To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

North and South - serial BBC - Ulubione sceny z serialu

trifle - Pon 19 Sty, 2009 21:16

O rany :shock: Pierwszy raz do mnie dotarło: Jaś. I Małgosia. :shock: :rotfl:
Alicja - Pon 19 Sty, 2009 21:28

trifle napisał/a:
Jaś. I Małgosia

faktycznie :shock:

lemurcio - Pon 23 Lut, 2009 23:30

Tylko z przekory, głosuję na Gochę w fabryce...i tak wiadomo którą scenę wszystkie do poduchy oglądamy, hmm...

A Gochę w tej scenie lubię za to, że pierwszy raz odważyła się przyznać publicznie do swoich uczuć. I to przed kim. Pomyślcie tylko - plątacie się po pustej hali, jak zadurzona gimnazjalistka po szkolnym korytarzu, żeby spotkać TEGO JEDYNEGO. Zamiast tego wpadacie na jego matkę, która, gdyby nie dobre wiktoriańskie wychowanie, najchętniej wytargałaby was za włosy. Normalnie każda dziewczyna wzięłaby nogi za pas, tylko by halki furkotały. I tu mnie Małgosia zaskoczyła - tak spokojnie, bez obrażania się na Hannę za jej insynuacje, że przyjechała tylko jak sęp na żer, przyznaje, że się pomyliła co do Jaśka. Widać, że nabrała do Hanny szacunku (brawo!), i nawet stara się przełamać lody, wyciąga rękę jakby na pociechę, ale też i na zgodę. To mi się naprawdę w niej podoba.
Zawsze sobie wyobrażam, że one się jednak w końcu polubiły.

Gosia - Wto 24 Lut, 2009 11:18

Bardzo lubię tę scenę. Aktorstwo, gesty, sceneria, kostiumy, słowa. Wszystko idealnie współgra.
Ja też wyobrażam sobie, że się w końcu polubiły. Z pewnością obie czuły do siebie szacunek, doceniały swój charakter, odwagę i siłę woli.

Mara - Pon 28 Wrz, 2009 22:09

Wybór był ciężki, bo tam prawie każda scena z Johnem jest wspaniała. Jak on się pojawia na ekranie cała staję się "oczami i uszami". Nie byłam oryginalna, bo zagłosowałam na scenę peronową. Jest dla mnie ukoronowaniem całości i spełnieniem marzeń, weszła z miejsca do kanonu moich ulubionych. Nie chodzi to tylko o gorące pocałunki i te powłóczyste spojrzenia, ale całą symbolikę. Po pierwsze mamy pociąg jako symbol epoki industrialnej, który zapewnia naszej parze spotkanie się w pół drogi. To spotkanie w połowie odnosi się także do rewizji poglądów na tę drugą osobę jakiej każde z nich musiało dokonać. Zrozumienie racji tej drugiej strony, zaakceptowanie jej wizji nie było wcale prostą sprawą. Spotkały się dwa niezależne i silne charaktery. Każde musiało nieco ustąpić pola by zrobić miejsce na porozumienie i by miała gdzie rozkwitnąć miłość. Nawet pozycja finansowa uległa przestawieniu i kiedy on stracił majątek, ona go zyskała. Wszystko poprzedzone zostało podróżą bohaterów do miejsca, z którego pochodzi to drugie. Niczym pielgrzymka, która pozwala zrozumieć do końca świat, z jakiego się wywodzi i w jakim żyła osoba, którą darzą uczuciem. Kwiat, który trzyma przy sobie John niczym symbol miejsca, z którego pochodzi Margaret, a jemu nagle stało się bliskie. „Jeśli się kocha się jedną z gwiazd jakże przyjemnie jest patrzeć w niebo” (to Antoine de Saint Exupery). Dla niego chyba całe Południe będzie kojarzyć się zawsze z nią. Margaret zrozumiała ile znaczą dla Johna jego fabryki gdy stanęła w opuszczonej przez robotników hali. Od niego zależał byt tylu ludzi. Może odczuła w końcu tę odpowiedzialność spoczywającą na jego barkach, której nigdy się nie wypierał i nie rezygnował z niej, a wręcz przeciwnie – chciał jak najlepiej wywiązywać się ze swojego zadania. Dojście do pieniędzy to ledwie początek, trzeba umieć je później wykorzystać. Odziedziczony spadek pewnie także jej to uświadomił. Scena peronowa zachwyca mnie pod każdym względem. Kiedy najpierw Margaret widzi Johna w pociągu, a potem on ją, to ich twarze wręcz promienieją. Jakby w chłodny dzień padły nagle na nie ciepłe promienie słońca. Ta zmiana wyrazu twarzy odzwierciedla jasno uczucia jakie do siebie żywią. A potem ta rozbrajająco niewinna „business proposition” Margaret. Intensywność jego spojrzenia w tym momencie powinna ją roztopić. Kocham tę scenę nawet jeśli obcałowywanie się publicznie było nie do przyjęcia w tamtych czasach. Tak się w sobie zapamiętali, że zapomnieli o całym świecie, włącznie z Henrym. Aż mi się ciepło na sercu od samego pisania zrobiło.
Gosia - Pon 28 Wrz, 2009 23:41

A mi się ciepło od czytania tych wrażeń zrobiło. Dzięki! :-D
BeeMeR - Wto 29 Wrz, 2009 09:17

Pięknie napisane, mara :kwiatek:
I scena piękna... :serce2:

seniorita - Wto 29 Wrz, 2009 18:15

mara, masz całkowitą rację - scena peronowa jest wyjątkowa, ma niesamowity klimat i to co najważniejsze wisi niewypowiedziane między Margaret i Thorntonem. Brawa dla RA i Danieli:) niezwykły jest moment, gdy Margaret wraca po swój bagaż a John odwraca się przekonany że po prostu znów go zostawia, jak to ona. A potem gdy znów ją widzi ma takie zaczerwienione zwilgotniałe oczy ale uśmiecha się uszczęsliwiony - ten widok po prostu łamie mi serce za każdym razem, nawet gdy to wspomnę... zaraz ja będę płakać :serduszkate:

bardzo chętnie oglądam też scenę pożegnania po śmierci ojca Margarat - "so,you're going and never come back" wypowiedziane głosem wypełnionym z trudem skrywanymi emocjami. Nie jestem w stanie zrozumieć, jak można w takiej chwili odpowiedzieć z zimną krwią <good luck>, a znękanemu przez tę niecną kobietę JT pozostało tylko zrobić błyskawiczny odwrót

i mogłabym oglądać bez końca sceny rozmów z matką - gdzie od żartu i luzu na który pozwalał sobie w tamtym momencie tylko przy mrs Thornton przechodzi niepostrzeżenie w ton bólu jaki zadawała mu Margie swoją obojętnością.

a ironia i szyderstwo prezentowane przez Johna w rozmowie z Higginsem w sprawie jego pracy wylewają się niemal z ekranu :roll: takiego JT też uwielbiam, za ten wyraz twarzy :-P zdecydowanie i cięte riposty

zgadzam się, że RA jest niezrównany w każdej scenie i jego uczucia niemal przechodzą na widza, nie wiem jak on to robi :serce2:

uwielbiam każdą scenę, w której pojawia się RA :rumieniec:

Loana - Pią 13 Lis, 2009 07:39

Juz sie wypowiadalam tutaj, ale ostatnio zrobilam sobie powtorke i musze przyznac, ze ja NIE LUBIE sceny peronowej. Nie powiem, pelna uczuc, symboliczna, tralalala itd, ale tak mnie drazni umiejscowienia ich tak na widoku, zlamania tylu konwenansow oraz bycia okrutnym (bo inaczej tego nie umiem nazwac )do tego biednego Henryego, ktory nie zasluzyl na takie traktowanie, ze mnie telepoce jak widze ta scene -_-'. Wszystko byloby idealnie, gdyby to nie byla lawka posrodku peronu z Henrym jako widzem. Serio...
Gosia - Pią 13 Lis, 2009 22:07

Henrysia było mi trochę żal na początku, bo w końcu to dla niego nic miłego nie było, ale on też dla Thorntona na Wielkiej Wystawie nie był miły - w dodatku robił to wbrew woli Margaret. Pamiętasz tę scenę?
Margaret mogłaby mieć skrupuły wobec niego, bo jej pomagał w sprawach prawnych, choć nie do końca bezinteresownie, (liczył na to, że zostanie jego żoną), ale Thornton? On w tym momencie myślał tylko o niej, on nawet Henrysia nie widział w tym pociągu.

Loana - Pią 13 Lis, 2009 22:49

Pewnie, ze widzialam, pamietam, ale powiedzmy sobie szczerze - czemu sie tak Henryczek zachowywal??? To byla walka dwoch samcow - Henry widzial zagrozenie w Jasiu, dlatego zaatakowal.Jas mial pecha, ze nie chcial sie bronic, ale widzisz, jak tylko wiatr zawial w jego strone od razu zatriumfowal nad rywalem i nawet sie nie przejal jego uczuciami. Ja sie nawet zastanawialam, czy oni sie wlasnie dlatego tak na widoku nie slimakuja, zeby Henry NA PEWNO widzial, ze przegral z Jasiem. Faceci sa jednak czasami prymitywni...
Gosia - Pią 13 Lis, 2009 22:56

Ze strony Thorntona to na pewno nie była pokazówka, on nawet o tym nie myślał w tej chwili. Ciekawe czy kiedy facet, w którym byś była szaleńczo zakochana (a sądziłaś, że go nigdy już nie zobaczysz), nagle Ci daje do zrozumienia, że Cię kocha, myślałabyś w tym momencie o kimś zupełnie innym? O jakiejś domniemanej rywalce? Taka chwila dech Ci zapiera i o niczym innym nie myślisz. On był już załamany, a nagle niebo się nad nim otworzyło.
Wiesz, że nigdy nie pomyślałam, że Thorntonowi by to mogło przyjść do głowy.

Mara - Sob 14 Lis, 2009 12:32

Zgadzam się z Gosią, że w tym momencie to nie Henryś był Jasiowi w głowie. Po złożonej drżącym głosem propozycji Margaret cały świat przestał się dla niego liczyć, łącznie z konwenansami i zostawionymi odłogiem potencjalnymi rywalami. W tamtej niesamowitej chwili istniała dla niego tylko Margaret. Jest to szczególnie piękne i urocze, że tak opanowany i dbający o zasady człowiek, dał się w końcu ponieść romantycznemu uniesieniu. To podkreśla siłę jego uczuć do Margaret.
Loana - Sob 14 Lis, 2009 15:58

:) no tu sie nie bede klocic, bo w jego przypadku mozna wziac pod uwage sile uczuc oraz spowodowane tym totalne zglupienie na temat zasad zachowania.
Szkoda, ze Margaret tez tak oglupilo, gdyby nie to, bylaby to wspaniala scena milosna :P A tak mamy maly skandal ;)

BeeMeR - Pon 16 Lis, 2009 15:44

Ja tylko chciałam nadmienić, że Jaś tzn Richard ma ładne rzęsy, :serduszkate: co mi się samo zauważyło przy ponownym oglądaniu serialu :mrgreen:
Lullaby - Śro 28 Lip, 2010 18:50

Raczej nie byłam oryginalna wybierając scenę peronową, oczywiście;) Uważam, że cały serial jest absolutnie wspaniały i magiczny, ale ta scena, happy end i unosząca się w powietrzu miłość wywołały u mnie najwięcej dreszczy podniecenia. ;) Ich delikatny pocałunek, to jak on się w nią wpatruje z ta bezgraniczną miłością, jej zawstydzenie. Później jego rozczarowanie, gdy ona się oddala i zaskoczenie oraz uroczy uśmiech, kiedy okazuje się, że jednak wybiera jego. :) <3
akne - Śro 28 Lip, 2010 18:56

Moja ulubiona - z którejs czołówki - w fabryce, gdy On się przechadza a wokół unosi się ta cała bawełna , pamietacie ? - " ...The hell is white "
Anonymous - Śro 28 Lip, 2010 19:15

Im częściej się nad tym zastanawiam, tym bardziej nie wiem, która jest moją ulubioną..... już prędzej bym odpowiedziała, ulubiona scena odcinka :mrgreen:
Anonymous - Śro 28 Lip, 2010 19:41

Beemerku, a cos Ty taka niemal w pozycji ginekologicznej?

Ja juz nie wiem sama - nawet nie pamietam co mi sie podobalo i co pisalam, ale dzis to chyba najbardziej lubie scene w ktorej Higgins mowi Jaśkowi o bracie Margareth i jemu wreszcie wychodza ostatnie elementy ukladanki :)
A najbardziej wkurza mnie scena w ktorej Jasiek uzasadnia dlaczego bezpardonowo zwalnia palaczy. Glupota, slepota i kretynski upor Malgoski sa tutaj bezmierne...

BeeMeR - Czw 29 Lip, 2010 09:31

Jakiej ginekologicznej, coście się tak uparły - ja się po prostu rozpieram na tronie (bo na wakacjach póki co nie mogę), skromnie odziana po kostki, żłopię wino avkiem (bo w pracy nie mogę, a w domu już nie mam siły i ochoty) i wykładam kawę na ławę - i nogi też :P
A Szeryf jest moją maskotką serialu RoS - i Gisbourne też :mrgreen:

Ja najbardziej lubię kilka scen, zwłaszcza:
- peronowa "coming hiome with me?" :serduszkate:
- "he was her brother" :serce:

Nie mam zrozumienia zaś dla sceny "look back" - bo to dla mnie absurdalne oczekiwać, by się ktoś obrócił w zamkniętym powozie, przy padającym śniegu - chyba by musiała wystawić głowę za okno :roll:
Scena byłaby super, gdyby Jaś to mówił zanim Małgosia weszła do powozu - bo mówi pięknie :serduszkate:

aneby - Czw 29 Lip, 2010 09:51

BeeMeR napisał/a:
Nie mam zrozumienia zaś dla sceny "look back" - bo to dla mnie absurdalne oczekiwać, by się ktoś obrócił w zamkniętym powozie, przy padającym śniegu - chyba by musiała wystawić głowę za okno :roll:

No ale to o to chodziło :wink: Albo przez te szybkę z tyłu powozu ...
Albo żeby wyskoczyła z powozu i pobiegła do niego krzycząc "mój ci on" !

Eeee .... sorki, to efekt niedawnego oglądania Krzyżaków :wink:

BeeMeR - Czw 29 Lip, 2010 10:03

aneby napisał/a:
Albo przez te szybkę z tyłu powozu ...
kije tam nic nie było widać :roll:
Ja wiem, scena typu czysto romantycznego, ale ja mam problem z nierealnością tego (jak i biegów "na ostatnią chwilę" przez lotnisko czy cokolwiek, o czym niedawno pisałam też :roll: )

Lullaby - Czw 29 Lip, 2010 13:11

aneby napisał/a:

Albo żeby wyskoczyła z powozu i pobiegła do niego krzycząc "mój ci on" !


Tego mi właśnie tam brakowało :D

Anonymous - Czw 29 Lip, 2010 14:21

i zarzuciłą mu na głowinę i wielki noc żałobny welon :wink:
Tamara - Pią 30 Lip, 2010 20:52

I razem by się zaplątali i rymnęli w śnieg i błoto ku uciesze zgromadzonej gawiedzi i zgrozie i oburzeniu pani T. :mrgreen:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group