To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Fajny film wczoraj widziałam IV

Agn - Pon 09 Sie, 2010 15:28

Bo tamten nie ganiał po całym świecie, nie dzwoniąc i nie spowiadając jej się, gdzie jest i co robi. Poza tym pewnie był bogatszy (karaoke vs. koń - to drugie droższe, a facet mógł sobie na to pozwolić).
Poza tym jest jeszcze coś takiego jak zwyczajnie zły gust, a na to nie ma lekarstw.

Alicja - Pon 09 Sie, 2010 15:33

no tak, kobiety i ich poczucie bezpieczeństwa vide. pieniądze i brak latania po świecie oraz codzienne telefonowanie - kochanie za pół godziny będę
BeeMeR - Pon 09 Sie, 2010 15:45

Little Woman - cd.

Cytat:
Ja nie oglądałam wersji 33, ale z tego wygląda, że ona jest słuszniejsza. To profesor pierwszy się zakochuje w Jo i myśli, że nie ma szans, bo jest z Lauriem. Ona tymczasem wraca do domu i odrzuca oświadczyny Lauriego (w wersji '50 i '94' te oświadczyny zostały bezsensownie przesunięte na ślub Meg). Później profesor przyjeżdża-ale jest tak niepewny siebie, że Jo musi wziąć sprawy we własne ręce :wink:
Chociaż, by być fair do wersji '94- Jo od początku się interesuje profesorem, ale jako człowiekiem, nie męzczyzną :mrgreen: i obserwuje go z daleka. To on pierwszy nawiązuje kontakt, podrywając ją na lekcje niemieckiego :mrgreen:
Lekcje niemieckiego? :mysle: W życiu bym nie wpadła oglądając dwie ekranizacje - za to akcentowana jest opera :mrgreen:

W '33 wersji oświadczyny Lauriego też są tuż po ślubie Meg, przy czym po nich logicznie następuje wyjazd Jo, nagle pragnącej się znaleźć daleko od domu i L., nawiązanie znajomości z profesorem, jej podziw dla jego wiedzy i opinii jej pisarstwa, jego adoracja dla jej osoby, rozkwit uczucia w okolicach opery, gdy ona jest zupełnie nieświadoma, a on myśli, że Jo kocha L., a jeszcze później następuje jedna z nielicznych scen, która mi się podobała w wykonaniu Katherine Hepburn jako bardzo wyciszonej, nostalgicznej Jo, mówiącej profesorowi, że nie, nie kocha L. i nigdy nie kochała, lecz być może teraz, po paru latach, przyjęłaby oświadczyny bo teraz już wie, co to samotność i potrafi docenić co to znaczy być kochaną... Pięknie też wygrane przez profesora jest to, jak zdaje sobie sprawę, że L. nie jest dla niego przeciwnikiem, ale jednak on sam dalej nie liczy się w oczach swej wybranki.
Nic dziwnego, że musiała wziąć sprawy w swoje ręce ;)

BeeMeR - Pon 09 Sie, 2010 16:39

The Tournament
Jeśli ktoś szuka dobrego filmu z przesłaniem – eee… to nie ten adres :P
Ale jeśli ktoś lubi filmy akcji, strzelanki, liczne sceny walki i nie przeszkadza mu krew sikająca litrami – może obejrzeć.



Co siedem lat banda świrów (tj, żądne cudzej krwi szychy przestępczego świata) urządza zawody dla trzydziestu najlepszych zabójców z całego świata – reguły proste: „zabij lub zgiń”. Wygrana wysoka, a przegranych wielu.

Ian Somerhalder (nie da się ukryć, że mój powód zainteresowania się filmem, bo inaczej zapewne bym nie tknęła :P ) gra psychola, który zabijając woła: Dobranoc cukierasku! / guiń suko! / hahaha (złowieszcze)! :rotfl: :frustracja:


(Nie wiem czy śmiać się czy płakać - rola zgrabnie zagrana, ale maksymalnie przerysowana i przewidywalna: to Zuy z tych, co to lubią dużo gadać zanim zabiją głównego bohatera – a jak wiadomo, to się w filmach z reguły źle kończy ;)
Spoiler:





Główny bohater,


co to jest ubiegłorazowym czempionem a obecnie występuje w grze z zemsty za zabitą przez jednego z graczy żonę, jest wyjątkowo nieinteresujący i równie charyzmatyczny co kłoda drewna, ale choć ma kilka ckliwych retrospekcji, nie zajmuje tak dużo ekranowego czasu, zostawiając go niby pobocznym, a znacznie ciekawszych postaciom, a za jedną z takich uważam przypadkiem wplatanego w grę kapłana-pijaczka (Robert Carlyle), a który ciągle omal nie wpada komuś pod spluwę :twisted: oraz pomagającą mu się odnaleźć w nagłym zagrożeniu życia Lai Lai Zhen (Kelly Hu):




Akcja nie jest zła, zwłaszcza jeśli się nie oczekuję super-zaskakującego rozwiązania i jest się niewzruszonym na hekta-litry wylanego keczupu ;)

nicol81 - Pon 09 Sie, 2010 21:32

BeeMeR napisał/a:
W życiu bym nie wpadła oglądając dwie ekranizacje - za to akcentowana jest opera

W książce Jo go obserwuje, gdy śpiewa "Kennst du das Land" :wink: Takie jakby odwócenie płci- z reguły to faceci kontemplują śpiewające czy grające panie.
BeeMeR napisał/a:
W '33 wersji oświadczyny Lauriego też są tuż po ślubie Meg, przy czym po nich logicznie następuje wyjazd Jo, nagle pragnącej się znaleźć daleko od domu i L.

To wszystkie ekranizacje idą w ten deseń :shock: W książce Jo też chce wyjechać daleko od L., bo podejrzewa coś :wink: , a chce, żeby on był z Beth. W sumie w filmach jak odrzuca oświadczyny, wychodzi na gąskę, ktora nie zna życia. W książce można się domyślić, jaki jest powód nr 1 odrzucenia oświadczyn :wink:

Cytat:
później następuje jedna z nielicznych scen, która mi się podobała w wykonaniu Katherine Hepburn jako bardzo wyciszonej, nostalgicznej Jo, mówiącej profesorowi, że nie, nie kocha L. i nigdy nie kochała, lecz być może teraz, po paru latach, przyjęłaby oświadczyny bo teraz już wie, co to samotność i potrafi docenić co to znaczy być kochaną...

W książce o tym rozmawia z matką. Polecam książkę. :mrgreen:

BeeMeR - Pon 09 Sie, 2010 22:01

nicol81 napisał/a:
Polecam książkę. :mrgreen:
Może kiedyś ;)
Dzięki za wyjaśnienia :kwiatek:

nicol81 napisał/a:
W książce Jo go obserwuje, gdy śpiewa "Kennst du das Land" :wink:
I jest ta scena w '33 - też ładna :mrgreen:
I profesor mówił z akcentem i dał Jo nuty dla Beth :)

Pisałam, że zdecydowanie bardziej trafia do mnie ten scenariusz '33 :mrgreen: - gdyby nie te straszne wrzaski w czasie pierwszej godziny to byłaby to moja ulubiona wersja - a może i sobie kiedyś zobaczę jeszcze tą z '50r ;)

Anonymous - Pon 09 Sie, 2010 22:28

A ja ogladalam Cichy Don - ekranizacje powiesci Michaila Szolochowa. To taki film drugowejrzeniowy jest. Niby nic wielkiego, a jak przyjdzie zanalizowac, to wychodzi, ze wszystko zrealizowane jest perfekcyjnie - rezyseria, scenografia, obsada, gra aktorska, fabula... I juz wiadomo, ze kiedys do tego filmu wroce. Nie raz i nie dwa. Nawet nie trzy.
W sumie niby klasyczna saga rodzinna z wielka historia w tle - analogia do Wojny i pokoju rzuca sie sama. A w tym wszystkim wielka milosc - ale chociaz namietna i trudna, to taka normalna i zwyczajna. Nie zadne Barbary Cartlandy, tylko slodko-gorzka historia dwojga kochajacych sie ludzi. Ona jest mezatka, co w XIX wiecznej Rosji stanowi problem. Maz starszy (ale w kwiecie wieku), porywczy Kozak, nie jest specjalnie zachwycony faktem, ze gdy on walczy na wojnie, mloda zonka zdradza go z sasiadem, ktoremu nawet mleko spod nosa jeszcze nie wyschlo. Dziwak jakis. W dodatku ona informuje go o tym sama, w pierwszych slowach, ktore do niego mowi, a on - meska szowinistyczna swinia, nie docenia tego faktu.
W ramach zalatwienia dwuznacznej sytuacji ojciec chlopaka szybko go zeni i lekko zaskakuje go fakt, ze syn zamiast sie cieszyc, zaraz po slubie ucieka z zona sasiada.
I tak sie zaczyna ta historia. W tle zycie Kozaczyzny u schylku swojego istnienia, I wojna swiatowa, potem Rewolucja. Calosc okraszona piekna muzyka.
I przeszkadzal mi jedynie jezyk - w sumie jest to najwieksza wada wszystkich wielonarodowych produkcji. Osobiscie uwielbiam brytyjski akcent i jak widze w obsadzie Ruperta Everetta, to spodziewam sie jego nosowo-nonszalanckiego glosu i akcentu. A dostaje jakas ugrzeczniona, poprawna papke - ujednolicona i dostosowana do calosci. Zazwyczaj wszystkie wloskie produkcje Ruperta sa dubbingowane, mialam nadzieje, ze skoro ta jest anglojezyczna, to sobie daruja... Mocno mnie to rozczarowalo.

Caitriona - Pon 09 Sie, 2010 22:40

trifle napisał/a:

Ja bardzo lubię chiński/japoński/koreański? film, w którym młode dziewczątko jest zakochane w Szymborskiej i umie po polsku przeczytać jej wiersz

Ja tez go bardzo lubię ;) To jest film Turn Left, Turn Right chińsko-singapurskiej produkcji, a użytym wierszem Szymborskiej jest wiersz Miłosć od pierwszego wejrzenia.

Admete - Pon 09 Sie, 2010 23:07

Świetny jest ten koreański film z polskim motywem ;) A ja mam festiwal filmów Leonado DiCaprio ( nie smiać się proszę ;) ). To po Incepcji tak mam ;) Zresztą ja go już od jakiegoś czasu doceniam, bo z idola nastolatek zrobił się z niego świetny aktor. W zasadzie, to talentu nie można mu odmówić od początku ( vide Co gryzie Gilberta...), ale miał pecha i wszedł na pokład Titanica ;) To jestem teraz po Incepcji, Infiltracji i Złap mnie, jeśli potrafisz. Chyba sobie przypomnę Krwawy diament i W sieci kłamstw ;) Albo lepiej Gangi Nowego Jorku, bo nic z nich nie pamiętam poza pierwszą sceną.
Anonymous - Pon 09 Sie, 2010 23:29

Bo Leo tak naprawde gral w swietnych filmach - tylko ten Titanic taki niewypal slekka (chociaz sliczny tam byl przepotwornie - majtki przez glowe z rozmachem podwojnym).
Wszystkie mialy dobry scenariusz, a z niego jest naprawde kawal dobrego aktora. Ten Titanic dal mu slawe, ale jednoczesnie na dlugo czas zaszufladkowal.
Ale ja sie przyznam, ze jestem jego wierna fanka od Gilberta, ktrego wizialam naprawde na dlugo przed Titanikiem.

Admete - Pon 09 Sie, 2010 23:38

Ja też widziałam Co gryzie wcześniej niż Titanica ( który mi się jako film zupełnie nie podobał ). Nigdy też nie uważałam Leonardo za ładnego, gdy był młody - widać nie mój typ. A oglądałam przecież jeszcze na studiach Człowieka w żelaznej masce ( ale wtedy ogladałam ten film dla Gabriela Byrne ;) ). Wiele razy oglądałam wersję Romea i Julii, w której grał DiCaprio, bo lubię filmy Luhrmanna, a poza tym puszczałam młodziakom fragmenty lub całośc filmu - za którymś podejściem uderzyła mnie intensywność jego gry, ale dopiero po tych jego dorosłych rolach naprawdę go jako aktora polubiłam. Dobrze dobiera teraz filmy i scenariusze. Słyszałam, ze ma zagrać Hoovera w filmie biograficznym.
Anonymous - Wto 10 Sie, 2010 00:15

Ja w sumie widzialam go w kilku rolach zanim objawil sie jako Jake w Titanicu. I przyznaje, ze do tego filmu wracam wylacznie dla ulamkowosekundowej sceny z Ioanem Gruffudem :)
Ale ryczalam strasznie -do dzis pamietam dialog na przystanku
- jestem rozmazana?
- nooo, nie bardzo, ale takie czarne smugi na policzkach masz (od eye-linera)

Ale pozniejsze role sa naprawde swietne i chociaz raczej byl w moim typie juz na etapie liceum moja sangwinistyczna natura potrafila oddzielic aktora od przystojniaka. I zawsze fajnie bylo stwierdzic, ze tutaj (jak w przypadku m.in. Johny Deppa) nie tylko jest na kogo, ale rowniez na CO popatrzec :)

Caitriona - Wto 10 Sie, 2010 02:16

Nie widziałam wielu filmów z Leo (Co gryzie..., Romeo i Julia, Titanic, Gangi NY), ale doceniłam go po obejrzeniu Krwawego diamentu.
Nota bene muszę sobie odświezyć Romeo i Julię.

Agn - Wto 10 Sie, 2010 07:14

Admete napisał/a:
A ja mam festiwal filmów Leonado DiCaprio ( nie smiać się proszę ;) ).

Nie jestem w stanie się śmiać. Jako facet nigdy mi się nie podobał, ale zawsze był, jest i zapewne także będzie znakomitym aktorem, dzięki czemu ogląda się go z przyjemnością. Bardzo żałowałam, że zrobili z niego idola nastolatek. Do dziś nie wiem, na jakiej podstawie. Biedny Leo musiał się nieźle namęczyć, by z owym wizerunkiem zerwać. Cieszę się, że mu się udało. Szkoda by go było, by miał zniknąć, bo pierwsza młodość już mu przeszła. Ma za dobrą wyobraźnię aktorską, by tak po prostu przepaść. :)

Admete - Wto 10 Sie, 2010 08:19

Caitriona napisał/a:
Nie widziałam wielu filmów z Leo (Co gryzie..., Romeo i Julia, Titanic, Gangi NY), ale doceniłam go po obejrzeniu Krwawego diamentu.
Nota bene muszę sobie odświezyć Romeo i Julię.


To postaram się, żebyś obejrzała Infiltrację ( dobra ), The Revolutionary Road, W sieci kłamstw i Złap mnie, jesli potrafisz ;) I Człowieka w Żelaznej Masce też mogłabym użyczyć ;)

trifle - Wto 10 Sie, 2010 12:28

The Revolutionary Road to ten film z Kate Winslet? Titanic 20 lat później w wersji alternatywnej, gdy wszyscy przeżyli ;)
Nie podobał mi się, męczący, krzyczący Leo wyjątkowo mnie irytował i sztuczny mi się wydawał.
Ale tak go chwalicie, że mam ochotę coś obejrzeć :mysle:

RaczejRozwazna - Wto 10 Sie, 2010 14:21

Wracając do Little woman - polecam brytyjski serial z lat 70tych czy 80 nie pamiętam dobrze. Bardzo klimatyczny i wierny książce. W całości jest na teletubisiach. :-D
Admete - Wto 10 Sie, 2010 17:31

Ja jeszcze nie widziałam Revolutionary road. Swego czasu zniechęciły mnie recenzje, dlatego tak sobie leży i czeka ;) Zresztą ja nie lubię filmów Mendesa - nie moje klimaty.
Caitriona - Wto 10 Sie, 2010 18:42

Admete napisał/a:
Caitriona napisał/a:
Nie widziałam wielu filmów z Leo (Co gryzie..., Romeo i Julia, Titanic, Gangi NY), ale doceniłam go po obejrzeniu Krwawego diamentu.
Nota bene muszę sobie odświezyć Romeo i Julię.


To postaram się, żebyś obejrzała Infiltrację ( dobra ), The Revolutionary Road, W sieci kłamstw i Złap mnie, jesli potrafisz ;) I Człowieka w Żelaznej Masce też mogłabym użyczyć ;)


Revolutionery Road to ten film z Kate Winslet, dziejący się w latach 50/60? To ten też widziałam, choć przyznam, że zapamiętałam z niego głównie Kate, bo mnie jej bohaterka jakoś niesamowicie denerwowała...
Człowieka w masce też widziałam, ale go kompletnie nie pamiętam. Będę więc wdzięczna :kwiatek:

trifle - Wto 10 Sie, 2010 20:38

Caitriona napisał/a:
Revolutionery Road to ten film z Kate Winslet, dziejący się w latach 50/60? To ten też widziałam, choć przyznam, że zapamiętałam z niego głównie Kate, bo mnie jej bohaterka jakoś niesamowicie denerwowała...


A mnie bardziej on ;) Ale nawet nie pamiętam zakończenia, bo jakoś tak mnie generalnie zmulił ten film...
Obejrzałabym Incepcję, opis brzmiał zachęcająco.

Admete - Wto 10 Sie, 2010 21:08

Caitrii przesyłka dziś poszła, mam nadzieję, że dotrze do Ciebie bezpiecznie, choć pani na poczcie mnie wkurzyła...
Agn - Wto 10 Sie, 2010 21:12

Ja myślę, że panie na poczcie przechodzą jakieś szkolenie w zakresie wnerwiania ludzi.
Co ten konkretny przypadek wymyślił?

Admete - Wto 10 Sie, 2010 21:15

Dała mi znaczki do naklejenie i nie podzieliła ich na poszczególne koperty. W efekcie żle przykleiłam i musiałam dokupić jeden, bo się zniszczył przy odrywaniu. Miałam cztery różne przesyłki.
nicol81 - Wto 10 Sie, 2010 21:18

RaczejRozwazna napisał/a:
Wracając do Little woman - polecam brytyjski serial z lat 70tych czy 80 nie pamiętam dobrze. Bardzo klimatyczny i wierny książce. W całości jest na teletubisiach. :-D

A można by jakąś linką zarzucić? :kwiatek:

Caitriona - Wto 10 Sie, 2010 21:55

Panie z poczty to, zazwyczaj, wyjątkowo wredne kreatury. U mnie na poczcie takich nie barkuje...

Dzięki Admete! :kwiatek:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group