Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - czyli D&U oczyma Darcy'ego
Narya - Wto 09 Sty, 2007 19:11
| Maryann napisał/a: | | Ciekawam, co na to Francuzi... żeby ich boskiego trunku używać do TAKICH celów... |
Och na pewno zrozumieją, jeśli podkreśli się fakt, że chodzi o buty pana Darcy'ego :grin: Jeszcze będą dumni
Maryann - Wto 09 Sty, 2007 19:31
Dumni... Że jakiś Angol czyści buty w szampanie... Hmmm ??:
Alison - Wto 09 Sty, 2007 19:57
| Maryann napisał/a: | Dumni... Że jakiś Angol czyści buty w szampanie... Hmmm ??: |
Maryjanie nie Angol jeno pan Darcy, a to już dla nich zaszczyt, jakby nie patrzeć, sama widziałam jak Francuzki szaleją za panem Darcym
Maryann - Wto 09 Sty, 2007 20:02
Francuzki - być może. Ale czy brzydsza połowa tej nacji też za Darcym szaleje, to już wątpię.
Ale chyba masz rację - "brzydsza połowa" raczej nie czytuje takiej literatury...
A szkoda...
Matylda - Wto 09 Sty, 2007 20:53
Alison Ty piekielnie zdolna i pracowita Kobieto ile mi dostarczyłas radości tymi fragmentami
Biorę się do czytania jeszcze raz- bo narazie było " po łebkach"
Matylda - Wto 09 Sty, 2007 21:05
Dziewczyny bije pokłony dla Wszej pracy
A tak swoja drogą to ten fragment bardzo przypomina mi chwile gdy mój mąz wybierze sobie sam krawat. Rzucam wtedy argumenty podobne do
dlaczego życzy pan sobie zlać się z boazerią i być przyćmionym przez brylujących młodych mężczyzn
Jednym słowem jestem takim domowym Fletcherem ( mam na mysli role służącej )
Anonymous - Śro 10 Sty, 2007 00:12
każda powieść oprócz głównego bohatera, którego uwielbiamy, musi mieć kogoś w tle do uwielbiania. I bardzo często jest to służący... JA wysługiwała się raczej krewnymi i znajomymi
P.S. mati mamy chyba teraz ograniczenia formatowe. Widocznie tyo co wklejasz jest zbyt duze...
Alison - Śro 10 Sty, 2007 05:06
Dziś niestety nic dla wielbicielek Fletcher'a, ale serdecznie zapraszam jutro!
Natomiast dziś trochę ekscytacji przed balem, może się i Wam udzieli :grin:
Rozdz. 11, cz. 2.
Darcy znalazł Bingley'a już siedzącego kiedy wszedł do pokoju śniadaniowego i spojrzał na niego kpiąco z powodu tak wczesnego pojawienia się, podczas gdy ten nalewał sobie kawy.
- Och, wydaje mi się, że to oczekiwanie na bal, - odpowiedział Bingley - dotychczas urządzałem jedynie małe, prywatne przyjęcia w Londynie, oczywiście, ale to! - zatoczył filiżanką łuk, zanim łyknął połowę jej zawartości - To mnie chyba przerasta. Ledwie mogłem zasnąć tej nocy, zastanawiając się czy nie zapomniałem o czymś, albo czy to o czym sobie przypomniałem zostało należycie zrobione.
- Bez wątpienia panna Bingley jest usatysfakcjonowana twoimi wysiłkami.
- Przeciwnie, panna Bingley jest bardzo mało usatysfakcjonowana tą całą sprawą. Jej łagodne usposobienie, tylko błagam sir, mówię to wyłącznie dla twojej wiadomości, Gdyby to nie było dla zabawienia, jak oczekuję, towarzystwa pewnej damy, nie chciałbym się w ogóle wplątywać w tą niekończącą się odyseję!
- Daj spokój, Bingley. Od człowieka z twoją pozycją i właściciela domu na wsi oczekuje się, że zorganizuje coś takiego choć raz do roku - i dodał widząc grymas Bingley'a - a różne mniejsze towarzyskie zgromadzenia oczekują tego przez cały rok. Tak jest w Pemberley i Erewile House, wiesz o tym.
- Ale tam wszystko idzie tak gładko, jestem pewien, że ty w najmniejszym stopniu się tym nie kłopoczesz. A tutaj wszystko jest w takim nieładzie, a... a to jedzenie jest zimne! Gdzie są ci służący? - Bingley rzucił serwetkę na stół i zamierzał wstać.
- Bingley! Uspokój się, sir. - Darcy położył mu uspokajająco dłoń na ramieniu - Dżentelmen nie łaje swoich służących a ty jesteś w niebezpieczeństwie niemal naruszyć tę mądrą zasadę.
Darcy spotkał się z wyraźnym uporem Bingley'a, który odwróciwszy się od niego uniósł niecierpliwie brew.
- Och, psiakrew, wiem, że masz rację, Darcy! - Bingley opadł z powrotem na krzesło - będę się zachowywał, więc możesz sobie schować to władcze spojrzenie i pomóc mi z tym przeklętym balem - przeczesał palcami włosy w głębokiej frustracji a potem nagle spojrzał na Darcy'ego ze szczerym szerokim uśmiechem, który ten znał tak dobrze - Przynajmniej jedna rzecz zmieniła się na dobre, właściwie niemal opatrznościowo.
- Proszę cię, powiedz mi co to za "jedna rzecz", to uradujemy się razem - zaśmiał się Darcy.
- Ten facet, którego nie życzyłeś sobie widzieć. Wickham.
- Tak? - szczęki Darcy'ego bezwiednie się zacisnęły.
- Poszedłem spotkać się z pułkownikiem Forester'em w jego sprawie ale spotkałem najpierw kapitana Denny'ego, z którym mogłem porozmawiać. W porządku człowiek. Denny chciał żebym powiedział Caroline ilu oficerów będzie w stanie przyjąć zaproszenie i szczególnie wspominał Wickham'a.
- Wspominał go, jak, Bingley?
- Że nie przyjdzie. Nie może przyjść! Nagle przypomniał sobie o jakichś sprawach w Londynie, przy których musi być obecny i wyjechał wczoraj... nie oczekuje się jego powrotu przez kilka najbliższych dni. Więc - zakończył Bingley triumfalnie - nie musisz sobie nim zaprzątać głowy.
Dotychczasowe, niezrozumiałe napięcie gdzieś w piersi Darcy'ego zaczęło słabnąć kiedy wolno skinął, zgadzając się z radosną opinią Bingley'a. Zdecydował interpretować to jako ulgę, że Bingley nie będzie musiał wykluczać Wickham'a z balu, w tak niezręcznie oficjalny sposób. Ale szybko zbliżający się wieczór i wszystkie możliwości jakie ze sobą niósł, otworzyły się przed nim a uśmiech, który niepohamowanie igrał na jego twarzy, pozwalał Bingley'owi na odczytywanie go, w dowolnie wybrany przez niego sposób.
***
KIKA - Śro 10 Sty, 2007 13:27
Alisonku... ty niestrudzony pracusiu.... jestem pełna uwielbienia dla naszej Mateczki za pyszne ciacha....
ja również składam wszystkie ciasteczka do jednego pudełeczka i jak ktoś ma zaległości a cieknie mu ślinka to z przyjemnością udostępnię.....
z tym fragmentem mam mały problem.....
| Alison napisał/a: | | Przeciwnie, panna Bingley jest bardzo mało usatysfakcjonowana tą całą sprawą. Jej łagodne usposobienie, tylko błagam sir, mówię to wyłącznie dla twojej wiadomości, Gdyby to nie było dla zabawienia, jak oczekuję, towarzystwa pewnej damy, nie chciałbym się w ogóle wplątywać w tą niekończącą się odyseję! |
Czyżby panna Bingley miała łagodne usposobienie... czy może ja mam dzisiaj problemy z rozumieniem???? :oops:
Anonymous - Śro 10 Sty, 2007 14:03
no ja też miałam problemy ze zrozumieniem, ale pomyślałam, że pewnie pora mi móz stępiła. Teraz też nie rozumiem. Może czegoś brakuje?
Ulka - Śro 10 Sty, 2007 14:11
| Maryann napisał/a: | No, to wszystko jasne. Po prostu szczęśliwy zbieg okoliczności. | i jak się okazuje nasze spekulacje wzięły w łeb | KIKA napisał/a: | | Czyżby panna Bingley miała łagodne usposobienie... czy może ja mam dzisiaj problemy z rozumieniem???? | Czyżby jej brat był...ironiczny...? | AineNiRigani napisał/a: | | ależ cudna dobranockę Macierz mi przygotowała !!!!! |
Aine, naprawdę siedziałaś do piątej rano?? no, to mnie przebiłaś...
Alison - Śro 10 Sty, 2007 14:59
| KIKA napisał/a: |
| Alison napisał/a: | | Przeciwnie, panna Bingley jest bardzo mało usatysfakcjonowana tą całą sprawą. Jej łagodne usposobienie, tylko błagam sir, mówię to wyłącznie dla twojej wiadomości, Gdyby to nie było dla zabawienia, jak oczekuję, towarzystwa pewnej damy, nie chciałbym się w ogóle wplątywać w tą niekończącą się odyseję! |
Czyżby panna Bingley miała łagodne usposobienie... czy może ja mam dzisiaj problemy z rozumieniem???? :oops: |
No też myślałam żeby tam walnąć cudzysłów, żeby podkreślić ironiczność tego sformułowania, ale w końcu zrezygnowałam, bo w oryginale go nie było. Czyli, że jednak trzeba czasem zaingerować w oryginał mocniejszem działaniem = zakonotowałam
Za wszystkie pochwały
Chyba jutro se budzik na 4 rano nastawię, acoooo!
Alison - Czw 11 Sty, 2007 08:12
No moje panny, popisów Fletcher'a ciąg dalszy... cudny jest ten fragment . :grin:
A jutro piecze Carolcia
Rozdz. 11, cz. III
"Przeprosiny zostaną złożone!" Kiedy Darcy oparł się plecami o wezgłowie wanny, kawałek francuskiego prasowanego mydła upadł na brzeg wanny z głośnym trzaśnięciem i zatonął, uzupełniając jego głęboką frustrację,. "Daj mi jakiś sylogizm do rozwiązania, grecki poemat do przetłumaczenia albo niesfornego konia do ułożenia! Ale nie wymagaj ode mnie diabelnie pięknej przemowy!" Dokładne ułożenie tych, w najwyższym stopniu koniecznych, przeprosin dręczyło go przez cały dzień. Za każdym razem, kiedy wydawało mu się, że już jest u celu, słowa szybko przepadały, umierając niegodziwą śmiercią, gdy tylko wyobrażał sobie jak wygłasza je przed Elizabeth Bennet.
Darcy wciąż jeszcze stękał kiedy zegar pokojowy poinformował go, że czas biegnie nieubłaganie. Jego brak zdolności w sprawach zwracania się do kogokolwiek w przeszłości był problemem, ale teraz rujnował coś, czego bardzo pragnął. Musi sobie z tym poradzić, wszystko od tego zależy! Sięgając po dzwonek, zadzwonił po Fletcher'a i schylił się kiedy lokaj wylał dzban wody na jego głowę. Ciepły ręcznik natychmiast znalazł się pod ręką by wytarł sobie nim oczy z mydła i wody. Wychodząc z wanny, otulił się w szlafrok i wycierał jeszcze cieplejszymi ręcznikami, zanim Fletcher nie wrócił z małym ręczniczkiem i kompletem przyrządów do golenia.
"Panno Bennet, musi mi pani pozwolić...musi mi pani wybaczyć...Moja droga panno Elizabeth, może przypomina sobie pani nasze pierwsze spotkanie...nie, wolałbym raczej, żebyś sobie nie przypominała dokładnie...Błagam o pozwolenie na...nie, nie błagam...panno Elizo, proszę wybaczyć...arrrrrgh! Wybaczyć mi, że zachowałem się jak kompletny osioł."
Darcy rzucił ręcznikiem przez pokój, niemal trafiając powracającego Fletcher'a.
- Oczywiście, sir. Nic nie mówię, sir.
Przez moment Darcy niebezpiecznie na niego spojrzał, ostra odpowiedź już cisnęła mu się na usta, kiedy niewzruszona postawa Fletcher'a przywróciła mu poczucie humoru. Nie mógłby się śmiać z tego, problem był zbyt palący, ale mógł się cofnąć z tej otchłani rozdrażnienia, w którą był niebezpiecznie bliski się zanurzyć.
- To nie było do ciebie, Fletcher - burknął cichym głosem kiedy odwrócił się żeby wyskoczyć ze szlafroka - chociaż, przepraszam za ręcznik. Nie celowałem w ciebie.
Fletcher podał Darcy'emu części bielizny, po czym strzepnął piękną, lnianą koszulę, gotowy by włożyć ją panu na ramiona.
- To ja muszę pana przeprosić, panie Darcy, za moją lekkomyślność. To było niewybaczalne, sir, podejmę kroki żeby...
- Nie, nie Fletcher, wszystko w porządku. Mam potrzebę odrobiny rozrywki. Nie opierając się - przerwał dostrzegając w lustrze spojrzenie Fletcher'a - takim pokazom, które powinny być jednak stonowane przez rozsądek.
- Tak, sir - Fletcher pochylony nad rozwijaniem jedwabnych pończoch, ostrożnie w ciszy podał je swemu panu. Zaraz za nimi podał mu czarne, jedwabne podwiązki. Darcy również je założył. Cały proces ubierania odbywał się jakby poza jego świadomością, jego umysł zajęty był nieszczęsnymi przygotowaniami na nadchodzące spotkanie z Elizabeth Bennet i przezornym niepokojem przed wystąpieniem przed dużym towarzyskim zgromadzeniem. Wobec tego faktu, jego żołądek już zaczął zawiązywać się w supeł a chłodny pot rosić jego czoło. "Co mam jej powiedzieć?" - zapytał cicho własnego odbicia w lustrze, kiedy zapinał guzik przy kołnierzyku.
Fletcher kręcił się cicho wokół niego, pomagając mu to w tym, to w tamtym, cały czas niepewnie okazując mu życzliwą troskę, która tylko wzmagała jego niepokój. Po kilku nerwowych chwilach Darcy miał już wielką ochotę ulżyć sobie. Słodką pociechą wydawało mu się wyłożyć komuś swój problem i poprosić o radę. Ale oczywiście nie mógł. Od czasu śmierci swego rodzica, nie zwierzał swoich trosk nikomu, w najmniejszym nawet szczególe. Nie, to był śmieszny pomysł!
Nie rościł sobie pretensji do samodzielnego wiązania krawatu i zdał się w tym na Fletcher'a. Zręcznym ruchem lokaj związał śliczny węzeł, a po wpięciu szmaragdowej szpilki w jego białe fałdy, przyniósł połyskującą kamizelkę, trzymając ją na wysokości ramion Darcy'ego. Kiedy Darcy wstał z krzesła, ich oczy spotkały się. Fletcher otworzył usta, już miał się odezwać, kiedy twarde odmowne spojrzenie Darcy'ego, przywróciło go na właściwe miejsce. W ciszy wsunął kamizelkę na ramiona pana i podniósł frak.
- Pański frak, sir.
- Dziękuję, Fletcher - spokojnie podziękował Darcy. Zapiął ostatni guzik kamizelki a następnie założył czarny wieczorowy frak. Lokaj wygładził klapy, rozprostował szwy i sprawdził jak leżą obie poły.
- No, i jak to teraz wygląda?
- Wspaniale, sir. Nawet gdyby pokazał się pan na Dworze, nikt nie dopatrzyłby się żadnej wady.
- Żadnej, Fletcher? - parsknął, po czym dodał bez tchu - mylisz się, dobry człowieku. Jest jedna, boję się.
- Wydaje się, że dama zbyt jest przeciwną.
- Co? - Darcy odwrócił się do niego, przestraszony zuchwalstwem lokaja.
- Szekspir, sir. Hamlet.
- Wiem, że to z Hamleta, ale co miałeś na myśli?
- Na myśli, sir? Właściwie nic, panie Darcy. Jedno z wielu pamiętnych zdań z tej sztuki, nieprawdaż? - Fletcher pochylił się z zaczął zbierać rzeczy pozostałe po kąpieli pana - Chociaż, Hamlet to nie jest moja ulubiona sztuka, sir.
Darcy miał wyraźne przeczucie, że nie powinien drążyć tego czy jego lokaj z niego żartuje, ale nic nie mógł na to poradzić.
- A która nią jest?
Fletcher przerwał swoje zajęcie i spojrzał na niego uważnie:
- Komedia omyłek, panie Darcy, komedia omyłek.
Kaziuta - Czw 11 Sty, 2007 10:38
Druga !!!
Cudny kawałek. Inteligencja Fletchera jest jak "Intryga i miłość".
Ciekawa jestem czy Fletcher przewija sie do ostatnich stron tego fanficka, bo jest wspaniały.
Maryann - Czw 11 Sty, 2007 10:51
| Kaziuta napisał/a: | | Ciekawa jestem czy Fletcher przewija sie do ostatnich stron tego fanficka, bo jest wspaniały. |
Nie mogłoby być inaczej. Mogę Cię zapewnić, że on się dopiero ZACZYNA przewijać... Odkrycie pełnej gamy jego talentów dopiero przed nami.
Gitka - Czw 11 Sty, 2007 11:19
Fletcher wyrasta Nam na pierwszoplanowa postać
Anonymous - Czw 11 Sty, 2007 11:41
Fletcher rulez !!!
Zauważyłyście, co szczególnie wyróżnia autorkę od Jane? Wydaje mi się, że ta dbałość i szczególiki (gł. garderobiane) - pończoszki, guziczek, wzorek, odcień, krój, fason itd. Jane jednak miała tego mniej...
Alison - Czw 11 Sty, 2007 11:49
Fakt, też zwróciłam na to uwagę, każda czynność jest rozebrana na czynniki pierwsze. To pewnie pozwala nam "zobaczyć" to o czym czytamy, bo ja się czuję jakbym oglądała film z Colinem w roli głównej. Jak tak czytałam o tym ubieraniu się na bal, i tych spineczkach i podwiązeczkach ułożonych w pogotowiu, to zaraz przypomniałam sobie jak ja się miotam porannie w bezowocnym poszukiwaniu dosłownie wszystkich części garderoby, z których każda jest nie tam gdzie się spodziewam, że jest, moim znakiem firmowym jest (oprócz poszukiwania kluczy) poszukiwanie jednej spójnej pary skarpetek. Najgorsze, że jak zimą ubieram się jeszcze po ciemku, a świateł nie zapalam, bo by mi zaspane oczyska z orbit wypadły, to najczęściej po godzinie w świetle dziennym okazuje się, że mam jedną skarpetkę brązową, a drugą granatową...
Fletcher I need you so much... :sad:
Maryann - Czw 11 Sty, 2007 11:52
Zauważyłam. Miałam kiedyś nawet policzyć, ile razy w całej książce Mr D się przebiera... Chyba prawie nie ma rozdziału, w którym nie byłoby choć niewielkiego "garderobianego" lub "toaletowego" fragmentu.
Te "garderobiane" szczegóły nie są zresztą podawane tak "przy okazji" - one z reguły odgrywają w przebiegu akcji jakąś rolę (jak zielony surdut).
Anonymous - Czw 11 Sty, 2007 12:30
no właśnie - takie rozkoszowanie się tymi opisami. Coś na kształt garderobianego fetyszu.
Pewnie w scenie oświadczyn będzie bardzo dokładny opis gaci* pana Darcyego, który na tę okazję wybrał odpowiednio dopasowane (z wyhaftowanym odpowiednim dniem tygodnia(, w odpowiednim kolorze, przyzwoitym dla kawalera starającego się o rękę panny, z sznureczkiem odpowiedniej długości itp.
A w scenie drugich oświadczyn Lizzy spojrzy na niego spod piaskowego czepka z brązowozłotymi brzeżkami i bawiąc się beżową wstążeczką w ciemnobrązowe kropeczki z czarną obwódką wykrzyknie "Fitzwiliamie jakm twych ran całować niegodna !!!"
Ale to chyba całkiem inna bajka jest
* to nie jest wulgaryzm, a nazewnictwo
Maryann - Czw 11 Sty, 2007 12:45
| AineNiRigani napisał/a: | Pewnie w scenie oświadczyn będzie bardzo dokładny opis gaci* pana Darcyego, który na tę okazję wybrał odpowiednio dopasowane (z wyhaftowanym odpowiednim dniem tygodnia(, w odpowiednim kolorze, przyzwoitym dla kawalera starającego się o rękę panny, z sznureczkiem odpowiedniej długości itp.
A w scenie drugich oświadczyn Lizzy spojrzy na niego spod piaskowego czepka z brązowozłotymi brzeżkami i bawiąc się beżową wstążeczką w ciemnobrązowe kropeczki z czarną obwódką wykrzyknie "Fitzwiliamie jakm twych ran całować niegodna !!!" |
No, aż tak to nie.
| AineNiRigani napisał/a: | * to nie jest wulgaryzm, a nazewnictwo |
Of course. Toż powszechnie noszone przez panów w tamtych czasach długie, bawełniane porcięta to... pantaloons.
A'propos elegantów - już wiem, skąd się wzięło to czyszczenie lakierek w szmpanie...
Anonymous - Czw 11 Sty, 2007 13:26
pantaloons, pantalony, to nic innego jak nasze polskie gacie (przecie nie pisałam majtasy, albo slipy )
Mag - Czw 11 Sty, 2007 13:29
| Alison napisał/a: | Wychodząc z wanny, otulił się w szlafrok i wycierał jeszcze cieplejszymi ręcznikami, zanim Fletcher nie wrócił z małym ręczniczkiem i kompletem przyrządów do golenia.
kiedy odwrócił się żeby wyskoczyć ze szlafroka Fletcher podał Darcy'emu części bielizny, po czym strzepnął piękną, lnianą koszulę, gotowy by włożyć ją panu na ramiona.
. |
Dlaczego ta scena nie była tak dokładnie sfilmowana? popatrzyłoby się z przyjemnością
Widzisz Aine- dama zamiast gaci używa sformułowania " części bielizny"
Anonymous - Czw 11 Sty, 2007 13:40
No i sie nie zgodze. Bo to dzisiaj ma wydzwiek pejoratywny, zgrubienie. Dawniej to była po prostu nazwa własna, która stosowano. W dokumentach również...
Alison - Czw 11 Sty, 2007 13:50
| Mag napisał/a: | Widzisz Aine- dama zamiast gaci używa sformułowania " części bielizny" |
:razz: Nie pamiętam w oryginale było jakieś "small coś tam" - domyśliłam się tylko, że pewnie chodzi o "bokserki w armatki" i nazwałam to tak oględnie. Ale dama ze mnie jak kawał armaty, co nie?
|
|
|