To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fantastyka - Zmierzch, Nów i inne fazy ;)

Agn - Sob 07 Sie, 2010 15:07

spin_girl napisał/a:
Agn napisał/a:
Czy ktoś rozumie mój bełkot???

Ja rozumiem i popieram :mrgreen: Mam wrażenie, że Wanda z Ianem jest związana emocjonalnie i duchowo a z Jaredem to tylko jakiś zwierzęcy instynkt, nad którym nie panuje.

Cieszę się, że to napisałaś, bo ja się bałam, że to jakiś spoiler czy coś. No, jak by nie było poniekąd jest. ;) Dobra jesteś! Ale ja to już od dawna wiedziałam. :)
Dodam jeszcze, że w tym emocjonalnym związku Ian/Wanda jest przyjemna chemia. A Jared/Wanda/Mel... nie czuję tego, nawet jak mi Steph wypisuje o ogniu opętującym ciało Mel, ilekroć Jared ją tknie.
A kiedy znowu się spotkamy, to... ciekawe, o czym będziemy rozmawiać. :D

spin_girl - Sob 07 Sie, 2010 15:15

Agn napisał/a:
A kiedy znowu się spotkamy, to... ciekawe, o czym będziemy rozmawiać.

jak się Host ładnie rozkręci to możemy i o Hoście, chociaż i bez niego tematów nam nie zabraknie :mrgreen:
Agn napisał/a:
Cieszę się, że to napisałaś, bo ja się bałam, że to jakiś spoiler czy coś. No, jak by nie było poniekąd jest. Dobra jesteś!

O, czyżbym się domyśliła czegoś? Dobrze, że nie wiem czego :mrgreen:

Agn - Sob 07 Sie, 2010 15:42

Właściwie to nie jest domysł tylko logiczny wniosek, który chciałam już kiedyś napisać, tylko nie mogłam za bardzo, bo to się ładnie już w książce samo klaruje. :)
Agn - Pon 09 Sie, 2010 16:53

Jezusie, ale się uchachałam!!!
Taylor u Davida Lettermana:
Część 1: http://www.youtube.com/watch?v=BKoB86g22JE
Część 2: http://www.youtube.com/wa...feature=related
:rotfl:

spin_girl - Wto 10 Sie, 2010 10:53

Ale był zdenerwowany :mrgreen: Aż mu się rumieńce porobiły :ops1:
Agn - Wto 10 Sie, 2010 19:14

On się bardzo ładniutko rumieni. Ale polew miałam niewąski. Fajnie np. opisywał fanów... czy kwestię ganiania bez koszuli w filmach. :rotfl:
Takie tam ple ple ple: http://www.eclipsemovie.o...taylor-lautner/
Wiedziałam, że Robert wybierze bluesa! Ha!

Yvain - Wto 10 Sie, 2010 21:32

spin_girl napisał/a:
Agn napisał/a:
Czy ktoś rozumie mój bełkot???

Ja rozumiem i popieram :mrgreen: Mam wrażenie, że Wanda z Ianem jest związana emocjonalnie i duchowo a z Jaredem to tylko jakiś zwierzęcy instynkt, nad którym nie panuje.

Myślę, że też rozumiem :mrgreen: Bo Ian będąc wrażliwszy niż reszta, jest w stanie nawiązać z Wandą głębszy kontakt. To było naprawdę piękne, jak Ian przeżywał z Wandą żałobę. Przejmująca była ta cisza i to, że usiadł w oddaleniu dając poczucie tego, że to jej ból jest tu najważniejszy. A emocje które Wanda czuje do Jareda to tak jakby odtwarzała płytę z nagranymi odczuciami, można je przeżywać ale one nie są jej. Im bardziej jest tego świadoma, tym łatwiej jej nad tym panować.

PS. Strasznie mnie skręcało, że przepada mi dyskusja :mrgreen:

spin_girl - Śro 11 Sie, 2010 10:34

Yvain napisał/a:
Im bardziej jest tego świadoma, tym łatwiej jej nad tym panować.

No właśnie, na razie tego panowania nie widzę w ogóle. Przy scenie pocałunku rzuciła się na niego jak rozszalała nimfomanka. Naprawdę, mam nadzieję, że Wanda jakoś niedługo nabierze zdrowego rozsądku i stwierdzi, że nie ma co wzdychać do głupiego Jareda gdy tuż obok jest człowiek, z którym ona - Wanda - mogłaby odnaleźć poczucie szczęścia, wspólnoty i bezpieczeństwa.

RaczejRozwazna - Śro 11 Sie, 2010 12:19

Mnie ten instynkt też drażni. Jeszcze w tej scenie ujdzie, ale.. grrr... nie będę spoilerować :roll: W ogóle czekam na moment gdy porozmawiamy o tej "pamięci ciała" żywiciela, ale Spin musi doczytać jeszcze parę rozdziałów :wink:

Meyer ma jak dla mnie nieco spaczone podejście do miłości. Ze strony kobiety to jest jakaś chemia nie do opanowania i niewolnicze wręcz uzależnienie - Bella, Mel...

spin_girl - Śro 11 Sie, 2010 13:13

Ok, skoro już wszyscy zainteresowani zdążyli się wypowiedzieć odnośnie tego kawałka to pozwolę sobie jutron (jak mi się uda) przeczytać i skomentować kolejne trzy rozdziały.
Yvain - Śro 11 Sie, 2010 22:13

spin_girl napisał/a:
Yvain napisał/a:
Im bardziej jest tego świadoma, tym łatwiej jej nad tym panować.

No właśnie, na razie tego panowania nie widzę w ogóle. Przy scenie pocałunku rzuciła się na niego jak rozszalała nimfomanka. Naprawdę, mam nadzieję, że Wanda jakoś niedługo nabierze zdrowego rozsądku i stwierdzi, że nie ma co wzdychać do głupiego Jareda gdy tuż obok jest człowiek, z którym ona - Wanda - mogłaby odnaleźć poczucie szczęścia, wspólnoty i bezpieczeństwa.


Troszkę się uczy, a to najważniejsze. To nic, że się rzuca na Jareda, że nie panuje nad emocjami po Melanie. Ważne co czuje po wszystkim. Po pierwszym razie jak Jared, sprawdzał czy jest jeszcze w niej Mel, rozpaczała, że pocałunek Jareda nie był prawdziwy, że "Jared pocałował mnie na próbę, tak jak poraża się prądem szczura, żeby sprawdzić, jak zareaguje". Za drugim razem jak sama szukała Mel, bolało ją to jeszcze bardziej bo odczuła, że Jared poszukuje w niej tylko Melanie. A Ian, pragnął jej dla niej samej, jego pocałunki, uczucia były tylko dla Wandy.
:mrgreen: To tak jakby udało się nam przenieść w ciało Margaret jak ją całuje Rysiu, byłyby nieziemskie emocje, ale po baaaardzo trudnym dojściu do przytomności, musiałybyśmy dostrzec nagą prawdę, że Rysiu nie całuje nas tylko ją.

spin_girl - Czw 12 Sie, 2010 14:56

Oki, czytam dalej:

Rozdział 43

Ta dam! Miałam rację - Jamie jest jednak poważnie chory a Wanda rusza na krucjatę aby zdobyć leki. Oczywiście z Jaredem :? Jared nie jest specjalnie sympatyczny, nawet podczas krucjaty. Rozdział kończy się dość dziwnie - masochistyczna Wanda prosi Jareda, żeby ją uderzył kamieniem, bo musi wyglądać wiarygodnie dla Dusz.

Rozdział 44

Szczerze mówiąc do ostatniej chwili miałam nadzieję, że jakimś cudem Ian też się załapie na tę krucjatę. Nie podoba mi się ta wspólna wyprawa Wandy i Jareda, za bardzo pachnie mi bondingiem.
Scena w szpitalu dość ciekawa. Dla mnie to dość ironiczne, ponieważ czytam to akurat sama będąc po drobnym zabiegu chirurgicznym na nodze przez który musiałam przejść dziś rano i bardzo bym chciała zamiast bólu i krwi dostać tabletkę, spray i chuchnięcie i mieć po sprawie :mrgreen:
Hmm...muszę przyznać, że dla siebie wzajemnie dusze są supermiłe i superwyrozumiałe. Kolejna rzecz, której im zazdroszczę (oprócz uzdrawiania).

Rozdział 45

Rozdział, który skupia się na zakończeniu krucjaty. Wanda i Jared wracają z niesamowitym łupem i jak tylko reszcie ocalonych przejdzie wstępna furia, powinni podskoczyć w górę z radości. Gorzej, że Jared wydaje się już całkowicie przekonany do Wandy :?

Yvain - Czw 12 Sie, 2010 15:56

Myślę, że masochizmu to tam nie było zbyt wiele, prędzej doszły do głosu logika i uczucia macierzyńskie od Melanie i jej własne, bo Wanda mogła być matką, bo się zaczęła od ludzi uczyć uczuć, stąd poświęcenie. A i trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, że Wanda wiedziała jak działają uzdrowiciele, że pomoc będzie bardzo szybka, a uleczenie całkowite.
A czy to gorzej, że Jared przekonał się do Wandy, chyba nie, po prostu odpada jeszcze jedna osoba, która jest negatywnie do niej nastawiona :mrgreen:
P.S. Swoja drogą to tez im zazdroszczę tych wszystkich psikadeł, płatków i proszków :mrgreen: też ostatnio wylądowałam w szpitalu, na pogotowiu , bo się odezwały ponoć wrzody co bezczelnie udawały zawał. Spędziłam tam cały wieczór i noc na krzesełku pod gabinetem, miedzy jednymi badaniami a drugimi. I stwierdziłam, że trza mieć zdrowie, żeby u nas chorować :mrgreen:

Agn - Czw 12 Sie, 2010 19:08

Ja nic nie powiem, nic nie powiem, ale nie mogę się doczekać, a z drugiej strony bardzo nie chcę czytać kolejnego rozdziału. Bo to już chyba tam... BANZAI!!!

Wróćmy jednak do tego, co akurat przerabiamy. Ja tu myślę, że Steph chciała dać Jaredowi i Wandzie chwilę w samotności (no, z Mel), bez nikogo, kto mógłby wyleźć zza winkla i zacząć przeszkadzać. Choć mi się to nie podoba. Ale z drugiej strony to Jared był najlepszy na wypadach. Nie wątpię, że Ian by sobie pięknie poradził, ale wydaje mi się, że Jared ma po prostu lepiej rozwinięty instynkt do takich akcji.
Inna sprawa, co mi się bardzo podoba, Wanda już się czegoś od ludzi nauczyła. Zauważyłyście? Ona musi sobie powiedzieć, że przecież jest duszą, inne dusze niczego jej nie zrobią, nawet o nic nie będą jej wypytywać czy podejrzewać. Wanda jest zdenerwowana. Coś, czego nigdy dotąd nie doświadczała, bo przecież była idealnym członkiem swojego idealnego (hem, hem) społeczeństwa. Czyli już widzimy jakąś malusią zmianę w jej zachowaniu i nastawieniu. Czy to nie piękne, że w sumie czuje się już jak człowiek?
Smutne z tym wypadem po leki jest to, że wcześniej dałoby się uleczyć Waltera... ale na takie zaufanie było jeszcze za wcześnie. Nawet na pogrzeb musieli ją wynieść nieprzytomną. No ale ja ludzi rozumiem. I teraz też ich poniekąd rozumiem. Bo to tak jakby Wanda czekała pierwszej okazji, by zwiać. I oto się nadarzyło - wyprawa po leki, jasne, wpakuje ich wszystkich w pułapkę albo wróci z innymi. Nie dziwię się, że ludzie jej nie zaufali i że wszystko musiało się odbyć po kryjomu. Tu Steph postanowiła odkuć nieco Jareda, więc to jemu kazała pomóc Wandzie. Z Ianem pewnie byłoby zbyt oczywiste i za dużo scen tej dwójki, a Meyer lubi najwyraźniej mieszać.

I znowu bełkoczę... :roll:

Yvain - Czw 12 Sie, 2010 20:45

Agn napisał/a:

Inna sprawa, co mi się bardzo podoba, Wanda już się czegoś od ludzi nauczyła. Zauważyłyście?

Zgadzam się, dlatego też o tym wcześniej pisałam. Myslę, że emocjonalność, uczuciowość naszego gatunku, była dla niej trudna, ale fascynująca i piękna. Może pomogło jej to, że była w tylu światach, że miała doswiadczenia z różnorodnymi formami istnień, że miała porównania, możliwość oceny. A tu na jednej planecie, znalazła tyle różnorodności. To dla niej wyzwanie, poznać nas, nauczyć się.
Agn napisał/a:
I znowu bełkoczę...

No nie :mrgreen: to raczej ja powinnam to powiedzieć, bo zwsze ciężko mi szło pisanie. Talentu i umiejętności nie mam w tym kierunku żadnych :mrgreen:

Agn - Czw 12 Sie, 2010 20:55

Tylko - i to jest właśnie to fajne, co lubię w tej książce - ze wszystkich ciekawych gatunków, które poznała, to nasz sprawił, że zaczęła się zmieniać i to nasz wydał jej się najbliższy jej sercu. :)

OT - naszrajbałam 11 odcinek MOK: http://chomikuj.pl/thingr...zyzna_od_kuchni

Harry_the_Cat - Pią 13 Sie, 2010 01:50

TA DAM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Zajelo mi to nie powiem ile godzin ale wreszcie nadrobilam jakies 900 postow w tym watku - tak od lutego...

Dwie uwagi na poczatek:
1) swietny Upior, Agn! Bardzo dobrze mi sie czytalo i wrzucilam sobie Twojego chomika do zakladek, zeby pozagladac w wolnej chwili gdzie indziej :)

2) czy Spin i Agn moglyby uprzejmnie zrobic jakies zbiorowe posty z lista okolo wampirycznych lektor, przez ktore sie przedarly? Nie mialam przy sobie notatnika przebijajac sie przez watek... a chcialabym z paru sugestii skorzystac.

A tak w ogole, to czytalam, zeby poczytac glownie o Hoscie - niestety nie sadze, zebym zdazayla nadrobic czytanie teraz, kiedy zblizacie sie do konca, ale wlasnie zaczelam sobie powiesc odswiezac.

Jak ktos zainteresowany, to znalazlam swoje pierwsze wrazenia - 1 czerwca 2008 (wklejam, bo cos mi zalinkowanie nie wyszlo):


Forum: Fantastyka Wysłany: Nie 01 Cze, 2008 17:57 Temat: Czytamy... polecamy... odradzamy

Przeczytałam "The Host" Stephenie Meyer.

Podobało mi się dosyć, ale tak sobie myślę, że po anglicku to wszystko zawsze lepiej brzmi.
The Host to historia Wanderera, "duszy", przedstawiciela innego gatunku, który przejmuje ziemię, tak jak wcześniej przejął wiele innych planet.
Z punktu widzenia dusz (ang. souls), z natury dobrych, ludzie to gromada lubiących przemoc istot, którym jednak udało się stworzy ciekawą i wartą zachowania kulturę.
Dlatego przejmują ziemię. Nie jest to atak w tradycyjnym znaczeniu tego słowa - nie ma walki, ani "tradycyjnego" zabijania. Po prostu "dusze" umieszczane są w ludzkich ciałach i stopniowo wypychają ludzkie "ja" ze świadomości (mam nadzieję, że zrozumiale to napisałam).
Wanderer ma duże doświadczenie w tej dziedzinie, Ziemia jest jej ósmym światem.
Ale okazuje się, że ludzie to istoty dużo bardziej złożone niz jej wcześniejsi gospodarze, a sama Melanie - jej host - stawia ogromny opór. Jest dużo silniejsza niż przypuszczano i wkrótce w głowie Wanderera zaczyna toczyć się dialog. Do tego Melanie karmi Wanderera wspomnieniami o swoim bracie, Jamiem, i o ukochanym Jaredzie (tu cały czas miałam Jensena Acklesa w głowie... :rumieniec: ) . Wanderer w końcu sama zakochuje się w Jaredzie, co uniemożliwia wypełnienie jej misji jako duszy....
Prowadzona przez Melanie, Wanderer, znajduje Jareda, który jest teraz częścią ukrywającej się grupy ludzi.

Przyznaję, że ciężko się czytało na początku - narracja pierwszoosobowa, a w nią wplecione wewnętrzne dialogi Melanie - Wanderer (później Wanda) i jeszcze wspomnienia Melanie - tez opowiadane z jej punktu widzenia. Ale jak już się przyzwyczaiłam i Melanie/Wanda dotarły do jaskini, czytało się lepiej a sama historia mnie wciągnęła.

Podobało mi się, że najeźdźcy - dusze - pokazani są jako istoty dobre, choć brakuje tu nieco konsekwencji. Skoro w sposób naturalny dążą do dobroci, to kto wpadł na pomysł inwazji?
Anyway, to nie jest książka filozoficzna i nawet jeśli odpowiedź się gdzies pojawiła, to mi umknęla... To jednak w dalszym ciągu czytadło i koncentruje się przede wszystkim na akcji, historii, niż na szukaniu jakichś większych problemów egzystencjalnych. Mamy oczywiście morał - SMeyer ma bądź co bądź skrzywienie dydatktyczne - i jest to w sumie morał bardzo banalny.

Spoiler:

na koniec dodam, że szczęśliwe zakończenie w tym przypadku zdecydowanie osłabia ogólne wrażenie i książka powinna mieć dwa rozdziały mniej



Teraz dodam, ze potem przeczytalam Hosta jeszcze pare razy w 2008 i bardzo polubilam te powiesc. Zgadzam sie z wieloma Waszymi uwagami krytycznymi i nawet ze swoja ocena, ze to przede wszystkim czytadlo ;) , ale i tak jest jakos sporo ciepla w tej powiesci i co tu gadac, fascynujaca scenografia :D
Mam nadzieje, ze zrobia film, chociaz niekoniecznie chcialabym zobaczyc Iana S. w roli Iana O. No ale dalej uwazam, ze Jensen bylby doskonaly do roli Jareda.

To tyle o Hoscie na chwile obecna.

W niedziele dotarlam rowniez wreszcie do kina na Eclipse. Nie spieszylo mi sie za bardzo, bo jakos z tego, co pamietam ten tom nie powalil mnie na kolana. Ogolnie film mnie rozczarowal - moja ulubiona postacia byl, naturalnie Charlie, bo to chyba jedyna porzadznie zagrana postac... Duzo czasu uplynelo, odkad nie moglam sie od sagi oderwac, wiec motylkow to nie bylo zadnych. Cale kino parsknelo smiechem po deklaracji Edwarda, ze seksu nie bedzie, bo ma na uwadze zbawienie Belli, wszyscy zapewne pomysleli "I am soooo going to hell then...". Ridley byl przyjemny dla oka ;)
No i wiem, ze sie czepiam, ale na tej lace bylo zdecydowanie za duzo kwiatow i za malo trawy....

Aragonte - Pią 13 Sie, 2010 03:10

Przeglądałam ofertę jednego sklepu internetowego z biżuterią i znalazłam coś takiego :mrgreen:
Kolczyki z herbem Cullenów

BeeMeR - Pią 13 Sie, 2010 09:43

Harry_the_Cat napisał/a:
wszyscy zapewne pomysleli "I am soooo going to hell then..."
:rotfl:
Harry :kwiatek:
Bierny czytacz wątku pozdrawia :hello:

Wywiad Taylor u Davida Lettermana bardzo sympatyczny - podoba mi się ironiczno inteligentne prowadzenie :oklaski: a sam Taylor pozytywnie wypał - bardzo uroczo i z rumieńcami potrafi opowiadać o fanach, bezkoszulach itp. :lol:

Agn - Pią 13 Sie, 2010 10:16

Mnie też ten tekst o braku seksu przed ślubem ciut rozbawił. Rozumiem, że niektórzy w to wierzą, ale ja nie i dla mnie jest to zabawne. Już nie wspomnę, że na drugim seansie razem z G. zgodnie uznałyśmy, że poszłybyśmy w tym momencie do rezerwatu, bo pewien Indianin zapewne nie miałby z tym żadnych problemów.

Letterman ogólnie fajnie prowadzi te swoje programy. I raczej mu się chyba nie zdarzyło (nie mam pewności, wszystkiego nie widziałam) zmuszać gości do odgrywania kretyńskich scenek (no dobra, w jakimś programie jak Taylor udawał dziewczynę z Team Edward lałam, ale to wyjątek potwierdzający regułę). Potrafi się też nabijać ze swoich gości, ale zawsze w granicach smaku, nie jest to przykre.
Bo niektórzy kompletnie nie potrafią prowadzić swoich show. Do dziś na wspomnienie Taylora i Roberta u Tyry Banks czuję zażenowanie... :roll:

spin_girl - Pią 13 Sie, 2010 15:14

Harry_the_Cat napisał/a:
czy Spin i Agn moglyby uprzejmnie zrobic jakies zbiorowe posty z lista okolo wampirycznych lektor, przez ktore sie przedarly?

Spróbuję tak z głowy:
Becca Fitzptrick -Hush Hush (nie czytaj tego!!!!!!!)
Lauren Kate -Fallen (dla mnie ok, jeśli chodzi o teen supernatural romance)
Alyson Noel - seria o Ever (może być, w tej samej kategorii co poprzednio, ale bez fajerwerków)
J. R. Ward - seria o Black Dagger Brotherhood - polecam, jeśli komuś nie przeszkadzają mocne sceny seksualne oraz gore.

A ostatnio przeczytałam prawie całą pierwszą powieść z wampirzej serii Kerrelyn Sparks pt. "How to Marry a Millionare Vampire". Jak sam tytuł wskazuje temat nie jest tam traktowany superpoważnie :mrgreen: Książka mocno zalatuje harlequinem, właściwie jest prawie zupełnie w tej konwencji, ale mnie urzekł przebijający w wielu miejscach humor. Już sama pierwsza scena, kiedy głowny bohater-wampir - przez przypadek wybija sobie kieł i musi na gwałt szukać dentysty, a jego asystent otwiera Black Pages (czyli wampirzy odpowiednik Yellow Pages czyli amerykańskiego odpowiednika naszej Panoramy Firm) i czyta listę różnych ciekawych usług dla wampirów, takich jak wystrój krypt i unowocześnianie trumien - bezcenna :mrgreen:

Yvain - Pią 13 Sie, 2010 16:29

MOK zarąbisty, świetnie się czyta. :mrgreen: Super wyszły te wstawki z czytanego przez Sue harlequina :rotfl: I dochodzi nowa postać, robi się ciekawie. Kiedy następny odcinek ? :slina:
RaczejRozwazna - Pią 13 Sie, 2010 19:15

Harry_the_Cat napisał/a:
No i wiem, ze sie czepiam, ale na tej lace bylo zdecydowanie za duzo kwiatow i za malo trawy....


Nie czepiasz się, tak było :mrgreen:

Widzę Agn, że nadal rozbudowujesz MOK, nie kończysz, jak zapowiadałaś. Hm, świetnie, ale pamiętaj ja ciągle czekam na "Karmel"... żebyś się nie rozmyśliła PLIIIIZ :kwiatki_wyciaga:

Najbardziej w tym odcinku podobało mi się wtrącenie o reakcji Renee i Belli po spotkaniu po przemianie. Fajne, pokazuje, że to wcale nie musiało (i nie powinno) być tak różowo jak w BD. Jedna uwaga - wampiry chyba nie płaczą... :mysle:
I jeszcze jedno - w tym harlequinie to nie Adelinde była wcześniej??

Natomiast nie podobało mi się, że Billy zamierzał smalić cholewki do Sue. Co to, Helena trojańska, czy co? :wink:

Styl jak zwykle świetny. Teraz czekam na reakcję dziewczyny na Setha-wilka, albo wpojenie... :-D

Agn - Pią 13 Sie, 2010 22:42

Kocie, dorzucę do listy, że obie ze Spin ze szczerymi chęciami zabierałyśmy się za "literacki" pierwowzór serialu "Pamiętniki wampirów". Omijaj to arcydzieUo szerokim łukiem. Nie, kilometr to stanowczo za mało!

No Rozważna, miałam kończyć, ale groziła mi śmierć w męczarniach. Już wiem, co czuł bohater Misery S. Kinga. :lol:
Odpowiadając na kilka twych uwag...
RaczejRozwazna napisał/a:
pamiętaj ja ciągle czekam na "Karmel"... żebyś się nie rozmyśliła PLIIIIZ :kwiatki_wyciaga:

W szyciu! Za bardzo mi zależy na tamtym opowiadaniu. Ja je sobie dłubię na boczku, nie bójta się. :)
RaczejRozwazna napisał/a:
Najbardziej w tym odcinku podobało mi się wtrącenie o reakcji Renee i Belli po spotkaniu po przemianie. Fajne, pokazuje, że to wcale nie musiało (i nie powinno) być tak różowo jak w BD.

No właśnie zawsze drażniło mnie, że Bella nie wyjaśnia matce, co się stało. I co? Jak długo będzie udawała, że studiuje, ale z Alaski za daleko, by ją odwiedzić? Renee, myślę, by się zorientowała, że coś jest nie tak, jak tylko by spojrzała na swoją córkę, która - nie ukrywajmy - była jakaś INNA. Trochę skontrastowałam jej reakcję z reakcją Charliego, który w sumie przyjął wszystko na spokojnie i powolutku zaakceptował sytuację. Natomiast Renee zawsze była roztrzepana i jakby żyła nie w tym świecie, co trzeba. Wydaje mi się jednak, że jej postać ma całkiem zorganizowane wariactwo i nie byłoby jej łatwo łyknąć fantastykę w realu. Za jakiś czas pewnie się z tym wszystkim pogodzi, ale póki co jeszcze nie do końca wie, co ma z tym fantem zrobić.
RaczejRozwazna napisał/a:
Jedna uwaga - wampiry chyba nie płaczą... :mysle:

Zależy w której wersji. Meyerowe nie chlipią, dlatego Bella powiedziała ojcu, że gdyby mogła, to by płakała. Ale że nie może, to nie płacze. Przykre, łzy pomagają ujść emocjom, a Bella się męczy. A niech się męczy. :P
RaczejRozwazna napisał/a:
I jeszcze jedno - w tym harlequinie to nie Adelinde była wcześniej??

Była, ale Sue czyta już innego. :)
RaczejRozwazna napisał/a:
Natomiast nie podobało mi się, że Billy zamierzał smalić cholewki do Sue. Co to, Helena trojańska, czy co? :wink:

Wywiad z Meyer mi to uświadomił. Powiedziała, że w okolicach ślubu nastąpiło ochłodzenie stosunków między Charlie'm a Billym i że poszło im o Sue. No ale faceci nie będą się fochać o kobietę w nieskończoność, raz, że to faceci, dwa, że to kumple. Więc wiesz - chwila była i minęła, Sue spotyka się z komendantem, a o tym, co Billy o niej myślał nie wie. I się nie dowie. :)
RaczejRozwazna napisał/a:
Styl jak zwykle świetny. Teraz czekam na reakcję dziewczyny na Setha-wilka, albo wpojenie... :-D

Nie wolno było mówić dziewczynie, która nie była wpojeniem, o genie zmiennokształtności.

RaczejRozwazna - Pią 13 Sie, 2010 23:08

A fakt. Ale jakoś się dowie...?


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group