Ekranizacje - Mansfield Park (2007)
nicol81 - Wto 30 Paź, 2007 21:36
| lady_kasiek napisał/a: | Mansfield Park nie jest do końca łądnym filmem |
Może nie do końca Natomiast przy wersji z roku 99 to zaiste arcydzieło...
Marija - Wto 30 Paź, 2007 21:41
Witaj siostro, co jesteś chora widząc "wersję" '99
nicol81 - Wto 30 Paź, 2007 21:56
"Wersja" to dobre określenie...
Serio, prawie w każdym filmie można znaleźć jakiś minus, ale tam po prostu minusy utworzyły nie skończoną linię...Co reżyser i scenarzysta palili? Nie tylko niezgodność z książką, ale i jawne niekonsekwencje i bezsens... A co zrobili z postaciami?
MiMi - Wto 30 Paź, 2007 21:59
Raz obejrzałam wersję z '99 i już więcej nie popełnię tego błędu. Wcześniej wersja '07 wydawała mi sięokropna, ale w porównaniu z tym filmem jest wspaniała.
Monika - Wto 30 Paź, 2007 22:48
Ja wręcz przeciwnie, przerwałam w połowie MP 2007, bo tego poprostu nie dało się oglądać. Fuj, ta okropna Fanny Poprzednią wersję oglądałam z przyjemnością, owszem, sporo jest tam udziwnień, ale gra aktorska jest na dużym poziomie i przede wszystkim główną bohaterkę nie mogli lepiej wybrać. Najnowsza ekranizacja? Co tu dużo gadać:
Narya - Wto 30 Paź, 2007 22:58
Podzielam zdanie Moniki. Wersja 99' mimo wszystko mi się podoba, a Fanny jest idealna. Natomiast tą ostatnią wersję dokończyłam, ale tylko dlatego, że nie lubię przerywać filmów. Jeszcze do niej nie wróciłam i nie sądze, żebym kiedyś miała to zrobić... Szczerze mówiąc, to ja nie bardzo przepadam za tą historią...
bezpaznokcianka - Śro 31 Paź, 2007 00:08
ja mam tak samo. Nie mogę zdzierżyć nowej Fanny mimo iż Edmund jest całkiem ok (chociaz ten z 99 jest jeszcze bardziej ok). A udziwniona to jest wersja 2007 z całymi tymi tańcami i piknikiem zamiast balu
Narya - Śro 31 Paź, 2007 00:18
| bezpaznokcianka napisał/a: | | A udziwniona to jest wersja 2007 z całymi tymi tańcami i piknikiem zamiast balu |
Ja nawet tego nie pamiętam Chyba chciałam, żeby się film szybko skończył i nie bardzo zwracałam uwagę na akcję
Marija - Śro 31 Paź, 2007 07:41
Wiecie Wy co? Ta książka jest idealna do czytania i ja ją uwielbiam . Natomiast zekranizować tego w sposób strawny się nie da . Te wszystkie "wersje" były wałkowane wszerz i wzdłuż (wersja z l. 80-tych - Fanny głuptak , Henry królik ) i zgody nie ma - ZAWSZE któraś Dama dostaje ataku szału, a innej się podoba... No, troszkę podoba, z zachwytu nikt chyba nie piał .
Alison - Śro 31 Paź, 2007 07:50
Wybrzydzaczki Ja w obu wersjach znajdukę coś ładnego. Lubię tamtą Fanny, tamtego Henry'ego, tamtą lady Bertram. Jest w tamtym filmie kilka naprawdę ładnie nakręconych scen. Nie czepiam się purystycznej zgodności z książką, traktuję to bardziej jak wariacje na temat, zresztą nic jakoś tak znacząco nie zostało zmienione. Współczesna Fanny rzeczywiście jest trudna do przełknięcia, ale i ten film obejrzałam, no może z najmniejszą przyjemnością w stosunku do pozostałych ekranizacji z Austen Season, ale jednak z przyjemnością. Zawsze to historia made by Austen Scena pikniku podobała mi się, bo była bardzo radosna i jakoś tak mentalnie bardziej pasowała do sielskiej Fanny z tej wersji, mimo że totalnie rozjechała się z książkowym pierwowzorem. Myślę, że to była wizja scenarzysty, która miała podkreślić charakter Fanny.
Marija - Śro 31 Paź, 2007 07:52
Eee, Fanny była radosna? Do głowy by mi nie przyszło takie określenie
Alison - Śro 31 Paź, 2007 07:54
| Marija napisał/a: | Eee, Fanny była radosna? Do głowy by mi nie przyszło takie określenie |
Ta z 2007 jak najbardziej. Przecież wiecznie latała i szczerzyła to swoje wybujałe uzębienie. Piknik był konsekwentnym poprowadzeniem takiej wizji tej postaci.
Marija - Śro 31 Paź, 2007 08:14
| Alison napisał/a: | | Marija napisał/a: | Eee, Fanny była radosna? Do głowy by mi nie przyszło takie określenie |
Ta z 2007 jak najbardziej. Przecież wiecznie latała i szczerzyła to swoje wybujałe uzębienie. Piknik był konsekwentnym poprowadzeniem takiej wizji tej postaci. | Taaa....Okropieństwo
nicol81 - Śro 31 Paź, 2007 10:19
Ale w wersji 99 wcale nie ma Fanny. Jest jakaś wariacja umęczonego gorączką umysłu na temat Lizzy Bennet, przerobionej przez maszynkę współczesnego feminizmu...
Caitriona - Śro 31 Paź, 2007 11:10
Mam tak samo jak Monika, bezpaznokcianka i Narya - zdecydowanie wolę wersję z 1999 roku. Tą najnowszą ledwo obejrzałam. Nowa Fanny jest beznadziejna (nic tylko lata w tą i tamtą i się koszmarnie szczerzy), nierozumiem tych wszystkich pikników itp, nie podobały mi się pozostałe postacie (ani Lady B., ani Henry, ani Edmund). Starsza wersja tez ma pełno braków i niedociągnięć (z resztą w czołówce jest że film oparty jest na książce, a nie że jest to ekranizacja), ale jest dobrze zrobionym filmem do którego raz na jakiś czas wracam. Do MP 2007 już nie powrócę
Admete - Śro 31 Paź, 2007 12:43
A ja mam pecha, bo ani wersja Rozemy, ani ta ostatnia mi nie odpowiadają...Chyba się nigdy nie doczekam porządnej ekranizacji.
Trzykrotka - Śro 31 Paź, 2007 12:50
Moim zdaniem, problemem - podobnie jak w Pewswazjach jest bohaterka. I Fanny i Anna są dość statyczne i mało filmowe, mało "bohaterskie". Serial z lat 80 pokazywał Fanny "po bożemu", taką, jak ją opisała Jane. Była ciężkostrawna, do dziś ją pamiętam, taką, jakby nawet oddychała z trudem. Potem dodawano Fanny życia na różne głupie sposoby, czyli robiąc z niej feministkę (przynamniej tak uroczą jak w wersji Rozemy) albo takie nie wiadomo co, jak w nowej wersji. Nikt nie wpadł jeszcze na złoty środek - i chyba nie wpadnie. Wątpię, czy doczekamy kolejnej, dobrej ekranizacji.
Admete - Śro 31 Paź, 2007 12:53
A ja wierzę, że kiedys będzie dobra wersja. Trzeba się skupić na analizie tej małej społeczności, jaka znajduje się w majątku Mansfield Park, na wzajemnych relacjach, a nie na romansie i feministycznych bzdurach, których tam nie ma i wyjdzie dobrze.
Caitriona - Śro 31 Paź, 2007 14:04
Mimo że lubię MP'99, to taże czekam na jakąś pożądną, dobrą i wierną ekranizację tej powieści Jane Austen
Ulka - Śro 31 Paź, 2007 14:48
| Trzykrotka napisał/a: | | Moim zdaniem, problemem - podobnie jak w Pewswazjach jest bohaterka. |
Może w takim razie trzeba kogo innego uczynić bohaterką/em filmu?
Marija - Śro 31 Paź, 2007 15:24
| Ulka napisał/a: | | Trzykrotka napisał/a: | | Moim zdaniem, problemem - podobnie jak w Pewswazjach jest bohaterka. |
Może w takim razie trzeba kogo innego uczynić bohaterką/em filmu? | NIE! To znowu nie byłby Mansfield Park, tylko nie-wiadomo-co
nicol81 - Śro 31 Paź, 2007 18:41
Może rzeczywiście Fanny nie jest bohaterką łatwą do zaciekawienia widzów, ale nie znaczy to, że jest to niemożliwe. Anna i Eleonora są też spokojne, a jednak z talentem scenarzystowskim, reżyserskm i aktorskim udaje się je przedstawiać na ekranie.
Tylko że się nie chce twórcom i wolą przemielać Fanny na feministkę lub na energiczną psotnicę. A trzeba chcieć i lubić Fanny, jaką jest, a będzie dobrze.
Trzykrotka - Śro 31 Paź, 2007 19:29
Dokładnie! Trzeba znaleźć filmowy kluczyk do Fanny takiej, jaką była i nie zmyślać na jej temat, bo inaczej wszystko się pruje. Bohaterka Rozemy na przykład śmiało flirtowała z Henrym, nosiła dekolty odsłaniające pół biustu, odważała się dyskutować z wujem o abolicji, ale nie znosiła, żeby na nią zwracano uwagę, bo ją to peszyło. Nie było w tym za grosz logiki. Fanny może być i nieznośnie nieśmiała i nie budzić irytacji albo - budzić, ale i tak ją będziemy lubić (jak Emmę Gwyneth Paltrow), tylko trzeba to pokazać i zagrać.
Admete - Śro 31 Paź, 2007 19:32
O to właśnie chodzi. Naprawdę lubię Fanny, taką jaka jest. Gdyby ktoś ją zagrał tak, jak Molly z W&D! Przecież to w gruncie rzeczy podobny typ bohaterki, tylko Molly miała oparcie w ojcu i dlatego nie była tak chorobliwie nieśmiała jak Fanny.
nicol81 - Śro 31 Paź, 2007 21:27
Tak, Molly przypomina jednocześnie Fanny i Eleonorę. Teraz media kochają śmiałe, żywiołowe bohaterki, przez co jest jednolicie i nudno. Na imdb ktoś napisał, że Fanny Rozemy jest bardziej austenowska od książkowej, bo przypomina Lizzy Bennet.
Podchodzenie do robienia filmu z nielubieniem głównej bohaterki musi prowadzić do porażki. Tak, jak reżyser Ani, który stwierdził, że książki są nudne i połączył trzy w jeden film.
|
|
|