To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

North and South - serial BBC - Jaka jest Twoja ulubiona kwestia w filmie North&South ?

GosiaJ - Pią 19 Maj, 2006 19:00

Gosia napisał/a:
Swietnie sie to czyta :)
A gdzie agitki Caroline ? Fajne byly. I nasze pozniej. ;)
dodasz Gosiu ?


Dodam, dodam. Ostatnia porcja :-)

Gosia:
Gosiu, ale co jest konkretnie przedmiotem Twojego wahania ?
Co bierzesz pod uwage ?


GosiaJ:
Już, już odpowiadam, bo widzę, żeś niecierpliwa
Najgorsze jest to, że jak tylko zobaczę jakąś kwestię, to dodaję ją natychmiast do tych, które biorę pod uwagę (np. tak było z "You're ill?"). Tak mogę nigdy nie skończyć Dziś waham się pomiędzy:

1. I spoke to you about my feelings, because I love you, I had no thought for your reputation!
2. Don't wish to possess you, I wish to marry you because I love you!
(te dwie kwestie powinny być razem )
3. So, you are going.....and never come back
4. You'll not guess where I've been
5. I found it in the hedgerow. You have to look hard
6. You don't need Henry to explain (lobbing Alison zrobił swoje )
7. Coming home with me?

Niczego Ci pewnie nie rozjaśniłam


Gosia:
Twoja lista jest dluzsza niz moja.
U mnie jest tak:

1. I spoke to you about my feelings, because I love you, I had no thought for your reputation!
2. Don't wish to possess you, I wish to marry you because I love you!
Zgadzam sie ze one powinny byc razem i wtedy nie mialabym dylematu... chyba ...

3. You'll not guess where I've been
4. I found it in the hedgerow. You have to look hard
Te tez powinny byc razem

I w ostatecznosci:
5. Coming home with me?

Alison nie przekonala mnie do tego Henry`ego


GosiaJ:
Czyli zasadniczo wahamy się między oświadczynami a zakończeniem Ja sobie założyłam w głowie, że skoro to jest jedna kwestia, to powinno być to coś, co mówi do Margaret, to pozwoliło mi wyeliminować cudowne sceny i kwestie z rozmów z matką. Oczywiście jak o nich pomyślę, natychmiast żałuję, że z nich zrezygnowałam

Gosia:
Wyeliminowalam: "You'll not guess where I've been ", choc on to takim ladnym glosem mowi...
I zrezygnowalam z tej pierwszej czesci o reputacji, choc ja uwielbiam po prostu z ciezkim sercem....
Ale wciaz pozostaja:

1. Don't wish to possess you, I wish to marry you because I love you!
2. I found it in the hedgerow. You have to look hard
3. Coming home with me?


Alison:
Tak jest GosiuJ "kompinuj pan kompinuj"
Puść sobie to kochana kilka razy i posłuchaj z zamkniętymi oczkami. Uwiąd nóg po prostu!
W tych oświadczynach (nie mówię, że nie robi wrażenia, ale pokrzykuje tak trochę histerycznie, to już wolę "I understand you completely", ale tez jest to takie rozhisteryzowane, chłop tak nie powinien...)
W scenie na peronie z tymi krzaczorami też głos mu się łamie i w ogóle, oczka ma zaczerwienione, za to jak mówi o Henrysiu, to już wie, że Henryś ma spadać, że nie będzie się tu "Hendryczek" jakiś zakichany pchał między nich, że się sami dogadają, bo ona sobie doskonale poradzi, a on ją w skupieniu wysłucha. Mówi to głosem nie znoszącym sprzeciwu. Och kobietki, ze też Wy tego wszystkiego nie dostrzegacie Bidulki moje kochane....


Gosia:
No nie, Henrysia w mojej ulubionej kwestii umieszczac nie bede !
Poslucham dzis, ale watpie czy to zmieni moje stanowisko.
Stanowczo mam wybor miedzy tymi, o ktorych pisalam.

Alison, no ladnie to brzmi, faktycznie.
Ale ja chyba lubie jak on emocjonalnie wybucha i chyba wybiore w koncu ktores z tych zdan:

- I spoke to you about my feelings, because I love you, I had no thought for your reputation!
- Don't wish to possess you, I wish to marry you because I love you!

I jeszcze lubie jak mowi, choc w tym momencie nie lubie na niego patrzec, bo zle go kreca:
- My feelings for you are very strong.


Marianna:
Ja chyba wybiorę: "...Dont wish to posses you..., tyle w tym pasji,
Spróbujcie nie patrzeć, tylko się wsłuchać. Np. piękno kwestii o piekle tworzy w 80 % obraz, a nie sposób wypowiadania słów


Caroline:
w ostateczności??!!!! Gosia! Wyrywasz mi aortę zardzewiałym cyrklem!
A on jest tam taki... taki... szczęśliwy
O niedobra, Thorntonik płacze, całe życie pracował i się trudził dla tej jednej chwili, żeby Margerytka z nim do domciu... na zawsze...
Ech..


Gosia:
Hehe ! No, naprawde nie chcialam wykazac sie takim okrucienstwem !

Dlaczego w ostatecznosci?
Bo to ladne slowa sa, ale mowi je krotko i nie ma w tym pasji, ktore emanuja z innych kwestii.
Ale jako podsumowanie filmu i szczesliwe zakonczenie to jest ok, bardzo ok. I ladnie sie usmiecha ... Nie, no ladny moment i moze bym go wybrala...
Ale ja chyba bardziej lubie jak jest wiecej namietnosci w jego glosie...,
no tak mi sie wydaje.


GosiaJ:
Ja ciągle niezdecydowana, i na dodatek, zamiast wziąć się do roboty, znowu tutaj przylazłam
Wspaniale Thornton mówi: "You don't need Henry to explain" - pewność, zdecydowanie, przekonanie w głosie - nie dziw, że Margaretka bez słowa za nim jak potulna owieczka na ławeczkę...
Ale nie pozwolę sobie powiedzieć, że jest histeryczny w scenie oświadczyn. Histeryczna jest Fanny! Uwielbiam te jego emocje w głosie - najpierw szuka słów ("It's difficult to find words"), potem mówi jeszcze spokojnie, ale głęboko o swoich uczuciach ("Miss Hale, my feelings..."), potem jest jeszcze to "Excuse me?", kiedy ona mu przerywa - takie z "wnętrzności". I potem ten wybuch - potwierdzenie tego, co mówił wcześniej matce, że choćby nie wiem co, on już nie może się dłużej ukrywać ze swoją miłością. Dwa razy mówi: "I love you!", i to tak, że ciarki i motylki! A wcześniej to "I don't want to possess you...", też brzmi tak namiętnie, porywczo, mocno - ale nie histerycznie! Tyle w tym pasji, gwałtownych uczuć...
Aaaa, zaczyna chyba mi się powoli klarować


Gosia:
Tak Gosiu, ja chyba tez zdecyduje sie na te dynamiczne wyznania.
One mnie ciagna w swoim kierunku od dawna.
Tyle namietnosci w glosie, tyle uczucia !
No, wulkan po prostu !
Tylko jeszcze sie waham czy to pierwsze wyznanie czy drugie ..:
- I spoke to you about my feelings, because I love you, I had no thought for your reputation!
- Don't wish to possess you, I wish to marry you because I love you


GosiaJ:
A mówiłam, żeby te dwie kwestie razem dać, byłoby po problemie Uwielbiam patrzeć, jak wybucha w tej scenie - na początku taki lekko sztywny, oficjalny. I jaki on tu jest męski - dokładnie wie, czego chce i nie boi sie tego powiedzieć; ma tylko problem z doborem słów a na końcu zapomina o rękawiczkach, chyba jak Darcy, prawda?

Gosia:
Hmmm, ja tez bym polaczyla, bo wtedy wszelkie watpliwosci by zniknely.
Ja tego nie moge zrobic, nie moge modyfikowac juz ankiety,
ale moze ktos ma uprawnienia, zeby polaczyc te dwie kwestie w jedna:
- I spoke to you about my feelings, because I love you, I had no thought for your reputation!
- Don't wish to possess you, I wish to marry you because I love you!
Byleby nie skasowac samej ankiety i calego jakze interesujacego watku !
W przeciwnym razie bedziemy sie meczyc jeszcze przez miesiac i nie wybierzemy.
Ja tez lubie ta scene, poczawszy od slow, ze nie przyszedl aby jej dziekowac. I pozniej: My feelings for you are very strong (zeby on do mnie tak mowil ... ..) , a potem juz tylko natezenie wzrasta, az do tych dramatycznych wyznan, ktore wywoluja gesia skorke...
Ja uwielbiam obie kwestie i ta pierwsza i ta druga, dlatego MUSZA stanowic calosc, jedna nie moze istniec bez drugiej.
Ile uczucia i namietnosci ! Bardzo lubie te scene...


Caroline:
"Ktoś tam" to zrobił udało się, bo jeszcze nikt nie głosował na "I spoke to you...". ALE jeśli ci, którzy głosowali na samo "Don't wish.." zaprotestują, rozdzielę te wątki. A tak poza tym to trochę to podchodzi pod fałszowanie wyborów.
I wogle dlaczego ja sprzyjam wrogom Thorntonika co chcą widzieć go udręczonego!!!
Dręczycielki - sadystki.
"Coming home" rulez!


Alison:
No, no, no!!!
You don't need Henry to explain!


Gosia:
Caroline, dzieki
Nikt nie bedzie protestowal !
Jakie falszowanie ? W koncu sama te wybory zorganizowalam
No to glosuje wreszcie !
Moj glos na: wiadomo co
I spoke to you about my feelings, because I love you, I had no thought for your reputation! Don't wish to possess you, I wish to marry you because I love you!

Boze, jak on to mowi !!!!!


Alison:
Eeee tam, myśłałam, że nas czymś zaskoczysz, taż już od paru dni nie wiadomo nad czym się wahasz, skoro przy tym omdlewasz nieustannie

Narya:
Ja głosowałam na "Don't wish to possess you..." I nie mam nic przeciwko połaczeniu. Wręcz przeciwnie - im więcej Thorntona - tym lepiej

Gosia:
No !
Ta kwestia jest taka emocjonujaca.
Cholerka, zeby tak on do mnie w ten sposob ......
i jeszcze tak calowal ....

Ja mam wiele kwesti ukochanych, ale w koncu na jedna sie zdecydowalam.
Trzeba bylo wczesniej sie zastanowic... i wybrac "I spoke..."


Kaziuta:
Zagłosowałam i okazało sie, że wcale nie jestem oryginalna i nie odbiegam od normy. Moja ulubiona kwestia to: "Obejrzyj się. Obejrzyj sie za mną".
Cierpię razem z nim, a żal rozdziera nasze (jego i moje) biedne skołatane serca.


GosiaJ:
Znów muszę się z Wami zgodzić - "reputation" w jego ustach brzmi szczególnie...

Przypomniały mi się fragmenty tego wywiadu z wczoraj, kiedy prowadzący czytał mu maile, a on był taki lekko speszony, ale potem mówił coś w stylu, że go to nie irytuje, tylko jest miło mieć taką armię (chodziło o ArmitageArmy). Nie wiem, czy byłby taki spokojny, gdybyśmy go zmusiły do powtarzania w kółko "reputation" albo całych kwestii


Gosia:
Widze Kaziuto, ze nie ulegalas lobbingowi
Nic to, wszystkie kwestie sa piekne
Nie ma przegranych, wszystkie wygrywaja

No i to "reputation" tak mnie zauroczylo chyba
to jednak jakies zboczenie jest ...
Dzieki Gosiu

On tak jest zawsze zaklopotany, jak sie go pytaja o te fanki, albo cos mu cytuja z tych zachwytow ... Hehe, ma to na co zasluzyl ot co !
Jest slawny, uwielbiany i ma zastepy czlonkin kolek rozancowych u swych stop
Mogl nie brac tej roli, lub przeprowadzic wczesniej operacje gardla


GosiaJ:
Zwariowałaś? Jego gardło powinno się stać brytyjskim dobrem narodowym pod szczególną ochroną! Wczoraj znów przyznał, że JT to jego najważniejsza rola, jak dotychczas. Do zachwytów powinien się już przyzwyczaić - ale podobno nadal jeździ publicznym transportem, znaczy, że nie jest tak źle

Caitriona:
Obie Gosie - serdecznie gratuluję podjęcia decyzji!
Kaziuta, popieram twój wybór. Również moim zdaniem to najwspanialsza kwestia w tym serialu.

GosiaJ - porzuciłaś boskiego MM?


Gosia:
Przesluchalam (bez ogladania) jeszcze raz scene Proposal.
Kwestia, ktora wybralam jest bezapelacyjnie THE BEST FOR ME !
i te slowa i ta muzyka potem....
Jak on to mowi, to az cos tam we mnie drży ... tyle namietnosci w jego glosie, tyle pasji !
Chyba musze to dawkowac, bo grozi zawalem...


GosiaJ:
Przeoczyłam ten post, wybacz Zgadzam się, powinien być na liście UNESCO! To prawda, że wiele zawdzięcza Thorntonowi, ale myślę, że Thornton też wiele zawdzięcza jemu... Gdyby nie wypełnił swoją osobowością, urokiem, głosem itd. itp. powieściowej postaci, to przecież nie zachorowałybyśmy tutaj na maniakalne uwielbienie dla niego

Co do sceny oświadczynowej - tak, trzeba ją dawkować, to, że oglądanie JT bez przerwy w tym filmie grozi odchyleniem od pionu umysłowego, to jedno, zawał z nadmiaru emocji - drugie


Gosia:
Obejrzalam przed chwila 3 razy Train Station Scene, no jest FANTASTYCZNA
Przejdzie do historii kina, bez dwoch zdan
A jaki Thornton szczesliwy Ale ona tez jest swietna !
W zwolnionym tempie to tez robi wrazenie (A Henry out !)

Ja tam sie doskonale czuje jako "członkini jakiegoś dziwacznego tajnego stowarzyszenia "


GosiaJ:
Me too
Stanowczo scenę na peronie mozna oglądać w kółko! Uwielbiam ten moment, kiedy ona wysiada z pociągu, patrzy i my już wiemy, na kogo patrzy tak urzeczona, ale jeszcze kamera nie pokazuje obiektu jej pilnej obserwacji. A potem jest najazd kamery na zatrzymujący się pociąg i widać Johna, który jeszcze nie widzi Margaret, ale za chwilę ją dostrzeże; jest taki zamyślony, smutny, wygląda na zmęczonego. A kiedy wysiada i ją dostrzega, idącą jak zahipnotyzowana w jego kierunku, jego twarz rozjaśnia delikatny uśmiech, który zatychmiast pojawia się w jego oczach... A to dopiero początek tej sceny!
Jestem chora i dobrze mi z tym, co najgorsze


Gosia:
O, tak Gosiu !

Ona w tej scenie tez wyglada jakos zupelnie inaczej. Pieknie!
Te jej oczy jakies zamglone, nieprzytomne, patrzy na niego jak zaczarowana.
I ten poczatek kiedy muzyka sie pojawia, a ona probuje zdjac z twarzy niesforne kosmyki, patrzac na ten pociag, ktory nadjezdza.
I jego twarz, ktora ze smutnej zamienia sie w czarujaco usmiechnieta.
I jego niedowierzanie, ze ona tam jest razem z nim, ze sie spotkali, ze moze na nia patrzec, i potem ze ona mowi te wszystkie slowa, ktore kiedys w jej uszach brzmialyby jak z kategorii "buy and selling", a ona sie teraz nimi posluguje, calkowicie pokonana przez milosc, ktorej juz nie moze zaprzeczyc.
I ten pocalunek taki z poczatku delikatny, niesmialy i czuly, a potem namietnie narastajacy ...
Jedna z najbardziej romantycznych scen w historii kina.


Miłosz:
Look back. Look back at me

Mmmmmmmmmmmm spojrzałabym !! A on to tak mówi, że piersi opadają (jak mówił mój łacinnik;) )


Alison:
Było nie robic takiej frustrującej ankiety. Sama się z nią mordowałaś ze dwa tygodnie. Oj Gosia, Gosia, mało to człowiek ma w życiu zmartwień, to jeszcze mu dokładasz...

GosiaJ:
No właśnie, i trzeba wybierać jedną sentencję, a to rani serce i dusza zawodzi, i wyje okrutnie, a pocieszenia szuka, nigdzie go nie znajdując!

A ona mu mówi, że życzy mu wszystkiego najlepszego! Dyć bym ją tym Platonem przez łeb trzepnęła, jakbym stała w pobliżu. A Jasiu taki nieszczęśliwy, głos mu się łamie (Głos znaczy), i popatruje tak oczkami, że normalnie każda, każda z nas, powiadam, rzekła by mu, że oczywiście wraca, odwołuje tę ichnią taksówkę, ciotkę Shawową zostawia - a ona mu "wish very well", bez serca kobiecina!


Caroline:
Właśnie jej ojczulek zmarł i została sama na świecie, w dodatku myśli, że jego "foolish passion" już bye, bye.
Ona też smutna...


GosiaJ:
No ja rozumiem, ona smutna, ja kocham naszą Margaretkę, ale co ona? Zmysły czy wzrok postradała? Jego foolish passion bye??? Czy ona nie słyszy jego głosu, kiedy mówi do niej? Nie widzi, jak patrzy? Dwa razy powtarza z absolutną rozpaczą, że ona wyjeżdża - no to już durny by jaki zauważył, że jego serducho krzyczy "NIE JEDŹ!", mamuśka Thorntonowa to widzi. A ona ma dla niego tylko zdawkowe pożegnanie! I Platona na pocieszenie, dobre sobie! I nawet nie popatrzyła! Oj, niedobra Margaretka, zadręczyła Jasia na śmierć prawie! Przecież on w tych następnych scenach to już taki nieszczęśliwy jest, że pracować nie może, marnieje nam najlepsza partia w okolicy!
Ech, genialny odcinek


Alison:
DURNA BABA! Rzeczy trzeba nazywać po imieniu! A jak się to jeszcze głupio uśmiechnęło
Jego głos jak mówi to: so you ARE going....and never come back, jest taki, że ja już mu wirtualnie wiszę na szyi zwisem pt. "oto jam ci jest twoja", a ta..... życzy mu... a niech ją wszyscy...robotnicy bawełniani..
Qrde, sie zdenerwowałam "rormalnie"....


Caroline:
Foolish było jego, passion tyż, zero zrozumienia dla kobity nie macie. Toć ona musiała do tego dojrzeć, docenić, wziąć się w garść, spławić Henrysia i dawaj na stacyjkę!

Bezpaznokcianka:
Oświadczam, że zagłosowałam Caroline... niestety jestem taka oczarowana i niezdecydowana (podejrzewam, że Otherwaymistercollins też ) że nie umiałam się zdecydować i dałam że cały film... Ech, jego głos jest niebiański. Jak to dobrze, że w Polsce jakby co nie robią dubbingów, bo film straciłby wiele.

Otherwaymistercollins:
-Would it have made you|more or less likely to give him a job?
-I DON'T KNOW
To jest obecnie moja ulubiona kwestia . Nadziwić się po prostu nie mogę jak Rysiek potrafi naładować tak zwyczajne przecież słowa tak wielkim ładunkiem emocjonalnym


:-)

Gosia - Pią 19 Maj, 2006 19:10

:lol: :lol: :lol:

Splakalam sie czytajac te nasze posty :D

Gosiu, tam na poczatku Caroline lobbowala pieknie za swoja ulubiona kwestia :)
Jak znajdziesz to wrzuc do swojego pierwszego przeklejania, zeby bylo chronologicznie, ok ? ;)

izek - Pią 19 Maj, 2006 21:54

Ja bez wahań powtórzyłam wybór i tym sposobem "You're ill" nie jest niedocenione (honorowy głos ma :wink: )

Ale też pamiętam dyskusje nad wyborem, miło było :D

GosiaJ - Sob 20 Maj, 2006 15:05

I jeszcze porcja dyskusji o ulubionych wątku - lobbing, który jak zwylke przechodzi we wzdychanie :-)

Caroline:
Czy można lobbować za swoją wybraną kwestią?
Bo ja, proszę pań (pana), polecam kandydatkę Coming home with me?. Niepozorna się wydaje na początku, ale ileż w niej treści, mocy i dodatkowych znaczeń! "Coming home with me" i już wiemy, że Margaret jest Jego na zawsze (1), że nie jedzie do obcego sobie miejsca, ale do DOMU, Margaret znalazła przystań (2).

(1) WITH ME
please, nie lubujcie się w udręczonym Thorntoniku, czy nie lepiej widzieć go szczęśliwym, a czyż nie jest wspaniały taki radosny i pełen nadziei? I ten uśmiech wesołego wampirka, i głosik pełen uczucia, i miękkość bawełnianego kłaczka w oczach. No czyż nie wzrusza

(2) HOME
Ta kwestia jest dodana, nie było jej w książce, ale dobrze oddaje ducha powieści Gaskell, której jednym z tematów jest przemijanie i dojrzewanie. Margaret po podróży do Helston z panem Bellem uświadamia sobie, że przeszłość (Południe) nie powróci, wszystko się zmienia i ona potrafi to zaakceptować. Miejsce Margaret jest na Północy, tam, gdzie najwięcej wycierpiała, ale też spotkała najważniejszych dla siebie ludzi (Thornton, Higgins i jego rodzina, także pani Thornton), to już jest jej dom, ale musiała jeszcze o niego zawalczyć, pojechała do Milton żeby odzyskać szacunek Thorntona (w duchu licząc na coś więcej). Panienka z Południa nie zdobyłaby się na taki krok.
Za odwagę życiową lubię tę postać. Za mądrość Pani Gaskell lubię tę książkę. Za szacunek dla oryginału - twórców filmu. A wszystko zawiera się w "Coming home with me?"


Gosia:
A ja lobbuje za tymi:

1. "You'll not guess where I've been "

On juz wtedy WIE, ze ona byla w Milton, ze prawdopodobnie przyjechala do NIEGO. I uswiadamia sobie, ze oboje zrobili to samo - on pojechal na poludnie, a ona na polnoc.
"Zgadnij gdzie bylem ?"
Jest w tym pytaniu rodzaj przekomarzania sie: figlarnosc i czulosc jednoczesnie. I zarazem oczekiwanie na jej reakcje: on wie ze to bedzie dla niej niespodzianka - ze bedzie zaskoczona tym kwiatkiem z jej rodzinnych stron. A jak pieknie patrzy w jej oczy ...

2. " I found it in the hedgerow. You have to look hard"

To dla mnie podsumowanie historii i przekaz jednoczesnie: zeby znalezc, trzeba dobrze poszukac, nawet tam gdzie nigdy by sie nie przypuszczalo, ze cos sie znajdzie.
Tak jak ona - przyjechala do Milton, miasta ponurego, smutnego, obcego, w ktorym poczatkowo zle sie czula, ktorego nie mogla zaakceptowac, ktorego nie lubila, znalazla sie wsrod ludzi tak zupelnie innych, w swiecie pelnym konfliktow, pozbawionym elegancji i delikatnosci, w swiecie gdzie sa sprzecznosci: jest bogactwo i nedza i twarda walka o byt..
I tam wlasnie w tym smutnym, pelnym konfliktow miescie - znalazla prawdziwy skarb - milosc i czlowieka, ktorego pokochala. Znalazla go tak jak sie znajduje kwiat w najwiekszych zaroslach.
I on tez ja odnalazl i zdobyl, mimo ze poczatkowo byla tak zle do niego nastawiona.
A sposob w jaki on to mowi .... uffff......


Alison:
Kobitki.... do parlamentu z Wami!
Każdą ustawę przepchniecie!
A wyobraźnię to macie jak za przeproszeniem mały cygan...
Ja jestem ciekawa, czy reżyser i scenarzystka zdają sobie z tego wszystkiego sprawę?
Ale co by nie mówić - jestem zachwycona Waszą analizą podtekstów i bije Wam czołem w chodniczek klinkierem wyłożony.


Gosia:
Ja jeszcze dodam do tej drugiej kwestii
2. " I found it in the hedgerow. You have to look hard"
jeden argument:

Ona przedarla sie przez jego ciernie, a on przedarl sie przez jej ciernie, bo ich pierwsze spotkania to bylo scieranie sie charakterow.
I oboje szukajac dobrze w tych zaroslach, tam gdzie by sie nie spodziewali, ze cos moze sie kryc (zwlaszcza ona), odnalezli to co w nich bylo najlepsze. Oboje zweryfikowali swoje poglady. Ona odnalazla w tym pozornie zimnym, bezwzglednym czlowieku poklady szlachetnosci, dobra i milosci. On przedarl sie ze swoimi racjami do jej rozumu i serca.


Alison:
Gosiu kochana. Na pewno jest tak jak mówisz. Wierzymy Ci ślepo, bo oczywiście wiesz, że "thorn" to znaczy - cierń, kolec, ciernisty krzew?

GosiaJ:
No tak... przeglądam sobie sceny, by się na coś zdecydować. Właśnie oglądam scene odrzuconych oświadczyn. Ojejusiu, czy Wy zwróciłyście uwagę, jak on mówi "Excuse me?" A potem "I understand you completely!". Ten chłop powinien dożywotniego Oscara za całokształt w kategorii "Supergłos" dostać!

Gosia:
Gosiu, nie utrudniaj wyboru!
Ja tez niestety jak tylko puszczam jakas scene, od razu zachwycam sie roznymi jego wypowiedziami, ktorych wczesniej nie bralam pod uwage...
To o czym napisalas, tez zauwazylam, niestety....
Facet ma taki glos, ze kazda wypowiadana przez niego kwestia staje sie fundamentalna lub po prostu przesycona sexappealem.

A zauwazylas w tej scenie, jak on mowi:
- I think it very likely... I know I've never found myself in this position before. It's difficult to find the words.
- Miss Hale, my feelings for you are very strong.
- That can't be true.
lub
- "Or that you assume I'm only capable of thinking in terms of buying and selling? Or enjoy sending my employees to an early grave?".

Nie wybrniemy z tego


GosiaJ:
Zdaję sobie sprawę - cała scena oświadczyn tu powinna być wrzucona i tyle Od chwili, kiedy mówi, że przyszedł w innym celu, to ja mam motylki i mdleję przed ekranem. I kiedy zaczyna, że jego uczucia sa silne... Oj, trzymajcie mnie, bo nie mogę! I potem, kiedy wyrzuca Margaret, że jego uczucia są odpychające itd. - mówi z rosnącą goryczą i jest taki nieszczęśliwy...
A przed chwilą zobaczyłam scenę peronową i znów się rozkleiłam. Wszystkie kwestie są porażające - siła i zdecydowanie, kiedy mówi "Nie potrzebujesz Henry'ego". Lekko drży mu głos, kiedy mówi, że znalazł kwiaty wśród zarośli i że trzeba dobrze szukać. I potem - kiedy ona odchodzi pożegnać się z Henrym, John na chwilę ma znów tak zrozpaczone spojrzenie. Tym bardziej cieszę się razem z nim, kiedy mówi "Coming home..." z tym absolutnym szczęściem wypisanym na twarzy...
Mogłabym tak w kółko, ostrzegam

Gosia - Sob 20 Maj, 2006 15:34

Nooo. Super! Teraz jest juz chyba wszystko :)
Swietne to wszystko bylo, te nasze dylematy, analizy, lobbowanie i ochy i achy! :D
Dzieki za przypomnienie

Caroline - Sob 20 Maj, 2006 16:48

Ha! Tak mnie poruszyły nasze lobbingi, że cieszę się, że już zagłosowałam, bo mogłabym mieć dylemat. A tak, głosik już jest.
Wiadomo na co 8)
Dzięki Gosie obie za wklejkę i pamięć o mojej małej agitce.
;)

Gosia - Sob 20 Maj, 2006 17:01

Drobiazg Caroline :D

Teraz Ci sie przyznam, ze Twoja agitka zrobila wtedy na mnie silne wrazenie, byla ugruntowana i naprawde przekonujaca, do tego stopnia, ze przez chwile prawie jej uleglam ;)
Ale jednak ta namietnosc w glosie Thorntona zwyciezyla.
Juz mowilam, ze dla mnie Thornton w scenie oswiadczyn jest namietny, a w "train station scene" seksowny :D

Caroline - Sob 20 Maj, 2006 17:08

Gosia napisał/a:
Drobiazg Caroline :D
Teraz Ci sie przyznam, ze Twoja agitka zrobila wtedy na mnie silne wrazenie, byla ugruntowana i naprawde przekonujaca, do tego stopnia, ze przez chwile prawie jej uleglam ;)
Ale jednak ta namietnosc w glosie Thorntona zwyciezyla.

Ech, byłam blisko 8)

Gosia napisał/a:

Juz mowilam, ze dla mnie Thornton w scenie oswiadczyn jest namietny, a w "train station scene" seksowny :D

Nie, nie wspominałaś, zazwyczaj wypowiadasz się o nim tak chłodno i z dystansem ;) :D :D :D

Gosia - Sob 20 Maj, 2006 17:10

;) :D :D :D :D :D :D :D
GosiaJ - Sob 20 Maj, 2006 19:49

Caroline napisał/a:
Gosia napisał/a:

Juz mowilam, ze dla mnie Thornton w scenie oswiadczyn jest namietny, a w "train station scene" seksowny :D

Nie, nie wspominałaś, zazwyczaj wypowiadasz się o nim tak chłodno i z dystansem ;) :D :D :D


:lol: :lol: Właśnie, mowisz o nim tak beznamiętnie - widze, że zupełnie na Tobie nie robi wrażenia jego czar ;-)

Agn - Sob 20 Maj, 2006 20:51

Po wielu bojach z własnym "to" "nie, nie, nie - tooo!!!" "chociaż w sumie jednak wolę kiedy mówi toooo---oooooochhhh!!!" podjęłam męską decyzję. Zromantyczniałam, kiedyś taka nie byłam, ale w chwili obecnej zmiękłabym, gdybym usłyszała od jakiegoś Thornton-wannabe tekst typu I spoke to you about my feelings, because I love you, I had no thought for your reputation! Don't wish to possess you, I wish to marry you because I love you. No i macie mój wybór...
GosiaJ - Sob 20 Maj, 2006 21:53

Agn napisał/a:
Po wielu bojach z własnym "to" "nie, nie, nie - tooo!!!" "chociaż w sumie jednak wolę kiedy mówi toooo---oooooochhhh!!!" podjęłam męską decyzję. Zromantyczniałam, kiedyś taka nie byłam, ale w chwili obecnej zmiękłabym, gdybym usłyszała od jakiegoś Thornton-wannabe tekst typu I spoke to you about my feelings, because I love you, I had no thought for your reputation! Don't wish to possess you, I wish to marry you because I love you. No i macie mój wybór...


Słuszny, ze wszech miar słuszny to wybór! :-) "Spokający" Thornton goniący Margaretkę wokoło stołu to jest to, co inne Margaretki kochają najbardziej :-)

Agn - Sob 20 Maj, 2006 22:11

GosiaJ napisał/a:
"Spokający" Thornton goniący Margaretkę wokoło stołu to jest to, co inne Margaretki kochają najbardziej :-)


*leży i kwiczy* Przepraszam, ale wizja, jakiej właśnie doznałam rozłożyła mnie na łopatki... :lol:

Monika - Pon 22 Maj, 2006 00:52

I ja wreszcie po nieprzespanych nocach i biciem się z myślami :wink: dokonałam wyboru.
Najpierwszą taką sceną, która wzrusza mnie do głębi jest "I belive I've seen hell ...". Już sam wstęp do tych słów jest wzruszający, tak straszny i poruszający. Śpiąca Margaret i jej głos w tle. Tyle w nim żalu, niezmiernego smutku, bezsilności. I z tego śnieżnego piekła wynurza się on, Thornton. Idzie pewnym krokiem przed siebie, a wokół niego wirują płatki bawełnianego śniegu. To co dla Margaret jest tak ochydne, tak okropne, dla Johna jest całym jego światem. Światem, który należy do niego. I wszystkie te moje doznania potęguje ta doskonała muzyka, jakby dokładnie skomponowana do tych słów: Myślę, że zobaczyłam piekło. I jest ono białe, jest śnieżno białe.

I nie wiem ileż razy mogłabym oglądać tą scenę, to i tak zawsze już tak będzie, że w w tym jednym momencie (nawet słuchając audiobooka) wyciskać będzie mi z oczu prawdziwe łzy.

GosiaJ - Pon 22 Maj, 2006 01:36

Monika napisał/a:
I ja wreszcie po nieprzespanych nocach i biciem się z myślami :wink: dokonałam wyboru.
Najpierwszą taką sceną, która wzrusza mnie do głębi jest "I belive I've seen hell ...". Już sam wstęp do tych słów jest wzruszający, tak straszny i poruszający. Śpiąca Margaret i jej głos w tle. Tyle w nim żalu, niezmiernego smutku, bezsilności. I z tego śnieżnego piekła wynurza się on, Thornton. Idzie pewnym krokiem przed siebie, a wokół niego wirują płatki bawełnianego śniegu. To co dla Margaret jest tak ochydne, tak okropne, dla Johna jest całym jego światem. Światem, który należy do niego. I wszystkie te moje doznania potęguje ta doskonała muzyka, jakby dokładnie skomponowana do tych słów: Myślę, że zobaczyłam piekło. I jest ono białe, jest śnieżno białe.

I nie wiem ileż razy mogłabym oglądać tą scenę, to i tak zawsze już tak będzie, że w w tym jednym momencie (nawet słuchając audiobooka) wyciskać będzie mi z oczu prawdziwe łzy.


Pięknie opisujesz swoje uczucia. To niesamowite, ile ten film daje nam emocji...

Gosia - Pon 22 Maj, 2006 08:31

Moniko, mnie tez wzrusza zawsze ten fragment, wlasnie od tego momentu, kiedy pokazuja ją taką zmeczoną i smutną.
A potem muzyka, te platki, i Thornton, wladca tego bialego piekla...
W wywiadzie, tym do DVD (dla tych co go jeszcze nie widzieli) Armitage mówi, że na nim zrobila wrazenie ta fabryka, ze kiedy ja zobaczyl, urosl o dwa cale, bo to Thornton byl wladca tego imperium, a on dzieki temu ze sie tam znalazl, potrafil go lepiej zrozumiec i lepiej zinterpretowac tą postac.
Scena piękna.

asiek - Wto 23 Maj, 2006 23:25

Pięknie się czyta... tyle tu emocji, że znowu mam nawrót choroby :lovera:
Na pytanie odpowiem po obejrzeniu filmu.

asiek - Pią 26 Maj, 2006 22:13

GosiaJ napisał/a:
Monika napisał/a:
I ja wreszcie po nieprzespanych nocach i biciem się z myślami :wink: dokonałam wyboru.
Najpierwszą taką sceną, która wzrusza mnie do głębi jest "I belive I've seen hell ...". Już sam wstęp do tych słów jest wzruszający, tak straszny i poruszający. Śpiąca Margaret i jej głos w tle. Tyle w nim żalu, niezmiernego smutku, bezsilności. I z tego śnieżnego piekła wynurza się on, Thornton. Idzie pewnym krokiem przed siebie, a wokół niego wirują płatki bawełnianego śniegu. To co dla Margaret jest tak ochydne, tak okropne, dla Johna jest całym jego światem. Światem, który należy do niego. I wszystkie te moje doznania potęguje ta doskonała muzyka, jakby dokładnie skomponowana do tych słów: Myślę, że zobaczyłam piekło. I jest ono białe, jest śnieżno białe.

I nie wiem ileż razy mogłabym oglądać tą scenę, to i tak zawsze już tak będzie, że w w tym jednym momencie (nawet słuchając audiobooka) wyciskać będzie mi z oczu prawdziwe łzy.


Pięknie opisujesz swoje uczucia. To niesamowite, ile ten film daje nam emocji...


    Po obejrzeniu tej sceny czuję to samo...ona porusza do głębi... Margaret tak strasznie zmęczona i samotna.
    I rzeczywiście, ... scena ta pozwala nam niemal "zajrzeć" w przepaść dzielącą Margaret i Johna.
    Swoją drogą ... jak to miłość potrafi zbudować piękny i solidny most.

Gunia - Pią 26 Maj, 2006 22:15

A dlaczego nie ma tu "Nikt mnie nie kocha"?
Gosia - Pią 26 Maj, 2006 22:19

Jest w pierwszy poscie wyjasnione..
z powodu ograniczen ilosci opcji ankiety.

Gunia - Pią 26 Maj, 2006 22:24

Ale to jest najlepsza kwestia w filmie!
Gosia - Pią 26 Maj, 2006 22:26

Zalezy dla kogo ;)
To jest kwestia subiektywna.
Dla mnie najlepsza jest inna, czemu dalam wyraz w glosowaniu :D

Aga85 - Pią 26 Maj, 2006 22:27

Ciężki wybór, ale ta scena, gdy Margaret odjeżdża... i słowa Rysia "Look back. Look back at me" :thud: . Tak, nie mam wątpliwości, glosuje na ta kwestię :grin:
Gunia - Pią 26 Maj, 2006 22:30

W kwestii odbioru, to "Look back..." jest z pewnością najlepsze, ale chodzi mi o skojarzenie z "Nikt mnie nie kocha! Nikogo nie obchodzi dola Sida leniwca!"... :) No i ta hipokryzja stwierdzenia... Mężczyzna, za którym szaleją wszystkie kobiety w Milton i setki internautek mówi, że nikt go nie kocha... :)
asiek - Sob 27 Maj, 2006 02:47

Czytam kolejny raz wklejone posty z niebieskiej stronki i ... kolejny raz płaczę ze smiechu :grin: :grin: Dziewczyny Jesteście cudowne :banan:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group