Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - tom II
Alison - Pią 26 Sty, 2007 10:29
Któraś tam! Intuicja matczyna mnie dziś zawiodła :sad:
Ale łyso chłopakowi jest, niby fajnie w domku, ciepły grog, kominek, swoi ludzie, ale Darsik, ty nasz lepiej nie czaruj, łyso ci jest i jak bez ręki! Zgadłam?
Ulka - Pią 26 Sty, 2007 12:00
A to może osobny wąteczek z kommentarzami założymy-jak porządek to porządek!
żartowałam, oczywiście.
Faktycznie, obsługa, że hej, aż milo poczytać..i tylko poczytać. Mnie by chyba do końca nie odpowiadało, żeby tak w każdej sytuacji się ktoś nade mną natrząsał :neutral:
A propos zakładki, to co, Lizzy tak woziła ze sobą w gości zakładeczki? Czy jak szła pieszym spacerkiem do Netherfield, wsadziła w kieszeń zakładkę? No chyba, że przewidując lekturę, zrobiła ją siedząc pierwszego wieczoru czy to w salonie czy przy łóżku Jane. :o Ach, te kobitki! ja wtykałam, co miałam pod ręką, teraz najczęściej kolorowe karteczki z notesiku :smile:
Maryann - Pią 26 Sty, 2007 12:17
| Ulka napisał/a: | | A propos zakładki, to co, Lizzy tak woziła ze sobą w gości zakładeczki? Czy jak szła pieszym spacerkiem do Netherfield, wsadziła w kieszeń zakładkę? No chyba, że przewidując lekturę, zrobiła ją siedząc pierwszego wieczoru czy to w salonie czy przy łóżku Jane. :o Ach, te kobitki! ja wtykałam, co miałam pod ręką, teraz najczęściej kolorowe karteczki z notesiku :smile: |
Na spacerek do Netherfield chyba zakładki ze sobą nie zabrała. Zostają nam więc dwie możliwości: albo zrobiła ją sobie wieczorkiem (dużo czasu spędzała na lekturze, więc stwierdziła, że się przyda), albo zakładeczka przyjechała z Longbourn razem z jej garderobą.
Jest jeszcze trzecie wyjście - zakładka w ogóle nie należała do Lizzy, a w książce zostawiła ją panna Bingley... Ale panna Bingley i Milton ? Nieee...
QaHa - Pią 26 Sty, 2007 12:19
Biorac pod uwage ówczesną robótkomanie zrobieie takiej zakładki to pewnie byl tzw pikuś.
Ja tam zadnych zakładek nie uzywam, "zapamiętuje" gdzie skończyłam i jakos sobie radze bez, Hasło - zakładka niekorzystnie na mnie dziala a jak bym miala jakąs taką specjalna doksiązkową to cos mi sie widzi ze bardzo szybko gdzieś by sie biedactwo zapodzialo
Ulka - Pią 26 Sty, 2007 12:20
| Maryann napisał/a: | Jest jeszcze trzecie wyjście - zakładka w ogóle nie należała do Lizzy, a w książce zostawiła ją panna Bingley... Ale panna Bingley i Milton ? Nieee... |
Maryann, to dopiero Darcy by się przejechał! A gdyby Karolina to zobaczyła!!! Wyobrażasz to sobie!!!
QaHa - Pią 26 Sty, 2007 12:21
nie mow nawet takich strasznych rzeczy toz to ZGROZZZA
ja obstawiam opcję wydziergania na poczekaniu
Maryann - Pią 26 Sty, 2007 12:27
| Ulka napisał/a: | | Maryann napisał/a: | Jest jeszcze trzecie wyjście - zakładka w ogóle nie należała do Lizzy, a w książce zostawiła ją panna Bingley... Ale panna Bingley i Milton ? Nieee... |
Maryann, to dopiero Darcy by się przejechał! A gdyby Karolina to zobaczyła!!! Wyobrażasz to sobie!!! |
Nooo... On wzdycha nad zakładką myśląc o Lizzy, a Karolina na ten widok zastanawia się nad fasonem ślubnej sukni...
| QaHa napisał/a: | | ja obstawiam opcję wydziergania na poczekaniu |
Ja też. Zgodnie z opisem to było kilka kolorowych nitek zakończonych jakimś kunsztownym węzełkiem. Dla takiej zdolnej panny jak Lizzy zrobienie takiego drobiazgu to kwestia kilku minut.
Ulka - Pią 26 Sty, 2007 13:21
| Caroline napisał/a: | | Zerkając spod oka na przyjaciela szybko schował drobiazg do kieszeni, a potem skupił się na książce. |
W innej sytuacji to zdanie świadczyłoby, że zakładka jest właśnie Karoliny
| Caroline napisał/a: | | Darcy pochylił się znów w stronę światła, ujął końce haftowanej zakładki zanim wsunał palce między strony i otworzył książkę. Kolorowe nici spoczywały tuż przy grzbiecie oprawy, skomplikowany, kobiecy węzeł zbierał je na górze. |
No, jak dla mnie haftowana zakładka to jednak trochę więcej roboty, niteczki były pewnie na górze. Ale i tak się zgodzę, że dla Lizzy dużo pracy i czasu to pewnie nie zajęło.
Maryann - Pią 26 Sty, 2007 13:51
| Ulka napisał/a: | | No, jak dla mnie haftowana zakładka to jednak trochę więcej roboty, niteczki były pewnie na górze. Ale i tak się zgodzę, że dla Lizzy dużo pracy i czasu to pewnie nie zajęło. |
Mam z tą zakładką pewien dylemat - nie mogę się zdecydować, czy to był rzeczywiście haftowany kawałek materiału, czy też może coś w rodzaju ozdobnego sznureczka uplecionego z kolorowych nici. Tak czy owak - z pewnością nie miała dużych rozmiarów, bo inaczej nie zmieściłaby się w kieszonce Darcy'owej kamizelki.
Alison - Pią 26 Sty, 2007 15:22
W Twoim tłumaczeniu były to niteczki z węzełkiem, w tym przypadku zrobienie tego, to tylko parę sekund, jeśli kawałek haftowanej robótki (jak to chce Caroline), to juz inksza inkszość, ale ona przecież coś musiała robić czuwając nad chorą Jane, co to za problem sobie coś wyhaftować. Tak czy tak, zostawiła jakieś niteczkowe dziełko, którym Darcy zawładnął jak swoim. A fe! Panie Darcy! Czy tak zachowuje się gentelman?
Maryann - Pią 26 Sty, 2007 15:30
| Alison napisał/a: | | co to za problem sobie coś wyhaftować |
Żaden problem. A jak ładnie wyglądała tak sobie siedząc i haftując...
Jak to było ? "obrazek sumiennej szwaczki"...
| Alison napisał/a: | | Tak czy tak, zostawiła jakieś niteczkowe dziełko, którym Darcy zawładnął jak swoim |
Zaraz tam "zawładnął". Ot, wziął sobie na pamiątkę. Żeby przypadkiem nie zapomniał tego, co tak usilnie zapomnieć usiłował...
QaHa - Pią 26 Sty, 2007 15:35
| Alison napisał/a: | | Tak czy tak, zostawiła jakieś niteczkowe dziełko, którym Darcy zawładnął jak swoim. A fe! Panie Darcy! Czy tak zachowuje się gentelman? |
A to łobuz znaczy sie rąbnął perpardonowo, na cudzą własność się połaszczył ha!!
Alison - Pią 26 Sty, 2007 15:46
Nie da sie ukryć tej porażającej prawdy ale czyste intencje go w sumie usprawiedliwiają, więc co mu tam będziemy paru niteczek żałować i węzełka, żeby nie zapomniał, że w końcu ma się przecież oświadczyć, jak już trochę powojuje z tym swoim zdrowym rozsądkiem
Maryann - Pią 26 Sty, 2007 20:52
| Alison napisał/a: | jak już trochę powojuje z tym swoim zdrowym rozsądkiem |
Oj, powojuje on, powojuje... I nie tylko ze zdrowym rozsądkiem...
Kaziuta - Pią 26 Sty, 2007 21:34
Niby dla dobra przyjaciela to robi, ale sumionko nie odpuszcza i bije myślami.
Ulka - Pią 26 Sty, 2007 21:49
| Alison napisał/a: | | ale ona przecież coś musiała robić czuwając nad chorą Jane, co to za problem sobie coś wyhaftować. Tak czy tak, zostawiła jakieś niteczkowe dziełko, którym Darcy zawładnął jak swoim. |
| Maryann napisał/a: | | A jak ładnie wyglądała tak sobie siedząc i haftując... |
Znalazłam :smile:
JA napisała: | Cytat: | | "Elżbieta zajęła się jakąś robótką, a jednocześnie zdużym rozbawieniem przysłuchwała się rozmowie pana Darcy'ego z jego towarzyszką." | (to wtedy, gdy pisał list do siostry: "Pan piszesz niezwykle szybko." )
i jeszcze | Cytat: | | "Elżbieta , zajęta robótką w przeciwległym kącie(...)" | (to, gdy Jane zeszła pierwszy raz po chorobie do salonu).
Wygląda na to, że miała dość czasu, by wyhaftować czy też zapleść niejedną zakładeczkę, a Darcy miał dość czasu by podziwiać, jak ładnie wygląda siedząc i haftując :grin: Może też chciała zachęcić Bingleya nie tylko do kupowania ale i czytania książek, zostawiając mu użyteczne zakładeczki? bez nich przecież trudno czytać....
Gunia - Pią 26 Sty, 2007 22:04
Ja tam zwylke czytam bez zakładki - taki nawyk. Próbowałam używać ich, ale na dłuższą metę odpada.
Fajne ciacho - dzięki!
bezpaznokcianka - Sob 27 Sty, 2007 00:34
nie zgadniecie czego ja używam w roli zakładki
dooobra pooowiem - zdjęcia pana Thorntona :oops: jako że haftowac nie umiem
Aragonte - Sob 27 Sty, 2007 01:37
| KIKA napisał/a: | | myślę że Darcy niejednym nas jeszcze zaskoczy w tym fanficku.... :grin: |
Mam nadzieję
Niecierpliwie czekam na ciąg dalszy :grin:
Caitri, moje komentarze możesz swobodnie wyciapywać, nawet z druzgocącym uzasadnieniem: niski poziom intelektualny
Ania1956 - Sob 27 Sty, 2007 06:12
Zasypała mnie praca (nie tylko śnieg) , ale końcu przeczytałam zaległości i jestem na bieżąco!! Z niecierpliwością czekam na cd
Maryann - Sob 27 Sty, 2007 08:55
No to cdn - Mr Darcy i jego sekretarz przy pracy... Oraz trochę wspomnień z dzieciństwa.
Rozdział I "Pewne rodzaje zła" cz. IV
Darcy obudził się następnego ranka po pierwszej od pewnego czasu nocy prawdziwego wypoczynku. Fletcher pojawił się niemal jeszcze zanim dzwonek przestał się kołysać i ze spokojną wprawą przygotował go na dzień, który miał być poświęcony interesom. Śniadanie i lektura porannej gazety były, jak zauważył Darcy, szczęśliwie wolne od przerywającej ciągle gadaniny panny Bingley. Kiedy skończył i podniósł wzrok, poinformowano go, że jego sekretarz czeka w bibliotece.
- Panie Darcy – Hinchcliffe wstał ze swego krzesła ustawionego dokładnie naprzeciwko krzesła Darcy’ego, po drugiej stronie biurka.
- Hinchcliffe – pozdrowił go Darcy z lekkim ukłonem – Ze spojrzenia na mój terminarz wynika, że mamy przed sobą intensywny dzień. Czy otrzymał pan instrukcje dotyczące rozdysponowania środków na dobroczynność na ten rok ?
Usiadł naprzeciwko sekretarza, który również zajął swoje miejsce.
- Tak, sir – z leżącej na kolanach skórzanej teczki wyjął list Darcy’ego i położył na biurku do akceptacji Darcy’ego. Każda osoba korzystająca z hojności Darcy’ego była zanotowana i zaznaczona schludnym pismem Hinchcliffe’a – Wyrazy wdzięczności za pańskie zainteresowanie przychodzą codziennie, sir.
Wyjął z teczki więcej listów i położył je obok tamtego. Darcy przejrzał listy zanim odsunął je z powrotem w stronę sekretarza.
- Doskonale, Hinchcliffe.
Niemal niedostrzegalne skinienie głowy było całą odpowiedzią na jego słowa. Szorstki charakter tego gestu i brak zainteresowania Darcy’ego dla takiego zachowania u służącego zdziwiłyby każdego z jego znajomych. Oczywiście, nie mogli oni wiedzieć, że Hinchcliffe był sekretarzem jego ojca, przyjętym na służbę, kiedy Darcy miał dwanaście lat.
Ich pierwsze spotkanie nie było obiecujące. Uszczęśliwiony, że jest w domu na krótkich wakacjach z Eton, wpadł do Erewile Mouse prosto z powozu, przez hall wejściowy, prosto na wysoką, czarno ubraną postać właśnie wchodzącą do hallu. Kiedy ostatnia kartka papieru spadła na podłogę, Darcy leżał w poprzek nóg surowo patrzącego, mniej więcej trzydziestoletniego mężczyzny. W skutek upadku peruka przekrzywiła mu się w śmieszny sposób, a to stanowiło tak wyraźny kontrast z kamiennym wyrazem twarzy, że Darcy nie był w stanie uciec od humoru całej sytuacji. To trwało tylko do chwili, gdy dziwny służący wyplątał nogi i wstał. Dla zdumionego dwunastolatka ten człowiek wydawał się olbrzymem, którego złowrogie spojrzenie skupiało się całkowicie na nim.
- Panicz Darcy, jak sądzę – zagrzmiał olbrzym.
- Tak, sir – odparł bardziej przytłumionym głosem, pewien, że miał nieszczęście wpaść na nieznanego nauczyciela, zaangażowanego do nadzorowania jego nauki podczas wakacji.
- Jestem Hinchcliffe, nowy sekretarz twojego ojca. – mówił dalej olbrzym głośno i wyraźnie – A ty, mój panie, jesteś oczekiwany w bibliotece. Wybacz, że cię nie zaanonsuję, ale mam nieoczekiwane zadanie do wykonania. Sugeruję, żebyś wstał, zanim twój ojciec przyjdzie cię szukać do hallu.
Osadziwszy go na miejscu ostatnim surowym spojrzeniem, Hinchcliffe odwrócił się i zaczął zbierać rozrzucone listy i papiery zaścielające hall, podczas gdy Darcy wszedł szybko na schody i wśliznął się bezpiecznie przez drzwi do biblioteki.
Przez lata Hinchcliffe był wśród służby sztywną sylwetką, którą Darcy nauczył się doceniać, gdy wróciwszy do domu z uniwersytetu znalazł ojca w niepokojącym stanie. Przez te dwa straszne lata przed jego śmiercią Darcy był przez Hinchcliffe’a wprowadzany we wszystkie interesy i sprawy ojca, a po jego śmierci nie mógł wyobrazić sobie nikogo innego, kto bardziej nadawałby się na jego własnego sekretarza, niż ten człowiek, który tak dobrze znał wszystkie sprawy Darcych i tak solennie i dobrze je prowadził. Nie szukał u Hinchcliffe’a serdeczności, ani nie spodziewał się uniżoności. Wystarczyła mu świadomość, że ma zasłużony szacunek i lojalność człowieka, który znał wszystkie jego sprawy od lat chłopięcych, a później oddawał mu usługi prawdziwego mistrza w swoim fachu.
- Panie Darcy, jest jeszcze jedna rzecz, na którą muszę zwrócić pańską uwagę. – Hinchcliffe wyciągnął z teczki kolejny list, otworzył go ostrożnie i położył na biurku – Otrzymałem to od panny Darcy kilka dni temu. Czy mam postąpić tak, jak prosi, sir ?
Darcy wziął list i cicho przeczytał go na głos:
21 listopada 1811
Dwór Pemberley
Lambton, Derbyshire
Panie Hinchcliffe, niech pan będzie łaskaw wystawić z moich funduszy na dobroczynność czek na dwadzieścia funtów dla „Towarzystwa na Rzecz Powrotu Młodych Kobiet do Ich Przyjaciół na Wsi” pod podanym adresem, i dopilnować, żeby odtąd co roku był im przekazywany czek na sto funtów.
Z poważaniem, Georgiana Darcy
Uniósłszy brwi ze zdumienia Darcy spojrzał znad listu na swojego sekretarza.
- „Towarzystwo na Rzecz Powrotu Młodych Kobiet…” Hinchcliffe, czy pan zna to Towarzystwo ?
- Nie przed listem panny Darcy, sir. Dowiadywałem się i to jest legalne towarzystwo, powiązane z Clapham*, sir. Bardzo szacowny zarząd, ofiarodawcy z najlepszych rodzin, nawet kilku parów. Nic niestosownego, sir.
- Hmmm – odparł Darcy, patrząc w zamyśleniu na list – Możliwe, ale nie podoba mi się, że moja siostra wie o takich kobietach. O takiej niegodziwości. – poprawił się. A ponadto, że nie zasięgnęła wcześniej mojej rady ! Dlaczego tego nie zrobiła ? mówił do siebie w myśli.
________________________
*Clapham – południowa dzielnica Londynu; "Sekta z Clapham" – wpływowa grupa reformatorów społecznych, gromadząca wybitnych i zamożnych przedstawicieli „ewangelików” – zwolenników odnowy religijnej oraz reform społecznych.– zniesienia niewolnictwa i zmiany systemu karnego.
Ulka - Sob 27 Sty, 2007 13:16
Hinchcliffe-nowy superautomat na usługach właściciela Pemberly?
| Maryann napisał/a: | | Kiedy ostatnia kartka papieru spadła na podłogę, Darcy leżał w poprzek nóg surowo patrzącego, mniej więcej trzydziestoletniego mężczyzny. |
Rety, myślałam, że pan Hinchcliffe złoił małemu Darcy'emu, pardon, tyłek
Maryann - Sob 27 Sty, 2007 13:30
No, na to Hinchcliffe by sobie w żadnym wypadku nie pozwolił.
Niemal niedostrzegalne skinienie głowy było całą odpowiedzią na jego słowa. Szorstki charakter tego gestu i brak zainteresowania Darcy’ego dla takiego zachowania u służącego zdziwiłyby każdego z jego znajomych
A w pierwszej kolejności Elżbietę.
Alison - Sob 27 Sty, 2007 18:47
Maryanek dzięki!
Darcy trochę przegina z tym trzęsieniem się nad Georgianą, "skąd moja siostra wie o takich kobietach?" Bo nie jest taka głupia za jaką ją masz drogi Fitzku :razz:
Caitriona - Sob 27 Sty, 2007 19:02
| Marija napisał/a: | | Uuuu, zamordystycznie nam się zrobi |
No, nieźle mi pojechałaś, dzięki
| Aragonte napisał/a: | | Caitri, moje komentarze możesz swobodnie wyciapywać, nawet z druzgocącym uzasadnieniem: niski poziom intelektualny |
Nie ma takiej opcji :grin:
|
|
|