie pasuje, a znowu jeszcze później jest mi jej zal, skoro rozczulenie wzbudza u niej gest ojca, który założył jej łańcuchy, oraz fakt, ze oto ktoś się o nią troszczy to musiała mieć nieciekawe życie i żal mi jej.

no i dochodzimy do zdarzenia pod szkołą, Bella ma swoją wersję wydarzeń, Edward swoją. No i własnie tak jak Agn zauważyła, czy normalnie nie szukamy racjonalnego wyjaśnienia? Nie wiem, najprawdopodobniej będąc w dokładnie takiej sytuacji jak Belle, stwierdziłabym, ze stres, adrenalina, cos źle widziałam, tak Edziu masz rację stałeś tuż obok. Ok. Koniec pieśni. Zwłaszcza, że on sam sie wypiera prawda. Ale Bella jest cwana. I nie dała się omotać gadce Edwarda. Oj nie... nie wciśnie on jej kitu. Ona wie swoje i już! :mrgreen: .
No i później jest rozmowa Bella - Edward, czytam ją kolejny raz i staram się napisać coś konstruktywnego. Bo śmoać mi się chce... Taka naiwna jest ta rozmowa, rodem z seriali brazylijskich. "No wytłumacz mi". Doświadczenie uczy, że w taki sposób się nic nie wyciągnie od delikwenta bo on się tylko zapiera. Zresztą no czego Bella oczekiwała, że co Edzio jej powie? Macie jakiś pomysł? Bo ja żadnego? Żadnego w który mgłaby uwierzyć bardziej, niz w wersję już podaną.
No i dlaczego Rene chce, zeby Bella wracała z Forks? Przecież to był wypadek, mógł zdarzyć się wszędzie. Mało tego nic się nie stało. Bella też już histeryzuje, że każdy normalny wiałby. Why? Bo ma dziwnych, tajemniczych znajomych? Znajdźcie mi miejsce gdzie wszyscy są normalni.
No i mój ulubiony fragment, pobudzający wyobraźnie dopisek o śnie z Edziem.... Oj jak mi wyobraxnia pracuje :wink:

Yvain - Sob 18 Wrz, 2010 18:33

Agn napisał/a:
Ale co tam Edward - Bella, jak to rasowa Maria Zuzanna, jest obskakiwana przez trzech facetów (a wiemy, że i czwarty dojdzie, a z jakiegoś wczesnego wywiadu z Meyer wiem też, że i nauczyciel biologii się w niej podkochiwał - no proszę ja was...). Ani Mike, ani Tyler (no, ten to jest faktycznie namolny), ani Eric nie mają szans, by zwrócić na siebie uwagę głównej bohaterki (przecież jeden to chess-club boy, drugi to golden retriever, a trzeci to taki na doczepkę, żeby mieć świętą trójcę do odrzucenia).

Niektórych facetów często kręcą takie kompletne acz ładne sieroty, wtedy mają mnóstwo instynktów opiekuńczych, zachowań rycerskich, mogą się wykazać :mrgreen:

Anonymous - Sob 18 Wrz, 2010 18:42

Yvain napisał/a:
Niektórych facetów często kręcą takie kompletne acz ładne sieroty, wtedy mają mnóstwo instynktów opiekuńczych, zachowań rycerskich, mogą się wykazać

Nawet nie muszą być ładne. po prostu męzczyzna ma w sobie coś takiego, że naprawdę fenomen, sarnie oczy, płaczliwy głos, oraz niewiasta będąca kompletną ofermą wzbudza instynkta opiekuńcze...

Agn - Sob 18 Wrz, 2010 19:33

Odnośnie Renee i jej chęci, by Bella wróciła - odezwał się w niej raz jeden instynkt macierzyński. Miałaby Bellę pod okiem i, co jest naturalne, wydaje jej się, że pod jej opieką nic takiego by się nie wydarzyło. Oczywiście to bzdura, ale naturalną reakcją rodzica jest mieć swe dziecię pod bokiem, gdy grozi mu jakieś niebezpieczeństwo. Tak więc tu się nie czepiam. Natomiast czepiam się, co by dał powrót Belli do domu, skoro Renee w nim nie ma - tego nie czaję. Ale Renee ogólnie nie grzeszy logiką, choć tu już spaprała autorka, bo tego nie przemyślała. Gdzieś tam dalej (być może, że w którymś kolejnym tomie dopiero) Bella będzie czytała @ od swojej matki, z którego wynika, że Renee zapisała się na kurs spadochroniarski i ZAPOMNIAŁA, że ma lęk wysokości, a przypomniało jej się dopiero w samolocie, jak już miała skakać. Pardon, ale to jest tak kretyńskie, że aż łeb mnie rozbolał, gdy na to się nadziałam. Jak raz mam lęk wysokości (jak również paranoiczną arachnofobię). Lubię chodzić po górach, ale dobrze wiem, że będę chodziła po ścieżkach i nie zbliżę się do krawędzi, nie spojrzę w dół, nie podejdę tam, gdzie choćbym musiała skakać z zawiązanymi oczyma, by w końcu z wysiłkiem zlecieć i skręcić sobie kark - nie podejdę i już. Ludzie z fobią mają wysoko rozwinięte skojarzenia ze swoim strachem i instynktownie będą unikać sytuacji, w których grozi im napad lęku. Ja dobrze wiem, że odwiedzając koleżankę, która mieszka np. na dziesiątym piętrze w bloku, nie wyjdę u niej na balkon (choć Bogiem a prawdą drugie piętro wystarczy, bym nie chciała podejść do balkonu). I nie przypomnę sobie o tym dopiero, gdy wiatr rozwieje mi włosy. Tak samo jak nie zapiszę się na kurs spadochroniarski, nie skoczę na bungee, nie zacznę też jeździć na nartach w Himalajach i nie grozi mi napad zainteresowania alpinizmem.
Zapewniam, że nie istnieje tak wielkie roztrzepanie, dzięki któremu zapominamy o tak dojmującym uczuciu, jak lęk.
lady_kasiek napisał/a:
Zresztą no czego Bella oczekiwała, że co Edzio jej powie? Macie jakiś pomysł? Bo ja żadnego? Żadnego w który mgłaby uwierzyć bardziej, niz w wersję już podaną.

A wiesz, że to jest dobra myśl? Bo wyobraź sobie taką sytuację:
BELLA: Mógłbyś mi w swej łaskawości wyjaśnić, jak zatrzymałeś tego vana?
EDWARD: Jasne. Więc wpadłem między samochód a ciebie, wyciągnąłem rękę, zatrzymałem pojazd własną dłonią i zasłoniłem cię swym ciałem, żebyś nie została zmiażdżona.
BELLA: Eee... że jak?
Miałaby na tacy podaną kompletną bzdurę, być może właśnie wtedy by w nią nie uwierzyła. A tak ma tajemnicę za tajemnicą i się nią nakręca jak sprężynka, aż w końcu zrobi hop!

spin_girl - Nie 19 Wrz, 2010 08:25

Agn napisał/a:
mnie NAPRAWDĘ szalenie dziwi, że mózg Belli nie zrobił naturalnego odruchu - usilnego RACJONALNEGO wyjaśnienia tego, co się stało;

zgodziłabym się z Tobą gdyby Edward wyłacznie dobiegł do niej i odepchnął ją w ostatniej chwili, ale przecież ten wypadek składał się z trzech części:
-dobiegł
- odepchnął vana (zostawiając w karoserii piękny odcisk dłoni)
- podniósł vana, żeby zabrać spod niego nogi Belli.

Przypływem adrenaliny można dużo wytłumaczyć, ale bez przesady. Bella to wszystko widziała z bliska. Ja też bym zadawała pytania.

Agn napisał/a:
jednakowoż wypadałoby przede wszystkim podziękować za uratowanie życia, a nie namolnie wciskać się komuś w sprawy, o których ewidentnie nie chce gadać.

jest to jeden z najbardziej obrzydliwych momentów Belli dla mnie. Jak można nie zatrzymać się na chwilę, żeby podziękować z głębi serca za uratowanie życia? Jak można zamiast tego wymuszać na kimś wyznania? A jej reakcja wobec ojca w szpitalu? Nawet przez moment nie ucieszyła się, że ojciec i koledzy ze szkoły martwią się jej zdrowiem. Nawet przez chwilę nie pomyślała o strachu ojca. Przypomina mi się od razu odkrycie Edwarda z pierwszych rozdziałów Midnight Sun "Bella was selfless". No w którym miejscu, ja się pytam?! Bella jest, IMHO, totalną egoistką, osobą tak skupioną na analizowaniu własnych uczuć (a później także Edwarda, bo nawet Jacoba, to już w kratkę), że nie pozostawia miejsca na uczucia innych i nigdy, nigdy, nie próbuje się nagiąć, żeby zrobić przyjemność innym (oprócz przeprowadzki do Forks, ale to było potrzebne, żeby poznała Edwarda). Jeśli Bella czegoś chce, albo nie chce, świat się może zawalić, ale ona pozostanie nieugięta, a przymuszona, będzie w takiej sytuacji obrzydliwie skwaszona i nieprzyjemna, nie ważne ile osób przy tym zrani. Tutaj mamy pierwszy przykład: Bella MUSI wiedzieć, jak Edward dokonał swego epokowego czynu, więc będzie go atakować i płakać ze złości, zamiast mu dziękować na kolanach, że w ogóle się fatygował.
Yvain napisał/a:
Niektórych facetów często kręcą takie kompletne acz ładne sieroty, wtedy mają mnóstwo instynktów opiekuńczych, zachowań rycerskich, mogą się wykazać

moja mama też uważa, że to ma zastosowanie do Belli i ja się w tym przypadku zgadzam. Innego wyjścia nie widzę.
Agn napisał/a:
Zapewniam, że nie istnieje tak wielkie roztrzepanie, dzięki któremu zapominamy o tak dojmującym uczuciu, jak lęk.

Meyer to chyba te wstawki o rodzicach Belli pisała po pijaku i dlatego takie nielogiczne są. Mnie też ten fragment ze spadochronem przyprawił o :roll:

Agn - Nie 19 Wrz, 2010 17:58

Powiem tak - moja mama w dzieciństwie została w domu z babcią sama. W stodole wybuchł gwałtowny pożar. Moja mama miała wtedy jakieś 7 lat. Obie z babcią totalnie przerażone ratowały z tego pożaru worki, nie pamiętam, co było w środku, mama mi to dawno opowiadała. I żeby nie było - mama wynosiła te worki na własnych plecach. W normalnych, spokojnych warunkach 7-letnia, wątła dziewczynka nie była w stanie tego nawet przesunąć, a co dopiero podnieść i wynieść, a potem wrócić po następny i zrobić dokładnie to samo.
Tak więc ja nie tyle wierzę, co po prostu WIEM, że adrenalina działa cuda.
Natomiast nawet jeśli, to naturalnym odruchem człowieka jest wciśnięcie wszystkiego, czego jest świadkiem, w ramy normy, którą zna. Dlatego np. w szpitalach przy cudownych ozdrowieniach lub gwałtownych spadkach formy pacjenta, rodzina pyta "Panie doktorze, jak to jest w ogóle możliwe?!" i oczekuje LOGICZNEJ, zrozumiałej dla siebie odpowiedzi. Na pewno nie łyknie jak durny pelikanik czegoś w stylu: "No dobra, jestem Supermanem, nie takie numery w przedszkolu się robiło!" albo "Wiedzą państwo, deus ex machina, nie?"
Rzecz w tym, że NIKT nie kombinuje z superherosami czy diabli wiedzą czym, zwłaszcza, że przy stanie dzisiejszej wiedzy rozwiązanie pcha się samo pod nos - adrenalina. Właśnie fajniej by wypadło, gdyby Bella usiłowała to wszystko wpakować w racjonalne ramy, ale potem powolutku okazywało się, że jednak nie, że to nie tyle adrenalina, tylko... bla bla bla.

PS Tak przy okazji - dla równowagi czytam sobie "Zmierzch i historię". Lubię takie rzeczy. :)

Trzykrotka - Nie 19 Wrz, 2010 21:13

Kurcze, dziewczyny - gratuluję i zazdroszczę. Żeby w wątku wspólnego czytania N&S powstawały takie wyczerpujące i sążniste analizy, jak w Zmierzchowym, byłabym w siódmym niebie :cry2: Pięknie :oklaski:
Agn - Nie 19 Wrz, 2010 21:36

Jeśli będą tam przeciwne Teamy (Team Rysiek i Team... eeee...? Mr Bell?) to takie powstaną. :mrgreen:

PS Zakończyłam "Mężczyznę od kuchni"!!! :excited: Ostatni odcinek można przeczytać np. tutaj: http://chomikuj.pl/thingr...zyzna_od_kuchni

Eeva - Nie 19 Wrz, 2010 21:53

ej jak dla mnie Mr. Bell rządzi, wiec mogłabym być w jego teamie :D
Yvain - Nie 19 Wrz, 2010 23:28

MOK super odcinek szkoda, że ostatni :mrgreen: Charlie nieporadnie uroczy, zabawne momenty, czyta się świetnie.
spin_girl - Pon 20 Wrz, 2010 09:46

Agn napisał/a:
Tak więc ja nie tyle wierzę, co po prostu WIEM, że adrenalina działa cuda.

no ale podnoszenie vana jedną ręką? :mysle: A poza tym, gdyby Bella nie wysnuła wniosku, że Edward jest superbohaterem, to nie zaczęłaby googlować wampirów i nie mielibyśmy Zmierzchu. Myślę, że należy pani Meyer zostawić trochę swobody w budowaniu wątków, ostatecznie "licencia poetica". A poza tym każdy człowiek jednak reaguje inaczej na takie rzeczy, Bella żyła bardziej w świecie powieści, które czytała, niż w rzeczywiśtości, może to wpłynęło na jej wyobraźnię w taki sposób, że szybciej jej przyszedł do głowy Spiderman niż przypływ adrenaliny. Ostatecznie dzisiejsza młodzież wychowana jest na adaptacjach komiksów czy serialach takich jak Heroes. Widzieliśmy ten scenariusz nie raz - Peter Parker z nieśmiałego licealisty zmienia się w Spidermana, Clark Kent z nieporadnego dziennikarza zmienia się w Supermana, Bruce Wayne z playboya w Batmana itp, itd.
A poza tym należy zwrócić uwagę na fakt, iż Bella od początku zwraca uwagę na inność Cullenów - od razu czuje, że nie są oni zwykłymi ludźmi, że jest w nich coś dziwnego, może nawet "nieziemskiego". Czy nie można więc wysnuć wniosku, że Bella podświadomie czekała na jakiś dowód tej "inności" i kiedy Edward zaczął żonglować samochodami jej mózg zaczął szukać wyjaśnienia tego, co od początku podpowiadała jej intuicja i w dodatku zaczął szukać we właściwej przegródce (superbohaterom bliżej jednak do wampirów niż przypływowi adrenaliny).

Anonymous - Pon 20 Wrz, 2010 10:31

spin_girl napisał/a:
". Czy nie można więc wysnuć wniosku, że Bella podświadomie czekała na jakiś dowód tej "inności" i kiedy Edward zaczął żonglować samochodami jej mózg zaczął szukać wyjaśnienia tego, co od początku podpowiadała jej intuicja i w dodatku zaczął szukać we właściwej przegródce (superbohaterom bliżej jednak do wampirów niż przypływowi adrenaliny).

Dowód inności? Racjonalna osoba chciałaby jakiegoś normalnego wyjaśnienia, tym bardziej, że Bella była raczej wychowana na książkach typu Austen niż na komiksach.

Yvain - Pon 20 Wrz, 2010 10:46

Z tym kopem z adrenaliny to może być różnie, chociaż ciekawe co by było jakby trafiło na Pudziana :mrgreen: Najbardziej mnie jednak przekonało stwierdzenie Spin, o wychowaniu na komiksach (nawet jeśli ona się nimi nie zaczytywała to jej rówieśnicy na pewno, więc sam temat musiał być jej znany) i o inności Cullenów.
Faktycznie o ile wszyscy w szkole mogli być już przyzwyczajeni do ich wyglądu i zachowania, o tyle spojrzenie Belli jako nowej było całkiem świeże. I dlatego jak następuje szybka kolejność zdarzeń, pierwsze widzi ich jako dziwnych, innych po drugie wypadek, zaczyna kombinować z superbohaterem, po trzecie Bella jest tak oderwana od rzeczywistości, że mogła jeszcze gorzej wymyślić :mrgreen:

spin_girl - Pon 20 Wrz, 2010 11:15

lady_kasiek napisał/a:
Racjonalna osoba chciałaby jakiegoś normalnego wyjaśnienia

a od kiedy to Bella jest racjonalna? :mrgreen:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group