To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Powieści Jane Austen - Rozważna i romantyczna

Tamara - Śro 21 Wrz, 2011 11:55

No i trzeba pamiętać o tym , że najważniejsze w zachowaniu młodej panny były umiar i opanowanie .
Bonduelle - Śro 21 Wrz, 2011 21:14

Zgadzam się, ale Elinor mi przypomina Jane Bennet, która nie okazywała Bingleyowi, że jest nim zainteresowana, więc ten dał się bez problemu kierować Darcy'emu.
Akaterine - Śro 21 Wrz, 2011 22:28

Właśnie miałam wrażenie, że za bardzo sugerowałaś się pozornie podobną sytuacją z Jane i Bingley'em. Tu jednak było inaczej, nie ma nigdzie powiedziane, że Edward nie był pewny co do uczuć Elinor. Właściwie musiał być bardzo pewny, skoro po uwolnieniu się od Lucy ruszył do Barton, żeby poprosić Elinor o rękę ;) . Elinor też na pewno okazywała to, co czuje, skoro wzbudziło to niepokój siostry Edwarda.

I też bez przesady z tym, że Jane Bennet nie okazywała zainteresowania Bingley'em. Właściwie to tylko Charlotte Lucas i Darcy uważali, że Jane za mało się stara, ale też każde miało swój powód, żeby tak uważać ;) .

Bonduelle - Śro 21 Wrz, 2011 22:43

Pewnie masz rację, mogłam się zasugerować. Wynika to pewnie z faktu, że RiR czytałam parę lat temu i w oryginale, więc nie dość że trochę zapomniałam, to jeszcze mogłam czegoś nie zrozumieć ;) Mój pogląd na Elinor pewnie jest bardziej oparty na wersji filmowej i serialowej (zwłaszcza tej pierwszej).

Powiedzcie mi proszę - czy to moje rojenia, czy w filmie Elinor mówiła coś w rodzaju tego, że skoro nie może mieć Edwarda, to będzie zupełnie zadowolona wiedząc, że przynajmniej przyczyniła się do jego szczęścia? Próbowałam ten fragment znaleźć w książce, ale nijak nie mogę.

Tak przy okazji - czy to tylko ja, czy siostry Dashwood są zdecydowanie bardziej lubialne w serialu niż filmie? Jak bym nie uwielbiała Emmy Thompson, to uważam że jej Elinor za bardzo trąci starą panną.

Akaterine - Czw 22 Wrz, 2011 19:28

Bonduelle napisał/a:
Powiedzcie mi proszę - czy to moje rojenia, czy w filmie Elinor mówiła coś w rodzaju tego, że skoro nie może mieć Edwarda, to będzie zupełnie zadowolona wiedząc, że przynajmniej przyczyniła się do jego szczęścia? Próbowałam ten fragment znaleźć w książce, ale nijak nie mogę.

Czytałam niedawno i nie kojarzę, ale fakt, że mam wybiórcza pamięć ;) .

Cytat:
Tak przy okazji - czy to tylko ja, czy siostry Dashwood są zdecydowanie bardziej lubialne w serialu niż filmie? Jak bym nie uwielbiała Emmy Thompson, to uważam że jej Elinor za bardzo trąci starą panną.

Ja też tak je odbieram. I dodatkowo widać między nimi (a właściwie między wszystkimi paniami Dashwood) wzajemną troskę, przywiązanie, ciepło, dzięki temu też wydają się sympatyczniejsze.

nicol81 - Czw 22 Wrz, 2011 20:44

Bonduelle napisał/a:
uważam że jej Elinor za bardzo trąci starą panną.

To prawda- i jej zabrali rysowanie :? To Marianna w filmie rysuje Wollougbiego.

Alicja - Czw 22 Wrz, 2011 21:00

Bonduelle napisał/a:
Powiedzcie mi proszę - czy to moje rojenia, czy w filmie Elinor mówiła coś w rodzaju tego, że skoro nie może mieć Edwarda, to będzie zupełnie zadowolona wiedząc, że przynajmniej przyczyniła się do jego szczęścia? Próbowałam ten fragment znaleźć w książce, ale nijak nie mogę.


wydaje mi się, że faktycznie coś takiego było w filmie

Bonduelle - Czw 22 Wrz, 2011 22:30

No właśnie, coś mi tak świta. Z drugiej strony - przejrzałam pobieżnie napisy do RiR i nic takiego nie znalazłam. Zbiorowa halucynacja? ;)
Ania Aga - Nie 25 Wrz, 2011 16:33

Mariannie zazdroszczę intensywnego, młodzieńczego przeżywania miłości. Takiego, że nic i nikt wokoło się nie liczy, tylko ukochany i własna miłość. Owszem, można się sparzyć. Jednak te emocje, które przeżywamy zostają z nami na zawsze. Ale tak kochać można tylko będąc bardzo młodym, potem już się kalkuluje, podchodzi z dystansem, zastanawia się, czy wybrany nada sie na męża i ojca przyszłych dzieci.
Tamara - Pon 26 Wrz, 2011 17:59

Bonduelle napisał/a:
Pewnie masz rację, mogłam się zasugerować. Wynika to pewnie z faktu, że RiR czytałam parę lat temu i w oryginale, więc nie dość że trochę zapomniałam, to jeszcze mogłam czegoś nie zrozumieć ;) Mój pogląd na Elinor pewnie jest bardziej oparty na wersji filmowej i serialowej (zwłaszcza tej pierwszej).

Powiedzcie mi proszę - czy to moje rojenia, czy w filmie Elinor mówiła coś w rodzaju tego, że skoro nie może mieć Edwarda, to będzie zupełnie zadowolona wiedząc, że przynajmniej przyczyniła się do jego szczęścia? Próbowałam ten fragment znaleźć w książce, ale nijak nie mogę.

Tak przy okazji - czy to tylko ja, czy siostry Dashwood są zdecydowanie bardziej lubialne w serialu niż filmie? Jak bym nie uwielbiała Emmy Thompson, to uważam że jej Elinor za bardzo trąci starą panną.

To Lucy w książce jest zdania , że jeżeli ktokolwiek jest zawsze gotów wyświadczyć Edwardowi jakąś przysługę i przyczynić się do jego dobrobytu , to na pewno Eleonora , i na pewno ona (Lucy) nie będzie zdumiona absolutnie żadnym wysiłkiem , który Eleonora w tym celu podejmie :thud:

Lubię i filmowe i serialowe . Emma Thompson jest wg. mnie bardzo dobrą Eleonorą , choć fakt ,że wygląda na raczej 29 niż 10 lat :-P ale jej osobowość oddała doskonale :oklaski:

Blair W. - Nie 04 Mar, 2012 15:09

Jakieś nowe tłumaczenie się ukazało?

http://www.empik.com/rozs...16787,ksiazka-p
albo coś przegapiłam?

Trzykrotka - Pią 09 Mar, 2012 10:22

O! Na to wygląda, że nowe!
Boję się trochę takich przedsięwzięć, od kiedy ktoś tak przetłumaczył na nowo DiU, że z sióstr Bingleya "tańczących" zrobił "zaręczone." W końcu i te są engaged i te są engaged...

Akaterine - Pią 09 Mar, 2012 11:27

Mam to tłumaczenie, ale inne wydanie (gazetowe, z wyjątkowo niekorzystnym zdjęciem Hugh i Emmy Thompson na okładce; kupiłam, kiedy dopiero zaczynałam się interesować JA, bo kosztowało 2zł). Tłumaczenie jest średnie.
A jeżeli chodzi o tłumaczenie Dumy, o którym pisze Trzykrotka, to je mam i poza kilkoma drobnymi błędami jest moim zdaniem w porządku. Lepiej mi się czyta niż przekład Przedpełskiej-Trzeciakowskiej.

Trzykrotka - Pią 09 Mar, 2012 12:30

Mam wielki sentyment do tłumaczeń Przedpełskiej-Trzeciakowskiej :wink: , już lekko trącących myszką, ale pięknie oddających klimat książek. Inna rzecz, że dla osób nastoletnich to słownictwo może być już nie do przejscia, niech więc tłumaczą od nowa. Ale z głową! Chora jestem od byków tak rażących, że kłują w tyłek :roll:
Akaterine - Pią 09 Mar, 2012 15:14

Mi Przedpełska-Trzeciakowska nie odpowiada pewnie dlatego, że gdy czytam JA w oryginalne, choćby fragmentami, albo gdy słyszę dialogi w ekranizacjach, to wydają mi się żywe, brzmią współcześnie, a tłumaczenie jest momentami może nie archaiczne, ale tak jak napisałaś - trąci myszką ;) . I przez to jakoś źle mi się czyta, nie idzie mi to tak gładko jak po angielsku (mimo że w oryginale nie wszystko rozumiem i czasami muszę się zatrzymać i coś sprawdzić).

Trzykrotka napisał/a:
Chora jestem od byków tak rażących, że kłują w tyłek :roll:

To pamiętam, że w tym tłumaczeniu RiR raziło mnie strasznie, że Marianne grała na fortepianie. Tłumacz chyba naprawdę nie orientował się w realiach epoki. Coś tam jeszcze było, ale już nie pamiętam, a nie mam przy sobie egzemplarza.
A w DiU jeszcze był błąd już na pierwszej stronie, gdy jest fragment "My dear Mr Bennet," said his lady to him one day... - zostało to przetłumaczone w sensie, że pani Bennet miała tytuł "lady". Też bardzo głupi błąd, bo nawet tłumacząc to dosłownie wychodzi, że powinno być "jego dama" albo "jego pani", a z dalszego ciągu wynika, że pani Bennet żadnego tytułu nie miała.

Admete - Pon 08 Lip, 2013 21:29

Obawiam się, że inne tłumaczenia Austen nie sa lepsze.
Trzykrotka - Wto 09 Lip, 2013 06:42

Admete, a Ty czytasz teraz w czyim tłumaczeniu? Aż mnie korci, żeby poprobowac jakiegoś współczesnego - znam tylko pracę pani Przedpelskiej.
Admete - Wto 09 Lip, 2013 08:59

Mam tylko tłumaczenia pani Przedpełskiej. Może poszukam z ciekawości innych, choć zaczynam skłaniać się do opinii Akaterine i sądzę, że tylko oryginał pozwala docenić wszystkie niuanse. Ledwo zaczęłam, a już mam ochotę walnąć Marianne w głowę ;) Swoja drogą Austen stworzyła w jej postaci świetny obraz postrzelonej nastolatki na długo przed wynalezieniem terminu ;)
Trzykrotka - Wto 09 Lip, 2013 14:27

Postrzelonej i co gorsza - męczącej swoimi humorami innych. Wyjątkowy przykład rozchwiania hormonalnego.
Admete - Wto 09 Lip, 2013 14:33

To, to. Ona nie ma za grosz szacunku dla innych, widzi tylko siebie. Austen to bardzo trafnie zaobserwowała.
Trzykrotka - Śro 10 Lip, 2013 08:23

RiR to najmniej przeze mnie lubiana z powieści Austen. Jako jedyną przeczytałam ją tylko raz w całości. Postać Marianny przyczynia się do tego nielubienia. Gdyby nie jej egoizm, byłoby mi właściwie żal dziewczyny, która chce tylko żyć po swojemu, nie poddawać się konwenansom w sferze najważniejszej dla niej - miłości. To budzi współodczuwanie. Ale Marianne przecież przy tym nie przstrzega również innych konwenansów: grzeczności, zasad przyjmowania gości, zachowywania się w towarzystwie itd. W ten sposób cały dom stawia na paluszkach, każąc siostrze, matce, chwilowej opiekunce tańczyć tak, jak im zagrają jej kaprysy.
Jane była dla niej łaskawa, dając jej w miarę wygodne życie i pułkownika Brandona. Boje się tylko, że jemu tak samo zajdzie za skórę, jak innym. W powieści nie ma raczej (Admete?) sugestii, że ona go pokochała.

Anonymous - Śro 10 Lip, 2013 08:26

Jest. Na samym końcu mamy to napisane.
Trzykrotka - Śro 10 Lip, 2013 08:27

Uf, to choć tyle. Dzięki Kaśku, jakoś tego nie pamiętałam.
Anonymous - Śro 10 Lip, 2013 08:30

Tzn. ja tak interpretuję ten fragment

Cytat:
Pułkownik Brandon był teraz tak szczęśliwy, jak na to zasługiwał zdaniem tych, którzy go kochali. W żonie znalazł nagrodę za wszystkie swoje niedole - jej szacunek, jej towarzystwo ożywiły go i rozpogodziły, a przyjaciele stwierdzili z zachwytem, że Marianna, budując jego szczęście, znalazła własne. Nigdy nie potrafiła kochać inaczej jak całym sercem i po pewnym czasie całe swe serce oddała mężowi, tak jak niegdyś panu Willoughby'emu.

Anonymous - Śro 10 Lip, 2013 08:32

Nie ma za co :)


Ja mam problem z Marianną, uwielbiam Brandona i jakoś ciężko mi uwierzyć, że oni byli po prostu, szczęśliwi.
Zresztą ta wątpliwość przywiała mnie na forum... prawie siedem lat temu :wink:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group