Powieści - Nad Niemnem
Alison - Wto 26 Wrz, 2006 22:50
Cudowna... Ja byłam kiedyś na takim spotkaniu z nią na Harendzie, bo ona też wielką admiratorką jest Kasprowicza i żony jego Marusi Kasprowiczowej. Od tej pory uwielbiam nastrurcje... Pisałam tu już o moich Mistrzach Słowa - ona jest moją Mistrzynią. Mówi tak, że można jej słuchać bez końca i wytchnienia, nawet gdyby mówiła o technologii układania asfaltu. To mój niedościgniony ideał wykładowcy. I nigdy się nie mogłam nadziwić skąd ona bierze miejsce w głowie na tę niezliczoną ilość cytatów sypanych jak cynamon na szarlotkę
ANGELO - Wto 26 Wrz, 2006 22:53
I ja sie dopisuje do wielbicielek Nad Niemnem.
Pierwszy raz przeczytalam ksiazke w szkole i bardzo mi spodobala, wiec zakupilam sobie
piękne wydanie (z ilustracjami) do mojej skromnej biblioteczki, by moc czesto do
ksiazki powracac.
Serial równiez mi sie podobal - dopisuje sie do peanow, jedynie wycielabym rozebrana
Justyne bo ta scena jest calkowicie bezsensu.
Bardzo podobaja mi sie te klimaty wiejskie, sama pochodze ze wsi a dziadek posiadal dosc
duze gospodarstwo, wiec taka praca przy zniwach
nie jest mi obca mialam okazje jej zakosztowac przed era kombajnowa.
Marija - Śro 27 Wrz, 2006 08:37
Ale numer! To są wielbiciele "Nad Niemnem"? Ja również uwielbiam tę powieść, i film też jest świetny Nawet opisy przyrody dadzą się czytać, może nie w szkole, ale wiele lat później jak najbardziej. I faktycznie - scena wyznań miłosnych Janka i Justyny wywołuje dreszcz - jest taka żarliwa, a oni tacy czyści i piękni.....
I globusa mam dzisiaj Idę coś łyknąć, bo nie sposób funkcjonować z bolącym mózgiem :cry:
Trzykrotka - Czw 28 Wrz, 2006 12:06
Po dyskusji na temat Nad Niemnem zajrzałam do powieści. I oczywiście dotarłam do fragmentu, w którym Jan i Justyna wracaja z Mogiły. No i co sie stało? Miałam bolly - skojarzenia Burza, rzeka, łódka, mokra koszula Jana, rozpuszczone włosy Justyny - potem powinna być piosenka
Oto wrażenia Admete.
Nie była odosobniona w swoich wrażeniach. :grin: Oto moje:
Admete, dopiero teraz przeczytałam to, co napisalaś o Nad Niemnem - genialne! A wyobrażasz sobie powstańców wychodzących z Bohatyrowicz z pieśnią taką jak w Lagaan? I żniwa, powiewające chusty i pląsających żniwiarzy? Jakąś Chaiya Chayia na wozie drabiniastym? Widzę to oczyma duszy A już wet sari - znaczy wet suknia i koszula (rozpięta, nie przezroczysta) w łódce na wzburzonym Niemnie - żaden uczeń nie wybrzydzałby na lekturę szkolną[/i]
Admete - ciąg dalszy:
W trakcie przypominania sobie powieści nie mogłąm sie opędzić od tych skojarzeń. Ta tęskna pieśń Ty pójdziesz górą, a ja doliną - Jan na wzgórzu, tęskny wzrok, koszula malowniczo rozpięta na opalonym torsie, złote włosy i ramiona ropostarte w geście rozpaczy, a Justyna w dole, smutnie przytulona do brzozy
I to wesele w Bohatyrowiczach. Pełen obrządek i muzyka z tańcem Jestem za.
Jak Wam się podobają wizje prosto z Orient Expresu?
Admete - Czw 28 Wrz, 2006 12:15
Po kolejnym przypomnienu sobie co lepszych fragmentów Nad Niemnem stwierdzam, że nadal mi sie ta powieść bardzo podoba. Orzeszkowa miala świetne wyczucie stylu - każda z jej postać mówi inaczej. Niektóre teksty Marty to istne perełki.
Admete - Czw 28 Wrz, 2006 12:31
Dochodze do wniosku, że najciekawsze postacie Orzeszkowa stworzyła wśród mieszkańców Bohatyrowicz. Mogą nie pojawiać sie często,ale zapadaja w pamieć - taka Starzyńska na przykład czy Elżunia.
Trzykrotka - Czw 28 Wrz, 2006 12:49
To prawda, zascianek "stoi" świetnymi postaciami, fantastycznie zróżnicowanymi pod wzglądem zachowania, języka, obyczajów. Zawsze lubiłam pierwszy tom i piękny opis pierwszej wizyty Justyny w zagrodzie Jana. Ja każde lato mojego dzieciństwa spędzałam na wsi, u moich dziadków. Może dlatego czuję wręcz dotykalnie smaki, zapachy, odgłosy codziennej krzątaniny.
Gitka - Czw 28 Wrz, 2006 13:02
Też jestem spóźniona w tym temacie.
Ale Nad Niemnem uwielbiam.
Pierwszy raz się zetknęłam się z książką bardzo dawno temu, słuchałam w radiu słuchowiska. I od razu w szkolnej bibiotece wypożyczyłam powieść.
O Zakrzeńskim już pisałyście, że świetny, a co powiecie o Teofilu Różycu?
Moim zdaniem zagrał go dobrze Andrzej Precigs.
Karenina - Czw 16 Lis, 2006 11:15
Och Gitko, bardzo dobrze. Szczególnie podobała mi się scena, gdy do salonu u Maryni wlatuje kura. Pióra latają wokół, a Różyc przewraca oczami. Natomiast na werandzie, gdy tylko oprze się swymi delikatnymi rączkami o murek, natychmiast wyciera je nieskazitelnie białą chusteczką, która wciąż pozostaje czysta .... :grin:
Aragonte - Śro 22 Paź, 2008 19:22
Wątku niemeńskiego w ekranizacjach nie ma, a tutaj rozmawiałyśmy i o ksiażce, i o filmie, więc tutaj napiszę, że znowu mnie naszło na przypominanie "Nad Niemnem". Ale ten film na mnie pozytywnie działa - jakoś tam sprowadza na ziemię i pozwala odetchnąć, odseparować się od codzienności w podobny sposórb jak Austen Gosia uwielbia "Rodzinę Połanieckich", ja chyba wymieniłabym "Nad Niemnem" właśnie. Te postacie, te dialogi! I aktorzy w dużym stopniu ci, których się zapamiętuje.
No to wracam na to rżysko, muszę wysłuchać życiowego credo pani Starzyńskiej
Admete - Śro 22 Paź, 2008 19:30
Popieram, popieram Dla mnie ta powieśc to też jakiś rodzaj odskoczni od naszego świata. Lubię w niej opisy przyrody czyli to, czego młodzież nie znosi w lekturach. Przepadam za tamtymi postaciami, za romantyczną i jednocześnie rozsądną Justyną Jestem jakoś dziwnie przeświadczona, że Jan i Justyna byli szczęśliwi. On cięzko pracowała, ale miał w sobie zawsze tę iskrę miłości dla swojej wytęsknionej, a ona wspierała go we wszystkim i czerpała pełną garcią z życia - nie była stworzona do gorsetu i salonowego konwenansu. Chciałabym teraz nową ekranizację...Jak Anglicy RiR...
Sofijufka - Śro 22 Paź, 2008 19:34
no i Witold dopilnował, żeby wodę do wsi doprowadzić...
Aragonte - Śro 22 Paź, 2008 19:37
Heh, w liceum pisałam wypracowanie, w którym wychwalałam decyzję Justyny. Dostałam piątkę, spodobało się Ale naprawdę sądzę, że szanse na szczęście miała zupełnie realne, mimo że jej romans, jak podejrzewam, nie był wzięty z życia, tylko z pozytywistycznych ideałów. Język się zmienił od tego czasu, ale nadal chętnie podczytuję tę książkę, i z uwagi na część romansową i z uwagi na świetne postacie charakterystyczne, i stronę obyczajową.
Też bym chciała nową ekranizację, bo po tej widać upływ czasu w czysto technicznym sensie (trzeszczy ciut to DVD), ale obawiam się trochę o realizację - tzn. o to, kto mógłby zagrać. Obawiam się, że aktorsko byłoby to gorsze
Admete - Śro 22 Paź, 2008 19:43
Masz rację - trudno byłoby o dobrych aktorów z młodszego pokolenia. Wszyscy teraz grywają w telenowelach...
Sofijufka - Śro 22 Paź, 2008 19:45
| Aragonte napisał/a: | Heh, w liceum pisałam wypracowanie, w którym wychwalałam decyzję Justyny. Dostałam piątkę, spodobało się Ale naprawdę sądzę, że szanse na szczęście miała zupełnie realne, mimo że jej romans, jak podejrzewam, nie był wzięty z życia, tylko z pozytywistycznych ideałów. Język się zmienił od tego czasu, ale nadal chętnie podczytuję tę książkę, i z uwagi na część |
najlepsze, że pod wpływem książki wśród znajomych Orzeszkowej doszło do podobnego małżeństwa...
Aragonte - Śro 22 Paź, 2008 19:47
| Sofijufka napisał/a: | | Aragonte napisał/a: | Heh, w liceum pisałam wypracowanie, w którym wychwalałam decyzję Justyny. Dostałam piątkę, spodobało się Ale naprawdę sądzę, że szanse na szczęście miała zupełnie realne, mimo że jej romans, jak podejrzewam, nie był wzięty z życia, tylko z pozytywistycznych ideałów. Język się zmienił od tego czasu, ale nadal chętnie podczytuję tę książkę, i z uwagi na część |
najlepsze, że pod wpływem książki wśród znajomych Orzeszkowej doszło do podobnego małżeństwa... |
Życie wpływa na sztukę, a sztuka na życie?
Admete - Śro 22 Paź, 2008 20:00
Sofi napisz cos o tym. Ciekawa jestem bardzo.
Aragonte - Śro 22 Paź, 2008 20:07
Tak, napisz, Sofi
Sofijufka - Śro 22 Paź, 2008 20:15
napisałąm, zjadło mi, ale jeszcze raz:
W 1901 e. córka dziedzica Miniewicz, Stanisława Kamińska, która często bywała u Orzeszkowej w Grodnie, wyszła za mąż za zagrodowego szlachcica, Klemensa Strzałkowskiego. Pan młody po kądzieli pochodził z Bohatyrewiczów, a ojciec panny młodej, zesłaniec syberyjski z 1863 r. był pierwowzorem Andrzeja Korczyńskiego.
Do Orzeszkowej pisał Lucjan Rydel, informując o postanowieniu poslubienia chłopki, a autorka go wspierała w tej decyzji, pisząc m.in.
Czy kobieta jest chłopką albo księżniczką, uczoną albo analfabetka, jeśli kardynalny przymiot ten [=dobroć] posiadamęzczyzna przez nia nieszczęśliwym być nie może, jeśli go nie posiada, mężczyzna przez nią nieszczęśliwym być musi. O ile narzeczona Pana jest dobrą w powyzszym znaczeniu tego wyrazu, o tyle będzie dla Pana wśró koniecznych w życiu kolców i chmur różą i światłem, To nic nie znaczy, że jest chłopką.
Polecam Wam Edmunda Jankowskiego "Eliza Orzeszkowa" z serii "Ludzie żywi" PIW 1988
Admete - Śro 22 Paź, 2008 20:17
Muszę sobie kiedyś poczytać cos o Orzeszkowej.
Sofijufka - Śro 22 Paź, 2008 20:31
to jeszcze dorzucę z sieci:
Klemens Strzałkowski, szlachcic drobny, ale charakteru szlachetnego i dowcipnego, pojął za żonę w 1901 r. Stasię Kamieńską. W ten sposób stał się gospodarzem majątku Miniewicze. Wpływy powieści "Nad Niemnem" widać gołym okiem. Ależ musiała się cieszyć pani Eliza widząc, jak jej fantazje wcielały się w życie.
Potem komuniści z Hledowicz i Poniżan zabrali Klemensa i Kazimierza Strzałkowskich. Wieźli ich wozem, trzymając broń w pogotowiu. Kazimierza Strzałkowskiego, wnuka Jana Kamieńskiego, powstańca styczniowego (Benedykta Korczyńskiego z powieści Orzeszkowej "Nad Niemnem"), zamordowali po drodze w lesie. Pani Hanna, małżonka Kazimierza, odnalazła ich ciała i przewiozła je na cmentarz w Łunnie. Tam spoczęli obok swoich przodków. Majątek, dobra Strzałkowskich rozkradł komunista, chłop z Miniewicz o nazwisku Mikuła. Kara Boska doścignęła i jego, i dwóch innych złoczyńców, którzy utonęli podczas jakiegoś sowieckiego festynu. Samego Mikułę zabito gdzieś na Litwie, dokąd pojechał zakładać kołchozy.
Nie ma już folwarku – ten, do którego przyjeżdżała Eliza Orzeszkowa, spłonął podczas I wojny światowej. Zostały fundamenty i ławeczka między dwoma klonami, gdzie pisarka lubiła przesiadywać, przypatrując się ze stromego brzegu nurtowi Niemna i rybakom na dłubanych czółnach. Nie ma tutaj już ani Strzałkowskich, ani Kamieńskich. Wspomniana już pani Hanna z pomocą siostry Dzierżyńskiego, Aldony, wyjechała do Polski w 1953 roku. Pozostali ostatni Bohatyrowicze i dworek Strzałkowskich, kupiony przez sowieckiego generała i porzucony. Stoi z pękniętym sercem, zaniedbany. Biedna sierota po czasach wzniosłych i tragicznych.
http://kresy24.pl/showArticles/article_id/68/
Admete - Śro 22 Paź, 2008 21:00
Smutne to wszystko.
Sofijufka - Śro 22 Paź, 2008 21:26
no smutne... Ale link ciekawy - są tam lehgendy, przepisy na potrawy kresowe, życiorys Orzeszkowej...
Gosia - Śro 22 Paź, 2008 21:51
"Nad Niemnem" to i ja lubię - lubię ten klimat kresów, Benedykta, no i oczywiście Justyne i Jana - pamiętam jaka byłam zaskoczona, jak zobaczyłam tego aktora "po cywilnemu", zupelnie inaczej wygladal, nie jak Janek.
Swietna w tym filmie jest Marta oraz oczywiscie zona Benedykta z globusem.
Ja tez pisalam prace o "Nad Niemnem", choc skupilam sie na Różycu, bo tematem jej byli dekadenci, w tym takze Bukacki z "Rodziny Połanieckich" i "Płoszowski" z "Bez dogmatu".
RaczejRozwazna - Czw 23 Paź, 2008 14:25
O tak, Nad Niemnem, to jedna z moich ulubionych powieści. Moim ideałem - obok Jana ofkors - był Benedykt Korczyńśki. Świetnie trafiony w filmie. Natomiast filmowy Witold był okropny To właściwie jedyna postać (no, może jeszcze Różycowa), której kreacja aktorska zupełnie mi się nie podobała.
Bardzo lubię też muzykę z tego filmu. I zastanawiam się, dlaczego dziś nie mogą w Polsce powstać podobnie dobre filmy kostiumowe. Zresztą dzisiejsze seriale historyczne - chociażby "Czas honoru" (czekałąm na ten film...) są okropne! Zero realizmu, plastikowa gra... Przecież teoretyczne jest dziś więcej możliwości i technicznych i finansowych niż kiedyś...
|
|
|