Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Fan Fic Dione - "DiU" ciąg dalszy
Dione - Pią 29 Gru, 2006 13:56
Dobra obiecałam, to macie. Tym razem opowiastka o heroinie Katarzynie i poważnym panu Tilney. Chciałam z przymrużeniem oka, ale chyba nie wyszło zbyt przymrużone. Wklejam fragment oficjalny, a nieprzyzwoita reszta dla dorosłych na życzenie.
Miłego czytania
Pani Tilney
by Dione
Dzień ślubu był najpiękniejszym dniem w życiu Katarzyny. Strojna, koronkowa sukienka, którą sprawiła jej pani Allen, podobała się jej tak bardzo, że z ogromnym żalem zdjęła ją na rzecz wygodniejszej, lecz nie tak ślicznej, podróżnej spódnicy. Ta drobna przykrość odbiła się na jej twarzy na ułamek sekundy i zastąpiona została radością na widok zapakowanych kufrów. Decyzją ojca Henry’ego mieli wyruszyć natychmiast po ceremonii, aby jeszcze tego wieczora dotrzeć do Woodston.
Powóz generała, wypełniony po brzegi bagażami i wyprawą Katarzyny, toczył się jej zdaniem zbyt wolno. Rozkoszowała się jednak jazdą na swój radosny sposób. Będąc w pojeździe jedynie ze swoim świeżo poślubionym małżonkiem, wtuliła się w jego ramię i uśmiechała się za każdym razem, gdy on delikatnie całował ją w czubek głowy. Podróż dłużyła się Katarzynie. Żaden rozbójnik nie stanął im na drodze, więc po kilku godzinach nasza heroina zasnęła. Tuż przed północą powóz w końcu zatrzymał się przed wejściem na plebanię. Henry prawie wyniósł z karety na wpół śpiącą żonę.
W drzwiach powitała ich jego gospodyni, starsza sympatyczna kobieta. Słaniając się ze zmęczenia Katarzyna przywitała ją serdecznie i usiadła na kanapie, bezskutecznie próbując rozsupłać kokardę czapeczki. Tymczasem Henry żywo dyrygował służbą wnoszącą kolejne kufry. Wreszcie wszystko znalazło się w domku, blokując niewielki korytarz i bawialnię. Gospodyni z zadowoleniem podała im kolację, lecz młodzi byli zbyt zmęczeni by jeść. Natomiast z przyjemnością wypili mocną, gorącą herbatę. Rozpakowywanie bagażu pozostawiono na następny dzień, więc gospodyni pożegnała się, gdy tylko posprzątała naczynia. Małżonkowie zostali sami w niewielkim domku.
Henry przeciągnął się jak kot i podszedł do Katarzyny. Dziewczyna wspięła się na palce i lekko pocałowała go w usta. Młody organizm regeneruje się szybko, więc zmęczenie prawie zupełnie ją opuściło.
- Henry, czy będę mogła założyć maleńki ogródek kwiatowy? – Spytała.
- Oczywiście, ale już nie dziś. – Uśmiechnął się kpiarsko. – Jutro.
Katarzyna zarzuciła mu ręce na szyję i uśmiechnęła się kokieteryjnie. Mężczyzna spoważniał, otoczył ją ramionami w talii i namiętnie pocałował. Gdy ponownie uniósł głowę, Katarzyna z dziewczęcą przekorą wysunęła się z jego rąk i wesoło wbiegła na piętro.
- Panie Tilney, nie złapiesz mnie! – Wołała.
Henry szybko zgasił lampę w pokoju i z niewielką świecą ruszył za żoną. Spokojnym krokiem wszedł do wspólnej sypialni i zobaczył łobuzerski uśmiech żony ukrytej za fotelem. Przydając swojej twarzy surowy wygląd pogroził jej palcem i odstawił świecę na komodę. Katarzyna tylko roześmiała się głośno. Kiedy podszedł do fotela, zręcznie wysunęła się z drugiej strony i stanęła za łóżkiem. Ścigał ją tak, wśród śmiechu i przekomarzania, przez kilka minut. Wreszcie udało mu się zapędzić ją w kąt i pochwycić w ramiona.
- No, w końcu Cię mam, panno Morland.
- Pani Tilney, a nie panno Morland. – Odpowiedziała z udawaną urazą.
- Katarzyno... – Poprawił się i łagodnie ujął dłonią jej brodę.
Patrzył na nią tak wymownie, że dziewczyna mimowolnie zadrżała i silniej przytuliła się do niego. Pocałował ją, a potem wziął na ręce i przeniósł przez pokój, stawiając przy łóżku.
I tu nagle Katarzyna wpadła w popłoch. Tak solennie obiecywała mamie rozłożyć delikatną muślinową sukienkę, przeznaczoną na następny dzień. Tymczasem sukienka spoczywała w kufrze stojącym w bawialni. W tym samym kufrze znajdowała się też pięknie haftowana koszula nocna, prezent od młodszych sióstr. Z wielkim rwetesem wybiegła z sypialni, wołając do męża bezładne przeprosiny. Zdumiony Henry wyszedł za nią, oparł się o balustradę schodów i z rozbawieniem spoglądał na żonę miotającą się pomiędzy bagażami.
- Gdzież jest moja mała torba podróżna? Suknię trzeba do szafy..., szarfa się wygniotła... – Tak szeptała do siebie nasza heroina, zaglądając do kufrów i wyciągając z nich zwoje materiału.
- Katarzyno... – Zawołał mąż.
- Już, już. Tylko znajdę trzewiki i błękitny kapelusz ze stokrotkami i parasolkę w słoneczniki. – I znowu zaczęła grzebać wśród odzieży.
Tego dla Henry’ego było za wiele. Zdecydowanym krokiem zszedł na dół i kategorycznie wziął ją na ręce. Potem bez słowa ruszył z powrotem na górę. Z piskiem protestu Katarzyna wychyliła się przez jego ramię i chwyciła za falbanę swoją ślubną koszulę nocną. Kiedy postawił ją w sypialni, natychmiast wpadła do garderoby i zamknęła drzwi. Z rezygnacją opadł na fotel i czekał nasłuchując przygotowań żony.
Gosia - Pią 29 Gru, 2006 19:08
Nie wiem czemu, ale mialam wrazenie czytajac "Opactwo" ze Tilney jest doswiadczonym mlodziencem
A co do Katarzyny to dosc smialo się zachowuje w Twoim fanfiku
Ale gratuluje !
India - Pon 08 Sty, 2007 11:18
Przeczytalam, az mi ciarki po plecach przeszly :oops: :oops: :oops: sliczne dzieki, super
Mag - Pon 08 Sty, 2007 15:00
Dzięki Dione
Anonymous - Pon 08 Sty, 2007 15:55
Dione dzięki, jesteś wielka.
Aragonte - Wto 09 Sty, 2007 12:35
Dione, dzięki, doszło. Przeczytałam z radością
Wszelki dalsze ciągi też poproszę
Annette - Wto 09 Sty, 2007 15:24
Doszło, dzięki! Z niecierpliwością czekam na wszelkie dalsze części :grin:
Dione - Czw 18 Sty, 2007 10:27
Dziś fragmencik z poślubnej nocy Brandonika i romantycznej Marianki. Czytajcie na zdrowie... (reszta dla chętnych)
Zakochana Marianna
by Dione
Marianna siedziała przed lustrem i od ponad kwadransa szczotkowała włosy. Niewidzącym wzrokiem patrzyła w lustro. W końcu zdecydowanym ruchem odłożyła szczotkę i podeszła do drzwi łączących sypialnię z pokojem jej męża. Delikatnie zapukała i nie czekając na zaproszenie weszła do środka. Pułkownik Brandon stał przed dużym lustrem i właśnie zakładał krawat. Na jej widok odwrócił się, a stojący nieopodal służący bezszelestnie wyszedł na korytarz.
- Dzień dobry! – Uśmiechnął się do niej ciepło. – Nie wiedziałem, że już wstałaś.
- Słońce mnie obudziło. Dzień dobry....
Z lekkim wahaniem podeszła do męża i sięgnęła do krawata. Brandon był jednak tak wysoki, że nawet na palcach nie widziała powstającego supła. Pułkownik cofnął się o krok i podsunął jej stopą podnóżek. Kiedy wspięła się na niego, jej twarz znalazła się na wprost twarzy mężczyzny. Marianna ze skupieniem układała węzeł i mimowolnie czuła, że się rumieni pod badawczym spojrzeniem męża. Delikatnie wygładziła brzeg kamizelki i dopiero popatrzyła mu w oczy. W jego wzroku było tyle czułości, że zmieszana na ułamek sekundy spuściła oczy. Odetchnęła i nieśmiało pocałowała usta mężczyzny. Ponownie popatrzyła mu w oczy, zarumieniła się jeszcze bardziej i wyszeptała:
- Panie Pułkowniku...
- Marianno, - Przerwał jej łagodnie. – Jesteśmy małżeństwem, już czas żebyś mówiła mi po imieniu.
- Christopher... – Mówiła teraz ledwie dosłyszalnie. – Ja Cię ... kocham...
- Słucham? – W jego oczach odbiło się niedowierzanie.
- Kocham Cię. Najbardziej na świecie. Chyba już od dawna, ale dopiero dziś to zrozumiałam.
Twarz Brandona rozjaśniła się radością. Chwycił dziewczynę w ramiona i obsypywał pocałunkami jej twarz i szyję. Na koniec przytulił ją mocno, delikatnie gładził jej włosy i szeptał do ucha jak bardzo ją kocha. Dość długo stali objęci.
Marija - Czw 18 Sty, 2007 10:50
O matko, jak romantycznie i rozważnie :oops: . Nie wiem, czy pragnę dalszych szczegółów pozycia .[/i]
Anonymous - Pią 19 Sty, 2007 17:19
Dione jesteś moim guru
asiek - Pią 19 Sty, 2007 23:01
Kłaniam się Damom i ślicznie proooooszęęęę o przesłanie mi "wyciętych scen" z DiU i SiS
/ adresik u dołu/
Dione - Czw 25 Sty, 2007 12:39
A pełnoletnia jesteś?
Poproszę o adresik i wysyłam
asiek - Czw 25 Sty, 2007 22:45
Dione....świetnie się czytało
Kwiatek niesę w podzięce
lady_ania - Śro 21 Lut, 2007 14:10
Dione siuper sprawa. Do mnie tez dotarlo. Co ty na to zeby napisac cos wiecej niz tylko taki fanfik?? Moze nieoficjalna kontynuacje?? Talent po prostu masz...
Gosia - Pią 09 Mar, 2007 20:08
Ponieważ ten wątek przypominał juz trochę ksiazkę adresową , usunelam wiekszosc postow zawierajacych tylko podziekowanie za przesylke i emotki. Kilka zostawilam, zeby wątek nie wyglądał smutno
Jak wynikalo z lektury wątku fanfiki Dione przeczytały:
Nooka, Lady_Kasiek, Marija, Alison, Mag, Gosia, Aine, Trzykrotka, bezpaznokcianka, przecinek, Harry_the_Cat, Ulka, teresach, Caitriona, Angelo, Aragonte, Balbina, Kaziuta, Asiek, Qaha, julianna, annette, lady_ania, India, hamadryad,.
Mam nadzieje, ze nikogo nie pominełam.
Na tej liscie oczywiscie nie ma osob, ktore dostaly przesylki mailem, ale sie na forum nie odezwaly
W imieniu wymienionych osob oraz swoim wlasnym serdecznie Dione dziękuję!
Dione - Pon 12 Mar, 2007 12:54
A ja serdeczniasto dziękuję za kwiatka
Dione - Pon 02 Kwi, 2007 12:35
Wczoraj przypadkiem (bo programu nie posiadam i nie wiem, co w TV jest kiedy) obejrzałam sobie "Emmę" z Gweeneth Paltrow (jak zrobiłam błąd w nazwisku, to sorki) i tak mnie natchnęło do napisania kolejnej wariacji na temat. Tym razem na warsztat biorę Emme i pana Knithley. Urlopuję się od czwartku, bedę miała więcej czasu, więc po świetach zapraszam do czytania.
Aragonte - Pon 02 Kwi, 2007 12:38
No to czekamy :grin:
Dione - Śro 25 Kwi, 2007 15:16
Za przeproszeniem oto państwo:
Emma i George Knithley
Pan Woodhouse, jak to miał w zwyczaju, położył się wcześnie, pomimo odbywającego się w Hartfield przyjęcia weselnego. Jego młodsza córka poślubiła bliskiego sąsiada, a zarazem brata swojego szwagra. Pan Woodhouse pogodził się z tym ślubem, choć nawet leżąc w łóżku tego wieczora zastanawiał się, czemu ludzie się pobierają. Z bliżej nie określonych powodów nie widział potrzeby zawierania małżeństw. Wprawdzie sam wiele lat temu poślubił piękną i rozsądną kobietę, lecz będąc od kilku lat wdowcem, nie potrafił przypomnieć sobie powodów takiego czynu. Od zamążpójścia starszej córki i jej wyjazdu z mężem do Londynu obawiał się tylko jednego, że młodsza także znajdzie sobie męża i go opuści. Samotność zaś była tym, co mu najbardziej doskwierało. Oczywiście nie licząc kłopotów z żołądkiem, wrażliwości na przeciągi, bezsenności, bólu pleców i jeszcze kilku łagodniejszych dolegliwości. W końcu jednak przyszedł ten dzień, gdy Emma stanowczo oświadczyła mu, że zamierza poślubić mężczyznę. Szczęściem dla pana Woodhouse’a jej wybrankiem okazał się ten przemiły pan Knithley, ogromny przyjaciel rodziny, który zaproponował, że zamieszka w Hartfield, zamiast zabierać Emmę do Donwell. Zaś w dobie tak częstych rozbojów i napadów obecność w domu młodego, obznajomionego z bronią, mężczyzny była nader korzystna. Gdybyż jeszcze na weselu nie serwowano tylu niezdrowych, wręcz szkodliwych, potraw, radość pana Woodhouse’a z przyjemnego dnia byłaby pełna.
Dione - Śro 25 Kwi, 2007 15:55
Właśnie wysłałam na wszystkie adresy, które w swoich papiórach znlazłam. Jak do kogoś nie dotrze, to poproszę o wiadomość. Prześlę jak najszybciej.
QaHa - Czw 26 Kwi, 2007 12:44
DOSTAŁAM DOSTAŁAM
elbereth - Śro 02 Maj, 2007 12:42
o matko, jaka ja jestem opóźniona! czy mogę prosić hurtem wszystkie wersje rozszerzone? i tego fanfika w tł gosi także? proooszę!
elbereth@wp.pl
Gosia - Czw 03 Maj, 2007 10:21
Tu byl dlugi szereg podziekowan
A takze prosb o wyslanie fanfika.
Niestety potem wkroczyl moderator i pousuwal posty zawierajace gifkowe podziekowania
Dione - Wto 08 Maj, 2007 08:18
Oj, a mnie nie było od 1 maja... Jeśli ktoś po tym terminie prosił o przesłanie to ja nie wiem :sad: Jeśli tak to piszcie na PW.
Lizzy - Pią 08 Cze, 2007 11:13
też dostałam-wielkie dzieki
|
|
|