To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

North and South - powieść - Tłumaczenia fragmentów powieści "N&S"

Anonymous - Sob 10 Cze, 2006 15:24

A ja w końcu dowiaduję się co się dalej dzieje z Frederickiem, bo w filmie po jego wyjeździe ten wątek w zasdzie zlekceważono. A przecież wystarczyłoby jedno zdanie...
Alison - Sob 10 Cze, 2006 17:25

AineNiRigani napisał/a:
A ja w końcu dowiaduję się co się dalej dzieje z Frederickiem, bo w filmie po jego wyjeździe ten wątek w zasdzie zlekceważono. A przecież wystarczyłoby jedno zdanie...


Ta to ma zawsze problemy inne niż wszyscy. A kogo Fredziu obchodzi, wpadł w objęcia Dolores i niech mu ziemia lekką będzie ;-)

miłosz - Sob 10 Cze, 2006 18:11

Caroline napisał/a:
Ale pan Thornton… Dlaczego drżała i kryła twarz w poduszce? Jakie silne uczucie dosięgło ją w końcu? .


no ciekawam jakie to uczucie ;) Biedna Małgoska - a ile to czasu upłynie........... ;)

Gosia - Sob 10 Cze, 2006 18:16

Aine w sumie ma troche racji, bo w filmie nie bylo mowy o tym, czy Henrys pomogl Frederickowi czy nie ;)
Gosia - Sob 10 Cze, 2006 18:18

Monika napisał/a:
Zaczyna nam na czymś lub na kimś zależeć dopiero gdy to stracimy.


Tak to czesto jest w zyciu. Dlatego psychologicznie to Gaskell dobrze rozwiazala.

asiek - Sob 10 Cze, 2006 19:12

Piękny fragment Caroline... :grin:
A ja słowo w obronie Henryczka....spisał się na 5, wcale nie gorzej niż Thornton. W końcu też sporo ryzykował pomagając buntownikowi... i to z miłości do Margaretki.

Caroline - Sob 10 Cze, 2006 21:34

Czasem, choć ostatnio bardzo rzadko, opuszczam Milton i wracam do roku 2006 :razz: , więc dzisiaj ciasteczko z poślizgiem, ale za to dłuższe :) Ostatnie z tej serii.

Margaret, Thornton i policjant cz. 7
(Rozdział XXXV Expiation – Pokuta s. 327)


Gdy tylko się ubrała poszła do ojca z listem. Aluzja do wydarzeń na dworcu była tak nikła, że pan Hale pominął ją nie zwracając większej uwagi. Właściwie poza faktem, że Frederick wypłynął i nie został wykryty ani rozpoznany, niewiele zrozumiał z listu, tak był przejęty mizernym stanem Margaret. Wyglądała cały czas, jakby za chwilkę miała się rozpłakać.
- Jesteś bardzo przemęczona. I nic dziwnego. Musisz mi pozwolić zaopiekować się sobą!
Zmusił ją do położenia się na sofie, poszedł po szal, by ją okryć. Jego troskliwość uwolniła w końcu łzy, płakała gorzko.
- Biedne dziecko, biedne dziecko! – powiedział patrząc czule na nią, leżącą z twarzą zwróconą w stronę ściany, wstrząsaną łkaniem. Po jakimś czasie zaczęła zastanawiać się, czy mogłaby ośmielić się i opowiedzieć ojcu o swoim zmartwieniu, więcej jednak znalazła powodów by tego nie robić. Jedyny pożytek, to ulga, jaką by jej to przyniosło, przeciwko przemawiał fakt, że tylko powiększyłaby znacząco nerwowość ojca. Gdyby Frederick istotnie musiał jeszcze wrócić do Anglii, rozważałby nieustannie okoliczności, w jakich jego syn przyczynił się do śmierci człowieka, choć zrobił to nieumyślnie i nieświadomie, ta myśl przysparzałaby mu zmartwień i powracała w wyolbrzymionych i zniekształconych postaciach dalekich od prawdy. A jeśli chodzi o jej własną winę - bolałby niezmiernie nad jej brakiem odwagi i wiary, a mimo to starałby się znaleźć jakieś usprawiedliwienie. Kiedyś Margaret poszłaby do niego tak samo jako do duchownego, jak do ojca, by zwierzyć się z pokusy i grzechu, ale ostatnio nie rozmawiali wiele na takie tematy i nie wiedziała jak, zważywszy na zmianę w jego światopoglądzie odpowiedziałby na te głębie w jej duszy odwołujące się do niego. Nie, zatrzyma sekret dla siebie i zniesie ten ciężar sama. Sama stanie przed Bogiem i poprosi o jego przebaczenie. Sama zniesie poniżenie w oczach pana Thorntona. Wzruszyły ją łagodne starania ojca, by wymyślić jakiś wesoły temat do rozmowy i powstrzymać ją przed rozpamiętywaniem wszystkiego, co wydarzyło się ostatnio. Minęło wiele miesięcy odkąd rozmawiał tak żywo jak tego dnia. Nie pozwolił jej usiąść i ostatecznie obraził Dixon upierając się, by samodzielnie zajmować się Margaret. W końcu się uśmiechnęła, słabym, nikłym uśmiechem, ale i tak sprawiła mu tym ogromną przyjemność.
- To dziwne, że największą nadzieję na przyszłość, daje nam ktoś o imieniu Dolores – powiedziała Margaret. Ta uwaga była bardziej w stylu jej ojca niż jej samej, ale tego dnia zdawało się, że zamienili się charakterami.
- Jej matka jest Hiszpanką, jak sądzę, to tłumaczy ich wyznanie, bo jej ojciec był zatwardziałym prezbiterianinem, przynajmniej kiedy go znałem. To bardzo ładne i delikatne imię.
- Jest taka młoda! Młodsza ode mnie o 14 miesięcy. Dokładnie w wieku, w jakim była Edith, gdy zaręczyła się z kapitanem Lennoxem. Tato, pojedziemy zobaczyć się z nimi do Hiszpanii?
Potrząsnął głową, ale powiedział:
- Jeśli sobie tego życzysz, Margaret. Ale musimy tu wrócić, to byłoby nie w porządku wobec twojej matki, żeby zostawić ją tutaj, ona, obawiam się, nigdy nie lubiła Milton. Nie, kochanie, ty pojedziesz zobaczyć się z nimi sama, a potem wszystko mi opowiesz o mojej nowej, hiszpańskiej córce.
- Nie, tato. Nie pojadę bez ciebie. Kto się tobą zajmie, gdy mnie nie będzie?
- Chciałbym widzieć, kto tu się kim zajmuje. Gdybyś pojechała namówiłbym pana Thorntona na dodatkowe lekcje. Gorliwie zajęlibyśmy się klasykami. Miałbym cały czas zajęcie. Mogłabyś pojechać i spotkać się z Edith na Corfu.
Margaret nie odzywała się z początku. Potem odpowiedziała raczej ponuro:
- Dziękuję tato, nie chcę jechać. Miejmy nadzieję, że pan Lennox poradzi sobie tak dobrze, że Frederick będzie mógł przywieźć Dolores do nas po ślubie. A jeśli chodzi o Edith, regiment nie zostanie dłużej na Corfu, być może zobaczymy ich oboje tutaj przed końcem roku.
Panu Hale skończyły się pomysły na wesołe tematy. Smutne wspomnienia na nowo wkradły się w jego myśli i sprawiły, że zamilkł. W końcu Margaret powiedziała:
- Tato, widziałeś Higginsa na pogrzebie? Był tam, tak samo jak Mary. Biedny człowiek. To był jego sposób na okazanie współczucia. Ma złote serce ukryte pod szorstkimi manierami.
- Jestem tego pewien – odpowiedział pan Hale – wiedziałem to cały czas, nawet kiedy próbowałaś mnie przekonać, że ma mnóstwo złych nawyków. Pójdziemy do niego jutro, jeśli będziesz mieć dość siły, by iść tak daleko.
- Ależ tak! Chcę się z nim zobaczyć. Nie zapłaciliśmy Mary, a raczej to ona odmówiła wzięcia czegokolwiek, tak mówi Dixon. Pójdziemy zaraz po obiedzie, żeby złapać go zanim pójdzie do pracy.
Wieczorem pan Hale powiedział:
- Spodziewałem się, że pan Thornton dziś zajrzy. Wspominał wczoraj o książce, którą chciałem przejrzeć, powiedział, że postara się przynieść ją dzisiaj.
Margaret odetchnęła głęboko. Wiedziała, że on nie przyjdzie, był zbyt delikatny by ryzykować spotkanie z nią, gdy jej wstyd był tak świeży w jego pamięci. Wspomnienie jego imienia przywołało z powrotem troskę, przyprawiło ją o znużenie, depresję, przedwczesne zmęczenie. Pozwoliła, by opanowała ją apatyczna ospałość. Nagle dotarło do niej, że to dziwny sposób na odwdzięczenie się za troskę i uwagę poświęcaną jej cały dzień. Usiadła i zaproponowała, że poczyta na głos. Panu Hale, kleiły się powieki, ale przystał na jej propozycję. Czytała dobrze, odpowiednio rozkładała akcenty, ale gdyby ktokolwiek spytał ją po zakończeniu o znaczenie tego, co przeczytała, nie umiałaby odpowiedzieć. Uderzyła ją własna niewdzięczność wobec pana Thorntona tego ranka, gdy nie mogła pogodzić się z jego uprzejmością, którą okazał zamierzając zasięgnąć dalszej opinii lekarzy, by ostatecznie powstrzymać śledztwo. Och! Była wdzięczna. Zachowała się tchórzliwie i obłudnie, okazała swoje tchórzostwo i obłudę w sytuacji, której nie można już cofnąć, ale nie była niewdzięczna. Promień ciepła rozjarzył się w jej sercu na myśl o tym, co mogłaby czuć wobec człowieka, który miał powód by nią pogardzać. Jego pogarda była tak usprawiedliwiona, że szanowałaby go mniej, gdyby przyszło jej na myśl, że on nią nie pogardza. Sprawiało jej przyjemność to, że tak bezwarunkowo go szanowała. Nie mógł jej tego zabronić, to była jedyna pociecha w tym całym nieszczęściu.
Późnym wieczorem oczekiwana książka przybyła z „najlepszymi życzeniami i pytaniem o samopoczucie pana Hale”.
- Powiedz, że mam się znacznie lepiej, Dixon, ale panna Hale...
- Nie, tato – powiedziała Margaret żarliwie – nie mów nic o mnie. Nie pytał.
- Moje drogie dziecko, ależ ty drżysz! – powiedział jej ojciec po paru minutach – musisz iść prosto do łóżka. Bardzo pobladłaś.
Margaret nie sprzeciwiła się, choć niechętnie zostawiała ojca samego. Potrzebowała ulgi, jaką mogła dać jej samotność po całym dniu głębokiego namysłu i jeszcze głębszej skruchy.
Następnego dnia wydawała się taka, jak zwykle, pewna ociężałość i smutek, chwilowa nieobecność myślami, wszystko to były symptomy całkiem naturalne w pierwszych dniach żałoby. Niemal jednocześnie, gdy ona wracała do zdrowia, jej ojciec powracał do rozmyślań o utraconej żonie i minionej epoce w ich życiu, która zamknęła się za nim na zawsze.

Gosia - Sob 10 Cze, 2006 21:41

Cytat:
Uderzyła ją własna niewdzięczność wobec pana Thorntona [..]! Była wdzięczna. [..] Promień ciepła rozjarzył się w jej sercu na myśl o tym, co mogłaby czuć wobec człowieka, który miał powód by nią pogardzać. Jego pogarda była tak usprawiedliwiona, że szanowałaby go mniej, gdyby przyszło jej na myśl, że on nią nie pogardza. Sprawiało jej przyjemność to, że tak bezwarunkowo go szanowała. Nie mógł jej tego zabronić, to była jedyna pociecha w tym całym nieszczęściu.

No, coraz piekniej! :D
Biedna Margaret, ona juz zaczyna kochac, nie moze byc inaczej.
I to wlasnie wtedy gdy ta milosc staje sie bólem. Ale i tak czesto bywa w zyciu.

Dzieki Caroline, myslalam ze dzis bedzie dietka, a tu taka niespodzianka :D

A w ogole powiem Wam ze ta powiesc jest piekna ! :thud:

Anonymous - Sob 10 Cze, 2006 22:01

Alison napisał/a:
Ta to ma zawsze problemy inne niż wszyscy. A kogo Fredziu obchodzi, wpadł w objęcia Dolores i niech mu ziemia lekką będzie ;-)


Ali-babo - ja po prostu nie lubię niedokończonych wątków, a ta sprawa mnie zainteresowała ze względów sentymentalnych.

GosiaJ - Sob 10 Cze, 2006 22:09

Caroline napisał/a:

Margaret, Thornton i policjant cz. 7
(Rozdział XXXV Expiation – Pokuta s. 327)

(...)
- Nie, tato – powiedziała Margaret żarliwie – nie mów nic o mnie. Nie pytał.


A to zdanie, jedno, a ile treści zawiera!

asiek - Sob 10 Cze, 2006 23:21

Caroline napisał/a:
Czasem, choć ostatnio bardzo rzadko, opuszczam Milton i wracam do roku 2006 :razz:


Też mam problem z opuszczaniem Milton :mrgreen:

Alison - Sob 10 Cze, 2006 23:56

AineNiRigani napisał/a:
Alison napisał/a:
Ta to ma zawsze problemy inne niż wszyscy. A kogo Fredziu obchodzi, wpadł w objęcia Dolores i niech mu ziemia lekką będzie ;-)


Ali-babo - ja po prostu nie lubię niedokończonych wątków, a ta sprawa mnie zainteresowała ze względów sentymentalnych.


Aine i sentymentalizm :wink:
Zaraz mi powiesz, że się wzruszasz przy scenie peronowej :shock:

Anonymous - Nie 11 Cze, 2006 00:45

Alison napisał/a:
Aine i sentymentalizm :wink:
Zaraz mi powiesz, że się wzruszasz przy scenie peronowej :shock:


Łzy mi płyną. Ze śmiechu głównie, bo mnie ta scena w sumie śmieszy. motylki są, ale jednoczesnie i śmiech.
No niestety.

Alison - Nie 11 Cze, 2006 10:44

AineNiRigani napisał/a:
Alison napisał/a:
Aine i sentymentalizm :wink:
Zaraz mi powiesz, że się wzruszasz przy scenie peronowej :shock:


Łzy mi płyną. Ze śmiechu głównie, bo mnie ta scena w sumie śmieszy. motylki są, ale jednoczesnie i śmiech.
No niestety.


No to fajnie, bo już myślałam, że Cię nie znam ;-)
A apropos niedokończonych wątków to mogłaś spać nie dowiadując co się stało ze służącą Thorntonów osieroconą Leonardsem? Bidula tak płakała aż jej tydzień wolnego dali i... no właśnie, umarła z żalu, pocieszył ją ktoś.....Zastanawiałaś się nad tym? ;-)

Anonymous - Nie 11 Cze, 2006 12:08

Alison napisał/a:
A apropos niedokończonych wątków to mogłaś spać nie dowiadując co się stało ze służącą Thorntonów osieroconą Leonardsem? Bidula tak płakała aż jej tydzień wolnego dali i... no właśnie, umarła z żalu, pocieszył ją ktoś.....Zastanawiałaś się nad tym? ;-)


Ten wątek jest dla mnie skończony. A z Federickiem nie. Poza tym ona nie była siostrą głównek bohaterki, nie? No i na pewno nie była tak ładna jak on :wink:

Aga85 - Nie 11 Cze, 2006 12:46

AineNiRigani napisał/a:
Ten wątek jest dla mnie skończony. A z Federickiem nie. Poza tym ona nie była siostrą głównek bohaterki, nie? No i na pewno nie była tak ładna jak on :wink:


Ooo! Naszej Aine się w końcu ktos spodobał :wink: .

Anonymous - Nie 11 Cze, 2006 17:11

Aga85 napisał/a:
Ooo! Naszej Aine się w końcu ktos spodobał :wink: .


Ależ mnie się ciągle ktoś podoba, tyle że moje obiekty do ślinienia są ciut inne :D


P.S. Federick jest ŁADNIEJSZY niż służąca :D

Aga85 - Nie 11 Cze, 2006 18:04

AineNiRigani napisał/a:
Ależ mnie się ciągle ktoś podoba, tyle że moje obiekty do ślinienia są ciut inne :D


P.S. Federick jest ŁADNIEJSZY niż służąca :D


No wiem, wiem, Aine :wink: . Powiedziałabm tylko, że Twoje "obiekty", jak to określiłaś, są nawet więcej niż "ciut" inne. Ale co tam... Tutaj przyznam Ci rację. Frederick jest przystojny, też mi sie podoba. Hmm... tylko brakuje mu tej męskości, tego raz jakże wyniosłego, a innym razem jakże czułego spojrzenia. W końcu TAK patrzec potrafi tylko Rysiek, albo jak wolisz, Aine - Jasiek :wink: .

P.S. I oczywiście masz rację - Frederick jest zdecydowanie ŁADNIEJSZY niż służąca :mrgreen:

Anonymous - Nie 11 Cze, 2006 18:21

Aga85 napisał/a:
Powiedziałabm tylko, że Twoje "obiekty", jak to określiłaś, są nawet więcej niż "ciut" inne.


he he - wyjaśnij :D

Cytat:
W końcu TAK patrzec potrafi tylko Rysiek, albo jak wolisz, Aine - Jasiek :wink: .


Nie jak wolę, tylko jak jest. Zawsze rozdzielam postać od aktora. Szymon to Szymon, Boromir to Boromir, Kapitan JS to kapitan JS, a Johny Depp to Johny Depp itd.
Jakoś nie mam nigdy problemów z oddzieleniem rzeczywistości od fikcji :razz:


I zgodzę się - filmowy Frederick był bardzo ładnym CHŁOPCEM.

Aga85 - Nie 11 Cze, 2006 18:41

Eee... no.. ten.. tego... Chodziło mi o to, Aine, że masz całkiem inny gust od mojego, czy większości dziewcząt na forum. Eee... no... zupełne przeciwieństwo naszych gustów w TYCH sprawach, choc nie przecze, że czasem zdarzy nam się pomyślec podobnie czy zachwycac się jednym i tym samym "obiektem" (ale to należy do rzadkości). Choc musze przyznac, że do końca nie mogę Cie rozgryźc, Aine. Twierdzisz, ze lubisz jak facet ma trochę więcej ciałka, nie tak jak Rysiek, ale np. Rupert Everett wcale nie należy do AŻ TAK dobrze zbudowanych mężczyzn, a mimo to Ci się podoba :roll:

AineNiRigani napisał/a:
I zgodzę się - filmowy Frederick był bardzo ładnym CHŁOPCEM.


CHŁOPCEM - tak :wink:

A wracając do wątku Jaśka, Ryśka... to dla mnie obaj są ucieleśnieniem kobiecych marzeń. :grin:

Anonymous - Nie 11 Cze, 2006 18:59

Aga85 napisał/a:
np. Rupert Everett wcale nie należy do AŻ TAK dobrze zbudowanych mężczyzn, a mimo to Ci się podoba :roll:


Bo uwielbiam jego sposób mówienia. No i w sumie w większości filmów raczej pokazują go w planie amerykańskim (Chyba mi się nie pomyrdało :D )
U Ryśka też zauważyłam że jest chudy jak zdjął koszulinę.
A moje typy wcale nie są jedynie moje. Większość moich sympatii jest tutaj również podzielana. Chyba żaden z moich ulubieńców nie jest jedynie moim ulubieńcem :D
A Rysiaczek jest dla mnie brzydki i kropka. Chociaż jako aktor podoba mi się coraz bardziej. Widziałam Impresjonistów i przekonuje mnie do siebie :D

Aga85 - Nie 11 Cze, 2006 19:12

AineNiRigani napisał/a:
A moje typy wcale nie są jedynie moje. Większość moich sympatii jest tutaj również podzielana.


Przecież ja nie twierdzę, że nie jest podzielana. Co prawda ja Ruperta nie lubię, ale jak widzisz Frederick też mi sie podoba. Poza tym każdy może miec inne upodobania i ja to szanuję.

AineNiRigani napisał/a:
A Rysiaczek jest dla mnie brzydki i kropka. Chociaż jako aktor podoba mi się coraz bardziej. Widziałam Impresjonistów i przekonuje mnie do siebie


Bardzo mnie to cieszy ;) Ja co prawda musze jeszcze na "Impresjonistów" poczekac. TE sprawy idą strasznie wolno, ale mam nadzieję, że w końcu też obejrzę Rysia jako Moneta :grin:

Anonymous - Nie 11 Cze, 2006 19:24

Aga85 napisał/a:
Poza tym każdy może miec inne upodobania i ja to szanuję.



Ja też szanuję to że ktoś ma inne upodobania. I nigdy nie szydzę z realnych ludzi. Jedynie z idoli, bożków i rzeczy :D Ot tak, dla odbrązowienia :D
A ciekawa byłam jak też będziesz się tłumaczyć z tamtego zdania
p

Aga85 - Nie 11 Cze, 2006 19:39

AineNiRigani napisał/a:
A ciekawa byłam jak też będziesz się tłumaczyć z tamtego zdania
p


Wiedziałam, że będziesz ciekawa już po tym Twoim: "he he - wyjaśnij :grin:", ale ja tego nie traktuję jako tłumaczenia się, tylko zwyczajne rozwinięcie tematu, uzupełnienie pewnych rzeczy, wyjaśnienie tamtego na Twoją prośbę :wink: .
Nie rozumiem tylko jednego:
what does it mean? - p
Czy to jest równoznaczne tej emotce - :P ?
Teraz Ty, Aine, wyjaśnij :wink:

Anonymous - Nie 11 Cze, 2006 19:53

He he
"p" to był mój eksperyment.
Jak pisałam ostatniego posta miałam taką uwagę jakie polecenie w tagach wydać, żeby był ognisty napis, czy jakoś tak. Miało być [glow =red] (bes spacji) ognisty wyraz [/ glow] (również bez spacji.
Wiec zastosowałam się do tamtego polecenia. A że nie miałam co zaakcentować, to wrzuciłam pierwsza lepszą literkę, którą nacisnęłam. W sumie nie zrobiło się nic. I zostało samo "p" :D



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group