Literatura - Proza i poezja - O kondycji polskiego czytelnictwa
Ania Aga - Wto 07 Lut, 2012 14:35
Czy reklama może zachęcać do czytania? I nie chodzi tu o reklamę społeczną. Otóż wczoraj uważnie obejrzałam reklamę delicji z Danutą Stenką, gdzie przyjemność jedzenia ciastek porównywana jest do czytania książek.
A na naszą Forumową skalę najbardziej promuje czytelnictwo Zuza, która zamieściła swoje zdjęcie z książkami w tle.
traveller - Wto 07 Lut, 2012 18:37
Wiesz Ania myślę że każda reklama a niechby i z delicjami, która promuje jawnie lub podświadomie czytanie jest dobra.Podobno piękna kobieta potrafi skutecznie zareklamować każdy produkt. Mnie się marzy np. przystojny facet z książką w ręku a nie z butelką piwa /dawnymi czasy papierosem/ na wieeelkim bilbordzie na ruchliwym skrzyżowaniu.Tymczasem w takich miejscach mamy reklamę damskiej bielizny /śmiesznie to wygląda w środku zimy przy -20 C/.
Ania Aga - Wto 07 Lut, 2012 18:41
| traveller napisał/a: | | Mnie się marzy np. przystojny facet z książką w ręku |
Nie mam nic przeciwko twojemu pomysłowi!
Anonymous - Wto 07 Lut, 2012 19:13
| Deanariell napisał/a: | Moja Annarielka też póki co uwielbia przeglądać książeczki. Potrafi sama wdrapać się na fotel, zdjąć z półki obok bajkę i zatopić się w "lekturze" - uroczo to wygląda. Tylko czy to tak zostanie na zawsze? Niestety nigdy nie można mieć pewności. Cóż, zasmuciłaby mnie trochę, gdyby w starszym wieku przestała lubić książki, mimo dobrego przykładu ze strony rodziców. Naturalnie i tak jej wszystko wybaczę, tak to już chyba jest z matkami... |
Wiesz, moja milosc do ksiazek byla bolesnie wymuszona - ale za to skutecznie i forever-after
Akaterine - Wto 07 Lut, 2012 19:27
Moja też była wymuszona, choć nie aż tak boleśnie . Moja mama po prostu wypożyczała mi książki i gdy nie chciało mi się za nie zabierać, to zaczynała mi je czytać, a gdy już się wciągnęłam, to sama kończyłam. Bo ogólnie książki lubiłam zawsze, z mobilizacją do czytania było gorzej .
Anonymous - Śro 08 Lut, 2012 02:12
Ja bardzo wczesnie zaczelam- jako ze i ku temu sposobnosc byla (ogromny zbior mojego taty) i przyklad szedl (bo tata to w zasadzie wiecznie z nosem w ksiazce. Ilez to przypalonych ziemniakow przy smakowitej lekturze bylo W sumie najwiecej czytal w pracy - szczesciarz, nie? ). W dodatku nauczylam sie calkowicie sama majac lat 3,5. Jakos milosc do ksiazek nie byla wrodzona, za to wrodzony spryt i traktowaanie przedmiotow uniwersalnie i praktycznie (ktora to ceche posiadam do dzis dnia) sprawily, ze skoro sposobilam na ksiazkach nauke czytania, rozpoczelam wykorzystywac je rowniez do nauki pisania. Ilez to ksiazek bylo z moim pierwszym naumianym wyrazem "Ewa" (E bylo odwrotne jako ze zaburzona lateralizacje mialam, mam i miec bede). I wlasnie za ten wyraz dostalam kilka ostrzezen, a na koniec lanie (gdyz ma krnabrna natura dala o sobie znac juz we wczesnym dziecinstwie poprzez lekce sobie wazenie wszelakich zakazow). Natomiast musze sie pochwalic, ze ten sam blad popelniam zazwyczaj tylko raz, wiec za niszczenie ksiazek lania juz nigdy wiecej nie dostalam (dostawalam za to za mase innych rzeczy )
Dzis sama mam pasje ksiazkowa, traktuje je jako zaspokajanie wlasnych potrzeb i glodu wiedzy (stad tez kupuje raczej o konkretnej tematyce).
Co smieszne, jak wracam do domu, w moim bagazu regularnym i poodrecznym sa tylko ksiazki i zabawki. Ubrania - tylko te, ktore na sobie... Co ja poradze, ze tutejsze ksiazki kupuje glownie ze wzgledu na "obrazki"?
Deanariell - Pią 10 Lut, 2012 19:10
| AineNiRigani napisał/a: | | Wiesz, moja milosc do ksiazek byla bolesnie wymuszona |
Moja natomiast była wrodzona. Odkąd tylko nauczyłam się samodzielnie czytać, biblioteka była dla mnie magicznym, cudownym miejscem, uwielbiałam książki - mieć, wąchać, czytać - dokładnie w tej kolejności. Nikt mnie nie musiał namawiać - do dziś pamiętam swoje emocje, które towarzyszyły mi podczas czytania pierwszych lektur... Ech, "Cudaczek-Wyśmiewaczek", "Plastusiowy pamiętnik", "Kukuryku na ręczniku" czy "Puc, Bursztyn i goście" - klasyka. A później, dużo później, kiedy już odkryłam literaturę SF, łykałam książki jedna za drugą. Mam nadzieję, że córka odziedziczyła po mnie ten gen... Oby.
Anonymous - Sob 11 Lut, 2012 02:00
Ja pamietam moja pierwsza "prawdziwa" ksiazke. Mialam niecale 5 lat i z wypiekami czytalam Ryżego Placka i trzynastu zbójcow. Cudna - zczytana na amen (bo wielokrotnie do niej wracalam).
Nie jest wazne jakimi drogami dochodzimy do ksiazek - liczy sie miejsce docelowe
Deanariell - Sob 11 Lut, 2012 02:21
| AineNiRigani napisał/a: | | Mialam niecale 5 lat i z wypiekami czytalam Ryżego Placka i trzynastu zbójcow. Cudna - zczytana na amen |
Pamiętam, rozmawiałyśmy już o tej książce - też czytałam i nawet chyba mam swój egzemplarz w domu. (Dokładnie taki: http://allegro.pl/ryzy-pl...2102194106.html )
| AineNiRigani napisał/a: | | Nie jest wazne jakimi drogami dochodzimy do ksiazek - liczy sie miejsce docelowe |
Racja.
Anonymous - Sob 11 Lut, 2012 02:37
ja tyz - tylko cale obklejone tasma klejaca (bo ksiazka sklejona byla fatalnie).
Tylko nie wiem, gdzie sa moje ksiazki z dziecinstwa Byly na strychu...
milenaj - Sob 11 Lut, 2012 02:41
A u mnie w domu czasem nie mogą się nadziwić, jak to się stało, że teraz tak lubię ksiązki. Podobno dzieckiem będą wszystkie wrzucałam do pieca.
W sumie nie wiem, kiedy mi się odmieniło. Pierwszą ksiązką, zaktórą pamiętam, że szalałam, to były "Dzieci z Bullerbyn". ale najpewniej wcześniej też coś czytałam tylko może nie pamiętam.
Anonymous - Sob 11 Lut, 2012 05:02
Mnie zawsze wkurzala Lisa (chyba tak sie nazywa glowna bohaterka, prawda?). Ogolnie uwazalam, ze to strasznie glupia dziewczynka i jak to dobrze, ze nie mam takiej kolezanki...
Yvain - Sob 11 Lut, 2012 11:55
Moje najwcześniejsze książeczki na których zaskoczyłam w czytaniu były o Misiu Uszatku. Zresztą w dzieciństwie byłam wielką misiomanką, teraz troszkę mi przeszło A ktoś czytał Irka, czarka i niezdara - Ludwiki Woźnickiej?
milenaj - Sob 11 Lut, 2012 12:29
| AineNiRigani napisał/a: | | Mnie zawsze wkurzala Lisa (chyba tak sie nazywa glowna bohaterka, prawda?). Ogolnie uwazalam, ze to strasznie glupia dziewczynka i jak to dobrze, ze nie mam takiej kolezanki... |
A ja wtedy byłam całkowicie bezkrytyczna wobec tej książki. Szkoda, że swój egzemplarz pożyczyłam komuś i niestety nie odzyskałam. Muszę wreszcie kupić nowy.
Anonymous - Sob 11 Lut, 2012 12:43
tak w ramach ciekawostki
http://kultura.onet.pl/li...40,artykul.html
Admete - Sob 11 Lut, 2012 19:39
Nigdy nie lubiłam bajek Andersena, ani Alicji w krainie czarów, ani Muminków...Nie moje historie. Wilde i London tez nie moje klimaty...W Basnaich Andersena jest coś absolutnie fałszywego.
Akaterine - Sob 11 Lut, 2012 20:19
Z artykułu, który dała Aine:
| Cytat: | | Badacze literatury twierdzą, że "Alicja w Krainie Czarów" pełna jest niejednoznacznych symboli, które świadczą o seksualnej obsesji pisarza. Wejście do króliczego dołu porównują do penetracji, a drzwi przez które przechodzi Alicja, to ich zdaniem metafora pochwy. Z kolei łzy dziewczynki mają przypominać wody płodowe symbolizujące narodziny. |
Skąd się biorą takie pomysły?
| Admete napisał/a: | | Nigdy nie lubiłam bajek Andersena, ani Alicji w krainie czarów, ani Muminków |
A ja lubiłam wszystko, co wymieniłaś . Dodać do tego "Dziadka do orzechów", "Czarnoksiężnika z krainy Oz" i "101 dalmatyńczyków" Dodie Smith i mamy kanon książek mojego dzieciństwa.
Admete - Sob 11 Lut, 2012 20:26
Tylko Czarnoksiężnik u mnie. Wolałam baśnie i mity różnych narodów, Narnię, książki przygodowe. Oczywiście większość tamtych też czytałam, bo czytałam chyba wszystko,ale nie były moimi ulubionymi. Tylko Muminków nie czytałam i nigdy nie dokończyłam Piotrusia Pana.
praedzio - Sob 11 Lut, 2012 20:32
Andersena lubiłam. Muminków nie czytałam - a do nakręconej bajki jakoś się nie mogłam przekonać. Do Alicji przekonałam się już jako dorosła osoba. Bardzo lubię tę historię i różne wariacje książkowo-filmowe na jej temat.
Aragonte - Sob 11 Lut, 2012 20:52
Alicję czytałam jako dorosła, Narnię w sumie też, Muminków nie miałam okazji, ale chcę przeczytać, Czarnoksiężnika z Oz czytałam, a jakże, ale chyba nie do końca mnie zauroczył. Andersena i Grimmów kupiłam ostatnio (plus kolejne baśnie celtyckie, bo to mój stały hyś), bo mam wielką fazę na baśnie (chyba dziecinnieję ).
Ale baśnie, którymi jako dzieciak zaczytywałam się najbardziej, to chyba baśnie węgierskie "Latający pałac", które dostała kiedyś moja siostra.
http://jarmila09.wordpres...latajacy-palac/
Jeśli ktoś to wytropi na Allegro, to niech da znać, plisss, bo jestem bliska tego, żeby jedynej rodzonej siostrze tę książkę ukraść
I jeszcze "Księga 1001 nocy" (też czytałam podrośniętym dziecięciem będąc ) za mną chodzi, ale to akurat łatwe do zdobycia...
Ania Aga - Sob 11 Lut, 2012 21:16
Co do dziecinnienia, ja niedawno kupiłam na Allegro Majchrowskiego baśnie afrykańskie "Córka księżyca" i "Cukiernię pod Pierożkiem z Wiśniami" Clare Compton. W dzieciństwie podobały mi się także "Klechdy sezamowe" Leśmiana.
W zeszłym roku przeczytałam powieść katastroficzną "Kometa nad Doliną Muminków", bardzo dobra.
Aragonte - Sob 11 Lut, 2012 21:24
"Klechdy sezamowe" są przepiękne Mam i czasem podczytuję
Anonymous - Sob 11 Lut, 2012 22:32
Ja tez jestem typem wychowanym na basniach i legendach - pozniej dosc naturalnym biegiem przeszlam na mitologie. Zreszta tak jak wiekszosc z Was, zaczytywalam sie Kopalinskim - od ukonczenia 6 roku zycia, to byla moja najukochansza ksiazka. I z cala pewnoscia nie moglabym sie bez niej obejsc w zyciu - ukierunkowala mnie, moje zycie, charakter, kierunek studiow. Zreszta mam calkiem spory zbior bajek - najblizsze sa mi jednak basnie cyganskie Ficowskiego...
Alicja jest dla mnie takimi belkotliwymi majakami narkotycznymi. Nie dosc, ze bez sensu, nie dosc ze glupie, to jeszcze i nudne... Czarodziej z Oz mnie tez nie porwal ksiazkowo, podobnie Piotrus Pan, chociaz wszelkie ekranizacje bardzo lubie. Andersen tez nie nalezy do kregu moich faworytow - kazde dziecko szuka w bajkach odzwierciedlenia swojego swiata, swoistej terapii na swoje problemy. Moj swiat zawsze byl pelen slonca i radosci, pesymizm i smutek Andersena do mnie nie trafial.
Osobiscie wychowalam sie na basniach Grimmow, Perrault i Klechdach sezamowych. Krolewne Sniezke Grimmow znam doslownie na pamiec (pewnego dnia, kiedy snieg sypal jak pierze z rozprutej poduszki, siedziala krolowa na oknie o rtamach z czanrego hebanu i szyla. Szyjac tak uklula sie w palec i 3 krople krwi wpadly w snieg... itd) Nie wiedziec czemu jak tata wracal z nocki, to nam sie akurat zachciewalo sluchac czytanych bajek Grimmow. Wiec tata po jednej takiej nocce nagral kasete i nauczyl nas obslugi magnetofonu. Od tej pory sluchalismy tego za kazdym razem (za kazdym razem smiejac sie z jajek na drzewach ), a tata mogl odespac
Sluchalam tego dlugo i bardzo czesto - razem z innymi bajkami nagranymi na kasetach. Juz wtedy wykazywalam sklonnosci do audiobookow (chociaz dopiero teraz sobie to uzmyslowilam...)
Ta kaseta istnieje do dzis dnia, czesciowo pokiereszowana (np. na ktorejs z bajek nagrany zostal moj wystep radiowy) . Jej wstepem sa nasze popisy - moje jako 3-latki i brata jako 6-latka (juz wtedy chodzil pod krawatem, w okularkach i garniturze).
Razem z bracmi Grimm na tej kasecie byla bajka O pieknej Parysadzie i ptaku Bulbulezarze i w momencie gdy Parysada szla na gore uratowac braci, pechowo skonczyla sie kaseta. Zakonczenie dowiedzialam sie lata, lata pozniej gdy sama przeczytalam Klechdy Sezamowe, ale jako niedokonczona bajka, ktora najsilniej pobudzala moja wyobraznie - jest mi bardzo bliska
milenaj - Sob 11 Lut, 2012 22:33
"Alicji" jakoś nigdy nie mogłam przebrnąć. Za baśniami Andersena nie przepadam. Narnia w dzieciństwie istniała dla mnie jako serial. Nadawany w ferie zimowe miał czysto magiczny klimat. Uwielbiałam po prostu.
Moje ulubione książki z dzieciństwa to zbiór baśni "Bajarka opowiada". czytane wielokrotnie. I "101 dalmatyńczyków" też. Pamiętam, że nie chciałam wyjść z księgarnii póki mi mama tego nie kupiła.
Ania Aga - Sob 11 Lut, 2012 22:59
| AineNiRigani napisał/a: | | Razem z bracmi Grimm na tej kasecie byla bajka O pieknej Parysadzie i ptaku Bulbulezarze i w momencie gdy Parysada szla na gore uratowac braci, pechowo skonczyla sie kaseta. Zakonczenie dowiedzialam sie lata, lata pozniej gdy sama przeczytalam Klechdy Sezamowe, ale jako niedokonczona bajka, ktora najsilniej pobudzala moja wyobraznie - jest mi bardzo bliska |
Piękna Parysada, aby odczarować księcia musiała skropić go swoimi łzami, ale ona nigdy nie płakała. Ptak Bulbulezar dziobnął ją w nos i wreszcie się rozpłakała. Nie z bólu, tylko dlatego, że na jej nieskazitelnym nosie pojawiła się brzydka brodawka. Tego fragmentu nigdy nie mogłam zrozumieć.
|
|
|