Powieści - Nad Niemnem
Ania Aga - Sob 20 Sie, 2011 20:29
| lady_kasiek napisał/a: | | Aniu ja szanuję Twoje zdanie, ale go nie rozumiem naprawdę. |
Dziękuję. Nie przyznaję sobie monololu na nieomylność, A im dłużę żyję tym łatwiej akceptuję prawa ludzi do posiadania innej opinii niż ja. To ułatwia życie
nicol81 - Sob 20 Sie, 2011 20:31
No nie, jak zaczniemy mówić o subiektywnych wizjach szczęścia, to wszystko wolno. Np. uznajmy, że wizja szczęśliwego małżeństwa dla Stiwy Obłońskiego to było wyrzucanie pięniędzy na kochanki, podczas gdy rodzina wegetowała... No cóż.
Jeśli się nie uzna, że są jakieś obowiązki związane z małzeństwem, to hulaj dusza, piekła nie ma.
Ania Aga - Sob 20 Sie, 2011 20:41
| nicol81 napisał/a: | No nie, jak zaczniemy mówić o subiektywnych wizjach szczęścia, to wszystko wolno. Np. uznajmy, że wizja szczęśliwego małżeństwa dla Stiwy Obłońskiego to było wyrzucanie pięniędzy na kochanki, podczas gdy rodzina wegetowała... No cóż.
Jeśli się nie uzna, że są jakieś obowiązki związane z małzeństwem, to hulaj dusza, piekła nie ma. |
To się odnosi do Emilii? Ona męża nie zdradzała, długów nie zaciągała, wstydu rodzinie nie przynosiła.
Rozwieść się nie mogli, to nie te czasy. Teraz każde z nich poszłoby w swoją stronę.
Anonymous - Sob 20 Sie, 2011 20:41
W końcu relatywizm powraca.
Emilia wymagała, żeby cały świat się do niej dostosowywał, sama nie dostrzegała chociażby najmniejszej potrzeby zmiany...
Admete - Sob 20 Sie, 2011 20:45
| Cytat: | | jaka była jej wizja szczęścia? Bywanie w wytwornym towarzystwie, wykwintne rozmowy o sztuce, o oberzanym spektaklu, wysłuchanym koncercie. |
Wytworne towarzystwo według Emilii to był np. Różyc, któego normalny człowiek szanować nie mógł. Inteligentna jakoś szczególnie nie była, wykształcenie też miała raczej tylko powierzchowne i salonowe. Nie czarujmy się, literatura którą tak ceniła i kochała to był odpowiednik dzisiejszych harlekinów. Była niedojrzała emocjonalnie, naiwna i płytka. Zapewne bardzo szybko po urodzeniu Leonii nastąpił podział od łoża. To pomyślmy sobie, że Benedykt od 14 lat żyje w celibacie...Biedny człowiek. Jakoś nie wyobrażam sobie Emilii spełniającej obowiązki małżeńskie. Ja mam bardzo niskie zdanie o kobietach, które za dużo sobie wyobrażają. Jej i tylko jej winą było, że się tak odddalili z Benedyktem. Nigdy nie próbowała nawet zainteresowac się życiem męża. Niestety wiele kobiet było wtedy źle wychowywanych, co czesto podkreślała sama Orzeszkowa.
Alicja - Sob 20 Sie, 2011 20:48
| Ania Aga napisał/a: | Co Emilii sprawiało radość? Na przykład czytanie ksiązek. Co mogło jej sprawić radość? Zainteresowanie męża, przecież to była jeszcze młoda kobieta, ciągle piękna, mogła mieć jakieś trzydzieści parę lat. A co robi mąż? Opowiada jej o zbiorach pszenicy. Czy kobieta zamężna, matka dzieciom nie ma prawa już do żadnych radości życia? Mieszka na zabitej dechami wsi, widuje ciągle tych samych ludzi i nie ma możliwości żadnych rozrywek.Raz w roku uroczyście obchodzone są jej imieniny. Może i jest egoistką. | Alicja napisał/a: | | Miałą męża, który ją kochał, zdrowe dzieci, służbę, majątek, jedzenie podane na stół. |
To jest cała definicja szczęścia kobiety? |
zapominasz o bardzo ważnej rzeczy- to nie były czasy współczesne, że kobieta musiała się spełniać, wyjeżdżać do kina, teatru. I COŚ jej się od życia NALEŻAŁO.
Rozrywki dla mężatki w tamtych czasach, w majątku? Były, liczne nawet:książki, harbatki i wyjazdy do sąsiadów. Zimą jeszcze kulig Emilia miała to. Przypuszczam, że gdyby chciała to i do Paryża Benedykt pozwoliłby jej wyjechać albo do wód, do Bath. Nie przesadzajmy, to nie był XXI wiek. A Emilia była już dojrzałą kobietą i matką dosyć dużych dzieci chociaż chętnie pewnie zamieniłąby się z córką i cały dzień mierzyła wstążki do kaplusza Zabita dechami wieś? Wtedy tylko takie były A ona na takiej mieszkała od zawsze. Po ślubie mieli pójść do miasta?
Zgadzamy się w jednym - Emilia i Benedykt nie pasowali do siebie, zaś Emilia nie robiła kompletnie nic, nic by jej małżeństwo chociaż trochę było lepsze. Przecież wyszła za niego i była mężatką, jak sama piszesz, matką dzieciom. Pod przymusem? Nie, nie jestem w stanie jej zrozumieć. Nikt od niej nie wymagał by intresowała się pszenicą, ale mogła mężem. Jednak Emilia oczekiwała aby to Benedykt siedział u jej stóp, czytał wiersze, wzdychał i ją adorował. Majątek padłby w krótkim czasie, a Emilia zdziwiłaby się, że chleba nie ma. Pewnie powiedziałaby parafrazując Marię Antoninę" nie ma chleba, to jedzmy ciastka"
nicol81 - Sob 20 Sie, 2011 21:01
| Admete napisał/a: | | Niestety wiele kobiet było wtedy źle wychowywanych, co czesto podkreślała sama Orzeszkowa. |
Ale inne kobiety tak nie wyrodziły się mimo wychowania. Kirłowa była z lepszej rodziny, a potrafiła wziąć na głowę gospodarstwo. Andrzejowa mimo, że popełniła parę błędów, starała się i była całkowicie oddana mężowi.
Alicja - Sob 20 Sie, 2011 21:02
może też dlatego, że one w przeciwieństwie do Emili nie miały wyjścia i życie ich nie rozpieszczało?
Ania Aga - Sob 20 Sie, 2011 21:04
Emilia wyszła za Benedykta z miłości i była to miłość wzajemna, tylko potem przyszło ciężkie życie i ich oczekiwania się rozminęły.
Nie sądzę, żeby było ich stać na wyjazdy "do wód". Poza tym, kiedy Emilia zachorowała to wyjazdy raczej były poza jej możliwościami.
Przypomniałam sobie ostatnio "Rodzinę Połanieckich". Jest tam rodzina Biglów. Ojciec prowadzi interesy, a oprócz tego lubi muzykować. Matka zajmuje się domem i ósemką dzieci, ale oprócz tego wspólnie z mężem korzystaję z przyjemności jakie oferuje im życie - koncerty, teatr, opera, wizyty towarzyskie. Czyli kobieta także mogła korzystać z życia. Bardzo mi się ci Biglowie podobają. Tak mała w literatrze jest przykładów pozytywnych małżeństw, najczęściej fabuła kończy się na ślubie, ale co potem?
Admete - Sob 20 Sie, 2011 21:04
| Alicja napisał/a: | | Nikt od niej nie wymagał by intresowała się pszenicą, ale mogła mężem |
O to, to...Nikt by jej nie wyrzucał, że nie interesują jej ceny zboża, ale mężem zająć się trochę mogła, dziećmi też. A tymczasem wychowywaniem dzieci zajmowała się Marta. I cały czas pamiętajmy, że to wiek XIX.
nicol81 - Sob 20 Sie, 2011 21:06
| Admete napisał/a: | | Ja mam bardzo niskie zdanie o kobietach, które za dużo sobie wyobrażają. |
Ja też
| lady_kasiek napisał/a: | | Emilia wymagała, żeby cały świat się do niej dostosowywał, sama nie dostrzegała chociażby najmniejszej potrzeby zmiany... |
Tu też popieram
| Ania Aga napisał/a: | | To się odnosi do Emilii? Ona męża nie zdradzała, długów nie zaciągała, wstydu rodzinie nie przynosiła. |
Długów może nie- ale gdyby nie jej wydatki, może łatwiej by się żyło.
A porównanie miało unaocznić, do czego prowadzi takie relatywizowanie.
Jakby się rozwiedli, Emilia by zginęła...
Anonymous - Sob 20 Sie, 2011 21:13
Nicol rzadko się to zdarza, ale popieram w pełni!!
Sam Benedykt sugeruje Emilce, że on może rozprawiać z nią o poezji i literaturze a wtedy rozkradną i pokonfiskują ziemię a oni pójda o kiju w świat. Tosz to byłby permanentny globus...
Alicja - Sob 20 Sie, 2011 21:18
| Ania Aga napisał/a: | | Emilia wyszła za Benedykta z miłości i była to miłość wzajemna |
tym bardziej należało o nią dbać, a nie uciekać przed życiem w marzenia. Małżeństwo często jest takie, jaka jest żona, niestety. Mężczyźni zajęci są gospodarstwem , ziemią, wojną i innymi ważnymi rzeczami.O ognisko domowe i ciepły dom dbają kobiety. Mężczyźni płodzą dzieci, kobiety je wychowują
u Biglów ważne jest to co sama napisałaś, wyraz "wspólnie". Nie zauważam u Emili chęci do tego "wspólnie".U Benedykta tak, może niezdarnie, tak ja umie, ale nadal próbował
| lady_kasiek napisał/a: | | Sam Benedykt sugeruje Emilce, że on może rozprawiać z nią o poezji i literaturze a wtedy rozkradną i pokonfiskują ziemię a oni pójda o kiju w świat. Tosz to byłby permanentny globus... |
o którego miałaby znowu pretensje do Benedykta
Anonymous - Sob 20 Sie, 2011 21:22
| Alicja napisał/a: | | Małżeństwo często jest takie, jaka jest żona, niestety. |
Ale Alicjo Ty jako mężatka powiedz, czy małżenstwo nie jest dbaniem wspólnym! o byt? Bo przecież moglabyś dzieci oddać na wychowanie rodzicom, sama czytać książki i małżonek też niech lepiej rzuci pracę i czyta z Tobą.
Moja Mama też mogłaby olać ogródek i obiady i prowadzenie domu, siedzieć w altanie by zaczeła i robić na drutach, a Tata też niech siedzi u Jej stóp i trzyma kłębek włóczki, żeby romantycznie było. Ja bym doczepiła sobie skrzydełka i hasała z harfą, coby romantycznie było, a dom niech długami i syfem zarośnie, bylebyśmy tylko mieli fascynującą i piękną egzystencję.
Życie i małzeństwo to nie sama poezja to na dodatek spora doza prozy, ale i dramatu...
Admete - Sob 20 Sie, 2011 21:26
A czasem komedii I tragifarsy
nicol81 - Sob 20 Sie, 2011 21:29
| Trzykrotka napisał/a: |
On byłby szczęśliwy z kimś pokroju Marty, ona pewnie z jakimś Różycem.
|
A w sumie niekoniecznie.
Myślę, że Benedyktowi przydałby się ktoś o szerszych horyzontach, z kim mógłby porozmawiać o swoich rozterkach. Ale nie o miłości w igloo
Emilia i Różyc by się nawzajem zamęczyli... Oboje potrzebowali oparcia w kimś silniejszym i bardziej energicznym.
Anonymous - Sob 20 Sie, 2011 21:29
Ano... Emilia to chociaż miała do kogo mieć pretensje...
Mi strasznie żal Andrzejowej. Biedna kobieta. Wzrusza mnie jej los...
Marty zresztą też. Justynę czekał los Kirlowej, bo Rożyc by się nie zmienił. Może miałaby jeszcze gorzej. ba! Na pewno!
Alicja - Sob 20 Sie, 2011 21:31
| lady_kasiek napisał/a: | | czy małżenstwo nie jest dbaniem wspólnym! o byt? |
dlatego napisałam, że nikt od Emili nie wymagał by intereswała się pszenicą, ale mężem tak. Małżeństwo jest nie tylko na dobre ale i na złe. Żony piłkarzy nie muszą kochać piłki nożnej, a żony kolejarzy - kolei. Mężowie lekarek niekoniecznie lubią chorych pacjentów albo NFZ Jednak małżeństwo pozwala obu stronom wypłakać się na drugim ramieniu, gdy jest źle , wysłuchać psioczenia na wrednego szefa albo żywiznę, która weszła w szkodę Znieść każą niedogodność, która podzielona z mężem/ żoną jest o połowę lżejsza.
Cieżkie życie, które zmogło Emilię nie jest powodem by " odkochać się" w mężu. Życie nigdy nie jest lekkie, dla nikogo. Mądra kobieta umiałaby podczas wspólnej wędrówki przez cieżkie życie wesprzeć się na ramieniu kochajacego męża. I sama pomóc mu w tej wspólnej drodze
asiek - Sob 20 Sie, 2011 21:41
| Admete napisał/a: | | Niestety wiele kobiet było wtedy źle wychowywanych, co czesto podkreślała sama Orzeszkowa. |
Włączając w to samą Orzeszkową, bo jak wiemy, sama też nie potrafiła sprostać obowiązkom żony.
| Alicja napisał/a: | | Cieżkie życie, które zmogło Emilię nie jest powodem by " odkochać się" w mężu. Życie nigdy nie jest lekkie, dla nikogo. Mądra kobieta umiałaby podczas wspólnej wędrówki przez cieżkie życie wesprzeć się na ramieniu kochajacego męża. I sama pomóc mu w tej wspólnej drodze |
I w tym rzecz, Emilia nie była mądra. Była infantylna i neurotyczna, niektórzy nigdy nie dojrzewają... vide sama Orzeszkowa. Pisała pięknie, ale sama nie dała szczęścia i wsparcia swemu mężowi.
Ania Aga - Sob 20 Sie, 2011 22:23
| asiek napisał/a: | | Pisała pięknie, ale sama nie dała szczęścia i wsparcia swemu mężowi. | który ożenił się z nią dla jej ogromnego majątku, byli kwita, wcale mi go nie żal.
Różyc nie mógł dać szczęścia żadnej kobiecie. To już była ruina człowieka, narkoman i utracjusz.
asiek - Sob 20 Sie, 2011 22:38
| Ania Aga napisał/a: | asiek napisał/a:
Pisała pięknie, ale sama nie dała szczęścia i wsparcia swemu mężowi.
który ożenił się z nią dla jej ogromnego majątku, byli kwita, wcale mi go nie żal. |
Nie napisałam, że mi go żal, chciałam jedynie zaznaczyć, że teoria często nijak się ma do praktyki.
Orzeszkowa sam funkcjonowała w nieszczęśliwym małżeństwie, więc miała sporą wiedzę na ten temat.
Admete - Sob 20 Sie, 2011 22:43
| Cytat: | | Pisała pięknie, ale sama nie dała szczęścia i wsparcia swemu mężowi. |
I słusznie zrobiła, że się z nim rozwiodła, jak nie mogli razem żyć. Nie mam zwyczaju analizowania bohaterów literackich przez pryzmat biografii autorów. Nigdy nie byłam zwolenniczką takiego podejścia do tematu, taki biografizm nie sprawdza się na szerszą skalę. Jakoś nie umiem porównać Emilii i Orzeszkowej.
asiek - Sob 20 Sie, 2011 22:51
A ja nie mam z tym problemów. Nie lubię uciekać za daleko w fikcję, wolę trzymać się realiów. ... Ale jak wiesz, nie mam duszy filologa.
Wiem, że bigorafizm bywa zwodniczy, ale akurat w tym przypadku podobieństwa same się nasunęły.
Admete - Sob 20 Sie, 2011 22:58
Tylko że stosowanie biografizmu wobec dzieł literackich jest w wielu kręgach uważane właśnie za nadinterpretację i uciekanie w fikcję. Dzieło ma mówić samo za siebie, można się odrobinę wspomóc biografią, jeśli utwór to w ten czy inny sposób zakłada. Nie można natomiast robić tego w taki dowolny sposób. Też nie mam duszy filologa, jestem umysłem ścisłym, który źle kiedyś wybrał. Ale mam niestety warsztat filologa, to takie moje prywatne nieszczęście...Wolałabym nie mieć. Prościej by było.
I chyba mam wrażenie, że zwyczajnie nie lubisz Orzeszkowej, bo rzuciła kiedyś męża
asiek - Sob 20 Sie, 2011 23:08
| Admete napisał/a: | | I chyba mam wrażenie, że zwyczajnie nie lubisz Orzeszkowej, bo rzuciła kiedyś męża |
Ja ?! A skąd taki wniosek ? ... Orzeszkowa jest mi zupełnie obojętna. Nie żywię wobec niej żadnych uczuć. Po prawdzie skojarzenie Emilii z Orzeszkową sama mi nasunęłaś, kiedy napisałaś, że pisarka często napiętnowała brak należytego wychowania u kobiet. ... Tak jakby sama świeciła w tej materii przykładem.
| Admete napisał/a: | | Tylko że stosowanie biografizmu wobec dzieł literackich jest w wielu kręgach uważane właśnie za nadinterpretację i uciekanie w fikcję. |
Jak tak piszesz, to pewnie tak jest, ale zupełnie mnie to nie interesuje. Sądzę, że mamy tu swobodę wypowiedzi i każdy może interpretować tekst na swój własny sposób. Przecież nikt nie musi się ze mną zgadzać. Ot, wyraziłam swoj pogląd i wsio. ... A jeżeli literackie kręgi mnie potępią, to cóż... będę z tym żyć.
|
|
|