To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - "DiU" '95 contra "DiU" '05

miłosz - Wto 01 Sie, 2006 08:56

Jak wiecie ja tam srednio przepadam za Collinem (zawsze zbyt sztywny) jednakowoz D&U 95, ma przewagę nad D&U 05- jest w każdym calu bliższa realiom książki, ze wszech miar angielska i dla Anglików robiona. Nowa wersja ma być bardziej kosmopolityczna i robiona dla młodszego widza wychowanego na teledyskach i MTV ;) ; mojej córce też bardziej podoba sie wersja 05.
Ja ogromnie lubie ta nową wersję, jednakowoz jak pomyślę Dracy - to zawsze to będzie Collin, jak pomyslę o siosrach Elżbiety, to zawsze to będą dziewczęta z serialu;

choć w kwestii domostw juz nie jestem taka sztywna - obydwa mi się podobały, może nawet w D&U 05 były lepiej filmowane - aleć to tez zasługa tego, że to film kinowy;

Admete - Wto 01 Sie, 2006 10:13

Mnie sie scena pierwszego balu bardziej podobało w najnowszej wersji. I rzeczywiście domy były dobrze filmowane w wersji 2005.
Anonymous - Wto 01 Sie, 2006 10:18

Dla mnie 05 rządzi :D
nie żeby serial był zły ja już mam sentyment dla DiU 05 moja I ekranizacja Dumy jaką widziaąłm to zobowiązuje

Agnesse - Wto 01 Sie, 2006 10:24

Obie wersje Dumy i uprzedzenia bardzo lubię, w każdej jest coś, co przyciąga moja uwagę, co mi się podoba, coś uroczego.

W moim przypadku najpierw obejrzałam film, dopiero potem serial.

Do każdej z ekranizacji podeszłam nie porównując jej z drugą, ponieważ:
1. Jedna to sześciogodzinny serial tv, druga dwugodzinny film kinowy,
2. Dzieli je dziesięć lat różnicy,
3. Różne sposoby filmowania.

I tak każda jest mi bliska, w każdej znajduję coś, co mi się podoba i co nie. Nie stawiam żadnej na piedestale.

Gosia - Wto 01 Sie, 2006 11:11

U mnie zawsze wygrywa Duma 1995 :D
Zwlaszcza w kwestii aktorskiej, ale nie tylko.
Oddaje klimat Anglii czasow Regencji, ten chlod, maniery itd..
Tyle rzeczy razi mnie w w nowej wersji..
Moze jedyna zaleta sa w niej fantastyczne zdjecia.
Milosz ma racje, to film dla wychowanych na MTV ;)

Anonymous - Wto 01 Sie, 2006 12:08

Ja wolę '95 też dlatego, że mogę popatrzeć na fryzury, kostiumy, jak to Gosia napisała - klimat, maniery itd. Właściwie moja wiedza na ten temat opiera się na tym filmie i innych produkcjach BBC, którym pod tym względem można zaufać, jak sądzę. W nowej dumie nie mam na co popatrzeć, bo cała ta otoczka pozostawia wiele do życzenia, a sama historia miłosna mnie nie interesuje aż tak bardzo.
Anonymous - Wto 01 Sie, 2006 12:16

E tam ja nie oglądam MTV. Podoba mi się życie tych ludzi oni mają krew energię. No i śliczna Jane :D
Trzykrotka - Wto 01 Sie, 2006 12:52

Nowa Duma jest ślicznie sfilmowana, widac to kiedy ogląda się wszystkie klipy zmonowane ze scen z filmu. Ma ładne elementy.
Nie ma za grosz logiki.
Nie ma ani dumy ani uprzedzenia.
To dla mnie grzechy podstawowe.

Harry_the_Cat - Wto 01 Sie, 2006 12:55

Nimloth napisał/a:
W nowej dumie nie mam na co popatrzeć


A Mateuszek!?

Zgadzam się, że ogólnie zdecydowanie bardziej wierna i książce i epoce jest DiU 1995, ale myslę, że nie trzeba tak od razu skreśleć DiU 2005. Ma przepiękną muzykę (chociaż ta ze starej wersji też jest piękna), ładne zdjęcia - mi się osobiście bardzo podoba sposób filmowania, aktorsko momentami też jest świetna (właściwe myslę głównie o BB...) no i przysparza romantyczkom sporo uniesień.
Ja nauczyłam się cenić tę ekranizację i teraz oglądam od czasu do czasu z dużą przyjemnością.

Agnesse - Wto 01 Sie, 2006 13:00

Ja tak samo Harry, aktorsko DiU '05 duża klasa, długie ujęcia bez cięć, muzyka.
Anonymous - Wto 01 Sie, 2006 13:43

Harry_the_Cat napisał/a:
Nimloth napisał/a:

W nowej dumie nie mam na co popatrzeć

A Mateuszek!?


Dla wielu z Was zbluźnię - ale nie zachwyca mnie. Za bardzo Heathclifowaty się wydawał. Poza tym liczyłam na spojrzenia, po których bym mdlała, jak po spojrzeniach Colinka, a tu miłam wrażenie, że Darcy się zaraz rozpłacze.

Anonymous - Wto 01 Sie, 2006 19:57

No własnie bo on ją tak kocha a ona go olewa
Trzykrotka - Wto 01 Sie, 2006 20:59

Kasiek, właśnie że nie olewa! To było trochę nie bardzo z sensem nakręcone. Gdzie tam olewa, kiedy się z nim chce całować tuż po wywrzeszczanej odmowie poślubienia go.
Anonymous - Wto 01 Sie, 2006 21:24

No ale mu powiedziała że byłby tym ostatnim co by za niego wyszła i widac było że go to ukuło jak mi go wtedy było szkoda :cry:
Trzykrotka - Śro 02 Sie, 2006 10:18

No ja rozumiem, każdej byłoby szkoda, tylko rzecz w tym, że w tym momencie JA chciała raczej, żeby Darcy wyszedl na nadętego pajaca, a nie na małego żalosnego szczeniaczka. Mamy go nie lubić - i Lizzy i my. A nam go szkoda. Więc logika bierze w łeb, zostaje MTV i mokry sexy facet, którego chcemy przytulić do serca (nie przeczę, że nie :wink: )
Anonymous - Śro 02 Sie, 2006 11:00

aale on trochę jest nadętym buffonem obraża Lizzy ale ona też jest średnio miła też go nie oszczędza
Anonymous - Śro 02 Sie, 2006 13:08

lady_kasiek napisał/a:
No ale mu powiedziała że byłby tym ostatnim co by za niego wyszła i widac było że go to ukuło jak mi go wtedy było szkoda :cry:

Co z tego, że powiedziała, skoro jej mina wyrażała coś zupełnie innego? W tym momencie Lizzy przypominała mi idiotkę (patrz cytat z "Przeminęło z wiatrem" w moim podpisie), która celowo przekomarza się z facetem, mówiąc co innego, a myśląc co innego, żeby go bardziej zainteresować. To niestety nie gra z charkterem Lizzy, który znamy z książki.

Harry_the_Cat - Śro 02 Sie, 2006 13:19

Też się nad tym zastanawiałam - myslę, że twórcy filmu chcieli pokazać, że w Lizyy się kłóciły sprzeczne emocje - na balu Darcy jej się spodobał, ale ogólnie rzecz biorąc ją odtrącił, więc ona sobie wytłumaczyła, że jej się nie podoba.
I trwała w tym przekonaniu, więc jak się oświadczył, to go odrzuciła, bo już nauczyła się myśleć o nim źle - to + ingerencja Darcy'ego w sprawę Jane-Bingley.
Ale podświadomie ją dalej pociągał, więc, jak ją chciał pocałować, to coś tam zadrżało, bo obudziły się hormony.
No i pogubiła się dziewczyna.

W DiU2005 pokazują, że ona właściwie zaraz po oświadczynach jest niepocieszona, że je odrzuciła, a potęguje to jeszcze list.

W DiU 1995 dzieje się to trochę mniej gwałtownie. Lizzy jest bardziej niechętna od samego początku. List budzi wątpliwości, ale chyba dopiero w Pemberly Lizzy mysli, że może ten Darcy nie jest wcale taki zły...

Agnesse - Śro 02 Sie, 2006 13:20

Raczej kobietę targaną uczuciami, niż idiotkę, bo z jednej strony uważa go za nadętego bufona, który zniszczył życie Jane, a z drugiej Darcy w jakiś sposób ją pociąga. Bo przyznajcie same drogie Damy, często tak jest, że nie możemy określić naszego stosunku do jakiejś osoby, wydaje się, że jej nie lubimy, ale jednocześnie coś nas ciągnie ku niej...
Anonymous - Śro 02 Sie, 2006 14:10

No właśnie. Przeciez ona mogła go nie lubić ale mógł ją pociagać np fizycznie o czym Austen nie wypadało pisać.
Harry_the_Cat - Śro 02 Sie, 2006 14:21

To by lepiej o niej świadczyło niż to, że zakochała się, jak zobaczyła jego chatę :wink: :mrgreen:
Anonymous - Śro 02 Sie, 2006 14:32

nie no chyba nikt nie myśli ze Lizzy zakochałą się w Darcym bo miał fajną chaupkę
Harry_the_Cat - Śro 02 Sie, 2006 14:55

No chyba nikt... :mrgreen:
Anonymous - Śro 02 Sie, 2006 14:56

Jak dla mnie historia przedstawiona w "Dumie i uprzedzeniu" jest bardzo prosta - Lizzy spotyka Darcy'ego i przez jego zachowanie się uprzedza. Ona zaczyna go interesować, ale jest zbyt dumny, żeby to okazać. Lizzy ma o nim coraz gorsze zdanie, on coraz bardziej się zakochuje. Oświadcza się, ona go odrzuca, jego duma jest urażona (jej z resztą też). Później następuje przypadkowe spotkanie, w czasie którego on prezentuje się jej z zupełnie innej strony (może słowa Lizzy przy oświadczynach sprawiły, że chce się zmienić?), zaczyna może coś do niego czuć. Później trochę perypetii i happy end.

Jak dla mnie film wszystko to poprzekręcał, Lizzy jest targana emocjami, które nie pasują do jej racjonalnego sposobu myślenia, jest pokręconą romantyczką, która sama nie wie, czego chce. Lizzy powinna być dumna - tu tej dumy nie ma. Czy osoba dumna krzyczałaby na Darcy'ego? Wątpię - to byłoby poniżej jej godności. Czy osoba uprzedzona (bo to też można jej przypisać) chciałaby pocałować Darcy'ego zaraz po tym, jak on w tak niegrzeczny sposób się oświadczył? Nie sądzę - nawet jeżeli czułaby do niego pociąg fizyczny.
Dla mnie postać Lizzy tu jest jedną wielką nadinterpretacją. "Pogodne usposobienie" zmieniło się w nieopanowane chichoty, a niezależność w prostactwo.

Wybaczcie, że moja wypowiedź jest taka ostra, ale gdy czytam, jak przez ten film jest odbierana bohaterka, z którą chciałabym się utożsamiać, to mnie krew zalewa.

Anonymous - Śro 02 Sie, 2006 15:07

Spokojnie. Dla mnie to jest troszkę inaczej sama chciałbym kogoś czasem posłać do diabła i dalej ale wyskakuje cos takiego (czar chwili) że to posyłanie mi nie wychodzi.
Ja watpię abym się oparła facetowi który właśnie dostal kosza ja go posyłam do diabłą on się na mnie drze ja się dre na niego a oj chce mnie pocalowac. Choć w sumie to pewnie wydarłabym się na niego jescze bardziej.
Ale Lizzy jest młoda(o jak ja :D ) i targna sprzecznymi emocjami słyszy że darcy jest wspaniały oddany że kobieta którą wybierze bedzie wybranką losu a jednoczesnie dowiaduje się że zniszczył szczęście jej siostry. On się tłumaczy tzn wyjaśnia jej motywy postępowania ona w głebi duszy wie że on am rację nawet charlotta mówiła ze Jane jest obojętna. Wydaje mi się że ona docenia jego szczerośc ale on uraził jej dumę. i tutaj jest powód tego że ona go odrzuca no może w tym momencie jeszcze go nie kocha. ale ona od poczatku się nim interesuje ot przysięgła sobuie że będzie nim gardzić a tu nie wychodzi i do tego dodac owiadczyny w deszczu emocje i... :mrgreen:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group