To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Elizabeth Gaskell - życie, twórczość i epoka - North and South - wspólna lektura

Admete - Wto 23 Mar, 2010 22:03

Myślę, że aż tak. Była z innego świata.
trifle - Wto 23 Mar, 2010 22:17

Rzadko pewnie zdarzało się, żeby taka panna z dobrego domu przychodziła do rodziny robotników i sobie rozmawiała z nimi. A Margaret była lepiej ubrana, miała pewnie ładną cerę, niezniszczone ręce, ładnie się wysławiała. Bessy może miała gorączkę, jakieś majaki, Margaret rzeczywiście mogła jej się jawić jak jakiś anioł.
Trzykrotka - Wto 23 Mar, 2010 22:47

Bessy chyba w ogóle cierpiała na brak towarzystwa i każda odwiedzająca ją osoba, która chciałaby ją wysłuchać, byłaby wyczekiwana.
Ja z kolei dziś wzruszyłam się losem innej umierającej bohaterki, czyli pani Hale. Pomstowałam na jej bezradność, ale dopiero czytając rozdział, w którym Margaret dowiaduje się o jej śmiertelnej chorobie, weszłam w jej skórę i uświadomiłam sobie, że kiedy dokonywała się rewolucyjna zmian w życiu rodziny, ona byla już ciężko chora. Zawsze była delikatna, a teraz pewnie myślenie o sprawach praktycznych i trudnych, dobijało ja kompletnie. Kiedy mówi nigdy już nie zobaczę Helston, jest w tym gorycz, żal i chyba wreszcie świadomość tego, jak bardzo nie ceniła tego, co miała, a co teraz chciałaby odzyskać.
Nie wierzę, że pobyt w Milton wpędził ja do grobu. Może tylko skrócił jej nieznacznie czas chorowania i umierania. Gdyby pan Hale nie zamykał oczu na jej stan, może nie byłby tak skłonny tak szybko iść za glosem własnego delikatnego sumienia.

BeeMeR - Śro 24 Mar, 2010 08:00

Trzykrotka napisał/a:
kiedy dokonywała się rewolucyjna zmian w życiu rodziny, ona byla już ciężko chora.
I Dixon jako jedyne o tym wiedziała, a przynajmniej miała powody podejrzewać, co zmienia trochę spojrzenie na jej cierpkie uwagi co do pracodawcy, trzymanie spódnic z dala od niego itd.
kazika - Śro 24 Mar, 2010 20:01

w końcu wydrukowałam książkę:) dzięki uprzejmości dziewczyn ją dostałam i dzisiaj zmarnowałam ryzę papieru aby puścić wydruk dwustronnie:)

czuję się jakbym rękopis dostała do przeczytania, którego nikt wcześniej nie czytał:) jeszcze ciepły i to dosłownie:)

Trzykrotka - Śro 24 Mar, 2010 20:52

To teraz nadrabiaj czytanie i włączaj się do rozmowy o książce :kwiatek:
beatrycze - Śro 24 Mar, 2010 22:51

Otrzymałam tłumaczenie, za któro jeszcze raz bardzo dziękuję . Przeczytałam w komputerze bo nie mogłam się oderwać i jestem pod wielkim wrażeniem tłumaczenia .Wspaniałe odczucia .
Mówicie o Bessy. Mi także wydaje się ,że Bessy traktowała Margaret jak kogoś nie z tego świata ,kogoś prawdziwego ale też nierealnego w jej świeciei dla umierającej osoby taka nagła obecność przyjaciółki ,kogoś kto jest w tym czasie umierania to jak prawdziwy anioł .

Trzykrotka - Czw 25 Mar, 2010 12:57

John w obecności Margaret jest strasznie drażliwy, wyczulony na każde jej słowo i skłonny do powiększania jej rzekomych wad. Margaret nie reaguje na niego z takim wyczuleniem, jak on na nią. To ładnie pokazuje, jak odmienne są jeszcze ich uczucia. On jest cały zwrócony w jej stronę i chyba lekko stropiony tym, co czuje. Ona jest - na razie - nieświadoma jego uczuć i kompletnie obojętna. To dlatego pierwsze oświadczyny były kompletną katastrofą.
Ale o oświadczynach jeszcze zdążymy porozmawiac, na razie nad miastem zawisa groźba strajku.

BeeMeR - Czw 25 Mar, 2010 13:12

Trzykrotka napisał/a:
Margaret nie reaguje na niego z takim wyczuleniem, jak on na nią.
Jeszcze nie, na szczęście dla nich i czytelników to się potem zmienia - no, ale to potem :)

Póki co (gdzie my właściwie jesteśmy, XIII-XIV rozdział już?) Margaret zaczyna się coraz bardziej interesować światem zewnętrznym (Bessy, fabrykami, sytuacją pracowników) oraz wewnętrznym, tj. swoją rodziną, Frederickiem i przeszłością, której te kilka lat temu jako małe dziecko nie byłą w stanie zrozumieć, i teraz nie jest łatwo :mysle:

Admete - Czw 25 Mar, 2010 13:17

XIV i XV. Przejdziemy niedługo do XVI i XVII :)
BeeMeR - Czw 25 Mar, 2010 13:21

dobrze, że trzymasz rękę na pulsie :kwiatek:
Beata55 - Czw 25 Mar, 2010 15:02

Trzykrotka napisał/a:
John w obecności Margaret jest strasznie drażliwy, wyczulony na każde jej słowo i skłonny do powiększania jej rzekomych wad.


To dlatego, że bardzo mu zależy na tym, żeby poznała i otworzyła się na świat Północy i na niego samego.

BeeMeR - Czw 25 Mar, 2010 16:07

XV rozdział to bardzo ładna i ciekawa scena wizyty u Thorntonów - ukazuje też, zwłaszcza w kontekście późniejszych wydarzeń, jak bardzo pani T. i przyszła pani T. są do siebie podobne, choć same tego nie zauważają - w szczerości, może też trochę bezpardonowości wypowiadanych opinii, bez mydlącej oczy pustej kurtuazji, obie są bardzo dumne i ze swojej pozycji społecznej i poglądów, uparte i nieufne względem obcych ludzi, a jednocześnie kochające dla swojej rodziny - w sumie nic dziwnego, że Jaś zakochał się w kobiecie tak podobnej do kochanej matki :mysle:

Ach, no i jego matka opowiada jak to stawiła się przez strajkujący tłum ostrzec jakiegoś Makinsona - co jest dość znamiennym zwiastunem przyszłych wydarzeń, gdy jest niezwykle zdziwiona, że Margaret w zasadzie zrobiła rzecz bardzo podobną, acz tyczącą jej synka :mysle:

Admete - Czw 25 Mar, 2010 18:01

Od jutra następne rozdziały :)

XVI i XVII

Trzykrotka - Czw 25 Mar, 2010 20:18

BeeMeR napisał/a:

Ach, no i jego matka opowiada jak to stawiła się przez strajkujący tłum ostrzec jakiegoś Makinsona - co jest dość znamiennym zwiastunem przyszłych wydarzeń, gdy jest niezwykle zdziwiona, że Margaret w zasadzie zrobiła rzecz bardzo podobną, acz tyczącą jej synka :mysle:

To samo mi się dziś pomyślało w tramwaju! Obie zrobiły to samo, stanęły oko w oko z wrogim tłumem, żeby kogoś uratować! Tylko panienka Hale była bardziej spektakularna :lol:
Jutro nowe rozdziały? O, to czytam!

Admete - Czw 25 Mar, 2010 20:25

Pani Hale też mogła być spektakularna ;) Te kamienie! ;)
Trzykrotka - Czw 25 Mar, 2010 20:31

To prawda, nawet zemdlała, a to zawsze budzi zainteresowanie. Jednakowoż Margaret zarzuciła panu Thorntonowi ramiona na szyję, ach!
BeeMeR - Czw 25 Mar, 2010 21:05

Trzykrotka napisał/a:
Jednakowoż Margaret zarzuciła panu Thorntonowi ramiona na szyję, ach!
I on to potem tylekroć wspominał, ach ach! :serduszkate:
BeeMeR - Czw 25 Mar, 2010 21:06

Też jestem zdania, że pani T. mogła być spektakularna i skuteczna :mrgreen:
Tak jak Margaret :mrgreen:

kazika - Pią 26 Mar, 2010 10:35

też odbieram panią T. , że jest bardzo podobna do Margaret:) ten honor, ekspresja w działaniu... po prostu życie ją bardziej doświadczyła i się zrobiła może troszkę zgorzkniała...
Trzykrotka - Pią 26 Mar, 2010 13:26

Rodział XVII jest pozornie statyczny. Czym jest strajk, Margaret z konieczności rezygnuje ze spaceru i idzie odwiedzić Bessy, która jest w swoim zwykłym płaczliwym nastroju. Natrafia na Higginsa i rozmawiają - o strajku, Thorntonie, o śmiertelnej chorobie matki. Smutno.
Ale kiedy się wczytać, widać, że mimo braku "dziana się," dzieje się sporo, bo wydaje się, jakby elektryczność wisiała w powietrzu. Spokojny dotąd Higgins teraz jest nabuzowany myślą o organizacji straju, wściekłością na właścicieli fabryk, nadzieją na zwycięsto. Łamie fajkę z emocji, fechtując się z Margaret na argumenty. Pojawia sie słynne określenie pana Thorntona: Widziałas kiedys buldoga? Postaw buldoga na długich nogach, ubierz w płaszcz i spodnie, a bedziesz miała Johna Thorntona - mamy drugiego zajadłego i nieustępliwego osobnika.
Samej Margaret także nie brakuje pasji. Jej wybuch, kiedy mówi Bessy o własnym cierpieniu, świadczy, że żyje w napięciu i jest tym już i bardzo wyczerpana.
Trzy chodzące przewody elektryczne pod napięciem.

Beata55 - Pią 26 Mar, 2010 14:04

Impas.
Znając uczciwość Thorntona, trzeba przyznać, że ten człowiek naprawdę nie mógł podnieść stawek swoim robotnikom.

BeeMeR - Pią 26 Mar, 2010 14:08

A ja o wcześniejszym rozdziale - bo właśnie wtedy, przy konfrontacji z doktorem Donaldsonem Margaret mi naprawdę zaimponowała (trochę przesadzam, ale tylko trochę ;) ) - tzn. bardzo mi się podoba, z jaką pasją, jak wilczyca broni swego prawa do wiedzy o prawdziwym stanie matki - no bo też, nie da się ukryć że jeśli ojciec jest ślepy na stopień zaawansowania choroby, brat jest gdzieś daleko, to ona właśnie i Dixon musi dźwignąć największy ciężar odpowiedzialności za wszystko. No i lekarz też zauważył jej dzielność :)

Pięknie opisana scena :oklaski:

BeeMeR - Pią 26 Mar, 2010 14:23

Trzykrotka napisał/a:
Trzy chodzące przewody elektryczne pod napięciem.
też ciekawe podsumowanie :)

Trzykrotka napisał/a:
Widziałas kiedys buldoga? Postaw buldoga na długich nogach, ubierz w płaszcz i spodnie, a bedziesz miała Johna Thorntona
Szczerze mówiąc to porównanie do buldoga zupełnie do mnie nie trafia :roll: , przez absolutną niezgodność fizyczną buldoga i Johna :P
Już prędzej to, że jest "twardy i ostry jak żelazny bolec w ciężkich wrotach" i że warto z nim walczyć :mysle:

Szczerze mówiąc Higgins i Thornton też mają sporo punktów wspólnych - obaj szczerzy, prawdomówni, ale nie znoszący się tłumaczyć z zachowania czy poglądów, pracowici, gotowi udzielić pomocy innym, a nie opowiadać o niej, w ogóle to ludzie czynu nie słowa (w odróżnieniu od pana Hale) - nic dziwnego, że też się ścierają, jak Margaret i pani Thornton, będąc bardzo podobni lecz o przeciwnych oczekiwaniach i możliwościach.
Nicolas nawet w złości przyznaje szacunek Thorntonowi, choć się z nim nie zgadza, a gdy John go pozna później - też.

Trzykrotka - Pią 26 Mar, 2010 14:44

BeeMeR napisał/a:
Szczerze mówiąc to porównanie do buldoga zupełnie do mnie nie trafia :roll: , przez absolutną niezgodność fizyczną buldoga i Johna :P

Już prędzej bulterier! :mrgreen: . Czy John nie jest w powiesci opisany jako bardziej krępy, niż Rysiek? :mysle: A może tylko mi się wydaje.

BeeMeR napisał/a:
Szczerze mówiąc Higgins i Thornton też mają sporo punktów wspólnych

I właściwie, jak się zastanowić, to walczyli ze sobą uczciwie. Każdy zajadle bronił tego, co uważał za słuszne. Chyba też dlatego było możliwe porozumienie między nimi.
Nie wiem czemu, kiedy próbowała czytać książkę po angielsku, wydawało mi się, że Higgins powieściowy jest potulniejszy od książkowego. Ale gdzie tam! Złamać cybuch fajki przy jej czyszczeniu - niezły choleryk to był.
Dla takich ludzi monotonia życia robotnika tamtych czasów musiała byc rzeczywiście zabójcza, nic dziwnego, że picie czasami było jedynym ujściem dla fantazji. Choć to smutne.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group