To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik Tom III

Maryann - Pon 30 Kwi, 2007 12:38

Dione napisał/a:
Maryann, widzę że wiesz więcej niż ja. Ja w fanfiku jestem na etapie, gdy pułkownik jeszcze nie poznał Elżbietki.

No w rzeczy samej wiem... To są reminiscencje po wczorajszym tłumaczeniu... :wink:
Dione napisał/a:
A jeśli chodzi o Darcy'ego to moim zdaniem jest on typem osby, która choć ukrywa uczucia, to dla kogoś kto go bardzo dobrze zna, jest wprost bez tajemnic. Pułkownik jest przecież nie tylko jego kuzynem, ale i bliskim przyjacielem. Lizzy natomiast nie widziała, bo nie chciała tego widzieć. Cioteczce taka myśl w głowie nie powstała, pan Collins to ....wszyscy wiemy, a Charlotta była bystra.

Co do Darcy'ego to zgadzam się w zupełności. :grin:
Ale cioteczce to chyba myśl trochę powstała... W końcu widziała Darcy'ego i Lizzy tylko w Rosings i na podstawie tego, co zobaczyła, wyciągnęła takie wnioski, że dała wiarę późniejszym rewelacjom pana Collinsa. Gdyby nie dostrzegła u Darcy'ego żadnych oznak zakochania, to chyba nie ruszyłaby w podróż do Longbourn, żeby bronić interesów swojej córki...

Dione - Pon 30 Kwi, 2007 12:52

Czy ja wiem...? Cioteczkę chyba raczej przeraziło, że Lizzy jest śliczniutka, z całkiem niezłym rozumkiem i zdrowiutka jak rybcia. Bo jej córuchna to stale na kuracji, więc mogły być wątpliwości, czy będzie mogła dać mężowi potomka i dziedzica. Lizzy ze swoją energią i dobrym zdrowiem, to mogła dzieci rodzić i jeszcze wnuki rozpieszczać.
Maryann - Pon 30 Kwi, 2007 13:00

Ale gdyby nie miała wątpliwości, czy Darcy zachowa się "właściwie", tzn. czy będzie pamiętał o swoim pochodzeniu, pozycji, rodzinie itd...
Chyba nawet najbardziej kwitnąca i śliczna Lizzy by jej nie przestraszyła, gdyby siostrzeniec na nią uwagi nie zwracał. Ale on najwyraźniej zachowywał się inaczej niż zwykle. W końcu cioteczka też go dobrze znała...

Gunia - Pon 30 Kwi, 2007 15:18

Czytając tę rozmowę pułkownika z Elizabeth o pieniądzach, odnoszę wrażenie, że on rozmawiał z Darcym na ten temat. Dla mnie to wygląda tak, że jemu podobała się Elżbieta, ale nie był w niej zakochany, więc kiedy dowiedział się, że jego kuzyn ją kocha, chciał to definitywnie i szybko zakończyć, żeby nie stać mu na drodze. Sądzę, że bez ingerencji Darcy'ego nie traktowałby znajomości z Elżbietą na tyle poważnie, żeby mówić o takich sprawach. Bawiłby ją do końca wizyty, a potem wyjechałby i zapomniał. Nie było to dla niego zobowiązujące.
Sądzę, że nawet jeśli Darcy nie zwierzył mu się bezpośrednio ze swoich uczuć, to zaniepokojony atencjami pułkownika dla Lizzy mógł się zdradzić jakimś słówkiem lub grymasem.

Maryann - Pon 30 Kwi, 2007 15:37

Gunia napisał/a:
Sądzę, że nawet jeśli Darcy nie zwierzył mu się bezpośrednio ze swoich uczuć, to zaniepokojony atencjami pułkownika dla Lizzy mógł się zdradzić jakimś słówkiem lub grymasem.

Nie wierzę, żeby Darcy mu się zwierzył - on raczej nie należał do ludzi, którzy szukają powierników. No i tak bardzo chciał tę sprawę ukryć sam przed sobą, a rozmawianie o tym z kimkolwiek wymagałoby przyzjęcia jej do wiadomości.
Ale... Był zakochany (a przynajmniej tak mu się wydawało), a więc pewnie i zazdrosny... Więc pewnie nie trzeba było wiele, żeby się zdradził.

Admete - Wto 01 Maj, 2007 12:05

Darcy zwierzy się później, w innych okolicznościach, komuś kto potrafi wyciagać informacje z ludzi ;-) lubię ten fragment.
Maryann - Wto 01 Maj, 2007 12:31

Ja też. :wink: To chyba jeden z najbardziej sierceszczypatielnych fragmentów w całej książce... Ale ćśśśś !
QaHa - Pią 04 Maj, 2007 10:02

no ładnie narobiły smaka i "ćśśśśśśśśśś" a ty się człowieku zwijaj w oczekiwaniu :-)
Ale co tam przyjdzie poniedziałek i będzie tralalalala pełnia szczęścia :mrgreen:

Maryann - Pią 04 Maj, 2007 10:08

No, do tego fragmentu o zwierzającym się Darcym to wszystkie będziemy się jeszcze dosyć długo zwijać w oczekiwaniu...

Ale masz rację, QaHa. Na razie będzie poniedziałek... I PIERWSZE SPOTKANIE... :grin:

MiMi - Pią 04 Maj, 2007 15:50

Maryann napisał/a:

Ale masz rację, QaHa. Na razie będzie poniedziałek... I PIERWSZE SPOTKANIE... :grin:


Nareszcie!!! Już nie mogę się doczekać, ale jak przeżyłam drugi tom to i te 3 dni przeżyję :grin:

Maryann - Pią 04 Maj, 2007 15:51

MiMi napisał/a:
jak przeżyłam drugi tom to i te 3 dni przeżyję :grin:

:rotfl: :rotfl: :rotfl:

Caroline - Pon 07 Maj, 2007 09:18

Miłe Panie! Po krótkiej przerwie regeneracyjnej, ABT powraca z Darsikiem i jego sercowymi łamańcami.

Rozdział I, cz. 18
Ścieżka prowadząca z Rosings do drogi przebiegającej obok plebanii Hunsford promieniała od jaskrawych żonkili i łagodniejszych kolorów ich nieśmiałych towarzyszy, ale Darcy nie poświęcił ich pięknu więcej niż jednego spojrzenia, gdy podążał za swoim kuzynem i panem Collinsem. Dobry pastor pojawił się w hallu Rosings tak wcześnie jak to możliwe, by nie zostać uznanym za natręta i natychmiast zaczął prosić gości Rosings, by pozwolili mu na honor przedstawienia swojej żony.
- Cieszymy się również szczęściem przyjmowania gości – chwalił się pod zafascynowanym spojrzeniem pułkownika. – To siostra mojej żony i kuzynka ze strony ojca, którą pan Darcy miał już przyjemność spotkać, panna Elizabeth Bennet z Hertfordshire.
- Moi siostrzeńcy są już świadomi obecności panny Elizabeth Bennet, panie Collins – przerwała ostro lady Catherine, gdy, ku przerażeniu Darcy’ego, Fitzwilliam przyjmował zaproszenie – poinformowałam ich o jej wizycie wczoraj, tuż po ich przyjeździe i z niezadowoleniem stwierdziłam, że nie będę miała przyjemności przedstawienia ich sobie. Teraz pan odmawia mi przyjemności przedstawienia panny Elizabeth Bennet Fitzilliamowi.
Pan Collins wzdrygnął się zauważalnie i zaczął gorliwie przepraszać za swój błąd, ale zaproszenie zostało już przyjęte, a teraz byli już na otoczonej kwiatami ścieżce do Hunsford.
Niewrażliwy na rozrzutne piękno, którym Opatrzność hojnie ich obdarzała, Darcy koncentrował się na chwytaniu słów jednostronnej konwersacji dobiegającej sponad ramion mężczyzn idących przed nim. Fitzwilliam, wyczulony na śmieszność, natychmiast odkrył jej niewyczerpane źródło w panu Collinsie i nie zrażony zajął się rozmową z pastorem w trakcie spaceru na plebanię mając nadzieję na kolejne jej wybuchy. Za to, Darcy był mu więcej niż wdzięczny. Emocje i oczekiwania toczące walkę w jego umyśle i zakłócające jego równowagę czyniły go niezdolnym do znoszenia absurdów pana Collinsa, jednak to z wyuczonych przemów wikarego można było wyłowić fragmenty dotyczące Elizabeth i pozwalające przygotować się na to pierwsze spotkanie. Darcy próbował usłyszeć, co mówił Collins starając się zachować obojętny wygląd, ale podmuchy wiatru niosły słowa pastora w las albo też jego zdania były tak zawiłe, że gubił się w nich wszelki sens. W końcu, sfrustrowany i rozjątrzony zmiennością własnych emocji, poddał się i skupił się na zebraniu resztek podupadłej pewności siebie. Wcześniej niż planował mieli się spotkać. Ale cóż, jakie znaczenie ma czas? Rano czy popołudnie, wcześniej czy później? Czy nie przygotował się na taki przebieg zdarzeń, kiedy wypuszczał nitki na wiatr? Takiej postawy, z trudem osiągniętej, której trzymał się twardo jak honoru, nie porzuci dlatego że wkrótce będzie musiał stawić czoła rzeczywistości. Ale nie był głupcem. Siła z jaką wyobraźnia podsuwała mu jej obraz była niczym w porównaniu z urokiem, jaki roztaczała jej rzeczywista osoba. Jego ręka, z powagą przypomniał sobie, nie należała do niej, to nie podlegało dyskusji, tu nie było zagrożenia, ale jego obecny niepokój dowodził, że niebezpieczeństwo kryło się w sercu. Do końca wizyty nie może okazać jej żadnych względów, najmniejszej uwagi, niezależnie od pokusy. „Pamiętaj kim jesteś!” przypomniał sobie często powtarzane napomnienie ojca. Wyprostował się. Tu chodziło o Pemberley, o Georgianę, rodzinę. „Myśl o tym!” nakazał sobie. Tak postanowiwszy, zacisnął zęby.

Marija - Pon 07 Maj, 2007 09:27

Niech uważa, bo sobie żuchwę uszkodzi przez to zaciskanie zębów :twisted: ...
Maryann - Pon 07 Maj, 2007 09:36

Caroline napisał/a:
Do końca wizyty nie może okazać jej żadnych względów, najmniejszej uwagi, niezależnie od pokusy.

Taaak, jasne... Powodzenia...

Alison - Pon 07 Maj, 2007 10:04

Trzymaj się chłopie, ale marnie widzę twoje "chances" :wink:
Maryann - Pon 07 Maj, 2007 10:22

Caroline napisał/a:
sfrustrowany i rozjątrzony zmiennością własnych emocji, poddał się i skupił się na zebraniu resztek podupadłej pewności siebie

ciekawe ile zdąży pozbierać...

Alison - Pon 07 Maj, 2007 10:27

Maryann napisał/a:
Caroline napisał/a:
sfrustrowany i rozjątrzony zmiennością własnych emocji, poddał się i skupił się na zebraniu resztek podupadłej pewności siebie

ciekawe ile zdąży pozbierać...


Chyba niewiele :lol: bo też nie bardzo jest co zbierać :rotfl:
Swoją droga okropnie podoba mi się wyrażenie "resztki podupadłej pewności siebie".

Maryann - Pon 07 Maj, 2007 10:33

Mi też. :grin: Zwłaszcza jak sobie wyobraziłam, jak MrD się z godnością pochyla i zaczyna zbierać okruszki... :rotfl:

Gdyby zamiast wyrzucać wydziergał z tych jedwabnych niteczek jakąś sakiewkę, to teraz przynajmniej miałby je gdzie schować, a tak...

Trzykrotka - Pon 07 Maj, 2007 13:29

Ale fakt, od zaciskania zębów szkliwo się niszczy. Niech się prostuje, szczękę rozluźni i pierś do przodu! Niech nas już nie zanudza troskami o siostrę, niech się wreszcie z nią spotka!!
No i doczekałyśmy się Rosings! :banan:

hamadryad - Pon 07 Maj, 2007 18:13

„Pamiętaj kim jesteś!”
Czy to oby nie powiedział Mufasa do Simby w niezapomnianej bajce Disney'a?

MiMi - Pon 07 Maj, 2007 18:25

Przeżyłam te 3 dni :mrgreen: według mnie to strasznie wolno idą na te odwiedziny...
trifle - Pon 07 Maj, 2007 20:37

hamadryad napisał/a:
„Pamiętaj kim jesteś!”
Czy to oby nie powiedział Mufasa do Simby w niezapomnianej bajce Disney'a?


O jakież porównanie :thud:

Maryann - Pon 07 Maj, 2007 21:20

MiMi napisał/a:
według mnie to strasznie wolno idą na te odwiedziny...

Nie - "wolno", tylko dostojnie i z godnością... Jak przystało na dobrze wychowanych dżentelmenów i siostrzeńców lady Catherine de Bourgh... :wink:

MiMi - Pon 07 Maj, 2007 21:25

Przepraszam za błędny przymiotnik :wink: A swoją drogą Darcy za dużo rozmyśla. Dobrze, że od tego rozmyślania w głowie mu się nie poprzewracało!
Maryann - Pon 07 Maj, 2007 21:28

MiMi napisał/a:
Darcy za dużo rozmyśla. Dobrze, że od tego rozmyślania w głowie mu się nie poprzewracało!

Fakt. :wink: "Od myślenia to tylko głowa boli"... :lol: Pewnie dlatego taki nieprzytomny chodzi...



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group