To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2

Dione - Pią 20 Lip, 2007 12:55

W tych fragmentach Darcy się naprawdę jak d... zachowuje.
A ja wracam do mojej ulubionej kwestii - Dy + Georgianna = :serce2:

Alison - Pią 20 Lip, 2007 12:57

Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
Ona oczywiście przynosi zaszczyt twojej trosce i tolerancji

Tolerancji... :? Czy Darcy jest tolerancyjny ? :mysle:


No toleruje to co sobie wymysliła na swój temat Georgiana. Nie popiera tego, ale to toleruje, tzn. nie zabrania jej sie "entuzjazmować" :wink: Przecież jako starszy brat z pewnością mógłby jej tego zabronić, wywalić jej wszystkie książki, odesłać panią Annesley itp. Myślę, że jest wystarczająco stanowczy na takie działania.

Maryann - Pią 20 Lip, 2007 13:00

Jest - względnie - tolerancyjny w stosunku do osób, które kocha lub na których mu zależy. Natomiast co do reszty...
Czy to więc tolerancja, czy raczej miętkie serce ? :wink:

Maryann - Pią 20 Lip, 2007 13:29

Dione napisał/a:
A ja wracam do mojej ulubionej kwestii - Dy + Georgianna = :serce2:

zaiste, konsekwencja godna podziwu... :lol:

Dione - Pią 20 Lip, 2007 13:40

Bo mi tak od momentu, gdy Dy się pojawił, tak pasowało :rumieniec:
Maryann - Pią 20 Lip, 2007 13:42

Darcy'emu jakoś na razie nie pasuje, bo o jakieś niecne zamiary kumpla podejrzewa... :wink:
Dione - Pią 20 Lip, 2007 13:45

Bo Darcy wciąż widzi w siostrzyczce dziewuszkę z rumianymi policzkami, cienkimi warkoczykami i bez przednich ząbków, która mu do kolana sięga i pod stołem przechodzi na baczność.
Maryann - Pią 20 Lip, 2007 13:48

W rzeczy samej. A nawet afera z Wickhamem nie wpłynęła na zmianę tego światopoglądu, bo on się przecież połaszczył na kasę, a nie na wdzięki Georgiany...
Dione - Pią 20 Lip, 2007 13:56

Taa... Siostra dla brata niegdy nie będzie kobietą. Prędzej ją za kosmitę uzna, niż za płeć inną.
Alison - Sob 21 Lip, 2007 08:07

Dziś kobietki - bita śmietana czyli dużo dywagacji na wiadomy temat. Wisienka będzie jutro :wink:

Rozdz. IV, cz. 5
Nareszcie został sam! Uspokojony zamkniętymi drzwiami garderoby, Darcy słuchał czy Fletcher zakończył przygotowania do następnego ranka i czy w końcu wyszedł już do swoich pokoi. Wraz z trzaśnięciem drzwi pokoju lokaja, Darcy porzucił utrzymywanie, solennie sobie przyrzeczonej postawy człowieka, który radzi sobie ze wszystkim. Uczucie to nagle przeszyło go na wskroś, i przez chwilę, pomniejszyło ucisk w piersi. Przez chwilę mógł wziąć głęboki oddech i uwierzyć, że ta noc będzie taka jak wszystkie inne. Przez chwilę. Potem przyszła ona, jak przychodziła każdej nocy od jego powrotu, gdy tylko zostawał sam na sam ze swoimi myślami, a zjadliwa domieszka złości i udręki w sercu, skrywane za dnia, mogły w końcu ujawnić się w całej krasie.
Owinąwszy się ciasno szlafrokiem, Darcy podążył za nią do paleniska i przysunął fotel najbliżej do jarzącego się żaru. Był chłodny kwiecień, podtrzymywanie ognia ciągle było niezbędne nocą, zrzucił zatem swoje pantofle i wyciągnął stopy, by skorzystać z ciepła. Bóg wiedział, prychnął Darcy, jaką odczuwał pustkę. Nie, dla panny Elizabeth Bennet był niegodziwcem o zimnym sercu, który znajdował radość w rujnowaniu zasłużonego młodego człowieka i niweczeniu nadziei wszystkich panien, gdziekolwiek spocznie jego pogardliwe spojrzenie. Wpatrywał się z fotela w żar paleniska i wiedział, że jeśli przymknie oczy, będzie mógł ją tam zobaczyć.Uśmiechnął się ponuro i powoli potrząsnął głową, "Nie, panno Bennet, nie życzę sobie, żeby pani katalogowała mi tu szeroką gamę moich wad".
Wzrok Darcy'ego spoczął na karafce brandy stojącej obok. Nie, potencjał ciepła w tym naczyniu był kuszący, a mglistość, którą by spowodowało, jeszcze bardziej, ale byłby przeklęty gdyby pozwolił jej wpędzić się w pijaństwo i obrócić swoje życie w zwyczajną, żałosną tragedię! Jego życie! Jego życie było wystarczjąco dobre, dopóki Charles Bingley nie wbił sobie do głowy nabycia wiejskiej posiadłości i nie nakłonił go do nadzorowania swojej transformacji we właściciela ziemskiego. Dlaczegóż się na to zgodził? Litość? Nuda? Gdybyż tylko nie uległ błaganiom Bingley'a, w ogóle nie pojawiłby się w Hertfordshire ostatniej jesieni. Nie spotkałby...jej. Ta myśl spowodowała ostry ból w piersi. Nawet teraz, czy nie chciałby nigdy poznać Elizabeth, pierwszej i być może jedynej kobiety, która wypełniła mu zarówno ciało, jak i duszę, która mogła po prostu stanąć przeciw niemu w słownej potyczce, a jednak wzniecić w nim podziw i pożądanie?
- Elizabeth - jęknął Darcy, zasłaniając czoło rękami. W Kent stwarzała wszelkie pozory tego, że mogłaby go przyjąć. Jej wizyty w Rosings były tak pełne życia, a jej zachowanie względem niego takie uprzejme. Tak, kpiła sobie z niego cały czas, ale wiedział, że taki ma sposób bycia. Jego uwagę, że ona uwielbia wyrażać nie swoje opinie, przyjęła ze zgorszonym śmiechem, ale nie sprzeciwiła się jej. Zauważył potwierdzenie w znajomym drgnięciu jej powiek. Ich spacery były traktowane tak formalnie. Ledwie można przyznać, że to prawda. Ale on zachowywał się tak, by dać jej to do zrozumienia, a ona nie dawała mu żadnego powodu, by sądzić, że popełnia błąd czyniąc jej awanse. Jednak ona boleśnie poinformowała go, że od pierwszej chwili ich znajomości w Hertfordshire poczuła do niego awersję! Darcy opadł na oparcie fotela, jego umysł walczył, by ułożyć w całość wszystkie kawałki tej układanki, jaką była Elizabeth Bennet.
Wiedział, że uraził ją na zabawie w Meryton i zrobił zbyt mało by złożyć jej publiczne przeprosiny, by zadowolić własną skruchę. Faktem jest, przypomniał sobie kiedy temat go nieco ożywił, że ona była tylko wiejską dziewczyną, którą poprosił do tańca przy okazji następnej wizyty. Czy to nie było wystarczjąco publiczne stwierdzenie, na jakie tylko mógł sobie pozwolić? Uwierzył, że ona przyjęła jego wstępne poczynania. Czyżby wciąż żywiła do niego urazę? Darcy rozważał taką możliwość. To nie leżało w jej naturze. Wtedy, był już Wickham. Darcy zacisnął zęby. Było oczywiste, że ten Wickham wsączył jej truciznę w ucho, opowiadając o życiu w Kympton, podczas jego przyjazdu do Hertfordshire, to było, bez wątpienia, powodem tego jej śledztwa na balu w Netherfield. Gdybyż tylko znał wtedy wagę tych pytań! Podejrzewał wtedy, że Wickham maczał w tym palce, ale nigdy nie podejrzewałby nawet jak haniebny był rodzaj opowieści, w które Elizabeth uwierzyła.
Darcy przetarł oczy i przeczesał palcami włosy. Przynajmniej ona już nie będzie wykorzystywała tej historii Wickham'a przeciw niemu. Jego list musiał odeprzeć te zarzuty. Gdyby ona zaczęła go nie znosić, byłaby to jakaś pociecha i zadośćuczynienie? Pochylił się do przodu, oparł łokcie o kolana, i badawczo wpatrywał się w ogień. Czy gdyby Elizabeth znała prawdę o Wickham'ie, odczytałaby właściwie jego milczące przeprosiny za zlekceważenie jej przy pierwszym spotkaniu, czy to zmieniłoby jej pogląd, że jest ostatnim mężczyzną na świecie, który nakłoniłby ją do małżeństwa? Dobry Boże, te słowa wciąż tną go jak sztylet! Dla niej był ostatnim mężczyzną, dla niego ona wydawała się być jedyną kobietą. Czy Los mógłby stworzyć bardziej doskonały węzeł gordyjski albo wystawić go na większe pośmiewisko?
Darcy podniósł się z fotela. Żar dogasał jak węgielki w ogrzewaczu jego pościeli. Jeśli zaraz nie pójdzie do łóżka, nie zaśnie z powodu powracającego chłodu. Odkładając szlafrok, wyciągnął ogrzewacz i wsunął się pod kołdrę. Czy to robi jakąś różnicę czy Elizabeth zna prawdę czy nie? Darcy zamknął oczy zostawiając bez odpowiedzi to pytanie, ale tylko po to by zobaczyć ją uzbrojoną w kolejne oskarżenia. Nie, to nie czyni żadnej różnicy, bo czyż nie "zrujnował szczęścia" jej ukochanej siostry? Darcy jęknął, obrócił się na bok, ścisnął poduszkę i schował w niej twarz. Dosyć tego... dosyć już na dziś! Jego jedyną ulgą był sen bez marzeń sennych i modlitwa do Boga, żeby je jakimś sposobem spełnił.

asiek - Sob 21 Lip, 2007 15:53

Zbita śmietanka okazała się być pysznym deserem. :wink:
Al, dzięki za piękne tłumaczenie. :kwiatek:

Alison napisał/a:
Dobry Boże, te słowa wciąż tną go jak sztylet! Dla niej był ostatnim mężczyzną, dla niego ona wydawała się być jedyną kobietą. Czy Los mógłby stworzyć bardziej doskonały węzeł gordyjski albo wystawić go na większe pośmiewisko?

Węzeł gordyjski ...i owszem, ale dlaczego pośmiewisko??? :roll:
Histeryzuuuje... :wink:

MiMi - Sob 21 Lip, 2007 15:57

Alison napisał/a:
Dla niej był ostatnim mężczyzną, dla niego ona wydawała się być jedyną kobietą.


Żal mi go strasznie. Jak dobrze, że Lizzy zmieniła zdanie...

Maryann - Sob 21 Lip, 2007 18:39

Byłam święcie przekonana, że nie lubię bitej śmietany. Ale to chyba zależy od tego, kto ją przyrządza. :wink:
Dzięki, Ali. Czekam na wisienkę... Oj, pyszna będzie... :-P

Alison - Nie 22 Lip, 2007 07:02

No to Wisienka - czyli marzenie senne pana D.
Pamelka tak pojechała "mniszkiem", że ledwie nadążałam, ale zawszeć miło poczytać jak się facet męczy :-P

Rozdz. IV, cz. 6
Muzyka właśnie zaczęła grać, kiedy w końcu ją zobaczył, świeżą i rozmigotaną jakby właśnie wróciła z odwiedzin w wiosennych ogrodach Pemberley. Wrażenie potęgowały ślicznie ułożone włosy podpięte delikatnymi wstążkami i kwiatami, otaczającymi jej twarz, która stała mu się tak droga. Jej suknia składała się z przezroczystych warstw najlżejszego jedwabiu, który opływał i lśnił wokół jej sylwetki wraz z drżącym ruchem każdego jej oddechu. Mój Boże, ona jest śliczna pod każdym względem!
Ona, także rozglądała się po pokoju, a on był strasznie zazdrosny o osobę, mężczyznę czy kobietę, na którą spojrzenie wywoływało u niej ten szybki, słodki uśmiech radości, którego on tak pragnął. Obserwował ją kiedy tak się rozglądała, oddech wiązł mu w gardle, kiedy patrzyła na pokój wypełniony gośćmi. Wtedy, nagle, zatrzymała wzrok na nim, a jej usta zaczęły się krzywić w sposób, który doprowadzał go do szaleństwa z pragnienia, żeby je posiąść.
Nie wiedział jak to się stało, ale przeszedł przez pokój i obydwoje ukłonili się sobie uprzejmie. On spoglądał na błyszczące, oczekujące oczy, które delikatnie śmiały się z jego zmieszania, kiedy ona odwróciła głowę w stronę muzyki i par, które tańczyły lekko na parkiecie sali balowej. On skinął i sięgnął po dłoń, którą mu podała, ale wtedy zatrzymał się. Muzyka! Jej rytm był odurzający ale nie nadający się, do żadnych znanych im kroków tanecznych. Spojrzał znowu na zadowolonych tancerzy i zaszokowany zobaczył, że złączyli się w uścisku, miękko dryfując wokół sali. Kątem oka znowu zerknął na nią, zaniepokojony, że zna wyraz jej twarzy.
Delikatny rumieniec, który wdzięcznie pojawił się na jej twarzy, jedynie wzmógł jego pragnienie by porwać ją z podłogi i pójść za przykładem pozostałych, tak cudownie zespolonych. Uśmiechnął się zachęcająco, delikatnie ściskając jej czubki palców i został nagrodzony skinieniem. Przyciągając ją do siebie, ostrożnie położył rękę na jej plecach i odczuł ciepło ciężaru jej dłoni na swoim ramieniu. Odczucie niezwykłego uniesienia ogarnęło go kiedy tańczył z nią, wirując w gwałtownym strumieniu muzyki walca, rytmiczny ruch zbliżał ich do siebie tak bardzo, że drżał nie mniej niż gdyby byli tam sami. Wpatrywał się w jej oczy kiedy przemierzali w tańcu parkiet i dostrzegał w nich odpowiedź, której oczekiwał od wielu, wielu miesięcy.
"Och, Elizabeth" - udało mu się wyszeptać w jej włosy tuż przed tym, kiedy rozpłynęła się w nicość, pozostawiając go samego i nieszczęśliwego na środku ciemnej sali balowej.

Gosia - Nie 22 Lip, 2007 09:52

Alison napisał/a:
Wtedy, nagle, zatrzymała wzrok na nim, a jej usta zaczęły się krzywić w sposób, który doprowadzał go do szaleństwa z pragnienia, żeby je posiąść.

Ten fragment jest najlepszy :mrgreen:
Och, ten Darcy, ta Pamelka!

Maryann - Nie 22 Lip, 2007 09:52

Alison napisał/a:
zawszeć miło poczytać jak się facet męczy :-P

A z książowej wersji te sercowe cierpienia wycięto... :?

Gosia - Nie 22 Lip, 2007 09:53

Że zbyt melodramatyczne? ;)
Maryann - Nie 22 Lip, 2007 10:36

Została cała masa zdecydowanie bardziej niedorzecznych historii (lady Sylvanie & co).
A ten fragmencik jest słodki, śliczny i wzruszający... :wink: Pewnie wydawcy się nie spodobał...

Gunia - Nie 22 Lip, 2007 15:41

I dobrze mu tak. Niech cierpi, to może się z reformuje. Nie chciał marchewki, będzie kijem. :-P
Ania1956 - Nie 22 Lip, 2007 20:17

A mnie go szkoda :cry2: Bardzo bym chciała żeby mnie ktoś tak pokochał :love_shower: ( pomarzyć dobra rzecz, taka relaksująca).
Matylda - Pon 23 Lip, 2007 08:39

Ania1956 napisał/a:
A mnie go szkoda :cry2: Bardzo bym chciała żeby mnie ktoś tak pokochał :love_shower: ( pomarzyć dobra rzecz, taka relaksująca).


Eeee tak jest tylko w książkach....
Ale też się rozmarzyłam a niech tam...
Czy w tym okresie tańczono już walca ????

Marija - Pon 23 Lip, 2007 08:43

No toteż właśnie: CO oni tańczyli, zbereźnicy wielcy? :shock: Jaki dotyk pleców, Matko Jedyna? :ops1: Acz historycznie rzecz biorąc, jak poucza nas wikipedia, mogli tego walca tańczyć :mysle: .
Caroline - Pon 23 Lip, 2007 09:10

Rozdział IV, cz.7
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~&~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wyczerpująca noc pełna niespokojnych, uporczywych snów była wszystkim, czym Opatrzność była łaskawa go obdarzyć, dlatego też, gdy Fletcher wszedł następnego dnia, by odciągnąć zasłony, Darcy był rozdarty między pragnieniem zrugania go za to, że go obudził, a podziękowaniem mu za położenie kresu męczącym majakom, które prześladowały go całą noc. Nie zrobił ani jednego ani, zmusił się więc do podniesienia się i opuścił nogi z łóżka, oślepiło go poranne światło wlewające się przez okno. Jakim sposobem może być tyle światła? Przecież był w Londynie, prawda? Skrzywił się spoglądając na bałagan panujący na jego łóżku spowodowany niespokojną nocą. Pokojówki będą musiały poświęcić mu wiele czasu, wyglądało jakby stoczył na nim śmiertelny pojedynek. Darcy spojrzał w górę i zobaczył Fletchera przyglądającego się z otwartymi szeroko ustami tej ruinie.
- Pro… proszę o wybaczenie – wydukał, gdy zdał sobie sprawę, że Darcy na niego patrzy. – Czy życzy pan sobie golenie? – ostrożnie odwrócił wzrok od łóżka.
Darcy westchnął ciężko.
- Tak, chyba tak – głos mu zamarł, gdy pomyślał o nadchodzącym dniu. Pierwszą próbą dla jego niepewnego stanu będzie śniadanie z Georgianą. Kolacja poprzedniego dnia była ponownie ogromnie nieprzyjemnym doświadczeniem, jego zmartwienia wkradały się na każdym kroku. Georgiana siedziała prosto i cicho, od czasu do czasu posyłając mu pełne troski spojrzenia przez cały czas trwania posiłku, którego ledwie skosztował. Prawdę mówiąc, nie miał ochoty na powtórkę.
- Fletcher – odezwał się, wywołując lokaja z garderoby – poślij na dół po tacę. Zjem dziś śniadanie w pokoju.
- Dobrze, proszę pana – padła formalna odpowiedź, ale Darcy wiedział, że tak samo jak jego, wszystkich zdziwi to polecenie, a jego siostra przyjmie je z niepokojem. Lepiej rozczarować ją w taki sposób, niż ranić jej uczucia bezpośrednio. Powlókł się do garderoby i usiadł w fotelu do golenia postanawiając, że przez następny kwadrans nie będzie robił nic, tylko podda się zabiegom Fletchera. Niezmienny rytuał nie wymagał myślenia, tylko poddania się cichym instrukcjom lokaja. Kojące działanie ciepłego, miękkiego ręcznika na twarzy też było nie do pogardzenia. Boże, czuł się fatalnie! Darcy zamknął oczy czekając na powrót Fletchera. Rozbity, osowiały, apatyczny – był jak zjawa we własnym domu, włócząc się od pokoju do pokoju nie czując się dobrze w żadnym z nich. Nie mógł czytać, nie mógł pisać, nie mógł nawet cieszyć się muzyką siostry bez przeżywania bezowocnych refleksji.
- Gdyż tym, co moje, zgoła się nie cieszę* – wymamrotał do siebie.

* Sonet 29

Matylda - Pon 23 Lip, 2007 10:02

Skrzywił się spoglądając na bałagan panujący na jego łóżku spowodowany niespokojną nocą. Pokojówki będą musiały poświęcić mu wiele czasu, wyglądało jakby stoczył na nim śmiertelny pojedynek
Czyżby pióra leciały???
Pamelka nieźle nas przygotowuje do spotkania Eli i Darcyego. Po tych wszystkich mękach rzeczywiście zamieni się w słup soli na widok panny Benett

Maryann - Pon 23 Lip, 2007 10:32

Marija napisał/a:
historycznie rzecz biorąc, jak poucza nas wikipedia, mogli tego walca tańczyć :mysle: .
Historycznie rzecz biorąc mogli, bo walc pojawił się w Anglii ok. 1790 r. Ale taki taniec, w którym partnerzy się obejmują, był powszechnie uważany za nieprzyzwoity - zdarzało się, że konserwatywna część gości uposzczała demonstracyjnie bal, gdy zaczynano grać walca.
Bardziej upowszechnił się dopiero po Kongresie Wiedeńskim (1815), ale nawet wtedy co bardziej tradycyjnie usposobione matrony nie uważały go za odpowiedni dla młodych panienek.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group