Inne ekranizacje - Wives and Daughters (1999)
Admete - Nie 28 Wrz, 2008 01:09
Mnie interesuje właśnie jednostka Masy ani przemiany społeczne nigdy nie były moim głównym przedmiotem zainteresowań. Nigdy też nie uznam, że coś jest mniej ważne, bo nie pokazuje szerokiego tła społecznego Dla mnie liczy się pojedynczy człowiek, a nie społeczeństwo. Widzisz więc, że nie oceniamy rzeczy w ten sam sposób. Wydaje mi się też, że znikomy procent czytelniczek czyta, ogląda N&S z powodu kwestii robotniczych i przemian społecznych Za pierwszym podejściem do N&S ( książki i filmu ) interesowała mnie głównie historia Margaret i Johna - taka analfabetyczna jestem. Zdziwisz się, ale osobiście uważam Żony i córki za pozycje równie ważną jak N&S. Dla mnie Żony i córki mają bogate tło psychologiczne, a społecznego też im nie brakuje. Po prostu obie bohaterki są osadzone w róźnych środwiskach. Gaskell znała te środowiska doskonale, choć tak się różniły.
Gosia - Nie 28 Wrz, 2008 09:47
Nic na to nie poradzę, "N&S" bedzie dla mnie zawsze wybitniejsza powieścią niż "Żony i Córki".
Tak naprawde, wiele tam niuansow, ktore sie wyłapuje po czasie.
Ale nie czytalam w calosci "Żon i Córek". wiec byc moze jestem niesprawiedliwa.
"Żony i Córki" beda dla mnie zawsze utworem letnim, "N&S" gorącym, naladowanym napieciem i emocjami. Chyba ze powstanie jakas super ekranizacja, a w roli Rogera wystapi ktos taki jak Richard Armitage
Admete - Nie 28 Wrz, 2008 11:50
Gosiu właśnie chodzi o to, że w Żonach i córkach nie ma miejsca na Johna Thorntona. To jest kreacja na wskroś romantyczna ( w moim odczuciu ), natomiast postać Rogera jest realistyczna i taka ma pozostać Akurat my obie zupełnie inaczej reagujemy na wątki romansowe
trifle - Nie 28 Wrz, 2008 12:43
| Mag13 napisał/a: | | Wszystko jest sprowadzone do opisu jednostkowych przypadków, jeśli są napięcia, to jedynie wynikające z psychologii bohaterów, nie z napięć epoki. |
A czy to znaczy, że są mniej ważne? Mnie też jednostki bardziej interesują. W N&S nie porusza mnie los masy robotników, tylko życie Bessy, Higginsa, Thorntona, który musi się martwić o pieniądze, Margaret, która zostaje bez rodziny.
Czy napięcia epoki nie wynikają w jakiś sposób z napięć (nawet wynikających z psychologii ) jednostek?
Alicja - Nie 28 Wrz, 2008 13:05
| BeeMeR napisał/a: | | to zapewne kwestia okoliczności |
żadnych przyzwyczajeń, tylko okoliczności typu praca i dwójka dzieci jeszcze w wieku przedszkolnym nie widzących mamy większość dnia. Czas wolny - późny wieczór
a jak już zaczęłam to musiałam skończyć bo pomimo braku ciarek film wciąga potężnie
| Admete napisał/a: | | znikomy procent czytelniczek czyta, ogląda N&S z powodu kwestii robotniczych |
mój mąż - tak twierdził
odebrałam ten film inaczej, bo też nie oczekiwałam, że będzie tak pasjonujący jak N&S, zresztą takie rzadko się spotyka. Ale w swej inności był wciągający, bo poruszał też inne kwestie: ja zauważyłam też ukazane losy dzieci ( skrzywienie zawodowe )wychowanych bez jednego rodzica i jak potem różniły się ich charaktery. Molly bez matki, ale wychowana przez kochającego ojca i okazująca potem innym uczucie oraz Cynthia bez ojca i wychowywana ( a raczej nie wychowywana ) przez matkę myślącą tylko o sobie. Cynthia potem rekompensuje sobie brak uczucia na wszelkie sposoby i nie dba o uczucia innych.
BeeMeR - Nie 28 Wrz, 2008 23:14
| Gosia napisał/a: | ie było zakończenia, bo Gaskell nie zdążyła niestety tego zrobić przed śmiercią.
W powieści oni dwoje mieli się połączyć zdaje się dopiero po roku, bo Roger wyjechał jednak sam znowu do Afryki - tyle wynikało z odnalezionych zapisków Gaskell na temat dalszego ciągu tej historii. | Dziękuję ślicznie za wyjaśnienia
Gosia - Pon 29 Wrz, 2008 08:14
Z pewnością postać Margaret jest dosc dobrze wykreowaną sylwetką kobiety nowego typu - dojrzewającej do niezależności i wlasnych pogladow.
Ale wlasciwie nie wiem czemu w wielu opracowaniach o Gaskell, to "Cranford" jest uwazane za najwybitniejsze dzielo. Zwlaszcza u nas, ale moze to wynika z podejmowanych w "N&S" problemow i watku religijnego, w tym pojednania robotnikow z panami na gruncie chrzescijanskiej wspolpracy. To w latach powojennych u nas nie bylo w dobrym tonie.
Gosia - Pon 29 Wrz, 2008 08:34
To dlaczego przelozono "Mary Barton" i "Cranford"?
Alicja - Pon 29 Wrz, 2008 10:30
wracając jednak do ekranizacji nie zdziwiłam się zbytnio gdy zaraz na początku filmu zobaczyłam ciotkę Darcego z DiU 95 - Lady Catherine, a potem Jane i Mr Collinsa z DiU późniejszej wersji
anika - Pon 29 Wrz, 2008 12:10
Hm.... nie kojarzyło Ci się dziwnie w trakcie ogladania?
Alicja rozumiem to, że nie przerwałaś oglądania w środku nocy, toż to jedyny spokojny czas dla matek. Ja też błogosławę godzine nadawania Spooksów, bo moja rodzina śpi i mam chwilę dla siebie.
Alicja - Pon 29 Wrz, 2008 14:08
| anika napisał/a: | | nie kojarzyło Ci się dziwnie w trakcie ogladania |
na początku nawet bardzo,zwłaszcza jak widziałam Lady to musiałam siebie upominać, że to nie Lady Catherine z Rosings, miała nawet tę samą manierę w mówieniu gdy grała rolę ale co tam, byłam nastawiona, że film dokończę z nią czy bez niej
błogosławione godziny wieczorno - nocne
Tamara - Pon 29 Wrz, 2008 20:23
"Cranford" wydano chyba w 1972 lub 1973 - epoka nadal niesłuszna
Swoją drogą w tej niesłusznej epoce czyli w latach 60 i 70 wydano całe mnóstwo znakomitej literatury - nie tylko beletrystyki ale i lit. dokumentalnej , historycznej (oczywiście tej bezpiecznej historycznie) , naukowej... Było też dużo chłamu ale nie tyle i nie takiego jak dziś , w każdym razie wg. mnie od przełomu 80/90 poziom zawartości półek księgarskich zaczął zjeżdżać w zastraszającym tempie . Owszem , teraz tez można kupić coś wartościowego , ale jest to z reguły upiornie drogie
Baaardzo przepraszam za offtop
Tamara - Pon 29 Wrz, 2008 21:57
Strasznie trywialna epoka...
sibia - Wto 14 Paź, 2008 14:19
Kupiłam i obejrzałam
Wreszcie!
Teraz będę doczytywać wątek ze zrozumieniem, tylko jeszcze powiem, że serial uroczy, baaardzo mi się podobał. W sam raz na pierwsze jesienne paskudne popołudnia.
Anonymous - Wto 14 Paź, 2008 16:31
a ja sie zastanawiam, czy brak wydawniczy nie jest zwiazany z brakiem zainteresowania lub znajomosci Gaskell? No kobita miala kiepski PR. Malo osob wiedzialo o jej istnieniu, jesli juz ktos wiedzial, to byla to osoba najczesciej zwiazana w jakis sposob z kultura anglosaska, czyli ideowo niebezpieczna.
Przeciez bariera jezykowa nie byla tak naprawde zadna wielka bariera - niejedna ksiazka ze zgnilego zachodu zostala przetłumaczona amatorsko i wydana najpierw na powielaczu. Wiec po raz kolejny narzuca sie pytanie - dlaczego Gaskell nie byla i nie jest popularna? O Jane Austen wie kazdy w miare wyksztalcony czlowiek (nie chodzi mi o znajomosc dorobku literackiego) o Gaskell jedynie garsteczka.
Tamara - Wto 14 Paź, 2008 21:06
No teraz jest szansa , że wiedza się rozpowszechni
nicol81 - Śro 15 Paź, 2008 10:10
| Mag13 napisał/a: | | Dlatego właśnie N&S tak się w dorobku Gaskell wyróżnia, choć projekt rozwiązania nabrzmiałej kwestii robotniczej i konfliktu socjalnego jest tam również dość naiwny i bazuje na przekonaniu, że możliwy jest kompromis pomiędzy kapitalistami (których przedstawicielem jest Thornton) i robotnikami (Higgins), gdy kierując się wartościami chrześcijańskimi obie strony postarają się czynić dobro i zrozumieć wzajemnie swoje racje. |
Ważne jest jeszcze zauważenie, że kapitaliści i robotnicy mają w dużej mierze wspólne cele- po upadku fabryk nie będzie pracy dla robotników, a praca będzie lepiej wykonana przez zdrowych i sytych robotników. Dla mnie marksizm jest o wiele bardziej naiwny.
| Mag13 napisał/a: | | Zawiera w sobie, obok problematyki społecznej, obraz zapowiadający przyszłą emancypację kobiety jako samodzielnej, kreującej swoje życie osoby, mającej prawo do własnyych poglądów, uzyskującej samodzielność i podmiotowość wobec mężczyzn. Czymże bowiem, jak nie emancypacją, jest droga życiowa Margaret, od skromnej córki pastora do osoby, która w końcu stając się niezależną finansowo, może decydować o własnym życiu? W filmie padają jej znamienne słowa (u ciotki w Londynie), że ma już swój wiek, i swój majątek, i nie musi kierować się tym, czego oczekują od niej inni. Już w Milton Margaret zaczęła stawać się samodzielną w wypowiadaniu opinii, w sądach o otaczającej ją rzeczywistości, potrafiła bronić swych racji, wejść w spór ze światem męskim w kwestiach publicznych, jej zainteresowania wychodziły poza krąg rodziny i domu. A w Żonach i córkach? Molly ma wprawdzie pewne aspiracje edukacyjne, czytuje prace naukowe, więc też jest do pewnego stopnia postacią literacką będącą zapowiedzią wejścia kobiet w sferę wyższej edukacji i nauki, ale poza tym raczej skrywa swe sądy, nie wypowiada ich publicznie, jej świat zamyka się na sprawach z kręgu najbliższych znanych jej osób. W tym sensie Margaret jest jednak znacznie bliższa wspólczesnemu modelowi kobiety. |
Ja bardzo nie lubię takich podziałów na współczesne i niewspółczesne kobiety Tak jak u Austen słyszałam nieraz, że Lizzy jest współczesna a Fanny nie... Molly i Margaret mają inne charaktery i usposobienia, ta różnorodność w kreacji bohaterek dobrze świadczy o Gaskell. Zauważmy, że Margaret się emancypuje dzięki spadkowi.
| Admete napisał/a: | Gosiu właśnie chodzi o to, że w Żonach i córkach nie ma miejsca na Johna Thorntona. To jest kreacja na wskroś romantyczna ( w moim odczuciu ), natomiast postać Rogera jest realistyczna i taka ma pozostać Akurat my obie zupełnie inaczej reagujemy na wątki romansowe |
Ja bym się nie zgodziła- Thorton i Roger są postaciami w tym samym stopniu realistycznymi, jak i romantycznymi.
Dorfi - Nie 30 Lis, 2008 13:23
No i mam swoją wersję filmu.
Zamówiłam u męża jako prezent gwiazdkowy, ale że po zakupie zostawił na wierzchu to już nie moja wina. Musiałam rozpakować i obejrzeć. Na razie co prawda tylko dwa pierwsze odcinki, ale już mi się podoba.
Alicja - Nie 30 Lis, 2008 14:23
| Dorfi napisał/a: | | ale że po zakupie zostawił na wierzchu to już nie moja wina. Musiałam rozpakować i obejrzeć. |
oczywiście, że nie twoja wina. Która z nas by się oparła?
Film warty obejrzenia
BeeMeR - Pon 01 Gru, 2008 22:56
| Dorfi napisał/a: | | Musiałam rozpakować i obejrzeć. | No oczywiście Też bym musiała, gdyby płytka mnie tak nagabywała
Dorfi - Pon 01 Gru, 2008 23:24
Obejrzałam dzisiaj film do końca. Powiedzcie mi, czemu ja zawsze ryczę na filmach? Znowu zostałam wyśmiana przez męską część rodziny.
BeeMeR - Pon 01 Gru, 2008 23:27
| Dorfi napisał/a: | Znowu zostałam wyśmiana przez męską część rodziny. | Oni się nie znają
(najczęściej, bo znam takich, co skrycie uronią łezkę nad romansidłem choć się w życiu nie przyznają )
asiek - Wto 02 Gru, 2008 11:13
| Dorfi napisał/a: | | Obejrzałam dzisiaj film do końca. Powiedzcie mi, czemu ja zawsze ryczę na filmach? Znowu zostałam wyśmiana przez męską część rodziny. |
Ja też płaczę. ...Wprawdzie mój syn się nie śmieje ze mnie, ale za to patrzy z politowaniem.
"W Żonach i..." nie brak momentów, kiedy nie sposób mieć suche oczy...
Alicja - Wto 02 Gru, 2008 15:22
| Dorfi napisał/a: | | Powiedzcie mi, czemu ja zawsze ryczę na filmach? |
Dorfi nie jesteś sama ja też, ale u mnie męska moja połówka również potrafi uronić łezkę.
Tamara - Śro 03 Gru, 2008 22:04
Dorfi nie tylko Ty , a mój małżonek się ze mnie nabija oni jacyś upośledzeni pod względem umiejętności wzruszania się są
|
|
|