To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Rozważna i Romantyczna Sense and Sensibility (1995)

Sofijufka - Wto 13 Kwi, 2010 10:21

1. Panna Dashwood - bo jest najstarsza; tak samo Jane jest panną Bennet, a Lizzie - panną Elizabeth Bennet. Po wyjściu za mąż najstarszej córki "panną X" bez imienia zostawała kolejna.
2. Wydziedziczenie Edwarda
Po pierwsze: pani Ferrars bardziej kochała młodszego syna, starszy sprawiał jej stale zawód [np. nie chciał zostać politykiem]. Coś jest wspomniane, że po awanturze z Lucy przekazała majatek Robertowie "bezwarunkowo", więc mozliwe, ze nie mogła juz tego zmienić. A potem i nie chciała, bo Lucy podbiła ja pochlebstwami i czołganiem sie...

BeeMeR - Wto 13 Kwi, 2010 10:26

Dziękuję :kwiatek:
Z tymi bezimiennymi pannami X to w DiU nawet nie zauważyłam, a racja, racja...
Edwarda, cóż, 1995 mojej sympatii też nie zdobył, takie lelum :roll:

Tego z 2008 m/w pamiętam, że mi w niczym nie przeszkadzał - drwa rąbał, o ile pamiętam, co mnie zadziwiło :mysle:
Sama nie chcę być politykiem, więc ogólnie ok. ;)

Trzykrotka - Wto 13 Kwi, 2010 11:19

Ta kwestia kolejności wiekowej i tytułowania była niesamowicie ważna. Tylko najstrasza córka miała w domu prawo do tytułu i pierwszego miejsca. Reszta musiała trzymać się z tyłu. Teoretycznie też ona bywała (jak Charlotte Lucas w DiU), a reszta czekała z wyjściami na bale, aż starsza wyjdzie za mąż. To, ze u Bennetów odbywało sie to inaczej, było przyczyną szoku lady de Bourgh. Podejrzewam, ze także ta sztywna kolejność była powodem towarzyskiego zaniedbania Anne Elliot w Perswazjach - Elizabeth nie miała weny do wychodzenia za mąż, więc Anna siedziała na wsi, kiedy ona i ojciec bawili się w Londynie. Oczywiście, sytuacja zmieniała się po zamążpójściu - córka zamężna była ważniejsza w hierarchii niż córka niezamężna, choćby miała mniej lat od niej (vide- Lydia po ślubie z Wickhamem wpycha się przez Jane).
Czytałam kiedyś ciekawy esej na temat "kolejności uczuć" u bohaterów Austen - o uczucia rodzicielskie chodziło. Ewidentnie - pani Ferrars nie kochała wartościowego syna starszego i cierpiała, że to on - nieciekawy i nudny - ma objąć sukcesję. Kochała nic niewartego, młodszego Roberta i nei miała żadnych probelmów, żeby to jego uczynić swoim dziedzicem, choć zrobił rzecz gorszą niż starszy syn (mezalians i potajemne małżeństwo). Podobnie pan Elliot nie kochał Anny, a kochał Elizabeth, pani Bennet faworyzowała Lydię kosztem innych dzieci.
Już ostatni raz - w sprawie wieku aktorów w tej ekranizacji. Ja rozumiem, że ta kwestia może ciążyć na odbiorze filmu, podobnie jak kwestie brzydkich sukienek, czy fryzur (loczki są najdoskonale zgodne z epoką, btw - natomiast grzywka Elinor z nowej ekranizacj - nie :wink: ). Nie polemizuję z tym. Ja tylko uważam, że ona nie powinna przesłonic innych spraw. Jak dla mnie, byłoby wielką stratą potraktowanie kwestii wieku/loczków/sukienek jako sprawy decydującej o wartości tej ekranizacji. Uważam, że jest to jedno z tych dzieł, które wznosi się ponad poziom mistrzowskiego rzemiosła. Wyreżyserowane jest i zagrane na najwyższym poziomie. Nie jest li i jedynie ekranizacją powieści (choć jest nią - oczywiście), tylko filmem mówiącym sporo o kwestiach damsko męskich, rodzinnych, o naturze ludzkiej, dojrzewaniu, dorastaniu, utracie złudzeń, wyborach życiowych itd. Ja tak na ten film patrzę, w oderwaniu od litery powieści. Może i nie trzyma się on tej litery (nie tylko w kwestii wieku), za to doskonale oddaje ducha. Dla mnie kwestia oddania ducha powieści była zawsze ważniejsza. Reszta to tylko ozdóbki.

BeeMeR - Wto 13 Kwi, 2010 12:10

Trzykrotka napisał/a:
kwestie brzydkich sukienek, czy fryzur (loczki są najdoskonale zgodne z epoką, btw - natomiast grzywka Elinor z nowej ekranizacj - nie :wink: ).
no właśnie ja wiem, ale to te epokowo zgodne loczki i sukienki zawsze mogłam zgodnie pokazać jako ten rodzaj mody, który podoba mi się zdecydowanie najmniej. Bo to - nie da się ukryć - też wpłynęło na moją wieloletnią niechęć do zapoznawania się z powieściami Jane Austen, co teraz z ochotą i bynajmniej nie niechęcią nadrabiam. A ponieważ temat tego co mi9 się nie podoba zamknęłam, to teraz to co mnie ujęło. Już pisałam, że scenariusz uważam za świetny - zapoznałam się póki co z ponad połową książki i też uważam, że doskonale oddaje relacje i rozmowy bohaterów.

Podoba mi się budowanie relacji Marianna - Brandon, jak ona go w doskonały (i niemiły) sposób ignoruje do czasu, a potem po raz pierwszy "zauważa" i docenia wychodząc z choroby, jednym prostym, a znaczącym "dziękuję" - bardzo ładna scena :serduszkate:

BeeMeR - Wto 13 Kwi, 2010 12:12

Ach, jeszcze jedna scena, która jest dobra, ale wpadająca niestety nieco w "overacting" to odkrycie, że Lucy Steel jest wybranką Edwarda i wyrzucenie jej z domu przez jego siostrę. Trochę tam za dużo pisku i machania rękami - ale niech tam będzie. :roll:
Sofijufka - Wto 13 Kwi, 2010 12:24

mnie Fanny sie najbardziej podoba z 1980 r., pani Dashwood też jest młodsza i ładniejsza
http://www.youtube.com/watch?v=1NL0Z6lVO74
Marianna jest śliczna
http://www.youtube.com/wa...feature=related
i tu wyraźnie pokreslone jest panna X, panna YX

a tu colonel Brandon i chora Mariann
http://www.youtube.com/watch?v=XoaQ4QjmUds

BeeMeR - Wto 13 Kwi, 2010 13:16

Ja sobie chyba teraz powtórzę wersję 2008 dla lepszego porównania :mysle:
w 1995 podobają mi się bardzo Jenningsowie - tak rozkosznie jowialni i hałaśliwi - cudo! :rotfl: Do tego kontrastowy pan Palmer - ironiczny, nieco złośliwy, cudna jest scena z gazetą, którą małżonka mu mnie a on rozprostowuje, :lol: a do tego piękna, malutka scena nadająca mu mniej kreskówkowo arogancki, a bardziej ludzki wymiar, gdy Marianna choruje, jego żona panikuje i gotuje się do wyjazdu, a on mówi, że jeśli trzeba, zostanie i można na niego liczyć. :mysle:

Tamara - Wto 13 Kwi, 2010 18:29

BeeMeR napisał/a:
Słowa "geriatryczna" użyłam z całkowitą znajomością jego znaczenia i premedytacją, albowiem duch książki duchem, a litera literą.
Emma Thompson w żadnym momencie filmu nie wygląda na 19 lat, ani też na nieco nawet starszą, lecz młodą i niewinna pannę, co to właśnie się zakochała tylko nie ma odwagi tego okazać. Gra świetnie, ale nie wygląda ani trochę. Alan Rickman to samo. Jest wspaniały, ale ani trochę nie 34-letni, a więc młody facet m/w w moim wieku :P - więcej, wygląda jak dziadek Kate Winslet, z którą go na koniec żenią. Matka panien Dashwood wygląda jak staruszka, skryta pod nocnikowym czepkiem - a miała w powieści raptem 42 lata, tj. niewiele więcej od Brandona. Pan Palmer ma w powieści coś koło 23 lat - ale tego się nie czepiam, bo Hugh Laurie jest świetny a to rola charakterystyczna, poboczna - jego filmowa żona zaś jest też zdecydowanie za stara na młodą mężatkę z maleńkim dzieckiem. I tak dalej. :frustracja:
Jeden Willoughby, Marianna i Małgorzata są w wieku nie odstającym od oczekiwanego.

Marianna miała 16 lat , a Winslet za nic na tyle nie wygląda :-P
Pamiętaj , że wtedy ludzie nie mieli takich ułatwień i udogodnień życia jak teraz , a trudne warunki niszczą . Byli dużo gorzej odżywiani . Pułkownik był w Indiach - słońce , choroby tropikalne , upały , służba wojskowa , na pewno jakaś kampania wojenna - przecież przebywanie na słońcu i powietrzu strasznie niszczy skórę i postarza . Pani Dashwood nie używała żadnych kosmetyków , które my mamy do dyspozycji , w podróż udawała się otwartym powozem , narażona na wiatr itp, przebyte połogi i choroby też zostawiają ślady . Kiedyś ludzie starzeli się znacznie szybciej niż dziś . Kiedy Balzac napisał "Kobietę trzydziestoletnią" wybuchł skandal , bo 30 lat to już był przedsionek starości . Przeciętny czas życia wówczas to czterdzieści parę lat .

Dla przykładu - Pudzianowski ma zaledwie 30 czy 32 lata , a na oko wygląda na około 40 jak nie więcej .

BeeMeR - Wto 13 Kwi, 2010 18:42

Tamara napisał/a:
30 lat to już był przedsionek starości
tja, wiem, w moim wieku jest się już starszym niż piramidy ;)

Ja myślę, że przymknęłabym oko na wiek, i nawet nie mruknęła, gdyby mi się główny bohater - jakże romantyczny w zamierzeniu - podobał, albo jako mężczyzna, albo aktor :roll: . Hugh Granta jako aktora zaś nie cenię :roll: - snuje się, coś mówi, mruga oczami częściej niż inni :roll: . Tak więc zamiast patrzeć się na amanta, wypatrywałam innych uchybień :P

Nawet nie wiecie jaka ja jestem szczęśliwa, że nie muszę chodzić w tych koszulach nocnych na co dzień i w loczkach :banan_czerwony: Ani żadnych czepkach :P
(Że o zapewnionych innych warunkach higienicznych, transportowych i wszelkich innych nie wspomnę :banan_Bablu: )

Admete - Wto 13 Kwi, 2010 18:48

Ale Edward nie jest amantem...nigdy go tak nie postrzegałam.
BeeMeR - Wto 13 Kwi, 2010 19:08

OK, może amant to złe słowo, ale jest bohaterem romantycznym (choć rozważnym ;) ), przynajmniej chciałabym go takiego widzieć :roll:
Admete - Wto 13 Kwi, 2010 19:29

Romantycznym czy romansowym? Bo romantycznym bohaterem to jest Gustaw z Dziadów ;) i Konrad. Bohater Giaura, natomiast Edward może byc co najwyżej romansowym, ale i tutaj bakuje mu kwalifikacji ;) To zwykły, nieśmiały, miły młody człowiek :)
trifle - Wto 13 Kwi, 2010 19:41

W RiR to już bardziej Brandona z tych dwóch pozytywnych bohaterów nazwałabym amantem. Amant najlepiej pasuje do pana W.
BeeMeR - Wto 13 Kwi, 2010 20:03

Romantycznym, bo budzącym romantyczne uczucia :P
Admete - Wto 13 Kwi, 2010 20:10

Czyje? :D Raczej nie moje. Ja RiR lubię bardzo, ale nie z powodu romansu.
Alicja - Wto 13 Kwi, 2010 20:42

Trzykrotka napisał/a:
I przysięgam z ręką na sercu - nie pamiętam, jak wyglądała z nim Fanny Dashwood czy Lucy Steel. Nie pamiętam kompletnie czy są blondynkami, czy brunetkami, czy są ładne czy brzydkie. Ledwie pamiętam twarze mężczyzn, może Brandona bardziej, ale głównie przez Our Mutual Friend. Natomiast wersję Anga Lee mam w głowie, wyraźną, plastyczną, żywą, choć nie oglądałam jej ładnych parę lat.


mam podobnie. Nowa wersja R&R była wg mnie też dobra (nie była tak porażająco różna jak w przypadku dwóch wersji Dumy i Uprzedzenia). Ale czuję pewien sentyment do R&R 95, gdyż to był pierwszy film na podstawie Austen, który wielokrotnie oglądałam i nawet nagrywałam na starej kasecie video, gdy takowe jeszcze były nowością. Z nowej wersji zapamiętałam tylko płk Brandona ( wolę go niż Rickmana, z wieleu względów) Mariannę i Eleonorę. I jeszcze Edwarda rąbiącego drwa na opał :mrgreen:
BeeMer, ubawiłaś mnie jak mało kto, Hugh doczekał się pękających spodni, hemoroidów i jest snującym się półidiotą i lelum :rotfl:
A stoickiego pana Palmera z wersji 1995 nikt nie przebije, nawet małżonka z loczkami musi być, bo kto by mu pogniótł gazetę :wink:

Trzykrotka - Wto 13 Kwi, 2010 20:44

Hugh budzi wyjątkowo skrajne uczucia, jak się go nie lubi, to na całego :-D
Stęskniłam się już za kolejnym odcinkiem Pamiętników...

Swoją drogą - pułkownik Brandon miał 35 lat. W takim samym mniej więcej wieku był Asnyk pisząc gdybym był młodszy, dziewczyno... A wyglądał jak dostojny nestor :mrgreen: . Albo - daleko nie szukając - to Kopiczyński jako Czterdziestolatek

A to Karolak w 39 i poł

Alicja - Wto 13 Kwi, 2010 20:47

w latach 90 Hugh był raczej aktorem dobrze znanym i lubianym, można rzec grał amantów w komediach romanrycznych, pewnie dlatego został wybrany do tej roli.
BeeMeR - Wto 13 Kwi, 2010 21:06

Cytat:
Czyje? :D Raczej nie moje. Ja RiR lubię bardzo, ale nie z powodu romansu.
Moje. Powinien budzić - napisałam wyraźnie, że nie budzi, a chciałabym. A Marianna też przecież jest romantyczna, nie romansowa, mimo że romansu szukała :P

Nota bene Konrada/Gustawa zawsze lubiłam - dalibóg nie wiem czemu ;)

Ja tam wolę 40-latka czy 45-latka wyglądającego jak 35-latek :P
A znam takich, znam :serduszkate: Np.

Admete - Wto 13 Kwi, 2010 21:26

Cytat:
A Marianna też przecież jest romantyczna


Naiwno-głupia nastolatka ;)

Lubię Konrada, Gustawa nie, bo równie naiwny jak Marianna ;)

Anonymous - Wto 13 Kwi, 2010 21:45

BeeMeR napisał/a:
tja, wiem, w moim wieku jest się już starszym niż piramidy

Oj kurczę, muszę bardziej uważać na słowa.... BeeMer ja się dowiedziałam, ze według poprzedniego kodeksu prawa kanonicznego, niewiasta w wieku 24 lat była juz starą panną i należały jej się wszelkie możliwe do dania dyspensy jeśli pojawił się kandydat na małżonka.... nie chcę mówić ile mi brakuje....
trifle napisał/a:
W RiR to już bardziej Brandona z tych dwóch pozytywnych bohaterów nazwałabym amantem.

już bardziej, na pewno nie Edward..... ale do Brandona też to pasuje jak ja do togi... lub do Nenufara.
Ja już sie nie mogę zdecydować. Bo dla mnie Brandon to Rickman z tymi spojrzeniami, głosem, uczuciem, cierpieniem(zresztą wielbię Alana), ale z drugiej strony scena z dłonią chorej Marianny jest dla mnie tak niesamowicie tkliwa i piękna, że slów mi brak...

Tamara - Wto 13 Kwi, 2010 22:05

BeeMeR napisał/a:

Ja tam wolę 40-latka czy 45-latka wyglądającego jak 35-latek :P
A znam takich, znam :serduszkate: Np.
[url=http://img696.images....th.jpg]Obrazek[/URL]

Przepraszam , 45 to mu w listopadzie dopiero stuknie , proszę nie postarzać :bejsbol: a w ogóle to :slina: :slina: :slina: :serce: i teraz jest o wiele bardziej , niż jak był zupełny młodziak :cool:

Alicja - Wto 13 Kwi, 2010 22:19

lady_kasiek napisał/a:
Bo dla mnie Brandon to Rickman z tymi spojrzeniami, głosem, uczuciem, cierpieniem(zresztą wielbię Alana), ale z drugiej strony scena z dłonią chorej Marianny jest dla mnie tak niesamowicie tkliwa i piękna, że slów mi brak...

w wersji z Rickmanem nie widze żadnego uczucia ani nawet nadziei na nie w przyszłośc pomiędzy Brandonem i Marianną, w już w scenie ze ślubem to koszmar, jakby ją na szafot wiedli :roll: po obejrzeniu nowszej wersji miałam przynajmniej nadzieję, że z tego małżeństwa coś będzie i Marianna w przysżłości pokocha własnego męża.

Anonymous - Wto 13 Kwi, 2010 22:22

Alicja napisał/a:
w wersji z Rickmanem nie widze żadnego uczucia ani nawet nadziei na nie w przyszłośc pomiędzy Brandonem i Marianną

aaa no błagam. Et tu??
a scena gdy on szaleje gdy Ona jest chora, gdy przychodzi z kwiatami a tu zawód. Gdy On jej czyta a Ona dopytuje się o jego plany??

Alicja - Wto 13 Kwi, 2010 22:28

lady_kasiek napisał/a:
aaa no błagam. Et tu??


mogłaś dodać - et tu Brute/Alicjo :mrgreen:

cóż ci poradzę, że w wersji 95 moja uwaga skupiła się raczej na Hugh Grancie? a tak poważnie, nie widzę w tej wersji amanta. Rickman jest dla mnie za stary ( nawet w moim wieku :wink: )i nigdy się z tym nie kryłam, pisałam już chyba ponad rok temu, gdy obejrzałam już nowszą wersję. A że wtedy jeszcze nie oglądłam OMF to szaleństwo tego Brandona nie miało wpływu na mój odbiór :-P



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group