Twórczość - C. Bronte - Villette - wspólne czytanie
Admete - Nie 19 Lis, 2006 16:21
Moze sama autorka pragnęła spokoju po brukselskich wydarzeniach...A Paulina ( uwaga spoiler ) najpierw zniknie,a potem się pojawi znowu. Co do lucy to ona jest chłodna jak jej nazwisko i prawie przezroczysta w tym sensie, że za wszelką cene stara się nie rzucac w oczy.
Anonymous - Nie 19 Lis, 2006 21:01
Będziemy chyba musiały poczekać z dyskusją na temat Lucy, bo trudno o niej mówić po zaledwie dwóch rozdziałach, a spoilerować nie chcę. Wracam zatem do naszej Paulinki . Lucy chyba też za nią na początku nie przepadała:
'Prawdę mówiąc, uważałam ją za małą kręcicką...'
To chyba jedyna jej taka bezpośrednia ocena, ale wydaje mi się że sposób w jaki opisuje Polly świadczy o dystansie i rezerwie z jaką do nie podchodziła.
Karenina - Pon 20 Lis, 2006 08:16
Mnie również młoda Paulina nieco "drzaźni". Kocham dzieci, właśnie za tę dziecinność, której ona jest pozbawiona. Na początku, gdy pierwszego dnia usiadła w kąciku salonu na stołeczku, miałam ochotę ją utulić. Potem moje uczucia topniały w miarę rozwoju akcji. Malutka okazała się dumna, nieprzystępna i taka dorosła...
Natomiast Lucy jest jakaś taka bezbarwna. Również miałam wrażenie, że nie ona jest główną bohaterką. Zagadką pozostaje dla mnie jej wiek. Mam wrażenie, że ma około 18 lat... W każdym bądź razie, akcja powoli zaczyna się rozwijać i czytanie sprawie mi wielką przyjemność.
Mag - Pon 20 Lis, 2006 10:17
Ta mała Polly też mnie irytuje, taka mała- stara, dla mnie nie do końca wiarygodna postać .
Wiecie w tym pierwszym rozdziale uderzył mnie opis matki Polly. Taki dosłowny i prawie brutalny, jak na mentalność temtej epoki, to chyba dość szokujący portret.
Wiem,że to tłumaczy silny związek emocjonalny ojca i córki, ale razi mnie.
Tym bardziej,że wyrzuty sumienia,za szorstkość wobec żony są przyczyną choroby. Pani Bretton,sama stwierdza,że też nie zniosłaby takiego traktowania przez męża
( skupienie na własnej pracy i obojętność)
Też uważam,że głównej bohaterki troche mało i jakoś tak bezszelestnie przesuwa się w tle.
przecinek - Pon 20 Lis, 2006 12:25
Czy w waszym tłumaczeniu mała Polly mówi o ojcu jako o „ojczulku”? Bardzo mnie to denerwuje, podobnie jak cała postać tej dziewczynki. Czasami mam wrażenie że w jej osobie zamknięto dwóch skrajnie różnych ludzi – z jednej strony mała dziewczynka, nieporadna, która nie może sama dzbanka podnieść, a z drugiej strony człowiek po przejściach, zgnębiony i zagubiony. Znalazłam jeszcze trzecie oblicze - małej rozpieszczonej panienki, która potrafi nakrzyczeć na swoją pokojówkę i umie też flirtować z mężczyznami. Jeżeli weźmiemy pod uwagę jej ojca, na którego psychikę negatywnie wpłynęła myśl nie o śmierci żony ale o tym ze ją za surowo traktował (musiał wyjechać dla podratowania zdrowia), a także wychowanie małej w przeświadczeniu o złym prowadzeniu się jej matki, to nieciekawie widzę jej przyszłość, szykuje się nam nowa Bertha. Do tego mała ma dużą wyobraźnię i potrzebuje uczucia, mam nadzieję że nie będzie później źle wpływała na losy Lucy.
Harry_the_Cat - Pon 20 Lis, 2006 12:27
Nie pamiętam, jak jest u mnie w tłumaczeniu, ale ogólnie tłumaczenie jest srednie. Jak wróce do domu, to Wam przytoczę takie jedno zdanie bez sensu...
Marija - Pon 20 Lis, 2006 12:29
Korekta też jest nie za bardzo :neutral: Ale książka ogólnie mi się podoba, widzę całą Charlottę Bronte (po lekturze "Na plebanii w Haworth"). Ojczulku, hehe :grin:
Caitriona - Pon 20 Lis, 2006 12:30
U mnie również jest "ojczulek" co doprowadza mnie do niemalże szału...
Stwierdzam, że nie podoba mi się póki co Paulina.
Harry_the_Cat - Pon 20 Lis, 2006 16:43
Znalazłam to beznadziejne zdanie:
Pewnego dnia nadszedł list, którego treść byłam dla pani Bretton niespodzinką, a zarazem niemile ją zaskoczyła.
Gitka - Pon 20 Lis, 2006 22:24
Ja mam wydanie Alkazar i przełożyła: Róża Centnerszerowa, a w Hachette?
Marija - Wto 21 Lis, 2006 07:41
W Hachette też Róża.
Gosia - Wto 21 Lis, 2006 16:05
Przeczytalam jeszcze raz trzy pierwsze rozdzialy, bo wlasciwie powinno sie je czytac razem, co proponuje, gdyż mowia o tym samym: o malej dziewczynce Polly - szescioletniej, o czym jest mowa w 3 rozdziale, jej ojczulku oraz szesnastoletnim Johnie Grahamie Brettonie, ktory przez niedlugi czas zastepuje jej przyjaciela i ojca jednoczesnie.
Choc wyglada to tez troche tak jakby ta mala Paulinka zakochala sie w tym duzym Johnie Grahamie, takie dzieciece milosci nie sa czyms dziwnym.
O Lucy Snow jest tam niewiele, tak wlasciwie, to nie wiadomo, ile ona ma w tym czasie lat. Wyglada jednak na bardzo spokojna, nawet nudną dziewczyne.
Jest taka wzmianka, w ktorej Lucy przypomina mi Marie Bennet (tak miala na imie?) z Dumy i Uprzedzenia:
"Chcialam ja pocieszyc, a zarazem skorzystac ze sposobności wpojenia w nią paru podstawowych maksym filozoficznych, których pokaźny zasób miałam zawsze w pogotowiu".
malmik - Wto 21 Lis, 2006 18:37
| Gosia napisał/a: | O Lucy Snow jest tam niewiele, tak wlasciwie, to nie wiadomo, ile ona ma w tym czasie lat. Wyglada jednak na bardzo spokojna, nawet nudną dziewczyne.
Jest taka wzmianka, w ktorej Lucy przypomina mi Marie Bennet (tak miala na imie?) z Dumy i Uprzedzenia:
|
Czytając te piersze rozdziały, rzeczywiście trudno się domyślić ile ma lat - niby wiadomo, że jest jeszcze dzieckiem, ale sposób myślenia i wypowiedzi pasowały mi do kogoś dorosłego.
Gosia - Wto 21 Lis, 2006 18:38
Skoro mieszka z małą dziewczynką, nie może byc sama osoba dorosła.
Ale ile moze miec lat ?
Alison - Wto 21 Lis, 2006 20:05
Dostałam dziś polską Villette z Hachette (Marija, jeszcze raz "sęks" za namiar). Ładnie toto wydane, choc te złotości trochę mnie wkurzają, ale tak w środku i w ogóle.... W sumie to kupę kasy to kosztuje, więc niech choć jest miłe w dotyku
No to teraz spróbuje dogonić Was po polskiemu, bo po angielskiemu to jakoś utknęłam i nijak mi się do niej wracać nie chce ??:
Gosia - Wto 21 Lis, 2006 20:19
Ja lubie twarda okladke i te rozkoszne płócienne zakladeczki w tym wydaniu
A ja sie skusilam na nastepny krotki rozdzial i z niego wynika, ze Lucy Snow ma pozniej 23 lata, a wczesniej jest wzmianka o jakis osmiu latach.
Jesli rozumiec tą wzmianke doslownie, to mialaby wtedy 15 lat.
Marija - Śro 22 Lis, 2006 07:55
Mnie się to wydanie na oko podoba, chociaż ma parę literówek ??: i papier jest nie tego....Ale tasiemka, kulturalnie, twarda zieloniutka okładka w stylu starodawnym. Jeżeli my ten I tom mamy rozważac do Bożego Narodzenia, to czy mam rozumieć, że II tom wyjdzie w styczniu? Na stronach www. Hachette coś nie mogłam znaleźć żadnych wzmianek o "Villette". Czy któraś z Dam coś wie, czy dzwonić telefonicznie trzeba do wydawnictwa?
Alison - Czw 23 Lis, 2006 12:05
Słuchajcie, zaczynam niestety czytać tą Villette w taki jajeczny sposób, wyszukując zdań "kwiatków", to pewnie dlatego, że sporo tam dziwnie przetłumaczonych zdań. Pewnie jestem ostatnią osobą, która powinna wygłaszać takie oceny, ale tez nie pcham sie ze swoimi "dziełami" do druku :razz: .
Przykład: "od czasu do czasu tylko zdradzając swoje wzruszenie leciutkim pociąganiem noskiem". :smile:
"Ojczulek" i "panieneczka" są letalni, a jak doszłam do zdania "Franku! Szalony jeźdźcze!" to chichrałam się pół godziny. Jakoś w oryginale ten "Frank, furious rider" przemknął mi bez bólu, a w tej polskiej wersji - ZAŁAMKA!
Harry_the_Cat - Nie 26 Lis, 2006 01:25 Temat postu: Villette - tom 1, rozdział 3 i 4. W tym tygodniu komentujemy:
Rozdział 3 „Towarzysze zabawy”
Rozdział 4 „Panna Marchmont”
Zapraszam!
malmik - Nie 26 Lis, 2006 18:32
Las rąk do komentowania... Może ja spróbuję. W tych rodziałach zastanowiły mnie dwie rzeczy. Pierwsza to niespodziewana dość, może nie tyle zmiana, co ocieplenie stosunków Lucy - Polly. Myślę o końcówce 3 rozdziału, kiedy Polly przychodzi spać do Lucy. Zresztą Lucy była też dość zaskoczona "Chodź do mnie - rzekłam, pragnąc jednak nie mając nadziei, aby przyjęła moje zaproszenie". Druga rzecz to wątek pracy u Panny Marchmont. Już pomyślałam, że zaczyna się jakaś historia, tu się coś zadzieje, a tu łup - pracodawczyni umiera. Może było to po to, żeby zwiększyć poziom współczucia dla Lucy, a przy tym Lucy opowiada potem, że nerwy jej zostały nadszarpnięte, ale ma się odczucie, że przechodzi nad tym do porządku dziennego.
Alison - Nie 26 Lis, 2006 18:40
Trzeba przyznać, że zwroty akcji w tej książce są dość gwałtowne. Co się człowiek przyzwyczai do jakiegoś wątku, to łup i juz go nie ma...
malmik - Nie 26 Lis, 2006 18:44
A jak się już przyzwyczai, że nie ma się do czego przyzwyczajać, to się dziwi, że przez trzydzieści parę rozdziałów jest podtrzymywany ten sam wątek.
Gosia - Nie 26 Lis, 2006 21:24
Mnie tez zaskoczyl przyplyw uczuc, no i to ze nagle Polly dala sie zaniesc na rekach ! Lucy.
A jesli chodzi o watek panny Marchmont, chodzi moze o jakies doswiadczenia zyciowe Lucy, ktore pozniej zaowocuja w innym momencie. I do tego potrzebny byl ten watek..
przecinek - Pon 27 Lis, 2006 20:51
Kończąc czytać wątek dotyczący panny Marchmont, miałam wrażenie, że Lucy będzie nam opowiadać swoje życie, poprzez historie miłosne innych ludzi, których spotkała na swojej drodze i pokazywać nam różne oblicza miłości. Zwróciłam uwagę też na to, że dopiero czytając wasze wpisy, dotarło do mnie jak ma na imię główna bohaterka. Powieść ta jest pisana w pierwszej osobie, trudno, więc wciąż narratorowi powtarzać swoje imię, ale „Jane Eyre” też została napisana w podobny sposób, ale tam wciąż ktoś zwraca się do głównej bohaterki po imieniu (pomijam zupełnie sprawę tytułu). Lucy jest dla mnie na razie bardziej obserwatorką niż bohaterką, stoi z boku i nie ma wpływu na bieg wydarzeń. Mam też uwagi, co do wydania – jest to moja pierwsza i ostatnia pozycja, którą kupiłam z tego wydawnictwa. Literówki i błędy są tak częste i widoczne, że zabierają mi radość czytania. Książki te nie są warte swojej ceny, dość wysokiej zresztą.
Mag - Wto 28 Lis, 2006 11:13
Wiecie, teraz przeglądam sobie te rozdziały spokojniej i oto kwiatek:
"to tylko żarty, moja PIESZCZOTKO!"
|
|
|