To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Film lepszy niż książka

Admete - Czw 20 Wrz, 2018 14:57

Ja nie przebrnęłam. Film widziałam raz i wystarczy.
Tamara - Czw 20 Wrz, 2018 17:31

Książka przyprawiała mnie o spazmy ze śmiechu , film ujdzie - głównie dzięki Markowi Darcy'emu :mrgreen:
Co do feminizmu - pamiętajcie ,że 30 lat temu świat był inny i prawa kobiet też inaczej wyglądały , teraz to wszystko dzięki mediom społecznościowym i internetowi wygląda inaczej i zmiany idą piorunem , ale wtedy jeszcze istnienie samotnych pracujących kobiet i ich prawo do rozrywek czy seksu nie było takie oczywiste . 30 lat to całe pokolenie.
Nota bene mogę powiedzieć Bridget to ja , bo to ten sam rocznik i część problemów takich samych :-P

Aragonte - Czw 20 Wrz, 2018 21:30

Ja też będę w grupie, które wolą Dziennik Bridget Jones książkowy niż filmowy :wink: A filmowa Bridget wydawała mi się durniejsza, tak szczerze mówiąc. Książka jest dla mnie satyrycznym obrazkiem, ale pokazuje też trochę realia tamtych czasów, jak napisała Tamara. Największy atut filmu to IMHO Colin :mrgreen: Bridget mi się nie podobała - nie przepadam za Renee, a jeszcze ją niepotrzebnie utuczono, bo ktoś miał taką wizję Bridet :roll: Wyglądała jak różowe prosiątko.

Wyciągnęłam testowo Dziennik z półki, przeczytałam sobie kolejny postanowienia noworoczne Bridget i kolejny raz ryknęłam śmiechem :rotfl: Niestety, kilka z nich brzmi mi jakoś znajomo :-P tj. sama je sobie składałam :lol:

ita - Czw 20 Wrz, 2018 21:50

Tak piszecie o Bridget Jones, że mam ochotę przeczytać książkę. Lata jej nie miałam w ręku. Film, pierwszą część lubię, oglądam mniej więcej raz w roku. Ale całkiem niespodziewanie ulubioną częścią się stała ta ostatnia - Bridget Jones Baby. Dwójkę chciałabym odzobaczyć.

Aragonte, jeszcze dopiszę, Twoja opinia wywołała z pamięci ten post :-)
http://zpopk.pl/zwierz-mo...l#axzz5RfmyO5j1

Aragonte - Czw 20 Wrz, 2018 22:17

I tu akurat się ze Zwierzem zgadzam - tj. co do pomyłki obsadowej i tego, że film średnio mi oddaje treśc książki :-P
Chyba sobie Dziennik BJ przypomnę, a co mi tam, przynajmniej się pośmieję w autobusach :-P

Agn - Pią 21 Wrz, 2018 13:26

Tamaro, koniec lat 90-tych to nie cale 30 lat temu - 22-23. ;) Czytalam Dziennik BJ pod koniec liceum, kiedy ta ksiazka wyszla i juz dawno bylo wiadomo, ze upijanie sie, czytanie poradnikow dot. jak zdobyc faceta i ganianie za facetem jak kocica w rui (oraz romansowanie z szefem) to zaden feminizm tylko powod do facepalmu dziesieciolecia. BJ to dla mnie idiotka jakich malo, nie zapomne tego jej waznie kilka razy w nocy i jeczenia ze ojej przytyla kilka deko. :roll:
Nawet w Polsce juz dziewczyny wychodzily na piwo i chodzily normalnie do pracy, wiec.. naprawde, w Harrym Potterze sa bardziej feministyczne postacie niz Bridget.

Szafran - Pią 21 Wrz, 2018 14:16

Agn napisał/a:
Tamaro, koniec lat 90-tych to nie cale 30 lat temu - 22-23. ;) Czytalam Dziennik BJ pod koniec liceum, kiedy ta ksiazka wyszla i juz dawno bylo wiadomo, ze upijanie sie, czytanie poradnikow dot. jak zdobyc faceta i ganianie za facetem jak kocica w rui (oraz romansowanie z szefem) to zaden feminizm tylko powod do facepalmu dziesieciolecia. BJ to dla mnie idiotka jakich malo, nie zapomne tego jej waznie kilka razy w nocy i jeczenia ze ojej przytyla kilka deko. :roll:
Nawet w Polsce juz dziewczyny wychodzily na piwo i chodzily normalnie do pracy, wiec.. naprawde, w Harrym Potterze sa bardziej feministyczne postacie niz Bridget.


Agn, piątka. Czytać tych książek mi się nie chciało, ale oglądałam dawno temu film z narastającym niedowierzaniem, jak bezgranicznie głupią bohaterkę można stworzyć. :>

Aragonte - Pią 21 Wrz, 2018 14:57

Szafran napisał/a:
Agn napisał/a:
Tamaro, koniec lat 90-tych to nie cale 30 lat temu - 22-23. ;) Czytalam Dziennik BJ pod koniec liceum, kiedy ta ksiazka wyszla i juz dawno bylo wiadomo, ze upijanie sie, czytanie poradnikow dot. jak zdobyc faceta i ganianie za facetem jak kocica w rui (oraz romansowanie z szefem) to zaden feminizm tylko powod do facepalmu dziesieciolecia. BJ to dla mnie idiotka jakich malo, nie zapomne tego jej waznie kilka razy w nocy i jeczenia ze ojej przytyla kilka deko. :roll:
Nawet w Polsce juz dziewczyny wychodzily na piwo i chodzily normalnie do pracy, wiec.. naprawde, w Harrym Potterze sa bardziej feministyczne postacie niz Bridget.


Agn, piątka. Czytać tych książek mi się nie chciało, ale oglądałam dawno temu film z narastającym niedowierzaniem, jak bezgranicznie głupią bohaterkę można stworzyć. :>

Dla mnie filmowa Bridget jest głupsza od książkowej (a książka dla mnie jest satyrą, więc wiadomo, że wszystko jest podkręcone i wyolbrzymione). I nie traktuję jej jako manifest feminizmu, a w życiu.
A co do stwarzania durnych bohaterek - niespecjalnie trzeba je wymyślać, IMHO, czasem wystarczy się uważnie rozejrzeć i zebrać kilka typów :-P Ludzie bywają durni, ot tak, po prostu :wink:

Tamara - Pią 21 Wrz, 2018 15:48

Dziennik rozgrywa się w 94/95 roku - nie pod koniec lat 90 .W drugiej części - W pogoni za rozumem - w tv jest DiU '95 jako nowość czyli jest to rok 96 .To jest ledwo połowa lat 90 i wtedy samotna pracująca trzydziestolatka naprawdę nie była tak powszechnym zjawiskiem jak dziś . Była znacznie większa dyskryminacja kobiet choćby w pracy , kwestia przemocy wobec kobiet i dzieci dopiero się pojawiała , o mobbingu czy stalkingu jeszcze się nikomu nie śniło , a społeczeństwo było bardziej patriarchalne niż dziś . Pamiętam dobrze , bo BJ to mój rocznik szkolny :mrgreen:


Aragonte :cheers: kiedy czytałam Dziennik ,miałam wrażenie - z wyjątkiem imprezowania - że czytam o sobie :mrgreen:

annmichelle - Pią 21 Wrz, 2018 18:41

Tamara napisał/a:
To jest ledwo połowa lat 90 i wtedy samotna pracująca trzydziestolatka naprawdę nie była tak powszechnym zjawiskiem jak dziś .

Zależy pewnie gdzie. Ja pochodzę z dużego, "kobiecego"miasta i pracująca samotna trzydziestolatka 30-40 lat temu to nie było nic niezwykłego. "Starych panien" było sporo.
Może na wsiach i w małych miasteczkach był to ewenement, nie wiem, bo nie miałam kontaktów.
Tamara napisał/a:
o mobbingu czy stalkingu jeszcze się nikomu nie śniło

Nie zgodzę się, akurat bardzo dobrze utkwiło mi w pamięci zamordowanie Agnieszki Kotlarskiej w 1996 roku przez stalkera, czy morderstwo córki Eleni (1994 rok).

Lata 90-te to były naprawdę ogromne przemiany: gangsterka, mafie pruszkowskie, handlowanie na stadionach, jakieś lewe interesy, prywatyzacje. Obyczajowo także - wzrost rozwodów, liczby samotnych matek, ludzie potracili pracę w fabrykach, poszli na bruk, musieli się jakoś odnaleźć w nowej kapitalistycznej rzeczywistości. Nie wszyscy byli pod ochronką jak górnicy czy rolnicy (nie mam na myśli upadających PGRów, bo to co tam się działo to była katastrofa).

Przy czym jeśli mówimy o latach 90-tych to zupełnie inaczej wyglądała sytuacja w roku np. 1991, a inaczej w 1999, więc trudno uogólniać jako "lata 90-te".

A wracając do BJ :wink: - książki, chociaż czytałam, nie pamiętam w ogóle, film też nie moje klimaty (mimo Colina Firtha i Hugh Granta, który był wtedy jeszcze na fali).

Fibula - Pią 21 Wrz, 2018 18:47

Aragonte napisał/a:
Ja też będę w grupie, które wolą Dziennik Bridget Jones książkowy niż filmowy :wink: A filmowa Bridget wydawała mi się durniejsza, tak szczerze mówiąc. Książka jest dla mnie satyrycznym obrazkiem, ale pokazuje też trochę realia tamtych czasów, jak napisała Tamara. Największy atut filmu to IMHO Colin :mrgreen: Bridget mi się nie podobała - nie przepadam za Renee, a jeszcze ją niepotrzebnie utuczono, bo ktoś miał taką wizję Bridet :roll: Wyglądała jak różowe prosiątko.

Wyciągnęłam testowo Dziennik z półki, przeczytałam sobie kolejny postanowienia noworoczne Bridget i kolejny raz ryknęłam śmiechem :rotfl: Niestety, kilka z nich brzmi mi jakoś znajomo :-P tj. sama je sobie składałam :lol:

Ja mam odwrotnie: książkowa Bridget była/jest okropna, przeczytałam obie części i sprezentowałam bez żalu najmłodszej siostrze. :wink: A filmową lubię, IMO jest sympatyczniejsza.

ita - Pią 21 Wrz, 2018 21:00

Ja lubię obie, książkową i filmową (z wyłączeniem 2 cz.), oczywiście one są różne. I nie nazwałbym Bridget idiotką. Czasem - głuptasem, ale to tak z czułością. Kto nim czasem nie jest? Zdarzało mi się w tym, co robiła/ przeżywała też, podobnie jak Tamara, widzieć siebie. Jasne, że w mniejszej skali :wink: A trzecia część filmu pokazała, że Brigget się ogarnęła i stała się całkiem fajną kobietą (tak, wiem, że mieszam postać filmową i książkową :lol: ). Jutro idę do biblioteki po Dziennik BJ :-D Mój niestety pożyczony wieki temu już nie wrócił.
BeeMeR - Pią 21 Wrz, 2018 21:17

Ja szczerze mówiąc nigdy żadnej Bridget nie lubiłam - owszem, książka była miejscami zabawna, ale Bridget okropecznie rozmemłana i nieogarnięta. :roll:
Tamara - Pią 21 Wrz, 2018 21:39

annmichelle napisał/a:

Tamara napisał/a:
o mobbingu czy stalkingu jeszcze się nikomu nie śniło

Nie zgodzę się, akurat bardzo dobrze utkwiło mi w pamięci zamordowanie Agnieszki Kotlarskiej w 1996 roku przez stalkera, czy morderstwo córki Eleni (1994 rok).

Lata 90-te to były naprawdę ogromne przemiany: gangsterka, mafie pruszkowskie, handlowanie na stadionach, jakieś lewe interesy, prywatyzacje. Obyczajowo także - wzrost rozwodów, liczby samotnych matek, ludzie potracili pracę w fabrykach, poszli na bruk, musieli się jakoś odnaleźć w nowej kapitalistycznej rzeczywistości. Nie wszyscy byli pod ochronką jak górnicy czy rolnicy (nie mam na myśli upadających PGRów, bo to co tam się działo to była katastrofa).

Przy czym jeśli mówimy o latach 90-tych to zupełnie inaczej wyglądała sytuacja w roku np. 1991, a inaczej w 1999, więc trudno uogólniać jako "lata 90-te".

tak, ale zjawisko mobbingu czy stalkingu nie było wtedy jeszcze tak dobrze rozpoznane, znane i ujęte w ramy prawne jak dziś . Ot wariat dziewczynę śledził i zabił, bo wariat , wyjątek jakiś .
U nas owszem , ale w Wlk.Brytanii takich zmian nie było , a tam się akcja Dziennika rozgrywa i idzie mi o ogólną mentalność europejską w tamtym okresie . My to zupełnie inna bajka .

Admete - Sob 22 Wrz, 2018 08:47

BeeMeR napisał/a:
ale Bridget okropecznie rozmemłana i nieogarnięta. :roll:


Bridget to nie ja. Nie mam z niej nic.

Agn - Sob 22 Wrz, 2018 13:13

Tamaro, ale Bridget nie opowiada o stalkingu i mobbingu, za to usiluje wcisnac czytelnikom, ze to proza feministyczna. I 95 rok - zgadza sie, to bylo 23 lata temu, nie 30.
Nie wiem o co chodzi z tym przekonaniem, ze wtedy kobieta po 30-tce bez meza byla jakims dziwem - moja siostra pracowala wtedy z paniami odpowiadajacymi temu opisowi. I nawet nie w duzym miescie, bo moje miasto rodzinne liczylo wtedy moze z 50 000 mieszkancow, raczej mniej.
Nie identyfikuje sie z BJ, nie wiem tez, jak osoba tak madra i inteligentna jak ty moze miec cokolwiek z nia wspolnego - nie uwierze w to za nic w swiecie. :mrgreen:

Trzykrotka - Sob 22 Wrz, 2018 13:22

A przepraszam, to się wcale nie kłóci. Bidget nie była głupsza niż reszta populacji, była tylko potworną bałaganiarą i osobą niezorganizowaną. Ja też nie należę do tych, co sobie szykują strój na jutro już wieczorem. A ile wpadek kulinarnych zaliczyłam z okazji własnych urodzin/imienin to tylko ja wiem. Przerzuciłam się nawet na catering, żeby nie serwować gościom cudów własnej produkcji. O braku sukcesów w pracy nie wspomnę. Moje porażki były skromniejsze niż u Bridget, ale nikt ich też literacko nie podkręcał na potrzeby powieści.
ita - Sob 22 Wrz, 2018 14:20

Myślę podobnie jak Trzykrotka :kwiatek: . Nawet jeśli jestem osobą, która wie wieczorem, co założy rano do pracy i ma porządek w domu. To przecież nie chodzi o dokładne odwzorowanie 1:1.
annmichelle - Sob 22 Wrz, 2018 16:24

Admete napisał/a:
Igrzyska śmierci filmowe są lepsze od literackiego pierwowzoru.

U mnie na równi książki i filmy. Nieźle mi się czytało, nieźle oglądało. :-)

Natomiast seria "Zmierzch" - zdecydowanie filmy lepsze niż "książki" (sorry, ale tylko pierwsza część książkowa była w miarę strawna, pozostałe trzy - hm, napiszę tak - przeczytałam, bo byłam ciekawa jak to się skończy, ale literacko, warsztatowo - nieeeee). Filmy nie są wybitne, ale z g... bata nie ukręcisz. :roll:

Któraś z Was wcześniej wspomniała, że łatwiej z kiepskiej książki nakręcić w miarę dobry film i dla mnie "Zmierzch" jest takim właśnie przykładem.

Ania Aga - Sob 22 Wrz, 2018 16:32

W tv była niedawno powtórka Zmierzchu. Straszna szmira, choć kiedyś oglądałam z przyjemnością
Agn - Sob 22 Wrz, 2018 16:50

Zgadzam sie - filmowy "Zmierzch" jest lepszy od ksiazki.
Podejrzewam, ze i filmowy Grey jest lepszy.
Zgaduje tez, ze i ekranizacja "After" bedzie lepsza niz jej powiesciowy pierwowzor. Ale nie bede sie chciala o tym przekonywac...

Ania Aga - Sob 22 Wrz, 2018 16:57

Co to jest After?
BeeMeR - Sob 22 Wrz, 2018 17:00

Filmowy Grey nie jest dobry :roll: ale książki nie tykałam :P
Admete - Sob 22 Wrz, 2018 19:00

annmichelle napisał/a:
Nieźle mi się czytało, nieźle oglądało


U mnie tylko oglądało. Książki nie byłam w stanie przeczytać. Zmierzchu nie czytałam i nie oglądałam. Pamiętam, że zaczęłam oglądać film razem z Riellą. Po 15 minutach już byłam znudzona i poszłam zrobić nam kolację, potem umyłam włosy, a Riella obejrzała do końca.

Tamara - Sob 22 Wrz, 2018 20:54

Agn napisał/a:
Tamaro, ale Bridget nie opowiada o stalkingu i mobbingu, za to usiluje wcisnac czytelnikom, ze to proza feministyczna. I 95 rok - zgadza sie, to bylo 23 lata temu, nie 30.
Nie wiem o co chodzi z tym przekonaniem, ze wtedy kobieta po 30-tce bez meza byla jakims dziwem - moja siostra pracowala wtedy z paniami odpowiadajacymi temu opisowi. I nawet nie w duzym miescie, bo moje miasto rodzinne liczylo wtedy moze z 50 000 mieszkancow, raczej mniej.
Nie identyfikuje sie z BJ, nie wiem tez, jak osoba tak madra i inteligentna jak ty moze miec cokolwiek z nia wspolnego - nie uwierze w to za nic w swiecie. :mrgreen:

Jak na tamte czasy pod pewnymi względami - owszem . No dobra, 23 lata temu , ale to jest prawie całe pokolenie .
Pracowała - a skąd wiesz, jak te panie były traktowane przez swoją rodzinę ? jakie miały układy życiowe ? dziś samotna kobieta czy dziewczyna idąca do klubu czy na imprezę to żaden ewenement , wtedy - dziwadło , poznałam to na własnej skórze . Naprawdę było inaczej, uwierz mi . Dziś jest normalne, że stały związek zakłada się późno, dzieci się ma późno, że jest masa wolnych związków - nikogo to już nie dziwi . Wtedy trzydziestka bez żadnego faceta a tym bardziej o zgrozo bez męża była podejrzana . Ówczesna powszechna opinia - jeżeli ona jest sama, to znaczy , że coś z nią jest nie tak :roll: . BJ - poza świetną satyrą - jest obrazem tego , jak kobiety sobie torowały drogę do swobody wyboru i przyzwyczajenia społeczeństwa, że mają do tej swobody święte prawo . Dziś nikt nie dopieka trzydziestce że jest sama - bo dużo trzydziestek albo jest samych albo w wolnych związkach , poza tym nie ma takiej presji społecznej żeby się szybko hajtnąć i rozmnożyć . Wtedy większość trzydziestek była już mężatkami , a część miała co najmniej jedno dziecko . Z mojej grupy na studiach gdzie było kilkanaście dziewczyn , w wieku 30 lat samotna byłam tylko ja , reszta była zamężna i przeważnie dzieciata , oprócz mnie tylko jedna była bezdzietna . W innych grupach było tak samo .
Inteligencja i emocje to są dwie oddzielne sprawy Agn :wink: poza tym minęło jak słusznie policzyłaś 23 lata a to też nie jest bez znaczenia :-P



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group