To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - tom II

Gunia - Czw 08 Lut, 2007 09:50

Podnosisz mnie na duchu Maryann, co pozwala mi podejrzewać, że wobec mej łatwo ulegającej wpływom natury, fakt że po tym tekście wpisałam w Allegro "historia Anglii" i obejrzałam uważnie dostępne pozycje, nie zakończy się żadnym zakupem. :D
Alison - Czw 08 Lut, 2007 09:56

No tak, na chwilkę wyszłam z psem, a tu już pół strony postów :wink:
Pędzę do pracy, chciałam tylko pocieszyć Gunię, że sama strasznie mordowałam to tłumaczenie, nie mając namiętności do tekstu i mając sporą awersję do polityki, jak już wspominałam, nie daję na to tłumaczenie ani 24 godzinnej gwarancji, ani nawet rękojmii, więc żadne reklamacje nie bedą rozpatrywane. Proszę się zatem głęboko zastanowić przed przeczytaniem towaru :wink:

Gunia - Czw 08 Lut, 2007 09:59

No to ja już na dobre pożegnałam się z syndromem Mary Bennet i narazie daruję sobie kształcącą lekturę. :D
Maryann - Czw 08 Lut, 2007 10:00

Gunia napisał/a:
fakt że po tym tekście wpisałam w Allegro "historia Anglii" i obejrzałam uważnie dostępne pozycje, nie zakończy się żadnym zakupem. :D

No, wiesz... "doskonalenie umysłu jak najczęstszą lekturą" jest, zdaniem niektórych kawalerów, rzeczą bardzo pożądaną u młodej panny. :wink:
A Anglia ma naprawdę bardzo ciekawą historię. Najlepiej "podaną" przez Normana Daviesa. :grin:

Gunia - Czw 08 Lut, 2007 10:06

Zdaję sobie z tego sprawę i chętnie dokształcę się co do ogólnej historii Anglii, bo jest naprawdę wciągająca, ale raz na zawsze i bez większych wyrzutów sumienia porzucę wnikanie w żywoty poszczególnych Wigów i Torysów. Co nie zmienia faktu, że jeśli nadarzy mi się okazja, skorzystam z Twojej rekomendacji Daviesa. :D
Anonymous - Czw 08 Lut, 2007 10:44

a ja Daviesa nie lubie, tzn. tej historii Anglii. Jak dla mnie jest niejasna, co wynika głównie z układu ksiązki który mi wybitnie nie leży.
Maryann - Czw 08 Lut, 2007 11:42

Ja go lubię chyba głównie za przystępny język i za "nieanglocentryczny" punkt widzenia, co dotyczy z resztą nie tylko "Wysp", ale wszystkich innych jego książek.
Ulka - Czw 08 Lut, 2007 13:56

Historia historią, a literatura literaturą... :smile: Chociaż to od literatury zaczęły się niegdyś moje historyczno podobne zainteresowania :mrgreen: Ale za polityką jednak nie przepadam i ten odcinek jest dla mnie niezrozumiały, kto, co, jak, dlaczego i wcale nie chcę go teraz rozumieć :wink: Jane pisała głównie z punktu kobiety i to nie takiej arystokratycznej, a przy kobietach o pewnych rzeczach raczej się nie rozmawiało. I za ten brak "ciężkich" tematów ją bardzo lubię :grin:
Jak to móiła Katarzyna? "Ale historią, prawdziwą historią nie jestem w stanie się zainteresować. Te kłótnie królów, książąt, papież i tak mało kobiet." :mrgreen:

Mag - Czw 08 Lut, 2007 18:34

Gunia napisał/a:
Mi też bardzo pasuje, co nie zmienia faktu, że wolę już czytać o węzłach u krawatów, bo w obliczu takich politycznych smaczków pozostaje mi tylko przeczytać szybciutko i powstydzić się swojej głupoty, bo prawie nic z tego tekstu nie rozumiem. :oops:


Gumisiu pociesz się, że ja też nie wiem do czego zmierzają rozmowy o Jerycho :? ??:

Gunia - Czw 08 Lut, 2007 18:42

No to raźniej mi w mej niewiedzy. :D
Aragonte - Czw 08 Lut, 2007 20:27

AineNiRigani napisał/a:
a mnie sie takie coś bardzo podoba. Brakowało mi tego troche u jane. No nie wierze, zeby arystokracja i ludzie wykształceni nie dyskutowali o polityce :D

Mnie się to też podoba, chociaż wcale nie twierdzę, że orientuję się w politycznych subtelnościach :grin:
U Jane tego się nie spodziewałam, w końcu w obecności dam raczej się nie poruszało takich tematów :smile:

Anonymous - Czw 08 Lut, 2007 20:43

Czy Jane była Torystką?
Maryann - Czw 08 Lut, 2007 21:12

Trudno powiedzieć. Nie było przyjęte, żeby kobiety ujawniały się z politycznymi sympatiami, a nawet żeby w ogóle takowe posiadały (no, może poza damami z wielkiego świata).
JA miała w wielu kwestiach poglądy raczej liberalne, a Torysi to konserwatyści, wyraziciele interesów ziemiaństwa, dworu, kościoła. W jej książkach widać szacunek dla ludzi, którzy dorobili się własną pracą, a z nikogo nie drwi tak jadowicie, jak z "wysoko urodzonych".
Z drugiej strony choćby w "Mansfield Park" widać jej przywiązanie do tzw. tradycyjnych wartości. Ale czy to się kłóci ?

Gunia - Czw 08 Lut, 2007 21:14

No i pozostaje jeszcze możliwość, że mimo silnej osobowości, Jane uległa ideałowi partnera, wtłaczanemu jej do głowy. :D
Anonymous - Czw 08 Lut, 2007 21:49

Dzisiaj przeczytałam 9ale nie wiem na ile temu wierzyć), że cała jej rodzina była gorliwymi torystami, czego dowodem miało być uczestnictwo brata Jane w bitwie pod Trafalgarem i zdecydowanemu wspieraniu monarchii...
ale jak wspominałam - źródło wydaje mi sie niepewne...

Maryann - Czw 08 Lut, 2007 21:54

A jakie ono ? :wink:
Anonymous - Czw 08 Lut, 2007 21:58

aj, dopóki nie bede wiedzieć czy źródło, czy opracowanie, nie napisze. Co się będę błaźnić. :mrgreen:
Książka bardzo fajna, ale na ile w niej prawdy - hmmm. Nie wiem.

Maryann - Czw 08 Lut, 2007 22:01

No to ja spróbuję poszperać w swoich źródłach, bo przyznam, że mnie ta kwestia zainteresowała. :wink:
Anonymous - Czw 08 Lut, 2007 22:10

a ja właśnie źródeł biograficznych nie mam, stąd się pytam osób lepiej zorientowanych :D
Alison - Pią 09 Lut, 2007 08:30

Nie będzie dziś wielkich rozkoszy,
Ot, Darsik nam się nieco spłoszy... :twisted:

Rozdz. II. cz. 11
Kiedy Lamb odszedł w kierunku grzmiących głosów, Darcy odwrócił się do przyjaciela.
- Dzięki ci za pomoc! - mruknął zniesmaczonym szeptem.
- Nie bądź osłem, Fitz. Pozbyłem się go dla ciebie, nieprawdaż? - zniknął czaruś o pustym spojrzeniu, jakim był jeszcze przed chwilą, teraz Darcy usłyszał człowieka o stalowym ostrzu w głosie - Wszystko czego nam teraz potrzeba, to wyjść stąd.
- Dy, o co chodzi? - zapytał stanowczo.
- Bardzo interesujący wieczór, powiedziałbym, i jeszcze się nie skończył! - uśmiech jakim Dy obdarował Darcy'ego był tak szeroki i szczery, że ten zwątpił w swoje poprzednie odczucie - Ale zostawiliśmy twojego przyjaciela, pana Bingley'a, myślę, że już wystarczająco długo pozostawał bez nadzoru - Dy ruszył w kierunku drzwi i kiedy służący je otworzył, odwracając się do Darcy'ego, powiedział - Nie powinniśmy go odszukać?
" Bingley!" - z poruszonym sumieniem Darcy przekroczył próg i obaj pośpieszyli w dół korytarza, przez hol, przepychając się przez tłum wypełniający łukowato sklepione wejście do sali balowej. Wszystko co można było zobaczyć w jej wnętrzu to palące się świece, osadzone wysoko w migoczących żyrandolach z ciętego szkła, ozdobionych girlandami plecionymi z ostrokrzewu, bluszczu i złotego sznura, dla uczczenia zbliżającego się sezonu. Muzyka grana przez zespół, która doszła uszu Dracy'ego przycichła, jako że nie była ani tak stateczna i majestatycznie wykonana, co zazwyczaj podnosi wagę balu, ani tak melodyjna jak popularne wiejskie tańce. Muzyka raczej utrzymywała się w odległym rytmie na trzy, który, co niezwykłe, wydał się Darcy'emu miły dla ucha.
Z Dy'em za plecami, uprzejmie przemieszczał się przez koło widzów tłoczących się przy drzwiach. Doszedłszy do ostatniego ich rzędu przed parkietem sali, ostatni raz przeprosił z prośbą o przepuszczenie i wyciągając szyję rozpoczął poszukiwania Bingley'a, kiedy nagle zatrzymał się. Z szeroko otwartymi oczamu odwrócił się do przyjaciela.
- Co jest, Fitz? - zapytał Dy i podążył za wzrokiem przyjaciela, kiedy ten spojrzał ponownie na środek sali balowej.
- Ha! - zaśmiał się - Słyszałem plotki, ale nie dawałem im wiary. No cóż, nie powinno się wątpić w żadne skandaliczne historie, jeśli dotyczą Lady Caroline. To się nazywa Walc, Fitz.
- To jest nieprzyzwoite! - rzucił Darcy z prawdziwym niesmakiem.
- Być może, ale bez wątpienia stanie się ostatnim krzykiem mody.
- Ostatnim nie ostatnim, ja... - fala obelżywych szeptów pomieszanych z pochwalnymi okrzykami i lubieżnym śmiechem, przerwała jego deklarację. Muzyka umilkła, pozostawiając tańczące pary na parkiecie w oczekiwaniu, a wszystkie oczy zwróciły się w kierunku źródła zamieszania. Po lewej stronie Darcy'ego otworzyły się prywatne drzwi na salę i zobaczył wyłaniającą się z ich tajemniczego wnętrza, śniadolicą postać Lady Caroline Lamb na ramieniu dżentelmena całkiem mu nieznanego. Z miejsca gdzie stał, Darcy mógł dostrzec jedynie jej twarz, jej wysoko uniesiony delikatny podbródek i oczy roziskrzone rozbawieniem i śmiałością. Kiedy ona i jej towarzysz przeszli przez tłum rozstępujący się przed nimi, Darcy zauważył że kilka twarzy zarówno dam, jak i dżentelmenów, zarumieniło się i odwróciło od pochodu Lady Caroline.
Nagle, starsza kobieta padła zemdlona na podłogę, dżentelmeni najbliżej niej krzyczeli przerażeni. Kilka młodych dam poszło za jej przykładem i już wkrótce parkiet był zasłany tu i ówdzie nieprzytomnymi kobietami, wachlowanymi i przywracanymi do przytomności przez zatrwożonych młodych mężczyzn, którzy mimo tego, wyciągali szyje by jeszcze raz zerknąć na źródło całego zamieszania. Więcej niż kilka kobiet zostało wypchniętych z sali przez upartych mężów lub ojców wołających o okrycia i powozy.
- Co się u licha dzieje? - zapytał Darcy w związku z panującym wokoło chaosem.
Dy pociągnął go za rękaw i poważnie wskazał do tyłu na miejsce gdzie Lady Caroline i jej adorator ostatecznie rozpędzili gości jej teściowej. Szczęka Darcy'ego opadła z niedowierzania, podczas gdy twarz zalała się purpurą:
- Chryste Panie, ona...ona jest...jej ubranie...

Matylda - Pią 09 Lut, 2007 08:58

Pierwsza!!!
A cóż to za tajemnicze zakończenie???? :? ??:
Pewnie znowu czegoś nie zrozumiałam :? ??:

Alison - Pią 09 Lut, 2007 09:06

Jutro Mati wyjaśni się zaraz w pierwszym zdaniu :wink:
Maryann - Pią 09 Lut, 2007 09:12

Alison napisał/a:
- To się nazywa Walc, Fitz.
- To jest nieprzyzwoite! - rzucił Darcy z prawdziwym niesmakiem.

Walc jest tańcem nieprzyzwoitym... Czasy się zmieniają...

Matylda - Pią 09 Lut, 2007 09:22

No tak do tej pory można było robić tylko piruety nóżkami :wink: , a teraz bliski kontakt z partnerką. To rzeczywiście mogło być nieprzyzwoite
Maryann - Pią 09 Lut, 2007 09:39

I było uważane za nieprzyzwoite jeszcze przez ładnych parę lat. Czytałam gdzieś, że matka królowej Wiktorii nie pozwalała córce uczyć się tego tańca. A to było jakieś 20 lat później...


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group