To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Literatura - Proza i poezja - Bluszcz

Tamara - Czw 06 Lis, 2008 11:53

No właśnie chyba nie wychowywał . Same się wychowały .
Te "sponsorowane" oburzają się gdy nazwać je prostytutkami , bo twierdzą , że prostytutka sprzedaje wyłącznie seks . Nie wiedzą , że nie tylko . Sprzedaje również namiastkę zainteresowania , towarzystwo , "funkcje zdobnicze" . W końcu Pretty woman była prostytutką , czego by nie mówić , dziewczyną wynajętą w określonym celu na określonych warunkach .
Prostytutki z najwyższej półki mają po dwa fakultety , płynną znajomość kilku języków , doskonałe maniery , można z nimi pokazać się wszędzie . Nie stoją na ulicy ani nie siedzą w barze , ale są prostytutkami .

Anonymous - Czw 06 Lis, 2008 18:43

przed wyjazdem nabyłam "Bluszcz" dziś przeczytałam dwa-trzy artykuły. Wołoszański bardzo ciekawy
Gosia - Czw 06 Lis, 2008 19:41

Mag13 napisał/a:
całkowicie nie odpowiada mi formuła pierwszych 118 stron! Poza kilkoma drobiazgami, i fragmentem o modzie (Ch. Dior) reszta to błahe opowiadania (Wiśniewski), literatura popularna polskich autorów, teksty typu Jak być sexy, prywatne wynurzenia J. Brodzik, J. Chmielewskiej czy prywatna, rozwlekła historia rodzinna Niezabitowskiej absolutnie mnie nie przekonują , bowiem zadaję sobie podstawowe pytanie - dlaczego właściwie mam owe historie czytać? To, co jest dla tych osób może i ważne, nie musi w najmniejszym stopniu interesować innych, nie ma w tych tekstach żadnego uogólnienia - ot, takie exempla bez znaczenia. Zdecydowanie za dużo, jak na mój gust, opowiadanek, sag, krótkich wprawek literackich (jak np. Bryndala).


Zgadzam się z Tobą. Cały początek Bluszcza mnie nieco rozczarował, gdyby tak miało wyglądać to pismo, to bym z niego zrezygnowała. Ten początek ratują tylko teksty Wołoszańskiego, Jaroszewskiej i Rosenbauma.
Póki co doszłam do strony 102, wiec jeszcze nie wypowiem się o całości.

Anonymous - Czw 06 Lis, 2008 19:54

Nie mogę się do tekstów Brodzik przekonać. Nioe podoba mi się jej sposób pisania. treść. tutaj jestem na nie!
Alicja - Czw 06 Lis, 2008 20:33

Mag13 napisał/a:
całkowicie nie odpowiada mi formuła pierwszych 118 stron

co potwierdza raczej, że żaden z tych pochwalnych listów nie należał do Mag :mrgreen:

Tamara - Czw 06 Lis, 2008 21:23

Tekst "Jak być sexy" jest kpiną z tejże konieczności bycia sexy w każdej chwili żywota . Wyborczej nie czytam , więc nie wiem co pisali o sponsoringu . Wątpię zresztą , czy podejmowanie tego samego aktualnego tematu przez różnych autorów w różnych pismach można nazwać plagiatem . W ten sposób można by uznać za plagiat tematyczny wszystkie artykuły np. o wyborach prezydenckich w USA , których teraz wszędzie pełno :?
Gosia - Czw 06 Lis, 2008 21:41

Znalazłam opinie o nowym numerze:
1.
http://wizaz.pl/forum/sho...5&postcount=135
2.
http://forum.gazeta.pl/fo...=645&w=86573803
3.
http://forum.gazeta.pl/fo...=151&w=86758665
4.
http://www.biblionetka.pl...id=-1&aid=81235

I jeszcze ciekawy artykuł o prasie:
Powiedz mi, co czytasz, a powiem ci, kim jesteś. Czy i w jaki sposób mówią tytuły czasopism kobiecych?
http://www.podteksty.pl/i...2&dzial=4&id=62
Autorka: Marta Wrześniewska-Pietrzak
doktorantka u prof. Stanisława Mikołajczaka w Zakładzie Gramatyki Współczesnego Języka Polskiego. Interesuje się m.in. językiem wartości, językiem czasopism kobiecych, młodzieżowych i gazetek wydawanych przez uczniów szkół średnich, a także językiem piosenek religijnych i katechezy. Publikowała w "Poradniku Językowym", "Poznańskich Studiach Polonistycznych".

asiek - Pią 07 Lis, 2008 10:22

Jestem rozczarowana 2 numerem. :-| Miałam nadzieję, że "część historyczna" będzie bardziej rozbudowana", ale zdaje się na to nie ma większych szans. :?
Gosia - Pią 07 Lis, 2008 15:34

Czytam właśnie rozmowę o wulgaryzmach i się zdenerwowałam. Teza jest taka (poskładana z róznych wypowiedzi):
Nie znam osoby, bez względu na to jakie ma wykształcenie, która nie używałaby przekleństw. Jednak spotykam osoby, które mówią, że ich to strasznie to razi, nie chcą tego w literaturze, wtedy zalecam im sięganie do takiej literatury, gdzie tego nie ma - np. Nad Niemnem, Noce i dni.

Ja prawie wcale nie używam przekleństw, w moim całym życiu nie powiedziałam słowa k...
Bo do czego go potrzebuje, na co mi ono jest potrzebne?
Nie lubię tego w kinie, nie lubię w literaturze. Teraz już rozumiem czemu lubię czytać powieści XIX-wieczne, a omijam współczesne "siermiężne" - wtedy po prostu język był piękny, a ludzie nie potrzebowali wulgaryzmów do wyrażania uczuć, jakichkolwiek...

Alicja - Pią 07 Lis, 2008 17:56

Gosia napisał/a:
Nie znam osoby, bez względu na to jakie ma wykształcenie, która nie używałaby przekleństw. Jednak spotykam osoby, które mówią, że ich to strasznie to razi, nie chcą tego w literaturze, wtedy zalecam im sięganie do takiej literatury, gdzie tego nie ma - np. Nad Niemnem, Noce i dni.

Ja prawie wcale nie używam przekleństw, w moim całym życiu nie powiedziałam słowa k...
Bo do czego go potrzebuje, na co mi ono jest potrzebne?

zgadzam się z tobą, też nie używam przekleń, wcale. Emocje mogę okazać w inny sposób i nie potrzeba do tego przerywników. A wierzcie mi mój pokaz emocji to prawdziwe fajerwerki. Strasznie w ustach kobiety brzmią wulgaryzmy i to ciężkiego kalibru. W każdym razie biedne to towarzystwo w którym autor się obraca, jakieś ubogie, niezależnie od wykształcenia oczywiście :wink:

Gosia - Pią 07 Lis, 2008 20:09

Przeczytałam kolejne strony już do końca, zgadzam się z Tobą, Mag, że "Literatki. Magazyn kulturalny " jakoś się broni.
Fajny artykuł o wysypie różnej maści i jakości książek kucharskich, nawet nie wiedziałam, że jest ich aż tyle, bo i przepisów mam w domu tyle, że niezmiernie rzadko książki kucharskie kupuję...
Ciekawa była też "Skandaliczna historia sztuki", choć akurat dzieło Nieznalskiej przemilczę :-|
Dobry artykuł o komediach romantycznych i dobre do nich podejście autorki artykułu Anny Luboń - w końcu od komedii romantycznych wiele oczekiwać nie można, choć z pewnością można je inteligentnie nakręcić - duża to zasługa scenariusza, jeśli film się przyjemnie ogląda i widz nie jest na końcu rozczarowany, że to było zbyt płytkie, zbyt cukierkowe. Jedne z moich ulubionych komedii romantycznych to właśnie te z Meg Ryan - "Masz wiadomość". "Francuski pocałunek", ale również np. "Sabrina" z Harrisonem Fordem czy "Szczęśliwy dzień" z Georgem Clooneyem, nie można zapomnieć też o bajce o Kopciuszku czyli "Pretty woman".
Co prawda, oglądając podobny film, nie zakładam aseksownej maseczki, ale po prostu siadam przed telewizorem z kubkiem herbaty, sama w pokoju, często przy zamkniętych drzwiach - po prostu to chwila tylko dla mnie i nie lubię jak mi ktoś zakłóca te chwile małej przyjemności.

Tamara - Pią 07 Lis, 2008 21:29

Szczerze się przyznam bez bicia , że czasem zdarza mi się bluzgnąć :ops1: :ops1: :ops1: czego mi potem zaraz wstyd (najczęściej o godz. 4-5 nad ranem , gdy moja kicia po raz kolejny urządza sobie konkurs "jak najdalej szurnąć czymś z toaletki" :uzi: ) , ale prawie wyłącznie w samotności lub przy mężu :ops1: , natomiast całkowicie nie zgadzam się z paniami o przekleństwach piszącymi w Bluszczu . Owszem , można mieć świadomość , że rynsztok istnieje , natomiast nie widzę potrzeby babrania się w nim , co w gruncie rzeczy skutecznie zubaża język , bo do wyrażenia absolutnie wszystkiego wystarcza góra 15 słów i to w wersji języka rozbudowanego :roll: . A za tym idzie podobne zubożenie myśli .

I są - a przynajmniej byli jeszcze niedawno ludzie , którzy znakomicie funkcjonowali bez języka rynsztokowego . Z ust moich Dziadków ze strony Mamy nie słyszałam przez całe swoje życie nawet "ładny gips" - Babcia twierdziła nawet , że słowo bachor jest ordynarne i upominała mnie , gdy go użyłam ; ze strony Ojca Dziadka nie pamiętam , ale Babcia , która była choleryczką co się zowie , nigdy nie posunęła się poza "psiakrew" w stanie ostatecznej furii . Więc niech te panie dyrdymałów nie opowiadają :bejsbol:

nicol81 - Pią 07 Lis, 2008 21:40

Zgadzam się z przedmówczyniami.
Cytat:
Jednak spotykam osoby, które mówią, że ich to strasznie to razi, nie chcą tego w literaturze, wtedy zalecam im sięganie do takiej literatury, gdzie tego nie ma - np. Nad Niemnem, Noce i dni.

Ponadto, czy ja jestem przewrażliwiona, czy to tchnie pogardą do tych powieści? :(

Anonymous - Pią 07 Lis, 2008 21:50

to ja się przyznam, że ostatnio wysłąwiam się jak Szewc a nie jak dama.... ale staram się poprawić... :ops1:
a przekleństwa w książce mnie rażą...

Tamara - Pią 07 Lis, 2008 22:10

Mnie na ulicy i w komunikacji miejskiej uszy regularnie więdną , zwłaszcza w obecności nastoletnich panienek...

W większości literatury przekleństwa nie występują , więc nie wiem , co ta pani czytała :shock: , ale np. taki Faulkner , gdzie jedno zdanie ciągnie się całą stronę bez jednego przekleństwa , Hemingway , Miłosz (notabene noblista :wink: ) , Zweig , Dostojewski , Czechow , Bułhakow , Cervantes obywali się jakoś bez przekleństw a należą do absolutnego kanonu klasyki literatury .
Mam wrażenie , że totalna wulgaryzacja jako pseudokierunek literacki to tendencja ostatnich kilkunastu lat , i że w tym wypadku bluzgi są umieszczane tylko po to , żeby były , nie spełniają żadnej innej roli , mają chyba być dowodem , że autor je zna i chce się pochwalić tym przed czytelnikiem ; względnie nie mając nic szczególnego do powiedzenia , maskuje ubóstwo myśli szokując rynsztokowym językiem . I nie ma to nic wspólnego z tłustym językiem fraszek Kochanowskiego czy Rabelaisowskiego Gargantui . Rej by się załamał :zalamka: :grobek:

Tamara - Pią 07 Lis, 2008 22:27

Dobrze prawisz Mag :oklaski:
Gosia - Pią 07 Lis, 2008 22:37

Z pewnością język przepełniony wulgaryzmami wydaje się niektórym pisarzom językiem "współczesnym", tak jakby "współczesny" oznaczało "wulgarny". To, że duża grupa ludzi używa wulgaryzmów, a w niektórych środowiskach nie wychodzi się poza nie, jak w cytowanej w Bluszczu rozmowie dwóch panów, ktorzy używali tylko słów niecenzuralnych, nie oznacza, że mamy się do nich upodabniać i tym samym zubożać nasz zasób słów. W powodzi takiego dosadnego słownictwa, nie dziwota, że z radością sięgam po stare czasopisma, takie jak np. przedwojenny "Wiarus", czy "Wiadomości literackie", w których język był po prostu piękny czy też do książek.
Też mam wrażenie, Nicol, że przytoczono przykład "Nad Niemnem" jakby z lekkim lekceważeniem, co mi się absolutnie nie podoba. Tak, wolę czytać "Nad Niemnem", niż wypociny niektórych współczesnych autorów, którzy bardzo chcieliby być czytani, ale widać inaczej nie mogą dotrzeć do czytelnika, jak za pomocą wulgaryzmów. Do mnie w ten sposób na pewno nie dotrą...

Tamara - Pią 07 Lis, 2008 23:28

A ci , którzy uznali by te wulgaryzmy za język prawidłowy , z reguły książek nie czytają :mrgreen:
Anonymous - Sob 08 Lis, 2008 12:56

mam kolejny zarzut do Bluszcza.... szata graficzna... czytałąm sobie dziś rano w łóżku. godzina dziesiąta była więc światło jasne... ale te rysuneczki sprawiały, że oczy mnie bolały... no kurczę serio źle się czyta...
Caitriona - Sob 08 Lis, 2008 13:35

Szata graficzna dla mnie jest ok, tylko niektóre grafiki mogłyby być ładniejsze ;)

Dopiero zabrałam się za czytanie. Póki co z rozmysłem pominęłam tekst Brodzik. Nie odpowiada mi ani styl jej pisania, ani temtyka. Rozmowę z Chmielewską przeczytałam, ale dla mnie byla mało interesująca.
Za to z ciekawością przeczytałam teksty Wołoszańskiego i Niezabitowskiej. Podoba mi się także rubryka Listy do.... Pozytywnie byłam nastawiona do felietonu Mehran, ale troszkę mnie rozczarował, choć nie jest zły.

Tamara - Sob 08 Lis, 2008 21:54

Mnie nieodmiennie raduje blog Wawrzyńca Prusky'ego :mrgreen:
Gosia - Sob 08 Lis, 2008 22:33

A mi się akurat nie podoba ..
Tamara - Nie 09 Lis, 2008 14:16

Ale z życia wzięty :mrgreen:
Caitriona - Nie 09 Lis, 2008 15:11

Popłakałam się ze śmiechu na poprzednim fragmencie pt Jakum :mrgreen: :mrgreen:
Gosia - Pon 10 Lis, 2008 18:12

Bluszcz można kupić w Merlinie.
http://ybz.gu.ma/



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group