Fantastyka - Zmierzch, Nów i inne fazy ;)
RaczejRozwazna - Pią 09 Lip, 2010 22:07
| Agn napisał/a: | | Edward pozwala jej wszystko przeżywać w zawężonej strefie. |
O, to zdanie mi się bardzo podoba. Trafia w sedno moim zdaniem
| spin_girl napisał/a: | | To, co Wy uważacie za jedną z największych zalet Jacoba ja uważam za wadę, przynajmniej w pewnych momentach. Znając Bellę i jej szczęście pozwolił jej jeździć na motorze bez żadnego kasku, kurtki - niczego. Mogła się spokojnie zabić. Codziennie prawie lądowali na ostrym dyżurze |
Eee codziennie ?
| Cytat: | | Owszem i taka właśnie ochronę rozumiem, ale tato nie pozwoliłby ci wjechać na tym rowerku na autostradę i to pod prąd. Bella nie znała wszystkich zagrożeń, a Edward kochając ja przecież nie ryzykowałby jej życia. |
Jacob może był lekkomyślny (może "normalny" ), ale jakoś w jego towarzystwie Bella nie łapała więcej kontuzji niż zwykle... Można powiedzieć, że nawet mniej. A przy tym czegoś się uczyła. A Edward najpierw ją chorobliwie ochraniał, zamykając w złotej klatce, a później ją zostawił zupełnie bez ochrony. Jakby ten okres ochronny trwał dłużej, a przede wszystkim, gdyby nie Jake, Bella nie miała prawa przeżyć zwykłej wycieczki do miasta (bo pewnie wpadłaby pod samochód...)
A zresztą w NM gdzies pada takie zdanie Belli - "gdy jestem w potrzebie Jake mnie zawsze znajdzie" (to chyba po wyłowieniu jej z morza po skoku). Robi błędy (vide motory). Ale nie traktuje jej jak kaleki, a Edward, niestety, tak.
w psychologii zwraca się uwagę, jak formułować ostrzeżenia. Jak ktoś niesie gorącą herbatę, nie należy mówić "nie rozlej" lecz "trzymaj mocno". W pierwszym przypadku rozleje się jak nic, w drugim - ostrzeżenie powinno zadziałać. Pierwsza opcja - Edward. Druga - Jacob.
A co do sporów kiedy było lepiej... ja myślę, że ludzie zawsze są tacy sami (ogólnie rzecz biorąc). W czasach pokoju konwenanse były konwenansami, ale spora liczba panów za normę uważała regularne zdradzanie żon, a młodzieńców tatuś zabierał czasem do domu uciech, żeby ułatwić mu "pierwszy raz"... Wyobrażacie sobie dziś cos takiego Mąż do żony: "KOCHANIE, wyskoczymy do "różowego księcia" i jesteśmy na kolacji"?
A wojna, czy inne sytuacje graniczne, wyzwala instynkty. Nie zgodzę się, że pierwsza wojna była mniej "totalna" od drugiej. była... inna. Ludność cywilna może nie ginęła masowo, ale cierpienie dotykało tych, którzy pozostawali w domu. A front - to ja już podzękuję... Nie mówiąc o totalnej biedzie i często głodzie. Nawet nie trzeba sięgać do Remarque'a (choć po lekturze "Na zachodzie bez zmian" stałam się umiarkowanym pacyfistą) - wystarczy poczytać sobie "Rillę ze Złotego Brzegu" Montgomery
EDIT:
Na wp znalazłam takie cuś
| Cytat: | Wilk (Canis lupus)
Wilki tworzą stado, zwane watahą, którym rządzi określona hierarchia. Na grupę składają się zwykle samiec i wadera (przewodnicy stada) oraz ich potomstwo z jednego albo dwóch miotów. Większość wilków łączy się w pary na całe życie. Są monogamistami. Jeżeli jeden z partnerów zginie, drugi do końca życia pozostaje samotny. Samiec pilnie strzeże swojej partnerki przed konkurentami z watahy. |
Czyli - nic tylko "kochaj mnie jak wilk!" No i proszę, miałam rację, że mnie do Jacoba ciągnęło (a o wpojeniu nic nie piszą... )
Agn - Pią 09 Lip, 2010 22:52
| spin_girl napisał/a: | | To jest lekkomyślność granicząca z głupotą. Mogła mieć naprawdę poważne obrażenia i raczej w tym więcej szczęścia niż rozumu. Bo niby co w tym jest pedagogicznego? |
Tu nie będę broniła Jacoba, bo naprawdę dał plamę. Ale oboje są imho współwinni - o kaskach mogła pomyśleć także Bella, jak na osobę inteligentną jednak kiepsko kojarzy. Adrenalina - tak. Mózg rozprasowany na asfalcie - tego chyba nie chciała?
Bella potykała się o własne stopy, ale też nie cały czas, więc nie przesadzajmy, że nie umiała chodzić. Na dobrą sprawę w szkole się nie zabiła, a nogę miała złamaną tylko jak James ją złamał. Rękę zaś złamała, jak zamachnęła się na Jacoba (pokarało... No dobra, wiecie, że żartuję... prawda?).
Yvain - Sob 10 Lip, 2010 00:20
| RaczejRozwazna napisał/a: |
Jacob może był lekkomyślny (może "normalny" ), ale jakoś w jego towarzystwie Bella nie łapała więcej kontuzji niż zwykle... Można powiedzieć, że nawet mniej. A przy tym czegoś się uczyła. A Edward najpierw ją chorobliwie ochraniał, zamykając w złotej klatce, a później ją zostawił zupełnie bez ochrony. Jakby ten okres ochronny trwał dłużej, a przede wszystkim, gdyby nie Jake, Bella nie miała prawa przeżyć zwykłej wycieczki do miasta (bo pewnie wpadłaby pod samochód...)
|
Przecież w pierwszej części była w mieście, z koleżankami po sukienki i od razu miała kłopoty z których zresztą ja Edward skutecznie wyciągnął. A opcja ostrzeżeń słabo na Bellę działała, bo Bella zawsze była skłonna ryzykować wiele nie oglądając się na siebie ani na innych.
A wojna wyzwala zarówno złe instynkty jak i te najlepsze, i dlatego będę się upierać, że to co człowiek zrobi zależy od tego czym jest, jaką ma etykę, moralność i wiarę. A wychowanie i ideały odgrywają w tym niebagatelną rolę. A niektórzy mężczyźni zdradzali i będą zdradzali podobnie jak kobiety, ale jak zwykle byli i są ludzie, którzy po prostu tego nie robią. Niestety od tych 100 lat dzielących nas od czasów Edwarda wiele w wychowaniu się zmieniło, bo dzisiaj nie to że wychowuje się gorzej (a może nawet lepiej) tylko bardzo często nie wychowuje się wcale.
Agn - Sob 10 Lip, 2010 08:37
Jednakowoż jeśli się wychowuje, to jednak moralnie. Ale instynkty pozostają instynktami. Nic na to nie poradzisz, Yvain, nawet jeśli ci się to nie podoba.
Bella pojechała do miasta... jej kłopot wziął się stąd, że zaczęła się szwendać nie tam, gdzie trzeba, zamiast trzymać się okolic, w których mogła znaleźć koleżanki. Pardon, ale po ciemku się nie łazi nie wiadomo gdzie, zwłaszcza jak się nie ma pomysłu, gdzie właściwie iść. I w dodatku samotnie.
Natomiast wycieczka do Port Angeles nie przysporzyła jej większych kłopotów z chodzeniem. I nie potknęła się tam ani nie wpadła pod samochód. Za drugim razem nic jej się nie stało, wręcz pchała się w potencjalne niebezpieczeństwo i... i co? I nic. Wróciła do domu cała, zdrowa i nienaruszona. Już pomijam fakt, że instynkt samozachowawczy u tej dziewczyny w ogóle nie istnieje.
Yvain - Sob 10 Lip, 2010 09:03
| Agn napisał/a: | Jednakowoż jeśli się wychowuje, to jednak moralnie. Ale instynkty pozostają instynktami. Nic na to nie poradzisz, Yvain, nawet jeśli ci się to nie podoba.
| To nie tak że mi się nie podoba, ja rozumiem, że człowiek ma instynkty, tylko uważam, że wola i rozum człowieka sięga ponad nie, inaczej niewiele różnilibyśmy się od zwierząt. Zresztą historia sama pokazuje ludzi którzy w stanach najwyższego zagrożenia, działają wbrew swoim instynktom poświęcając nawet swoje własne życie dla dobra drugiego człowieka.
Agn - Sob 10 Lip, 2010 09:40
Tylko proporcja tych historycznie poprawnych ludzi wobec tych, którym zadziałał zwykły instynkt przetrwania jest stosunkowo niewielka.
A ludzie to jednak organizmy zwierzęce. Kiedyś mieszkaliśmy w jaskiniach i pewne zachowania z tamych czasów wciąż zostały, w nieco zmienionej formie, ale jednak. Są chwile w życiu człowieka, kiedy wyłazi z niego Fred Flinston.
EDYCJA: Wciąż nie było odpowiedzi, na kiedy dalszy ciąg The host...
EDYCJA II: Właśnie zauważyłam, że popełniłam już ponad 6000 postów. Mam dziwne wrażenie, że połowa jest w tym temacie. A druga połowa w tematach SPN-owych.
W życiu bym nie pomyślała, że ze mnie taka gaduła.
RaczejRozwazna - Sob 10 Lip, 2010 09:43
Póki co, dziewczyny, wyjężdżam na jakiś czas tam gdzie nie ma internetu. Agn - broń godnie honoru Team Jacob (zabieram sobie Twoje ff do czytania )
AGN - no to 6000 kolejnych!
Agn - Sob 10 Lip, 2010 09:49
Rozważna, honor Team Jacob jest niezagrożony. Tak samo jak i honory innych Teamów.
Gdzie jedziesz i kiedy wracasz?
RaczejRozwazna - Sob 10 Lip, 2010 09:52
Jadę w las (dosłownie ) I nie wiem kiedy wrócę - w lecie mam taką bazę w chacie pod lasem. Czasem nad ranem słyszę wilki... (poważnie )Ale czasem wpadam do cywilizacji...
PS - nie znalazłam Twojego Pleplania na chomiku (taki jest tytuł tej alternatywy z B i J?)
EDIT - znalzałam Skąd się biorą Edwardy....
spin_girl - Sob 10 Lip, 2010 10:16
| Yvain napisał/a: | | To nie tak że mi się nie podoba, ja rozumiem, że człowiek ma instynkty, tylko uważam, że wola i rozum człowieka sięga ponad nie, inaczej niewiele różnilibyśmy się od zwierząt. Zresztą historia sama pokazuje ludzi którzy w stanach najwyższego zagrożenia, działają wbrew swoim instynktom poświęcając nawet swoje własne życie dla dobra drugiego człowieka. |
Yvain, jak Cię czytam to mam czasami wrażenie, jakbym samą siebie czytała...
| Agn napisał/a: | | Bella pojechała do miasta... jej kłopot wziął się stąd, że zaczęła się szwendać nie tam, gdzie trzeba, zamiast trzymać się okolic, w których mogła znaleźć koleżanki. Pardon, ale po ciemku się nie łazi nie wiadomo gdzie, zwłaszcza jak się nie ma pomysłu, gdzie właściwie iść. I w dodatku samotnie. |
co tylko potwierdza fakt, że Bella nie miała totalnie instynktu samozachowawczego, co w połączeniu z jej ewidentnymi problemami z błędnikiem i koordynacją oraz zwyczajnym pechem sprawia, że naprawdę istnieje niezwykle duże prawdopodobieństwo, że coś sobie zrobi przy byle okazji. Nie wiem, jak się można dziwić Edwardowi, że starał się ją chronić...poza tym to nie jest tak, że sobie spokojnie żyła przez 17 lat i nagle ją zaczęły ganiać wampiry i wilkołaki. W MS jest taki moment, kiedy Carlisle pokazuje Edwardowi zdęcia rentgenowskie Belli, pokazuje mu wielokrotne złamania i kontuzje. O ile dobrze pamiętam to właśnie od tego momentu Edward zaczyna bardzo uważać na koordynację Belli. W "Zmierzchu" Bella jedzie do La Push a Edward prosi ją, żeby sobie nie zrobiła krzywdy. I co? Mamy wspomniane, że często się potykała i miała zadrapania na rękach, a jeszcze była dumna, że nie wleciała do oceanu. Uciekając przez las przed Laurentem potyka się i przewraca wielokrotnie. Ona naprawdę jest nieskoordynowana i to jest nieuleczalne. Może mam inny punkt widzenia w tej sprawie, ponieważ sama mam problemy z błędnikiem i wieloktornie tracę równowagę i naprawdę bardzo chętnie wspieram się na kimś w takich wypadkach. Ludzie, którzy mają problemy z koordynacją są po części kalekami, tu się nie ma z czego śmiać. Ciekawe, czy gdyby Bella była ślepa, to wolałybyście, żeby Edward pozwolił jej wpadać na ściany.
| RaczejRozwazna napisał/a: | spin_girl napisał/a:
To, co Wy uważacie za jedną z największych zalet Jacoba ja uważam za wadę, przynajmniej w pewnych momentach. Znając Bellę i jej szczęście pozwolił jej jeździć na motorze bez żadnego kasku, kurtki - niczego. Mogła się spokojnie zabić. Codziennie prawie lądowali na ostrym dyżurze
Eee codziennie ? |
owszem, codziennie. Dlatego zaczynają w końcu chodzić na te długie piesze wędrówki. Pada potem takie zdanie jak "What are we doing today - hiking or ER?". Czyli jazda na motorze= ostry dyżur. Poza tym jest też opisane, że Bella często robiła sobie krzywdę w garażu Jacoba. A on się tym kompletnie nie przejmował, tylko dlatego, że nie miał dodatkowego problemu z krwią Belli, w odróżnieniu od Edwarda. Średnio się też przejmuje, kiedy Bella łamie sobie rękę na jego szczęce. Jacob jest naprawdę w takich momentach nieodpowiedzialny i lekkomyślny. Myślę, że Bella miałaby przy nim duże szanse sama się wykończyć
RaczejRozwazna - Sob 10 Lip, 2010 10:35
Spin - myślę, że Jacob żartował. Z prawdziwego zagrożenia - gdy się topiła, ją uratował i był przejęty. A poza tym nie wymagajmy zbyt dużo od 16-latka... Dojrzewał zaś bardzo szybko.
A teraz - już na dobre:
Agn - Sob 10 Lip, 2010 10:39
Z tym wpadaniem na ściany, gdyby była ślepa, to jednak trochę przesadziłaś. To nie jest to samo, co nieskoordynowane ruchy. Poza tym osoby niewidome bardzo często radzą sobie bardzo dobrze. Mają laski albo psy, które pełnią rolę przewodników. Nie potrzebują do tego Edwarda.
Swoją szosą nie zauważyłam, byś się non stop potykała o własne nogi, a spędziłam z tobą dwa dni, więc sama wiesz, że jest to jednak u Meyer przesadzone.
Liczne złamania... no i? Pomimo tych wypadków wciąż żyje. Ja często rozlewam herbatę, najczęściej gorącą i to na swoje palce. Wstając od stołu robię sobie siniaki. Jestem dosyć niezgrabna. Ale szlag by mnie trafił, gdyby jakiś Edward za każdym razem mnie chronił przed najmniejszym kopnięciem. Wolę sobie poradzić sama.
A Jake się przejął tym, że coś się Belli stało. To, że nie pozwoliła obejrzeć tej ręki to inna sprawa.
Inna rzecz, że gdy Bella rozwaliła sobie łeb, to Jake ją zabrał do szpitala, chociaż się stawiała okoniem. Uległ tylko jej prośbie z przebraniem, żeby nie sypnąć się z motorami. Ale w szpitalu wylądowała.
I nie sądzę, by Bella się przy Jacobie wykończyła. Znakomicie sobie radziła przy nim, nawet jeśli nikt na nią nie chuchał i czasem coś jej się stało. Przynajmniej nie była traktowana jak kaleka, tylko w pełni samodzielna osoba. Przy Edwardzie ja na jej miejscu czułabym się ubezwłasnowolniona.
Że nie wspomnę, że nie chciałabym się do twardego, zimnego kamienia przytulać.
spin_girl - Sob 10 Lip, 2010 11:04
| Agn napisał/a: | | Z tym wpadaniem na ściany, gdyby była ślepa, to jednak trochę przesadziłaś. To nie jest to samo, co nieskoordynowane ruchy. Poza tym osoby niewidome bardzo często radzą sobie bardzo dobrze. Mają laski albo psy, które pełnią rolę przewodników. Nie potrzebują do tego Edwarda. |
ale to nie jest kwestia, czy mogła przeżyć bez Edwarda - mogła. Ale skoro już szedł obok, to nie rozumiem, dlaczego miałby jej nie ułatwić.
| Agn napisał/a: | | Swoją szosą nie zauważyłam, byś się non stop potykała o własne nogi, a spędziłam z tobą dwa dni, |
bo mnie nie widziałaś (paradoksalnie) o zmierzchu, albo pod słońce. Tracę wtedy kompletnie orientację w terenie, potykam się na prostej drodze. Albo na podłożu nierównym, stanowiącym melanż kolorów, albo na ruchomych schodach, albo przy wysiadaniu z tramwaju, albo zimą, na wydrążonej w śniegu ścieżce, posypanej popiołem... | Agn napisał/a: | | Liczne złamania... no i? Pomimo tych wypadków wciąż żyje. |
ale co to za życie Nie wiem, dlaczego mamy to liczyć na zasadzie: jak żyje to jest ok. Zakochani mężczyźni noszą swoim ukochanym torby z zakupami, otwierają drzwi, nie dlatego, że one nie mogą tego same zrobić, tylko dlatego, że się o nie troszczą. Dlaczego kobiety chodzą (a raczej chodziły) pod rękę z mężczyzną? Po części dlatego, żeby czuć się stabilnie. Sama często, kiedy jestem na obcasach, lubię chodzić pod rękę. Bywało tak, że dobze wychowani mężczyźni w moim towarzystwie na jakiś nierównościach terenu odruchowo wyciągali rękę, żeby mnie w razie czego przytrzymać za łokieć. Przejęci przyjaciele, który gościli mnie w swoim mieście przeprowadzali mnie pod rękę przez ulicę, nie dlatego, że podważali moje kompetencje do przechodzenia przez ulicę, ale dlatego, że chcieli o mnie zadbać, troszczyli się. W dawnych czasach kobietom bez przerwy pomagano, podtrzymywano je (głównie z uwagi na niewygodne kreacje). Należy pamiętać, że Edward jest z dawnych czasów. To, co Wy odbieracie jako nachalność, zamykanie w klatce czy ubezwłasnowolnienie, ja odbieram jako dobre maniery i naturalną chęć troszczenia się o drugą osobę, czynienia jej życia nieco łatwiejszym.
| Agn napisał/a: | | Ale szlag by mnie trafił, gdyby jakiś Edward za każdym razem mnie chronił przed najmniejszym kopnięciem. Wolę sobie poradzić sama. |
a mnie by nie tylko szlag nie trafił, ale pewnie bym się rozpuściła jak dziadowski bicz miałam kiedyś okazję przez dłuższy czas przebywać wyłącznie w męskim towarzystwie i szybciutko się oduczyłam otwierać sobie drzwi itp
Mało tego, przypomniałam sobie jeszcze pewną niesamowitą sytuację. Mieszkając jeszcze w Irlandii miałam przyjaciół -Słowaków, którzy wszyscy mieli ujmujące maniery. Pewnego dnia jeden z nich wyjeżdżał do domu po wakacjach. Poszłam go odwiedzić i się z nim pożegnać. Zaczęliśmy prowadzić dyskusję, bardzo ciekawą, ale Jarek, niestety, palił i co jakiś czas musiał wychodzić do ogródka na fajkę (czujniki w domu nie pozwalały na palenie w pokoju). Nie chcąc przerywać rozmowy ze mną prosił, żebym wychodziła z nim, po czym...brał moje krzesło, wynosił je do ogródka, ustawiał w najwygodniejszym miejscu a po skończonym papierosie zabierał je i znowu wnosił do domu. Nie dlatego, że uważał, że nie ustoję, tylko dlatego, że chciał mi zapewnić maksymalny komfort podczas rozmowy. To była jedna z najbardziej niesamowitych akcji w moim życiu i do dzisiaj wzdycham za taką dżentelmenerią.
Agn - Sob 10 Lip, 2010 11:13
| Cytat: | | zimą, na wydrążonej w śniegu ścieżce, posypanej popiołem... |
Na czymś takim to się każdy ma prawo wypierniczyć. A z tramwaju wysiadłaś bardzo zgrabnie. I to dwa razy cię w takiej sytuacji widziałam (tzn. jak wsiadałaś i wysiadałaś), a tramwaj miał schodki, było dosyć wysoko względem podłoża i spokojnie zeszłaś. Więc kituś bajduś.
| Cytat: | | Zakochani mężczyźni noszą swoim ukochanym torby z zakupami, otwierają drzwi, nie dlatego, że one nie mogą tego same zrobić, tylko dlatego, że się o nie troszczą. |
Nawet jeśli, to po jakimś czasie im ta chęć przechodzi. W większości przypadków (bo pewnie nie we wszystkich).
| Cytat: | | To, co Wy odbieracie jako nachalność, zamykanie w klatce czy ubezwłasnowolnienie, ja odbieram jako dobre maniery i naturalną chęć troszczenia się o drugą osobę, czynienia jej życia nieco łatwiejszym. |
Ot, i tu się właśnie rozbijamy, co jest zapewne nie do pogodzenia. Poglądy ciężko zmienić.
Choć pewnie łatwiej niż w przypadku polityki.
| Cytat: | | miałam kiedyś okazję przez dłuższy czas przebywać wyłącznie w męskim towarzystwie i szybciutko się oduczyłam otwierać sobie drzwi |
Ja też. I to oni szybko się nauczyli, że sama dam sobie radę, że jeśli nie przepuszczą mnie w drzwiach, to się nic nie stanie. Nie muszą być aż tacy szarmanccy, wolę, by okazywali mi szacunek w inny sposób, np. w rozmowie, a tu z kolei ciężka zaraza mnie nieraz brała. Faceci, którzy otwierali mi drzwi przed nosem, bym się poczuła jak dama, nie potrafili wytrzymać i poczekać, aż skończę zdanie, ciągle mi przerywali albo narzucali swoje zdanie. Jestem na to strasznie uczulona. A jacy byli zdziwieni, jak się w końcu zdenerwowałam i wyszłam, jak im powiedziałam, że w ten sposób nie zamierzam "rozmawiać", fiu fiu.
Ja chyba wolę samodzielność i odpowiedzialność za to, że sama nie patrzę pod nogi.
spin_girl - Sob 10 Lip, 2010 11:29
| Agn napisał/a: | | Nie muszą być aż tacy szarmanccy, wolę, by okazywali mi szacunek w inny sposób, np. w rozmowie, a tu z kolei ciężka zaraza mnie nieraz brała. Faceci, którzy otwierali mi drzwi przed nosem, bym się poczuła jak dama, nie potrafili wytrzymać i poczekać, aż skończę zdanie, ciągle mi przerywali albo narzucali swoje zdanie. Jestem na to strasznie uczulona. A jacy byli zdziwieni, jak się w końcu zdenerwowałam i wyszłam, jak im powiedziałam, że w ten sposób nie zamierzam "rozmawiać", fiu fiu. |
a mnie ci sami mężczyźni, którzy nosili mi krzesełko i przeprowadzali za rękę przez ulicę w rozmowie traktowali z takim samym absolutnym szacunkiem i to w dyskusjach na niezliczone tematy, czasem trudne. Jestem feministką i nie pozwoliłabym aby ktoś mnie traktował tendencyjnie w rozmowie ze względu na płeć.
| Agn napisał/a: | | Więc kituś bajduś. |
przysięgam, że nie. Naprawdę mam z tym problemy. Zapytaj moich rodziców albo znajomych, to już jest legendarne. Z kamieni Giant's Causeway trzeba mnie było praktycznie znosić, trzech panów w tym brało udział i to nie była kokieteria z mojej strony. Naprawdę wolę jak mnie ktoś asekuruje niż jak się na własną odpowiedzialność wypierniczam i robię sobie obciach
Agn - Sob 10 Lip, 2010 11:41
Tak jak Taylor w Team Jacob vs. Team Edward powiedział - to zależy od twojego typu. Ty wolisz facetów, którzy cię za wszelką cenę ochraniają, noszą na rękach. Ja wolę tych, którzy pozwolą mi żyć.
Nie spotkałam takich doskonałych dżentelmenów, co to zgrywa i rycerza, i umie wysłuchać. Może mam pecha. Ale nie chciałabym mieć nikogo takiego jak Edward. Dusiłabym się.
Yvain - Sob 10 Lip, 2010 14:04
| spin_girl napisał/a: |
Yvain, jak Cię czytam to mam czasami wrażenie, jakbym samą siebie czytała...
| i vice versa
| spin_girl napisał/a: |
Zakochani mężczyźni noszą swoim ukochanym torby z zakupami, otwierają drzwi, nie dlatego, że one nie mogą tego same zrobić, tylko dlatego, że się o nie troszczą. Dlaczego kobiety chodzą (a raczej chodziły) pod rękę z mężczyzną? Po części dlatego, żeby czuć się stabilnie. Sama często, kiedy jestem na obcasach, lubię chodzić pod rękę. Bywało tak, że dobze wychowani mężczyźni w moim towarzystwie na jakiś nierównościach terenu odruchowo wyciągali rękę, żeby mnie w razie czego przytrzymać za łokieć. Przejęci przyjaciele, który gościli mnie w swoim mieście przeprowadzali mnie pod rękę przez ulicę, nie dlatego, że podważali moje kompetencje do przechodzenia przez ulicę, ale dlatego, że chcieli o mnie zadbać, troszczyli się. W dawnych czasach kobietom bez przerwy pomagano, podtrzymywano je (głównie z uwagi na niewygodne kreacje). Należy pamiętać, że Edward jest z dawnych czasów. To, co Wy odbieracie jako nachalność, zamykanie w klatce czy ubezwłasnowolnienie, ja odbieram jako dobre maniery i naturalną chęć troszczenia się o drugą osobę, czynienia jej życia nieco łatwiejszym.
| Agn napisał/a: | | Ale szlag by mnie trafił, gdyby jakiś Edward za każdym razem mnie chronił przed najmniejszym kopnięciem. Wolę sobie poradzić sama. |
a mnie by nie tylko szlag nie trafił, ale pewnie bym się rozpuściła jak dziadowski bicz miałam kiedyś okazję przez dłuższy czas przebywać wyłącznie w męskim towarzystwie i szybciutko się oduczyłam otwierać sobie drzwi itp
Mało tego, przypomniałam sobie jeszcze pewną niesamowitą sytuację. Mieszkając jeszcze w Irlandii miałam przyjaciół -Słowaków, którzy wszyscy mieli ujmujące maniery. Pewnego dnia jeden z nich wyjeżdżał do domu po wakacjach. Poszłam go odwiedzić i się z nim pożegnać. Zaczęliśmy prowadzić dyskusję, bardzo ciekawą, ale Jarek, niestety, palił i co jakiś czas musiał wychodzić do ogródka na fajkę (czujniki w domu nie pozwalały na palenie w pokoju). Nie chcąc przerywać rozmowy ze mną prosił, żebym wychodziła z nim, po czym...brał moje krzesło, wynosił je do ogródka, ustawiał w najwygodniejszym miejscu a po skończonym papierosie zabierał je i znowu wnosił do domu. Nie dlatego, że uważał, że nie ustoję, tylko dlatego, że chciał mi zapewnić maksymalny komfort podczas rozmowy. To była jedna z najbardziej niesamowitych akcji w moim życiu i do dzisiaj wzdycham za taką dżentelmenerią. |
Właśnie też mam podobne doświadczenia i też lubię takie zachowanie u panów. Myślę , że tak na prawdę to nie jest tak, że jest ich mniej, tylko że się o tym nie mówi A pomoc mężczyzny jest niestety czasem potrzebna np. kobieta nie ma ani takiej siły, ani takiej budowy żeby nosić cięższe rzeczy. Wiele kobiet cierpi później na zwyrodnienia stawów biodrowych, kolanowych lub kręgosłup od noszenia siat z ciężkimi zakupami. Tak samo lubię chodzić pod rękę lub za i to nie tylko z powodu obcasów, ale to po prostu miły kontakt, takie wsparcie . Lubię jak mój mąż o mnie dba, bo jest to jeszcze jedna droga oprócz słów, pocałunków, uśmiechów, spojrzeń na przekazywanie sobie uczuć. I nigdy nie zauważyłam, żeby to było nadmierne, czy w jakiś sposób uciążliwe, lub z jego strony udawane, na pewno nie zgrywa rycerza . Myślę, że Edward gdyby cię poznał Agn to by się nie narzucał gdyby widział, że tego nie chcesz lub nie potrzebujesz, dlatego że chciałby dla Ciebie jak najlepiej, kochałby Cię taką jaką jesteś, a Ty przecież nie jesteś Bella (na całe szczęście )
asiek - Sob 10 Lip, 2010 17:53
Widzę, że wątek zdominował jeden wampir ... No to ja przypomnę innego, na którego niecierpliwie czekam...
http://www.youtube.com/wa...ayer_embedded#!
Yvain - Sob 10 Lip, 2010 18:22
ciekawe jak mu wyjdzie Ian jeśli go zagra, bardzo ciekawe
Agn - Sob 10 Lip, 2010 18:40
Cóż, Aśku, trudno, by w wątku Meyerowskim nie dominował Edward. Ale na tego wampira to i ja niecierpliwie czekam.
Yvain, ja mam naprawdę wielką nadzieję, że jak spotkam na swej drodze faceta, dla którego ewentualnie bym sfiksowała, to będzie podobny (w zachowaniu, bo o Indian w Polsce raczej ciężko ) do Jacoba, a nie do Edwarda. Związek jest ciekawszy, gdy nie jest idealnie, gdy czasem trzeba tej drugiej osobie powiedzieć o czymś, a nie że on zgadnie. Na szczęście i tak to nie jest możliwe, więc oddycham z ulgą.
A teraz pełznę na szybsze łącze, by zobaczyć ten filmik z Damonem...
EDYCJA: *obejrzawszy* Tak, stęskniłam się za draniem...
| Yvain napisał/a: | | :mrgreen: ciekawe jak mu wyjdzie Ian jeśli go zagra, bardzo ciekawe |
Nie załapałam...?
asiek - Sob 10 Lip, 2010 19:16
| Agn napisał/a: | | Cóż, Aśku, trudno, by w wątku Meyerowskim nie dominował Edward. |
Mea culpa ... Wzięłam ten wątek za ogólną wampirownię, zapomniałam o istnieniu innego wątku Wampiry i wilkołaki...
Yvain - Sob 10 Lip, 2010 19:20
Ian Somerhalder bo to o nim chyba mówiłaś że możliwe że zagra w Hoście, widać go tam w tle chyba że mnie już wzrok myli, co też jest możliwe A ponieważ to wątek z Hostem w tle, to myślałam, że o niego wam chodzi
Agn - Sob 10 Lip, 2010 19:27
A, dobra, już łapię. Bo Ian gra Damona, a tu "ciekawe jak mu Ian wyjdzie", a ja w głowie mam wciąż, że Ian to jest jego osobiste imię. A rola w The host tylko domniemana, jest tylko póki co typowany. Zobaczymy.
Aśku, nie szkodzi. Damona się nie wyrzuca za drzwi.
asiek - Sob 10 Lip, 2010 20:09
| Yvain napisał/a: | Ian Somerhalder bo to o nim chyba mówiłaś że możliwe że zagra w Hoście, widać go tam w tle chyba że mnie już wzrok myli, co też jest możliwe A ponieważ to wątek z Hostem w tle, to myślałam, że o niego wam chodzi |
Niestety, to ja namieszałam, bo chodziło mi o inną rolę Iana - wampira Damona.
To wszystko przez ten upał...mózg mi się lasuje.
| Agn napisał/a: | | Aśku, nie szkodzi. Damona się nie wyrzuca za drzwi. |
Fakt...Byłoby to niewyobrażalne marnotrawstwo.
Agn - Sob 10 Lip, 2010 20:34
Tym bardziej, że jak się już Damona zaprosi, to on się wyrzucić nie da.
Właśnie morduję ostatnie szare komórki "Growing up Cullen". Matko boska, nie wpadłabym na pomysł, by Emmett nazywał Renesmee "Spawn".
|
|
|