To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - "Znachor" - ekranizacje

RaczejRozwazna - Czw 31 Sie, 2023 18:28

Też nie mam nic przeciwko młodym jako takim :lol: Oby byli sensowni, a ci tutaj mnie drażnią. Marysia wyszczekana herod-baba, a młody Czyński ciepłe kluchy. Obstawiam, że to ona go do łóżka zaciągnie :roll:

Rodziewiczówna była zdecydowanie bardziej realistyczna, a poza tym opisy postaci miała naprawdę barwne i przekonujące. Dołęga-Mostowicz to s-f i fantastyka :wink:

Admete - Czw 31 Sie, 2023 18:37

Mnie się młodzi nie podobają. Taka młoda Dymna była przepiękna, a ta obecna przeciętna. A to BeeMer Znachor z 1937 roku:

https://www.youtube.com/watch?v=V2TumlxRM3Y

annmichelle - Czw 31 Sie, 2023 18:57

RaczejRozwazna napisał/a:
Też nie mam nic przeciwko młodym jako takim :lol: Oby byli sensowni, a ci tutaj mnie drażnią. Marysia wyszczekana herod-baba, a młody Czyński ciepłe kluchy.

A ja, tak jak napisałam na początku, nie oceniam po zwiastunie, bo jak mnie życie przekonało często zwiastun sobie, a film sobie. :wink:

Martwię się jedynie, że wyjdzie z tego taka "DiU" 2005. :cool:


RaczejRozwazna napisał/a:
Rodziewiczówna była zdecydowanie bardziej realistyczna, a poza tym opisy postaci miała naprawdę barwne i przekonujące. Dołęga-Mostowicz to s-f i fantastyka :wink:

Rodziewiczówna realistyczna? :rotfl: Ach, te zbiegi okoliczności w jej powieściach, te ckliwe opisy.
Dla mnie ona i Dołęga-Mostowicz to tacy Remigiusze Mrozy sprzed stu lat. :wink: W sensie popularności, nakładów i poziomu powieści.

RaczejRozwazna - Czw 31 Sie, 2023 19:00

Oglądałam kiedyś tę wersję, drugą część też. Straszna ramotka, ale Czyński był super przystojny. :lol:
annmichelle - Czw 31 Sie, 2023 19:02

RaczejRozwazna napisał/a:
Straszna ramotka

Dla mnie filmy dramatyczne i melodramaty sprzed wojny są "ramotkowate" :wink: , natomiast niektóre komedie mogę oglądać bez kręcenia nosem i je autentycznie lubię. :-)

RaczejRozwazna - Czw 31 Sie, 2023 19:24

Ależ była realistyczna jeśli chodzi o opisy wsi, zwyczajów, przyrody. Chociażby jej Litwini to prawdziwi Litwini.
U Dołęgi tego nie ma.

annmichelle - Czw 31 Sie, 2023 19:33

Ale na pewno nie ma u Dołęgi-Mostowicza s-f, jak wspomniałaś. :-P
Jakieś roboty, statki kosmiczne, podróże międzygwiezdne? :lol:

Rodziewiczówny czytałam dawno temu 3-4 książki i nie, no jest to ckliwe, nie moja bajka.
Teraz pewnie nie dałabym rady jej przeczytać.

RaczejRozwazna - Czw 31 Sie, 2023 19:38

Ale zmiana gatunkowa profesora medycyny w pełnokrwistego chłopa była :-P
BeeMeR - Czw 31 Sie, 2023 19:50

Admete napisał/a:
A to BeeMer Znachor z 1937 roku:
Dzięki, dam mu szansę, Profesorowi Wilczurowi też :mrgreen:
Admete - Czw 31 Sie, 2023 19:51

Profesora Wilczura na pewno widziałam, bo oglądałam chyba wszystko w Starym Kinie i pamiętam.
Tamara - Czw 31 Sie, 2023 21:48

RaczejRozwazna napisał/a:
Dołęga-Mostowicz to s-f i fantastyka

Czytałaś Pamiętnik pani Hanki ?

Tamara - Czw 31 Sie, 2023 21:51

RaczejRozwazna napisał/a:
Chociażby jej Litwini to prawdziwi Litwini.

Tiaaa , kochający polskich panów :roll: daj spokój , sama Rodziewiczówna miała sprawę sądową o pobicie chłopa i dostała wyrok skazujący. Gdyby ci litewscy chłopi tak bardzo kochali polskich panów jak jest w jej powieściach, nie witaliby entuzjastycznie kacapów we wrześniu 39.

RaczejRozwazna - Czw 31 Sie, 2023 21:59

Nie czytałam. Zasadniczo to co czytałam mocno mnie zmęczyło, już nie wracałam do tego autora.

Nie chodziło mi o miłość Litwinów do polskich panów tylko o ich charakterystykę i profil narodowościowy. Świetnie to chwyciła.

Admete - Czw 31 Sie, 2023 22:04

Przeczytałam jedną powieść Rodziewiczówny i żadnej Dołęgi Mostowicza - 1:0 dla pani Marii ;)
BeeMeR - Czw 31 Sie, 2023 22:18

Admete napisał/a:
Przeczytałam jedną powieść Rodziewiczówny i żadnej Dołęgi Mostowicza - 1:0 dla pani Marii
Ja też, Lato leśnych ludzi :mrgreen:
annmichelle - Czw 31 Sie, 2023 22:27

U mnie - Lato leśnych ludzi, Dewajtis, Wrzos, Między ustami a brzegiem pucharu - to wszystko Rodziewiczówny, prawda? :mysle:
A Dołęgi-Mostowicza - Znachora i Profesora Wilczura.
Więcej nie pamiętam (wczesną nastolatką wtedy byłam). :mrgreen:

annmichelle - Pią 01 Wrz, 2023 11:12

Jeszcze odnośnie ekranizacji z 1981 roku.
Kiedyś czytałam artykuł z ciekawostkami (szczególnie zapamiętałam problem ze znalezieniem "rasowych" róż :wink: do ważnej sceny), pogrzebałam w internecie i odnalazłam ten artykuł.
Jest z 2017 roku.
Wkleję go tutaj, żeby nie przepadł w czeluściach internetu.

UWAGA SPOILERY. :mrgreen:

Miłego czytania. :-)

"Znachor": Melodramat z mezaliansem w tle

W środę, 12 kwietnia, mija dokładnie 35 lat od premiery filmu "Znachor" Jerzego Hoffmana. Widzowie byli zachwyceni, ale reżyser do dziś musi się z tego tłumaczyć.
Jerzy Hoffman remake "Znachora" postanowił zrobić w 1981 r., gdy trwał karnawał Solidarności i buzowały emocje mające niewiele wspólnego z przedwojennym melodramatem Dołęgi-Mostowicza. Kiedy rok później, już w stanie wojennym, film trafił do kin, okazał się strzałem w dziesiątkę.
Widzowie, którzy pamiętali tylko przedwojenną wersję (z Kazimierzem Junoszą-Stępowskim i Elżbietą Barszczewską), rażącą nieznośną manierycznością, szturmowali kina. Krytykom pozostało bezsilne zgrzytanie zębami.
"Był pan chłopcem szalenie utalentowanym i doszedł pan do sławy, forsy i szacunku: czy nie mógłby pan również zrobić wartościowego filmu?" - pisał zdegustowany krytyk Zygmunt Kałużyński. Grająca w filmie jedną z głównych ról Anna Dymna usłyszała kiedyś, że "Znachor" to takie "lukrowane gówienko dla kucharek".
Reżyser Jerzy Hoffman nie pierwszy raz sięgnął po melodramat z mezaliansem w tle - pięć lat wcześniej sukces odniosła "Trędowata". W "Znachorze" w roli młodego hrabiego Czyńskiego widział ponoć Daniela Olbrychskiego (który miał już za sobą rolę Kmicica i Azji), ale ten się nie zgodził.
Annie Dymnej partnerował Tomasz Stockinger. "Lubiliśmy bardzo sceny całowania, często prosiliśmy, żeby jeszcze jedną próbę zrobić. Myślę, że mieliśmy z Anią tzw. chemię" - wspomina aktor.
Obsada filmu była wymarzona: Igor Śmiałowski w roli seniora rodu, Bernard Ładysz jako młynarz, kipiąca energią Bożena Dykiel, Piotr Fronczewski i w roli tytułowej Jerzy Bińczycki, dla przyjaciół Binio. Jerzy Hoffman nie wyobrażał sobie w tej roli nikogo innego.
"Na czym zasadzała się siła aktorstwa Jerzego Bińczyckiego? - zastanawiał się reżyser. - Po dziś dzień nie wiem, jakim aktorem był Bińczycki. To banał, jeśli powiem, że dobrym, ale czy wielkim? Na pewno był szlachetnym człowiekiem. To z niego emanowało. Przed kamerą Binio zawsze wydawał się niesłychanie prawdziwy. Wolno mówił, wolno się ruszał".
W finałowej scenie w sądzie lekarz grany przez Fronczewskiego rozpoznaje w znachorze dawnego współpracownika i mówi z przejęciem: "Wysoki sądzie, proszę państwa, to jest profesor Rafał Wilczur". "Wcześniej, gdy Dymna przedstawia się przed sądem jako Marysia Wilczurówna, Bińczycki niemal zgniata rękami oparcie drewnianej ławy dla oskarżonych" - opowiada reżyser.
"Binio wcale nie miał silnych rąk. Ale przecież był w młodości bokserem. Chyba jeszcze dawniej niż ja. Nakręciliśmy zbliżenie jego rąk. A później Binio miał zapłakać, rozpoznawszy córkę. Jest prosty, techniczny sposób, by w oczach aktora pojawiły się łzy. Trzeba wypuścić z siebie całe powietrze i nie wciągać nowego. Z powodu niedotlenienia człowiek zaczyna się wtedy dusić i oczy mu wilgotnieją (...). Ale Binio powiedział, że sam zagra wzruszenie. Czekamy, aż wejdzie w nastrój, w końcu kamera rusza, Dymna się przedstawia, a Binio, nie mogąc zapłakać, wydaje z siebie takie: uuuu, u u u u. Wreszcie zapłakał" - wspomina Hoffman.
Anna Dymna, niezwykle pięknie wyglądająca w tej scenie, wystąpiła w żakiecie i kapeluszu żony reżysera, która odwiedziła męża na planie.
Rezydencję Czyńskich zagrał pałac w Radziejowicach, miasteczko na Kresach to Bielsk Podlaski, a dom Wilczura - Pałac Sobańskich w Alejach Ujazdowskich. Dom młynarza i młyn to dekoracja. Reżyser zwolnił scenografa Jerzego Szeskiego, który zrobił takie koło młyńskie, że nie mogło go ruszyć 30 osób.
Mieszkańcy Bielska Podlaskiego przez lata wspominali zdjęcia do filmu, wielu wystąpiło w epizodach. Do dziś jest tam sklep U Znachora. Na planie panowała miła atmosfera. W czasie przerw w zdjęciach reżyser wysyłał aktorów na... grzyby, a potem osobiście je dla nich przyrządzał.
"Myśmy się wszyscy od razu zaprzyjaźnili, nikt nie traktował mnie jak debiutanta" - wspomina Artur Barciś. To była jego pierwsza duża rola kinowa (wcześniej zagrał w odcinku "07 zgłoś się"). Gdy Jerzy Hoffman, który pamiętał go jeszcze z filmu "Do krwi ostatniej", zaproponował mu rolę kalekiego młynarza bez zdjęć próbnych, aktor był bardzo szczęśliwy. "Marzyłem o tym, żeby zagrać w takim filmie. Scenariusz był świetny - mówi - (...) Miałem poczucie, że złapałem Pana Boga za nogi".
Przed jedną z najmocniejszych scen w filmie, kiedy tytułowy znachor operuje bez narkozy kalekiego chłopca, aktor zastanawiał się, jak ucharakteryzują jego nogi. "Okazało się, że przywieźli takiego biedaka chorego na Heinego-Medina. To jego nogi zostały sfilmowane. Za każdym razem, gdy widzę tę scenę - a przyznaję, że widziałem ten film ze dwadzieścia razy - to ciarki mnie przechodzą, chociaż wiem, że to tylko montaż. Wiem, że to tylko film, że nikt mi krzywdy nie zrobił, a mimo to wchodzę w ten świat i... To jest właśnie magia kina. Zdjęcia i dobry montaż wywołują takie wrażenie. Wiktor Zborowski, który jest moim serdecznym przyjacielem, gdy 'Znachora' pokazują w telewizji, za każdym razem przysyła mi SMS: 'I znowu się, k..., przez ciebie popłakałem'" - mówi Barciś.
Ale najwięcej łez widzowie wylali, oglądając wzruszającą scenę spotkania rozdzielonych kochanków. Stockinger wiezie mnóstwo świeżo ściętych róż na grób ukochanej, gdzie zamierza odebrać sobie życie. Na szczęście w ostatniej chwili dowiaduje się, że Marysia żyje.
Dzień przed kręceniem sceny reżyser zamówił u rekwizytora bukiet najpiękniejszych róż, jakie są Bielsku. Dostał tylko pięć kwiatów, do tego nieszczególnej urody. Postawił więc ultimatum: albo róże będą jak trzeba, albo zdjęcia zostaną zerwane. Wysłano taksówkę z Bielska Podlaskiego do Warszawy, na bazar na Polnej, skąd przywieziono piękne żółte róże. "To były róże jak dla prezydenta... Stanów Zjednoczonych" - wspomina Tomasz Stockinger. Sporo to kosztowało, ale scena została uratowana!
Za to aktorów nie rozpieszczano wynagrodzeniem: Tomasz Stockinger za rolę i sprzedaż praw zainkasował równowartość... 200 dolarów. Ale sam film przyniósł zyski: "Znachora" obejrzało w polskich kinach kilka milionów osób, spodobał się też w ZSRR i w Szwecji.
Anna Dymna i Jerzy Bińczycki sporo dzięki temu wyjeżdżali, a na co dzień pracowali razem w krakowskim Starym Teatrze. "Raz usłyszałam na ulicy rozmowę dwóch pań: 'Zobacz, to ta kochanka Bińczyckiego!' - wspomina Anna Dymna. - A druga oburzona: 'Jaka kochanka, przecież to jest jego żona'. Jeszcze jedna się wtrąciła: 'Co panie mówią, to jego córka'. Bo grałam i jego żonę, i córkę, i kochankę. (...) Powiedziałam o tym Biniowi. A on: 'Ania, nic się nie bój, pożyjesz trochę, to usłyszysz, że jesteś moją matką'".
Do śmiechu nie było za to wcale Tomaszowi Stockingerowi, którego jedna z fanek za bardzo utożsamiła z rolą. Zakochała się w nim po uszy, a niespełnione uczucie z czasem przerodziło się w obsesję. Kobieta zaczęła prześladować aktora, straszyła nawet, że obleje go kwasem solnym. Na szczęście groźby nie spełniła.


Zródło: https://film.interia.pl/wiadomosci/news-znachor-melodramat-z-mezaliansem-w-tle,nId,2380773#google_vignette

Admete - Pią 01 Wrz, 2023 12:03

Bardzo to ciekawe 🙂 Dzięki za wklejenie.
RaczejRozwazna - Pią 01 Wrz, 2023 12:30

Świetne, dzięki! O tym epizodzie z nogami Barcisia wiedziałam wcześniej. i chyba dobrze, że Czyńskiego nie zagrał Olbrychski. Stockinger był świetny.
annmichelle - Pią 01 Wrz, 2023 12:57

Nie ma za co :-) - sama lubię ciekawostki z filmów/seriali.

RaczejRozwazna napisał/a:
i chyba dobrze, że Czyńskiego nie zagrał Olbrychski.

Zdecydowanie dobrze!
Ja wiem, że Hoffman najchętniej obsadzałby Olbrychskiego we wszystkich rolach męskich w swoich filmach :-| , ale tutaj nie pasowałby mi również.
Stockinger w roli hrabiego był niby rozpieszczony i "co to nie on" :-P , ale z drugiej strony wychodziła momentami taka jego nieśmiałość, co akurat mi pasowało. No i nie był wtedy "opatrzonym" aktorem.
Olbrychskiego nie widzę w roli nieśmiałego, acz przystojnego paniczka, ale on w ogóle mi się w filmach nie podoba :roll: , jego teatralna maniera mnie drażni (jedyna rola, gdzie mi to pasowało to jako Kmicic w "Potopie").
Podobnym wg mnie strzałem w dziesiątkę (jak już jesteśmy przy tego typu filmach i przy Hoffmanie) było obsadzenie Leszka Teleszyńskiego jako ordynata Michorowskiego w "Trędowatej", choć tata mi opowiadał, że protestom ludzi nie było końca (w prasie i tv) :mrgreen: , bo większość znała go głównie z "Zycia na gorąco" i "Potopu" i panie chciały Igora Smiałowskiego :-P .

RaczejRozwazna - Pią 01 Wrz, 2023 14:03

W młodym Teleszyńskim z Trędowatej to się kochałam :lol: Natomiast umierająca przez cały film - nie tylko w finale - Stefcia to olaboga... Ale Łańcut jako rezydencja Michorowskich prezentował się pysznie. :-D

Moja babcia, która miała w palcu całą polską klasykę i była urodzonym krytykiem (w dobrym znaczeniu tego słowa) żywo komentowała obsady wszystkich ekranizacji. Najbardziej przewracała oczyma na Oleńkę z Potopu :lol:

annmichelle - Pią 01 Wrz, 2023 14:35

RaczejRozwazna napisał/a:
W młodym Teleszyńskim z Trędowatej to się kochałam :lol: Natomiast umierająca przez cały film - nie tylko w finale - Stefcia to olaboga...

No, niestety - Elżbieta Starostecka może i urodą pasowała do Stefci, ale jej głos i sztuczne granie :roll: - jej osoba jest wg mnie najsłabszym punktem "Trędowatej".
Za to uwielbiam w epizodach Fronczewskiego z Kownacką :mrgreen: oraz Barskich (Dymna i Dmochowski i to jego "Melanio!") i oczywiście Barańska jako ciotka. W "Trędowatej" połowę roboty zrobiła niesamowita muzyka Kilara :serce2: - jako małolata kupiłam sobie nawet kasetę ze ścieżką dźwiękową z tego filmu. :serce:

RaczejRozwazna - Pią 01 Wrz, 2023 14:38

Tak, zgadzam się. Fronczewski był znakomity i Kownacka też :lol: I muzyka świetna, no ale w końcu to Kilar.
Admete - Pią 01 Wrz, 2023 19:05

Właśnie przeczytałam, że "Znachor" to będzie dla innych nacji "Zapomniana miłość" ;)
annmichelle - Pią 01 Wrz, 2023 19:11

Admete napisał/a:
Właśnie przeczytałam, że "Znachor" to będzie dla innych nacji "Zapomniana miłość" ;)

:zalamka:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group