North and South - serial BBC - Wszystko o filmie North and South :)
Matylda - Sob 01 Gru, 2007 21:41
Dziewczyny sąd zdobyć muzykę z filmu???
Marija - Wto 22 Sty, 2008 10:14
Donoszę uprzejmie, że zarażam filmem kolejne nieszczepione ofiary . "Obejrzałam. Nie masz więcej podobnych?" , na co może być tylko jedna odpowiedź "TAKICH to w ogóle więcej nie ma ".
Loana - Wto 22 Sty, 2008 10:41
Ja wczoraj znowu ogladalam dodatki... rozszerzona scena oswiadczyn jest wspaniala!
Tez chce muzyke!!!
I rozniez zarazam dalej, pokazalam kolezance i jej corce, bardzo sie podobalo, mimo ze kolezanka podchodzila ze sceptyzmem. Ale przekonala sie!
Gosia - Wto 22 Sty, 2008 13:16
Nie ukazal sie soundtrack do tego filmu. BBC nie chcialo go wydac, co troche rozzalilo kompozytora.
I nie ma niestety na płycie DVD napisow angielskich do dodatkow.
Oksana - Pią 25 Sty, 2008 21:41
Cześć ja bardzo kocham ten serial, to cudowni aktorzy, niestety ja nie naszłam tych video, czy może zna kto gdzie można najść video Ulubione sceny Danieli , Daniela o problemach z pogodą (prześlicznie wygląda) ?
Gosia - Pią 25 Sty, 2008 21:47
To byly tylko czasowe pliki, linki juz dawno wygasly.
Kiedys te fragmenty byly na na jakiejs oficjalnej stronie BBC lub na Armitage Army.
Gosia - Sob 26 Sty, 2008 10:34
Dziś sobie obejrzałam wszystkie klipy muzyczne dotyczące N&S, które mam na swoim komputerze (a raniutko przeczytałam kilka rozdziałów naszego tlumaczenia, w tym scenę pierwszych oświadczyn, ech piękne to było! ) więc dla przypomnienia wrzucam link do jednego z muzycznych filmików, który jest zamieszczony na youtube:
http://www.youtube.com/watch?v=IuZaauRUBow
To niczym streszczenie całej historii, która nas tak zauroczyła.
Kocham ten film!
Mimo że upłynęły już prawie dwa lata odkąd go obejrzałam, nic się nie zmieniło.
Edit:
W ramach "kombatanckich" wspomnień zerknęłam jakie były moje wrażenia po obejrzeniu tego filmu po raz pierwszy
30.03.2006
Jestem po emisji dwóch odcinków „North & South”.
Chciałam w tym miejscu serdecznie podziękować wszystkim tym, którzy przyczynili się do tego, że ten film obejrzałam. Przede wszystkim Caitrionie, dzięki ktorej ten film mogę oglądać, Alison za zachęcenie mnie do jego obejrzenia i za piękne tłumaczenie, oraz wszystkim tym, którzy na tym forum wspomnieli o tym serialu i swoimi wypowiedziami sprawili, że zapragnęłam go obejrzeć.
Film bardzo mi się spodobał, do tego stopnia że obejrzałam te dwa odcinki już trzy razy, a niektóre sceny chyba z dziesięć. Od dwóch dni muzyka z tego filmu chodzi za mną, podobnie jak mam przed oczami niektóre ładniejsze sceny. Bardzo podoba mi się sposób realizacji tego filmu, muzyka i zdjęcia. Muzyka współgra z obrazem, a ujęcia są naprawdę interesujące, nawet te kręcone w fabryce (te unoszące się kłaczki bawełny, choć zabójcze, sprawiają piękne wrażenie).
Główna bohaterka może jest trochę zbyt okrąglutka, co nie byłoby wcale wadą, gdyby nie to, że czasem nieprzyjemnie krzywi twarz i w tych momentach nie wygląda jak piękna heroina, (a urodę głównej postaci podkreślają niektóre wypowiedzi w tym filmie typu: ładna buzia, najpiękniejsza kobieta na sali itd.).
Co do Richarda Armitage to spodobał mi się do tego stopnia, że zajmuje obecnie w moim skromnym rankingu (nie wiem na jak dlugo, ale zawsze...) zaszczytne drugie miejsce zaraz po Colinie. Armitage ma piękny glęboki glos, który w połączeniu ze spojrzeniami może tworzyć mieszankę piorunującą...
Ogladałam go wczoraj w odcinku „Sparkhouse” ("Dom na wrzosowisku") na BBC Prime i tam już nie wyglada tak dobrze, jest tu znacznie potężniej zbudowany, ma dość grube uda, z czego wynika fakt, ze musiał do roli w N&S znacznie schudnąc, co mu wyszło na zdrowie i dzięki temu zyskal na urodzie.
To że mi się spodobał on jak i cały film, to zaleta drugiego odcinka, bo w pierwszym wyszedł trochę na nieuprzejmego i nieczułego gbura, choć i tam miał ladne wejścia.
Podoba mi się sposób, w jaki spogląda na Margarett, zwlaszcza w tej scenie, kiedy ona nalewa mu herbatę, a także kiedy lekko nachyla się do niej, gdy rozmawiają na podworzu fabryki w 2 odcinku.
Bardzo piękne są sceny rozmów matki z synem, a zwlaszcza rozmowa przed oświadczynami, oboje tu pieknie grają i scena jest naprawde wzruszajaca. Wracałam do niej wielokrotnie.
Oczywiście lubię wszystkie sytuacje, które mają miejsce miedzy Johnem i Margarett, rozmowy, spojrzenia no i oświadczyny, ciekawa scena rozruchów w fabryce, z tym emocjonującym finałem.
Trochę mnie zdziwilo (po pierwszym odcinku czyli zaraz po tym jak wypędzil tego robotnika na końcu 1 odcinka) zainteresowanie nim Margarett w odcinku 2, wyglądalo to tak, (mówię o późniejszych rozmowach i scenie na przyjęciu) jakby była nim naprawde zainteresowana (ogladała się za nim), wydawało mi się to pewną niekonsekwencją, w świetle tego jak zareagowała później na jego oświadczyny (powiedziała przecież, że go nie lubi i nigdy nie lubiła).
Oczywiście nasuwają się porownania z „Duma i Uprzedzeniem”, mówie oczywiście o scenie kończącej drugi odcinek.
Świetną postać stanowi matka Johna, aktorka przykuwa uwagę. Wydaje mi się, że już w jakimś filmie ją widziałam, to musiała być chyba „Kraina Wód” lub „Ukryte pragnienia”.
Aktora grającego Higginsa znam z serialu „W stronę gór” o ratownikach górskich, który był emitowany dwukrotnie w AXN.
Film pozostawia po sobie bardzo miłe wrazenie, a nawet do czego się przyznam.... no trudno niech będzie ....czuje się ściskanie w dołku i motyle w brzuchu .....
2.04.2006
Wlaśnie jestem po dwukrotnym obejrzeniu trzeciego odcinka, Pierwsze wrażenie było takie, że odcinek trzeci jest bardzo smutny, bo i wiele jest w nim smutnych wydarzeń.
Ale przy drugim oglądaniu, znalazłam w nim wiele innych smaków i ciekawych scen, niektóre z nich zresztą sobie potem powtorzyłam parę razy...
Oczywiście najważniejsze było w tym odcinku to, jakim dżentelmenem okazał się John Thornton.
Armitage w ogóle tak gra tą rolę, jakby była skrojona na niego. Przyciąga uwagę, nawet bardziej, niż Margaret. Jest fascynujący.
Zresztą widać, że i zdanie jej o nim ulega zmianie. Pewnie pociągał ją od początku, ale w swoim wewnętrznym przekonaniu miała mu wiele do zarzucenia, chodzi tu o sposób postępowania z robotnikami, i uwazała, że nie może przyjąć człowieka, ktory tak w tej sprawie postępuje.
Jednak przecież w trakcie rozruchów bała się o niego, stanęła w jego obronie przed tłumem. Tu zresztą jego matka domysliła się prawdy, której może nie chciała przyjąć do wiadomości sama Margaret.
Widać wyraźnie, że w rozmowach o nim z innymi, ona staje po jego stronie, broni jego racji, że ma do niego szacunek, czy to w rozmowie z Higginsem, czy bratem.
To że on z kolei teraz stracił szacunek do Margaret, jest dla niej największą przykroscią i karą za sposób, w jaki go odrzuciła.
Oczywiście nie wierzę w jego słowa konczące ten odcinek. To co zrobił dla niej, zrobil dlatego, ze ją kochał. I mimo tego, że ją potępial.
2.04.2006
No dziewczynki piszę do Was, totalnie rozklejona...
Oczywiście obejrzałam ostatni, czwarty odcinek. Dwukrotnie.
Ten film będzie zaliczony do moich najulubieńszych, za co dziękuję serdecznie wszystkim, którzy się przyczynili do tego, że sie o nim dowiedziałam i że mogłam go obejrzeć.
W tym ostatnim odcinku rozczuliły mnie zwłaszcza trzy sceny: kiedy Margaret wraca do Helstone i ma wizję rodziców siedzących pod domem; kiedy John patrzy na tego chlopca przez szybę; i oczywiscie ostatnia, przy ktorej już się zupełnie rozklejam.
Uwielbiam sposób, w jaki Thornton patrzy na Margaret, a już na peronie, kiedy ona wyjaśnia mu te sprawy biznesowe, a on tak się do niej uśmiecha, to już zupelnie.. .chyba też bym go po rękach całowała... choć to zupełnie nie w moim stylu...
No i scena pocałunku... bardzo.........
Richard Armitage po tym filmie, chyba nie moze się opędzić od wielbicielek. Tym bardziej to dziwne, że widziałam jego inne zdjecia i te fragmenty filmu "Sparkhouse" i tam nie robił na mnie takiego wrażenia.
Widać, ze to rola jak dla niego, w niej się całkowicie odnalazl. I nawet podoba mi się jego nos ...hmm.... A w oczach ma coś takiego ... O tym jego głębokim glosie to już nawet nie wspominam...
Bardzo mi się podoba muzyka, to ona buduje nastrój i napięcie. Piękne są też zdjęcia. Gra aktorów - świetna.
Uwielbiam postać matki, przykuwa uwagę, jest niby chłodna, ale dlatego że tak głęboko oddana synowi, ktorego ceni tak bardzo wysoko, że uważa że Margaret nie zasługuje na niego (stąd jej niechętny stosunek do niej), zresztą żadna kobieta według niej, by na niego nie zasługiwała. A to że Margaret go odrzuciła, wzmoglo jej niechęć, że tak go nie umiała docenić.
Margaret była tak niepodobna do kobiet, w ktorych towarzystwie się obracał, była niezależna, wrażliwa na krzywdę ludzką, umiała nawiązać przyjaźń z robotnikami, chciała poznać warunki ich życia, sposób prowadzenia fabryki, była tak różna od jego siostry, innych panien, nawet matki... On nie mógł się w niej nie zakochać.
Jestem pod ogromnym wrażeniem tego filmu.
Wszystkie postaci w tym filmie mi się podobają: jego matka, wspaniała postać, dumna ze swego syna i jego osiągnięć, jej wzrok wyraźnie mięknie, gdy patrzy na syna, i jej matka taka krucha i delikatna, przygnębiona wyjazdem z rodzinnego domu; i jej ojciec trochę nieobecny, żyjący we własnym świecie Platona i Arystotelesa, i pan Bell trochę kpiarski, prowokujący, obserwujący z zaciekawieniem to, co się dzieje między Johnem i Margaret; i Higgins taki prawy, zdeterminowany, ale jednak wewnątrz ciepły; nawet ten inspektor policji, o typowo angielskiej aparycji, co to "wykonuje tylko swoje obowiązki".
Wszyscy mi się podobają...
wszystkie postaci są na miejscu, żadnej bym nie usunęła, wątki poboczne, których nie ma wiele, nie nurzą. Scenariusz jest świetny, dialogi doskonale, zdjęcia piękne... dawno się nie rozpływalam tak w zachwycie nad żadnym filmem... to chyba jakaś choroba... i to zdaje się, że nie tylko ja na nią zapadłam...
Ech, to były piękne, niezapomniane chwile!
trifle - Sob 26 Sty, 2008 12:44
Obejrzałam ten klip. Te pierwsze oświadczyny - sam początek, kiedy Thornton dopiero się "przymierza" - z muzyką w tle, brzmią zupełnie inaczej, jakoś tak błogo, spokojnie.. Ładnie.
nicol81 - Sob 26 Sty, 2008 18:40
| Gosia napisał/a: | | Co do Richarda Armitage to spodobał mi się do tego stopnia, że zajmuje obecnie w moim skromnym rankingu (nie wiem na jak dlugo, ale zawsze...) zaszczytne drugie miejsce zaraz po Colinie. |
Gosia...co to za herezyje... Drugie miejsce??!!
Gosia - Sob 26 Sty, 2008 18:42
Nicol, to było DAWNO. Teraz Rys zajmuje bezapelacyjnie 1 miejsce!
Sama czytałam teraz z zainteresowaniem swoje ówczesne wynurzenia
To w sumie ciekawe, bo zdania nie zmieniłam, kocham ten film nadal i ostatnio go sobie obejrzałam ponownie.
To jest jeden film na milion, skoro potrafi wywołać takie uczucia.
A Ryś od tego czasu podoba mi sie prawie we wszystkim, w czym gra
W końcu dla niego obejrzalam 26 odcinkow "Robin Hooda"?!
asiek - Sob 26 Sty, 2008 21:55
| Gosia napisał/a: | | W ramach "kombatanckich" wspomnień zerknęłam jakie były moje wrażenia po obejrzeniu tego filmu po raz pierwszy |
Ufff, po przeczytaniu nabrałam ochoty na film. Gosiu znowu siejesz wirusa.
Gosia - Nie 27 Sty, 2008 17:35
No to, żeby to uczcić (Harry w stosownym wątku podała link do animowanych avków do Vicara z Dibley)
podam link do avków z North&South:
Animowane avatary z N&S
A w ramach dalszych kombatanckich wspomnień wrzuce fotkę naszych forumowych i northandsouthowych przypinek.
Trzymam je zawsze na biurku, koło komputera
Gosia - Wto 29 Sty, 2008 18:29
Ech, dzis mnie nie opuszczalo "North and South", nawet w pracy. Nie moglam sie oderwac od dwoch teledyskow z tego filmu.
A zwlaszcza od tego- "Memories":
muzyka: The Promise by The Secret Garden
Autor: EscapeToNarnia
http://pl.youtube.com/watch?v=uoMPtm-KT6A
Piekny jest! Piekna muzyka i moja ukochana sepia. To zwolnienie tempa.
Juz sam poczatek mnie rozbraja I juz tylko patrze i patrze.
A drugi klip to już wspomniany- The Story. Song: Lake Constance by Mike Oldfield,
zamieszczony przez: PoleStar00
http://pl.youtube.com/watch?v=IuZaauRUBow
Harry_the_Cat - Pią 01 Lut, 2008 21:19
To chyba może parę osób zainteresować - ktoś probował poskładac nuty (ze słuchu) do N&S - tu: http://community.livejour...aily/70396.html
Anonymous - Sob 02 Lut, 2008 12:12
Na górze strony masz napis profil, wchodzisz i edytujesz co się podoba. Jedno zastrzeżenie avatary muszą być nieruchome
| Mag13 napisał/a: | | i nie wiem, czy sprostać potrafię zadaniu! |
oczywiście, że sprostasz.
Jego nie da się nie-uwielbiać
Witamy na Salonach
Gosia - Sob 02 Lut, 2008 15:20
| Cytat: | | "Bezdyskusyjne jest nasze uwielbienie dla Johna Thorntona. Richard Armitage’a, który kreuje tę postać, jest dla nas uosobieniem boskości. Stawianie mu ołtarzyków, kwiatków, ofiary całopalne i inne oznaki kultu są jak najbardziej wskazane i pożądane" |
Mag13
Nie przejmuj się tym passusem. To trzeba traktować z przymrużeniem oka.
To forum powstało oczywiście na fali uwielbienia dla filmu "North and South", Johna Thorntona i Rysia Armitage`a, ale nikt nikomu nie każe wielbić tego aktora. Zwłaszcza bezkrytycznie. Ja też mam mu czasami coś do zarzucenia.
Oczywiście go kocham ale przyjmuję wszystkie uwagi krytyczne.
Na tym forum znajdziesz osoby, które co prawda lubią postać, jaką stworzył w N&S, lubią nawet jego jako człowieka, ale jego samego jako mężczyzny już tak nie cenią (np. Aine).
Witaj Mag13! Zapraszamy do rozmow.
Gosia - Nie 03 Lut, 2008 11:13
Przypomnę dla tych, którzy tego nie pamietają lub nie wiedzą, że Daniela Denby-Ashe, która gra postać Margaret Hale ma polskie korzenie!!! Czas jakiś temu przetłumaczyłam fragment wywiadu z Danielą, w którym o tym mówi. I teraz go tu przytoczę.
Fragment wywiadu z Danielą Denby-Ashe:
"WG: Lubię Twoje nazwisko: Denby-Ashe. Jest ładne, bardzo klasyczne. Lubię to wymawiać głośno: Daniela Denby-Ashe.
Daniela (ogląda się nerwowo i śmieje się): [..] To jest cała historia z tym moim nazwiskiem. Mój tata przybył tu, kiedy miał 12 lat. Urodził się w Polsce. Nazywał się Mirosław Pszkit. Było to niewygodne do wymówienia. Kiedy przyjechał, niektórzy ludzie nie wiedzieli, jak to należy poprawnie wymawiać. Przed ślubem ojciec i moja mama zajrzeli do książki telefonicznej. Tata znalazł tam nazwisko - Denby, a mama - Ashe. Nie mogli się zdecydować, które z nich wybrać i postanowili je połączyć kreską w środku. Nie nazywam się Pszkit, jak mój tata. Urodziłam się i w akcie urodzenia nadano mi nazwisko Denby-Ashe
WG: Wspaniala historia. Twoja mama wyemigrowała do Wielkiej Brytanii ?
Daniela: Nie, urodziła sią tutaj, ale oboje jej rodzice urodzili się w Polsce. Jej matka była Francuzką, więc moje pochodzenie jest raczej francuskie i polskie. [...]
WG; Ale Twoi rodzice poznali się na jakimś angielsko-polskim spotkaniu czy coś takiego...
Daniela: Spotkali się w hotelowym holu. Po prostu to zbieg okoliczności, że oboje byli Polakami. "
Tłumaczenie: Gosia
zrodlo: (http://www.btinternet.com/~biffoman/daniela/interview.html - całość zawiera sprawy nieistotne dla nas):
Dodam, że podobno Daniela biegle włada trzema językami: angielskim, polskim i francuskim.
Gosia - Pon 04 Lut, 2008 20:48
Wnosząc z ostatnich słów, znasz jego rolę Guya z Gisborne w "Robin Hoodzie".
Ten film może nie jest najwyższych lotów, ale Ryś (sorki, ale czasami go tu tak pieszczotliwie nazywamy ) się w nim broni. Poza tym zagrał jeszcze ciekawą rolę Johna Standringa w "Sparkhouse" (współczesna wersja "Wichrowych Wzgórz") , a także Moneta w "Impresjonistach".
Tak naprawdę jednak dał się poznać właśnie w "North and South" - myślę, że póki co to jednak John Thornton jest rolą jego życia.
Cieszę się, że mówisz o głosie Rysia, bo on jest faktycznie fantastyczny, czasem słucham sobie samej ścieżki dźwiękowej z filmu, żeby się nim nasycić.
Gaskell w ogóle była "wrażliwa społecznie", inna jej powieść "Mary Barton" (nie wiem czy ją znasz) też jest poświęcona relacji i konfliktowi: robotnicy - właściciele fabryk ( i tam także jest wątek miłosny, choć nie jest tak ekscytujący jak w N&S).
Może właśnie dlatego ta powieść została u nas wydana w 1956 r, a "North and South", gdzie jest mowa o pastorze i możliwości porozumienia między robotnikami a panami (w pewnym stopniu na bazie chrześcijańskiego humanitaryzmu, jeśli mogę to tak niezręcznie nazwać )- już nie.
A propos strajków, jeśli interesujesz się tymi sprawami, to wiem, że jest taki artykuł na ten temat pt.:
Mgr Karolina Kołodziej (UŁ), Wspólne motywy w literackim obrazie strajku i lokautu w Manchesterze (E. C. Gaskell "Mary Barton") i Łodzi (M. Gawalewicz "Wir" i K. Laskowski "Lokaut") . Było to pokłosie konferencji naukowej REWOLUCJA LAT 1905-1907: literatura, publicystyka, ikonografia. Wciąż sobie obiecuje, że dotrę do tej pozycji (bo książka została wydana) i wspomniany artykuł przeczytam.
Dodam jeszcze, że do polskiego wydania powieści "Mary Barton" został dodany wstęp, o którym pisałam tu:
http://forum.northandsout...p?p=14914#14914
Wiem, że bardziej Cię interesują sprawy niemieckie, ale zawsze warto wspomnieć, może się przyda.
Bardzo serdecznie jeszcze raz witam na forum i cieszę się, że do nas trafiłaś
Gosia - Śro 06 Lut, 2008 20:07
Jako przyczynek do dyskusji, zamieszczę ciekawy artykuł (później ten post prawdopodobnie przeniosę do odpowiedniego wątku).
Nie mówi tylko o dzieciach, ale także o fabrykantach i życiu w Manchesterze w I połowie XIX wieku
Los dzieci w Anglii
Robert Owen o skutkach systemu fabrycznego w Anglii
Utarło się w okręgach fabrycznych, że rodzice posyłają swych siedmio - czy ośmioletnich synów i córki - zimą i latem, o szóstej rano, czasem więc po ciemku, kiedy niekiedy w mróz i śnieg - do fabryk, gdzie panuje często wysoka temperatura, szkodliwa dla zdrowia ludzkiego, i gdzie zatrudnieni pracują częstokroć do dwunastej w południe, po czym mają godzinę na obiad i znów powracają do pracy, która w większości wypadków trwa do ósmej wieczór.
Dzieci muszą bez przerwy harować na samo wyżywienie: nie przyzwyczajono ich do niewinnych, zdrowych i rozsądnych zabaw; a choćby je nawet poznały, nie daje się im na nie czasu. Ustanie pracy - oto jedyne znane im odprężenie. Ci, którzy ich otaczają, bytują w takich że warunkach. Toteż gdy dzieci wyrosną na młodych ludzi, stopniowo zaczynają ich przyciągać (młodych mężczyzn głównie, ale nierzadko i dziewczęta) niezdrowe rozrywki w postaci szynków i pijaństwa: skłania ich do tego codzienna ciężka praca, brak lepszych nawyków i pustka zaniedbanego umysłu.
Cóż dziwnego, że taki system wytwarza ludność słabą na ciele i umyśle, obciążoną nałogami, które niszczą ich własny i ich otoczenia dobrobyt oraz przyprawiają o uwiąd ich społecznie dodatnie skłonności. Człowiek w takich warunkach obserwuje, że wszyscy dookoła niego na łeb na szyję zdobywają indywidualne bogactwo, zgoła nic sobie nie robiąc z człowieka pracy, z jego potrzeb, nawet z jego cierpień - co najwyżej skazują go na upokarzająca parafialną jałmużnę, która zamyka serca ludzkie i przyczynia się do powstawania tyranów i niewolników. Dzisiaj człowiek służy jednemu panu, jutro drugiemu, pojutrze trzeciemu i czwartemu, aż wreszcie wszelka więź pomiędzy pracobiorcą a pracodawcą sprowadza się tylko do względu na doraźny zysk, jaki jeden może wyciągnąć z drugiego.
Przedsiębiorca uważa robotników tylko za narzędzie zysku, oni zaś ordynarnieją i zwierzecieją do tego stopnia, że jeżeli temu nie zaradzą nowe, mądre prawa, jeżeli się nie ulepszy warunków życia tej warstwy, kraj pogrąży się niedługo w anarchii straszliwej i być może już nieuleczalnej.
Bezpośrednim celem tych spostrzeżeń jest: doprowadzić do owego polepszenia, zażegnać ową groźbę. Jednym zaś po temu środkiem będzie uchwała parlamentu, która:
1) prace w zakładach mechanicznych ograniczy do dwunastu godzin dziennie, w tym półtorej godziny na posiłki.
2) zakaże zatrudniać w zakładach mechanicznych dziatwę poniżej lat dziesięciu, przy czym dzieci poniżej lat dwunastu nie będą mogły pracować więcej niż sześć godzin dziennie.
Te zmiany - o ile się je wprowadzi z pominięciem wszelkich względów partyjnych i natychmiastowego zysku. a jedynie dla dobra ogólnego - okażą się zbawienne dla dziecka, dla rodziców, pracodawcy i państwa
James P. Kay-Shuttleworth o warunkach pracy i życia
w Manchesterze w 1832 r.
Robotnicy fabryk bawełny wstają o piątej rano, od szóstej do ósmej pracują, by wrócić na 30-40 minut do domu na śniadanie, składające się przeważnie z herbaty, kawy i pieczywa, wracają do fabryk na trzy godziny, by o dwunastej znów wrócić do domu. tym razem na obiad. Wśród tych z najniższym uposażeniem obiad to gotowane ziemniaki, smalec. masło czy czasami kawałek mięsa. Rodzina pospiesznie zjada, po czym wszyscy wracają do swoich zajęć. Praca w fabryce trwa średnio do siódmej wieczorem, godzinie, o której przychodzi czas na odprężenie i ostatni posiłek, zazwyczaj trochę chleba i herbata z niewielką ilością alkoholu.
Charles C.F. Greville o sytuacji ubogiej ludności angielskiej
Jednakże badania warunków panujących w różnych parafiach zwróciły uwagę na zatrważające wypadki nędzy i nieszczęścia. Wczoraj przybył pewien człowiek z Bethnal Green przywożąc raport o sytuacji w tym rejonie. Wszyscy tam zajmują się tkactwem; tworzą oni rodzaj odrębnej społeczności; tam się rodzą, tam żyją i pracują, tam tez umierają. Nie przenoszą się nigdzie indziej ani nie zmieniają swego zajęcia, nic innego robić nie umieją. Ilość ich zwiększa się w sposób pozostający w sprzeczności z wszelkimi zasadami populacji - w ciągu 2 lat potroiła się niemal, wzrastając z 22 tysięcy do 62 tysięcy. Większość z nich jest bez pracy i znaleźć jej nie może. 1 100 osób stłoczono w przytułku, w którym na jedno łóżko przypada ich piec lub sześć. 6 tysięcy otrzymuje pomoc parafialna. Parafia jest zadłużona; z każdym dniem rośnie liczba nędzarzy, a maleje ilość podatników. Ci ostatni to głównie drobni sklepikarze rujnowani przez podatki. Cały rejon pogrążony jest w upadku i beznadziejnej nędzy, mimo to jego mieszkańcy mnożą się i podczas gdy dorośli są niechlujni i przygnębieni. jak gdyby ugięci pod ciężarem swej niedoli i nędzy, dzieci chowają się dobrze i są zdrowe. Zapytaliśmy człowieka. który przybył stamtąd, co mogłoby im pomóc. Odpowiedział; "praca", a pracy dla nich nie ma.
Eugene Buret o warunkach życia dzieci w Manchesterze
w pierwszej połowie XIX w.
Ktokolwiek przechadzał się po biedniejszych dzielnicach Manchesteru, ktokolwiek, szczególnie w niedziele, zapuszczał się w to mrowisko, dziwił się zapewne na widok takiej liczby dzieci biegających boso. w podartych koszulach. umorusanych i źle uczesanych. Te dzieci między drugim a dziesiątym rokiem życia tłoczą się wszędzie, obierają sobie za miejsca zabaw śmietniki i błotniste kałuże. Radość ich spojrzeń to chwilowy i iluzoryczny triumf ludzkiej natury, która potrafi przetrwać tak hańbiące warunki bytu. Przechodzień mógłby jeszcze uwierzyć w ich szczęście, gdyby nie natrętnie powracająca wizja okropnego przeznaczenia, które ciąży na nich niczym fatum i czuwa nad ich losem. Tak przebiega dzieciństwo, z dala od kościoła, szkoły, bez jakiejkolwiek opieki. Te dzieci są wolne, jednak każdy dzień tej wolności przybliża do zgubnego jutra.
Począwszy od osiągnięcia wieku sześciu lat dzieci są już wysyłane przez rodziców do pracy w mieście. Z reguły mogą do domu nie wracać bez pieniędzy. Zaczepiają ludzi, żebrząc o jałmużnę, szukają jakiejkolwiek pracy, a już w wieku dwunastu lat niektóre decydują się kraść i prostytuować. Ich los wdaje się z góry przesadzony.
Eugene Buret o zatrudnianiu nieletnich i dzieci w przemyśle angielskim
Przemysł jako taki poszukuje nowych, mniej wprawnych, ale za to tańszych robotników. Najmilej widziane są małe dzieci, których zarobki są w porównaniu z pensją wykwalifikowanego robotnika wręcz śmieszne. Niektóre fabryki obywają się bez pełnoletnich pracowników do tego stopnia, że interweniować muszą władze administracyjne w celu przywrócenia odpowiedniej równowagi. Prawdziwi pracownicy są powoli zwalniani, pozostaje im tylko zająć się rzemiosłem czy próbować ubiegać się o bardziej odpowiedzialne stanowiska w swoich manufakturach. Weźmy na przykład pod lupę przemysł włókienniczy. Tam gdzie kiedyś pracował jeden mężczyzna, można znaleźć kilkoro dzieci czy kobiet, które wykonują podobną pracę za głodowe pensje. Gdy pomyśleć jeszcze o postępującej mechanizacji, można wróżyć na najbliższą przyszłość ogromne bezrobocie.
za:
http://wmachura.webpark.pl/page118.html
Robert Owen (1771-1858) - reprezentował ideologię socjalizmu utopijnego w Anglii. Jako udziałowiec zespołu fabryk włókienniczych w New Lanark dokonał szeregu eksperymentów, zmierzających do poprawy warunków pracy robotników i podniesienia poziomu ich kultury. Zabiegał o rozszerzenie ustawodawstwa fabrycznego, mającego chronić interesy robotników.
To jego pisma studiował Richard Armitage przygotowując się do roli Thorntona.
Dziennik Charlesa Greville‘a (1794-1865) jest ilustracją ewolucji monarchii angielskiej w pierwszej połowie XIX wieku.
James P. Kay-Shuttleworth (1804-1877), napisał m.in. pamflet "The Moral and Physical Condition of the Working Classes Employed in the Cotton Manufacture in Manchester"
Eugene Buret, francuski socjalista (1810 - 1842). Autor pracy " La misère des classes laborieuses en Angleterre et en France"
Admete - Śro 06 Lut, 2008 21:10
Cóż w wielu miejscach na świecie dzieci nadal pracuja w podobny sposób, a u nas zatrudnia się za psie pieniądze mniej wykwalifikowane osoby...
Loana - Czw 07 Lut, 2008 10:32
Gosiu, czy ja już Ci pisałam, że jesteś wspaniała??? Tyle wiadomości, tyle zainteresowania - OGROMNIE CIĘ PODZIWIAM i doceniam Twój trud włożony w uświadamianie takiej szarej masy, jaką jestem . Dziękuję!!!
A wracając do tematu, to zastanawia mnie fakt wypuszczania pracowników na przerwy jedzeniowe - czy to się opłacało? Zawsze myslalam, ze w fabrykach byly zmiany. Malo znam w dzisiejszych czasach firm, ktore stosuja przerwy na jedzenie -_-'.
Gosia - Czw 07 Lut, 2008 11:56
Dziękuję, Loano
| Cytat: | | Robotnicy fabryk bawełny wstają o piątej rano, od szóstej do ósmej pracują, by wrócić na 30-40 minut do domu na śniadanie, składające się przeważnie z herbaty, kawy i pieczywa, wracają do fabryk na trzy godziny, by o dwunastej znów wrócić do domu. tym razem na obiad. Wśród tych z najniższym uposażeniem obiad to gotowane ziemniaki, smalec. masło czy czasami kawałek mięsa. Rodzina pospiesznie zjada, po czym wszyscy wracają do swoich zajęć. Praca w fabryce trwa średnio do siódmej wieczorem, godzinie, o której przychodzi czas na odprężenie i ostatni posiłek, zazwyczaj trochę chleba i herbata z niewielką ilością alkoholu. |
Przyznam się, że mnie też to zainteresowało. Jest przecież w filmie sekwencja wychodzenia robotników na przerwę (to spotkanie Higginsa z Margaret na schodach).
Czyli w sumie były takie dwie przerwy: na śniadanie (o 8.00) i obiad (12.00).
A praca trwała łącznie od 6.00 do 19.00. Przerwy z pewnością rozbijały rytm pracy.
Thornton zorganizował miejsce na obiady dla robotnikow, oni sami składali się na produkty, gotowała siostra Bessy. Było to z pewnością spore udogodnienie, bo cena takiego posilku mogła być niższa.
Robert Owen byl takim inicjatorem zmian w sytuacji robotnikow.
W swojej szkockiej przędzalni bawełny Owen wdrożył własne teorie, które miały zapewnić ludzkości postęp. Były to pierwsze reformy socjalne. M. in. skrócił czas pracy dorosłych z 17 do 10 godzin dziennie. Zabronił zatrudniania dzieci poniżej 10 lat. Zniósł system kar. Przyczynił się do reformy angielskiego prawa pracy, co zostało w 1819 roku uwieńczone ustawowym zakazem pracy dzieci poniżej lat 9. Ponadto wprowadził u siebie wiele urządzeń patronalnych jak domy robotnicze ze stołówkami, kasy oszczędności, kasy chorych i emerytalne, spółdzielnie konsumentów, szkoły dla dzieci robotników, sprzedaż towarów po kosztach własnych. W oparciu o pomysły Owena zaczęły powstawać związki zawodowe oraz spółdzielnie produkcyjne i spożywców. Pierwsza spółdzielnia w Rochdale w 1844 roku.
http://historia-mysli-eko...izm:robert-owen
Oczywiście Robert Owen nie był pewnie pełnym pierwowzorem postaci Johna Thorntona, ale...
Trochę na jego temat:
Owen wychowywał się w atmosferze przepojonej duchem religijności i skromności. Jego ojciec był drobnym rzemieślnikiem, parającym się siodlarstwem. Jak sam napisał w autobiografii Owen o sobie: jako siedmioletni chłopiec autor został pomocnikiem w szkole elementarnej [...] kiedy miał 9 lat, jeden z sąsiadów w jego mieście rodzinnym (na kresach księstwa Walii) wziął go do pomocy w sklepie towarów kolonialnych i sukienniczych. Tak zaczęła się kariera zawodowa Owena. Już rok później (w wieku 10 lat!) powędrował do Londynu w poszukiwaniu pracy, i tam zawarł umowę na trzy lata z magazynem towarów włókienniczych w mieście Stamford. Od tego czasu sam się utrzymywał.
Jego przełożony niejaki pan McGuffog, sukiennik, posiadał wcale pokaźną bibliotekę, w której żądny wiedzy chłopak, mimo zawodowych obowiązków, potrafił spędzać pięć godzin dziennie. Tu po raz pierwszy zetknął się z dziełami mistrzów oświecenia z Johnem Locke’m na czele.
W następnych latach Owen systematycznie awansował, pracując nieraz po 16 godzin na dobę (nie było to zresztą wówczas niczym niezwykłym). Nie mając jeszcze 18 lat założył, pożyczywszy od brata 100 funtów, własne przedsiębiorstwo w Manchesterze – nowej, perspektywicznej, dynamicznie rozwijającej się bawełnianej "ziemi obiecanej". [..] Bogaty przemysłowiec Drinkwater zaproponował Owenowi stanowisko menedżera w swojej nowej przędzalni. [..] Niepełna dwudziestodwuletni Owen zatrudniał wtedy 500 robotników, mężczyzn, kobiet i dzieci, którzy obsługiwali te wówczas jeszcze rzadkie przędzarki mechaniczne. Jego zakład stanowił awangardę rewolucji przemysłowej. Młody menedżer, znający już na wylot prawidła rynku włókienniczego, szybko zdał sobie sprawę, jak opłacalne może być przetwórstwo amerykańskiej bawełny, i dzięki temu stał się jednym z najlepszych ekspertów tej gałęzi przemysłu. W tym samym czasie wstąpił do modnego Towarzystwa Literacko-Naukowego, gdzie zetknął się z najwybitniejszymi umysłami epoki.[..] Nieustannie awansował. W 1797 roku został menedżerem Charlton Twist Company, działającej głównie na rynku szkockim. Podczas jednego z pobytów w Szkocji poznał Davida Dale’a, właściciela fabryk w New Lanark. Znajomość okazała się bardzo owocna: wkrótce Owen ożenił się z córką znajomego, a w 1800 roku stał się współwłaścicielem zakładu teścia, rozpoczynając największą przygodę swego życia.
Zarządzając fabrykami New Lanark, rozmieszczonymi na 150 akrach i zatrudniającymi 2 tys. ludzi, Owen stał się znany w całej Europie. Potężne, lecz zaniedbane i źle prowadzone zakłady przemienił w kwitnący raj kapitalizmu. Jednocześnie był pionierem w sferze praw socjalnych dla pracowników, co współcześni uważali za fanaberie ekscentryka.[..]
Kiedy młody Robert Owen zjechał w 1800 roku do małej przemysłowej osady New Lanark, ujrzał przed sobą cztery przędzalnie bawełny, wielką wytwórnię maszyn, spore gospodarstwo rolne i osiedle robotnicze zamieszkane przez 2 tys. osób. To miało być jego królestwo. Miasteczko niczym nie różniło się od innych osad przemysłowych, powstających jak grzyby po deszczu w gwałtownie rozwijającej się Wielkiej Brytanii. Dzieci, nawet sześcioletnie, pracowały na równi z dorosłymi, przeważnie kilkanaście godzin na dobę. Istniejące gdzie niegdzie szkoły czy przytułki – skutek inicjatyw dobroczynnych i filantropijnych, nie wystarczały wobec rosnącej błyskawicznie liczby robotników. Chaos typowy dla wszystkich okresów przejściowych – a takim była epoka narodzin nowoczesnego kapitalizmu – owocował zaniedbaniem edukacji pracujących dzieci, strasznymi warunkami sanitarnymi, mieszkaniowymi. Wrażliwy kapitalista postanowił to zlikwidować.
Po zracjonalizowaniu zarządzania zakładami uznał, wbrew ówczesnym ekonomistom i teoretykom, że poprawa losu pracowników podwyższy, a nie obniży, zyski przedsiębiorstwa. Jego polityka w stosunku do zatrudnionych uderzająco przypomina dzisiejsze, uregulowane prawnie stosunki w zakładach pracy. Działalność Owena w tym względzie była tak nowatorska, że długo nie spotkała się z uznaniem samych zatrudnionych. Nieufność przełamała jego postawa podczas kryzysu w przędzalniach brytyjskich, kiedy w 1806 roku Stany Zjednoczone nałożyły embargo na eksportowaną bawełnę. Owen, w przeciwieństwie do innych przedsiębiorców, nie zwolnił ani jednego pracownika. Jak pisze Thomas, pełne stawki płacono za utrzymywanie maszyn w czystości i porządku i to przez 4 miesiące. Ten zasiłek w wysokości pełnej pensji kosztował 7 tys. funtów. Przedsiębiorcy pukali się w czoło. Owen podczas przesłuchania przed komisją Izby Gmin oświadczył: zawsze uważałem, że te 7 tys. funtów były najlepiej zainwestowaną częścią naszego kapitału.
Szkoły dla dzieci robotniczych w New Lanark należały do cudów swej epoki. W latach 1815–1825 odwiedziło zakłady i przyzakładowe szkoły co najmniej 20 tys. turystów, a wśród nich przyszły car Mikołaj I. Owen założył trzy typy szkół. Pierwszy – właściwie żłobek połączony z przedszkolem – był przeznaczony dla dzieci do 6 roku życia, drugi dla uczniów do 10 roku życia, trzeci dla młodzieży starszej, nawet dwudziestopięciolatków. Te ostatnie pracowały w trybie wieczorowym. W sumie w 1806 roku do szkół uczęszczało prawie 800 osób.
Metody wychowawcze w tych placówkach także wyprzedziły swą epokę. Były całkowicie świeckie i laickie, dzieci otaczano w nich atmosferą życzliwości, w nauczaniu posługiwano się pomocami wizualnymi, latem urządzano zajęcia na dworze, nie zaniedbywano wychowania fizycznego. Obowiązek nauki dotyczył tak chłopców, jak i dziewczynek. Znaczenie jakie Owen przywiązywał do działalności szkół było efektem jego fascynacji pismami Locke’a, szczególnie przekonaniem, że psychikę dziecka można w 100 procentach ukształtować w procesie wychowania.[..]
za:
http://www.mowiawieki.pl/...?id_artykul=358
Gosia - Nie 10 Lut, 2008 14:45
I jeszcze coś o sytuacji w Manchesterze:
W roku 1829 było w Manchesterze 1088 przędzarzy, pracujących w 36 fabrykach. W 1841 r. było ich już tylko 448, a robotnicy ci obsługiwali o 53.353 wrzeciona więcej niż 1088 robotników z 1829 r.
Z :Karol Marks, Mowa o zagadnieniu wolnego handlu. Wygłoszona dnia 9 stycznia 1848 r. w Towarzystwie Demokratycznym w Brukseli.
Na co mi przyszło? Żeby Marksa czytać?
Luddyści czyli wojna z przemysłem (fragment)
Początek drugiej dekady dziewiętnastego wieku był początkiem wojny jaką rzemieślnicy wydali rozwijającemu się społeczeństwu industrialnemu. Ruch rzemieślników sprzeciwiających się industrializacji rozwinął się w północnych hrabstwach Yorkshire, Lancashire, Cheshire, Derbyshire i Nottinghamshire. Rozbito tysiące maszyn, podpalono fabryki, rozganiano handlujących przemysłowców a przede wszystkim wzbudzono nadzieję na wyjście z czarnej przyszłości jaka rysowała się dla większości społeczeństwa Anglii.
POWSTANIE NOWEGO UKŁADU SPOŁECZNEGO I ZBURZENIE STAREGO
Rewolucja Przemysłowa mająca miejsce między 1780 a 1830 rokiem zmieniła całkowicie realia społeczne w Anglii a następnie na całym świecie. Społeczeństwa na całym globie zamieniały się w tą samą monokulturę. Porównajmy styl pracy rzemieślników na początku i w trakcie rewolucji przemysłowej. Jest rok 1780. Typowy tkacz pracuje w domu, który jest jego warsztatem. Kiedy znużony jest pracą wychodzi do ogrodu przed domem i uprawia warzywa, którymi karmi rodzinę. W obydwu zajęciach wspomagany jest przez żonę i dzieci. Przemysłowiec dostarcza surowców , a następnie sprzedaje na rynku gotowe produkty. Robotnicy pracują jedynie tyle by starczyło na zapewnienie spokojnego bytu dla swej rodziny. Praca jest dopełnieniem życia a nie odwrotnie(!).
A teraz przyjrzyjmy się sytuacji tych samych ludzi w roku 1814. W Manchesterze zbudowano setki fabryk wysokich na pięć, sześć pięter. Każda z nich ma komin wydalający z siebie czarny dym wskazujący na obecność silników parowych. Nad miastem unosi się wielka czarna chmura. Przez nią domy zmieniają swój kolor na czarny. Rzeka płynąca przez miasto przypomina jakiś kocioł z dziwną mazią. Olbrzymie przędzarki potrzebują wielu rąk pracujących bez ustanku – przydają się nawet dzieci. Fabryki zbudowane zostały nie tylko z powodu technicznych innowacji, ale także po to by kontrolować i ograniczać wpływy klas niższych. Widmo rewolucji nie spędzało snu z powiek bogaczy. Prawa grodzeniowe dały bogatym władzę nad ziemią. Teraz należało zrobić cos podobnego w miastach. Należało złamać ducha biednych. Jeden z osiemnastowiecznych pionierów industrializmu wymyślił projekt uczynienia biednych wydajnymi – wpadł mianowicie na pomysł stworzenia Domów Terroru gdzie biedni pracowaliby przez 14 godzin na dobę a wszelkie niezadowolenie karałoby się głodzeniem. pokolenie później Dom Terroru stał się rzeczywistością, zmieniając jedynie nazwę. Teraz była to fabryka.
Fabryka oznaczała nieskończenie długi dzień pracy, straszliwe zanieczyszczenie, niebezpieczne warunki pracy, brak higieny, panoszące się wirusy, wczesną śmierć, dietę głodowa i kompletny brak wolności. Nikt nie szedł do fabryki z chęcią. Mężczyźni, wdowy po kolejnej wojnie, młode kobiety i często dzieci żyli w systemie opisanym przez jednego z mieszkańców Yorkshire w 1830 roku następującymi słowami: „jest to stan absolutnego niewolnictwa gorszy niż ten piekielny system zwany niewolnictwem”. Jeden z lekarzy opisały w 1831 roku robotników Manchesteru jako „rasę zdegenerowaną – ludzi skarlałych, wycieńczonych i zdeprawowanych”. Podobnie jak rolnicy byli wydziedziczeni przez system grodzenia tak samo rzemieślnicy popychani byli z sytuacji względnej autonomii do kompletnej zależności. Całe regiony, tysiące społeczności rozbijano tylko po to by zaspokoić mrzonki właścicieli fabryk. Większość populacji miała do wyboru głód na ulicy albo bycie niewolnikiem marnej pensji w fabryce przypominającej nowoczesne więzienie. Tak rozwijały się miasta a z nimi ludzka bieda. Pisano petycje do parlamentu, organizowano spotkania i wiece, ale wszystko to zdało się na nic. Liczyć można było tylko na siebie. I tak tkacze wzięli sprawę w swoje ręce.
Dalej jest o luddystach, ale ten temat sobie daruję, bo Gaskell w swoich książkach tego tematu nie porusza.
za:
http://innyswiat.most.org.pl/12/luddysci.htm
Gosia - Nie 10 Lut, 2008 18:31
No właśnie, jak dowiedziałam sie, że Ryś do roli Thorntona czytał Engelsa, to trochę się zdziwiłam, ale na zachodzie nie mają takich oporów jak my, bo nie mają niedobrych skojarzeń.
A w końcu Engels był synem właściciela zakładów włókienniczych w Manchesterze, i napisał pracę: Położenie klasy robotniczej w Anglii (1845).
Gosia - Śro 13 Lut, 2008 20:05
Specjalna edycja "North and South" z walentynkową okladką pojawila się w Play.com i w sklepie BBC:
N&S w sklepie BBC kosztuje 9,99 Ł.
BBC wypuscilo specjalne walentynkowe reedycje niektorych filmow z okładkami na których są wizerunki męskich "łamaczy" serc niewieścich
Wszystkie ceny promocyjne! Promocja walentynkowa.
http://www.bbcshop.com/
Znalazlam jeszcze Elizabeth Gaskell Boxset (6 Discs):
Pudelko zawiera:
Cranford:
North And South:
Wives And Daughters:
http://www.play.com/DVD/D...&searchsource=0
Cena: 47 funtów.
Zarowno w Play.com jak i w sklepie BBC.
Pre-order. Box ukaże się 17.03.2008
|
|
|