Fantastyka - Deathly Hallows - to dopiero początek!
Gunia - Czw 30 Sie, 2007 21:14
Mam na myśli całe to zamieszanie. Nie pociągnęła tego wątku zbyt konsekwentnie.
| Cytat: | | a nie mielibyśmy powtórki z rozrywki, czyli znowu wprowadzenia biednej sierotki (o której można by napisać kolejne siedem tomów, jakby się chciało). |
Heh. Aż się łezka w oku kręci.
Admete - Czw 30 Sie, 2007 22:11
Sugestie były, że Lupin powinien zginąć, walcząc i zabijając Fenrira. Dramatyzm by był niewątpliwie. Tonks powinna była przeżyć. Nie jestem wielka jej fanka, ale ta jej śmierć taka niepotrzebna jakaś.
Aragonte - Czw 30 Sie, 2007 22:16
Admete, ja też nie jestem jej fanką, zdecydowanie wolę Lupina niż Tonks, ale bardziej logiczne jest dla mnie, że to on walczy w bitwie o Hogwart i ginie niż ona Cóż, będę się czepiać i czekać na jakiś ciekawy fanfik
Pemberley - Pią 31 Sie, 2007 14:36
| Agn napisał/a: | | Aragonte napisał/a: | t;]
Śmierć Tonks i Lupina odbieram jako ciut bezsensowną, jeśli już Rowling chciała ich zabijać, to powinna to pokazać |
Ha! Nie tylko ja tak uwazam!!! [chociaz wlasciwie to ]
|
| Aragonte napisał/a: | | Agn, co do niepotrzebnych nikomu śmierci, to moja konkluzja jest taka: skoro Rowling chciała mieć Wielce Dramatyczną i Chwytającą za Serducho Scenę Śmierci (a rozumiem, że chciała, bo faktycznie to już nie jest powiastka dla dzieci i znacznie więcej w tym jest realizmu), to powinna:.... |
Sorry, jesli sie wtracam w wasza rozmowe, ale pani Rowling nie chciala wlasnie miec wielce dramatycznej sceny.. Jakby chciala, to by zapewne napisala..
Mialam swietna rozmowe o tym, jak ostatni tom Pottera pokazuje angielskim dzieciom okrucienstwa wojny - jest wiele mozliwych paraleli do np. przesladowania Zydow, jak to jest na codzien w dyktaturze - ze i na wojnie i w zyciu codziennym nie kazdy odchodzi w splendorze , czasami nawet wielkie bohaterstwa przechodza niezauwazenie..
Ja sie powtarzam, ale kobieta przemycila wiele cennych pedagogicznie rzeczy i za to jej chwala ( za pare innych bym tez poplula jak uzywanie przez Harrego "crucio", ale to kwestia odmiennego swiatopogladu )
Aragonte - Pią 31 Sie, 2007 20:17
| Pemberley napisał/a: | | Sorry, jesli sie wtracam w wasza rozmowe, ale pani Rowling nie chciala wlasnie miec wielce dramatycznej sceny.. Jakby chciala, to by zapewne napisala.. |
Pemberley, sorki, ale snuć dywagacje to my sobie możemy do bólu... i tak nic to nie zmieni, ale tyle to nam na szczęście wolno I jak dla mnie właśnie taka scena została napisana - ta wielce dramatyczna - tylko że niestety jest nią scena śmierci Freda...
Admete - Pią 31 Sie, 2007 20:28
Dydaktyka, dydaktyką, ale mnie się jednak wydaje, że Rowling pod koniec leciała już po łebkach i tyle. To powieść, nie podręcznik i ja chcę bohaterów. Jak w Kamieniach na szaniec, jak w Reducie Ordona - te sprawy
malmik - Pią 31 Sie, 2007 20:32
Ja może nie mam zbyt wysokiego mniemania o anglikach (sami są sobie winni) ale też nie doszukiwałabym się tu specjalnie chęci przekazania jakichkolwiek wartości - nie przypuszczam, że Pani Rowling wogóle wie co to jest zagłada Żydów
Gunia - Pią 31 Sie, 2007 20:40
No i powiedzmy sobie szczerze, jeśli chce się uczyć dzieci, jak wyglądała wojna, to są setki książek napisane przez ludzi, którzy to najlepiej rozumieją, bo tego doświadczyli. I to wcale nie są tylko ciężkie książki dla dorosłych. Te odniesienia w HP mimo wszystko budziły we mnie pewien niesmak.
Admete - Pią 31 Sie, 2007 20:48
Nie to miałam na myśli, mnie się te odniesienia podobały w tym sensie, że ja zawsze lubię nawiązania do czegoś, co było, grę ze skojarzeniami ( z tego powodu tak Babylon 5 kocham ). Chodziło mi o to, że brakowało dramatyzmu z tych scenach w Hogwarcie na końcu, a Lupin jako postać literacka zasłuźył na coś więcej, niż otrzymał. Nie ma to jak Lupin napisany przez Nilc...
MiMi - Sob 01 Wrz, 2007 17:51
"The Mysterious Ticking Noise"
Gunia - Sob 01 Wrz, 2007 18:06
Pacynkowa wersja bardziej mi się podobała, ale ta tez jest niezła.
Agn - Pon 10 Wrz, 2007 15:58
MiMi...
W zasadzie nie wiem, czemu mnie to aż tak rozbawiło, ale po pewnym czasie zaczęłam chichotać jak opętana. To chyba silniejsze ode mnie...
praedzio - Pon 10 Wrz, 2007 19:06
Końcówka powaliła mnie na ziemię...
Anonymous - Pią 28 Wrz, 2007 23:37
wlasciwie niby nie na temat, ale nie wiem gdzie wcisnac...
http://www.youtube.com/wa...related&search=
nicol81 - Sob 29 Wrz, 2007 22:11
Ja akurat dostrzegam wiele szkodliwych pedagogicznie treści w ostatnim tomie i przez w całej serii...
Co do śmierci, to Tonks nie mogła zostać w domu, przecież była aurorem. Jakiś Wealey musiał zginąć, a Percy nie jest zbyt lubiany- nie byłoby to przejmujące. Ale powinna poświęcić czas na pokazanie tych śmierci i na żałobę bliskich. W ogóle za dużo razy nasza autorka poszła sobie na skróty...
Epilog...
Agn - Pon 01 Paź, 2007 19:48
Wiesz, Nicol, w zasadzie każda książka na upartego może być szkodliwa pedagogicznie.
Dla mnie najważniejsze jest przesłanie serii o HP, a ono jest w sumie proste i generalnie mało odkrywcze, ale bardzo pasuje. Poza tym uwielbiam historie, gdzie ktoś jest zdolny do wielkich poświęceń. Nie ukrywajmy - Potter JEST do tego zdolny. Podobnie zresztą Ron (pamiętacie grę w szachy w pierwszym tomie???). Siódmy tom podkreśla to z całą mocą. Potter da się zabić, jeśli to pozwoli mu uratować innych. Poszedł do Voldemorta, wiedząc że czeka go tylko śmierć. Nie myślał o nagrodzie. O tym, czy mu ktoś w ogóle podziękuje albo chociaż nad nim zapłacze. Idzie i robi to co robi, bo tak trzeba. Ten wątek zresztą przewija się przez całą serię. Pewne rzeczy muszą zostać zrobione i nieważne, czy na końcu drogi będzie jakaś nagroda. Do całej tej historii dołączone są oczywiście problemy dorastania (chyba w piątym tomie najwyraźniej widać okres buntu), ale i problemy szkolne, które każdy z nas zna. Szósty i siódmy tom to już jest majstersztyk. Uwielbiam to lekkie poczucie zagrożenia i niespodzianki w szóstce oraz wszechobecną, niemal namacalną atmosferę wojny w siódemce.
W tej chwili jestem w jakimś dziwnym stanie i nawet epilog jestem w stanie JKR wybaczyć. Nawet jeśli jest tam byk jak w mordę strzelił. Ekhm - co Teddy Lupin robił w Hogwart Expressie?
Admete - Pon 01 Paź, 2007 20:13
A ile lat tam minęło? Bo ja juz nie pamietam. Mógł odprowadzać dziewczynę Kto mu zabroni? Potem wysiadł Biblia tez moze być szkodliwa pedagogicznie
Anonymous - Pon 01 Paź, 2007 20:27
i mitolologie...
i z cała pewnością - Jane Austen również. Na ten temat czytałam kiedyś rozprawę jak twórczość dla kobiet (rozpoczynając od jane austen, przez Charlotte Bronte do współczesnych telenowel) wpływa destrukcyjnie na psychikę młodych kobiet i jak wielce niepedagogiczna jest...
Agn - Pon 01 Paź, 2007 21:13
Epilog dzieje się 19 lat później. Nie sprawdzę w książce, bo pożyczyłam, ale Teddy był tam jako uczeń. A, zresztą! Czy to pierwszy raz JKR rąbnęła się w matmie?
malmik - Pon 01 Paź, 2007 21:23
może powtarzał parę klas
nicol81 - Pon 01 Paź, 2007 21:24
Teddy już nie chodzi do szkoły. Nie był w pociągu, tylko na peronie całował się z Victoire Weasley.
Wiem, że Harry i przyjaciele są zdolni do poświęcenia- przez wszystkie tomy. I na tym polega problem- jego poświęcenie w tomie ostatnim nie ma siły wyrazu, bo to już było. Harry był bohaterem od początku i tak też skończył- bez niespodzianki. To dla mnie jest najgorsze z przesłań serii HP- człowiek jest jaki jest, nie zmienia się. Myślałam, że Rowling pokaże, że tak nie jest w ostatnim tomie
Agn - Pon 01 Paź, 2007 21:46
No, nie przesadzaj. W zadnym tomie wczesniej nie szedl na pewna smierc. W pierwszym tomie nie bylby gotow pojsc do Voldemorta, by ten go zabil.
nicol81 - Pon 01 Paź, 2007 21:54
Bo to nie było potrzebne wcześniej. Jednak bez wahania i zastanowienia ryzykował własnym życiem od czasu, gdy miał 11 lat. Również bez nagrody i podziękowania, a wtedy nie było aż takiego zagrożenia jak w tomie 7. Nie mamy bezpośrednio pokazane, że byłby gotów, ale moim zdaniem tak. Jak stawił czoła "Snapowi", gdy chodziło o kamień.
Agn - Pon 01 Paź, 2007 22:50
Tak, ale kto wie, jak by zareagował? Owszem, odważny dzieciak. Ale MY nie wiedzieliśmy, na ile jest odważny i zdolny do poświęceń oraz jak daleko jest w stanie się posunąć. Jak widać - do ostateczności. I mnie się to podoba. Oczywiście plusem jest też to, że Potter nie pcha się na siłę i nie popisuje. Poświęca się, owszem, "w imię wyższego dobra", ale wtedy, gdy jest to konieczne.
Anonymous - Pon 01 Paź, 2007 23:00
w pierwszych tomach harry miał zaplecze przyjaciół. W momencie kiedy poedjmował decyzję walki ze "Sapem" był przy nim ron i Hermiona. Dopiero pozniej okazalo sie, ze idzie sam. Zawsze w jakim stopniu mial swiadomosc, ze jest ktos dorosly, kto mu pomoze - Dumbledore, Syriusz, Zakon. W tomie VII był całkowicie sam. Nie chodzi nawet o faktyczną samotność, ale o samotność psychiczną, opuszczenie i osamotnienie w walce.
|
|
|