Ekranizacje - Rozważna i Romantyczna Sense and Sensibility (1995)
Admete - Pon 12 Kwi, 2010 13:55
Myślę, że na wasz odbiór RiR 1995 wpływa teraz ostatnia wersja. Owszem odmłodzili obsadę, ale mnóstwo rzeczy pożyczyli ze scenariusza Emmy.
BeeMeR - Pon 12 Kwi, 2010 13:55
| lady_kasiek napisał/a: | | Moim zdaniem Mariannie do twarzy w tych sprężynkach jest..... | Mnie z loczkami było zawsze wybitnie nie po drodze, nie umiem dopatrzeć się w nich niczego uroczego, ale przyjmuję na wiarę
Kate faktycznie świetnie i świeżo zagrała Marianne, jest z początku cudownie irytująca, jak i książkowa, z tą głową w chmurach i pięknie dojrzewa na oczach widza.
Willoughby też jest bardzo ładnie zagrany - aż normalnie sympatię budzi, że jest nie tyle zły, co słaby i oczywiście wsparcia i spadku bogatej ciotuni potrzebuje. To, że niby tam pannę i to akurat Brandona zwiódł wydaje mi się trochę nadto, jakby trąci Wickhamem
Admete - Pon 12 Kwi, 2010 13:56
A ja nie przepadam za panem W. ze starej wersji, wolę nowego i chyba jestem w tym odczuciu odosobniona
milenaj - Pon 12 Kwi, 2010 13:56
Ja wiek zauważam, ale ponieważ tam wszyscy są starsi, to nigdy mi to długo nie przeszkadza. Gorzej byłoby gdyby tylko jedna postać odbiegała wiekiem od reszty.
Alan Rickman jest dla mnie najlepszym Brandonem i na razie nie zanosi się na żadną zmianę w tym wypadku
Admete - Pon 12 Kwi, 2010 14:09
Pamiętam, że w wywiadach Emma mówiła, że w załozeniu siostry Dashwood sa w tej wersji trochę starsze.
BeeMeR - Pon 12 Kwi, 2010 14:11
| Admete napisał/a: | | Pamiętam, że w wywiadach Emma mówiła, że w załozeniu siostry Dashwood sa w tej wersji trochę starsze. | A co miała innego powiedzieć? One nie są trochę starsze one są znacznie starsze
(dobra, już schodzę z tematu wieku)
trifle - Pon 12 Kwi, 2010 14:17
| Admete napisał/a: | | Myślę, że na wasz odbiór RiR 1995 wpływa teraz ostatnia wersja. Owszem odmłodzili obsadę, ale mnóstwo rzeczy pożyczyli ze scenariusza Emmy. |
Ja tę wersję znałam jeszcze przed nową i tak samo było. Może gdybym nie znała książki i obejrzała najpierw film, to nie robiłoby mi to takiej różnicy. Jednym to przeszkadza, innym nie
Sofijufka - Pon 12 Kwi, 2010 14:17
| Admete napisał/a: | A ja nie przepadam za panem w ze starej wersji, wolę nowego i chyba jestem w tym odczuciu odosobniona |
nie jesteś - ja też wolę nowego ["psychopatę", hehe]
trifle - Pon 12 Kwi, 2010 14:18
| Sofijufka napisał/a: | | Admete napisał/a: | A ja nie przepadam za panem w ze starej wersji, wolę nowego i chyba jestem w tym odczuciu odosobniona |
nie jesteś - ja też wolę nowego ["psychopatę", hehe] |
A psychopatą nie był nowy Brandon? Admete chyba chodziło o pana Willoughby'ego. A może nie?
aś - Pon 12 Kwi, 2010 14:23
gdy pierwszy raz widziałam ten film (nie znając zupełnie książki), to wiek bohaterów mi zupełnie nie przeszkadzał- myślałam, że tak ma być i już . jedyne co mnie drażniło (nie zlinczujcie mnie teraz ) to fakt, że jak ta Marianna mogła wyjść za starszego mężczyznę (nie starszego od niej, ale starszego ogólnie )!! bo Brandon wyglądał mi na takiego człowieka, już nie mówiąc o tym, że wydawało mi się, że Marianna go nie kocha... aha i Emma wydawała mi się dużo starsza od Grant'a ...
to było ładnych parę lat temu. moja opinia od tego momentu oczywiście się zmieniła (Rickman jest jednym z moich ulubionych aktorów), z czasem (chyba musiałam do tego dorosnąć ) zauważyłam niewątpliwe uroki i zalety scenariusza oraz gry aktorskiej, ale też zapoznałam się z książką, a nie dawno z nową adaptacją tej powieści i teraz "postarzenie" aktorów przeszkadza mi w odbiorze tego filmu
milenaj - Pon 12 Kwi, 2010 14:24
Mnie jeśli chodzi o wygląd bardziej podoba się stary Willougby. Nowy, Dominic Cooper, nie jest chyba stworzony do ról kostiumowych.
Anonymous - Pon 12 Kwi, 2010 14:35
| aś napisał/a: | | już nie mówiąc o tym, że wydawało mi się, że Marianna go nie kocha... | i tu ciągle mam mieszane uczucia, bo owszem w scenie gdy Alan czyta widać przywiązanie Marianny, ale z drugiej strony na tym ślubie, własnym to ona się tak sztucznie uśmiecha, jakby tylko odgrywała swoją rolę swoje szczęście. Pod względem miłościowym, ładna jest wersja nowsza z tym położeniem dłoni na jego dłoni... i z tą melodią... ja sobie to tak zinterpretowałam, że tak jak Marianna uczy się miłości, tego czym jest prawdziwa miłość, myli się potyka, tak jak ucząc się grać tej melodii od Brandona gubi się myli, mimo, ze ma się za dobrą pianistkę... zresztą wydawało się jej że o miłości też wie wszysko dopiero jednak z biegiem czasu dojrzewa i uczy się co to tak naprawdę melodia prawdziwej miłości...
aś - Pon 12 Kwi, 2010 14:38
| lady_kasiek napisał/a: | | na tym ślubie, własnym to ona się tak sztucznie uśmiecha, jakby tylko odgrywała swoją rolę swoje szczęście |
dokładnie o to mi chodziło, tyle, że jak zwykle nie umiałam wyrazić i napisać...
milenaj - Pon 12 Kwi, 2010 14:40
| lady_kasiek napisał/a: | | ja sobie to tak zinterpretowałam, że tak jak Marianna uczy się miłości, tego czym jest prawdziwa miłość, |
Też mam takie wrażenie. Przecież dla niej miłość była cały czas czymś innym. Miała całkiem inne wyobrażenia. I to uczucie do Brandona opiera się na innych podstwach niż zauroczenie Willoughbym
Sofijufka - Pon 12 Kwi, 2010 14:41
| trifle napisał/a: | | Sofijufka napisał/a: | | Admete napisał/a: | A ja nie przepadam za panem w ze starej wersji, wolę nowego i chyba jestem w tym odczuciu odosobniona |
nie jesteś - ja też wolę nowego ["psychopatę", hehe] |
A psychopatą nie był nowy Brandon? Admete chyba chodziło o pana Willoughby'ego. A może nie? |
Admete wolałaby Pekińczyka NIEMOŻŻŻLIWE!!!!!
BeeMeR - Pon 12 Kwi, 2010 14:44
Jedni wolą Pekińczyka, drudzy Psychopatę
Dzięki temu życie nie jest nudne
trifle - Pon 12 Kwi, 2010 15:07
| Sofijufka napisał/a: | | trifle napisał/a: | | Sofijufka napisał/a: | | Admete napisał/a: | A ja nie przepadam za panem w ze starej wersji, wolę nowego i chyba jestem w tym odczuciu odosobniona |
nie jesteś - ja też wolę nowego ["psychopatę", hehe] |
A psychopatą nie był nowy Brandon? Admete chyba chodziło o pana Willoughby'ego. A może nie? |
Admete wolałaby Pekińczyka NIEMOŻŻŻLIWE!!!!! |
Może coś palnęłam, to niechcący
BeeMeR - Pon 12 Kwi, 2010 15:16
Trifle, chyba wszystko ok, nowym Brandonem był jak pamiętam psychopata z Our Mutual Friend
Sofijufka - Pon 12 Kwi, 2010 15:27
a Willoughbym - Pekińczyk
Admete - Pon 12 Kwi, 2010 15:56
Lubię Pekińczyka Dominik to dobry aktor, a uroda tego pana z wersji 1995 nigdy nie rozbiła na mnie wrażenia. Taki cwaniaczek
Anonymous - Pon 12 Kwi, 2010 16:04
| milenaj napisał/a: | | Przecież dla niej miłość była cały czas czymś innym. Miała całkiem inne wyobrażenia. |
Austen w książce pisze, że Marianna owszem pokochała męża, ale wychodziła za mąż bez miłości.
| Cytat: | | Skazana została na zdławienie afektu powziętego w późnym wieku siedemnastu lat i na dobrowolne oddanie swej ręki - a nie towarzyszyło temu żadne inne uczucie prócz ogromnego szacunku i żywej przyjaźni - innemu!... Tym innym zaś był mężczyzna, który, podobnie jak ona, doznał już był niegdyś zawodu w pierwszej miłości, mężczyzna, którego przed dwoma laty uważała za zbyt starego na małżeństwo i który wciąż jeszcze chronił swoje zdrowie, nosząc flanelową kamizelkę. |
nicol81 - Pon 12 Kwi, 2010 21:19
Mnie owa geriatryczność tej wersji też razi. Zwłaszcza jeśli chodzi o Eleonorę...która jest jedną z moich ulubienic u JA. Dojrzała dziewiętnastolatka to nie przywiędła stara panna... (A i Małgorzata jest za mała- powinna być podlotkiem, a nie dzieckiem. W filmie mogłaby być bez mydła córką Eleonory...)
| Admete napisał/a: | A ja nie przepadam za panem W. ze starej wersji, wolę nowego i chyba jestem w tym odczuciu odosobniona |
Ja też wolę nowego, ale to dlatego, że W. nie znoszę, a w wersji 1995 zrobili z niego bohatera tragicznego...
Trzykrotka - Pon 12 Kwi, 2010 21:46
Ale - zwróćcie uwagę - Emma w tej wersja nie grała 19-latki! To było wyraźnie powiedziane, ze spisano ją już na straty, jako starą pannę. Dlatego tez i pani Dashwood była starsza niż ustawa przewiduje. W ogóle Emma zrobiła w scenariuszu sporo odejść od oryginału, jak choćby pozbyła się paru postaci (Anna Steel, lady Middleton, pani Ferrars). I na pewno nie była dziewiętnastolatką.
Może dlatego, że wychowałam się na teatrze, gdzie umowność - i scenografii i wieku i działań, a nawet płci jest podstawą (widziałam Szekspira grywanego bez dekoracji i Budzisz - Krzyżanowsą - Hamleta i czterdziestoparo-letnią Anne Polony jako Ofelię), że kwestia wieku jest dla mnie absolutnym detalem. Oceniam tylko, jak aktorzy są swoimi postaciami. A są bardzo dobrze. tam gra sam kwiat aktorstwa brytyjskiego.
Lubię bardzo serial, oglądałam go trzy razy, uważam za udany. I przysięgam z ręką na sercu - nie pamiętam, jak wyglądała z nim Fanny Dashwood czy Lucy Steel. Nie pamiętam kompletnie czy są blondynkami, czy brunetkami, czy są ładne czy brzydkie. Ledwie pamiętam twarze mężczyzn, może Brandona bardziej, ale głównie przez Our Mutual Friend. Natomiast wersję Anga Lee mam w głowie, wyraźną, plastyczną, żywą, choć nie oglądałam jej ładnych parę lat.
Admete - Pon 12 Kwi, 2010 21:48
| Cytat: | | kwestia wieku jest dla mnie absolutnym detalem. Oceniam tylko, jak aktorzy są swoimi postaciami. |
Mam tak samo Aktorzy w najnowszej ekranizacji MP są młodzi, a ja tej ekranizacji nie obejrzałam do końca. Nie dałam rady.
BeeMeR - Wto 13 Kwi, 2010 09:57
Ja absolutnie nie mam nic przeciwko umowności i teatralności - w teatrze i ramotkach. Np. Samson i Dalilah to młodzież w okolicach czterdziestki - miodzio
Papierowe skały itp. nigdy nie stanowiły dla mnie problemu - lubię umowność i bawi mnie.
Nigdy też nie wymagałabym ortodoksyjnej zgodności z książkowym opisem i nie plotłabym bzdur typu "ma zbyt/nie dość szerokie brwi jak na Rochestera" - nawet nie pamiętam jak to dokładnie brzmiało nie czepiam się koloru włosów ani kilku lat czy kilo więcej czy mniej. Niemniej w przypadku Eleanor, pani Palmer, pani Dashwood czy Brandona - to jest nie kilka, lecz kilkanaście lat różnicy którą niestety widzę. Jednak najważniejsze jest to, że wiek to nie jedyna kwestia, która nie pozwoliła mi kiedyś i teraz pokochać tego filmu tak, jak np. Jane Eyre z TS, N&S, DiU 1995.
Edward - olaboga! Pomijając subiektywny typowo angielski brak urody, główny amant, a zastanawia się nie wiedzieć ile, zanim wyduka swoją kwestię, siada jakby bał się hemoroidów, nie, powstrzymajcie mnie - nie mam nic przeciwko nieśmiałym, ale on sprawia wrażenie półidioty.
I czy ktoś może mi wyjaśnić, czemu został wydziedziczony na wieść o planowanym ożenku z biedną, a więc nieadekwatną panną, którą jego braciszek później poślubił ją bez najmniejszego problemu?
To znaczy jakiś racjonalny powód oprócz podejrzenia, że najwyraźniej mamusia kochała młodszego synka bardziej...
I dlaczego na Eleanor mówią panna Dashwood, a na Mariannę panna Marianna?
Też była Dashwood przecież?
|
|
|