Elizabeth Gaskell - życie, twórczość i epoka - North and South - wspólna lektura
trifle - Sob 20 Mar, 2010 17:33
| Beata55 napisał/a: | | A ja nadal będę twierdzić, że o tym, jacy jesteśmy decyduje wychowanie i to, co nam stanie na drodze życiowej. Nikt nie rodzi się zły, nikt nie rodzi się święty. Jedyny bagaż, który posiadamy przychodząc na ten świat, to nasz temperament; nasza natura, która określa nasze reakcje na to, co nam się przydarza. |
A ja myślę, że i podłoże biologiczne/genetyczne i wychowanie ma znaczenie. Życie ksztaltuje charakter, pewnie, ale przecież i po dzieciach widać, które są spokojne, które odważniejsze, a które przeciwnie. Może to wszystko się na siebie nałożyło - Fanny miała szczęście, że miała starszego brata. Ciekawe, jacy by oboje byli, gdyby to Fanny była pierworodnym dzieckiem.
Admete - Sob 20 Mar, 2010 19:06
Mam teorię, że o tym kim jesteśmy, stanowi zarówno nasz charakter dany nam od początku przez Boga czy naturę, potem wychowanie, a na końcu wybory, jakich dokonujemy - nasza wola.
Fanny jest slaba psychicznie, to się zdarza przy tak silnych osobowościach jak pani Thornton i John.
Pani T. jest nieśmiała...W filmie tego nie widać, ale to wyjaśnia pewną sztywność zachowania. Jest zazdrosna o zainteresowania syna nowymi znajomymi. A pani Hale ocenia ludzi po koronkach - załamka
Jakiekolwiek porozumienie między paniami z obu rodzin jest ( przynajmniej na razie ) zupełnie niemożliwe
Rozpacz Bessy i szukanie pociechy w wierze jest takie prawdziwe. Smutna ta rozmowa.
Trzykrotka - Sob 20 Mar, 2010 20:43
| Admete napisał/a: |
Jakiekolwiek porozumienie między paniami z obu rodzin jest ( przynajmniej na razie ) zupełnie niemożliwe |
Pomyślałam sobie nawet czytając, że tutaj, na linii kobiecej, mamy prawdziwą hale'owska dumę i thorntonowskie uprzedzenie .
Beata55 - Sob 20 Mar, 2010 22:38
| Trzykrotka napisał/a: | Pomyślałam sobie nawet czytając, że tutaj, na linii kobiecej, mamy prawdziwą hale'owska dumę i thorntonowskie uprzedzenie . |
Nie dziwi to "thorntonowskie uprzedzenie". Pani Thornton odwiedziła panie Hale wbrew swej woli, a takie wymuszone spotkanie nie nastraja przyjacielsko. Poza tym, miała do czynienia z matką dziewczyny, która pogardza jej ukochanym synem. Ja, będąc na jej miejscu, też nie polubiłabym tego towarzystwa. Może, gdyby dały się bliżej poznać, z lepszej strony...
Admete - Pon 22 Mar, 2010 19:19
Proponuje przedyskutowac rozdziały XIV i XV
Trzykrotka - Pon 22 Mar, 2010 19:43
Bo nam wspólna lektura znajdzie ujście w niegasnącym problemie dziewictwa (którego wątek śledzę ze smakiem )
Sofijufka - Pon 22 Mar, 2010 19:50
"Bessy mi sie kojarzy z Helen Burns z "Jane Eyre" - taka sama dojrzałosć, pogodzenie z nadciągającą smiercią i siła duchowa... Takie typy podobaja mi sie w XIX-wiecznej literaturze
Admete - Pon 22 Mar, 2010 19:52
Zastanawia mnie teraz jedno - Margaret nie mogła być za bardzo zżyta z bratem. Wyjechała z domu jako mała dziewczynka, on potem wyruszył na morze...Nie znali się prawie. Dziwne jest także to, ze rodzice nie dopuszczają Margaret do wiadomosci o bracie. Wszystko trzymają dla siebie. Tak jakby nie obchodziły ich jej uczucia, jakby nic nie znaczyły.
Więź matki z córką tez była słaba. Dopiero teraz, w chorobie pani Hale znajduje przyjemnośc w rozmowach i bliskości Margaret.
Pan hale załamuje mnie coraz bardziej. Co za facet nie z tej ziemi...
Ciekawy opis domu pani Thornton. Bo to raczej jej dom niż syna. Dość pretensjonalny - zamożny, ale nie dla ludzi. Bardziej na pokaz.
Sofijufka - Pon 22 Mar, 2010 19:57
Myślę, że oboje pastorostwo skupili zainteresowanie na synu! Dzięki bogu za ciocię i [może] nieboszczyka wuja. Podejrzewam, ze Margaret wyczuwała to zróznicowanie i dlatego stała się poniekąd samowystarczalna/dzielna.
Admete - Pon 22 Mar, 2010 20:18
Znów nieporozumienie między Margaret a panią Thornton! One nigdy nie mogą się jakoś dogadać, wiecznie źle interpretują swoje zachowanie. Maragret z powodu dumy nie mówi całej prawdy o chorobie matki. Pani Thornton uważa więc, iż pastorowa ją lekceważy.
Ogólnie pani T. jest czasami tak strasznie niezręczna w tym, co robi i mówi. Mimo wszystko jednak można ją polubić, bo jest szczera.
Ogólnie robi się ostro Strajk się zbliza Margaret może się nie znać na ekonomii, ale całkiem dobrze pojmuje sytuację robotników. Jakoś w tym momencie nie lubię Thorntona, nic a nic...
Sofijufka - Pon 22 Mar, 2010 20:24
Problem w tym, że ona i Margaret sa tak podobne i równie mocne, zdolne do miłości, nieuzaleznione od wygód życiowych. Obie wiedzą, co to honor.... Bym sie nie zdziwiła, gdyby w końcu pani T. uznała M. za córkę... Nie synową
Admete - Pon 22 Mar, 2010 20:27
| Sofijufka napisał/a: | Problem w tym, że ona i Margaret sa tak podobne i równie mocne, zdolne do miłości, nieuzaleznione od wygód życiowych. Obie wiedzą, co to honor.... Bym sie nie zdziwiła, gdyby w końcu pani T. uznała M. za córkę... Nie synową |
Jestem tego pewna - córka nie synowa Na to jednak potrzeba czasu
Z drugiej strony - Margaret to jednak naiwna jest Ale z trzeciej stronypotrafi powiedzieć coś takiego:
"Najbardziej dumny i niezależny człowiek zależy od wszystkich znajdujacych się
wokół niego, którzy niedostrzegalnie wpływają na jego charakter i życie."
Beata55 - Pon 22 Mar, 2010 20:31
A ja uwielbiam Panią Thornton
Jest po prostu fantastyczna! Ta opowieść o jakichś poprzednich zamieszkach Już ją sobie wyobrażam na dachu, rzucającą kamieniami w tłum. Oj, miała hołota szczęście, że zemdlała z gorąca Inaczej byłoby po nich. Czemu ona nie została sędzią pokoju? Może inaczej, powinna była zostać MATKĄ POKOJU. Cudowna, cudowna kobieta. Xena wojowniczka. Zasłużyła na fantastycznego syna
Admete - Pon 22 Mar, 2010 20:35
Xena wojowniczka Podoba mi się to zestawienia I strasznie pdooba mi sie zakończenie dyskusji Margaret i Johna:
"– Tego wieczoru odezwałem sie do pani zbyt porywczo, obawiam sie, że nawet niegrzecznie. Ale jak pani wie, jestem nieokrzesanym fabrykantem z Milton. Wybaczy mi pani?
– Oczywiscie – powiedziała, uśmiechając się i patrząc prosto w jego twarz."
No i jak chłop się miał nie zakochać
Sofijufka - Pon 22 Mar, 2010 20:46
nie miał szans
Trzykrotka - Pon 22 Mar, 2010 20:52
Mnie sie to w Margaret najbardziej podoba - mimo swojej początkowej paniusiwatosci, jest przede wszystkim człowiekiem, a potem dopiero damą, panienką Hale, panną nie wypada. Ma zdolność dostosowania się do warunków i do ludzi. Całe szczęście, umie docenić Johna, patrzeć ponad własnym uprzedzeniem do kupców i fabrykantów.
Alicja - Pon 22 Mar, 2010 21:11
właśnie dlatego umiała docenić Johna i ujrzała go z czasem w lepszym świetle, gdyż sama nie była zmanierowana i ,jak piszesz była człowiekiem, kobietą, żywo interesującą się losem innych ludzi, a nie tylko układaniem kwiatków i koronkami
Alicja - Pon 22 Mar, 2010 21:32
powiem szcze przeraził mnie ten pas cnoty w takim licznym wyborze i poszukałam sobie trochę na temat czasów wiktoriańskich
Wiktorianów wcale nie szokował widok nóg i za przykładem królowej bardzo interesowali się seksem. Szerząca się prostytucja była potępiana, ale tolerowana. Namiastką seksu były moda, taniec i śpiew. Dla mody nic nie było zbyt wyzywające: przypomnijmy sobie tiurniury. Kobiety odsłaniały do tańca ramiona. Śpiew w duecie stwarzał okazję, by chłopak i dziewczyna prawie przytulali się do siebie.
i w innym miejscu
Czasy wiktoriańskie narzuciły społeczeństwu nienaturalne normy, by traktować żonę dosłownie i w przenośni jak świętą. Nie tykali kobitek często w łóżku, by ich nie skalać, ale na burdele czas i ochote mieli - a plaga chorób wenerycznych rozmnożyła się na niespotykaną skalę.
BeeMeR - Wto 23 Mar, 2010 13:27
To zawsze jest fascynujące jaką mieszankę sprzeczności tworzy człowiek i społeczeństwo, czy to w czasach wiktoriańskich, czy teraz
A co do Margaret to mnie też uderzyło, jak bardzo jest samotna i samodzielna musiała się stać wyrastając w rodzinie, gdzie każdy był zajęty sobą: Pani Hale swoim zdrowiem na długo przed tym zanim na nie zapadła oraz synem, pan Hale swoimi poglądami i pracą, Frederick mam wrażenie bardzo rzadko się kontaktował i tylko przyjmował przesyłane mu pieniądze - częściowo z ostrożności
Ciotka Shaw i Edith zajęte były sobą i towarzystwem - w efekcie Margaret była zdana na siebie, bez przyjaciółki od serca, której mogłaby się zwierzyć Dobrze, że wyrosłą na rozsądną kobietę, a nie fiu bździu
BeeMeR - Wto 23 Mar, 2010 13:39
A jeśli chodzi o rodzinę Higginsów, to prawdę mówiąc książkowa Bessy nieco mnie rozczarowała - ona owszem, pogodzona jest z nadchodzącą śmiercią, ale i też bez przerwy o tym mówi!
Ja się nie dziwię Nicholasowi, że znika z domu wieczorami, by się upić czy poszwendać, bo nie wiem, czy ktoś by wytrzymał gdyby mu dziecko umierało a w dodatku bez przerwy przypominało, że zaraz umrze
Miałam wrażenie, że w filmie jednak miała nieco mocniej zarysowany charakter
Ciekawa jestem, co tak naprawdę zbliżyło do siebie i zainteresowało sobą Bessy i Margaret - oprócz zupełnej odmienności życia, strojów, oczekiwań, wszystkiego
Żal mi też Mary - ona jest najwyraźniej zaniedbana, i kto wie czy nie dlatego taka nieporadna, bo ojciec jak już jest, to skupia całą uwagę się na Bessy, ta zaś na sobie i ojcu
Trzykrotka - Wto 23 Mar, 2010 14:28
| BeeMeR napisał/a: |
Miałam wrażenie, że w filmie jednak miała nieco mocniej zarysowany charakter
Ciekawa jestem, co tak naprawdę zbliżyło do siebie i zainteresowało sobą Bessy i Margaret - oprócz zupełnej odmienności życia, strojów, oczekiwań, wszystkiego |
Filmowa Besy była taka, jak można sobie wyobrazić ludzi z Północy na podstawie - o dziwo -powieściowego opisu. Była harda, honorowa, zadzirna, na swój sposób dumna i twarda. Wiedziała, że umiera, a mimo to potrafiła sobie na żarty. Była chyba najlepszą przyjaciółką, jaką mogła mieć Margaret. Jak się zastanowić, że nie miała żadnego wpływu na akcję. Chyba jedyną racją jej serialowego bytu było to, żeby Margaret mogła sobie porozmiawiać, tak normalnie, choćby o chłopakach . Pamietam, jak Bessy żartowała, że żeby "złapać" Thorntona, musiałaby Małgosia zainwestować w lepsze ciuchy
Beata55 - Wto 23 Mar, 2010 20:36
| BeeMeR napisał/a: | Ciekawa jestem, co tak naprawdę zbliżyło do siebie i zainteresowało sobą Bessy i Margaret - oprócz zupełnej odmienności życia, strojów, oczekiwań, wszystkiego |
Poznały się w momencie, kiedy Margaret była przybita nową sytuacją. Bessy po prostu napatoczyła się tej dziewczynie, kiedy ta nie wiedziała, co ze sobą zrobić; znalazła się w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu. Jak napisano w książce, Margaret od tego dnia "znalazła jakiś osobisty cel". Chodziło najprawdopodobniej o pomoc schorowanej dziewczynie.
Poza tym Higgins zaintrygował naszą bohaterkę.
BeeMeR - Wto 23 Mar, 2010 21:49
| Beata55 napisał/a: | | Chodziło najprawdopodobniej o pomoc schorowanej dziewczynie. | Jak? To od razu było wiadomo, że nie da się jej pomóc, tylko być obok i patrzeć na powolną agonię
Nicolaasowi owszem, ale później, po śmierci Bessy.
Admete - Wto 23 Mar, 2010 21:51
Pomóc poprzez cichą obecność.
BeeMeR - Wto 23 Mar, 2010 21:58
To napisałam. Ale dalej ciekawi mnie, czemu Margaret tak zaimponowała Bessy, że tak wyglądała przez okno, czekając na nią .
Byłą inna, owszem, ale aż tak?
|
|
|