To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Inne ekranizacje - Wives and Daughters (1999)

Admete - Nie 28 Wrz, 2008 01:09

Mnie interesuje właśnie jednostka :-) Masy ani przemiany społeczne nigdy nie były moim głównym przedmiotem zainteresowań. Nigdy też nie uznam, że coś jest mniej ważne, bo nie pokazuje szerokiego tła społecznego :lol: Dla mnie liczy się pojedynczy człowiek, a nie społeczeństwo. Widzisz więc, że nie oceniamy rzeczy w ten sam sposób. Wydaje mi się też, że znikomy procent czytelniczek czyta, ogląda N&S z powodu kwestii robotniczych i przemian społecznych :rotfl: Za pierwszym podejściem do N&S ( książki i filmu ) interesowała mnie głównie historia Margaret i Johna - taka analfabetyczna jestem. Zdziwisz się, ale osobiście uważam Żony i córki za pozycje równie ważną jak N&S. Dla mnie Żony i córki mają bogate tło psychologiczne, a społecznego też im nie brakuje. Po prostu obie bohaterki są osadzone w róźnych środwiskach. Gaskell znała te środowiska doskonale, choć tak się różniły.
Gosia - Nie 28 Wrz, 2008 09:47

Nic na to nie poradzę, "N&S" bedzie dla mnie zawsze wybitniejsza powieścią niż "Żony i Córki".
Tak naprawde, wiele tam niuansow, ktore sie wyłapuje po czasie.
Ale nie czytalam w calosci "Żon i Córek". wiec byc moze jestem niesprawiedliwa.
"Żony i Córki" beda dla mnie zawsze utworem letnim, "N&S" gorącym, naladowanym napieciem i emocjami. Chyba ze powstanie jakas super ekranizacja, a w roli Rogera wystapi ktos taki jak Richard Armitage :mrgreen:

Admete - Nie 28 Wrz, 2008 11:50

Gosiu właśnie chodzi o to, że w Żonach i córkach nie ma miejsca na Johna Thorntona. To jest kreacja na wskroś romantyczna ( w moim odczuciu ), natomiast postać Rogera jest realistyczna i taka ma pozostać :-) Akurat my obie zupełnie inaczej reagujemy na wątki romansowe ;-)
trifle - Nie 28 Wrz, 2008 12:43

Mag13 napisał/a:
Wszystko jest sprowadzone do opisu jednostkowych przypadków, jeśli są napięcia, to jedynie wynikające z psychologii bohaterów, nie z napięć epoki.


A czy to znaczy, że są mniej ważne? :mysle: Mnie też jednostki bardziej interesują. W N&S nie porusza mnie los masy robotników, tylko życie Bessy, Higginsa, Thorntona, który musi się martwić o pieniądze, Margaret, która zostaje bez rodziny.
Czy napięcia epoki nie wynikają w jakiś sposób z napięć (nawet wynikających z psychologii ;) ) jednostek?

Alicja - Nie 28 Wrz, 2008 13:05

BeeMeR napisał/a:
to zapewne kwestia okoliczności

żadnych przyzwyczajeń, tylko okoliczności typu praca i dwójka dzieci jeszcze w wieku przedszkolnym nie widzących mamy większość dnia. Czas wolny - późny wieczór :-D
a jak już zaczęłam to musiałam skończyć bo pomimo braku ciarek film wciąga potężnie

Admete napisał/a:
znikomy procent czytelniczek czyta, ogląda N&S z powodu kwestii robotniczych

mój mąż :rotfl: - tak twierdził

odebrałam ten film inaczej, bo też nie oczekiwałam, że będzie tak pasjonujący jak N&S, zresztą takie rzadko się spotyka. Ale w swej inności był wciągający, bo poruszał też inne kwestie: ja zauważyłam też ukazane losy dzieci ( skrzywienie zawodowe :roll: )wychowanych bez jednego rodzica i jak potem różniły się ich charaktery. Molly bez matki, ale wychowana przez kochającego ojca i okazująca potem innym uczucie oraz Cynthia bez ojca i wychowywana ( a raczej nie wychowywana ) przez matkę myślącą tylko o sobie. Cynthia potem rekompensuje sobie brak uczucia na wszelkie sposoby i nie dba o uczucia innych.

BeeMeR - Nie 28 Wrz, 2008 23:14

Gosia napisał/a:
ie było zakończenia, bo Gaskell nie zdążyła niestety tego zrobić przed śmiercią.
W powieści oni dwoje mieli się połączyć zdaje się dopiero po roku, bo Roger wyjechał jednak sam znowu do Afryki - tyle wynikało z odnalezionych zapisków Gaskell na temat dalszego ciągu tej historii.
Dziękuję ślicznie za wyjaśnienia :kwiatki_wyciaga:
Gosia - Pon 29 Wrz, 2008 08:14

Z pewnością postać Margaret jest dosc dobrze wykreowaną sylwetką kobiety nowego typu - dojrzewającej do niezależności i wlasnych pogladow.
Ale wlasciwie nie wiem czemu w wielu opracowaniach o Gaskell, to "Cranford" jest uwazane za najwybitniejsze dzielo. Zwlaszcza u nas, ale moze to wynika z podejmowanych w "N&S" problemow i watku religijnego, w tym pojednania robotnikow z panami na gruncie chrzescijanskiej wspolpracy. To w latach powojennych u nas nie bylo w dobrym tonie.

Gosia - Pon 29 Wrz, 2008 08:34

To dlaczego przelozono "Mary Barton" i "Cranford"?
Alicja - Pon 29 Wrz, 2008 10:30

wracając jednak do ekranizacji :wink: nie zdziwiłam się zbytnio gdy zaraz na początku filmu zobaczyłam ciotkę Darcego z DiU 95 - Lady Catherine, a potem Jane i Mr Collinsa z DiU późniejszej wersji
anika - Pon 29 Wrz, 2008 12:10

Hm.... nie kojarzyło Ci się dziwnie w trakcie ogladania?
Alicja rozumiem to, że nie przerwałaś oglądania w środku nocy, toż to jedyny spokojny czas dla matek. Ja też błogosławę godzine nadawania Spooksów, bo moja rodzina śpi i mam chwilę dla siebie. :lol:

Alicja - Pon 29 Wrz, 2008 14:08

anika napisał/a:
nie kojarzyło Ci się dziwnie w trakcie ogladania

na początku nawet bardzo,zwłaszcza jak widziałam Lady to musiałam siebie upominać, że to nie Lady Catherine z Rosings, miała nawet tę samą manierę w mówieniu gdy grała rolę :roll: ale co tam, byłam nastawiona, że film dokończę z nią czy bez niej :mrgreen:

błogosławione godziny wieczorno - nocne :mrgreen:

Tamara - Pon 29 Wrz, 2008 20:23

"Cranford" wydano chyba w 1972 lub 1973 - epoka nadal niesłuszna :mrgreen:

Swoją drogą w tej niesłusznej epoce czyli w latach 60 i 70 wydano całe mnóstwo znakomitej literatury - nie tylko beletrystyki ale i lit. dokumentalnej , historycznej (oczywiście tej bezpiecznej historycznie) , naukowej... Było też dużo chłamu ale nie tyle i nie takiego jak dziś , w każdym razie wg. mnie od przełomu 80/90 poziom zawartości półek księgarskich zaczął zjeżdżać w zastraszającym tempie . Owszem , teraz tez można kupić coś wartościowego , ale jest to z reguły upiornie drogie :paddotylu:
Baaardzo przepraszam za offtop :ops1: :sorry3:

Tamara - Pon 29 Wrz, 2008 21:57

Strasznie trywialna epoka... :(
sibia - Wto 14 Paź, 2008 14:19

Kupiłam i obejrzałam :)
Wreszcie!
Teraz będę doczytywać wątek ze zrozumieniem, tylko jeszcze powiem, że serial uroczy, baaardzo mi się podobał. W sam raz na pierwsze jesienne paskudne popołudnia.

Anonymous - Wto 14 Paź, 2008 16:31

a ja sie zastanawiam, czy brak wydawniczy nie jest zwiazany z brakiem zainteresowania lub znajomosci Gaskell? No kobita miala kiepski PR. Malo osob wiedzialo o jej istnieniu, jesli juz ktos wiedzial, to byla to osoba najczesciej zwiazana w jakis sposob z kultura anglosaska, czyli ideowo niebezpieczna.
Przeciez bariera jezykowa nie byla tak naprawde zadna wielka bariera - niejedna ksiazka ze zgnilego zachodu zostala przetłumaczona amatorsko i wydana najpierw na powielaczu. Wiec po raz kolejny narzuca sie pytanie - dlaczego Gaskell nie byla i nie jest popularna? O Jane Austen wie kazdy w miare wyksztalcony czlowiek (nie chodzi mi o znajomosc dorobku literackiego) o Gaskell jedynie garsteczka.

Tamara - Wto 14 Paź, 2008 21:06

No teraz jest szansa , że wiedza się rozpowszechni :mrgreen:
nicol81 - Śro 15 Paź, 2008 10:10

Mag13 napisał/a:
Dlatego właśnie N&S tak się w dorobku Gaskell wyróżnia, choć projekt rozwiązania nabrzmiałej kwestii robotniczej i konfliktu socjalnego jest tam również dość naiwny i bazuje na przekonaniu, że możliwy jest kompromis pomiędzy kapitalistami (których przedstawicielem jest Thornton) i robotnikami (Higgins), gdy kierując się wartościami chrześcijańskimi obie strony postarają się czynić dobro i zrozumieć wzajemnie swoje racje.

Ważne jest jeszcze zauważenie, że kapitaliści i robotnicy mają w dużej mierze wspólne cele- po upadku fabryk nie będzie pracy dla robotników, a praca będzie lepiej wykonana przez zdrowych i sytych robotników. Dla mnie marksizm jest o wiele bardziej naiwny.
Mag13 napisał/a:
Zawiera w sobie, obok problematyki społecznej, obraz zapowiadający przyszłą emancypację kobiety jako samodzielnej, kreującej swoje życie osoby, mającej prawo do własnyych poglądów, uzyskującej samodzielność i podmiotowość wobec mężczyzn. Czymże bowiem, jak nie emancypacją, jest droga życiowa Margaret, od skromnej córki pastora do osoby, która w końcu stając się niezależną finansowo, może decydować o własnym życiu? W filmie padają jej znamienne słowa (u ciotki w Londynie), że ma już swój wiek, i swój majątek, i nie musi kierować się tym, czego oczekują od niej inni. Już w Milton Margaret zaczęła stawać się samodzielną w wypowiadaniu opinii, w sądach o otaczającej ją rzeczywistości, potrafiła bronić swych racji, wejść w spór ze światem męskim w kwestiach publicznych, jej zainteresowania wychodziły poza krąg rodziny i domu. A w Żonach i córkach? Molly ma wprawdzie pewne aspiracje edukacyjne, czytuje prace naukowe, więc też jest do pewnego stopnia postacią literacką będącą zapowiedzią wejścia kobiet w sferę wyższej edukacji i nauki, ale poza tym raczej skrywa swe sądy, nie wypowiada ich publicznie, jej świat zamyka się na sprawach z kręgu najbliższych znanych jej osób. W tym sensie Margaret jest jednak znacznie bliższa wspólczesnemu modelowi kobiety.

Ja bardzo nie lubię takich podziałów na współczesne i niewspółczesne kobiety :? Tak jak u Austen słyszałam nieraz, że Lizzy jest współczesna a Fanny nie... :bejsbol: Molly i Margaret mają inne charaktery i usposobienia, ta różnorodność w kreacji bohaterek dobrze świadczy o Gaskell. Zauważmy, że Margaret się emancypuje dzięki spadkowi.
Admete napisał/a:
Gosiu właśnie chodzi o to, że w Żonach i córkach nie ma miejsca na Johna Thorntona. To jest kreacja na wskroś romantyczna ( w moim odczuciu ), natomiast postać Rogera jest realistyczna i taka ma pozostać :-) Akurat my obie zupełnie inaczej reagujemy na wątki romansowe ;-)

Ja bym się nie zgodziła- Thorton i Roger są postaciami w tym samym stopniu realistycznymi, jak i romantycznymi.

Dorfi - Nie 30 Lis, 2008 13:23

No i mam swoją wersję filmu.
Zamówiłam u męża jako prezent gwiazdkowy, ale że po zakupie zostawił na wierzchu to już nie moja wina. Musiałam rozpakować i obejrzeć. Na razie co prawda tylko dwa pierwsze odcinki, ale już mi się podoba. :mrgreen:

Alicja - Nie 30 Lis, 2008 14:23

Dorfi napisał/a:
ale że po zakupie zostawił na wierzchu to już nie moja wina. Musiałam rozpakować i obejrzeć.

:rotfl: oczywiście, że nie twoja wina. Która z nas by się oparła?
Film warty obejrzenia :-D

BeeMeR - Pon 01 Gru, 2008 22:56

Dorfi napisał/a:
Musiałam rozpakować i obejrzeć.
No oczywiście :mrgreen: Też bym musiała, gdyby płytka mnie tak nagabywała ;)
Dorfi - Pon 01 Gru, 2008 23:24

Obejrzałam dzisiaj film do końca. Powiedzcie mi, czemu ja zawsze ryczę na filmach? Znowu zostałam wyśmiana przez męską część rodziny. :rumieniec:
BeeMeR - Pon 01 Gru, 2008 23:27

Dorfi napisał/a:
Znowu zostałam wyśmiana przez męską część rodziny. :rumieniec:
Oni się nie znają :przytul:
(najczęściej, bo znam takich, co skrycie uronią łezkę nad romansidłem choć się w życiu nie przyznają :P )

asiek - Wto 02 Gru, 2008 11:13

Dorfi napisał/a:
Obejrzałam dzisiaj film do końca. Powiedzcie mi, czemu ja zawsze ryczę na filmach? Znowu zostałam wyśmiana przez męską część rodziny.

Ja też płaczę. :wink: ...Wprawdzie mój syn się nie śmieje ze mnie, ale za to patrzy z politowaniem. :wink:
"W Żonach i..." nie brak momentów, kiedy nie sposób mieć suche oczy... :rumieniec:

Alicja - Wto 02 Gru, 2008 15:22

Dorfi napisał/a:
Powiedzcie mi, czemu ja zawsze ryczę na filmach?

Dorfi nie jesteś sama :-D ja też, ale u mnie męska moja połówka również potrafi uronić łezkę.

Tamara - Śro 03 Gru, 2008 22:04

Dorfi :przytul: :cmok: nie tylko Ty , a mój małżonek się ze mnie nabija :roll: oni jacyś upośledzeni pod względem umiejętności wzruszania się są :confused3:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group