To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Jane Eyre (2006) cz. 2

asiek - Nie 27 Maj, 2007 20:24

Alison napisał/a:
W scenie kominkowej, kiedy on jej narzuca na ramiona szlafrok , przytrzymuje jego klapy i mówi to swoje "of course, of course" to ja... no cóż, drżę febrycznie

Gosia napisał/a:
...bo wyobrazasz sobie jego drapiezne zrenice

Mimo upału, to ja też w tej scenie ciareczki czuję :mrgreen:
Bo i szlafrok,...i drapieżne żrenice, :thud: iiii....koszula roz-pię-ta :shock: :razz:

A teraz ruszam w wątek, aby poznać Wasze pierwsze wrażenia. :grin:

asiek - Pon 28 Maj, 2007 21:45

Nie wiem, jak była pierwotna zawartość wątku, ale zapewniam kochane Damy, że to co zostało jest smakowite. :grin:
Baaaardzo mi się spodobało rozkładanie Rochestera na części pierwsze :mrgreen:
Nie powiem...w rozkładaniu bohatera tragicznego jesteście znakomite i dla mnie już nic nie zostało. :sad:
Podobnie jak Aine, postać Rochestera jest mi bliska i podpisuję się pod tym, co Aine tak rzeczowo wyłożyła.
http://forum.northandsout...p?p=45704#45704
http://forum.northandsout...?p=45726#45726.
Gwoli ścisłości to Jane też nie jest mi obca. Świat w barwach bieli i czerni, bez szarości, półcieni....
Jak czytam, kilka Dam zarzuciło Rochesterowi egoizm i przedmiotowe traktowanie Jane.
Moim zdaniem Edek KOCHAŁ dziewczynę szczerze. Do racji wyłożonych przez Aine dodałabym jeszcze jedną.
Jak tak przyglądam się , i ... przy-glą-dam się scenom "intymnym" :mrgreen: to widzę namiętnego faceta, który ma upragnioną kobietę na wyciągnięcie ręki. Z trudem panuje nad sobą, możemy tylko domyślać się co się z nim działo :wink: , jednak kiedy Jane mówi nie, Rochester nie posuwa sie dalej, szanuje decyzję ukochanej. Gdyby kierował nim jedynie egoizm, to sprawy potoczyłyby się zupełnie inaczej. Tu Rochester pokazał klasę, tak myślę.

Anonymous - Pon 11 Cze, 2007 11:28

Tydzień temu wzięłam się za książkę, choć to nie ten temat, napiszę, że bardzo mi się podobała i pozostawiła po sobie duże wrażenie, a Rochester jest odtąd jednym z moich ulubionych bohaterów literackich :D . W zasadzie nie zastanawiałam się, czy zachowywał się wobec Jane dobrze, czy bawił się jej uczuciami, po prostu go polubiłam, może dlatego, że jego postać jest przedstawiona oczami Jane, więc Rochestera odbierałam tak jak ona.

Od razu po przeczytaniu obejrzałam serial i tak mnie wciągnął, że siedziałam 4 godziny i obejrzałam całość :D . Innych ekranizacji nie widziałam, więc nie mogę porównywać, i szczerze mówiąc póki co nie mam ochoty innych oglądać, bo ta bardzo, bardzo mi się podobała i nie chciałabym sobie póki co psuć obrazu inną wersją ;) .

Bardzo mi się podoba aktorka grająca Jane, jest jednocześnie ładna i nieładna, gra również bardzo fajnie.
Toby Stephens... Toby Stephens jest genialny, wspaniały i zachwycający, zresztą spodziewałam się tego, bo wcześniej już uznałam go za świetnego aktora ;) . Dla mnie pozostanie jedynym Rochesterem, tak jak Colin Darcym i JJ Tilney'em :serce2:

Adelka była bardzo fajna i miała fajny akcent :D . Skąd oni wytrzasnęli dziewczynkę, która mówi po angielsku z francuskim akcentem? Ja to nawet po francusku nie mówię z francuskim akcentem ;) .
Blanche, choć w książce była brunetką, tu mi się podobała, Christina Cole w ogóle pasuje do wrednych ról, wcześniej ją widziałam w "Czego pragnie dziewczyna" z Colinem, gdzie też była wredna ;) .

Na początku wolałabym chyba trochę więcej pokazania dzieciństwa Jane, ale potrafię się z tym pogodzić, bo ogólnie uchodzi to za nudną część książki, poza tym chyba lepiej się jednak o tym czyta niż ogląda.
Podobały mi się retrospekcje w czwartym odcinku, ciekawie to przedstawili.

W zasadzie nie wiem, co tu jeszcze pisać, ogólnie jestem zachwycona serialem tak bardzo, że trudno mi to wyrazić.

Na koniec ciekawostka - nakrycie głowy Franceski Annis i pani Bennet z "Dumy" :D

Gunia - Pon 11 Cze, 2007 19:48

A ja dziś wchodzę do księgarni. Podchodzi pracownik: "Czy w czymś pomóc?" - ja na to: "Czy są "Dziwne losy Jane Eyre"?", a on "Dziwne lasy Jane Eyre?!". Prawie się popłakałam ze śmiechu, nad kwalifikacjami zawodowymi tego pana. :D
asiek - Pon 11 Cze, 2007 20:29

Nimloth napisał/a:
ogólnie jestem zachwycona serialem tak bardzo, że trudno mi to wyrazić.

A już myślałam, że zostałam sama na placu boju. Większość Dam nacieszła się serialem ino ja zostałam.
Nimloth cieszę się, że dołączyłaś do kubu. :grin:
Powieść czytałam wiele lat temu, mimo tego pamiętam losy małej Jane,...okrucieństwo dorosłych wobec samotnej dziewczynki...brrrr... dobrze, że skrócono w filmie te część, bo byśmy się zasmarkały. :cry2:
Przyznam, że serial oglądałam już kilka razy :mrgreen: i nadal kcem. :mrgreen:
Ostatnio skupiałam się na sposobie filmowania Tobika, aby wydawał się bardziej rosłym mężczyzną niż jest w rzeczywiostości. Sprytnie to zorganizowano. :grin:
Mnie też spodobała się Adelka, jej akcent. Ogólnie Adelka nie wzbudziła u naszych Dam pozytwnycvh uczuć, ale ja mam dla niej całkiem sporo sympatii. :grin:
No i muzyka w filmie ...coraz bardziej wchodzi mi w krew.

Kwestia Rochestera:
"...jego zastrzeliłem. Nie w plecy,... w jakieś mniej znaczące miejsce". :thud:
I jak tu go nie lubić. :wink:

A przy tzw. okazji, to ślę kwiatki dla Alison za "niestosowną przyśpiewkę, tudzież UDUP'A... :rotfl: :kwiatek: :kwiatek: :kwiatek:

Anonymous - Wto 12 Cze, 2007 08:26

Alison napisał/a:
I tak trzymać proszę! Nie zbaczać z tego kursu, bo wydziedziczę!

Oj nie, chyba zawsze się będę tego kursu trzymać :D .

asiek napisał/a:
No i muzyka w filmie ...coraz bardziej wchodzi mi w krew.

Ja lubię motyw muzyczny, który się pojawia, gdy jest mowa o żonie Rochestera i Karaibach, to co śpiewa Adelka w pewnym momencie. Ta muzyka jest taka niepokojąca...

Co do kwestii Rochestera (lubię, jak Adelka wymawia jego imię - roszeste(r) :D ) podoba mi się, jak "uczy się być grzeczny" i mówi "Talk" (i tu robi taki zabawny gest) "if you please" :D . Toby gra po prostu cudownie.

Alison - Wto 12 Cze, 2007 09:54

Nimloth napisał/a:
Co do kwestii Rochestera (lubię, jak Adelka wymawia jego imię - roszeste(r) :D ) podoba mi się, jak "uczy się być grzeczny" i mówi "Talk" (i tu robi taki zabawny gest) "if you please" :D . Toby gra po prostu cudownie.


A jak Ci sie podoba scena przy karecie i W karecie kiedy jadą na zakupy? Ja uwielbiam jak on jest taki kipiący szczęściem i tak się cieszy każdą ukradzioną chwilą.

Anonymous - Wto 12 Cze, 2007 10:00

Tak, to też mi się podoba, i jak z wielką radością opowiada Adelce, jak będzie jeździć z mademoiselle po całej Europie, w ogóle fajnie wplata francuskie słowa, bodajże tam było, jak Adelka pyta, czy ma iść do szkoły bez mademoiselle, a on mówi "Absolutely sans mademoiselle". W ogóle po jego minach i sposobie mówienia widać, że jest szczęśliwy.
asiek - Wto 12 Cze, 2007 18:28

Nimloth napisał/a:
Ja lubię motyw muzyczny, który się pojawia, gdy jest mowa o żonie Rochestera i Karaibach, to co śpiewa Adelka w pewnym momencie. Ta muzyka jest taka niepokojąca...

Ten fragment również mnie niepokoi, a nawet lekko rozstraja i nie przepadam za nim. Najbardziej lubię główny motyw, który pojawia się w czołówce filmu, a potem pięknie go słychać tuż po oświadczynach, kiedy Jane i Rochester uciekają przed burzą, a także kiedy Jane przygląda sie w lustrze "szczęśliwej Jane" :wink: i kiedy Jane wraca po roku nieobecności do Thornfield. Cudo :grin:

Anonymous - Wto 12 Cze, 2007 22:37

a mnie wlasnie ten niepokoj muzyczny niezwykle intryguje i zaciekawia...
Przyciaga maja uwage.

asiek - Śro 13 Cze, 2007 22:15

AineNiRigani napisał/a:
a mnie wlasnie ten niepokoj muzyczny niezwykle intryguje i zaciekawia...

Jaaasne ... :mrgreen:
Rochestera tyż przyciągało ... i jak skończył :roll: ... szalona ...ch....a się do niego przyssała. :mrgreen:

bezpaznokcianka - Pon 18 Cze, 2007 16:20

długo się już nad tym głowię. W sprawie małżeństwa pana Rochestera z Bertą. Dlaczego on nie mógł się z nią rozwieźć, skoro tak mu było źle? Przecież w kościele anglikańskim można było się rozwodzić. No chyba, że był katolikiem, albo Charlotte była i nawet o tym nie pomyślła pisząc. Oczywiście, skoro chciał kasę, to mógł się rozwieźć po śmierci ojca i brata, kiedy to odziedziczył wszystko i tak. Albo mógł też unieważnić małżeństwo. Przecież został oszukany. Czy nie uważacie, że Rochester jakoś tak dziwnie postępuje?
Z kolei może tak miało być, bo co opowiadam o czym JANE EYRE jest jakiemuś facetowi, on zawsze mi przerywa w momencie, gdy mówię, że Jane zostaje guwernantką i zakochuje się w swoim pracodawcy - pewnie ma żonę.
Tak mnie to zastanawia od jakiegoś czasu

Alison - Pon 18 Cze, 2007 17:22

Też o tym myślałam swego czasu, ale wyszło mi na to, że on jednak nie chciał jej w takim stanie zostawiać. Opiekował sie nią, bo w końcu była chora. Z drugiej strony mógł jej zapewnić opiekę, rozwodząc się mimo wszystko, żeby sobie życia nie zawiązywać.
Diabli wiedzą...

asiek - Pon 18 Cze, 2007 17:36

Też mnie to zastanawia. :roll:
Może w powieści jest odpowiedź ,... Jakieś małe zdanko, które wiele by tłumaczyło ?
Niestey nie ma JE w swoich zbiorach, a kontakt z książką miałam dawnooo temu.

bezpaznokcianka - Pon 18 Cze, 2007 17:38

wedle mojego brata rozwiązanie tej zagadki jest bardzo łatwe - musi być jakaś intryga, bo inaczej byłoby nudno. Jednak nie daje mi spokoju pytanie co by było, gdyby Jane i Rochester mogli się pobrać bez przeszkód za pierwszym razem?
bezpaznokcianka - Pon 18 Cze, 2007 17:42

asiek napisał/a:
Też mnie to zastanawia. :roll:
Może w powieści jest odpowiedź ,... Jakieś małe zdanko, które wiele by tłumaczyło ?
Niestey nie ma JE w swoich zbiorach, a kontakt z książką miałam dawnooo temu.

z tego co pamiętam to nie ma. A czytałam niedawno. Dlatego zaczęłam się zastanawiać nad tym :D
bo przecież soro tak bardzo utrzymywał w tajemnicy to, że ma żonę (nawet pni Ferfaix nie wiedziała!), to równie dobrze mógł utrzymać w tajemnicy, że się z nią rozwiódł. Nieprawdaż? I z tego co pamiętam, to rodzina Berty wiedziała, że jest chora. Chyba nawet ojciec Rochestera był tego świadom. Istny spisek. Unieważnienie małżeństwa nie stanowiłoby takiego problemu.

Alison - Pon 18 Cze, 2007 17:47

Może jakis element męskiej dumy odgrywał tu rolę. Rozwodem, całą sprawą sądową, musiałby poniekąd przyznać, że tak dał się zmanipulować. Może nie chciał takiego rozgłosu, może to nie tak łatwo się przyznać, że ma się żonę wariatkę. Czasem człowiek nie jeśli nie zrobi czegoś od razu, tylko odkłada to na później, juz tego nie robi, bo im dalej się brnie, tym trudniej się z jakichś dziwnych układów wykaraskać.
asiek - Pon 18 Cze, 2007 18:18

bezpaznokcianka napisał/a:
Jednak nie daje mi spokoju pytanie co by było, gdyby Jane i Rochester mogli się pobrać bez przeszkód za pierwszym razem?

Obawiam się, że Rochester jako wolny mężczyzna nie zwróciłby uwagi na Jane.
Tak sobie myślę, że "małżeńskie kajdany" przewartościowały go. Brak szczęścia i spełnienia spowodował, że zaczął szukać w kobietach czegoś więcej niż tylko urody i ognistego temperamentu. Dojrzał i dzięki temu był w stanie zobaczyć i pokochać
"ptaka w nieopisanym szarym kolorze".

Anonymous - Pon 18 Cze, 2007 19:03

Rochester, jako postać fikcyjna stworzony przez kobiełke, w dodatku niebylejaką, bo samą Charlotte Bronte - czyli zarowno Jane jak i Edek przejmują jej etos, jej pojęcie honoru i jej światopogląd. I jak widać Charlotta nie wyobrażała sobie innego zachowania. Jej Edek był człowiekiem honoru, może na swój sposób niekonwencjonalnym, ale zdecydowanie obowiązkowym. Dla niej, więc i dla niego trwanie w tym małżeństwie było jedynym wyjściem.
Poza tym weźcie pod uwagę jakie to były czasy - rozwody kojarzyły się w głównej mierze z Napoleonem, a co za tym idzie nie tylko z epoką rozpusty, ale też i Francją - odwiecznym wrogiem Anglii i demoralizatorem Europy.

asiek - Pon 18 Cze, 2007 23:38

A propos rozwodów, to natknęłam się na taką oto notkę:
"Jeszcze inaczej miała się sprawa w Anglii. Formalnie rozwody zostały zalegalizowane po tym, jak król Henryk VIII ogłosił się głową kościoła anglikańskiego i zerwał z Rzymem. Jednak rozwodu nie orzekał sąd, a Izba Lordów, dlatego też rozwiązanie małżeństwa było kosztowne, a co za tym idzie – dostępne tylko dla wielkich i bogatych. Dopiero w roku 1857 parlament brytyjski przekazał sądom sprawy rozwodowe. "
Akcja powieść rozgrywa się ok. 1840 r.; wygląda na to , że rozwód nie był w tym okresie prostą sprawą.


A po przecztaniu poniższej analizy postaci Jane i Berth'y :paddotylu: ....doszłam do wniosku, że zbyt lekko podeszłam do powieści. :mysle:
http://homiki.pl/modules....article&sid=334

Anonymous - Wto 19 Cze, 2007 08:12

bezpaznokcianka napisał/a:
równie dobrze mógł utrzymać w tajemnicy, że się z nią rozwiódł.

Nie wiem, jak było akurat wtedy, ale 30 lat wcześniej, gdy żyła Jane Austen, rozwód nie tylko był kosztowny i była potrzebna zgoda Parlamentu - jak napisała Asiek, ale też o wszelkich rozwodach było głośno, były roztrząsane przez prasę, a Rochester nie był chyba człowiekiem, który pragnął rozgłosu, i to jeszcze dlatego, że chce się rozwieść z żoną-wariatką.

Pemberley - Wto 19 Cze, 2007 11:41

W powiesci jest kilkakrotnie uzywane wyrazenie o "rzymskokatolickim poczuciu pokuty za grzechy", nie pamietam juz nawet, czy Rochester byl w kosciele anglikanskim czy nie..
W kazdym razie w prawie kanonicznym ( kosciola rzymskokatolickiego, od ktorego anglikanski przez stulecia powoli co raz dalej odplywal, a teraz sa rozne ugrupowania blizsze i dalsze) mozna uniewaznic malzenstwo z powodu choroby psychicznej, jesli choroba ta istniala PRZED zawarciem zwiazku, jako ze osoba chora psychicznie nie jest w pelni swiadoma, jaka decyzje podejmuje wchodza w zwiazek. Jesli ktos rozchoruje sie po sakramencie, to -splycajac problem- nie da sie nic zrobic...(tzn sie da, ale to jest dorabianie filozofii do faktow, czyli kombinacje jak u Anny Kareniny)

Czyli Rochester musialby dowiesc, ze Berta byla chora przed slubem , co przy tym nastawieniu jej rodziny do sekretow, byloby bardzo trudne. W koncu rodzina "sprzedala" ja za mase pieniedzy, by sie owego problemu pozbyc, i nie wiem tez do konca dlaczego - w nadziei na jakiegos- byc moze zdrowego - potomka?Potrzebni by byli swiadkowie,(kto) trwaloby to latami i a cena oprocz wielkich wydatkow bylby malo chwaleby rozgos.

I tez nie sadze, zeby Rochester zainteresowal sie Jane bez swoich bolesnych doswiadczen, raczej prawdopodobne jest, ze ktoras z owych pocieszajacych go wtedy kurtyzan zakrecilaby sie umiejetnie wokol majatku...Naiwnosc z jaka Bronte opisuje zaskoczenie Rochestera, gdy ten dowiaduje sie, ze jego utrzymanka ma jescze kogos jest chyba najlepszym dowodem na jego - wtedy jeszcze bardzo mocna - proznosc...

bezpaznokcianka - Wto 19 Cze, 2007 22:28

no takie wyjaśnienia to naprawdę przemawiają za tym, że pozostał ci o w stanie małżeńskim. Widocznie patrzyłam na sprawę rozwodu jakby to się działo dzisiaj.
Dzięki dziewczyny! :kwiatek:

bezpaznokcianka - Pią 22 Cze, 2007 20:41

Pemberley - trudno się z Tobą nie zgodzić, że Rochester nie zaineresowałby się Jane, jakby był wolny. Jane uosobiała przeciwieństwa Berthy, a on właśnie potrzebował kogoś zupełnie od niej innego, bo biedak już się był poparzył.
Pewnie jeśli nie matka Adelki zostałaby jego żoną, to panna Ingram by była panią na Thornfield. Obie piękne ale "łase na kasę". Jak panna Veron sama powiedziała o Rochesterze - 20 tysięcy funtów czyni go bardzo prezentacyjnym. Ale czy u boku żony, która kocha bardziej jego pienądze niż jego samego, Rochester również mógłby być szczęśliwy? Nie sądzę.. trudniej byłoby zataić posiadanie takiej małżonki :roll:
zresztą Rochester jak żenił się z Berthą sam nie miał pieniędzy, więc to raczej on połasił się na pieniądze.
Strasznie skąplikowana jest ta książka... :?

achata - Nie 15 Lip, 2007 22:35

Pojawił się nowy klip do Jane Eyre:
http://www.savefile.com/files/890335



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group