To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - odsłona III

Alison - Sob 24 Mar, 2007 19:50

Matylda napisał/a:
Mnie już nic nie pomoże :? ??:


Eee tam, bądź dobrej myśli, każdy kto przeżyje jutrzejszy i pojutrzejszy fragment może składać papiery na proces beatyfikacyjny :wink:

Maryann - Sob 24 Mar, 2007 19:53

Ali, to po prostu wielkopostne umartwienia... Potem będziemy się nurzać... :wink:
Matylda - Sob 24 Mar, 2007 19:56

Obiecanki cacanki :wink:
Alison - Sob 24 Mar, 2007 19:58

Matylda napisał/a:
Obiecanki cacanki :wink:


Prawda? Maryannek nas od dwóch miesięcy zanęca marchewką, a na dobrą sprawę to my tylko kijek i kijek widzim :wink:

Maryann - Sob 24 Mar, 2007 20:00

To się proszę Dam nazywa podejście marketingowe... :mrgreen:

A tak poważnie - uprzedzałam LOJALNIE, że ten tom się Pamelci nie udał. Cieszcie się i tak, że najgorsze Was ominie... :wink:

Matylda - Sob 24 Mar, 2007 20:01

No to jak się w końcu doczekamy , jak nam hormony zaczną buzować to uhhhhh ............
To jest celowa robota :wink:

Maryann - Sob 24 Mar, 2007 20:02

A miałaś wątpliwości ? :mrgreen:

A marchewka jest bardzo zdrowa. I świetnie robi na cerę. :wink:

Alison - Sob 24 Mar, 2007 20:03

Matylda napisał/a:
No to jak się w końcu doczekamy , jak nam hormony zaczną buzować to uhhhhh ............
To jest celowa robota :wink:


Oby nie było tak, że doprowadzone głodem romansowym do ostateczności, skiśniem z rozczarowania jakąś szybką piłką. Ja tam wolę się za bardzo nie napalać. Nie mam już zaufania do tej Palomy Blanki. :wink:

Maryann - Sob 24 Mar, 2007 20:06

To ja widzę, że Matka Przedłużona solennie obietnicy dotrzymuje i do posiadanego ciągu dalszego nie zaglądała... :wink: Zbudowana jestem, bo ja bym chyba nie wytrzymała...

Nie wiem, czy piłka jest szybka - cały trzeci tom to czas od przyjazdu do Rosings do ołtarza. A książka jest grubsza od poprzednich tomów... :wink:

Alison - Sob 24 Mar, 2007 20:10

Maryann napisał/a:
To ja widzę, że Matka Przedłużona solennie obietnicy dotrzymuje i do posiadanego ciągu dalszego nie zaglądała... :wink: Zbudowana jestem, bo ja bym chyba nie wytrzymała...


U mnie "słowo droższe piniendzy", jak u Zawiszy Czarnego, zresztą tym samym herbem się pieczętujem :wink:

Maryann napisał/a:
Nie wiem, czy piłka jest szybka - cały trzeci tom to czas od przyjazdu do Rosings do ołtarza. A książka jest grubsza od poprzednich tomów... :wink:


Uojeju, mój jeju, tylko obiecaj, że sie z tymi streszczeniami uwiniesz niebogo, topraaaa?
My jesteśmy takie grzeczne dziewczynki, coś nam sie od życia należy :roll:

Maryann - Sob 24 Mar, 2007 20:13

Tak "z grubsza" to już się właściwie uwinęłam. Tyle, że jak to czytam, to zęby mnie bolą...
izek - Sob 24 Mar, 2007 20:19

Uff, przeczytałam i tłumaczenie i Wasze komentarze i nareszcie będę na bieżąco :wink:
Nie doczytałam skąd to wytrzasnęłyście, ale miło że się pojawiło... zawszeć coś nowego :mrgreen:

Alison - Sob 24 Mar, 2007 20:23

Maryann napisał/a:
Tak "z grubsza" to już się właściwie uwinęłam. Tyle, że jak to czytam, to zęby mnie bolą...


Nawet nie strasz. A czy mamy już jakiś "gryplan" na III tom?

Maryann - Sob 24 Mar, 2007 20:32

Zęby w związku z fanfikiem to bolą mnie z dwóch powodów: po pierwsze - historia wydumana przez lady Pamelę jest (hmmm... jakby to powiedzieć ?) z pogranicza marnego filmu grozy i kryminału doprawionego harlequinem i najchętniej to pominęłabym wszystkie co bardziej idiotyczne i zniesmaczające pomysły, ale sie nie da.
A po drugie - jak czytam to, co napisałam, to dochodzę do wniosku, że to jest gorsze niż lady Pamela w oryginale...

A planu na tom III to jeszcze nie mamy... A myślisz, że już ? :wink:

Alison - Sob 24 Mar, 2007 20:37

Maryann napisał/a:

A planu na tom III to jeszcze nie mamy... A myślisz, że już ? :wink:


Nie wiem ile jeszcze przed nami, ale warto by było juz pomyśleć może.

Maryann - Sob 24 Mar, 2007 20:44

Hmmm... Może masz rację... No to pomyślimy... :wink:
Alison - Nie 25 Mar, 2007 09:51

Rozdz VII, cz. 12

Zaabsorbowany swoimi myślami, Darcy przestraszył się nagle, czując ciągnięcie za rękaw płaszcza.
- Bracie, możemy już teraz usiąść! - szepnęła do niego Georgiana z brwią uniesioną pytająco w związku z jego brakiem uwagi, podczas gdy całe zgromadzenie czekało, aż jego najznaczniejszy członek zajmie miejsce. Z rozmyślnym zaniedbaniem, Darcy usiadł w ławce i skinął pastorowi, że może kontynuować. Ten rozpoczął swoją homilię, ale Darcy nie mógł się skupić na ani jednym jej słowie, z powodu wewnętrznych zmagań ze swoimi odkryciami sprzed kilku chwil. "Nie... to nie może być!" - upominał sam siebie. "Panna Darcy Ewangeliczką? Co za absurd?" Poprawił się na miejscu, walcząc z impulsem natychmiastowego sprawdzenia swojego niedorzecznego wyobrażenia. Wtedy, jakby w odpowiedzi na jego niewypowiedziane życzenie, Georgiana spojrzała na niego, odpowiadając na jego zniecierpliwienie, pełnym zrozumienia uśmiechem. Skwapliwie skorzystał z okazji zbadania jej twarzy, niemal wzdychając z ulgą, nie wypatrzył jednak żadnych oznak "gorliwości" na jej łagodnym obliczu. "Ale też, cóżeś się spodziewał zobaczyć?" - przyszła niepokojąca myśl, którą jednak rozsądnie odrzucił.
Przypomnienie o trwającym nabożeństwie przyszło wraz ze znanymi, miłymi dla ucha słowami, a wkrótce przyszła pora by całe zgromadzenie wstało do ostatniego hymnu. Bliskie jego naturze słowa, Darcy śpiewał z resztą wiernych, odłożywszy modlitewnik na bok, ale błysk kolorów witraży, chwała i dramaty na nich przedstawione, znów przyciągnęły jego uwagę. Ich piękno przyniosło mu pociechę, upewniło go, że wszystko na świecie dzieje się w zgodzie z ustalonym porządkiem. Drobna dłoń wsunęła się w zgięcie jego ramienia, więcej niż z przyjemnością przyjął jej ciepły i kochający dotyk. Przeniósł wzrok z okien na drogą twarzyczkę Georgiany, ale uspokajający uśmiech zgasł mu na ustach, kiedy uprzytomnił sobie, że to wniebowzięte uczucie nie było dla niego, nie było także dla jej uwagi, było skierowane powyżej okien prezbiterium. "Nie ponad nie... poza nie!" - poprawił sam siebie, przyglądając się młodej kobiecie obok niego, którą sam już nie wiedział, czy zna dobrze. " A pokój Jego, który posiadł zrozumienie wszystkiego... Czy to jest tym czym się zdawało być?"
- E-khem - odgłos znacząco odchrząkującego Richard'a przywrócił Darcy'ego do rzeczywistości - Ona nazywa się Georgiana Darcy. Mogę cię przedstawić?
- Co? - Georgiana, śmiejąc się, spojrzała na twarze kuzyna i brata.
- Twój brat wydaje się czymś mocno wstrząśnięty - wycedził Fitzwilliam - Gdyby to chodziło o mnie, to byłoby to spowodowane tym uroczym czepeczkiem. Ale, znając Darcy'ego, on pewnie rozmyśla nad jakąś wspaniałą kwestią, a ty, moja droga, pozostajesz prawie poza zasięgiem jego wzroku.
Darcy nagrodził kuzyna krótkim, mrożącym krew w żyłach spojrzeniem spod zmarszczonych brwi, zanim wyszedł do przejścia między ławkami.
- Ocho! Kwestia musi być doprawdy wielkiej wagi! - nie dawał za wygraną Fitzwilliam - No, cóż by to mogło być?
- Richard, przestań! - zażądał Darcy półgłosem.
- Nie, myślę, że to nie żadna kwestia! Nie, to gromiące spojrzenie mówi o czymś serdeczniejszym niż filozofia.
- Filozofia! - zawołał D'Arcy dołączając do nich w przejściu - Czyżbym właśnie usłyszał Richard'a wymawiającego wyrazy "myśleć" i "filozofia" niemal jednym tchem? Darcy, musisz zawiadomić biskupa, bo z pewnością cud objawił się nam w tych oto murach. Wielkie nieba, mój brat "myśli"!
- To mój dar, Alex - odparował Fitzwilliam - Jestem zaskoczony, że o nim nie wiedziałeś, ale jestem pewien, że lady Felicia sprawi, że będziesz lepiej poinformowany.
D'Arcy natychmiast usztywnił się po tej uwadze, przerzucając wzrok z Darcy'ego na brata, jego szczęka wysunęła się w niebezpieczny sposób.
- Idź do diabła! - syknął D'Arcy, odwracając się ostro od swoich krewnych, przyspieszył kroku i wyszedł z kościoła, ignorując wiele gestów szacunku okazywanych mu przez zebranych. Rozzłoszczony Darcy odwrócił się do drugiego kuzyna, zwracając się do niego lodowatym tonem.
- Byłbym wam wdzięczny, gdybyście wasze kłótnie, Richard, zachowali dla siebie i nie ujawniali się z nimi całemu światu, zmuszając przy tym moją siostrę do przysłuchiwania się im.
Pohamowany tonem Darcy'ego, Fitzwilliam wyprostował ramiona, gotując się na zaskakujący atak z boku, gdzie dotychczas znajdowały się przyjazne mu siły, gdy jego oczy spotkały się z wielkimi, zakłopotanymi oczami Georgiany.
- Wybacz Georgiano - zaczerwienił się w poczuciu winy Fitzwilliam - zapomniałem się, mogę tylko dodać, że pod wpływem wielkiej prowokacji - zerknął na Darcy'ego i znów miękko zwrócił się do Georgiany - ale nie powinienem tak łatwo ulegać zaczepkom Alex'a. Błagam o wybaczenie, kuzynko.
- Chętnie ci wybaczam kuzynie - powiedziała łagodnie Georgiana - ale obawiam się, że kuzyn Alex jest bardzo zdenerwowany i prawdopodobnie, to u niego powinieneś szukać wybaczenia.

Maryann - Nie 25 Mar, 2007 11:55

Alison napisał/a:
całe zgromadzenie czekało, aż jego najznaczniejszy członek zajmie miejsce. Z rozmyślnym zaniedbaniem, Darcy usiadł w ławce i skinął pastorowi, że może kontynuować.

Mammma mia ! :roll:

Anonymous - Nie 25 Mar, 2007 15:27

wiecie co, Lady P za bardzo kombinuje i głupio przeciąga. Kombinuje jak koń pod górę robiąc z igły widły. W zzasadzie powinno mu się stanowczo zakazać myślenia, bo mu to wybitnie nie wychodzi..
Gunia - Nie 25 Mar, 2007 15:34

AineNiRigani napisał/a:
W zzasadzie powinno mu się stanowczo zakazać myślenia, bo mu to wybitnie nie wychodzi..

Dobre... :rotfl: Nie sposób się nie zgodzić.

Alison - Pon 26 Mar, 2007 09:11

Rozdz VII, cz. 13

Delikatny uśmiech rozjaśnił zachmurzoną twarz Fitzwilliam'a i lekko ujmując jej dłoń, złożył pocałunek na koniuszkach jej palców, odzianych w rękawiczkę, wyznając - Masz całkowitą rację, moja droga dziewczynko i zrobię tak jak sobie życzysz. Darcy, ufam, że ty mi wybaczysz - skłonił się kuzynowi i skierował kroki za bratem, który zniknął za drzwiami.
Brat i siostra patrzyli za nim przez moment, po czym zwrócili się do siebie wzajemnie. Darcy podał jej ramię. Georgiana dziękując, skorzystała i oboje poszli w stronę starych drzwi kościoła.
- Jestem zaskoczony zachowaniem naszych kuzynów, to nie do pomyślenia jak bardzo mogli się zapomnieć w twojej obecności, Georgiano. Ale, muszę przyznać, poradziłaś sobie z tym wspaniale! - Darcy prawie się roześmiał - Rzadko widuję, żeby Richard tak szybko wyrażał skruchę. To dopiero jest cud prawdziwy!
- Cud? - na jego pochwałę Goergianie pogłębił się dołeczek - Dziękuję za komplement, ale czy w obrębie tych świętych murów, czy bez nich, nie mogę przyjąć zasługi z jakimkolwiek samozadowoleniem.
- Te słowa przynoszą ci zaszczyt - spokojnie odpowiedział Darcy.
Opuścili kościół i podeszli do powozu. Darcy osobiście pomógł jej wsiąść, a następnie wsiadł za nią. Widząc, że siostrze jest wygodnie, dał James'owi Coachman'owi sygnał do odjazdu i rozsiadł się na poduszkach. Powóz potoczył się wolno, kiedy James pokierował końmi z Church Hill przez wąskie uliczki Lambton. Już po chwili przejechali stary, kamienny most nad rzeką Ere i wzdłuż rzeki jechali w stronę bram Pemberely.
Chociaż twarz Georgiany była zwrócona do okna powozu, Darcy widział delikatną linię jej podbródka widoczną spod skrzydła czepka. W ciszy obserwował jak ona zmaga się z czymś, co ją dręczy. Teraz i wcześniej usłyszał ciche westchnienia, których nie miał zamiaru słyszeć, ale które wystawiały na próbę jego postanowienie, by zachować spokój dopóki sama nie zacznie mówić. W końcu, jak to miała w zwyczaju, niepewnie odwróciła się do niego.
- Fitzwilliam, przypominasz sobie słowa dzisiejszego nabożeństwa?
- Które, kochanie? - powiedział poważnie.
- Modlitwę o łaskę naszego Pana, którą daje nam byśmy podążali naprzód - jej głos drżał trochę, a Darcy zauważył, że była wielce poruszona.
- Tak, pamiętam - odpowiedział po prostu.
- Kiedy powiedziałeś, że spowodowałam skruchę u kuzyna Richard'a, to nie stało się dzięki mnie. To była właśnie ta...łaska. Łaska wybaczenia, chętnie przyjęta, bo też chętnie ofiarowana, jestem tego pewna, że taki był powód jego skruchy. - zadrżała pod koniec tej przemowy, więc Darcy zsunął swoje okrycie i opatulił ją.
- Ale Georgiano - wziął jej dłonie i rozcierał w swoich - Łaska ma swoją siłę. Jest ponad "berło władzy", jeśli wierzyć Poecie, i więcej może niż "koronowany władca". Jest...
- ...podwójnym błogosławieństwem, - Georgiana dopowiedziała cytat za niego - Błogosławi tego, który daje i tego, który bierze.** Fitzwilliam'ie, dałam Richard'owi tylko to, co sama otrzymałam i nawet w tym jestem tak błogosławiona jak on.
Darcy westchnął ciężko i wsunął jej dłonie pod pled, tak jak to robił kiedy była małą dziewczynką.
- Mam teraz do ciebie pytanie. Ten wers z dzisiejszego ranka "A pokój Jego, który posiadł zrozumienie wszystkiego..." czy to jest to, co próbowałaś mi powiedzieć? Że twój powrót do równowagi po...po tym wszystkim, stał się dlatego, że... - nie był w stanie mówić dalej, nie znajdując odpowiednich słów.
- Z powodu łaski Bożej? - podpowiedziała mu czułym tonem - Tak, mój drogi bracie, dokładnie tak.
Powóz wolno wtoczył się na drogę prowadząco do bramy, ale zmniejszający się hałas dalszej jazdy nie zachęcił tych dwoje do dalszej rozmowy. Zamiast tego wpatrywali się w siebie nawzajem w zamyśleniu i ciszy, której żadne nie było w stanie przerwać.

** Kupiec wenecki, Akt 4, scena 1.

Dione - Pon 26 Mar, 2007 13:23

Nie to już przesada... Pani Pamela się chyba trochę zamieszała. A Darcy zmiast być, jak to sugerowała JA ojcem dla Georgianny, to trzęsię przed nią portkami jak mały brzdąc przed surową nauczycielką.
Ja chcę do Rosings :cry2:

QaHa - Pon 26 Mar, 2007 13:40

ja nie mogę czytać o tym muskaniu palcami, ustami itp itd :obrzydzenie: :thud: :obrzydzenie:
Alison - Pon 26 Mar, 2007 14:17

No rzeczywiście! A jakby tak komu innemu te paluszki muskał to byłabyś zachwycona, n'est pas? :wink:
QaHa - Pon 26 Mar, 2007 14:55

naturellement, off course, naturlich :mrgreen: очев'идно :mrgreen:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group