To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Fajny film wczoraj widziałam IV

Agn - Czw 19 Sie, 2010 21:54

W razie czego zacznę się skręcać w drugą stronę. :)
Trzykrotka - Nie 22 Sie, 2010 11:05

Dzięki obecnej fazie Admete na Leonarda :kwiatek: :kwiatek: obejrzałam przegapioną Infiltrację Martina Scorsese.
Och, jej... :oklaski: Nie jestem raczej targetem filmów gangsterskich, ani "mocnego męskiego kina," ale ten film mnie trzymał przy natężonej uwadze przez ponad dwie godziny (bo tyle mniej więcej trwał). Historia jest gęsta, mroczna, pełna niedomówień, kto tak naprawdę jest kim i co tu jest grane. Pełna jest także mocny słów. Jak oni klną, olaboga! Jedyna kobieta w tym gronie służy chyba tylko irytacji i stworzeniu trójkąta,który jeszcze bardziej zagmatwa relacje postaci dramatu. Taka blada niunia "czy chcesz o tym porozmawiać." Natomiast plejada postaci męskich to również plejada znakomitych aktorów i szereg świetnych ról. Jack Nicholson. Martin Sheen. Mark Wahlberg (znakomity), Alec Baldwin. Ray Winston - smaczek dla wielbicielek Robina of Sherwood. Ale przede wszystkim - dwa młode pistolety po dwóch stronach barykady: Matt Damon i Leonardo Di Caprio. Obaj są bardzo zdolni, obaj tworzą pełnowymiarowe postaci. Ale to Leo błyszczy jak diament. Nie mogłam oczu od niego oderwać.
Bardzo polecam, kiedy przyjdzie ochota na ostrzejsze smaki kinowe.

Bo Brzydka prawda... ojej...
Trochę się pośmiałam, nie powiem. Ale głównie nudziłam i niesmaczyłam na zmianę. Nie przepadam za Catherine Heigl, która moim zdaniem prezentuje plastikową urodę i grę aktorską rodem z sitcomów. Gerry - Upiór marnuje się w takich rólkach jak ta, choć z nich dwojga był bez wątpienia żywszy (ale o to nietrudno). A w ogóle to strasznie śmieszy mnie koncepcja, że kobieta żyje tylko po to, żeby jej "cycuszki wysyłały zaproszenie." No ja was proszę.. :obrzydzenie:

Admete - Nie 22 Sie, 2010 12:21

Cieszę się, że Ci się Infiltracja spodobała i, ze nie jestem zaślepiona w opinii, że DiCaprio potrafi grać :) Polecam jeszcze Krwawy Diament, W sieci kłamstw ( razem z Russelem ) i Złap mnie, jeśli potrafisz. W Gangach Nowego Jorku też dobrze wypada, choc sam film trochę kuleje.
praedzio - Nie 22 Sie, 2010 19:38

Tymczasem dołującego weekedu ciąg dalszy. ;) Nie, no... Przesadzam, po wczorajszej Tess d'Urbervilles chyba wszystko będzie weselsze. :mrgreen: Aczkolwiek dzisiejszy film do wesołych z pewnością nie należał. :roll:

Obejrzało mi się z niezłym napięciem film Black Death. Arcydziełem tego bym nie nazwała, jednakowoż film jest całkiem niezły. W 1347 roku wybucha epidemia dżumy. Co się wtedy działo w Europie Zachodniej, możecie sobie wyobrazić. Przy okazji niedouczony praedzio odkrył, skąd się wziął dziwny kształt maski zakładanej przez lekarzy. ;)

I oto w ten czas śmierci do klasztoru, w którym nowicjuje sobie niejaki Osmund (Eddie Redmayne) przybywa Ulric (Sean Bean), który prosi o przewodnika do niezbyt odległej wioski na bagnach. Okazuje się, że Ulric jest wysłannikiem biskupim, który para się wdzięcznym zadaniem łowienia czarownic, czcicieli diabła i tym podobnych przemiłych osób. W wiosce, do której tak pragnął podążyć, czekał na niego ponoć nekromanta...

O tym wszystkim Osmund (który jak się słusznie domyślacie został owym przewodnikiem) dowiedział się dopiero po drodze. Więcej fabuły nie zdradzę, bo kto chce, ten sam zobaczy - reszta nie musi. :P

Fabuła prosta jak konstrukcja cepa, aczkolwiek klimacik pewien jest, trochę keczupu też się leje, więc co wrażliwsi zdążą jeszcze zmienić repertuar. ;)

Zakończenie zaiste wprowadziło mnie w pewien ambaras, bo Osmund zmienił się i to bardzo. Co mi się podobało i zarazem nie podobało. Kto obejrzy, bądź już obejrzał, będzie wiedział o co mi chodzi. ;)

Admete - Nie 22 Sie, 2010 20:49

Znajomi szli na Incepcję, to sobie poszłam z nimi drugi raz. I choć się nie umawiałyśmy, spotkałam w kinie Riellę. Najpierw trochę narzekania - jakie w tym nieszczęsnym kinie sa niewygodne fotele, stare, za niskie, masakra. Nigdy więcej. Na razie nie będę tam chodzić. Ma być remont - poczekam sobie.
Po drugim seansie ejszcze bardziej upewniłąm się, że

Spoiler:
Cobb na końcu został we śnie, tym razem we śnie sczęśliwym, bez poczucia winy.

- Pon 23 Sie, 2010 07:40

ja tylko tak szybciutko, bo do pracy trzeba iść :?
widziałam wczoraj Salt z Angeliną i panem Olbrychskim. nie lubię takich filmów, ale ten mi się podobał- fajne sceny akcji, ogólnie pomysł na scenariusz (w sumie scenariusz też :wink: ), dobrze zagrany. no i oczywiście nasz polski akcent :-) dobrze, że pokazał się w końcu poza Europą :-)
byłabym zapomniała- nie wiem czy to kwestia kopii, którą oglądałam, ale nie zdubbingowano pana Daniela, mało tego gra tam także Olek Krupa :-D

Admete - Pon 23 Sie, 2010 07:46

Mają u nas grać...Sama nie wiem, nie lubię Angeliny.
- Pon 23 Sie, 2010 14:47

Admete napisał/a:
nie lubię Angeliny

też za nią nie przepadam, ale w tym filmie jakoś mi nie przeszkadzała... :wink:
tylko jest stanowczo ZA CHUDA!!!!

Admete - Pon 23 Sie, 2010 15:06

Pewnie nie obejrzę, bo nie będzie z kim iśc, a to na drugim koncu miasta, a w dodatku w niedzielę jestem w pracy.
trifle - Pon 23 Sie, 2010 20:40

Obejrzałam Sherlocka Holmesa. I choć podoba mi się budowa postaci - samego Sherlocka, Watsona, ich relacji - lubię bardzo taki humor ;) - to sam film mnie jakoś znudził. Głównie przez te sceny walk, jakiegoś ganiania się z tym olbrzymim bandziorem, nuuuda, przewijałam to. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi współczesny miniserial. Z kobiet w filmie zdecydowanie ciekawiej wypadła Irene(?) niż Mary. Panowie główni - bardzo fajni, obaj.
aneby - Pon 23 Sie, 2010 22:15

Obejrzałam w sobotę Incepcję. Albo ja jestem za głupia na ten film, albo jest on chaotyczny i ciężko z początku się połapać o co chodzi :roll: A później też nie było wiele lepiej ...
Końcówka dobra, chociaż mocno przewidywalna. Zamierzeniem twórców filmu pewnie było, aby po seansie widz się zastanowił nad realnością świata, w którym żyje. Niestety, w moim przypadku to sie nie udało :roll:
Ja lubię Di Caprio, ale widziałąm lepsze filmy z jego udziałem, jak chociażby wymienioną tutaj
"Infiltrację i Krwawy diament a także genialnego Aviatora

Najlepiej skomentował mój mąż: "Cóż ... Matrix to to nie był ..."
Podpisuję się pod tym obiema ręcami :wink:

Admete - Pon 23 Sie, 2010 22:36

Mnie się Incepcja podoba w podobnym stopniu jak pierwszy Matrix ( reszta to badziewie ), natomiast strasznie nie lubię Aviatora. Ja się po wyjściu z kina zastanawiałam nad realnością świata. Chciałabym się obudzić, bo ten sen strasznie męczący jest... ;) Wolałabym inny. W zasadzie rozumiem ludzi, którzy spaliby po 4 godziny dziennie, żeby przeżyć 40 godzin innego zycia tak jak ci śniący u chemika w piwnicy. Też bym wolała piękny sen od rzeczywistości.
Co do Matrixa i Incepcji - świat wirtualny nigdy nie wydawał mi się niebezpieczny. Maszyny też nie. To tylko tostery ;) Natomiast świat złudzeń może być bardzo niebezpieczny.
Akurat to pewnie od osobistych predyspozycji zależy, ale po wysciu z kina razem ze znajomymi stwierdziliśmy, że to jest Matrix obecnej dekady. Sny i złudzenia.

aneby - Pon 23 Sie, 2010 23:00

Mówiąc o Matrixie mam na myśli oczywiście jedynkę. Ten film był dla mnie całkowitą nowością i kompletnym zaskoczeniem. Zmusił mnie do zastanowienia gdzie jestem i czy otaczająca mnie rzeczywistość jest prawdziwa.
W Incepcji, z grubsza biorąc, chodzi o to samo, więc odpada element zaskoczenia.
Chwilami się gubiłam, kto jest w czyim śnie i na którym poziomie :roll: Zupełnie nie interesuję się psychologią, ani nie mam żadnej wiedzy na temat podświadomości, projekcji itp. i niektórych rzeczy po prostu nie rozumiałam.
I jeszcze ta strzelanina w śniegu :paddotylu:

Admete - Wto 24 Sie, 2010 08:17

Ja się psychologia musiałam interesować ze względu na zawód. I nie gubiłam się w poziomach...Mimo wszystko łatwiej uwierzyć, że ktoś gubi się w rzeczywistości z powodu własnego umysłu niż dlatego, że maszyny nas wykorzystują ;) A strzelanina była dlatego, że podświadomość Roberta ich atakowała. On natomiast wierzył, że wchodzą w podświadomość jego wuja. Robert był przeszkolony w odpieraniu ataków na jego umysł. Akurat przybrało to postac strzelaniny w śniegu. Według Eamusa trzeba śnić z rozmachem ;)
Po prostu film nie w Twoim stylu, tak jak mnie nie pasują Filary Ziemi - ostatni odcinek obejrzałam w 5 minut i nic na to nie poradzę.

Deanariell - Wto 24 Sie, 2010 14:58

Admete napisał/a:
W zasadzie rozumiem ludzi, którzy spaliby po 4 godziny dziennie, żeby przeżyć 40 godzin innego zycia tak jak ci śniący u chemika w piwnicy.

To już wiesz dlaczego ja tyle w tym życiu śpię :P (a raczej spałam do czasu urodzenia dziecka ;) )... Też mi się podobał motyw z tą grupą ludzi. To by było ciekawe przenieść się z przyjaciółmi do innej rzeczywistości i razem śnić lepszy świat. :)
aneby napisał/a:
W Incepcji, z grubsza biorąc, chodzi o to samo, więc odpada element zaskoczenia.

Admete napisał/a:
Mimo wszystko łatwiej uwierzyć, ż ektoś gubi się w rzeczywistości z powodu własnego umysłu niz dlatego, ż emaszyny nas wykorzystuja

No właśnie znów to samo miałam napisać co Ty, Admete, w tej kwestii. ;) Sny i złudzenia są bardziej przerażające od maszyn, które można zawsze czymś rozwalić w drobny mak. Natomiast zakamarki naszych umysłów są niezbadane, a jak walczyć ze snem-koszmarem, z którego sami nie możemy się wybudzić? Na dodatek w podświadomości może czaić się szaleństwo, obłęd czekający jedynie na odpowiedni moment, żeby zawładnąć naszym umysłem i uwięzić świadomość w więzieniu bez ścian... Brrrrrr... :shock: Wystarczy pomyśleć o schizofrenikach - im się też wydaje, że ich alternatywne osobowości (i światy przez nie postrzegane) są najprawdziwsze pod słońcem...

Mnie się "Incepcja" bardzo podobała, ale ja się od zawsze taką tematyką fascynowałam. ;) Nie jestem zresztą w tym względzie zbytnio oryginalna. Ludzi od wieków intrygowała granica pomiędzy jawą a snem. :) Na studiach pamiętam "otarł mi się" nawet "o ręce" dramat filozoficzny "Życie snem" Calderona de la Barca (z 1635 r.) - a literatury w tym temacie jest zapewne nieprzebrane morze. ;) [Cytat z utworu: “przecież życie jest snem / tylko snem / i ten kto żyje śpi / i śni siebie pokąd nie prześni siebie”.]
Można sobie nieźle zamieszać w głowie, kiedy człowiek uświadomi sobie jasno, że granica między jawą a snem, rzeczywistością a złudzeniem jest płynna - a jeśli świat, w którym żyjemy jest tylko jednym z poziomów czyjegoś snu? Może to Bóg nas śni? I gdy się wreszcie obudzi, znikniemy? ;) Wielu ludzi wierzy, że śmierć jest bramą do innego świata, równie dobrze może być ona przejściem ze snu do jawy - obudzimy się po tamtej stronie i spojrzymy na nasze obecne życie jak na mniej lub bardziej udany sen? W snach wszak ból, radość, smutek, miłość i inne odczucia potrafią być bardzo realne - każdemu pewnie choć raz zdarzyło się, że zbudził go własny płacz, wynikający z sytuacji, która się "jedynie" przyśniła, a jednak łzy były prawdziwe... :mysle: (Tudzież jako dziecku przyśniła mu się ubikacja i zbudził się na mokrym prześcieradle - cóż, zdarza się. :rotfl: ) Wszystko to przychodzi na myśl po obejrzeniu "Incepcji", cieszę się, iż współczesna technika filmowa umożliwiła realizację tego projektu, bo bez efektów wizualnych film nie byłby pewnie aż tak porywający. Mnie się jednak sam scenariusz naprawdę spodobał - a przecież ciężko w naszych czasach napisać coś ciekawego. :P Interesujący był motyw osobistych totemów, dzięki którym "podróżującym" w snach łatwiej było zorientować się, co jest prawdą, a co jedynie wytworem umysłu. Muszę sobie taki sprawić, na wypadek, gdybym zaczęła się kiedyś za bardzo "odklejać" od tej rzeczywistości. :P

Admete napisał/a:
Po drugim seansie ejszcze bardziej upewniłąm się, że

Spoiler: ............................................

Wiedziałam, że przy tym będziesz obstawać. :mrgreen: Ja jednak mam nadzieję, że "bączek" w końcu się przewrócił - ze względu na te biedne dzieci czekające na powrót taty do domu... :(

Admete napisała:
Cytat:
Według Eamusa trzeba śnić z rozmachem

Sympatyczna postać w istocie. :mrgreen:

Agn - Śro 25 Sie, 2010 00:30

Ja tam polubiłam Arthura. Właśnie wróciłam z Incepcji. Faktycznie, Matrix to to nie był... bo osobiście uważam, że Incepcja jest lepsza. I ja się nie zgubiłam ani razu. W momencie, w którym na początku załapałam, co jest w którym śnie, wszystko było dla mnie elegancko poukładane.
Tylko wywaliłabym stamtąd wątek miłosny, bo był zanadto... wydłużony i kapkę przegadany. Choć rozumiem, że jak się włączyło Marion Cottilard do obsady, to głupio jej nie wykorzystać. I jakoś bardziej by mi się chyba podobało, gdyby główny bohater, miast do swych dzieciąt w USA pozostawionych, po prostu zrobił to wszystko dla forsy.
I końcówka, by biedny widz nie wiedział, czy to już jawa, czy ciągle któryś z poziomów snów, ciut przewidywalna. Ale co mi tam. Bawiłam się przednio. Cieszę się, że poszłam na to do kina, nie mogę pomarudzić nad efektami specjalnymi, strasznie mi się podobały. I w ogóle pomysł na fabułę i rozwiązania (walka na pięści w nieważkości mnie zabiła :mrgreen: ).
Nie było Neo, były skojarzenia z Matrixem... ale pozytywne skojarzenia. Nie męczył się człowiek z tym matrixowym światem tak jak np. w Daybreakers. :)

Admete - Śro 25 Sie, 2010 06:08

Gdyby bohater robił to wszystko tylko dla forsy, to błoby zbyt trywialne. Poza tym nie miałabyś motywu poczucia winy spowodowanego zaszczepieniem idei w umyśle innego człowieka. Cobb mógłby projektować, bo Mal by go nie prześladowała, nie byłaby więc potrzebna Ariadna. Ogólnie film straciłby połowa swojej problematyki i zamienił się w zwykłą strzelankę. Ta historia miłosna jest dobrze opowiedziana i ma ogromne znaczenie dla całości scenariusza.
Agn - Śro 25 Sie, 2010 09:30

A mnie męczyła. I właśnie dla mnie trywialne robi się takie robienie czegoś dla idei czy miłości. Znowu. A gdyby ideą dla głównego bohatera (głównego, nie pobocznego) byłaby po prostu kasa... no cóż, byłoby bardziej życiowe. Poczucie winy można było przecież zrobić inaczej. Ewentualnie podobnie, bez dodatku czekających na tatusia dzieci. Natomiast osobiste problemy mógłby pomóc rozwiązywać któryś z jego stałych współpracowników, a nie jakaś poboczna dziewczyna, która ledwo go zna, ale od razu wie, o co chodzi. Ach ta amerykańska psychologia podwórkowa...
Admete - Śro 25 Sie, 2010 12:07

Niestety Thin dostałabyś wtedy zupełnie inny film. Nie wiem nawet jak można sobie scenariusz Incepcji wyobrazić bez tego wątku, to tak jakbyś kompletnie rozminęła się z intencją reżyserską w odbiorze filmu. To nie o miłość do Mal chodziło, już nie. Raczej o miłość do dzieci i o poczucie winy wobec Mal. Cobb ma straszne poczucie winy, wynikające z tego, co włożył do podświadomości żony. Czy to trywialne? Moim zdaniem ludzkie, zwyczajnie ludzkie. I szczerze ci powiem właśnie życiowe - żal i poczucie winy potrafi doprowadzić człowieka do najgłupszych rzeczy. A pieniądze Cobb oddał chemikowi, całą swoją działkę. Chciałabyś cyniczną maszynę do zabijania i robienia kasy? Dalczego nie, ale myślę, że nic by z motywacji psychologicznej nie zostało, a chyba nie o to Nolanowi chodziło. I nie takiego bohatera stworzył. Nie wiem, dlaczego tak bys chciała spłycić tę postać - zwykle lubisz komplikacje uczuciowe.

Cytat:
I właśnie dla mnie trywialne robi się takie robienie czegoś dla idei czy miłości


Skomentowałabym to, ale ugryzłam się w język :-P

- Śro 25 Sie, 2010 17:46

trochę z powodu tej ożywionej dyskusji o Incepcji, trochę z powodu mojej siostry, która gorąco polecała film, oglądnęłam go i ja :-)
co tu dużo mówić (pisać :wink: )- film mi się baardzo podobał!! nie widziałam Matrixa i kino tego typu było mi zupełnie obce, także żadne pomysły twórców nie były dla mnie "powtórką z rozrywki". 'ochy i achy' powędrowały zarówno w stronę scenariusza jak i reżyserii, ale także efektów specjalnych i oczywiście gry aktorskiej. jestem 100% romantykiem, więc wątek Mal i Cobba zupełnie mi nie przeszkadzał, mało tego podobało mi się, że gdy coś nie szło po myśli bohaterów, to właśnie Mal była w to "zamieszana". postaci drugoplanowe normalnie 'miodzio' :-P :-D :wink: fajnie napisane, zinterpretowane i zagrane (jedynie postać chemika wypadła trochę blado...) a zakończenie, no cóż- najbezpieczniejsze. gdyby skończyło się pozytywnie, ludzie zarzucaliby twórcom, że nierealne; gdyby skończyło się źle- że zbyt pesymistyczne... a tak wybrano wyjście najmniej trudne :wink: (i idealne do stworzenia Incepcji 2 :-P )

Admete - Śro 25 Sie, 2010 18:23

Tam jest jeszcze jeden haczyk - a co jeśli swiat wyjściowy też nie był rzeczywisty? ;)
Aś mnie nie chodzi o romantyzm w historii Cobba i Mal - zwyczajnie akurat ten element scenariusza była elementem węzłowym i pozbycie się go zmieniłoby cały film.

Deanariell - Śro 25 Sie, 2010 19:01

aś napisał/a:
zakończenie, no cóż- najbezpieczniejsze. gdyby skończyło się pozytywnie, ludzie zarzucaliby twórcom, że nierealne; gdyby skończyło się źle- że zbyt pesymistyczne... a tak wybrano wyjście najmniej trudne

Zakończenie moim zdaniem było w porządku - nie bardzo nawet mogę wyobrazić sobie lepsze, naturalnie spodziewałam się, że zrobią to w ten sposób, aby pozostawić widzowi furtkę, mimo braku zaskoczenia w tym wypadku (bo domyślałam się, że właśnie pozostanie otwarte) i tak mi się podobało. Naturalnie słyszałam w kinie komentarz odnośnie ewentualnej "Incepcji2" :lol: - nie pogniewam się, jeśli rzeczywiście będzie jakiś ciąg dalszy. :)
Agn napisał/a:
Faktycznie, Matrix to to nie był... bo osobiście uważam, że Incepcja jest lepsza.

A wiesz, że mnie również przeszła przez głowę podobna myśl, ale tak trochę bałam się ją głośno wyartykułować, bo Matrix to już w sumie klasyka... :P
Admete napisał/a:
Chciałabyś cyniczną maszynę do zabijania i robienia kasy?

Nie wiem czy by mi się to wtedy podobało :( - ostatnio motyw poświęcenia dla dzieci bardziej do mnie przemawia... :P Robienie "kasy" w naszych czasach brzmi właśnie dość trywialnie, bo wiele osób za tym goni, a zapominają o "zwykłych", ludzkich uczuciach. Prawie każdy z nas pragnie miłości, bycia kochanym i ważnym dla kogoś, ale teraz nie każdy się przyznaje do takich "pierdół"... Poza tym lansowana jest moda "jak to fajnie być singlem". :roll: Nie mówię, że nie jest fajnie, jednak nie można przesadzać w żadną stronę. Osobiście nie przeszkadzało mi, iż główny bohater najbardziej na świecie chciał wrócić do swoich dzieci i gotów był oddać za to życie - moje ostatnie doświadczenia pozwalają mi bardziej zrozumieć podobne motywy. ;) I to poczucie winy - też mi pasuje, w końcu to straszne, kiedy umiera ktoś ukochany, a mamy świadomość, że w dużej części się do tego przyczyniliśmy. Prawdę mówiąc nie chciałabym być na jego miejscu... Boli jak diabli. Ból psychiczny jest sto razy gorszy od fizycznego, to mogę poświadczyć z własnego doświadczenia. :-| Więc dla mnie taki scenariusz jest spójny.
aś napisał/a:
nie widziałam Matrixa

Aś! :shock: W takim razie pora nadrobić zaległości - dla porównania choćby. ;)
Admete napisał/a:
Tam jest jeszcze jeden haczyk - a co jeśli swiat wyjściowy też nie był rzeczywisty?

Ja się nadal poważnie zastanawiam czy my też nie żyjemy w jakimś sennym koszmarze? :mysle: ;) [Chcę się obudzić! Chcę się obudzić! :trzyma_kciuki: :-P ]
Admete napisał/a:
mnie nie chodzi o romantyzm w historii Cobba i Mal

A ja pewnie umrę stara i głupia, wierząc naiwnie, że taka miłość istnieje w tym naszym mało idealnym świecie - nie tylko w filmach. ;) Jest to bardziej prawdopodobne, niż np. seks z wampirem. :P

EDIT: Zapomniałam napisać jeszcze, że niezmiernie podobał mi się motyw różnorodnych poziomów świadomości we śnie i schodzenie w coraz głębsze "czeluście" umysłu. Zawsze pociągała mnie "szkatułkowa" budowa fabuły. :)

Admete - Śro 25 Sie, 2010 20:14

A ty oglądałaś Rękopis znaleziony w Saragossie? Spodobałby ci się.
Agn - Śro 25 Sie, 2010 22:41

Admete, lubię komplikacje uczuciowe, ale nie takie potwornie hamerykanizowane z hamerykańską psychologią i hamerykańskim gadaniem. Nie mówię o maszynie, bez przesady, ale by nieco odsłodzić ten wątek. Myślę, że wyrwanie motywu dzieci by mi wystarczyło, sama żona byłaby w sam raz. Widzisz... przez ten wątek film się na pewnym poziomie zrobił przewidywalny, a ja tego nie lubię. Idę do kina i się wyłączam, nie zgaduję na siłę, co będzie dalej. A tu się samo pcha, co będzie - i się nie pomyliłam. Więc... może gdyby to inaczej wyglądało, gdyby było mniej gadania, to byłoby super. A tak wolałam Arthura czy tego drugiego wesołka, którzy przynajmniej nie mieli komplikacji życiowych i nie pchali współpracowników w piekielnie niebezpieczną sprawę, bo chcą zobaczyć dzieci. :roll:
Deanariell - Śro 25 Sie, 2010 22:46

Admete napisał/a:
oglądałaś Rękopis znaleziony w Saragossie? Spodobałby ci się.

Jasne, że oglądałam (miałam nawet ze trzy podejścia, jak trafiłam akurat w telewizji). ;) Chociaż nigdy w całości od początku do końca - jakoś tak wychodziło. :roll: "Incepcja" i tak mi się bardziej podoba ze względu na sam temat. :P Chociaż bohater "Rękopisu" też w sumie miał problemy z odróżnieniem snu od jawy. :)



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group