To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Fajny film wczoraj widzialam... III

Agn - Nie 25 Kwi, 2010 16:28

Oj, nie pamiętam pierwszego filmu... chociaż...? To mogła być "Mała syrenka" (wyjście z klasą), tudzież "Akademia pana Kleksa" (też z klasą i też umierałam ze strachu przy marszu wilków - to mrożące krew w żyłach wycie!!!). Ale pamiętam też wyjście z moją siostrą na film "Księżniczka w oślej skórze" (czy jakoś tak), przy czym byłam za młoda na seans, więc żeby się wiek zgadzał dokoptowałyśmy moją koleżankę z podwórka, z którą poszłam na jednym bilecie (tak, tak się robiło :mrgreen: ). A siostra miała bilet osobny. I ciemno w kinie pamiętam. I że jak gasły światła, to wszystkie dzieci zawsze wołały "ooooooooo!!!" :-D

PS Inwazja wilków: http://www.youtube.com/wa...feature=related
Jejku, wcale się nie dziwię, że to wycie mi się po nocach śniło i bałam się ciemności.

Aragonte - Nie 25 Kwi, 2010 16:35

Księżniczkę w oślej skórze też oglądałam, chociaż chyba w TV :)

A! To mi przypomina, że w końcu obejrzałam Avatar - nie w kinie co prawda, ale w wersji DVD. Oglądało mi się przyjemnie, bo lubię bajki różnego rodzaju :-D

praedzio - Nie 25 Kwi, 2010 18:41

Terminator był puszczany w kinach pod wdzięcznym mianem Elektroniczny morderca. Brat streszczał mi co smakowitsze kawałki. ;) Ja byłam wtedy za mała na włóczenie się po kinach. :lol:
miłosz - Nie 25 Kwi, 2010 20:34

byłam w kinie na "Różyczce" - kapitalny Więckiewicz, Boczarska, Seweryn, znakomita muzyka Michała Lorenca, okraszona wiazanką przebojów z lat sześćdziesiątych w typie małego księcia .............. kurcze niby banalna historia......................

Michał Lorenc

Aragonte - Nie 25 Kwi, 2010 21:01

praedzio napisał/a:
Terminator był puszczany w kinach pod wdzięcznym mianem Elektroniczny morderca.

Od razu mi się przypomina pseudo-czeska wersja tytułu, czyli Elektronický mordulec :lol:

monka2212 - Nie 25 Kwi, 2010 22:26

Moje pierwsze wspomnienie z kina to "W pustyni i w puszczy", ale ta starsza wersja. Potem były wizyty w kinie objazdowym, między innymi " Pan Wołodyjowski". Ale największym hitem mojej wczesnej młodości byli "Poszukiwacze zaginionej arki" z dzielnym i przystojnym Indianą Jonesem. :hello:
praedzio - Pon 26 Kwi, 2010 05:22

Wczoraj do poduszki obejrzałam sobie Leap Year. Jak to z komediami romantycznymi bywa - film był przewidywalny aż do bólu. A Irlandia chyba bardziej irlandzka, niż w rzeczywistości. ;) Jednakowoż - o, dziwo, całkiem dobrze się na nim bawiłam. Kilka tekstów jest wartych zapamiętania, podobnie jak warte zapamiętania są widoki choćby z hrabstwa Kerry (ach, te wzgórza i jeziora! :serduszkate: ) oraz nienaganna muzyka (zakochałam się w muzyce ilustrującej scenę końcowych oświadczyn, gdzie w tle było słychać m.in. uillean pipes).

Jeśli chodzi o aktorów - ona śliczna jak z obrazka, a on... hmmm.... :ops1:
Tak czy siak - dla odprężenia polecam. :cool:

primavera - Pon 26 Kwi, 2010 05:56

praedzio napisał/a:
Wczoraj do poduszki obejrzałam sobie Leap Year. Jak to z komediami romantycznymi bywa - film był przewidywalny aż do bólu. A Irlandia chyba bardziej irlandzka, niż w rzeczywistości. ;) Jednakowoż - o, dziwo, całkiem dobrze się na nim bawiłam. Kilka tekstów jest wartych zapamiętania, podobnie jak warte zapamiętania są widoki choćby z hrabstwa Kerry (ach, te wzgórza i jeziora! :serduszkate: ) oraz nienaganna muzyka (zakochałam się w muzyce ilustrującej scenę końcowych oświadczyn, gdzie w tle było słychać m.in. uillean pipes.

Jeśli chodzi o aktorów - ona śliczna jak z obrazka, a on... hmmm.... :ops1:
Tak czy siak - dla odprężenia polecam. :cool:


A to ciekawe bo mnie wczoraj też naszło na Leap Year :rotfl: faktycznie piękne widoki hrabstwa Kerry które sama osobiście odwiedziłam jakiś czas temu - bardzo polecam bo to ta najpiękniejsza Irlandia. Ona rzeczywiścire ładna ale on mmmmmmm ten wzrok i broda mmmmmmmm :slina: :slina: :slina: i jeszcze te klify na koniec po prostu bajka
Polecam ten film w niedzielne popołudnia - świetny relaks.l

praedzio - Pon 26 Kwi, 2010 07:09

Żeśmy się zgrały. :lol:

Podobał mi się moment, w którym Declan opowiadał Annie legendę o Grainne i Diarmuidzie. ;)

Albo ci staruszkowie:

- Czy oni wyglądają tak, jakby kopali studnię??

:rotfl:

P.S. I wciąż chodzi mi po głowie kawałek I'll Tell Me Ma.

primavera - Pon 26 Kwi, 2010 11:13

praedzio napisał/a:
Żeśmy się zgrały. :lol:

Podobał mi się moment, w którym Declan opowiadał Annie legendę o Grainne i Diarmuidzie. ;)

Albo ci staruszkowie:

- Czy oni wyglądają tak, jakby kopali studnię??

:rotfl:

:rotfl: :rotfl: :rotfl:

No a ten zamek BallyCarberry naprawdę istnieje i tak sie nazywa właśnie jak w filmie. Położony jest w hrabstwie Kerry (moim ukochanym :) ) niedaleko Caherciveen. Oh jak miło powspominać ..... :serduszkate:
oto kilka fotek

!. zamek BallyCarberry



2. Cudowne Cliffs of Moher - tam Declan się oświadczył



och ..... :serce2:

praedzio - Pon 26 Kwi, 2010 11:26

:serduszkate:

A co to było za jezioro pośród wzgórz? Chociaż w tym hrabstwie to akurat tego pełno...

primavera - Pon 26 Kwi, 2010 11:52

praedzio napisał/a:
:serduszkate: Obrazek

A co to było za jezioro pośród wzgórz? Chociaż w tym hrabstwie to akurat tego pełno...


Podejrzewam że to była zatoka wrzynająca sie w ląd- to co wydaje się jeziorem jest kawałkiem Atlantyku wcinającego sie w ląd. Nie pamietam tam żadnego jeziora. A widok z zamku jest na zatokę i góry na przeciwległym brzegu

Anaru - Pon 26 Kwi, 2010 12:41

primavera napisał/a:
No a ten zamek BallyCarberry naprawdę istnieje i tak sie nazywa właśnie jak w filmie. Położony jest w hrabstwie Kerry (moim ukochanym :) ) niedaleko Caherciveen. Oh jak miło powspominać ..... :serduszkate:

Jaaakie cudne zdjęcia :serduszkate:
Rozejrzę się za filmem (chyba, że się Basia już rozgląda?) ;)

I jaka cudniasta oczasta emotka :serce:

BeeMeR - Pon 26 Kwi, 2010 19:46

Basia to Aniu oglądała w piątek :lol: (to tak odnośnie zgrania ;) ) tylko nie miała kiedy napisać, a wrażenia mam bardzo podobne:

Leap Year, przetłumaczone niemal dosłownie ;) ale na temat, jako "Oświadczyny po Irlandzku", bo też ponoć według irlandzkiej tradycji w przestępnym roku w 29-ego lutego kobieta ma przywilej oświadczyć się wybrankowi.
Ciepła, lekka bzdurka, niewiarygodna, bardzo przewidywalna, z cukierkowym, przeciągniętym nieco zakończeniem, ale sympatyczna, i przede wszystkim - bohaterowie podróżują w przepięknych plenerach :serduszkate: :serce2: :love_shower:
No i Declan grzechu wart :serduszkate:
A zamek :thud: - słów zachwytu brak :serduszkate:

Ja chcę do Irlandii! :excited:












praedzio - Pon 26 Kwi, 2010 19:55

O. O. O. Właśnie. Na zdjęciu nr 10 to to jest zatoka? Wygląda na jezioro.
Caitriona - Pon 26 Kwi, 2010 19:57

BeeMeR napisał/a:
Ja chcę do Irlandii!

Ja też!

A film widziałam i mi się podobał :D Lekki i sympatyczny, piękne widoki, przystojny facet.

Aragonte - Pon 26 Kwi, 2010 20:56

Clifs of Moher :serduszkate: Prawie identyczne ujęcia mam w swoich fotkach z Irlandii.
Ja chcę tam wrócić...

aneby - Pon 26 Kwi, 2010 21:05

Znaczy jest na kim i na czym oko zawiesić :cool: Zabieram się za oglądanie :wink:
Agn - Pon 26 Kwi, 2010 21:07

monka2212 napisał/a:
Moje pierwsze wspomnienie z kina to "W pustyni i w puszczy", ale ta starsza wersja.

Czyli jedyna wersja godna uwagi. To charakterystyczne "r" Stasia. :D Rany, jak ja kochałam ten film... :serce:

primavera - Pon 26 Kwi, 2010 21:12

praedzio napisał/a:
O. O. O. Właśnie. Na zdjęciu nr 10 to to jest zatoka? Wygląda na jezioro.


Faktycznie przyznaję że to nie wygląda jak zatoka. Ja nie pamiętam aby w okolicach zamku było takie jezioro no cóż trzeba pojechać jeszcze raz i sprawdzić :)

praedzio - Pon 26 Kwi, 2010 22:18

I to jest słuszna koncepcja! :mrgreen:
aneby - Pon 26 Kwi, 2010 23:37

Obejrzałam "Oświadczyny". Owszem jest to film niezbyt mądry, ale uchachałam sie jak fretka i idę spać w zdecydowanie lepszym nastroju :mrgreen:
Irlandia faktycznie piękna :serce:

trifle - Śro 28 Kwi, 2010 22:52

Te irlandzkie oświadczyny to chyba będzie jeden z moich filmów na pociechę. Amy taka fajna, Goode to wiadomo, że good, Irlandia piękna, wszystko to takie miłe przyjemne. Ktoś na filmwebie napisał: czemu mi się nie zdarzają takie rzeczy?
My thoughts exactly :roll: :wink:

A tu piosenka z filmu:
http://www.youtube.com/watch?v=BdHpDWMgGJo

Harry_the_Cat - Śro 28 Kwi, 2010 23:08

Kurcze, jak wyjdzie na DVD, to sie chyba tej komedyjce nie opre.... ech :serce2:
Anonymous - Czw 29 Kwi, 2010 00:50

Duzo sie spodziewalam po filmie Woldman - to troszke inna kategoria niz te, ktore zazwyczaj tutaj opisujemy, ale filmy przyrodnicze to jednak od wielu lat jeden z moich ulubionych gatunkow.

Jest sobie gosc, ktory staje sie czlonkiem wilczego stada - jednak film bardzo zamerykanizowany. Facet po prostu przygarnal 3 wilczki odrzucone przez matke i uczac je, stal sie ich przywodca. I tutaj nasuwa mi sie mysl - skoro czlowiek jest przodownikiem stada, to jak duzo ludzkich cech wpaja stadu? Jak amator moze byc bardziej wilczy niz sam wilk? Moze jednak moze? Film zawiera zdjecia kilkudniowych wilczych maluchow i etapy rozwoju w stadzie. No i to, jak czlowiek uczy ich zycia w zgodzie z natura - od nauki wycia (cudny widok wyjacego czlowieka i piszczacego wilczego szczeniaczka :) ) zwracania pokarmu u wyrostkow i oslabionych czlonkow stada, przez lowienie ryb (bo to są wilki amerykanskie), po walke o przodownictwo stada.
Z tym ostatnim zwiazane sa liczne rany Seana - cale zycie spoleczne wilkow jest pokazane bardzo ciekawie - podgryzanie pyskow i twarzy, ktore dla wilkow pelne przyjazni i milosci, dla czlowieka czasem bardzo niebezpieczne. Sean ma wiele blizn, a rany - czasem bardzo glebokie. Poczatkowo lecial z kazda rana do chirurga, ale gdy po powrocie wilki porozrywaly mu szwy i jezykami wyczyscily rany wyszlo, ze przy watasze rany lepiej sie goja (czynniki antyseptyczne i antybiotyczne w slinie :) )
Iscie po amerykansku zostala przedstawiona sytuacja ja rodzinna - ze zostal opuszczony przez rodzine. Podjal decyzje - wybral swoje wilki przedkladajac je przed swoja rodzine. Mimo calego dorobku - to przykre.

W ciagu 2 lat Sean tylko raz opuscil swoja watahe - pomagajac polskim pasterzom w obronie przed wilkami :) Taki sensowny patriotyczny akcent. Moze rzeczywiscie puszczanie odglosow wilczych glosow jest i prostym i skutecznym rozwiazniem dla naszych rolnikow?


A mimo to, troche jestem rozczarowana filmem. Widzialam film, w ktorym para obserwatorow zostala zaakceptowana przez stado calkowicie dzikich wilkow, zaufaly im na tyle ze przyprowadzaly im mlode, bawily sie, przyjmowaly pieszczoty. Nawet po kilku latach rozpoznaly swoich ludzkich przyjaciol.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group