Literatura - Proza i poezja - "Jeżycjada"
Alicja - Śro 03 Gru, 2008 14:09
| BeeMeR napisał/a: | | a każda rodzina jest szczęśliwa |
każdy ujrzy to co chce, mnie wydaje się właśnie na odwrót, że Musierowicz nie stroni od trudnych tematów ukazujących relacje rodzinne nie zawsze porządane i nie każda rodzina była u niej szczęśliwa: szósta klepka - dziecko z matką ( Bobek?), Gabuni mąż- Pyziak zostawił ją z małymi dziećmi, Kreska bez rodziców z dziadkiem, opium w rosole - o matce dziecka które wolało zwać się Genowefa Lompke nie wspomnę, brulion bebe b - matka pozostawia dzieci pod opieką obcej i jest za granicą.Mogę tak dalej i w każdej z książek tak mogę znaleźć (to moje skrzywienie zawodowe ) Chyba dlatego Musierowicz ukazywała, że szczęśliwa rodzina to ogromna moc i siła. Zwłaszcza dla tych najmłodszych członków, a niedojrzali rodzice krzywdzą przez własne zachcianki i egoizm własne dzieci.
Sofijufka - Śro 03 Gru, 2008 14:10
PYZIAK!!!!! nie Pałysiak
Alicja - Śro 03 Gru, 2008 14:12
racja -Pyziak( nie krzyczeć proszę)
Sofijufka - Śro 03 Gru, 2008 16:13
muszę krzyczeć, bo Pyziaka kocham i nie wybaczam pani Musierowicz, że z niego zrobiła pijaka i złodzieja...
BeeMeR - Śro 03 Gru, 2008 21:04
Może i racja z tymi nie-całkiem-szczęśliwymi rodzinami, ale zawsze jakoś to się potrafiło obyrtnąć na plus - a przynajmniej ja to tak zapamiętałam, bo jak wspominałam, specjalistką nie jestem - zaczytywałam się kiedyś ostatnio długo już nie. Być może pamiętam wybiórczo tylko/głównie pozytywne rzeczy
Ja tez Pyzaka lubiłam - on miał stalowe oczy czy spojrzenie, prawda?
Trzykrotka - Śro 03 Gru, 2008 21:34
| BeeMeR napisał/a: |
Może i racja z tymi nie-całkiem-szczęśliwymi rodzinami, ale zawsze jakoś to się potrafiło obyrtnąć na plus |
Przeważnie tak było, może z wyjątkiem niereformowalnych Lisieckich. Poza tym te książki, w których Musierowicz chciała pokazać tę ciemną stronę życia, przeważnie się nie udawały. Ida sierpniowa, czyli epopeja psa pana Karolka oraz młodych Lisieckich to moim zdaniem jedna z najsłabszych części Jeżycjady. To samo Brulion Bebe B z wycofaną, pogubioną bohaterką bez opieki matki, czy Język Trolli z nowotworem i pozamałżeńską ciążą. Podobnie Dziecko piątku, umiejscowione między dobrymi Pulpecją i Nutrią i Nerwusem, jest wyraźnie słabsza. Musierowicz woli scenariusze optymistyczne i wcale jej za to nie winię. Sama jest kobietą promienną, szczęśliwą, spełnioną. Mam tylko żal o to, że mnie, swoją do pewnego czasu wierną czytelniczkę, odstawiła na boczny tor i pozwoliła, żebym czuła się gorsza, bo nie mam co najmniej dwójki dzieci i nie piekę tortu czekoladowego, a za dziwadło się nie uważam.
Tak, Pyziak miał stalowe spojrzenie i niebezpieczny uśmieszek . Też go lubiłam.
BeeMeR - Śro 03 Gru, 2008 21:56
O tak tak - niebezpieczny uśmieszek - racja
Alicja - Czw 04 Gru, 2008 07:19
musicie mi wybaczyć, ale Pyziaka od początku początków nie trawiłam.Zawsze wydawał mi się śliski, nie mam zaufania do zabójczych stalowych spojrzeń. a jak już zostawił Gabunię z dziećmi to koniec
| Trzykrotka napisał/a: | | Mam tylko żal o to, że mnie, swoją do pewnego czasu wierną czytelniczkę, odstawiła na boczny tor i pozwoliła, żebym czuła się gorsza, bo nie mam co najmniej dwójki dzieci i nie piekę tortu czekoladowego, a za dziwadło się nie uważam. |
Mam dwójkę dzieci i męża, ale tortu nie piekę Nigdy w życiu i jeszcze dłużej Przyznaję rację, że wcześniejsze ksiązki były duuużo lepsze ( mój faworyt to szósta klepka). Ale to może my się zmieniłyśmy i inaczej patrzymy na świat i jej książki oraz bohaterów, już bez takiej beztroski , jak wtedy gdy byłyśmy nastolatkami?
BeeMeR - Czw 04 Gru, 2008 09:35
Na pewnośmy się zmieniły - i świat nas otaczający również
W pierwszych tomach rozkosznie przedstawione są absurdy życia, którego już nie ma, jak:
"kup pomidory - jeśli będą, cytryny - jeśliby dali, papier toaletowy - gdyby się trafiło"
Trzykrotka - Czw 04 Gru, 2008 10:09
| BeeMeR napisał/a: | W pierwszych tomach rozkosznie przedstawione są absurdy życia, którego już nie ma, jak:
"kup pomidory - jeśli będą, cytryny - jeśliby dali, papier toaletowy - gdyby się trafiło" |
O tak! . W Szóstej klepce (rodzinę Żaków kocham bardziej niż Borejków) agent ubezpieczeniowy wpadał do mieszkania, piastując teczkę, z której wyglądało charakterystyczne biało-zielone opakowanie foliowe (mam je w oczach) i mówił na dzień dobry pani Żakowa, watę rzucili. Realia życia codziennego wraz ze zmieniajacymi się epokami są bardzo fajne. Kiedyś był morszczuk jako jedyne dostępne pożywienie, dziś - studia i leczenie za granicą.
Tamara - Czw 04 Gru, 2008 12:26
Mnie się zdaje , że Musierowicz niczego nikomu nie narzuca - żadnego najlepszego sposobu na życie , natomiast pokazuje , jaką siłą jest i jaką siłę do życia daje rodzina . Trudno żeby tak samo pisała o samotnych skoro sama ma inny zasób doświadczeń , zresztą w samotnym życiu trudno o takie przygody rodzinne , jakie trafiają się jej bohaterom .
I jeszcze jedno - książki Musierowicz pozwalają na chwilę zanurzyć się w wielopokoleniowej , silnie ze sobą związanej rodzinie porządnych ludzi - zjawisku dziś wymierającym .
Pyziak ze swoim tekstem o kwiecie jabłoni i czarnych diamentach od początku był podejrzany , a wzmianek o pijaństwie i złodziejstwie nie zauważyłam
Aragonte - Czw 04 Gru, 2008 13:02
| Tamara napisał/a: | | Mnie się zdaje , że Musierowicz niczego nikomu nie narzuca - żadnego najlepszego sposobu na życie , natomiast pokazuje , jaką siłą jest i jaką siłę do życia daje rodzina . Trudno żeby tak samo pisała o samotnych skoro sama ma inny zasób doświadczeń , zresztą w samotnym życiu trudno o takie przygody rodzinne , jakie trafiają się jej bohaterom . |
Tak czy siak, nie potrafię się w tym uroczym światku MM już odnaleźć, mam wrażenie, że nie ma tam dla mnie miejsca, bo nie mieszczę się w żadnej kategorii. Ale chyba nie chcę do żadnej pasować
Jasne, że nie ma co się spodziewać, że Musierowicz zrobi kobietę samotną i zadowoloną z tego stanu bohaterką nr 1, ale żeby w ogóle brakowało, choćby w tle, pozytywnie nacechowanej postaci tego rodzaju? MM nie zna takowych czy nie dostrzega wartości w takim stylu życia? Nie wiem. Ale dla mnie jest to zniechęcające.
Książki MM to dla mnie coś jak dzięcięce marzenie o Bożym Narodzeniu. Sama je kiedyś hołubiłam, ale niestety nie realizowało się w życiu nigdy poza chwilami, kiedy sama ostro starałam się go wdrożyć w życie
A! Kto z Was czytał Malpassa "Od siódmej rano"? Bo mnie sporo się kojarzyło z MM, zwłaszcza z Szóstą Klepką
BeeMeR - Czw 04 Gru, 2008 13:21
| Aragonte napisał/a: | | Książki MM to dla mnie coś jak dzięcięce marzenie o Bożym Narodzeniu. Sama je kiedyś hołubiłam | Otóż to - i to było fantastyczne. Ale w pewnym momencie ja zaczęłam wyrastać z nastolatkowych problemów, a bohaterowie zaczęli się coraz to odmładzać - i jakoś przestałam czuć się "targetem"
A może potrzebowałam innych problemów, innej tematyki - choć z sympatią wspominam pierwsze tomy i czasem cichcem wracam do wybranych fragmentów
| Tamara napisał/a: | Pyziak ze swoim tekstem o kwiecie jabłoni i czarnych diamentach od początku był podejrzany | Eee tam, takie bzdurki są słodkie (na pewnym etapie )
nicol81 - Czw 04 Gru, 2008 13:55
| Tamara napisał/a: | | wzmianek o pijaństwie i złodziejstwie nie zauważyłam |
Pyziak przemycał samochody i raz chciał po kieliszku odwiedzić byłą rodzinę.
Ja tam jego wielką fanką nigdy nie byłam, ale trochę na moje Musierowicz przegięła z przedstawianiem go w ciemnych barwach...
| Trzykrotka napisał/a: | | Poza tym te książki, w których Musierowicz chciała pokazać tę ciemną stronę życia, przeważnie się nie udawały. Ida sierpniowa, czyli epopeja psa pana Karolka oraz młodych Lisieckich to moim zdaniem jedna z najsłabszych części Jeżycjady. To samo Brulion Bebe B z wycofaną, pogubioną bohaterką bez opieki matki, czy Język Trolli z nowotworem i pozamałżeńską ciążą. Podobnie Dziecko piątku, umiejscowione między dobrymi Pulpecją i Nutrią i Nerwusem, jest wyraźnie słabsza. |
A ja si tu nie zgadzam- "Brulion Bebe B." to według mnie świetny opis schyłkowego PRL-u, a "Dziecko piątku" przeżycia żałoby. "Język Trolii" ma przejmującą scenę pociachanych książek i opis korka.
A co do samotnych kobiet, to były w "Kalamburce"- Gizela, Stefania, kierowniczka KLuczyńska, Hanna Borejko...Zresztą i tak terach w mediach single mają taką przewagę, że jedna Musierowicz jaskółki nie czyni...
| Alicja napisał/a: | | szósta klepka - dziecko z matką ( Bobek?) |
I Cesia, która w podstawówce robi za służącą dla rodziny
Trzykrotka - Czw 04 Gru, 2008 16:31
Nicol - co do książek z czarnej serii - może i tak, trafiały się w nich pojedyncze perełki, jak choćby udział Bernarda w wywiadówce w Bebe B. A jednak - co do jednej są to książki, ktore przeczytałam raz i odstawiłam. A do innych wracałam. Musierowicz ewidentnie nie ma do nich serca. Sama czytałam kiedyś jej chełpliwą wypowiedź o Brulionie- że krytykowali ją za lukier i matki wiecznie gotujące pierogi i szczęśliwe nastolatki, więc na przekór napisała coś odwrotnego, żeby udowodnić, ze też się spodoba. Mnie tam się nie podobało.
Alicja - Czw 04 Gru, 2008 18:16
| Trzykrotka napisał/a: | | agent ubezpieczeniowy wpadał do mieszkania, piastując teczkę, z której wyglądało charakterystyczne biało-zielone opakowanie foliowe (mam je w oczach) i mówił na dzień dobry pani Żakowa, watę rzucili |
to było wspaniałe prawie tak jak koszyk z wiadomością wędrujący w górę i w dół obserwowany przez Bobka ( nie było komórek )
| Tamara napisał/a: | | Pyziak ze swoim tekstem o kwiecie jabłoni i czarnych diamentach od początku był podejrzany |
dla mnie strasznie podejrzany, bo na kilometr pachniało próba wciskania bzdur dziewczęciu, która mimo wszystko to kupi. Nie lubiłam go i już. Co innego np. Hajduk
Tamara - Pią 05 Gru, 2008 16:08
Mnie się Brulion strasznie podobał , na jego cześć zresztą kupiłam czarną salaterkę
Do samotnych jeszcze dorzucę Terpentulę z Noelki .
A Pyziak był dla mnie od początku postacią niespójną - z jednej strony koszykarz-podrywacz na tanie slogany , a z drugiej cytaty z Petroniusza ? Za duży rozziew , żeby był wiarygodny
Trzykrotka - Pią 05 Gru, 2008 18:01
| Tamara napisał/a: |
Do samotnych jeszcze dorzucę Terpentulę z Noelki .
|
Mało zachęcający przykład - samotna, bo uniosła się honorem... I ona i Cyryjek to przemiłe, ale potwornie smutne postaci. To ja już podziękuję
nicol81 - Pią 05 Gru, 2008 19:46
Ja do samotnych bym dołożyła jeszcze babcię Jedwabińską- między mężami 50 lat singlowości
| Trzykrotka napisał/a: | | A jednak - co do jednej są to książki, ktore przeczytałam raz i odstawiłam. A do innych wracałam. Musierowicz ewidentnie nie ma do nich serca. |
Różnym ludziom podobają się różne ksiązki- ale nie znaczy, że autorka nie ma do nich serca. Jakby nie miała, to by nie pisała...
A ta dusząca, gnijąca, acz nie beznadziejna atmosfera "Brulionu" bardzo przekonuje i przejmuje:
"Obywatelu, proszę się rozejść!"
Trzykrotka - Pią 05 Gru, 2008 22:45
Nicol, ale ona nie miała serca! Może nie doczytałaś dokładnie mojego posta - ona Brulion napisała nie z potrzeby serca, tylko, zeby udowodnić, że potrafi i mówiła o tym wprost. Moim zdaniem te Idy o zaniedbanych dzieciach, dla których bohaterka zakłada osiedlową świetlicę (i tyle o tym słyszymy, bo jako żywo nie ma kontynuacji tego wątku w żadnym tomie) są pisane z założenia, a nie potrzeby. Przecież Język Trolli powstawał przez chyba 3 lata, bo ona tę książkę po prostu wciąż od nowa pisała. Wiem, bo rozmawiałam z przedstawicielką wydawnictwa. I wyszło przeciętnie. Widać - mimo pięknych momentów - to wymęczenie materii.
Ale to jest moje zdanie. Nie każę nikomu w nie wierzyć
Tamara - Sob 06 Gru, 2008 21:49
Do osiedlowej świetlicy mają Lisieccy prowadzać Genowefę Trombke w Opium - pani Lisiecka mimo wszystko nie wciskałaby fikcji osobie , która ją zatrudnia , gdyby świetlica nie istniała .
A Brulion jest świetnym studium zamkniętej w sobie zakompleksionej dziewczyny , która sama sobie przeszkadza żyć .
Caroline - Nie 07 Gru, 2008 14:04
"Opium w rosole" też jest potwornie smutne (w tle), a jednak ogromnie optymistyczne. To moja ulubiona oprócz "Szóstej klepki" część.
Myślę, że nie chodzi o to, czy chodzi o wydarzenia smutne czy nie-smutne, coś się przydarzyło niedobrego "Jeżycjadzie" z biegiem lat i wszyscy, nawet najbardziej zagorzali czytelnicy raczej to przyznają. Niby te same składniki, ale wypiek już nie ten.
Mnie "Kalamburka" przeraziła, od czasu tej książki, nie kupuję Jeżycjady, zawsze prędzej czy później przeczytam kolejny tom, ale zawsze z duszą na ramieniu, ze strachu, że "prorodzinny grzmot" rozmyje do reszty miłe wrażenia.
Styl Musierowicz w Jeżycjadzie jest/był genialny, taka mieszanina humoru, inteligencji i błyskotliwej wnikliowści. Bardzo lubię jak opisuje na przykład padający śnieg formujący stożek na głowie Pegaza czy inne takie duperelki. Dla takich kawałków jeszcze sięgam po jej książki i przełykam jak przesłodzoną kluchę te wszystkie dęte małżeństwa, ciąże i inne.
Aragonte - Nie 07 Gru, 2008 14:41
A co Cię przeraziło w "Kalamburce", Caroline?
Pyta ta, która nie kupuje Jeżycjady od czasu "Opium" mniej więcej
Caroline - Nie 07 Gru, 2008 19:22
| Aragonte napisał/a: | | A co Cię przeraziło w "Kalamburce", Caroline? |
Miałam wrażenie, że ktoś mnie historyczną łopatą przez łeb nawala. Czy naprawdę potrzebny był mały, spiżowy Ignacy Borejko, żeby uświadomić czytelnikom jak ciężkie, duszne i przytłaczające ze względów ekonomicznych i politycznych były czasy powojenne?
Mnie na przykład dużo bardziej poruszyła samotna Kreska w "Opium", o której rodzicach nie wiemy prawie nic, ale wystarczające wiele, żeby domyślać się, z jakim dramatem mamy do czynienia.
I nie do końca zgadzam się z wizją ludzi i świata przedstawioną w Kalamburce, która coraz bardziej nachalnie powtarza się w kolejnych tomach. Czy ludzie heroiczni naprawdę są od pieluch niezłomni i nieomylni? Jeśli ktoś miał 10 lat i płakał na akademii szkolnej z okazji śmierci Stalina to znaczy, że nie ma szansy stać się przyzwoitym człowiekiem? Lisieccy po prostu musieli w świecie Musierowicz zostać małymi przestępcami, a siostry Kopiec zawsze już będą symbolem tandety i pustoty z blokowiska. Haha, bardzo śmieszne, kolejna siostra z dziwnym, serialowym imieniem w każdym tomie, takie oczko puszczone między nami, inteligentami wychowanymi na łacinie.
Myślę, że Musierowicz gdzieś od czasu Pulpecji (?), może Imienin (?), próbuje mocniej pokazać, czym według niej jest współczesny etos polskiego inteligenta i polskiej rodziny. Tyle że w jej świecie jest on mocno podbudowywany pogardą do reszty świata. A to mi się nie podoba i to mnie właśnie trochę u niej przeraża.
Caroline - Nie 07 Gru, 2008 19:42
Strasznie najechałam na panią M., więc żeby nie było, że tylko krytykuję.
Niech Geniusz broni się sam
| Małgorzata Musierowicz napisał/a: |
W nocy spadł olbrzymi śnieg.
Teraz, w południe, niebo było już czyste: wysokie, szafirowe i pełne chwały. Mróz jak triumfalne solo na piszczałce przeszywał powietrze, a słońce z euforią krzesało w płaszczyznach śniegu całe chmary zimnych, tańczących, oślepiających płomyczków.
Człowiek czuł się aż niepewnie, dostając za darmo coś tak świeżego, czystego i bezinteresownie pięknego - w tak dużej przy tym ilości. A w ogóle - czy uczciwa osoba ludzka ma prawo tak bezmyślnie cieszyć się urodą świata, który w tej samej przecież chwili zawiera w sobie tyle cierpień, okrucieństwa i zła?
Tym mniej więcej torem biegły myśli Maćka Ogorzałki, kiedy tak sobie stał po kolana w zaspie, przed kościołem Dominikanów, w oczach wciąż jeszcze mając obejrzaną przed chwilą Czarną Szopkę. Stał sobie, oddychał głęboko, patrzał na śniegowe iskry, mrużył powieki i myślał, że przeżywa oto jeden z tych niezwykłych i cudownych dni, kiedy się wie na pewno, iż Wszechświat pełen jest absolutnego piękna i doskonałej harmonii, a wszelkie zło i brzydota są tylko dodającą smaku przyprawą, jak szczypta soli w słodkim cieście.
Naturalnie, wie się te rzeczy również w dni pochmurne i słotne, lecz jakby z mniejszą oczywistością. Ciekawe dlaczego. Ruszył z miejsca i poszedł po skrzypiącym, migoczącym, bielutkim śniegu - wysoki, zgrabny chłopak o bardzo ładnych oczach i bardzo czerwonych uszach. Mroźny wiaterek igrał z jego bujną, jasną czupryną, bo noszeniem czapki Maciek nie zhańbił się jeszcze nigdy w życiu, od czasów niemowlęctwa, rzecz jasna. Powietrze było dziś jak kryształ, gdyż ruch kołowy w Poznaniu po prostu zamarł z powodu nieprzewidzianych opadów śnieżnych, toteż Maciek oddychał sobie z przyjemnością i czuł się tak, jakby go kto systematycznie napełniał gazem rozweselającym. W pewnej chwili zdał sobie sprawę, że odruchowo prostuje zgarbione plecy i wyżej unosi zwieszoną dotąd głowę.
Śnieg iskrzył, słońce się jarzyło. Zastanawiając się nad dziwnym wpływem aktualnego stanu ducha na mięśnie szyjne człowieka, jak również analizując czynniki psychiczne motywujące zwieszanie głowy, bądź jej podnoszenie, i wreszcie dochodząc do wniosku, że przypływy nadziei mają bezpośredni związek ze stanem kręgosłupa ludzkiego i na odwrót - Maciek Ogorzałka dotarł do przejścia dla pieszych, na którym nie zabawił ni chwili. Jezdnia była jak wymarła, wszędzie pusto, cicho i biało, więc przeszedł ulicę Stalingradzką na ukos.
Zanim wszakże dotarł do przeciwległego chodnika - zorientował się, że ktoś go, cholera jasna, śledzi. Obejrzał się.
Dzieciak. W dodatku dziewczynka. Dziwaczna jakaś, o ile on się znał na dzieciach. Drobna była i chuda, nóżki miała jak zapałki, buzię brzydką - wyrazistą i komiczną, z oczkami jak czarne wiśnie i plackowatymi rumieńcami w kolorze malin. Rozciągając usta w szerokim uśmiechu, szła teraz za Maćkiem krok w krok i wymachiwała rakami. Unosiła ramiona lub nimi wzruszała, a przy tym co jakiś czas wybuchała monotonnym, rozdzierającym kaszlem, brzmiącym tak, jakby miała zamiar wycharczeć z siebie płuca.
Do Maćka dotarła irytująca prawda, że dziewczynka go przedrzeźnia. Tak jest. Bez najmniejszych wątpliwości. Przedrzeźniała jego sposób chodzenia.
Oczywiście, wiedział o tym, że idąc kołysze się na boki i zbyt mocno wymachuje rękami. Brat mu o tym powiedział. Ale to nie znaczy, że przyjemnie mu było wieść za sobą swą własną parodię.
W osiemnastym roku życia Maciek wyrósł bujnie a nagle. Kiedy patrzał na swoje ręce, zdumiewało go, że są takie długie, a to samo dotyczyło nóg, które, oczywiście, były jeszcze dłuższe. Maciej Ogorzałka - romantyk o charakterze eksplozywnym i dość znacznie rozbudowanej ambicji - uważał, że niestety cholerny los skarał go tym wzrostem, że wygląda jak Alicja w krainie czarów po zjedzeniu wiadomego ciasteczka i że jest teraz, krótko mówiąc, dziwacznie nieproporcjonalny. Nie był. Sylwetkę miał, że daj Boże każdemu. a do tego twarz Kmicica, nos orli, uśmiech ujmujący, a wejrzenie uczciwe i śmiałe. Co zaś do jego sposobu bycia, cechował się on nieco przesadną powagą i godnością, którymi Maciek starannie rekompensował swe wyimaginowane defekty.
Zmarszczywszy teraz czarne brwi. Maciek wzruszył ramionami i przyspieszył kroku. Dotarł do końca zadrzewionego skweru, przez cały czas jednak słyszał za sobą zimny śniegowy chrzęst oraz rzężący kaszelek. który rozlegał się z nieprzyjemną monotonią co kilkanaście sekund.
Smarkata utrzymywała doskonałe tempo. Niesamowity dzieciak. Przez cały czas udawało się jej zachować stałą odległość od Maćka - pięć metrów, mniej więcej. Z tej też odległości małpowała każdy jego ruch. On w prawo - ona w prawo. On w lewo - ona też. On przystaje - ona jak wmurowana. Odwrócił się ku niej gwałtownie. Stanęła jak wryta. Umknęła wzrokiem. Najpierw spojrzała w niebo, potem na ośnieżone koronkowe drzewa, zakaszlała gromko, jak woźnica, splunęła i z zajęciem poczęła oglądać własne buty.
"Skończymy teraz z tym idiotyzmem - pomyślał twardo Maciej Ogorzałka. - Załatwimy sprawę po męsku, cholera jasna psiakrew!" - Wbił w dziewczynkę spojrzenie surowe i ostre. Prędzej czy później będzie musiała na niego spojrzeć, a wtedy pojmie wszystko z wyrazu jego twarzy.
Popatrzała... Takie figlarne, złośliwe zerknięcie, jakby lada moment miała wybuchnąć śmiechem. Ich oczy się spotkały i Maciek przez sekundę miał wrażenie, że mała raczej go lubi. Jednak natychmiast potem zrobiła tak ohydna minę, że przeszły go ciarki. Czując się jak w sennym koszmarze, Maciek wykonał zwrot na pięcie i szybko ruszył przed siebie. Przebył z chrzęstem zaśnieżoną, skrząca się jezdnię i pospieszył stromym chodnikiem wzdłuż Teatralki. Miał nadzieję tu właśnie się urwać. Były na to pewne szanse.
Stawiając wielkie kroki i posuwając się naprzód tak szybko, jak tylko mógł bez posądzenia o chęć ucieczki, Maciek pomyślał, że samopoczucie i obraz świata kształtują się, psiakrew, w dziwnej zależności od nieoczekiwanych drobiazgów. Na przykład, jeszcze dziesięć minut temu snuł jakieś mrzonki na temat doskonałej harmonii we Wszechświecie. Teraz mu przeszło. Jaka znowu, psiakrew, doskonała harmonia, skoro - niedaleko szukając - tuż za nim posuwa się dysonans tak zgrzytliwy, jak ta ohydna ze wszech miar smarkula? |
Słaba jest? Magisterkę na tym jednym kawałku można napisać.
|
|
|