To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - The Moth (Ćma)

QaHa - Pią 23 Mar, 2007 16:28

O jak cudownie kolejny odcinek MONIKO :kwiatek: :serce:
je t'aime a la folie :mrgreen:

Alison - Pią 23 Mar, 2007 16:43

Braciszka to tylko biednej Agnieszce pozazdrościć :? ??:
A Bradley jak zwykle, na wysokości zadania :wink:
Monika :serce:

Gitka - Pią 23 Mar, 2007 18:28

No tak to już jest, Agnes się OFICER zamarzył :mrgreen:
Nie dziwię się wcale...
Moniko dziękuję :kwiatek:

Gosia - Pią 23 Mar, 2007 19:48

Ale stosunek Roberta do sprawy udzialu w wojnie nie jest dla mnie calkiem jasny.
Alison - Pią 23 Mar, 2007 19:52

Gosia napisał/a:
Ale stosunek Roberta do sprawy udzialu w wojnie nie jest dla mnie calkiem jasny.


On po prostu nie chciał się dać zabić z powodu cudzych porachunków, idei, z którymi się nie utożsamiał. Uważał, że wojny są bez sensu, bo nikt w nich nie wygrywa, a polegli w chwale i tak nie mają już okazji z tej chwały skorzystać, bo dali się zabić.
Lubię tego Bradleya :wink:

Gosia - Pią 23 Mar, 2007 20:00

Z tym sie zgadzam, ale gdyby tak wszyscy w danym kraju mysleli, to by panstwo szybko zostalo zajete przez inne ... Oczywiscie wszystko zalezy od tego czy jest sie napadnietym czy sie napada...
Spojrzcie na postawe Retta Butlera, myslal podobnie, a jednak poszedl w koncu na wojne.

Monika - Pią 23 Mar, 2007 20:11

To prawda Gosiu, ale Robert sam stwierdził, że jeśli go wezwą to stawi się przed armią, napewno nie uciekałby czy chował się przed tym obowiązkiem, ale nie musi być to zgodne z jego przekonaniami. Pełno było takich zapaleńców jak Stanley czy inni jemu podobni. I oczywiście chwała im za to, lecz Robert również ma swoje racje i podziwiam go za to, jak mocno się trzyma swego zdania, często tak odmiennego od innych.
Alison - Pią 23 Mar, 2007 20:13

Gosia napisał/a:
Z tym sie zgadzam, ale gdyby tak wszyscy w danym kraju mysleli, to by panstwo szybko zostalo zajete przez inne ... Oczywiscie wszystko zalezy od tego czy jest sie napadnietym czy sie napada...
Spojrzcie na postawe Retta Butlera, myslal podobnie, a jednak poszedl w koncu na wojne.


Bradley chyba też powiedział cos takiego, że jak trzeba będzie to pójdzie, narazie nie widzi takiej potrzeby. A jak Stanley chciał mu przyłoić szpicrutą, to powiedział, że między innymi z tego powodu również nie wybiera się na wojnę, w domyśle, żeby nie być tak traktowanym przez oficerów.

Monika - Nie 25 Mar, 2007 13:25

Mijał trzeci tydzień wojny, Stanley wmaszerował do domu w mundurze oficera 16 Batalionu Lekkiej Piechoty Durham. Wyglądał niezwykle efektownie i był w bardzo podniosłym nastroju. Stacjonował poza Newcastle, ale spodziewał się, że niedługo tam będzie. Był pewien, że wyślą go na morze, z kolejnym Brytyjskim Korpusem Ekspedycyjnym. Powstrzymamy rzeź tych nędzników; i tak już utknęli przed Paryżem. Generał Joffre, francuski wódz naczelny, narobił tam wiele wrzawy. Niektórzy są zdania, że nie było to dobre posunięcie; rozsądniej byłoby mieć angielskiego generała na górze. Francuzi to bardzo emocjonalne typy. Ale ten Kitchener był blisko wydarzeń, więc i tak wszystko mogłoby się dobrze skończyć.
Mówił i mówił.
Kiedy w końcu Agnes zdołała wtrącić słowo odrzekła, ‘Dostałam dziś list od chłopców. Oczywiście posyłając go nie wiedzieli, że rozpocznie się wojna. Roland zasugerował, że mając dobre stanowisko państwowe z chęcią wróciłby do kraju. Arnold natomiast chce tam zostać’.
‘Stary, wierny Arny…’
. Jedli lunch, przerwał toczącą się między nimi rozmowę, wskazując na kurczaka: ‘Ten ptak musiał ledwie człapać na swoich nogach. Jest twardy jak kamień’.
Nie odpowiedziała, więc ciągnął dalej, ‘Zaufaj naszemu starszemu bratu, jeśli chce zostać tam gdzie forsa. Ostatnia rzecz, którą mi powiedział przed odjazdem była, „Pewnego dnia zostanę milionerem, przekonasz się”. I niech skonam, jeśli tak się nie stanie. Zostało jeszcze brandy?’
‘Jest pół butelki; trzymam ją jako lekarstwo’.
‘Na Boga!
’ Wytarł usta serwetką, nim odpowiedział, ‘Jak już mówiłem wcześniej, najlepiej byłoby pozbyć się tego miejsca, armia dobrze płaci. Uzgodnię to z Arnoldem’.
‘Nie zrobisz tego. Miną tygodnie nim otrzymasz jego upoważnienie’.
‘Posłuchaj, Agnes, ja…’.
‘To ty mnie posłuchaj
’. Obeszła stół i podeszła do niego, ton się jej zmienił, poprosiła, ‘Pozostaw sprawy takie, jakie są, na jakiś czas’.
‘A co, jeśli zostaniesz tu zupełnie sama bez pomocy? Na pewno będzie nabór do wojska, ten typ Bradley też będzie musiał iść. W ogóle się dziwię, że nadal tu jest. Mówiłem mu o tym, ale on ma swoje zdanie. Za dużo sobie pozwala, nie podoba mi się wcale. Aha, to mi przypomniało, że kiedy byłem u Cunningams’ów w zeszłym tygodniu spotkałem lady Emily i zaczęła coś o nim mówić. Ciekaw jestem, o co jej chodziło, niestety weszła Jane i przerwała nam rozmowę. Lady Emily pytała czy nadal tu pracuje… ten Bradley. I wspomniała coś o tobie. Powiedziała, bym poświęcał ci więcej uwagi, że jesteś samotna. Zamierzała mnie skarcić, kiedy jak już mówiłem, weszła Jane. Co chciała przez to powiedzieć? Rozumiesz coś z tego?

Och, lady Emily, lady Emily i jej obietnica, by więcej nie wspominać o tej sprawie. Cunningham’owie to zwykli awanturnicy, intryganci i plotkarze, Roland odkrył, dlaczego Stanley był tak częstym ich gościem, nie tylko miłość do koni skłaniała go do odwiedzin. Diana Cunningham była zaręczona z David’em Lecombe. Rodzina Lecombe produkowała stal, z czego miała potężne pieniądze, zwłaszcza teraz, kiedy zaczęła się wojna.
Patrzyła na brata. Gdyby drążył głębiej, gdyby dodał dwa do dwóch, gotowa była postraszyć go Dianą Cunningham. Też mogłaby napisać anonim. Napisać do pana David’a Lecombe. Mogłaby…
Dobry Boże, co też jej przychodzi do głowy. Ale najważniejsze, jak to się stało, że Bradley zjawił się w jej życiu? Dlaczego pozwalała, by emocje brały górę nad nią, gotowa była się zbuntować, dla niego. Jak może tak dalej żyć?...
Co się stało? Źle się czujesz?’
‘Wszystko w porządku
’. Usiadła z powrotem w fotelu. ‘Podaj mi wodę’.
Popijając wodę usłyszała jak mówi, ‘Na pewno to pojmiesz Agnes, za jakiś czas, że będzie ci lepiej bez tego miejsca. Możesz myśleć, że nie martwimy się o ciebie, ale… tak nie jest. Wiemy dobrze, że to dla ciebie za dużo. Na długo przed śmiercią mamy wszystko spoczywało na twoich barkach. Wiem, że nie było ci lekko z ojcem. Wszyscy czuliśmy się trochę winni. Po jego śmierci, po zerwaniu twoich zaręczyn z James’em, zastanawialiśmy się czy nie lepiej byłoby dla ciebie, oddać Millie gdzie indziej’.
‘Do przytułku?

Skinął głową, mówiąc cicho, ‘A co innego? Co możemy zrobić?
Tak, cóż mogliby uczynić innego? Poczuła się trochę lepiej, kiedy usłyszała, że mimo wszystko dyskutowali o niej, że nie zignorowali jej zupełnie.
Spojrzała na niego i łagodnie powiedziała, ‘Nie martwcie się o mnie, tylko zostawcie to w spokoju na jakiś czas. Poza tym, kiedy wrócisz z Francji będziesz potrzebował domu, w którym mógłbyś się zatrzymać. Żadne miejsce nie jest tak wygodne, jak nasz dom’.
‘Masz rację, dobrze, zostawimy to do czasu, aż Roland nie wróci, wtedy porozmawiamy ponownie. A teraz, muszę już wracać
’. Roześmiał się wstając z krzesła, dodając, ‘Nie jestem już panem siebie. Och, pułkownik! Dzieciak! Jakby się bawił w gry wojenne. Myśli, że wróg czai się na podwórku. Zabawnie było wczoraj. Jeden z naszych wszedł dziarsko do mesy, mówiąc, ‘Już są, są tu, są na korcie tenisowym!’ A inny żartowniś odpowiedział mu, ‘Pułkownik o tym wie?’ Na co tamten, ‘Walczy z nimi w pojedynkę’. Wszyscy ryczeli ze śmiechu. Jesteśmy zakwaterowani w całkiem przyjemnym miejscu, na obrzeżach Newcastle. Należało niegdyś do armatora; oddał je dla wojska’.
Pułkownik bawi się w wojnę. Dla nich to zabawa. Jej bracia należeli do świata, o którym nie miała żadnego pojęcia; ale w zasadzie miała małe pojęcie o świecie, poza tym małym skrawkiem ziemi i mimo, że tyle razy podkreślała że może opuścić ten dom i zarabiać na siebie, w głębi duszy wiedziała, że to tylko mrzonki.
Jeszcze tak niedawno modliła się o jakiś znak, jakiś wybuch w jej duszy, który zmusiłby ją do ostatecznego kroku, w jedną lub drugą stronę. Wiedziałaby przynajmniej na czym stoi, wiedziałaby przynajmniej kim jest, tak, kim jest. Czy przeznaczone jest jej życie starej panny, dogorywającej w rozpadającym się domu, korzystającej z miłosierdzia braci? A może była kimś więcej, kimś kto mógłby rzec: Oto jestem, tego właśnie pragnę. Do diabła z opinią innych. Do diabła z podziałami… Och, no właśnie, w tym tkwił problem, to była ta bariera, problem nie był w niej, lecz w czymś na zewnątrz, w niewidzialnej przeszkodzie, lecz tak konkretnej i twardej jak ściany otaczające ją wokół, mury można było zrównać z ziemią, lecz nie bariery klasowe.

Anonymous - Nie 25 Mar, 2007 15:22

przykro sie czyta ten fragment, jak chyba kazdy w którym uczestnicza bracia,
Alison - Nie 25 Mar, 2007 17:16

Mam ponoć męski mózg, ale nigdy nie zrozumiem co facetów tak pociąga, w wybieraniu się na wojnę :? ??: I strasznie nie chciałabym się znaleźć w położeniu Agnes. Miała niesamowity hart ducha, że sobie z tym wszystkim poradziła.
:kwiatek:

Gitka - Pon 26 Mar, 2007 08:56


Stanley z siostrą

Moniczko, dziękuję :kwiatek:

Monika - Pon 26 Mar, 2007 21:33

Uwielbiam ten fragment, zwłaszcza koniec :thud:

Rozdział 8

Robert wstąpił do Byka i ponownie zauważył, w jakie zdumienie wprawia wszystkich faktem, że nie ma na sobie munduru. I czyż nie dostrzegł nieznacznej dezaprobaty w oczach swoich przyjaciół? Georgie Taggart zaciągnął się, tak samo jak kilku młodych klientów Byka, robotnicy z kopalni węgla i farmerzy byli zwolnieni z poboru, lecz głośno narzekali przeciw takiej niesprawiedliwości, bycia pozbawionym prawa do obrony własnej ojczyzny. W większości deklaracje te były zbyt głośne by były prawdziwe; mimo to ludzie wierzyli im.
Po krótkiej wizycie w barze, wyciągnął rower i wolno pedałując udał się do domu wuja. Był uroczy wrześniowy wieczór. Zatrzymał się przed bramą grodzącą dom, przeprowadził przez nią rower, a sam stał z łokciami opartymi o górną część ogrodzenia, wpatrując się w wzmagający się z każdą minutą zmierzch. Rozciągająca się przed nim wieś wyglądała tak miękko, łagodnie, podczas gdy mile dalej latały kule, ginęli ludzie, nie jedno, czy dwoje, lecz tysiące.
Obraz przed nim nagle się zmienił, ujrzał zakrwawione ciała, ciała bez nóg, bez głów, rąk, ciała bez wnętrzności. Powiedzieli, że Niemcy zmasakrowali Belgów, teraz masakrowali Brytyjczyków. Podczas gdy nagłówki gazet zawiadamiały: Nasi dzielni żołnierze powstrzymali napór Niemców na Paryż. Tak, lecz za jaką cenę. Wszystkie te niewinne życia zgasnęły na zawsze, a co z opłakującymi matkami i żonami. Czy można wytłumaczyć źródło wojen? Chciwość, żądza rozwoju, ziem, żądza siły, dominacji. Nie lubił być zdominowany, to nie było zgodne z jego naturą, był przeciwko jakiejkolwiek władzy, myśląc w ten sposób, powinien być teraz we Francji.
Co go zatrzymywało? Ona?... Nie, nie powinien jej obwiniać. Nie, prawdą było to, że nie znosił odgłosu wojny, wznoszącej się wokół. Zapomnieć o chwale; cóż chwalebnego jest w takim końcu? Dlaczego ludzie giną lub są okaleczani, czy po to by zaspokoić pełne chaosu zamysły podstarzałych polityków, mężczyzn, którzy i tak nie mają siły by walczyć, tylko możność by poświęcać młode życia, zdobywając nad nimi władzę do końca, końca który jawił się z początku jako sen o sile, podczas gdy teraz krew przerażająco krążyła w ich żyłach?
I ona również była zawiedziona tym, że nie zaciągnął się, zobaczył to w jej oczach. Była jakaś inna, zastanawiał się nad dniem, od którego ta zmiana się zaczęła. To stało się po wizycie tej starej kobiety, lady Smyth. Odwiedziła ją wtedy z konkretnym zamiarem. Mimo tej przemiany, nie unikała go, chciała być blisko niego. Były dnie, kiedy marzył by do niego przyszła, i przychodziła. Było w tym coś niesamowitego.
I w końcu był ten stary Waters. Nienawidził go, nie tylko, dlatego że panienka Millie lubiła z nim rozmawiać. O nie; śledził swoją panią niczym pies gończy, zupełnie jak pies Millie. Czyżby coś podejrzewał? Ale czego mógł się domyślać? Poza tym, że rozmawiali ze sobą, najczęściej stojąc od siebie na odległość ramion.
Jednej rzeczy był pewien. Była w nim jakaś wdzięczność, po tym, kiedy uratował mu życie. Chociaż, po części był to strach, lęk przed tym, że zacznie mówić. Próbował przekonać go, nie tylko raz, że to się nigdy nie stanie, lecz najwyraźniej to do niego nie docierało.
Co zrobi? Mógłby odejść i znaleźć pracę z Greg’em, z pieniędzmi czterokrotnie większymi niż tutaj. Greg stanął na nogach, a Maggie przy nim. Cieszył się szczęściem Maggie. To był wspaniały ślub. Kuzyn Greg’a z Birtley użyczył im swojego domu na wesele. Wszyscy radowali się. Tylko jedna sprawa przyćmiła wspaniały dzień Maggie – bo to był naprawdę najszczęśliwszy dzień w jej życiu – jej pani nie mogła przybyć na ślub. Maggie pozostała lojalna wobec niej: ‘No cóż, panienka musiała zostać, by zająć się siostrą, bo przecież wszyscy jesteśmy tutaj’. On sam mógłby się nią zająć, jej pani mogła zabrać Millie tutaj, przynajmniej na ślubną ceremonię.
Dlaczego nie przyszła? Czyżby nie mogła znieść widoku szczęścia i małżonków? To dosyć prawdopodobne. Lecz Maggie później powiedziała, że panienka Agnes była bardzo szczodra, ofiarowując jej lniane płótna z bieliźnianej szafki i kasetkę ze sztućcami. Pomyślał, że na pewno nie zbiednieją od pozbycia się jednego pudełka sztućców, muszą mieć mnóstwo takich kompletów w jadalni; widział czasem służące czyszczące je dosyć często, jako że srebro łatwo matowiało.
Wszedł przez bramę, wsiadł znów na rower i podjechał przed, jak go teraz nazywał, dom. Zatrzymał się w podwórzu, zsiadł z roweru i spojrzał w kierunku okien. Zasłony były zasunięte. Cóż, zapadał już mrok. Ale z pewnością nikogo o tej porze nie będzie w sypialniach, wszystkie kotary były opuszczone także tam. Pospiesznie wszedł do kuchni, ujrzał swoją ciotkę skupioną przy piecyku razem z panem i panią Parkin, siedzących naprzeciw niej. Cała trójka miała poważny wyraz twarzy.
Alice wstała natychmiast i podchodząc do niego podniosła twarz mokrą od łez, mówiąc, ‘Och, tak się cieszę, że cię widzę, Robbie’.
Tamci także podnieśli się, lecz na ich twarzach nie było cienia uśmiechu. Pani Parkin powiedziała, ‘No dobrze, Alice, to my już pójdziemy. Zajrzymy później; jesteśmy u siebie, jeśli będziesz nas potrzebować’. Ostatnim słowom towarzyszyło spojrzenie na Roberta; pan Parkin natomiast nic nie powiedział, po prostu wyszedł za żoną.
Robert spoglądając z góry na ciotkę zapytał, ‘Co się stało? Pogorszyło mu się?’, mimo że wiedział co usłyszy.
Potrząsając głową, Alice Bradley odpowiedziała, ‘On… on odszedł popołudniu, po cichu, we śnie. Siedział w fotelu drzemiąc; ja.. trzymałam go za rękę, a wtedy odszedł. On… on mówił o tobie. Och! Robbie. Robbie’. Osunęła się na niego, a on chwycił ją w ramiona, przemawiał do niej uspokajająco, słysząc jak szlocha, ‘Już, już, spokojnie, proszę, usiądź tu’.
Usiadł obok niej, z jej oczu wciąż spływały łzy, wyszeptała, ‘Miał swoje wady, lecz niech to zostanie między nim a Bogiem, on go osądzi, lecz miał również zalety, w pewnym sensie umarł szczęśliwy. To znaczy, jeśli kiedykolwiek był szczęśliwy. Tak’ – odwróciła się i spojrzała w stronę kuchni, powtarzając, ‘jeśli kiedykolwiek był szczęśliwy’. Spojrzała ponownie na niego, mówiąc, ‘Musiał się zmienić, w dniu, kiedy stracił twoją matkę, bo jeśli kogoś kochał, to tylko ją. Carrie kochał także, lecz inaczej; spodziewał się, że Carrie będzie nieskalana jak anioł, tak jakby miała naprawić błędy twojej matki. Ale’ – potrząsnęła głową – ‘z jej strony to nie był błąd, wybrała dla siebie właściwego człowieka… Lecz, będę za nim tęsknić. Będę za nim tęsknić, Robbie, nawet za jego tyranią. Będzie mi tego brakowało. Wiesz’ – wbiła wzrok w podłogę – ‘czasem się czuję, jak jeden z tych psów, bitych dla zabawy przez swojego właściciela, a one nic, tylko dalej liżą go po rękach. Taka się stałam, ale teraz pragnę tylko spokoju. No cóż, teraz to już koniec i spokoju będę mieć tyle ile chciałam i wiem, że go nie polubię. Życie jest dziwne, jest, prawda, kochanie?’
‘Tak, ciociu
’ – mówił miękko – ‘życie jest dziwne, po prostu zakręcone’.
‘Zostaniesz ze mną, przynajmniej do pogrzebu, Robbie?

Bez wahania odrzekł, ‘Oczywiście, że zostanę. Pojadę tylko do majątku i powiem im’.
‘Dziękuję ci. Nasi sąsiedzi nie są tacy najgorsi, ale mimo wszystko nie chcę być im coś dłużna. Ale sam wiesz, lepsze zło, które znasz, niż to nieznane, a nie wiadomo, kto może się tu następny sprowadzić. Pan Bradley
’ – zamilkła na chwilę wymawiając jego imię – ‘oferował mu dwa tysiące, co jak sądzę było uczciwą ceną, ale nie chciał się zgodzić. Od kiedy wojna się zaczęła, ludzie myślą, że mogą mówić dwukrotną cenę na wszystko… Nie zamierzasz iść do wojska? Prawda, Robbie?’
‘Nie, nie mam zamiaru, ciociu. Niech mówią, co im się żywnie podoba. Pójdę, kiedy mnie wezwą, ale nie wcześniej; nie marzy mi się ginąć jak bohater
’.
Uśmiechnęła się blado, ‘Rozsądnie, ale przecież zawsze taki byłeś’.

Zeszła na dół w szlafroku, by go zobaczyć, szybko mówiąc, ‘Peggy wszystko mi powiedziała. Bardzo mi przykro. Tak, tak, oczywiście, że musisz jechać i zostać ze swoją ciotką. Kiedy… kiedy odbędzie się pogrzeb?’
‘Nie wiem, jeszcze nic nie jest ustalone, nie byłem w domu więcej niż dziesięć minut. Natychmiast wróciłem tutaj
’.
Skierowała się do pokoju dziennego, podążył za nią, kiedy oboje znaleźli się w środku, Robert zamknął za nimi drzwi, Agnes powiedziała, ‘Nie chcesz chyba przejąć interesu, prawda?’
‘To mi nawet nie przemknęło przez myśl. Mają dobrego człowieka, a moja ciotka to bardzo mądra kobieta. Tim razem z praktykantem zajmują się wszystkim od dłuższego czasu’.
‘Ach tak, rozumiem. Ja… ja pomyślałam… że
’ – rozpięła górny guzik szlafroka i za chwilę zapięła go z powrotem, nim dokończyła: ‘Sam wiesz jak się sprawy mają tutaj, kiedy odszedł Greg. Będzie fatalnie, jeśli nie zostanie nikt poza Bloom’em, który się ostatnio bardzo postarzał’.
Poparzył jej prosto w oczy i zapytał dosadnie, ‘A co jeśli się zaciągnę?
Jej głos ledwie zauważalnie stwardniał, kiedy odpowiedziała, ‘Ale nie zrobisz tego. Gdybyś… gdybyś miał to zrobić, to poszedłbyś wcześniej. Wtedy mogłabym mieć czas, by jakoś wszystko uporządkować’.
‘Możesz to wciąż zrobić
’.
Był dla niej okrutny. Gdzie się podziała jej duma? Powinna go zwolnić natychmiast. Zamiast tego, skłoniła głowę, ‘Tak, tak, zapewne masz rację. I chyba to zrobię, jeśli cię powołają do wojska. Lub’ – poniosła oczy – ‘jeśli przejmiesz warsztat wuja’.
‘Nie mam takiej intencji
’ – powiedział cicho – ‘Co do wojska, pójdę kiedy mnie zechcą. A teraz, jeśli mogę, pójdę już. Wrócę po pogrzebie’.
‘Dziękuję
’.
Nie ruszył się z miejsca, ona także stała bez ruchu, stali tak na wyciągnięcie ramion. To co za chwilę zrobił było instynktowne: wyciągnął rękę i ujął jej dłoń, którą skubała wstążki szlafroka, schował ją w obydwu swych rękach i trzymał ją mocno, mówiąc, ‘Nie martw się. Wszystko się ułoży, tak czy inaczej. Musi. Myślę, że na razie nie musimy nic robić. Więc cierpliwie poczekajmy. Wiemy oboje, co posiadamy i nikt nam tego nie odbierze’. Uniósł jej dłoń do góry i przycisnął z uczuciem do piersi, trzymał ją przez moment bez słów, w ciszy, następnie szybko wyszedł z pokoju.
Stała, z szeroko rozwartymi oczami, z otwartymi ustami, dłonią, którą wtedy ujął, dotknęła szyi, przytrzymując ją drugą ręką, jakby chciała zatrzymać czucie jego palców na swoim ciele. W końcu gwałtownie obróciła się w kierunku pustego kominka, położyła łokieć na gzymsie i ułożyła na nim głowę, a kiedy łzy obmywały rękawy jej szlafroka, jej usta bezgłośnie szeptały jego imię.

Alison - Pon 26 Mar, 2007 21:56

Dziękuję Monisiu :kwiatek: Ta scena w filmie jest taka poruszająca...
Gosia - Pon 26 Mar, 2007 22:08

Ładna scena ! :D
QaHa - Wto 27 Mar, 2007 09:28

:thud: romantic romantic :mrgreen: Moniko dzięki składam :-) dzięki
Gitka - Wto 27 Mar, 2007 12:26

To prawda piękny fragment, a ta końcówka...

Mag - Wto 27 Mar, 2007 14:55

dzieki Moniko!
Nareszcie pokonał dystans ramienia :thud:

migotka - Wto 27 Mar, 2007 17:23

ufff nadrobiłam w ostatnich 5 stronach tego wątku

dziekuje Moniczko!!! :serduszkate:

Monika - Pon 09 Kwi, 2007 20:17

No to wracamy z Robertem :grin:

Rozdział 9.
Pani Parkin krzątała się po kuchni. ‘To skandal’, powiedziała, ‘że szlachta przyjeżdża tu wykupując wielkie ilości herbaty i cukru, kawy i czego tam jeszcze. Podjeżdżają nawet swoimi powozami na tyły sklepów na peryferiach miasta. Niektórzy sklepikarze są chytrzy i umieszczają tabliczki z napisem: „Obsługujemy tylko stałych klientów”. Tak samo było w pierwszym tygodniu, kiedy zaczęła się wojna, a w sklepach zaczął się ogromny ruch. Przybywały coraz to nowe powozy z rozkazem dostaw. Nasza Nancy powiedziała, że byli tak bezczelni i nachalni wchodząc do sklepu prosząc o cztery funty cukru i dwa herbaty, zupełnie jakby byli stałymi klientami. Powiedziała im wtedy do słuchu. O tak, tak zrobiła. Wszystko im wczoraj zeszło z półek, a nowa dostawa przyszła wieczorem. Poza tym pan Roberts pozwolił pracownikom przebrać zapasy jako pierwszym. Dobry z niego człowiek. Więc jeśli ci czegoś brakuje, Alice, wiesz, do kogo się zwrócić’.
Robert wyszczerzył zęby w uśmiechu, przypominającym jakiś grymas. Stał w korytarzu na wprost otwartych drzwi prowadzących do kuchni. Był ubrany do drogi, wóz stał na podwórzu. Ta kobieta od niemal pół godziny gadała bez ustanku.
Podszedł bliżej i zawołał, ‘Ciociu, lepiej się zbierajmy, jeśli chcesz wrócić przed zmrokiem’.
‘Dobrze, Robbie, już idę. Tylko zamknę drzwi. Później się zobaczymy, Betty. I dziękuję za wszystko’.
‘Och, nie ma za co. I dziękuję za to, co mi dałaś. Choć nie trzeba było, mówiłam ci…’
.
No tak, nawet za odrobinę sympatii trzeba płacić, pomyślał. Tak samo było w Jarrow. Mogłeś mieć dobrych sąsiadów, którzy nie wzięliby od ciebie grosza, ale byli i tacy, którzy nie mieli skrupułów. Tak jak wszędzie, byli ludzi i ludzie’.
Przepraszam, ale nie mogłam się jej pozbyć’.
‘Nie ma sprawy. Ona i jej córka są do siebie bardzo podobne, ich głos działa mi zawsze na nerwy
’. Uśmiechnął się, a ona odwzajemniła ten gest, mówiąc, ‘Biedna Nancy’. Powtórzył, ‘Biedna Nancy w rzeczy samej! Ale nie marnuj na nią uczuć. No chodźmy już’.
Kiedy przejeżdżali podwórzem powiedział, ‘Wolałbym byś sama poszła do adwokata, Ciociu. Pokręcę się po mieście nim nie skończycie’.
‘Robbie, nie wspominałam o tym wcześniej, ale twoja obecność jest konieczna. Ja… chciałabym byś był obecny przy odczytaniu testamentu
’.
Nic nie odpowiedział, ale ciekawy był, czy wuj zostawił mu swoje narzędzia jako gałązkę pokoju. Hmmm, nie byłoby tak źle, niektóre narzędzia w warsztacie były naprawdę imponujące, wszystko o czym stolarz mógłby marzyć. Były wśród nich takie, których nikt nie mógł dotknąć oprócz wuja. No cóż, cokolwiek to miałoby być, okaże swoją wdzięczność, żeby tylko zadowolić ciotkę, tak bardzo było mu jej żal. Straciła dwoje najbliższych ludzi w przeciągu dwóch miesięcy, to nie było sprawiedliwe. Wyglądała tak samotnie… Tylu ludzi było samotnych a wyglądało na to że niebawem będzie ich jeszcze więcej. Telegramy codziennie słały: zaginiony, zabity… zabity w służbie dla króla i kraju. Lecz samotność, pomyślał, dotknie najbardziej kobiety, i to z wyższych sfer. Z pozoru wydaje się to dziwne. Lecz nie wtedy, kiedy się nad tym zastanowisz, bo nie możesz być całkiem samotny wśród sąsiadów, którzy pakują się do twojej kuchni, bez pukania, oczekując, że ugości się ich filiżanką herbaty, kromką świeżego chleba, kawałkiem ciasta albo i dwoma. Większość domów miała swoich starych znajomych, którzy zbierali się gdzieś w kącie. Może i nie lubili siedzenia po kątach, lecz było to lepsze niż głodowanie w samotności we własnym domu. Były też dzieci, którymi trzeba było się zająć. Pracujące kobiety samotność odczuwały najczęściej nocą, kiedy nie było już nic do zrobienia, dawały wtedy ujście łzom i bólowi.
Ale ci z wyżyn społecznych, nawet ci, którzy mieli przy sobie nadal rodzinę, też odczuwali samotność. Oczywiście swoją ocenę opierał jedynie na kilku przykładach, które znał, z którymi miał styczność, na co dzień. Przypuszczał, że cały problem tkwił w tym, że nie mogli okazywać uczuć publicznie; tego nie można było robić. Urodzić się w wyższych sferach oznaczało dziedzictwo, ale również fasadę, mur który musieli używać na co dzień, jak wymagano od nich. Nie dla nich było pozwolić sobie na publiczne wyznania.
Czy Agnes kiedykolwiek zburzy ten mur, naprawdę go zburzy? A przecież powstało między nimi porozumienie. Tydzień temu zawarli pakt: zostawiła swoją dłoń w jego, a wyraz jej twarzy powiedział mu wszystko, co chciał wiedzieć, jeśli wcześniej jeszcze w to wątpił. Cokolwiek miało się stać, to są te chwile, do których będzie mógł wracać…
Biuro radcy było obskurne; było pierwsze z sześciu biegnących wzdłuż korytarza. Zaskoczyła go nędza i szpetność tego miejsca, spodziewał się ujrzeć gruby dywan i pluszowe meble. Siedział na fotelu z końskiego włosia, który musiał być zrobiony już dawno, dawno temu, jako że sprężyny niemal przechodziły przez materiał. Alice siedziała na podobnym fotelu. Adwokat, pan Perrin, siedział za biurkiem w czarnym fotelu, jego niebieski garnitur z serży* konkurował jakimś dziwnym trafem z połyskiem na skórzanym fotelu. Popatrzył na każdego z osobna nim rzekł, ‘Pan Bradley zmienił ostatni zapis w testamencie samodzielnie, lecz bardzo rzetelnie, nic nie może być bardziej jaśniejsze i bardziej zgodne z przepisami. Jedyne, co musiałem zrobić to dodać kilka linijek, w których zobowiązał mnie do bycia wykonawcą testamentu. A teraz przeczytam jak następuje:

„Ja, John James Bradley, z Elmdene House, niedaleko Lamesley w hrabstwie Durham, zaświadczam, że jestem przy zdrowych zmysłach rozporządzając majątkiem przekazuję sumę jednego tysiąca funtów mojej żonie, Alice Caroline Bradley, pięćdziesiąt funtów dla Timothy’ego Yarrow’a z zastrzeżeniem że w chwili mojej śmierci nadal u mnie pracuje. Resztę majątku pozostawiam mojemu bratankowi, Robertowi Bradley, który to majątek składa się z domu, ziemi i biznesu, mebli i reszty sprzętów w domu, gotówki, która pozostanie po spłacie wszelkich długów z pieniędzy umieszczonych w banku oraz inwestycji, które opiewają obecnie na cztery tysiące funtów, pod warunkiem jednak, że pozwoli mojej żonie mieszkać w domu do końca swoich dni, w którym będzie żyć na koszt mego bratanka. Mam nadzieję, że mój bratanek zdecyduje się tam zamieszkać i modlę się, że przebaczy mi moją nieprawość, tak jak przebacza nasz Stwórca, roku 1914. John James Bradley”.

Alice spoglądała na niego z delikatnym uśmiechem na twarzy. Lecz on nie uśmiechał się, potrząsając głową powiedział, ‘Nie! Nie! To nie w porządku. Tak nie można’.
Położyła rękę na jego kolanie i potrząsnęła nim stanowczo, ‘On tego chciał. Od czasu, kiedy doszedł do siebie po gorączce mówił mi, że chce to zrobić, a ja się z nim zgodziłam. Umarł szczęśliwy ze względu na to’.
‘Ale nie mogę. Nic nie zrobiłem. To praca jego życia. Ciociu
’ – skłonił się w jej kierunku – ‘to należy do ciebie, wszystko jest twoje. Gdyby żyła Carrie, to wszystko należałoby się jej. Nie. Nie’. Ponownie potrząsnął głową.
‘Obawiam się, że niewiele pan może tu zdziałać, sir
’ – adwokat spojrzał na nich – ‘nieruchomość i pieniądze należą do pana. Proszę to wyrzucić, jeśli tak pan chce, ale na chwilę obecną jest pan właścicielem domu, biznesu i pokaźnej sumy pieniędzy. Jako się mówi, nie zagląda się darowanemu koniowi…’.
‘Pan nie rozumie…’.
‘Zdumiałby się pan, wiedząc jak wiele rozumiem, sir, rozumiem, że czuje się pan niegodny by być spadkobiercą, ale mogę pana zapewnić, że to minie. Miałem już takie sprawy, choć może nie aż w takich przyjemnych okolicznościach, jak tutaj, kiedy pozostali zainteresowani zgadzają się na osobę, która otrzymała taki zapis
’. Popatrzył na Alice, mówiąc dalej, ‘Pani, madame, zgadzała się od początku z życzeniami męża, a teraz, kiedy są już prawomocnie zatwierdzone nie zgłasza żadnego sprzeciwu. Czy nie tak?’
‘Oczywiście, sir; nie mogę być bardziej zadowolona’.
‘Tak więc, wszyscy jesteśmy zadowoleni, albo niebawem będziemy
’. Wstał, Robert i ciotka również podnieśli się z foteli; wymienili uścisk dłoni, pan Perrin zwracając uwagę ponownie na Roberta powiedział, ‘Jeśli będzie pan potrzebować rady dotyczącej kapitału akcyjnego czy też innej materii, jestem do pana dyspozycji. Pańska ciotka jest w posiadaniu kopii testamentu. Przechowujemy w biurze bezpiecznie akt prawny własności nieruchomości i przyległych gruntów. Do widzenia państwu, życzę panu pomyślności w zarządzaniu majątkiem’.
… Życzył mu szczęścia w jego nowym majątku, na Boga, to naprawdę był majątek: wielki dom; warsztat z dostatkiem drewna, by utrzymać pół tuzina ludzi na kolejne dwa, czy trzy lata; dziesięć akrów ziemi i cztery tysiące funtów. Boże! On chyba śnił. Ale i tak to ciągle nie było sprawiedliwe.
Szedł obok Alice, w milczeniu. Nagle zatrzymał się, położył ręce na jej ramionach, mówiąc, ‘Dlaczego mu na to pozwoliłaś? To nie jest ani w porządku ani sprawiedliwe, to należy do ciebie. Myślałem, że zostawi mi swoje narzędzia czy coś takiego; nawet to byłoby za dużo. Och, Ciociu’. Przyciągnął ją bliżej, zwracając uwagę jakiegoś przechodnia, który zatrzymał się przypatrując się im powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy, ‘Niech się pani nie martwi, robi to dla kraju, proszę być z niego dumna’. Spojrzał zszokowany i oburzony, kiedy nowy rekrut, jak się mu wydawało, odwrócił się do niego i powiedział, ‘Idź do diabła!’ biorąc kobietę za ramię i prowadząc dalej. Przeszli przez zaułek ulicy, nim oboje się zatrzymali, Alice patrząc na niego zaczęła się śmiać. Jej ciało trzęsło się ze śmiechu; żaden dźwięk nie wyszedł z jej ust, ponieważ trzymała na nich mocno dłoń, ale cała jej twarz była wykrzywiona, a kiedy on również zaczął się śmiać podeszła bliżej niego, mówiąc, ‘Och, Robbie, to było zabawne. Gdybyś tylko widział swoją twarz i tego mężczyzny. Pewnie nigdy by nie uwierzył, gdybyś mu powiedział, że zostałeś spadkobiercą testamentu, bo z jego miny wynikało, że wyglądałeś jak ktoś, kto wszystko stracił. Pewnie pomyślał, że się zaciągnąłeś i… i że ja jestem twoją matką’.
‘Chciałbym, żebyś była
’. Dotknął jej ramienia dodając, ‘Od tej chwili będziesz dla mnie jak matka. Lecz powiedzmy sobie szczerze: to jest twój dom, twój majątek i tak pozostanie’. Patrzyła na niego delikatnie mówiąc, ‘Byłabym szczęśliwa widząc jak zapełnia się dziećmi’.
‘Och, ciociu Alice, nie licz na to. Obawiam się, że to próżna nadzieja’.
‘Dlaczego nie?
’ Jej ton był mocny, jej spojrzenie przenikliwe. ‘Nie opowiadaj głupot. Jesteś młodym, przystojnym mężczyzną, możesz zdobyć każdą, którą zechcesz. Wiesz, że tak jest’.
‘Nie, ciociu, mylisz się. Nie mogę mieć każdej
’.
Jej twarz przekręciła się, spojrzała na niego uważniej, zapytała cicho, ‘Masz kogoś na oku?
Patrzył przed siebie, kiedy odpowiedział jej, ‘Tak, można tak powiedzieć. Lecz tam musi pozostać, jedynie w marzeniach’.
Gwałtownie zatrzymała go i spojrzała prosto na jego twarz, jej głos był ledwie szeptem, kiedy zapytała, ‘Nie… chyba nie panna Thorman?’ A kiedy nie odpowiedział, odwzajemniając jedynie spojrzenie, powiedziała ze współczuciem, ‘Och, chłopcze, chłopcze, poniosła cię wyobraźnia, by patrzeć w tym kierunku. To niemożliwe’.
‘Tak, wiem o tym, Ciociu i ona również wie’.
‘Wie?
’ Otworzyła szeroko oczy.
O tak’.
‘Rozmawialiście o tym?’
‘Nie, nie mówiliśmy na ten temat, po prostu to wiemy’.
‘Hmm, ja nigdy! Nigdy bym się nie spodziewała!
’ Odwróciła się od niego, szli w milczeniu przez jakiś czas, w końcu cicho rzekła, ‘Myśleć o czymś takim. Powinieneś wcześniej się zastanowić’.
‘Skąd wiadomo, co będzie, Ciociu, nie wiadomo, że się tonie, nim woda nie zamoczy twoich nóg’.
‘Zamierzasz nadal pracować dla niej
’, zapytała.
Przez chwilę zwlekał z odpowiedzią, ‘Jeśli to nie będzie ci przeszkadzać. Bo widzisz, tam jest tylko jeden pracownik, a stary Waters nie nadaje się już do roboty i jeśli ja teraz odejdę, będzie jej ciężko. Ale powiem ci, że uzgodnię z nią, że będę wracać… wracać do domu każdej nocy. Mogę się tam dostać w dwadzieścia minut na rowerze’.
‘To… to byłoby miłe; będę… będę ci za to wdzięczna’
.
Więc wszystko postanowione.


*serża - trwała tkanina obustronnie diagonalna, samodziałowa, używana przede wszystkim do wyrobu garniturów, płaszczów i sukni

Anonymous - Pon 09 Kwi, 2007 20:23

Biedna nancy :mrgreen: :mrgreen:
Monika - Wto 10 Kwi, 2007 12:45

Tak, teraz to dopiero sobie pluje biedna Nancy w twarz, jej "upstart" naprawdę do czegoś doszedł :grin:
...
Zacinał gęsty deszcz, kiedy następnego dnia rankiem wracał do majątku, było tak ciemno, że kiedy wszedł do środka, w kuchni paliła się lampa. Na odgłos jego kroków, Peggy odwróciła się od pieca, mówiąc, ‘W końcu wróciłeś?’
‘O tak i to cały mokry
’. Zrzucił z siebie płaszcz i wrócił do sieni by go powiesić. Kiedy wrócił do kuchni Ruthie nadchodziła z przeciwległego końca, spojrzała na niego mówiąc, ‘Myślałam, że odszedłeś i zaciągnąłeś się do wojska’.
‘Nie; wezwą mnie, kiedy będą mieć kłopoty, wiedzą jak dobry jestem w ich naprawianiu
’. Roześmiała się, podchodząc do stołu rzekła, ‘Cieszę się, że wróciłeś. Jadłeś śniadanie?’
‘Tak, duże zanim wyszedłem, ale napiłbym się herbaty
’. Uśmiechnął się do niej szeroko, następnie odwrócił się i spojrzał na Peggy pytając, ‘Jak się masz, Peggy?’
‘Jak zwykle
’. Jej twarz była poważna. ‘Ale nie mogę tego samego powiedzieć o innych. Betty odeszła’.
‘Odeszła! Dokąd?’
‘Do wojska, pomagać przy uzbrojeniu. Pewnie odejście Maggie, tak ją omamiło. Powiedziała, że nie. Poszłam wczoraj do Maggie i powiedziałam, co myślę. Zmieniła się, ta dziewczyna, odkąd wyszła za mąż, nie uwierzyłbyś. Twierdzi, że nie miała nic wspólnego z odejściem Betty’.
‘Myślę, że mówi prawdę, Mamo
’, wtrąciła cicho Ruthie. ‘Ale zobaczyła dom Maggie i różne ładne rzeczy, Betty jest młoda. I była dobrym pracownikiem. Przecież wiesz’.
‘Ta przeklęta wojna! Miesza ludziom w głowach. A teraz nie mamy nawet grama cukru w domu’.
‘Och, jutro się tym zajmę, przywiozę kilka funtów’.
‘Gdzie dostaniesz?

Spojrzał na Ruthie. ‘Moja ciotka ma pełne zapasy w kredensie. To zabawne’ – roześmiał się – ‘nie rozprawia o tym na prawo i lewo, więc ludzie myślą, że nic nie ma’.
‘Cóż za podstęp
’.
Popatrzył na Peggy i odrzekł spokojnie, ‘Nie ma w tym żadnego podstępu. Moja ciotka nie jest takim człowiekiem. W każdym razie’ – zwrócił się ponownie do Ruthie – ‘czy panienka Agnes jest na dole?’
‘Tak; od godziny czy coś koło tego. Jest w gabinecie’.
‘Mogłabyś zapytać czy mógłbym z nią porozmawiać?’
‘O nic takiego nie zapytasz
’. Głos dobiegał zza jego pleców, odwrócił się i ujrzał Dave’a Waters’a, wypatrującego się w córkę. Zwrócił rozwścieczony wzrok na Roberta i powiedział, ‘To ja mówię, kiedy możesz się zobaczyć z panienką’.
‘Ach tak? Więc niech pan posłucha, panie Waters, jeśli zechcę zobaczyć się z panienką to tak zrobię, bez twojego pozwolenia. A teraz Ruthie
’. Odwrócił się w stronę gdzie Ruthie i jej matka stały blisko siebie, z zatroskaniem na twarzy, rzekł, ‘Niech któraś z was pójdzie do panienki i zapyta czy mógłbym z nią pomówić. Jeśli tego nie zrobicie, sam się zaanonsuję’.
‘Na Boga! nie zrobisz tego. Posunąłeś się za daleko
’.
Dave Waters zamierzył się na niego, a wtedy Robert chwycił go za ramię, patrząc mu prosto w twarz wycedził, ‘Niech pan posłucha, nim to pan posunie się za daleko: proszę skończyć z tą nagonką na mnie, bo w przeciwnym razie napyta sobie pan kłopotów. Nigdy nie groziłem panu, ani nikomu innemu, nie w taki sposób, ale powiadam panu, panie Waters, proszę się ode mnie odczepić, bo jeśli nie, to będzie pan leżał na podłodze’. Z tymi słowami odepchnął go od siebie; odwracając się w kierunku kobiet zapytał, ‘Która z was zamierza iść do niej?’
‘Idź’
. Peggy popchnęła córkę, Ruthie wybiegła z kuchni. Dave Waters stał odwrócony twarzą do ognia, z uniesionymi ramionami, ściskał mocno wysoki gzyms kominka; Peggy stała przy stole patrząc na plecy męża, za chwilę spojrzała na Roberta, z przepraszającym wyrazem w oczach. Zaległa cisza.
Kiedy Ruthie wróciła, zatrzymała się przy drzwiach i zawołała na niego, ‘Przyjmie cię teraz’.
‘Dobra. Dziękuję
’, odpowiedział twardo, przeszedł przez korytarz, przez drugie zielono rypsowe drzwi, do hallu. Tu zatrzymał się na moment, poprawił krawat – rozmyślnie założył tego ranka kołnierzyk i krawat – w końcu ruszył przez korytarz prowadzący do gabinetu.
...

Monika - Nie 15 Kwi, 2007 15:09

Praedziu, pytasz czy wielbię? :thud: Nie ma dla mnie dnia bez seansu z Azazelem (najczęściej 4 odcinek jest w użyciu :razz: ) Jeszcze nie widziałam go w innej produkcji, ale trza to nadrobić :mrgreen:

Ciąg dalszy The Moth...

Gdy zapukał do drzwi i usłyszał jej „Proszę wejść”, wkroczył do pokoju. Nie siedziała przy biurku, lecz stała przy oknie, patrząc prosto na niego, zmusił się by zacząć oficjalnie, ‘Dzień dobry. Deszczową pogodę dziś mamy’
‘Tak, tak. Padało całą noc. I mocno wiało
’. Przełknęła ślinę, zapytawszy za chwilę, ‘Mam nadzieję, że nic nie zakłóciło ceremonii?’
‘Tak. Pogrzeb był spokojny, tylko ludzie z wioski i członkowie kościoła. Pastor mówił o nim w ciepłych słowach, co oczywiście było jego obowiązkiem
’.
Obeszła biurko i usiadła, wskazała mu fotel naprzeciw siebie, on również usiadł, kiedy tak mierzyli się wzrokiem, powiedziała cicho, ‘Ja… cieszę się, że jesteś z powrotem. Powiedzieli ci już zapewne, że Betty odeszła’.
‘Tak’.
‘Opuściła tonący okręt’.
‘Nie określiłbym tego w ten sposób, powiedziałbym raczej, że są to efekty wojny’.
‘A ty, masz jakieś nowe plany?

Spojrzał na dół, na biurko, wygiął się lekko do przodu, kładąc na nim łokieć, palcami wystukując o krawędź biurka, nim odrzekł, ‘Dziwne rzeczy się stały, nie ma nic bardziej zdumiewającego, tak mi się wydaje, od tego co zamierzam ci powiedzieć. Stałem się’ – nieznaczny uśmieszek pojawił się w kącikach jego ust – ‘stałem się człowiekiem majętnym’.
‘Tak?
’ Zapytała, ‘Wuj coś ci zostawił?’
‘Wszystko właściwie, z jednym zastrzeżeniem, że moja ciotka będzie mieszkać do końca życia w tamtym domu…’.
‘Chcesz powiedzieć, że zostawił ci dom i…’.
‘Tak, dom i dziesięć akrów wolnej ziemi, swój interes oraz co jest najbardziej zdumiewające, znaczną sumę pieniędzy, to znaczy mi się wydaje, że to fortuna, ponad cztery tysiące funtów
’.
Jej twarz wyrażała bezgraniczne oszołomienie. Cztery tysiące to o wiele więcej, niż zostało im po sprzedaniu morskiego biznesu i obrazów, to znacznie więcej. Miał teraz ziemię na własność i interes. Zdumiewające, wcześniej rozdzielały ich różnice klasowe, lecz teraz rozdzieli ich na zawsze ten zapis o interesie, którym będzie musiał się zająć, a ciotka oczekiwać będzie jego towarzystwa. No cóż, jakie to ma teraz znaczenie. Niech sprawy toczą się własnym torem; była już tym wszystkim zmęczona, zmęczona myśleniem, zmęczona wiecznym zamartwianiem się, zmęczona życiem w nadziei. Niech Stanley odda dom władzom; przeniesie się wtedy do domku myśliwskiego i zabierze Millie ze sobą. Będzie mogła wtedy myśleć już tylko o nich dwóch. A Dave i Peggy zajmą się sobą. Nie martwiła się już o Dave’a, bo Dave zmienił się. Lecz zawsze będzie myśleć o Peggy. W końcu, wszędzie były ogłoszenia o pracy różnego rodzaju, więc na pewno i oni znajdą dla siebie miejsce. A co do Ruthie, była zręczna i na pewno szybko coś znajdzie. Niech wszystko zostanie tak jak jest; a kiedy dzień będzie szedł za dniem, tydzień za tygodniem i nie będzie go widywała, zapomni o nim. Będzie żyć wspomnieniami. Jakimi wspomnieniami? To pytanie, dwa słowa były jak eksplozja w jej myślach. Nie miała, czego wspominać, oprócz uścisku dłoni. Dlaczego nie mogła być jak inne kobiety, jeśli to co czytała było prawdą, i miała romans, miałaby o czym pamiętać. Lecz nie, za bardzo się bała wyjść poza ramy konwenansów. A cóż takiego jej klasa uczyni dla niej przez resztę jej życia? Teraz już nawet nie przyjeżdżali by ją odwiedzić, nie miała niczego do zaoferowania, żadnych koni do przejażdżek, żadnych piwnic by mogli porządnie przepłukać gardło, żadnych kosztownych cygar, stołów uginających się od dziesięcio daniowych posiłków, jakie niegdyś ten dom serwował; to co miał to jedynie młodszą córkę, którą należało zamknąć, która zamiast tego była wolna, swobodą która ich zawstydzała, oraz starszą córkę, która miała niewiele do powiedzenia, a to co zwykle mówiła to jakieś złośliwości, zwłaszcza od czasu zerwania zaręczyn. Doprawdy, nie było żadnej zachęty do składania wizyt.
Pomyślałem, że nie będziesz miała nic przeciwko jeśli będę przychodził rano, a spał u ciotki… Zawsze będę o tamtym miejscu, myślał jak o domu ciotki’. Uśmiechnął się do niej, ale mogła jedynie wyrzec, ‘Co… co powiedziałeś?
Popatrzył na nią uważnie, nim powtórzył, ‘Powiedziałem, że jeśli się zgodzisz, będę przychodził rano, a spał w domu ciotki. Mam rower; to żadna odległość. Jeśli mógłbym zaczynać o ósmej i kończyć o szóstej, to by mi pasowało, jeśli to dla ciebie nie problem’.
‘Och, tak, tak. Ale… ten interes który otrzymałeś. Możesz być teraz dla siebie panem’.
‘Och, na to jest jeszcze czas. Zajmuje się nim dobry człowiek, oraz młody chłopak a jeśli zajdzie potrzeba wezmę drugiego chłopaka do przyuczenia. Wszystko powinno się ułożyć’
– pokiwał głową, uśmiechając się szeroko – ‘To jeszcze do mnie nie dotarło. To było duże zaskoczenie. Siedziałem tam spodziewając się, że wuj zostawił mi najwyżej parę swoich narzędzi, a on zapisał mi tak wiele. To mnie trochę zaszokowało. Jeszcze się do tego nie przyzwyczaiłem. I pewnie trochę czasu mi to zajmie’.

Ciąg dalszy nastąpi :wink:

Gitka - Pon 16 Kwi, 2007 09:33

Już się cieszę na ciąg dalszy :kwiatek:
Bradley na rowerku :wink:

Monika - Śro 16 Maj, 2007 14:26

Po miesiącu oddechu wracamy z Bradleyem :hello:

To stary interes?’
‘Och tak, tak. Mój ojciec wychował się na nim. Wuj był najstarszym z braci. Powstała między nimi niezgoda o…
’ – zadrżał mu podbródek – ‘o moją matkę, nie rozmawiali przez następne dwadzieścia lat, aż do dnia jej pogrzebu. Co do interesu, to ostatnie rachunki opiewają na siedemnaście tysięcy. Jeden za krzesło, zamówione dla zamku. To było duże, z wysokim oparciem rzeźbione dębowe krzesło, kosztowało piętnaście szylingów’ – uśmiechnął się szeroko kiwając z uznaniem głową – ‘policzyli drożej, dlatego że zamówienie było z zamku’.
‘Dom stał tam od zawsze?’
‘Hmm, z tego co słyszałem, z początku była to chata z dwiema izbami. Teraz ma osiem pokoi, nie licząc pomieszczenia nad warsztatem, w którym kiedyś mieszkałem i który nadal jest mój. Trzymano tam zazwyczaj drewno, zapach jest wspaniały… Co się stało?
’ Podniósł się nad biurkiem, mówiąc, ‘Proszę, proszę’.
‘Już dobrze
’. Odetchnęła głęboko, podniósłszy głowę odrzekła, ‘Cieszę się z twojego sukcesu, to wszystko’.
Ciągle stał pochylony nad nią, kiedy usłyszeli głośne pukanie do drzwi, wymienili szybkie spojrzenia, Agnes usiadła i biorąc pióro w dłoń, powiedziała, ‘Proszę wejść’.
Spojrzeli na Dave’a Waters’a, który wszedł z twarzą niemal purpurową, mierząc oboje wzrokiem, nim powiedział, ‘Chciałbym z panią porozmawiać… panienko’.
‘Widzisz, że jestem zajęta, Dave. Mogę poświęcić ci chwilę’.
‘Nie ma sprawy
’. Robert wstał. ‘Myślę, że wszystko… jest już wyjaśnione, prawda?’
‘Tak, dziękuję
’.
Kiedy Robert podszedł do drzwi, Dave cofnął się w bok, jakby bał się że zostanie stratowany, a kiedy Robert wszedł na korytarz, zamknął drzwi wcale nie delikatnie, nim podszedł do biurka, gdzie bez ogródek zaczął mówić, ‘Chcę postawić sprawy jasno. On albo ja. Musi pani wybrać. Ten człowiek przywłaszczył moją pozycję w tym domu. Jestem tu nikim, dla pani czy panienki Millie. Zawładnął panienką Millie i zawładnie tobą. Nic dobrego z niego nie będzie, czy nie rozumiesz…’.
‘Przestań! W tej chwili zamilknij! Zapominasz się. Nie sądziłam, że kiedykolwiek powiem to, lecz zapominasz, kim jesteś. Jedyną osobą, która uzurpuje sobie tutaj jakieś prawo jesteś ty sam. Przez te wszystkie lata mogłeś robić, co ci się żywnie podobało. Korzystałeś z tego, mając przewagę nad innymi pracownikami, a teraz jesteś niewdzięczny. Mężczyzna, który przed chwilą stąd wyszedł ocalił cię przed sądem. Zapewne ocalił ci życie, a z całą pewnością uratował przed więzieniem. Odkąd tu przybył nie robi nic innego, tylko stara się pomóc. Czy wiesz, co zrobiłabym na jego miejscu? Czy domyślasz się?’
Wstała z fotela. ‘Wysłałabym anonimowy donos na policję, pisząc w nim o szczegółach śmierci twego pracodawcy. Podobny list, jaki ty sam wysłałeś Lady Clinton-Smith na mój temat i… jego. Tak… tak, masz powody by zblednąć’.
Powstrzymała go uniesioną dłonią, kiedy podszedł bliżej. Teraz, ze zwieszoną głową wymamrotał, ‘Ja… ja żyłem dla ciebie i dla panienki Millie… oddałem życie temu miejscu, jako chłopiec i jako mężczyzna, służyłem mu, to było całym moim życiem, nie myślałem o niczym innym, tylko o twoim szczęściu. I nagle… przychodzi ten obcy, mieszczuch, który nie wie jak okazać szacunek i co się dzieje? Powodzi mu się. Panienka Millie chodzi za nim jak jakiś szczeniak. A pani’ – podniósł w końcu oczy – ‘pani, która jak zawsze sądziłem, ma tyle rozsądku, poddała się jego gładkiej mowie, tylko, dlatego że czyta książki’.
Bądź już cicho, Dave! Powiedziałeś dużo, a nawet o wiele za dużo. Przestań natychmiast’.
‘Nie mogę, panienko. To trzeba powiedzieć i powiem jeszcze to: wolę panienkę widzieć martwą niż on miałby panią dotknąć choćby palcem. Ojciec nigdy o panią nie dbał, czy o panienkę Millie, natomiast ja, ja się zawsze o was troszczyłem i powtórzę raz jeszcze, jeśli go przyłapię, że czegoś od panienki chce nie odpowiadam za siebie i za to co będzie. Więc… więc powiedziałem
’.
...



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group